Skocz do zawartości
Synchro

1P-LSD; 1-propionyl-lysergic acid diethylamide

Polecane posty

Nazwy:1P-LSD, (6aR,9R)-4-propionyl-N,N-diethyl-7-methyl-4,6,6a,7,8,9-hexahydroindolo[4,3-fg]quinoline-9-carboxamide, 1-Propionyl-Lysergic Acid Diethylamide

Wzór sumaryczny: C23H29N3O2

Opis: N-propionylowy analog LSD-25 oraz homolog ALD-52. Po delegalizacji AL-LADa w UK która nastąpiła w pierwszych dniach stycznia na rynku pojawił się nowy lizergamid. Ponoć aktywniejszy, mocniejszy, lepszy. Czy tak się okaże?

Dawkowanie: na pierwsze badania polecana jest dawka 100 ug (mikrogram). Efekty utrzymują się od 10 do 13 godzin i są opisywane jako znacznie silniejsze od AL-LADa. Bodyload stawiany jest gdzieś pomiędzy AL-LADem a LSZ.

Dostępne u jaszczurzego laboratorium. 5 kartonów po 100 mikrogram za 25 funtów.

post-15833-0-77182300-1421150252_thumb.j

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jestem wielce ciekawy, czekam niecierpliwie na pierwsze opisy tripraporty i relacje, jak ktoś będzie u źródła to może podzielić się ze mną informacjami na temat tego produktu i jego dostepności...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

LUDZIE NIE BIERZCIE TEGO. To JEST CHOLERNIE MOCNE, BAAAAARDZZO GŁĘBOKIE, RATUJCIE SWOJE ZEBYYY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Autentycznie, nie wymyslilem sobie tego:

POCHLONA CIE TAK HALUCYNACJE, ZE NAWET NIE CZUJESZ JAK SOBIE RÓWNO PIŁUJESZ ZAAAABKI

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spokojnie kolejny etap Twojej przemiany i objawienia to wiara, że jesteś ptakiem i wylecenie za okno bądź misja na marsa w kartonie. Żadna substancja Cię nie unicestwi tylko Twój baniak jedynie :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Heja.

Przepraszam za zamieszanie. Czegoś takiego bym się nie spodziewał: odezwała się schiza z MDPV, kiedy to faktycznie trochę poscierałem ząbki. Jednak tak czy owak napiszę, że należy uważać. Na mnie podziałało przez pewien czas tak mocno, że byłoby to teoretycznie możliwe:

 

Etap takich halucynacji, z tak mocnym przemieszaniem się wszystkim zmysłów, że teoretycznie możliwe by było, że wydaje Ci się w halucynacji, powiedzmy, że latając wznosisz się coraz bardziej, a ma to swoją reprezentację w fizycznej czynności szczękościsku / ścierania zębów. Jedno jest pewne, w pewnym momencie zdałem sobie sprawę ze szczękościsku, którego nie byłem świadomy podczas peak'u. Wszystko też zależy od tego jak bardzo pochłoną Cię halucynacje, na jak długo, jaka jest kondycja Twoich zębów.

 

Nie do wiary jest to, że inaczej niż w przypadku LSD-25, badanie przez kilka chwil stanu mojego uzębienia nie przyniosło zrozumienia, że to mi się tylko wydaje - zarówno wizualnie, jak i jeśli chodzi o czucie językiem. Ciekawe.

Być może jedną mikro-zmianę mógłbym ewentualnie stwierdzić. Natomiast jeśli chodzi o paniczne stwierdzenie, że zmiany są bardzo bardzo duże, to przyznaję, pierwszy raz po jakimkolwiek halucynogenie miałem coś takiego.

 

Pomijając to, że trochę pościerałem zęby po między innymi MDPV i 4-BMC, to miałem podobne nieprawdziwe jazdy po 3-mmc. Wygląda na to, że raz przeżyta schiza, zwłaszcza mająca jakiekolwiek podstawy (coś podobnego przeżytego kiedykolwiek naprawdę), nawet jeśli była wywołana przez zupełnie inny środek, inaczej oddziałujący i indukujący zupełnie inny rodzaj halucynacji, może być później "inspiracją" dla halucynacji po środku o innym profilu.

 

Pozdrawiam rząd i twórców programu "Świat się kręci" słowami: znów LSD nie wyrządziło mi krzywdy.


Proponuję zamknąć temat - żałuję, że go bez sensu utworzyłem. Ale będąc całkowicie przekonanym, że to się stało naprawdę, kierowałem się dobrem innych, bo już tylko to mnie obchodziło po chwili wpatrywania się w lustro - myśl, że może ktoś tej nocy zrobi sobie krzywdę ;)

 

PS.

