Jump to content

NoMercy

Strażnik Forum
  • Posts

    7,943
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    99

Everything posted by NoMercy

  1. Operacja zakończyła się zatrzymaniem 26 osób w wieku od 30 do 57 lat. Osoby te miały zajmować się handlem narkotykami co najmniej od 2015 r. Nie były związane z żadnym z gangów działających w Warszawie czy na Mazowszu, choć część z nich miała związki z tymi ekipami. Stołeczna brygada antynarkotykowa, wspierana przez ponad setkę funkcjonariuszy z innych jednostek, w tym kontrterrorystów, uderzyła w gang handlarzy narkotyków, działający na terenie Mazowsza. Według mazowieckich „pezetów”, grupa ta wprowadziła do obrotu co najmniej 700 kg substancji odurzających m.in.: mefedronu, amfetaminy, marihuany i kokainy. Zatrzymano 26 osób, z których aż 21 zostało aresztowanych. Operacja zorganizowana przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie oraz Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Stołecznej Policji, przygotowywana była od kilku miesięcy. Śledczy po ustaleniu składu osobowego grupy, chcieli, aby podczas działań ujęto jak najwięcej członków tej narkotykowej ekipy. W ubiegłym tygodniu, o ustalonej godzinie ponad setka funkcjonariuszy wkroczyła do 41 mieszkań w Warszawie, Nowym Dworze Mazowieckim, Sochaczewie, Sokołowie Podlaskim, Grójcu i Siedlcach. W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli, m.in. litr płynnej amfetaminy, kokainę i marihuanę oraz odczynniki chemiczne służące do produkcji amfetaminy. Ponadto znaleźli dwie sztuki broni palnej wraz z amunicją. Zabezpieczono także ponad 150 tys. zł w gotówce. Sprzedali narkotyki warte min. 5 mln zł Operacja zakończyła się zatrzymaniem 26 osób w wieku od 30 do 57 lat. Osoby te miały zajmować się handlem narkotykami co najmniej od 2015 r. Nie były związane z żadnym z gangów działających w Warszawie czy na Mazowszu, choć część z nich miała związki z tymi ekipami. Prokurator Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. dokonywania obrotu znaczną ilością narkotyków oraz handlu bronią i amunicją. Za te przestępstwa grozi do 15 lat więzienia. 21 osób zostało aresztowanych, a wobec 5 zastosowano dozory policyjne. Z ustaleń śledztwa wynika, że handlarze z Mazowsza kupili i sprzedali w sumie, co najmniej 300 kg mefedronu (o czarnorynkowej wartości 1,2 mln zł), 100 kg amfetaminy (o wartości 300 tys. zł), 200 kg marihuany (o wartości ponad 2,8 mln zł) oraz 5 kg kokainy (ok 700 tys. zł w hurcie. Prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie. TVP.info Zobacz cały artykuł
  2. Operacja zakończyła się zatrzymaniem 26 osób w wieku od 30 do 57 lat. Osoby te miały zajmować się handlem narkotykami co najmniej od 2015 r. Nie były związane z żadnym z gangów działających w Warszawie czy na Mazowszu, choć część z nich miała związki z tymi ekipami. Stołeczna brygada antynarkotykowa, wspierana przez ponad setkę funkcjonariuszy z innych jednostek, w tym kontrterrorystów, uderzyła w gang handlarzy narkotyków, działający na terenie Mazowsza. Według mazowieckich „pezetów”, grupa ta wprowadziła do obrotu co najmniej 700 kg substancji odurzających m.in.: mefedronu, amfetaminy, marihuany i kokainy. Zatrzymano 26 osób, z których aż 21 zostało aresztowanych. Operacja zorganizowana przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie oraz Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Stołecznej Policji, przygotowywana była od kilku miesięcy. Śledczy po ustaleniu składu osobowego grupy, chcieli, aby podczas działań ujęto jak najwięcej członków tej narkotykowej ekipy. W ubiegłym tygodniu, o ustalonej godzinie ponad setka funkcjonariuszy wkroczyła do 41 mieszkań w Warszawie, Nowym Dworze Mazowieckim, Sochaczewie, Sokołowie Podlaskim, Grójcu i Siedlcach. W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli, m.in. litr płynnej amfetaminy, kokainę i marihuanę oraz odczynniki chemiczne służące do produkcji amfetaminy. Ponadto znaleźli dwie sztuki broni palnej wraz z amunicją. Zabezpieczono także ponad 150 tys. zł w gotówce. Sprzedali narkotyki warte min. 5 mln zł Operacja zakończyła się zatrzymaniem 26 osób w wieku od 30 do 57 lat. Osoby te miały zajmować się handlem narkotykami co najmniej od 2015 r. Nie były związane z żadnym z gangów działających w Warszawie czy na Mazowszu, choć część z nich miała związki z tymi ekipami. Prokurator Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. dokonywania obrotu znaczną ilością narkotyków oraz handlu bronią i amunicją. Za te przestępstwa grozi do 15 lat więzienia. 21 osób zostało aresztowanych, a wobec 5 zastosowano dozory policyjne. Z ustaleń śledztwa wynika, że handlarze z Mazowsza kupili i sprzedali w sumie, co najmniej 300 kg mefedronu (o czarnorynkowej wartości 1,2 mln zł), 100 kg amfetaminy (o wartości 300 tys. zł), 200 kg marihuany (o wartości ponad 2,8 mln zł) oraz 5 kg kokainy (ok 700 tys. zł w hurcie. Prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie. TVP.info
  3. Łącznie mundurowi przechwycili blisko 7300 porcji handlowych metamfetaminy, marihuanę oraz trzy kanistry z 6 litrami płynu, który został przekazany do badań laboratoryjnych. Policjanci zabezpieczyli poza tym w pełni wyposażoną, profesjonalną linię produkcyjną służącą do wytwarzania substancji psychotropowych. Obecnie policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Złotoryi dalej szczegółowo wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy. Zlikwidowana linia produkcyjna do wytwarzania metamfetaminy, przechwycone blisko 7300 porcji handlowych tej substancji zabronionej oraz zatrzymanych dwóch mężczyzn mających związek ze sprawą, to efekt działania funkcjonariuszy Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, którzy w jednym z dolnośląskich powiatów przy wsparciu wrocławskich kontrterrorystów przeprowadzili skuteczną realizację wymierzoną w narkobiznes. Mundurowi w trakcie działań prócz narkotyków i profesjonalnej linii produkcyjnej do ich produkcji zabezpieczyli również dwa pojazdy. Zatrzymani mężczyźni zostali decyzją sądu tymczasowo aresztowani na okres trzech miesięcy. Funkcjonariusze Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową przy wsparciu wrocławskich kontrterrorystów przeprowadzili w powiecie legnickim na Dolnym Śląsku skoordynowane działania wymierzone w przestępczość narkotykową. Na podstawie wnikliwie prowadzonych sprawdzeń i obserwacji, mundurowi wytypowali posesję, gdzie może się odbywać produkcja metamfetaminy. Na podstawie zebranego materiału, policjanci weszli do precyzyjnie wybranych zabudowań, gdzie znaleźli kompletną linie produkcyjną służącą do wytwarzania substancji psychotropowych w postaci metamfetaminy, znaczne ilości tego narkotyku oraz dwie osoby, które zajmowały się produkcją tego zabronionego środka. W momencie wejścia funkcjonariuszy do budynków przebywający tam mężczyźni próbowali jeszcze zatrzeć ślady i zniszczyć dowody swojej nielegalnej działalności, podpalając pomieszczenia, jednak szybkie i zdecydowane działania policjantów udaremniły tę próbę. Łącznie mundurowi przechwycili blisko 7300 porcji handlowych metamfetaminy, marihuanę oraz trzy kanistry z 6 litrami płynu, który został przekazany do badań laboratoryjnych. Policjanci zabezpieczyli poza tym w pełni wyposażoną, profesjonalną linię produkcyjną służącą do wytwarzania substancji psychotropowych. Na miejscu zatrzymani zostali dwaj mężczyźni w wieku 43 i 27 lat, którzy byli w trakcie produkcji metamfetaminy. Na wniosek prokuratury, obaj zostali decyzją sądu tymczasowo aresztowani na okres trzech miesięcy. Obecnie policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Złotoryi dalej szczegółowo wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy. Przypomnijmy też, że za wytwarzanie znacznych ilości środków odurzających grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat trzech. Policja.pl Zobacz cały artykuł
