Skocz do zawartości
Verdstern

Prawie umarłem - 4-Ho-MIPT

Polecane posty

Witajcie, szanowni Ćpuni i Ćpunki.
OFC. Wszystko jest moim snem, narkotyków nie biorę - ja nawet kawy nie piję!


Chciałem "Pochwalić się", nowym wpisem do CV... Oczywiście nie polecam nikomu powtarzać tego co zrobiłem :)Trochę już czasu minęło, więc sprawa już ostygła w mojej głowie, więc mogę ją W MIARĘ obiektywnie opisać. A nie chciałem robić tego pod wpływem emocji.

Przechodząc do konkretów, z miprycyną mam już doświadczenie dosyć dobre, ale tym razem sprawa mnie mocno przerosła, trip zaczął się standardowo, wziąłem 2 pile na raz (Oczywiście po zejściu tolerancji.), wszystko szło dobrze, wizuale przy otwartych/zamkniętych oczach, synestezje i wszystko inne co kochamy :)ale nie na oczywistych pozytywach chcę się skupić...
Wszystko szło pięknie do czasu, do czasu ...
Stwierdziłem, że muszę zobaczyć co siedzi mi w głowie, kim jestem, że chcę sprawdzić swoją wolę, swój charakter i swoją duszę.
Wpierdoliłem kolejne 8 tabletek, na raz. (Po jakiś 2h po początku tripa.) Łącznie 250 mg hompita...
Spróbuję opisać to co widziałem, ale wiedzcie, że język polski jest zbyt ubogi, żeby opisać to wszystko. W trakcie tripa mogłem po prostu stanąć obok siebie i zobaczyć się takim jakim jestem na prawdę, wszystkie swoje wady, jak traktuje najbliższych i innych ludzi, jakie mam cele, zastanowić się co bym chciał zmienić w swoim życiu itd. Wszystko szło pięknie, osiągnąłem swój cel, więc zaczęła się zabawa, myślałem o czymś, i to praktycznie stawało mi przed oczami, praktycznie kreowałem, rzeczywistość.

Później zaczął nadchodzić peak... Mignęło mi życie przed oczami... Kilka razy... Miałem wrażenie, że przeżyłem już swoje życie tysiące razy, i zawsze kończy się tak samo, zawsze tak samo, tym, że za chwilę umrę... Próbowałem szukać rozwiązania, dostałem ataku paniki, praktycznie kręciłem się w kółko, biegałem po domu w poszukiwaniu rozwiązania - tajnych drzwi którymi wyjdę z mojej fazy. Wbiegałem w ściany, żeby wybiec z tego szaleństwa. Myślałem, że to już na prawdę koniec.

Później pamiętam, że widzę świat, po prostu kulę ziemską która się kręci, widać światła miast, wszystko z oddali, widać tylko ciszę.
Nie myślałem o niczym, po prostu wpatrywałem się w to, nie miałem, żadnych myśli, po za czymś w stylu: "Ludzie, byty, czemu robimy to co robimy."
Znowu urwana klatka, pamiętam, że kręcę się dookoła krzycząc: "Czym jest byt, czy ja jestem bytem, kim kurwa jestem!?" - Czy coś w tym stylu.
Znowu, chwilę pustki, zobaczyłem siebie, nagiego, leżącego na podłodze, a w około jakby wyświetlały się napisy "Smart Drugs" - Czcionka jak z power pointa. Miałem myśl: "Kurwa, czy to jest już mój koniec? Tak wygląda śmierć? Zginąłem przez jebane dopalacze? Kurwa, niczego w życiu nie osiągnąłem, co do tego doprowadziło? Nawet nie zdążę powiedzieć rodzinie, że ich kocham."
Pustka, znowu nic nie pamiętam.
Ocknąłem się trzymając telefon w ręce, nie potrafiłem go odblokować, prawdopodobnie chciałem do kogoś zadzwonić.
Nie wiedziałem jak.
Wszystko lekko się uspokoiło, wiedziałem, że "będzie przypał", ale stwierdziłem - "Twardą pracą, naprawie swoje błędy, rodzina na pewno mi pomoże, mam tylko nadzieję, że wybaczą." Zacząłem się ogarniać, sprzątać dom itd.
Jednak wystarczyła jedna iskra, żeby koszmar wrócił. Jebany domofon...
Tylko słyszałem, jak pulsuje mi serce, miałem wrażenie, że zaraz pęknie. Pomyślałem wtedy: "Nie dam rady, nie poradzę sobie."
I spojrzałem na balkon... Nie muszę chyba dodawać, że nie brakowało wiele, żebym skoczył...