A TR nie wiem czy spiszę, bo po pierwsze to trudno w ogóle opisać go w słowach, po drugie miesiąc musiałbym chyba go pisać.

Królowa wróciła. Love.

Jedno jest pewne. Schiza, że sobie uszkodziłem zęby była po coś, była prezentem. Bo dopiero po tej paranoi, kiedy stwierdziłem, że wyglądając fatalnie, nie mam już nic do stracenia, zrobiłem dorzutkę i poddając się całkowicie Przepływowi, czekałem z ufnością na to, co się dalej stanie. Było to jak śmierć, rezygnacja całkowicie ze wszystkiego, pogodzenie się ze wszystkim. I długo nie musiałem czekać na efekty. Przeżyłem chwile, które trudno opisać. Właściwie nie da się opisać. Jeszcze nigdy aż tak nie byłem wolny i szczęśliwy. Dostałem poza tym dość dokładne "instrukcje", czy też "pokaz" jak nikotyna sprawia, że oddalamy się od wolności. Wiedziałem to, ale co innego wiedzieć, a dokładnie zobaczyć wszystkie procesy, które powodują, że nikotyna oddala od szczęścia. Dlatego od trzech dni nie wapuję elektronicznych papierosów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiem, też tak później stwierdziłem, że nawet gdybym miał faktycznie zęby zjechane do dziąseł i napisałbym o tym, to reszta pomyślałaby tylko:

 

"uuueue kurwa, jak to jest takie zajebiste, tak wystrzeliwuje, że aż nie wiesz co robi Twoje ciało, to chcę to"

 

Prawda jest taka, że trzeba trochę uważać, bo sęk w tym, że poszczególne elementy percepcji stają się czymś innym w halucynacjach. Więc możesz czuć, że np. trzesz zębami o zęby, ale myśleć, że robisz coś innego. U mnie napór zębami na żeby był połączony z bodyloadem (specyficzne kwasowe uczucie w brzuchu), który potęgował taki efekt, jaki można mieć podczas seksu na przykład: jeśli jest mega dobrze, to podczas seksu możesz mieć też szczękościsk, albo jakiś grymas twarzy typu dolna szczęka wywalona do przodu. Nie wiem czy wiecie o co chodzi. Taki "gest/mimika" pełen pasji, namiętne wczucie się w coś. W tym przypadku miałem coś w tym stylu.

Jedynie błędem było później, kiedy zdałem sobie z tego sprawę, zeschizować, że to było tak mocne, że narobiło szkód.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czy ja tam wiem? Stary wyjadacz kwasów, a dałem się nabrać. Bardziej pasowałby temat "Nie bierzcie MDPV!" Tu to na pewno jest wielkie ryzyko starcia zębów do samych dziąseł. Na szczęście miałem je tylko dwa razy, bo naprawdę bym chyba miał szczękę, jak 140-letni dziadek ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

taki mały powrót do tematu. Ostatnio przyśniło mi się że mogę coś takiego dostać. Jak byłoby najlepiej zaaplikować, i gdzie żeby czerpać jak najwięcej satysfakcji z przebytej jazdy ? mam taki fajny las niedaleko , i tak się zastanawiałem żeby się wybrać na przechadzkę. Chyba z innym szczurem wyruszymy w rejs.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kmicic, jakie Ty pytania zadajesz Dx  Każdy ma swoje sposoby i upodobania.

 

Sposób dawkowania? Wiele osób uważa, że przy enteogenach nie godzi się administrować i.v. Z drugiej strony są tacy, którzy podają nawet podnapletkowo. Według mnie tym bardziej się nie godzi, tym bardziej, że w przeciwieństwie do i.v., nie widzę w tym sensu. A jaki jest sens w takim razie i.v.? Otóż ludzie podają, że przy tej drodze administracji NBOMów czy LSD, od razu czuć "że Twoja skóra zaczyna oplatać igłę". Ktoś pisał, że podając i.v. NBOMa, miał doświadczenia nieporównywalne z tymi, które są przy drogach nieinwazyjnych (podjęzykowo itp.). Pisał, że przedmioty zaczęły przemieszczać się w powietrzu i czuł się jak w...... grze, nie pamiętam jakiej (jakiejś muzycznej, wirtualne instrumenty etc.). Pisał też, że oczywiście ilość jaką należy podać jest znacząco mniejsza, bo działanie jest kilkukrotnie mocniejsze.

Także czytając trip raport 2CP i.v. można było wywnioskować, że trip jest nieporównywalnie mocniejszy (ja po 2cp oralnie nie przenosiłem się w zupełnie inną rzeczywistość - i.v. dało taki efekt).