  4. Łącznie mundurowi przechwycili blisko 7300 porcji handlowych metamfetaminy, marihuanę oraz trzy kanistry z 6 litrami płynu, który został przekazany do badań laboratoryjnych. Policjanci zabezpieczyli poza tym w pełni wyposażoną, profesjonalną linię produkcyjną służącą do wytwarzania substancji psychotropowych. Obecnie policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Złotoryi dalej szczegółowo wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy. Zlikwidowana linia produkcyjna do wytwarzania metamfetaminy, przechwycone blisko 7300 porcji handlowych tej substancji zabronionej oraz zatrzymanych dwóch mężczyzn mających związek ze sprawą, to efekt działania funkcjonariuszy Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, którzy w jednym z dolnośląskich powiatów przy wsparciu wrocławskich kontrterrorystów przeprowadzili skuteczną realizację wymierzoną w narkobiznes. Mundurowi w trakcie działań prócz narkotyków i profesjonalnej linii produkcyjnej do ich produkcji zabezpieczyli również dwa pojazdy. Zatrzymani mężczyźni zostali decyzją sądu tymczasowo aresztowani na okres trzech miesięcy. Funkcjonariusze Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową przy wsparciu wrocławskich kontrterrorystów przeprowadzili w powiecie legnickim na Dolnym Śląsku skoordynowane działania wymierzone w przestępczość narkotykową. Na podstawie wnikliwie prowadzonych sprawdzeń i obserwacji, mundurowi wytypowali posesję, gdzie może się odbywać produkcja metamfetaminy. Na podstawie zebranego materiału, policjanci weszli do precyzyjnie wybranych zabudowań, gdzie znaleźli kompletną linie produkcyjną służącą do wytwarzania substancji psychotropowych w postaci metamfetaminy, znaczne ilości tego narkotyku oraz dwie osoby, które zajmowały się produkcją tego zabronionego środka. W momencie wejścia funkcjonariuszy do budynków przebywający tam mężczyźni próbowali jeszcze zatrzeć ślady i zniszczyć dowody swojej nielegalnej działalności, podpalając pomieszczenia, jednak szybkie i zdecydowane działania policjantów udaremniły tę próbę. Łącznie mundurowi przechwycili blisko 7300 porcji handlowych metamfetaminy, marihuanę oraz trzy kanistry z 6 litrami płynu, który został przekazany do badań laboratoryjnych. Policjanci zabezpieczyli poza tym w pełni wyposażoną, profesjonalną linię produkcyjną służącą do wytwarzania substancji psychotropowych. Na miejscu zatrzymani zostali dwaj mężczyźni w wieku 43 i 27 lat, którzy byli w trakcie produkcji metamfetaminy. Na wniosek prokuratury, obaj zostali decyzją sądu tymczasowo aresztowani na okres trzech miesięcy. Obecnie policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Złotoryi dalej szczegółowo wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy. Przypomnijmy też, że za wytwarzanie znacznych ilości środków odurzających grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat trzech. Policja.pl
  5. podgrzac bez ognia w tzw kompieli wodnej rozpuszczalnik.
  6. Psy do pracy w służbie dobierane są w Zakładzie Kynologii Policyjnej, w miejscowości Sułkowice. Jest to jedyny taki ośrodek, który szkoli psy do pracy z policją. Nie każdy zwierzak jednak nadaje się do takiej pracy. Przede wszystkim nie może bać się głośnych dźwięków, ciemności, jazdy samochodami i pociągami. Ważne jest także to, by nie był agresywny w stosunku do ludzi, ponieważ wiele akcji odbywa się w domach. Choć w Kaliszu problem z dopalaczami został opanowany, to nadal nie brakuje młodych ludzi, którzy zażywają te niebezpieczne środki i nimi handlują. Ostatnio kaliska policja zatrzymała 32-letniego kaliszanina, który miał przy sobie woreczki z podejrzaną substancją. Jak to w takich przypadkach bywa – nie były to jedyne dopalacze w użytkowaniu 32-latka. Pozostałą część narkotyków wskazała „Misia” podczas przeszukania mieszkania. W kaliskiej jednostce jest od niedawna, ale ten krótki czas pozwolił, by pokazała co potrafi. Misia – 3 letnia suczka w typie owczarka belgijskiego, od miesiąca zasila szeregi Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu. Suczka szybko znalazła nowego pana, który na co dzień obdarowuje ją ogromną ilością miłości. Podjął się tego mł. asp. Przemysław Zaleśny, który jak sam mówi, pracy ze zwierzętami się nie boi i w dużym stopniu jest to zabawa. Warto dodać, że pan Przemysław jest już przewodnikiem jednego owczarka niemieckiego, więc od niedawna ma podwójne wyzwanie. Misia jest psem wytresowanym do wyszukiwania zapachów narkotyków. Na swoim koncie ma już kilka akcji, w których znalazła środki odurzające. Ostatnio odnalazła w mieszkaniu 32-letniego kaliszanina dopalacze. Nie byłoby w tym nic dziwnego jak na psa specjalizującego się w tym temacie, ale ciekawym faktem jest to, w jakim miejscu się one znajdywały. "Prowadziłem działania w jednym w mieszkań. Misia najpierw zaznaczyła zapach środków odurzających w pokoju, następnie sprawdzaliśmy dalszą część mieszkania. Okazało się, że zaznaczyła pralkę. Sprawdziłem bęben, okazało się, że jest tam kilka foliówek, ale nie było tam nic więcej. Kazałem jej szukać dalej, ale nadal uporczywie wskakiwała na pralkę. Zaznaczała, że coś tam jest, więc sprawdziłem jeszcze raz. Zaznaczyła pojemnik, gdzie się wsypuje proszek i tam były również woreczki ze środkami odurzającymi" – opowiedział nam Przemysław Zaleśny, przewodnik Misi Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu. Psy do pracy w służbie dobierane są w Zakładzie Kynologii Policyjnej, w miejscowości Sułkowice. Jest to jedyny taki ośrodek, który szkoli psy do pracy z policją. Nie każdy zwierzak jednak nadaje się do takiej pracy. Przede wszystkim nie może bać się głośnych dźwięków, ciemności, jazdy samochodami i pociągami. Ważne jest także to, by nie był agresywny w stosunku do ludzi, ponieważ wiele akcji odbywa się w domach, gdzie przebywają małe dzieci lub w samochodach. Zanim jednak rozpoczną się szkolenia, najważniejsze jest, by taki pies nawiązał relację ze swoim opiekunem. Przewodnik musi poświęcić mu dużo uwagi, codziennie zabierać na długie spacery. Kluczowa jest także zabawa, która z biegiem czasu jest podstawą szkoleń. "W okresie szkoleniowym uczymy psa posłuszeństwa, czyli wstawania, siadania, pokonywania przeszkód. W międzyczasie są wprowadzane zapachy poszczególnych narkotyków. Pies na początku szuka swojego ulubionego zapachu, czyli zapachu piłeczki. Taką piłeczkę chowamy w różnych miejscach, pies znajduje ją, a później z taką piłeczką kojarzony jest zapach narkotyków. Podkładane są one w taki sposób, by pies poznał stopniowo wszystkie zapachy narkotyków" – opowiada nam mł. asp. Przemysław Zaleśny Taka nauka jest czasochłonna. Kurs trwa około 5 miesięcy, a praca wymaga ciągłej systematyczności. Pies nie będzie zawsze pamiętał danych zapachów, więc później, po skończonej nauce, raz w tygodniu jest tzw. dzień szkoleniowy na doskonalenie sprawności psów. Taka nauka jest czasochłonna. Kurs trwa około 5 miesięcy, a praca wymaga ciągłej systematyczności. Pies nie będzie zawsze pamiętał danych zapachów, więc później, po skończonej nauce, raz w tygodniu jest tzw. dzień szkoleniowy na doskonalenie sprawności psów. Pies policyjny i przewodnik muszą tworzyć razem zgraną drużynę. By tak było, niezbędna jest silna relacja. Przewodnik musi być pewien swojego podopiecznego i tego, że ten jest mu wierny. Relacja musi być zrównoważona. Pies musi znać granice i wiedzieć kiedy jest pora na zabawę, a kiedy jest w pracy. Nie każda osoba posiada predyspozycje, by łączyć pracę z opieką nad zwierzęciem. Najważniejsza na pewno jest miłość do czworonoga, bez której dalsza współpraca nie miałaby sensu. Kaliska Komenda na ten moment posiada 7 psów policyjnych, w tym 4 patrolowo-tropiące, 2 wykrywające substancje odurzające i 1 specjalizujący się w wykrywaniu materiałów wybuchowych. Zobacz cały artykuł