Siedziałem na kanapie, płacząc, z myślami, że tak już musi być, muszę się zabić, żeby to się skończyło.
Pewnie bym dzisiaj tutaj nie pisał gdyby nie jeden przebłysk. Przypomniałem sobie: - "To klasyczna, panika wrażenie, że trip się już nigdy nie skończy. Siądź, uspokój się, wyrzygaj wszystko, będzie kurwa dobrze. Nie rób pochopnych, decyzji. Siadaj kurwa i pomyśl, czego jeszcze nie spróbowałeś."
Przecież, nie widziałem się z żadnym człowiekiem, może jeśli ktoś wyciągnie do mnie rękę to wszystko się skończy.
Pobiegłem do brata. Mieszkał niedaleko, a drogę nie raz pokonałem na autopilocie. Niestety pamiętam tylko, że spojrzałem na niego, krzyknąłem: - "Obojętnie jak to się skończy, kocham was."
Następne urywki które pamiętam, to Policja która wsadzała mnie do karetki, szpital.

Później, był jeszcze jeden szpital, ale z niego się wypisałem, stwierdziłem, że jeśli mam się ogarnąć, to muszę opuścić to pojebane miejsce, które tylko mnie dobija.

Wszystko skończyło się bez uszczerbku na zdrowiu, ani psychicznym ani fizycznym (Chociaż muszę powiedzieć, że siedmiu policjantów którzy próbowali mnie obezwładnić, mocno mnie poturbowali. Ofc. szacunek do nich, gdyby mnie nie spacyfikowali to chuj wie jakby się to skończyło.).
Prawie 2 miesiące ciągnąłem L4, przez pierwszy tydzień, byłem totalnie zdołowany, było mi po prostu wstyd tego co zrobiłem, ale jednocześnie cieszyłem się, że tak naprawdę nikomu ani sobie nie zrobiłem krzywdy.
Po kilku nieprzespanych nocach, wszystko poukładałem sobie w głowie, a po powrocie do pracy, zacząłem wprowadzać plan naprawczy. Chciałem zmienić, to co mnie tak przestraszyło w samym sobie.

Czy żałuję? Trochę, tak. Szkoda, że odkryłem siebie w takich a nie innych okolicznościach. No i wstyd przed rodziną jak chuj... Całe szczęście, że są wyrozumiali, i mi wybaczyli. Z kolei tego co przeżyłem, nie da się opisać, to jest doświadczenie które wymusiło wiele zmian w moim życiu, wiele zmian na lepsze.

Czy nigdy nie tknę narkotyków? Nie, myślę, że jeśli ma się głowę na karku to używki mogą być dobrą zabawą, odskocznią czy zwierciadłem które pokaże nam kim jesteśmy.

Później się obudziłem :) Ofc. nie polecam odbywania snów o takiej tematyce, a jeśli już musicie to robić, to KURWA NIE TAKIE DAWKI, i pomyślcie, użyjcie mózgu, którego mi zabrakło, a prawie go straciłem.

Jeśli ktoś ma pytania, to piszcie - z chęcią odpowiem.
Jeśli miałem podobne doświadczenie, ale Tobie się nie udało poskładać do kupy, napisz! Może moje spostrzeżenia mogą Ci pomóc.

Edytowano przez Verdstern

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak to jest gdy przedawkujesz tak mocną substancję. Ciesz się że nie wylądowałeś w kaftanie ( przejebane gdy chcesz się podrapać) Zła podróż po psajko z angielskiego bad trip niekoniecznie musi być zła :unsure: podczas trwania na pewno nie jest przyjemnie. Jednakże po zakończeniu występuje katharsis ( : wygoogluj sobie bo pewnie się zgodzisz. W następstwie czujesz się oczyszczony, uwolniony od niektórych kwesti :) może nawet lepszy? W tak intensywną podróż bez neuroleptyków/benzo bym się nie wybierał, bo gdy byłoby za mrocznie wyłączył bym jej działanie lub zdecydowanie osłabił. Na koniec mój ulubione porównanie bad tripa mianowicie : WYOBRAŹ SOBIE ŚLIMAKA PEŁZNĄCEGO PO OSTRZU ŻYLETKI :X haha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Verdstern napisał:

Witajcie, szanowni Ćpuni i Ćpunki.
OFC. Wszystko jest moim snem, narkotyków nie biorę - ja nawet kawy nie piję!