 

Tyle mało ważnych wg mnie technikaliów. Najważniejsze jest zmniejszenie dawki przy i.v. Ja kilka razy rozważałem, aby np. NBOMy zapodać i.v., ale póki co szkoda mi było potencjalnie kalać tripa dla takiego eksperymentu.

 

Ja wolę drogę tradycyjną, pod język / podpoliczkowo (metoda kombinowana, choć przy NBOMach w papierach najlepiej sprawdziło mi się miejsce pod językiem, mocno przyciśnięty papier do "dołka" pod językiem - wejście było szokująco szybkie. Przy lizergamidach raczej nie przyspieszysz nic. Ważniejsze jest to ile dzięki danej metodzie się wchłonie, a ile połkniesz ze śliną. Dlatego polecam albo metodę kombinowaną - raz pod językiem, raz pod policzkiem - a tak czy owak, powstrzymując się od wszystkiego, co powoduje ślinotok. Najlepiej nie palić, oczywiście nie pić i w ogóle nie ruszać za wiele językiem. Unikać nadmiernej produkcji śliny.

 

Istnieje też droga podania pod powiekę, ale moim zdaniem ten jeden raz w życiu spłycił tripa. Nie polecam. Było inaczej wizualnie niż zwykle, nie było wewnętrznego uczucia takiego, jak zwykle. Trudno mi opisać tę różnicę. To nie było to. Działanie było też krótsze o dziwo.

 

Wszystko zależy jak do tego podchodzisz. Dla mnie przyjęcie jakichkolwiek enteogena to bardzo ważny moment. Podchodzę do niego z odpowiednią celebracją. A droga podania pod język wydaje się tak cholernie oczywista i naturalna, że nie chce mi się zazwyczaj eksperymentować. Chyba, że takie NBOMy posiadam w proszku (1p-LSD może też występować w proszku i płynie także), wtedy zmuszony jestem do podania donosowo w roztworze. Podanie pod język jest naturalne dlatego, że pomaga to odczuć, że nie "przypierdalam" enteogena jak jakikolwiek inny narkotyk, ale staję się z nim jednością. Dlatego też całkowicie akceptowalne jest dla mnie wejście godzinne, bo dzięki temu, że jest ono wolne, stopniowo przechodzę od postrzegania zwykłego, do postrzegania tripowego - jest to naturalny proces, odwrotny do tego, który ma miejsce, kiedy działanie mija; dlatego uważam, że jest tu równowaga - wolne wejście, wolne zejście. Dzięki temu mogę podczas wejścia uważnie obserwować zmianę percepcji - i odwrotnie, kiedy działanie mija, wszelkie osiągnięcia, które zdarzyły się podczas tripa, jestem w stanie powoli próbować przenosić do codziennej percepcji.

 

Ale przyznam, że zwłaszcza jedno wejście 25-NBOMe było tak szokująco szybkie i mocne, że jestem w stanie wyobrazić sobie, co dzieje się przy podaniu i.v. Zdecydowanie są plusy takiego efektu. Szybkie i bardzo mocne wejście to jest coś takiego, jakbyś siedział w nieruchomym rollercoasterze, a ten nagle by ruszył od razu z prędkością 100km/h i tylko zaczął przyspieszać. To ma swoje plusy, bo dzięki temu brak jest jakiegokolwiek przygotowania ego. Nie masz wielu szans na stworzenie sobie scenariusza, listy zachcianek itp. Zostajesz porwany, wbrew swojej woli niejako, mogąc być przerażonym, nawet pomimo tego, że wiedziałeś na co się piszesz. To osłabia bardzo ego (o ile na to pozwolisz, mówiąc "niech się dzieje" ;) ), dzięki czemu można dużo więcej zobaczyć podczas podróży. Można też dzięki temu symbolicznie umrzeć, poddając się temu, co się dzieje, mówiąc "i tak już nie mam na to wpływu" Dx

 

Co do miejsca i czasu....... Co ktokolwiek może Ci poradzić? Ja uwielbiam podróże wśród przyrody i uwielbiam całkowicie wirtualne - ciemny pokój i wprowadzające w trans, niosące mnie techno non stop. Uwielbiam noc, ale ma swoje uroki dzień, zdecydowanie.

 

Z jednej strony dobrze sobie to zaplanować (np. ciepło się ubrać, wziąć też w teren coś rozgrzewającego, termos etc.). Z drugiej strony nie ma co planować za dużo. I tak, kiedy się trip skończy, Ty będziesz wiedział, że wszystko stało się dokładnie tak, jak miało się stać. To jest siła nie jednej substancji, a właściwie tego, z czym mamy kontakt po niej.

 

Las to świetny pomysł. Jednak dobrze mieć alternatywę - przygotowany telefon i kasę na taxi, by łatwo i szybko powrócić do ciepłego i wygodnego domu.