  7. Psy do pracy w służbie dobierane są w Zakładzie Kynologii Policyjnej, w miejscowości Sułkowice. Jest to jedyny taki ośrodek, który szkoli psy do pracy z policją. Nie każdy zwierzak jednak nadaje się do takiej pracy. Przede wszystkim nie może bać się głośnych dźwięków, ciemności, jazdy samochodami i pociągami. Ważne jest także to, by nie był agresywny w stosunku do ludzi, ponieważ wiele akcji odbywa się w domach. Choć w Kaliszu problem z dopalaczami został opanowany, to nadal nie brakuje młodych ludzi, którzy zażywają te niebezpieczne środki i nimi handlują. Ostatnio kaliska policja zatrzymała 32-letniego kaliszanina, który miał przy sobie woreczki z podejrzaną substancją. Jak to w takich przypadkach bywa – nie były to jedyne dopalacze w użytkowaniu 32-latka. Pozostałą część narkotyków wskazała „Misia” podczas przeszukania mieszkania. W kaliskiej jednostce jest od niedawna, ale ten krótki czas pozwolił, by pokazała co potrafi. Misia – 3 letnia suczka w typie owczarka belgijskiego, od miesiąca zasila szeregi Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu. Suczka szybko znalazła nowego pana, który na co dzień obdarowuje ją ogromną ilością miłości. Podjął się tego mł. asp. Przemysław Zaleśny, który jak sam mówi, pracy ze zwierzętami się nie boi i w dużym stopniu jest to zabawa. Warto dodać, że pan Przemysław jest już przewodnikiem jednego owczarka niemieckiego, więc od niedawna ma podwójne wyzwanie. Misia jest psem wytresowanym do wyszukiwania zapachów narkotyków. Na swoim koncie ma już kilka akcji, w których znalazła środki odurzające. Ostatnio odnalazła w mieszkaniu 32-letniego kaliszanina dopalacze. Nie byłoby w tym nic dziwnego jak na psa specjalizującego się w tym temacie, ale ciekawym faktem jest to, w jakim miejscu się one znajdywały. "Prowadziłem działania w jednym w mieszkań. Misia najpierw zaznaczyła zapach środków odurzających w pokoju, następnie sprawdzaliśmy dalszą część mieszkania. Okazało się, że zaznaczyła pralkę. Sprawdziłem bęben, okazało się, że jest tam kilka foliówek, ale nie było tam nic więcej. Kazałem jej szukać dalej, ale nadal uporczywie wskakiwała na pralkę. Zaznaczała, że coś tam jest, więc sprawdziłem jeszcze raz. Zaznaczyła pojemnik, gdzie się wsypuje proszek i tam były również woreczki ze środkami odurzającymi" – opowiedział nam Przemysław Zaleśny, przewodnik Misi Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu. Psy do pracy w służbie dobierane są w Zakładzie Kynologii Policyjnej, w miejscowości Sułkowice. Jest to jedyny taki ośrodek, który szkoli psy do pracy z policją. Nie każdy zwierzak jednak nadaje się do takiej pracy. Przede wszystkim nie może bać się głośnych dźwięków, ciemności, jazdy samochodami i pociągami. Ważne jest także to, by nie był agresywny w stosunku do ludzi, ponieważ wiele akcji odbywa się w domach, gdzie przebywają małe dzieci lub w samochodach. Zanim jednak rozpoczną się szkolenia, najważniejsze jest, by taki pies nawiązał relację ze swoim opiekunem. Przewodnik musi poświęcić mu dużo uwagi, codziennie zabierać na długie spacery. Kluczowa jest także zabawa, która z biegiem czasu jest podstawą szkoleń. "W okresie szkoleniowym uczymy psa posłuszeństwa, czyli wstawania, siadania, pokonywania przeszkód. W międzyczasie są wprowadzane zapachy poszczególnych narkotyków. Pies na początku szuka swojego ulubionego zapachu, czyli zapachu piłeczki. Taką piłeczkę chowamy w różnych miejscach, pies znajduje ją, a później z taką piłeczką kojarzony jest zapach narkotyków. Podkładane są one w taki sposób, by pies poznał stopniowo wszystkie zapachy narkotyków" – opowiada nam mł. asp. Przemysław Zaleśny Taka nauka jest czasochłonna. Kurs trwa około 5 miesięcy, a praca wymaga ciągłej systematyczności. Pies nie będzie zawsze pamiętał danych zapachów, więc później, po skończonej nauce, raz w tygodniu jest tzw. dzień szkoleniowy na doskonalenie sprawności psów. Taka nauka jest czasochłonna. Kurs trwa około 5 miesięcy, a praca wymaga ciągłej systematyczności. Pies nie będzie zawsze pamiętał danych zapachów, więc później, po skończonej nauce, raz w tygodniu jest tzw. dzień szkoleniowy na doskonalenie sprawności psów. Pies policyjny i przewodnik muszą tworzyć razem zgraną drużynę. By tak było, niezbędna jest silna relacja. Przewodnik musi być pewien swojego podopiecznego i tego, że ten jest mu wierny. Relacja musi być zrównoważona. Pies musi znać granice i wiedzieć kiedy jest pora na zabawę, a kiedy jest w pracy. Nie każda osoba posiada predyspozycje, by łączyć pracę z opieką nad zwierzęciem. Najważniejsza na pewno jest miłość do czworonoga, bez której dalsza współpraca nie miałaby sensu. Kaliska Komenda na ten moment posiada 7 psów policyjnych, w tym 4 patrolowo-tropiące, 2 wykrywające substancje odurzające i 1 specjalizujący się w wykrywaniu materiałów wybuchowych.
  8. co ty pierdolisz XD moze masz problemy z czytaniem? od zawsze powtarzalem i powtarzam tylko bitomaty to ze nie masz mozgu, nie umiesz czytac - to juz twoja sprawa nie moja. a teraz badz tam mily i wypierdalaj... farmazonie dziekuje. ZEGNAMY FARMAZONA
  9. platnosc w 4coins czyli to samo co bys paki bral na swoj adres. tlumaczylem to juz kiedys. wiecx twoj blad bo sam dales swoje dane
  10. Polska powinna zmienić zasady przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności, bo obecnie przyczyny ich są głównie prewencyjne, bez wystarczającego uzasadnienia oraz dokumentowania, nie są też wydawane w tej kwestii decyzje, które można by zaskarżyć do sądu. Apelował o to m.in. rok temu RPO wskazując, że brak zmian naraża Polskę na kolejne przegrane sprawy w Strasburgu i wypłaty następnych zadośćuczynień. Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje szereg zmian dotyczących osadzonych. Będą nowe zasady kontroli, dostarczania korespondencji, wprowadzone zostaną limity zezwoleń na zajęcia poza terenem zakładu karnego. Skazany będzie też musiał poddać się badaniom na obecność w organizmie prekursorów, środków zastępczych lub nowej substancji psychoaktywnej i pokryje koszty, jeśli wynik będzie pozytywny. Chodzi o założenia zmian w Kodeksie karnym wykonawczym, które trafiły do wykazu prac legislacyjnych rządu. O części już pisaliśmy - MS chce zrezygnować z wezwań do stawienia się w celu odbycia kary - sądy według propozycji mają od razu wydawać polecenie zatrzymania i doprowadzenia do aresztu śledczego. Część z proponowanych zmian już teraz jest chwalona - jak choćby rozszerzenie możliwości stosowania dozoru elektronicznego, czy wprowadzenie prokuratorom obowiązku udziału w posiedzeniu w przedmiocie warunkowego zwolnienia oraz w posiedzeniu w przedmiocie odwołania warunkowego zwolnienia czy możliwość odbywania posiedzenia sądu penitencjarnego w sprawie skazanego pozbawionego wolności w formie zdalnej. Resort wraca do kontroli, nad Polską wiszą wyroki ETPC Tu warto przypomnieć, że Polska powinna zmienić zasady przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności, bo obecnie przyczyny ich są głównie