Chciałem "Pochwalić się", nowym wpisem do CV... Oczywiście nie polecam nikomu powtarzać tego co zrobiłem :)Trochę już czasu minęło, więc sprawa już ostygła w mojej głowie, więc mogę ją W MIARĘ obiektywnie opisać. A nie chciałem robić tego pod wpływem emocji.

Przechodząc do konkretów, z miprycyną mam już doświadczenie dosyć dobre, ale tym razem sprawa mnie mocno przerosła, trip zaczął się standardowo, wziąłem 2 pile na raz (Oczywiście po zejściu tolerancji.), wszystko szło dobrze, wizuale przy otwartych/zamkniętych oczach, synestezje i wszystko inne co kochamy :)ale nie na oczywistych pozytywach chcę się skupić...
Wszystko szło pięknie do czasu, do czasu ...
Stwierdziłem, że muszę zobaczyć co siedzi mi w głowie, kim jestem, że chcę sprawdzić swoją wolę, swój charakter i swoją duszę.
Wpierdoliłem kolejne 8 tabletek, na raz. (Po jakiś 2h po początku tripa.) Łącznie 250 mg hompita...
Spróbuję opisać to co widziałem, ale wiedzcie, że język polski jest zbyt ubogi, żeby opisać to wszystko. W trakcie tripa mogłem po prostu stanąć obok siebie i zobaczyć się takim jakim jestem na prawdę, wszystkie swoje wady, jak traktuje najbliższych i innych ludzi, jakie mam cele, zastanowić się co bym chciał zmienić w swoim życiu itd. Wszystko szło pięknie, osiągnąłem swój cel, więc zaczęła się zabawa, myślałem o czymś, i to praktycznie stawało mi przed oczami, praktycznie kreowałem, rzeczywistość.

Później zaczął nadchodzić peak... Mignęło mi życie przed oczami... Kilka razy... Miałem wrażenie, że przeżyłem już swoje życie tysiące razy, i zawsze kończy się tak samo, zawsze tak samo, tym, że za chwilę umrę... Próbowałem szukać rozwiązania, dostałem ataku paniki, praktycznie kręciłem się w kółko, biegałem po domu w poszukiwaniu rozwiązania - tajnych drzwi którymi wyjdę z mojej fazy. Wbiegałem w ściany, żeby wybiec z tego szaleństwa. Myślałem, że to już na prawdę koniec.

Później pamiętam, że widzę świat, po prostu kulę ziemską która się kręci, widać światła miast, wszystko z oddali, widać tylko ciszę.
Nie myślałem o niczym, po prostu wpatrywałem się w to, nie miałem, żadnych myśli, po za czymś w stylu: "Ludzie, byty, czemu robimy to co robimy."
Znowu urwana klatka, pamiętam, że kręcę się dookoła krzycząc: "Czym jest byt, czy ja jestem bytem, kim kurwa jestem!?" - Czy coś w tym stylu.
Znowu, chwilę pustki, zobaczyłem siebie, nagiego, leżącego na podłodze, a w około jakby wyświetlały się napisy "Smart Drugs" - Czcionka jak z power pointa. Miałem myśl: "Kurwa, czy to jest już mój koniec? Tak wygląda śmierć? Zginąłem przez jebane dopalacze? Kurwa, niczego w życiu nie osiągnąłem, co do tego doprowadziło? Nawet nie zdążę powiedzieć rodzinie, że ich kocham."
Pustka, znowu nic nie pamiętam.
Ocknąłem się trzymając telefon w ręce, nie potrafiłem go odblokować, prawdopodobnie chciałem do kogoś zadzwonić.
Nie wiedziałem jak.
Wszystko lekko się uspokoiło, wiedziałem, że "będzie przypał", ale stwierdziłem - "Twardą pracą, naprawie swoje błędy, rodzina na pewno mi pomoże, mam tylko nadzieję, że wybaczą." Zacząłem się ogarniać, sprzątać dom itd.
Jednak wystarczyła jedna iskra, żeby koszmar wrócił. Jebany domofon...
Tylko słyszałem, jak pulsuje mi serce, miałem wrażenie, że zaraz pęknie. Pomyślałem wtedy: "Nie dam rady, nie poradzę sobie."
I spojrzałem na balkon... Nie muszę chyba dodawać, że nie brakowało wiele, żebym skoczył...