 

Dawka? To jest najpraktyczniejsze tutaj pytanie. Według mnie 100ug to już dobrze. Ja przyjmowałem 150ug. Dla osób obeznanych z tematem to odpowiednia minimalna dawka. Ale uważam, że w bezpiecznych warunkach 300ug będzie bardzo dobrym wyborem. Ja tej substancji nie dawkowałem w tej ilości i to są moje najbliższe plany - 300ug, a następne tripy być może jeszcze mocniejsze (400/500).

 

Braindeadshamana poleca 1p-LSD + DOC. Próbowałem obie substancje oddzielnie i mogę pomimo to już powiedzieć, że to całkiem dobry mix. Jednak DOC przy takim małym dawkowaniu daje się we znaki z powodu zawartego w nim chloru, więc moim zdaniem jest to substancja, którą warto spróbować i szybko odstawić na zawsze. Ale przy takim połączeniu na pewno można liczyć na niezapomniane wrażenia. Myślę, że można takie połączenie z powodzeniem nazwać jakimś rodzajem candy-flippingu.

 

Podywagowałem sobie, napisałem to jak widzę kilka kwestii, na pewno to wszystko to Twoja decyzja. Jeśli masz doświadczenie z psychodelikami, to sam wiesz dobrze, po przeczytaniu dawkowania np. na erowidzie, na ile możesz sobie pozwolić i czy jesteś typem, który pomimo doświadczeń z innymi związkami, bardzo ostrożnie podchodzi do nowych, choćby nie wiem jak podobnych substancji, czy traktujesz to tak, że skoro ludzie opisują 1p-LSD jako bardzo podobne do LSD-25, to decydujesz się na dawkę od razu większa, traktując doświadczenie 1p-LSD, jako po prostu kontynuację lizergamidowych doświadczeń.

 

Set and setting etc. to tym bardziej bardzo indywidualna kwestia. Czyż to nie zadziwiające, ile można napisać, by skwitować: "rób jak chcesz"? :P

 

P.S.

Oczywiście................. nie "nie bierzcie", a właśnie: bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, albowiem lizergamidy po to nam zostały ofiarowane :P :P ;) Ramen.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ty to masz wenę :D Faktycznie trochę pomogłeś ale i.v. nie wchodzi w grę, pod dziąsło i niech się dzieje wola Boża. Ale myślałem żeby zaaplikować od razu 300 ug, las jest niedaleko i łąka to raczej piechotą wrócę o ile dam radę. No nic dzięki , weekend będzie ciekawy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Powiem Ci tak. Nie wiem jak w dzień i bez muzyki. Ale 300ug w ciemnym pokoju, nieruchomo siedząc lub leżąc, słuchając muzyki, to będzie naprawdę potęga przez jakiś czas (2-3 godziny). Przypuszczam, że w warunkach mniej deprywacyjnych może być inaczej, "słabiej". Vendor od którego to masz / będziesz miał, ma bardzo sowicie nasączane blottery. Przy takiej dawce na pewno warto znaleźć sobie bardzo odludne miejsce. Widziałbym las z prawdziwego zdarzenia (za miastem, zero ludzi), a nie taki las-park nad jakimś popularnym jeziorem, gdzie jest ciągle mnóstwo spacerowiczów. Przynajmniej na pierwszy raz 300ug tego związku. Nie straszę Cię, nie o to chodzi :) Ilość tak, ale miejsce przemyśl.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze nigdy aż tak nie byłem wolny i szczęśliwy. Dostałem poza tym dość dokładne "instrukcje", czy też "pokaz" jak nikotyna sprawia, że oddalamy się od wolności. Wiedziałem to, ale co innego wiedzieć, a dokładnie zobaczyć wszystkie procesy, które powodują, że nikotyna oddala od szczęścia. Dlatego od trzech dni nie wapuję elektronicznych papierosów.

Po tym poście stwierdziłem oraz postanowiłem, że nie będę jarał szlugów. Dzisiaj wykalkulowałem, że to już ponad miesiąc - dzięki urban :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja osobiscie prowadze czeste doswiadczenia na 1p+DOC i nie zaobserwowalem szczekosciskow i zadnych negatywow...Idealne polaczenie jak dla mnie ;-)

Warto zaznaczyc ze takie polaczenie nie jest dla nowicjuszy !

Dla weteranow polecam 1p 300ug + D~4mg na "raz" + dobra miejscowka ....uzupeniac plyny i cieszyc sie "podroza" :E

Warto oczyscic organizm przed nastepna podroza - ten Doc`kowy fluorek mnie tylko troche drazni ale co sie robi w imie nauki :-)

 

ps.Wieksze dawki juz nic nie daja - wartosci progowe i tak sie metabolizuja - szkoda materialu :cwany:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • REKLAMA

×