prewencyjne, bez wystarczającego uzasadnienia oraz dokumentowania, nie są też wydawane w tej kwestii decyzje, które można by zaskarżyć do sądu. Apelował o to m.in. rok temu RPO wskazując, że brak zmian naraża Polskę na kolejne przegrane sprawy w Strasburgu i wypłaty następnych zadośćuczynień. Chodzi o wyroki Trybunału w Strasburgu dotyczące przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności - z 15 września 2015 r. (Milka przeciwko Polsce) oraz 1 czerwca 2017 r. (Dejnek przeciwko Polsce). ETPC stwierdził w obu sprawach naruszenie prawa do poszanowania życia prywatnego (art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka), bo skarżących poddawano nieuzasadnionym kontrolom osobistym. Nie przedstawiono jednak przekonującego uzasadnienia kontroli osobistej, co w ocenie ETPC jest konieczne w sytuacji zastosowania tak inwazyjnych i potencjalnie upokarzających środków. Trybunał wskazał, że w żadnym postępowaniu sądowym nie zbadano, czy były poważne i uzasadnione przesłanki tych przeszukań. Rząd odpowiadał, że rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 17 października 2016 r. w sprawie sposobów ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej, które szczegółowo opisuje sposób przeprowadzenia kontroli, weszło w życie 2 stycznia 2017 r. Stwierdzono, że kontrola osobista jest wykonywana bezpośrednio na podstawie ustawy i nie wymaga formy decyzji. A podlega ona nadzorowi sędziego penitencjarnego, a także nadzorowi służbowemu w ramach struktury organizacyjnej więziennictwa. Podkreślono, że w trakcie szkoleń dla funkcjonariuszy SW powinno się kłaść nacisk na konieczność wzmocnienia obecnego nadzoru nad przeprowadzaniem kontroli osobistej. Uznano, że dalsze zmiany legislacyjne nie wydają się celowe. Co więcej, ministerstwo już raz proponowało nowelizacji K.k.w - m.in. w tym zakresie. Mowa o projekcie z 2019 r., który utknął w Sejmie i dotknęła go dyskontynuacja prac. Budził zresztą sporo kontrowersji. Wstępna wersja dopuszczała możliwość kontroli osobistych przez osoby odmiennej płci, a także manualną kontrolę miejsc intymnych, bez odpowiednich gwarancji poszanowania godności i prywatności. Projekt przewidywał też, że osobie poddanej kontroli osobistej przysługiwałoby zażalenie do sędziego penitencjarnego. Zdaniem RPO nie odpowiadało to konstytucyjnemu standardowi prawa do sądu. Przepis byłby konstytucyjny, gdyby wprost wskazywał, że rozstrzygnięcie sędziego penitencjarnego w przedmiocie zasadności, legalności oraz prawidłowości kontroli osobistej kończy się wydaniem przez sędziego decyzji, a ta podlega zaskarżeniu do sądu penitencjarnego. Sporo zmian, sporo zagadek Założenia, które znalazły się w wykazie prac legislacyjnych rządu, są obszerne. Zakładają m.in. wprowadzenie na poziomie ustawy regulacji określających stosowanie przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej czynności profilaktycznych, co więcej zakładają również wprowadzenie możliwości poddania skazanego lub tymczasowo aresztowanego badaniom seksuologicznym. Ministerstwo zapowiada też doprecyzowanie przepisów o objęciu skazanego i tymczasowo aresztowanego szczególną ochroną. Mają być wydłużone okresy, po upływie których może nastąpić przeniesienie skazanego na karę dożywotniego pozbawienia wolności do zakładu karnego typu półotwartego (z 15 do 20 lat) i do zakładu karnego typu otwartego (z 20 do 25 lat). Co więcej wprowadzone mają zostać w takich przypadkach obowiązkowe badania psychologiczne, psychiatryczne i seksuologiczne. Skazani muszą się również liczyć z wprowadzeniem limitów zezwoleń - chodzi o osoby przebywające w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego - na wyjście w celu udziału w zajęciach poza terenem zakładu karnego. Ma być możliwość udziału skazanych w usuwaniu skutków sytuacji kryzysowych oraz klęsk żywiołowych. Korespondencje, kontrole, system kar i nagród Z założeń wynika ponadto, że zmienią się zasady cenzury korespondencji w zakładzie karnym typu otwartego. Uregulowane ma zostać na poziomie ustawy ponoszenie przez skazanego kosztów korespondencji i przekazywania korespondencji urzędowej. Co więcej, nowela ma zmienić katalog nagród, kar dyscyplinarnych i ulg dla skazanych i tymczasowo aresztowanych, ograniczone mają być też zasady bezpośredniego przesyłania do adresata korespondencji tymczasowo aresztowanego do korespondencji z obrońcą ustanowionym lub wyznaczonym w sprawie. I zmienią się zasady i szczegółowe uregulowanie kontroli skazanych i tymczasowo aresztowanych (w wykazie wskazano na kontrolę pobieżną, kontrolę osobistą, kontrolę cel i innych pomieszczeń w oddziałach mieszkalnych, kontrolę pomieszczeń poza oddziałami mieszkalnymi, kontrolę paczek, przedmiotów i bagaży, kontrolę pojazdów, którymi skazani lub tymczasowo aresztowani są przewożeni do i z miejsca pracy, kontrolę miejsca pracy poza terenem zakładu karnego lub aresztu śledczego i kontrolę generalna). Ujednolicony ma być sposób korzystania przez skazanych i tymczasowo aresztowanych z widzeń z małoletnimi. Substancja psychoaktywna - skazany zapłaci za test W noweli mają zostać uregulowane zagadnienia związane z kolejnością dostępu skazanych do świadczeń zdrowotnych niedostępnych w przywięziennych podmiotach leczniczych (zachowanie kolejności dostępu do tych świadczeń obowiązującej osoby uprawnione do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych). Resort chce również obowiązku poddania się przez skazanego badaniom na obecność w organizmie prekursorów, środków zastępczych lub nowej substancji psychoaktywnej oraz wprowadzenie zakazu ich używania. Jeśli wynik badania potwierdzi obecność nowej substancji psychoaktywnej skazany będzie musiał za nie zapłacić. - Założenia są lakoniczne, więc trudno dokonać kompleksowej oceny bez uzasadnienia - mówi Prawo.pl dr Agnieszka Gutkowska z Zakładu Kryminologii WPiA UW. I dodaje, że jej niepokój budzi m.in. wspomniana w założeniach koncepcja obowiązkowych badań psychologicznych, psychiatrycznych i seksuologicznych, także w kontekście systemowych trudności związanych z opiniowaniem przez biegłych, z którymi już dziś się mierzymy. Prawo.pl Zobacz cały artykuł
  11. Polska powinna zmienić zasady przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności, bo obecnie przyczyny ich są głównie prewencyjne, bez wystarczającego uzasadnienia oraz dokumentowania, nie są też wydawane w tej kwestii decyzje, które można by zaskarżyć do sądu. Apelował o to m.in. rok temu RPO wskazując, że brak zmian naraża Polskę na kolejne przegrane sprawy w Strasburgu i wypłaty następnych zadośćuczynień. Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje szereg zmian dotyczących osadzonych. Będą nowe zasady kontroli, dostarczania korespondencji, wprowadzone zostaną limity zezwoleń na zajęcia poza terenem zakładu karnego. Skazany będzie też musiał poddać się badaniom na obecność w organizmie prekursorów, środków zastępczych lub nowej substancji psychoaktywnej i pokryje koszty, jeśli wynik będzie pozytywny. Chodzi o założenia zmian w Kodeksie karnym wykonawczym, które trafiły do wykazu prac legislacyjnych rządu. O części już pisaliśmy - MS chce zrezygnować z wezwań do stawienia się w celu odbycia kary - sądy według propozycji mają od razu wydawać polecenie zatrzymania i doprowadzenia do aresztu śledczego. Część z proponowanych zmian już teraz jest chwalona - jak choćby rozszerzenie możliwości stosowania dozoru elektronicznego, czy wprowadzenie prokuratorom obowiązku udziału w posiedzeniu w przedmiocie warunkowego zwolnienia oraz w posiedzeniu w przedmiocie odwołania warunkowego zwolnienia czy możliwość odbywania posiedzenia sądu penitencjarnego w sprawie skazanego pozbawionego wolności w formie zdalnej. Resort wraca do kontroli, nad Polską wiszą wyroki ETPC Tu warto przypomnieć, że Polska powinna zmienić zasady przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności, bo obecnie przyczyny ich są głównie prewencyjne, bez wystarczającego uzasadnienia oraz dokumentowania, nie są też wydawane w tej kwestii decyzje, które można by zaskarżyć do sądu. Apelował o to m.in. rok temu RPO wskazując, że brak zmian naraża Polskę na kolejne przegrane sprawy w Strasburgu i wypłaty następnych zadośćuczynień. Chodzi o wyroki Trybunału w Strasburgu dotyczące przeprowadzania kontroli osobistych osób pozbawionych wolności - z 15 września 2015 r. (Milka przeciwko Polsce) oraz 1 czerwca 2017 r. (Dejnek przeciwko Polsce). ETPC stwierdził w obu sprawach naruszenie prawa do poszanowania życia prywatnego (art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka), bo skarżących poddawano nieuzasadnionym kontrolom osobistym. Nie przedstawiono jednak przekonującego uzasadnienia kontroli osobistej, co w ocenie ETPC jest konieczne w sytuacji zastosowania tak inwazyjnych i potencjalnie upokarzających środków. Trybunał wskazał, że w żadnym postępowaniu sądowym nie zbadano, czy były poważne i uzasadnione przesłanki tych przeszukań. Rząd odpowiadał, że rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 17 października 2016 r. w sprawie sposobów ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej, które szczegółowo opisuje sposób przeprowadzenia kontroli, weszło w życie 2 stycznia 2017 r. Stwierdzono, że kontrola osobista jest wykonywana bezpośrednio na podstawie ustawy i nie wymaga formy decyzji. A podlega ona nadzorowi sędziego penitencjarnego, a także nadzorowi służbowemu w ramach struktury organizacyjnej więziennictwa. Podkreślono, że w trakcie szkoleń dla funkcjonariuszy SW powinno się kłaść nacisk na konieczność wzmocnienia obecnego nadzoru nad przeprowadzaniem kontroli osobistej. Uznano, że dalsze zmiany legislacyjne nie wydają się celowe. Co więcej, ministerstwo już raz proponowało nowelizacji K.k.w - m.in. w tym zakresie. Mowa o projekcie z 2019 r., który utknął w Sejmie i dotknęła go dyskontynuacja prac. Budził zresztą sporo kontrowersji. Wstępna wersja dopuszczała możliwość kontroli osobistych przez osoby odmiennej płci, a także manualną kontrolę miejsc intymnych, bez odpowiednich gwarancji poszanowania godności i prywatności. Projekt przewidywał też, że osobie poddanej kontroli osobistej przysługiwałoby zażalenie do sędziego penitencjarnego. Zdaniem RPO nie odpowiadało to konstytucyjnemu standardowi prawa do sądu. Przepis byłby konstytucyjny, gdyby wprost wskazywał, że rozstrzygnięcie sędziego penitencjarnego w przedmiocie zasadności, legalności oraz prawidłowości kontroli osobistej kończy się wydaniem przez sędziego decyzji, a ta podlega zaskarżeniu do sądu penitencjarnego. Sporo zmian, sporo zagadek Założenia, które znalazły się w wykazie prac legislacyjnych rządu, są obszerne. Zakładają m.in. wprowadzenie na poziomie ustawy regulacji określających stosowanie przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej czynności profilaktycznych, co więcej zakładają również wprowadzenie możliwości poddania skazanego lub tymczasowo aresztowanego badaniom seksuologicznym. Ministerstwo zapowiada też doprecyzowanie przepisów o objęciu skazanego i tymczasowo aresztowanego szczególną ochroną. Mają być wydłużone okresy, po upływie których może nastąpić przeniesienie skazanego na karę dożywotniego pozbawienia wolności do zakładu karnego typu półotwartego (z 15 do 20 lat) i do zakładu karnego typu otwartego (z 20 do 25 lat). Co więcej wprowadzone mają zostać w takich przypadkach obowiązkowe badania psychologiczne, psychiatryczne i seksuologiczne. Skazani muszą się również liczyć z wprowadzeniem limitów zezwoleń - chodzi o osoby przebywające w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego - na wyjście w celu udziału w zajęciach poza terenem zakładu karnego. Ma być możliwość udziału skazanych w usuwaniu skutków sytuacji kryzysowych oraz klęsk żywiołowych. Korespondencje, kontrole, system kar i nagród Z założeń wynika ponadto, że zmienią się zasady cenzury korespondencji w zakładzie karnym typu otwartego. Uregulowane ma zostać na poziomie ustawy ponoszenie przez skazanego kosztów korespondencji i przekazywania korespondencji urzędowej. Co więcej, nowela ma zmienić katalog nagród, kar dyscyplinarnych i ulg dla skazanych i tymczasowo aresztowanych, ograniczone mają być też zasady bezpośredniego przesyłania do adresata korespondencji tymczasowo aresztowanego do korespondencji z obrońcą ustanowionym lub wyznaczonym w sprawie. I zmienią się zasady i szczegółowe uregulowanie kontroli skazanych i tymczasowo aresztowanych (w wykazie wskazano na kontrolę pobieżną, kontrolę osobistą, kontrolę cel i innych pomieszczeń w oddziałach mieszkalnych, kontrolę pomieszczeń poza oddziałami mieszkalnymi, kontrolę paczek, przedmiotów i bagaży, kontrolę pojazdów, którymi skazani lub tymczasowo aresztowani są przewożeni do i z miejsca pracy, kontrolę miejsca pracy poza terenem zakładu karnego lub aresztu śledczego i kontrolę generalna). Ujednolicony ma być sposób korzystania przez skazanych i tymczasowo aresztowanych z widzeń z małoletnimi. Substancja psychoaktywna - skazany zapłaci za test W noweli mają zostać uregulowane zagadnienia związane z kolejnością dostępu skazanych do świadczeń zdrowotnych niedostępnych w przywięziennych podmiotach leczniczych (zachowanie kolejności dostępu do tych świadczeń obowiązującej osoby uprawnione do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych). Resort chce również obowiązku poddania się przez skazanego badaniom na obecność w organizmie prekursorów, środków zastępczych lub nowej substancji psychoaktywnej oraz wprowadzenie zakazu ich używania. Jeśli wynik badania potwierdzi obecność nowej substancji psychoaktywnej skazany będzie musiał za nie zapłacić. - Założenia są lakoniczne, więc trudno dokonać kompleksowej oceny bez uzasadnienia - mówi Prawo.pl dr Agnieszka Gutkowska z Zakładu Kryminologii WPiA UW. I dodaje, że jej niepokój budzi m.in. wspomniana w założeniach koncepcja obowiązkowych badań psychologicznych, psychiatrycznych i seksuologicznych, także w kontekście systemowych trudności związanych z opiniowaniem przez biegłych, z którymi już dziś się mierzymy. Prawo.pl