Siedziałem na kanapie, płacząc, z myślami, że tak już musi być, muszę się zabić, żeby to się skończyło.
Pewnie bym dzisiaj tutaj nie pisał gdyby nie jeden przebłysk. Przypomniałem sobie: - "To klasyczna, panika wrażenie, że trip się już nigdy nie skończy. Siądź, uspokój się, wyrzygaj wszystko, będzie kurwa dobrze. Nie rób pochopnych, decyzji. Siadaj kurwa i pomyśl, czego jeszcze nie spróbowałeś."
Przecież, nie widziałem się z żadnym człowiekiem, może jeśli ktoś wyciągnie do mnie rękę to wszystko się skończy.
Pobiegłem do brata. Mieszkał niedaleko, a drogę nie raz pokonałem na autopilocie. Niestety pamiętam tylko, że spojrzałem na niego, krzyknąłem: - "Obojętnie jak to się skończy, kocham was."
Następne urywki które pamiętam, to Policja która wsadzała mnie do karetki, szpital.

Później, był jeszcze jeden szpital, ale z niego się wypisałem, stwierdziłem, że jeśli mam się ogarnąć, to muszę opuścić to pojebane miejsce, które tylko mnie dobija.

Wszystko skończyło się bez uszczerbku na zdrowiu, ani psychicznym ani fizycznym (Chociaż muszę powiedzieć, że siedmiu policjantów którzy próbowali mnie obezwładnić, mocno mnie poturbowali. Ofc. szacunek do nich, gdyby mnie nie spacyfikowali to chuj wie jakby się to skończyło.).
Prawie 2 miesiące ciągnąłem L4, przez pierwszy tydzień, byłem totalnie zdołowany, było mi po prostu wstyd tego co zrobiłem, ale jednocześnie cieszyłem się, że tak naprawdę nikomu ani sobie nie zrobiłem krzywdy.
Po kilku nieprzespanych nocach, wszystko poukładałem sobie w głowie, a po powrocie do pracy, zacząłem wprowadzać plan naprawczy. Chciałem zmienić, to co mnie tak przestraszyło w samym sobie.

Czy żałuję? Trochę, tak. Szkoda, że odkryłem siebie w takich a nie innych okolicznościach. No i wstyd przed rodziną jak chuj... Całe szczęście, że są wyrozumiali, i mi wybaczyli. Z kolei tego co przeżyłem, nie da się opisać, to jest doświadczenie które wymusiło wiele zmian w moim życiu, wiele zmian na lepsze.

Czy nigdy nie tknę narkotyków? Nie, myślę, że jeśli ma się głowę na karku to używki mogą być dobrą zabawą, odskocznią czy zwierciadłem które pokaże nam kim jesteśmy.

Później się obudziłem :) Ofc. nie polecam odbywania snów o takiej tematyce, a jeśli już musicie to robić, to KURWA NIE TAKIE DAWKI, i pomyślcie, użyjcie mózgu, którego mi zabrakło, a prawie go straciłem.

Jeśli ktoś ma pytania, to piszcie - z chęcią odpowiem.
Jeśli miałem podobne doświadczenie, ale Tobie się nie udało poskładać do kupy, napisz! Może moje spostrzeżenia mogą Ci pomóc.

Dobry wariat jesteś :E Też miałem ciekawe doświadczenie, ale po LSD, diabły tasmańskie, podwójnie maczane, 7 dni pod rząd szamaliśmy kwary, jeszcze przewinęło się dwóch ziomków w ciągu tego całego tygodnia zjedli tylko po połówce, a styk z kwasami mieli i to kilka razy, jeden i drugi po 11 godzinach fazy stwierdzili, że kurwa "my już dziękujemy zryło nam bańkę, mocne te kwasy" a ja z tym drugim pojebańcem dokładaliśmy sobie po pół potem po całym, znowu pół do tego piliśmy delikatnie jakieś piwka i jaranda sqna :D w 7 dzień dojebaliśmy już grubo bo zjedliśmy po 2 i pół papiera, wszystko było ładnie, pięknie, śmialiśy się cały tydzień, wiecie jak to po kwadratach wybuchasz śmiechem chuj wie z czego i nie możesz przestać + zawiasy co jakiś czas i pojawianie się 8 palców u ręki, falowania obrazu itp. te diabełki były zajebiste bo trip 80 % to wylew ze wszystkiego :E No ale dobra, żeby nie było tak kolorowo. Kwasy się skończyły, ziomek poszedł do domu jeszcze, dalej mnie trzymało jeszcze takie odrealnienie, tysiąc myśli na sekundę taki troszkę niedojebany byłem ale nie było tak źle do momentu jak przyszedł ziomek ale nie ten co z nim dźgałem kwasy tylko taki co jara sqna już 20 lat dzień w dzień, od czasu do czasu coś tam sobie zarzucił, pixe, amfe, koks, kwasa, grzyby itp. ale w długich odstępach czasowych, i nie kosmiczne ilości. Mówi do mnie co ty taki dziwny jesteś co żeś ćpał, to mówię mu, że kwasy cały tydz. z panem x :E "Wy to jesteście pojebani pięknie" po czym skręcił lolka zjarałem z nim, ziomek poszedł i się zaczęło, flashback kurwa mać nawrót fazy ale już nie było miło to było pierdolnięcie mocy jak bym wjebał garnek lsd, dramat, serce zaczęło napierdalać z prędkością światła, no to sobie myślę chyba już koniec, nie wiedziałem co robić bo sytuacja z sekundy na minute stawała się coraz bardziej nie do ogarnięcia, ( nie wiedziałem jeszcze co to benzo, to było jakieś 13 lat temu ) zacząłem panikować biegając po pokoju tam i z powrotem błagając Pana Boga, że by mnie nie zabierał, że jak to przeżyję to już nigdy nic nie wezmę, starałem się opanować to jakoś, ale robiłem jakieś dziwne rzeczy, ubierałem kurtkę zimową, chciałem wyjść na pole chodź było lato, miliardy myśli zalewały mój mózg, nie mogłem się skupić na niczym, położyłem się na łóżku, serce zapierdalało grubo i przestawało bić na 3 sekundy i tak w kółko, no czułem, że chyba nie ogarnę, że albo zaraz zawału dostanę, albo skocze z okna ;/ jeszcze świętej pamięci moja mama i babcia obok w pokoju. Nie skończyło się szpitalem, nie miałem benzo, ogarnąłem to nie wiem jakim cudem, niestety zawiesiłem się na długi okres czasu, przez pierwsze pół roku nie mogłem wypowiedzieć zdania, kompletny odklej, jak zawsze jarałem sqna wiadrami to po tych kwarach brałem bucha i nawrót fazy, tej chujowej z wkrętkami, że umrę itp. po poł roku powoli zaczynałem dochodzić do siebie, alkohol mi pomagał, uwalniał mnie od tej zwały, piłem przez rok dzień w dzień, jak się najebałem mimo to, że bałem się już zaćpać, to i tak to robiłem ale już nie psychodeliki tylko, taką malutką kreseczkę fety no z 30 mg, czekałem co się stanie, czy mnie wyjebie czy nie, jak było ok to dojadałem więcej pijąc alkohol bo na trzeźwo nie mogłem funkcjonować. Odwiesili mi zawiasy i poszedłem leżeć, uratowała mnie pucha, byłem tak przedźgany, wychudzony, przepity, zryta głowa, ważyłem 58 kilo przy w zroście 186 cm, na łapie 28 cm. wjazd na monte, zacząłem jeść regularnie po pewnym czasie i podjazd. Pamiętam, że nie mogłem zrobić 3 gibów na początku, no dramat, ale nie poddawałem się i z dnia na dzień zaczynałem nabierać mocy, psychika powoli wracała do normy, pyk cud odwiesiłem się. Wychodząc po 30 miechach zk tarnów przybrałem na wadze ponad 30 kilo, łapa poszła 14 cm w górę :E Kurwa ta jedna z piękniejszych chwil w moim życiu jak brama się otworzyła, patrze jest ziomek z którym żarłem te kwary, jest mama jest wolność, pierwsze co zrobiliśmy przed powrotem do krk musiałem zaliczyć sklep, zimne piwo po 30 miesiącach :D Jedziemy sobie autkiem bo taki ziomuś ogarnął transport, wszystko takie duże, ogromna przestrzeń, tak kolorowo wszędzie, jak w new york :E reszta ekipy czekała już na nas w krakowie, jak zawsze ja byłem najchudszy to jak ich zobaczyłem to oni tacy malutcy wszyscy się zrobili, nabrałem tyle siły, że jak bym tak zajebał strzała jednego to 3 padło by od razu :D  Dobra bo już mi się nie chcę stukać w te klawisze więc zakończę na tym swoją prawdziwą opowieść. Pamiętaj nigdy prochu, a kwasy po trochu :E 