  12. Aparat państwa mógłby, czysto hipotetycznie, po prostu wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu i papierosów. Wtedy jednak musieliby się mierzyć nie tylko ze wściekłymi obywatelami, ale również z wielomiliardową dziurą budżetową. Podatek akcyzowy przynosi Polsce rocznie ponad 70 miliardów złotych, z czego nieco ponad połowa to właśnie używki. Nie dajmy się omamić zapewnieniami o prozdrowotnym charakterze szykowanych zmian w podatku akcyzowym. Nawet jeśli poprzez ceny państwo zniechęci parę osób do nadużywania alkoholu i palenia papierosów, to i tak tylko dodatek. Podwyżka akcyzy na używki będzie służyć przede wszystkim finansom państwa. Nie dajmy sobie wmówić, że podwyżka akcyzy na używki w jakiś sposób poprawi zdrowie Polaków Danina nałożona na producentów napojów słodzonych przyniosła całkiem niezły sukces. Polacy dzięki podatkowi cukrowemu rzeczywiście piją ich mniej. Dlaczego więc resort zdrowia miałby nie pójść za ciosem i nie obłożyć dodatkowym podatkiem innych niezdrowych produktów? Być może dlatego, że – wbrew zapewnieniom polityków i urzędników – wcale nie chodziło w pierwszej kolejności o zdrowie obywateli. Zapowiadana już przez ministra Niedzielskiego podwyżka akcyzy stanowi poszlakę wskazującą właśnie na taki stan rzeczy. Relacja pomiędzy państwem i używkami jest w najlepszym wypadku dwuznaczna. Owszem, wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że alkohol i wyroby tytoniowe są szkodliwe dla zdrowia. Bardzo, nawet wówczas, gdy mówimy o małych ilościach. Mowa o szkodliwości z całą pewnością porównywalnej z nadużywaniem cukru w diecie. Prawdopodobnie zresztą dużo większej. Aparat państwa mógłby, czysto hipotetycznie, po prostu wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu i papierosów. Wtedy jednak musieliby się mierzyć nie tylko ze wściekłymi obywatelami, ale również z wielomiliardową dziurą budżetową. Podatek akcyzowy przynosi Polsce rocznie ponad 70 miliardów złotych, z czego nieco ponad połowa to właśnie używki. Mówimy przy tym o dość pewnym, stabilnym dochodzie. Spożywanie alkoholu wciąż stanowi w naszym państwie integralną część naszych zwyczajów. Nałogowych i rekreacyjnych palaczy w Polsce wciąż są miliony. Za każdym razem, gdy kupujemy papierosy albo piwo, państwo ma z tego tytułu pieniądze. Kiedy tych zaczyna państwu brakować, pojawia się naturalna chęć sięgnięcia po więcej. Czy można znaleźć lepszą wymówkę, niż troska o zdrowie Polaków? Rzeczywiście, funkcja stymulacyjna podatków istnieje i ma się dobrze. Opodatkowanie niepożądanego przez władzę zachowania sprawia, że obywatele mogą z niego zrezygnować. Tak samo ulgi podatkowe zachęcają do tych rzeczy, które władzy się podobają. Podwyżka akcyzy na używki w tym momencie jest jednak posunięciem dość podejrzanym. Z kilku powodów. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze Polska nie ma jakiegoś dramatycznego problemu z alkoholem i papierosami, który uzasadniałby dalsze podnoszenie akcyzy na tego typu używki. Z roku na rok coraz mniej Polaków pali. Zgodnie z danymi Eurostatu w 2020 r. było to 26 proc. mieszkańców naszego kraju. Także w przypadku cotygodniowego picia alkoholu wypadamy naprawdę nieźle na tle reszty Europy. Takie zachowanie deklarowało raptem 16,9 proc. Polaków, przy unijnej średniej wynoszącej 18,5 proc. Zawsze mogłoby być lepiej? Z pewnością. Nie da się jednak ukryć, że nie jesteśmy państwem z problemami alkoholowymi tak poważnymi, że wymagającymi drastycznej interwencji państwa. Co więcej, od lat na Wisłą utrzymuje się tendencja spadkowa. Wszystko przez większą świadomość co do zdrowego trybu życia, oraz ewoluującą kulturę coraz mniej przychylnym okiem patrzącą na palenie papierosów i picie na umór. Podwyżka akcyzy na używki pojawia się tymczasem w momencie, gdy zupełnym przypadkiem rząd porwał się na ambitny Polski Ład. Zakładający między innymi znaczącą obniżkę podatków dla najgorszej zarabiających. Do tego aktualna władza upiera się na kontynuowanie i rozwijanie rekordowego polskiego socjalu. A wszystko to w momencie, w którym szalejąca inflacja spowodowała boleśnie odczuwalną drożyznę w sklepach. O ile nie ma w tym momencie żadnej realnej potrzeby sztucznego windowania cel używek, o tyle potrzeba budżetowa jak najbardziej istnieje. Nawet jeżeli rządzący powiedzą nam, że każda złotówka pójdzie na służbę zdrowia, to i tak znajdą sposób, by zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zmarnować gdzie indziej. Właśnie dlatego wysokie podatki nie są dobre a wręcz przeciwnie. Zwłaszcza przy klasie politycznej, której nijak nie da się ufać. Podwyżka akcyzy na używki ma służyć przede wszystkim jej interesom. Bezprawnik.pl Zobacz cały artykuł
  13. Aparat państwa mógłby, czysto hipotetycznie, po prostu wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu i papierosów. Wtedy jednak musieliby się mierzyć nie tylko ze wściekłymi obywatelami, ale również z wielomiliardową dziurą budżetową. Podatek akcyzowy przynosi Polsce rocznie ponad 70 miliardów złotych, z czego nieco ponad połowa to właśnie używki. Nie dajmy się omamić zapewnieniami o prozdrowotnym charakterze szykowanych zmian w podatku akcyzowym. Nawet jeśli poprzez ceny państwo zniechęci parę osób do nadużywania alkoholu i palenia papierosów, to i tak tylko dodatek. Podwyżka akcyzy na używki będzie służyć przede wszystkim finansom państwa. Nie dajmy sobie wmówić, że podwyżka akcyzy na używki w jakiś sposób poprawi zdrowie Polaków Danina nałożona na producentów napojów słodzonych przyniosła całkiem niezły sukces. Polacy dzięki podatkowi cukrowemu rzeczywiście piją ich mniej. Dlaczego więc resort zdrowia miałby nie pójść za ciosem i nie obłożyć dodatkowym podatkiem innych niezdrowych produktów? Być może dlatego, że – wbrew zapewnieniom polityków i urzędników – wcale nie chodziło w pierwszej kolejności o zdrowie obywateli. Zapowiadana już przez ministra Niedzielskiego podwyżka akcyzy stanowi poszlakę wskazującą właśnie na taki stan rzeczy. Relacja pomiędzy państwem i używkami jest w najlepszym wypadku dwuznaczna. Owszem, wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że alkohol i wyroby tytoniowe są szkodliwe dla zdrowia. Bardzo, nawet wówczas, gdy mówimy o małych ilościach. Mowa o szkodliwości z całą pewnością porównywalnej z nadużywaniem cukru w diecie. Prawdopodobnie zresztą dużo większej. Aparat państwa mógłby, czysto hipotetycznie, po prostu wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu i papierosów. Wtedy jednak musieliby się mierzyć nie tylko ze wściekłymi obywatelami, ale również z wielomiliardową dziurą budżetową. Podatek akcyzowy przynosi Polsce rocznie ponad 70 miliardów złotych, z czego nieco ponad połowa to właśnie używki. Mówimy przy tym o dość pewnym, stabilnym dochodzie. Spożywanie alkoholu wciąż stanowi w naszym państwie integralną część naszych zwyczajów. Nałogowych i rekreacyjnych palaczy w Polsce wciąż są miliony. Za każdym razem, gdy kupujemy papierosy albo piwo, państwo ma z tego tytułu pieniądze. Kiedy tych zaczyna państwu brakować, pojawia się naturalna chęć sięgnięcia po więcej. Czy można znaleźć lepszą wymówkę, niż troska o zdrowie Polaków? Rzeczywiście, funkcja stymulacyjna podatków istnieje i ma się dobrze. Opodatkowanie niepożądanego przez władzę zachowania sprawia, że obywatele mogą z niego zrezygnować. Tak samo ulgi podatkowe zachęcają do tych rzeczy, które władzy się podobają. Podwyżka akcyzy na używki w tym momencie jest jednak posunięciem dość podejrzanym. Z kilku powodów. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze Polska nie ma jakiegoś dramatycznego problemu z alkoholem i papierosami, który uzasadniałby dalsze podnoszenie akcyzy na tego typu używki. Z roku na rok coraz mniej Polaków pali. Zgodnie z danymi Eurostatu w 2020 r. było to 26 proc. mieszkańców naszego kraju. Także w przypadku cotygodniowego picia alkoholu wypadamy naprawdę nieźle na tle reszty Europy. Takie zachowanie deklarowało raptem 16,9 proc. Polaków, przy unijnej średniej wynoszącej 18,5 proc. Zawsze mogłoby być lepiej? Z pewnością. Nie da się jednak ukryć, że nie jesteśmy państwem z problemami alkoholowymi tak poważnymi, że wymagającymi drastycznej interwencji państwa. Co więcej, od lat na Wisłą utrzymuje się tendencja spadkowa. Wszystko przez większą świadomość co do zdrowego trybu życia, oraz ewoluującą kulturę coraz mniej przychylnym okiem patrzącą na palenie papierosów i picie na umór. Podwyżka akcyzy na używki pojawia się tymczasem w momencie, gdy zupełnym przypadkiem rząd porwał się na ambitny Polski Ład. Zakładający między innymi znaczącą obniżkę podatków dla najgorszej zarabiających. Do tego aktualna władza upiera się na kontynuowanie i rozwijanie rekordowego polskiego socjalu. A wszystko to w momencie, w którym szalejąca inflacja spowodowała boleśnie odczuwalną drożyznę w sklepach. O ile nie ma w tym momencie żadnej realnej potrzeby sztucznego windowania cel używek, o tyle potrzeba budżetowa jak najbardziej istnieje. Nawet jeżeli rządzący powiedzą nam, że każda złotówka pójdzie na służbę zdrowia, to i tak znajdą sposób, by zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zmarnować gdzie indziej. Właśnie dlatego wysokie podatki nie są dobre a wręcz przeciwnie. Zwłaszcza przy klasie politycznej, której nijak nie da się ufać. Podwyżka akcyzy na używki ma służyć przede wszystkim jej interesom. Bezprawnik.pl
  14. Bezpodstawne odrzucenie skargi świadczyło bowiem o co najmniej braku dobrej woli i poszanowania inicjatyw społecznych, a w najgorszym razie mogło wręcz wskazywać na forsowanie odgórnych decyzji politycznych. Pani Genowefa Glińska jest bowiem przedstawicielem Ministerstwa „Sprawiedliwości”, którego szefem jest Zbigniew Ziobro. Przypomnijmy – Nasza skarga na zablokowanie przez marszałek Elżbietę Witek Inicjatywy obywatelskiej Wolnych Konopi nie trafiła do rozpatrzenia przez sędziów Sądu Najwyższego przez indywidualną decyzję pani Genowefy Glińskiej z partyjnej komórki, jaką jest zespół ds. Korespondencji SN. Pani Genowefa uznała, że „wnioski i żądania wykraczają poza zakres uprawnień” instytucji, ale jej krzywdzące rozstrzygnięcie zostało zaskarżone przez prawnika Wolnych Konopi Steliosa Alewrasa. Pismo trafiło do Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Prawnicy RPO z wyraźnie odczuwalnym zdziwieniem zwrócili się do Sądu Najwyższego z pytaniem, dlaczego wniosek został odrzucony w sytuacji, gdy kompetencje instytucji w tym konkretnym zakresie dokładnie i jednoznacznie wskazują przepisy. Tym samym RPO udowodnił, że Zespół ds. Korespondencji SN wykazał się nieznajomością prawa! Nasza skarga do Sądu Najwyższego na zablokowanie przez marszałek Elżbietę Witek Inicjatywy obywatelskiej Wolnych Konopi nie trafiła do rozpatrzenia przez sędziów. Tak naprawdę nie wiadomo dlaczego, a co więcej: powodów nie widzi również Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które zostało poproszone przez Wolne Konopie z mecenasem Steliosem Alewrasem na czele o interwencję w sprawie odmowy nadania sprawie biegu. Opinia RPO jest druzgocąca dla zespołu ds. Korespondencji SN, a zwłaszcza Genowefy Glińskiej, która wydała decyzję! Zacytujmy: „Pragnę zwrócić się do Pani Kierownik z prośbą o przedstawienie Rzecznikowi wyjaśnień dotyczących powodów podjęcia wskazanej powyżej decyzji. Proszę w szczególności o wyjaśnienie, dlaczego odmowę nadania biegu uzasadniono stwierdzeniem braku uprawnienia Sądu Najwyższego do rozpoznania skargi, podczas gdy kompetencję taką przewiduje w sposób wyraźny przepis art. 6 ust. 5 ustawy z dnia 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli w związku z art. 1 pkt 5 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym” – napisał Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Mirosław Wróblewski ponadto podkreślił, że Wolne Konopie zostaną poinformowane zarówno o treści odpowiedzi Kierownik Zespołu ds. Korespondencji SN, a także wszelkich kolejnych działaniach biura RPO. Instytucja tym samym pokazała, że faktycznie stoi na straży praworządności i demokracji i wyraźnie sprzeciwia się upartyjnianiu niezwykle istotnego organu państwowego, jakim jest Sąd Najwyższy. Bezpodstawne odrzucenie skargi świadczyło bowiem o co najmniej braku dobrej woli i poszanowania inicjatyw społecznych, a w najgorszym razie mogło wręcz wskazywać na forsowanie odgórnych decyzji politycznych. Pani Genowefa Glińska jest bowiem przedstawicielem Ministerstwa „Sprawiedliwości”, którego szefem jest Zbigniew Ziobro. Jak już wcześniej zaznaczaliśmy, naszym zdaniem sekretariat Sądu Najwyższego został przejęty przez polityków Zjednoczonej Prawicy, którzy „filtrują” korespondencję, jaka trafia na biurka sędziów. Z przykrością zauważamy, że to złamanie wszelkich procedur i zasad, co niestety wskazuje to na to, że w Polsce demokracja przestała obowiązywać. Na szczęście jednak biuro Rzecznika Praw Obywatelskich tym razem stanęło na straży praworządności i nie dopuściło do bezpodstawnego odrzucenia skargi na opieszałość i – nie bójmy się tych słów – złą wolę Elżbiety Witek, która dopatrzyła się rzekomych uchybień w trakcie zbiórki 100 tys. podpisów pod inicjatywą o legalizację posiadania marihuany w celach rekreacyjnych w Polsce. Inicjując tę prostą akcję nawet nie podejrzewaliśmy, że zaangażuje się w nią Rzecznik Praw Obywatelskich i przyjdzie nam stoczyć boje z Sądem Najwyższym! Damy radę, jeszcze Polska nie zginęła. Zwalczymy szkodliwą ideologię Zjednoczonej Prawicy! WolneKonopie.org Zobacz cały artykuł
  15. Bezpodstawne odrzucenie skargi świadczyło bowiem o co najmniej braku dobrej woli i poszanowania inicjatyw społecznych, a w najgorszym razie mogło wręcz wskazywać na forsowanie odgórnych decyzji politycznych. Pani Genowefa Glińska jest bowiem przedstawicielem Ministerstwa „Sprawiedliwości”, którego szefem jest Zbigniew Ziobro. Przypomnijmy – Nasza skarga na zablokowanie przez marszałek Elżbietę Witek Inicjatywy obywatelskiej Wolnych Konopi nie trafiła do rozpatrzenia przez sędziów Sądu Najwyższego przez indywidualną decyzję pani Genowefy Glińskiej z partyjnej komórki, jaką jest zespół ds. Korespondencji SN. Pani Genowefa uznała, że „wnioski i żądania wykraczają poza zakres uprawnień” instytucji, ale jej krzywdzące rozstrzygnięcie zostało zaskarżone przez prawnika Wolnych Konopi Steliosa Alewrasa. Pismo trafiło do Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Prawnicy RPO z wyraźnie odczuwalnym zdziwieniem zwrócili się do Sądu Najwyższego z pytaniem, dlaczego wniosek został odrzucony w sytuacji, gdy kompetencje instytucji w tym konkretnym zakresie dokładnie i jednoznacznie wskazują przepisy. Tym samym RPO udowodnił, że Zespół ds. Korespondencji SN wykazał się nieznajomością prawa! Nasza skarga do Sądu Najwyższego na zablokowanie przez marszałek Elżbietę Witek Inicjatywy obywatelskiej Wolnych Konopi nie trafiła do rozpatrzenia przez sędziów. Tak naprawdę nie wiadomo dlaczego, a co więcej: powodów nie widzi również Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które zostało poproszone przez Wolne Konopie z mecenasem Steliosem Alewrasem na czele o interwencję w sprawie odmowy nadania sprawie biegu. Opinia RPO jest druzgocąca dla zespołu ds. Korespondencji SN, a zwłaszcza Genowefy Glińskiej, która wydała decyzję! Zacytujmy: „Pragnę zwrócić się do Pani Kierownik z prośbą o przedstawienie Rzecznikowi wyjaśnień dotyczących powodów podjęcia wskazanej powyżej decyzji. Proszę w szczególności o wyjaśnienie, dlaczego odmowę nadania biegu uzasadniono stwierdzeniem braku uprawnienia Sądu Najwyższego do rozpoznania skargi, podczas gdy kompetencję taką przewiduje w sposób wyraźny przepis art. 6 ust. 5 ustawy z dnia 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli w związku z art. 1 pkt 5 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym” – napisał Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Mirosław Wróblewski ponadto podkreślił, że Wolne Konopie zostaną poinformowane zarówno o treści odpowiedzi Kierownik Zespołu ds. Korespondencji SN, a także wszelkich kolejnych działaniach biura RPO. Instytucja tym samym pokazała, że faktycznie stoi na straży praworządności i demokracji i wyraźnie sprzeciwia się upartyjnianiu niezwykle istotnego