Pozdro dla wariatów :) 

KraK Na SmAK :E 

Ps. czekam na gołębia :E 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, zajebieciebieiciebie napisał:

Tak to jest gdy przedawkujesz tak mocną substancję. Ciesz się że nie wylądowałeś w kaftanie ( przejebane gdy chcesz się podrapać) Zła podróż po psajko z angielskiego bad trip niekoniecznie musi być zła :unsure: podczas trwania na pewno nie jest przyjemnie. Jednakże po zakończeniu występuje katharsis ( : wygoogluj sobie bo pewnie się zgodzisz. W następstwie czujesz się oczyszczony, uwolniony od niektórych kwesti :) może nawet lepszy? W tak intensywną podróż bez neuroleptyków/benzo bym się nie wybierał, bo gdy byłoby za mrocznie wyłączył bym jej działanie lub zdecydowanie osłabił. Na koniec mój ulubione porównanie bad tripa mianowicie : WYOBRAŹ SOBIE ŚLIMAKA PEŁZNĄCEGO PO OSTRZU ŻYLETKI :X haha

Nic tylko się cieszyć, że ho-mipt jest w miarę bezpieczny... Przy innych substancjach branie 10 razy tyle, ile uważa się za mocną dawkę, kończy się gorzej :)
Pewnie, gdybym się nie ogarnął, i nie był komunikatywny po tym jak dali mi zastrzyk na uspokojenie, to by mnie wpierdolili do kaftana bankowo. Podobno dawno nie widzieli kogoś tak porobionego.

Co do katharsis to jasne, że tak. Psychodeliki mają to do siebie, że często to z bad tripów wyciągamy najwięcej informacji, dowiadujemy się co tak na prawdę nas boli, a nie jesteśmy w stanie dostrzec tego na trzeźwo.
A to było klasyczne oczyszczenie duszy, wypłynęło ze mnie wszystko co złe, przemyślałem "całego siebie" i zacząłem od nowa. Mam nadzieję, że rzeczy które zmieniłem/chcę zmienić takie już pozostaną przez tego tripa.

A jeśli chodzi o benzo... Miałem je cały czas przy sobie, tylko nigdy nie musiałem go brać, zawsze radziłem sobie z bad tripami sam, zmieniałem otoczenie, temat, muzykę itd. A przez to, że nie brałem go nigdy, w tamtej sytuacji nie pomyślałem o nim nawet... Następnym razem gdy będę brał większe dawki (Ofc. nigdy już nie powtórzę takich ilości. Bo myślę, że stosunek ryzyka do korzyści jest trochę za duży.) to zostawię na wierzchu tabletkę, z karteczką "Anty-BadTrip" :D
Możliwe, że benzo oszczędziło by mi część tripa, tylko z drugiej strony. Może gdybym nie odczuł go w ten sposób, z tym "przypałem" nie spowodowałoby to we mnie chęci zmian, i poprawy.
 

7 godzin temu, krak1984 napisał:

Dobry wariat jesteś :E Też miałem ciekawe doświadczenie, ale po LSD, diabły tasmańskie, podwójnie maczane, 7 dni pod rząd szamaliśmy kwary, jeszcze przewinęło się dwóch ziomków w ciągu tego całego tygodnia zjedli tylko po połówce, a styk z kwasami mieli i to kilka razy, jeden i drugi po 11 godzinach fazy stwierdzili, że kurwa "my już dziękujemy zryło nam bańkę, mocne te kwasy" a ja z tym drugim pojebańcem dokładaliśmy sobie po pół potem po całym, znowu pół do tego piliśmy delikatnie jakieś piwka i jaranda sqna :D w 7 dzień dojebaliśmy już grubo bo zjedliśmy po 2 i pół papiera, wszystko było ładnie, pięknie, śmialiśy się cały tydzień, wiecie jak to po kwadratach wybuchasz śmiechem chuj wie z czego i nie możesz przestać + zawiasy co jakiś czas i pojawianie się 8 palców u ręki, falowania obrazu itp. te diabełki były zajebiste bo trip 80 % to wylew ze wszystkiego :E No ale dobra, żeby nie było tak kolorowo. Kwasy się skończyły, ziomek poszedł do domu jeszcze, dalej mnie trzymało jeszcze takie odrealnienie, tysiąc myśli na sekundę taki troszkę niedojebany byłem ale nie było tak źle do momentu jak przyszedł ziomek ale nie ten co z nim dźgałem kwasy tylko taki co jara sqna już 20 lat dzień w dzień, od czasu do czasu coś tam sobie zarzucił, pixe, amfe, koks, kwasa, grzyby itp. ale w długich odstępach czasowych, i nie kosmiczne ilości. Mówi do mnie co ty taki dziwny jesteś co żeś ćpał, to mówię mu, że kwasy cały tydz. z panem x :E "Wy to jesteście pojebani pięknie" po czym skręcił lolka zjarałem z nim, ziomek poszedł i się zaczęło, flashback kurwa mać nawrót fazy ale już nie było miło to było pierdolnięcie mocy jak bym wjebał garnek lsd, dramat, serce zaczęło napierdalać z prędkością światła, no to sobie myślę chyba już koniec, nie wiedziałem co robić bo sytuacja z sekundy na minute stawała się coraz bardziej nie do ogarnięcia, ( nie wiedziałem jeszcze co to benzo, to było jakieś 13 lat temu ) zacząłem panikować biegając po pokoju tam i z powrotem błagając Pana Boga, że by mnie nie zabierał, że jak to przeżyję to już nigdy nic nie wezmę, starałem się opanować to jakoś, ale robiłem jakieś dziwne rzeczy, ubierałem kurtkę zimową, chciałem wyjść na pole chodź było lato, miliardy myśli zalewały mój mózg, nie mogłem się skupić na niczym, położyłem się na łóżku, serce zapierdalało grubo i przestawało bić na 3 sekundy i tak w kółko, no czułem, że chyba nie ogarnę, że albo zaraz zawału dostanę, albo skocze z okna ;/ jeszcze świętej pamięci moja mama i babcia obok w pokoju. Nie skończyło się szpitalem, nie miałem benzo, ogarnąłem to nie wiem jakim cudem, niestety zawiesiłem się na długi okres czasu, przez pierwsze pół roku nie mogłem wypowiedzieć zdania, kompletny odklej, jak zawsze jarałem sqna wiadrami to po tych kwarach brałem bucha i nawrót fazy, tej chujowej z wkrętkami, że umrę itp. po poł roku powoli zaczynałem dochodzić do siebie, alkohol mi pomagał, uwalniał mnie od tej zwały, piłem przez rok dzień w dzień, jak się najebałem mimo to, że bałem się już zaćpać, to i tak to robiłem ale już nie psychodeliki tylko, taką malutką kreseczkę fety no z 30 mg, czekałem co się stanie, czy mnie wyjebie czy nie, jak było ok to dojadałem więcej pijąc alkohol bo na trzeźwo nie mogłem funkcjonować. Odwiesili mi zawiasy i poszedłem leżeć, uratowała mnie pucha, byłem tak przedźgany, wychudzony, przepity, zryta głowa, ważyłem 58 kilo przy w zroście 186 cm, na łapie 28 cm. wjazd na monte, zacząłem jeść regularnie po pewnym czasie i podjazd. Pamiętam, że nie mogłem zrobić 3 gibów na początku, no dramat, ale nie poddawałem się i z dnia na dzień zaczynałem nabierać mocy, psychika powoli wracała do normy, pyk cud odwiesiłem się. Wychodząc po 30 miechach zk tarnów przybrałem na wadze ponad 30 kilo, łapa poszła 14 cm w górę :E Kurwa ta jedna z piękniejszych chwil w moim życiu jak brama się otworzyła, patrze jest ziomek z którym żarłem te kwary, jest mama jest wolność, pierwsze co zrobiliśmy przed powrotem do krk musiałem zaliczyć sklep, zimne piwo po 30 miesiącach :D Jedziemy sobie autkiem bo taki ziomuś ogarnął transport, wszystko takie duże, ogromna przestrzeń, tak kolorowo wszędzie, jak w new york :E reszta ekipy czekała już na nas w krakowie, jak zawsze ja byłem najchudszy to jak ich zobaczyłem to oni tacy malutcy wszyscy się zrobili, nabrałem tyle siły, że jak bym tak zajebał strzała jednego to 3 padło by od razu :D  Dobra bo już mi się nie chcę stukać w te klawisze więc zakończę na tym swoją prawdziwą opowieść. Pamiętaj nigdy prochu, a kwasy po trochu :E 

Pozdro dla wariatów :) 

KraK Na SmAK :E 

Ps. czekam na gołębia :E 

No to pewnie doskonale rozumiesz, ten atak paniki, jedno z najchujowszych uczuć w życiu jakie miałem :)Nie polecam ^_^
Dobrze, że się ogarnąłeś, czasami potrzebujemy miejsca gdzie się wyciszymy powoli dojdziemy do siebie.
 

Edytowano przez Verdstern

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
O 25.07.2017 o 22:15, Verdstern napisał:

Witajcie, szanowni Ćpuni i Ćpunki.
OFC. Wszystko jest moim snem, narkotyków nie biorę - ja nawet kawy nie piję!


Chciałem "Pochwalić się", nowym wpisem do CV... Oczywiście nie polecam nikomu powtarzać tego co zrobiłem :)Trochę już czasu minęło, więc sprawa już ostygła w mojej głowie, więc mogę ją W MIARĘ obiektywnie opisać. A nie chciałem robić tego pod wpływem emocji.

Przechodząc do konkretów, z miprycyną mam już doświadczenie dosyć dobre, ale tym razem sprawa mnie mocno przerosła, trip zaczął się standardowo, wziąłem 2 pile na raz (Oczywiście po zejściu tolerancji.), wszystko szło dobrze, wizuale przy otwartych/zamkniętych oczach, synestezje i wszystko inne co kochamy :)ale nie na oczywistych pozytywach chcę się skupić...
Wszystko szło pięknie do czasu, do czasu ...
Stwierdziłem, że muszę zobaczyć co siedzi mi w głowie, kim jestem, że chcę sprawdzić swoją wolę, swój charakter i swoją duszę.
Wpierdoliłem kolejne 8 tabletek, na raz. (Po jakiś 2h po początku tripa.) Łącznie 250 mg hompita...
Spróbuję opisać to co widziałem, ale wiedzcie, że język polski jest zbyt ubogi, żeby opisać to wszystko. W trakcie tripa mogłem po prostu stanąć obok siebie i zobaczyć się takim jakim jestem na prawdę, wszystkie swoje wady, jak traktuje najbliższych i innych ludzi, jakie mam cele, zastanowić się co bym chciał zmienić w swoim życiu itd. Wszystko szło pięknie, osiągnąłem swój cel, więc zaczęła się zabawa, myślałem o czymś, i to praktycznie stawało mi przed oczami, praktycznie kreowałem, rzeczywistość.

Później zaczął nadchodzić peak... Mignęło mi życie przed oczami... Kilka razy... Miałem wrażenie, że przeżyłem już swoje życie tysiące razy, i zawsze kończy się tak samo, zawsze tak samo, tym, że za chwilę umrę... Próbowałem szukać rozwiązania, dostałem ataku paniki, praktycznie kręciłem się w kółko, biegałem po domu w poszukiwaniu rozwiązania - tajnych drzwi którymi wyjdę z mojej fazy. Wbiegałem w ściany, żeby wybiec z tego szaleństwa. Myślałem, że to już na prawdę koniec.
 

MIAŁEM TAK SAMO O WIADRZE Z MACZANY (kanna AN-2201), ale jedno ale.
ja "wchodziłem" w łóżko, aby wejść do takiej a'la wioski, ale coś odwróciło moją uwagę, spojrzałem za siebie a na drugim końcu łóżka była twierdza wyglądająca jak Necropolis z gry Jeroes III na wysokości metra i wychodziła z niej armia właśnie jednostek z tej nacji w grze. wszystko działo się na ograniczu 1-3 w nocy i wszystko było w chuj jasne. dalej jak Ty nie miałem, tak srogi trip mnie nie złapał.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podoba mi się logika jaka stała za tym tripem "wziąłem 2 piguły i było cudownie, więc wezmę jeszcze 8" :E Odwagi odmówić nie można i dobrze, że nic się nie stało ostatecznie, tylko trochę wstydu :E

Edytowano przez krysztalowy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

z seta poszla, stracilem kontakt moj ziomek wzial mniej tez nie kontaktowal biegal skakal przenosił rzeczy po pokoju buty za okno wywalil swoje sikal na balkonie i mnie calowal, wiedzialem co bedzie po smierci, czulem ze jak umre to bede skakał po wymiarach, o 10 bralem a jak odzyskalem swiadomosc pytam kolesia na ulicy ktora godzina ten ze 15:40 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • REKLAMA

×