organu państwowego, jakim jest Sąd Najwyższy. Bezpodstawne odrzucenie skargi świadczyło bowiem o co najmniej braku dobrej woli i poszanowania inicjatyw społecznych, a w najgorszym razie mogło wręcz wskazywać na forsowanie odgórnych decyzji politycznych. Pani Genowefa Glińska jest bowiem przedstawicielem Ministerstwa „Sprawiedliwości”, którego szefem jest Zbigniew Ziobro. Jak już wcześniej zaznaczaliśmy, naszym zdaniem sekretariat Sądu Najwyższego został przejęty przez polityków Zjednoczonej Prawicy, którzy „filtrują” korespondencję, jaka trafia na biurka sędziów. Z przykrością zauważamy, że to złamanie wszelkich procedur i zasad, co niestety wskazuje to na to, że w Polsce demokracja przestała obowiązywać. Na szczęście jednak biuro Rzecznika Praw Obywatelskich tym razem stanęło na straży praworządności i nie dopuściło do bezpodstawnego odrzucenia skargi na opieszałość i – nie bójmy się tych słów – złą wolę Elżbiety Witek, która dopatrzyła się rzekomych uchybień w trakcie zbiórki 100 tys. podpisów pod inicjatywą o legalizację posiadania marihuany w celach rekreacyjnych w Polsce. Inicjując tę prostą akcję nawet nie podejrzewaliśmy, że zaangażuje się w nią Rzecznik Praw Obywatelskich i przyjdzie nam stoczyć boje z Sądem Najwyższym! Damy radę, jeszcze Polska nie zginęła. Zwalczymy szkodliwą ideologię Zjednoczonej Prawicy! WolneKonopie.org
  16. Podczas przeszukania znaleźli amfetaminę, z której można było przygotować blisko 2,4 tysiąca działek dilerskich i kilkanaście porcji suszu roślinnego nowej substancji psychoaktywnej, czyli tak zwanego „dopalacza”. Za przestępstwo, którego się dopuścił, może trafić za kraty nawet na 10 lat. Wspólne działania policjantów z Wydziału do spraw Przestępczości Narkotykowej KWP w Katowicach i kryminalnych ze Świętochłowic, doprowadziły do zatrzymania mężczyzny podejrzanego o posiadanie i handel narkotykami. W swoim mieszkaniu przechowywał on znaczne ilości narkotyków. Policjanci wkroczyli do mieszkania 32-latka, znajdując tam blisko 2,4 tysiąca działek dilerskich amfetaminy oraz dopalacze. Współpraca zakończona sukcesem Świętochłowiccy kryminalni we współpracy z funkcjonariuszami Wydziału do spraw Przestępczości Narkotykowej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach od jakiegoś czasu, prowadzili obserwację mężczyzny podejrzanego o posiadanie i handel narkotykami. Wspólnie z psem wyspecjalizowanym do tropienia narkotyków wkroczyli do jego mieszkania w Świętochłowicach. Podczas przeszukania znaleźli amfetaminę, z której można było przygotować blisko 2,4 tysiąca działek dilerskich i kilkanaście porcji suszu roślinnego nowej substancji psychoaktywnej, czyli tak zwanego „dopalacza”. Świętochłowiczanin przechowywał narkotyki między innymi w lodówce. Kryminalni zatrzymali 32-latka. Mężczyzna trafił do policyjnej celi, a następnie został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków. Prokurator objął go policyjnym dozorem. Za przestępstwo, którego się dopuścił, może trafić za kraty nawet na 10 lat Katowice.NaszeMiasto.pl Zobacz cały artykuł
  17. Podczas przeszukania znaleźli amfetaminę, z której można było przygotować blisko 2,4 tysiąca działek dilerskich i kilkanaście porcji suszu roślinnego nowej substancji psychoaktywnej, czyli tak zwanego „dopalacza”. Za przestępstwo, którego się dopuścił, może trafić za kraty nawet na 10 lat. Wspólne działania policjantów z Wydziału do spraw Przestępczości Narkotykowej KWP w Katowicach i kryminalnych ze Świętochłowic, doprowadziły do zatrzymania mężczyzny podejrzanego o posiadanie i handel narkotykami. W swoim mieszkaniu przechowywał on znaczne ilości narkotyków. Policjanci wkroczyli do mieszkania 32-latka, znajdując tam blisko 2,4 tysiąca działek dilerskich amfetaminy oraz dopalacze. Współpraca zakończona sukcesem Świętochłowiccy kryminalni we współpracy z funkcjonariuszami Wydziału do spraw Przestępczości Narkotykowej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach od jakiegoś czasu, prowadzili obserwację mężczyzny podejrzanego o posiadanie i handel narkotykami. Wspólnie z psem wyspecjalizowanym do tropienia narkotyków wkroczyli do jego mieszkania w Świętochłowicach. Podczas przeszukania znaleźli amfetaminę, z której można było przygotować blisko 2,4 tysiąca działek dilerskich i kilkanaście porcji suszu roślinnego nowej substancji psychoaktywnej, czyli tak zwanego „dopalacza”. Świętochłowiczanin przechowywał narkotyki między innymi w lodówce. Kryminalni zatrzymali 32-latka. Mężczyzna trafił do policyjnej celi, a następnie został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków. Prokurator objął go policyjnym dozorem. Za przestępstwo, którego się dopuścił, może trafić za kraty nawet na 10 lat Katowice.NaszeMiasto.pl
  18. Wstępne badania narkotesterem wykazały, że zabezpieczone substancje to amfetamina oraz ekstazy. Łącznie zabezpieczyli blisko 7,5 kg amfetaminy oraz ponad 280 g tabletek ekstazy. Mężczyzna trafił do policyjnego areszt. Dzisiaj (6.10.2021) sąd po zapoznaniu się z aktami sprawy aresztował bydgoszczanina na najbliższe trzy miesiące. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje za to przestępstwo do 10 lat pozbawienia wolności. Kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zatrzymali 29-latka podejrzanego o posiadanie znacznych ilości narkotyków. Mężczyzna wpadł w lesie, gdzie ukrywał amfetaminę i tabletki ekstazy. Policjanci zabezpieczyli blisko 8 kg narkotyków. Podejrzany powiązany jest ze środowiskiem pseudokibiców. Decyzją sądu został aresztowany na najbliższe trzy miesiące. Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców ustalili, że jeden z mieszkańców miasta zamieszany jest w proceder narkotykowy. Z ich wiedzy wynikało, że może posiadać zakazane środki psychotropowe. Trop doprowadził ich do 29-latka powiązanego ze środowiskiem pseudokibiców jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. W poniedziałek (4.10.2021) kryminalni przystąpili do działania i namierzyli podejrzewanego na ulicy Rynkowskiej w Bydgoszczy. Tam, w pobliżu strzelnicy garnizonowej, podjechał samochodem. Następnie szybko wbiegł w kompleks leśny, gdzie zaczął coś wyciągać z ziemi i chować do kieszeni dresu. W tym momencie policjanci przystąpili do zatrzymania. Zaskoczony widokiem funkcjonariuszy mężczyzna zaczął uciekać w kierunku ulicy Zaświat. W trakcie ucieczki wyrzucił z kieszeni pakunek. Chwilę później był już w rękach kryminalnych. Agresywny 29-latek został obezwładniony i zatrzymany. Policjanci zabezpieczyli wyrzuconą przez niego owiniętą w folię bryłę jasnej substancji. Natomiast w miejscu, gdzie się pochylał nad ziemią, kryminalni znaleźli zakopane dwa plastikowe pojemniki wypełnione zbrylonymi substancjami owiniętymi przeźroczystą i czarną folią oraz słoik z żółtymi tabletkami. Wstępne badania narkotesterem wykazały, że zabezpieczone substancje to amfetamina oraz ekstazy. Łącznie zabezpieczyli blisko 7,5 kg amfetaminy oraz ponad 280 g tabletek ekstazy. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Dalej sprawą zajęli się policjanci z bydgoskiego Śródmieścia. Ekspertyza laboratoryjna potwierdziła, że zabezpieczone substancje to zakazane środki psychotropowe. Funkcjonariusze na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego przedstawili podejrzanemu zarzut posiadania znacznych ilości narkotyków. 29-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie oskarżyciel po jego przesłuchaniu postanowił wnioskować do sądu o tymczasowy areszt. Dzisiaj (6.10.2021) sąd po zapoznaniu się z aktami sprawy aresztował bydgoszczanina na najbliższe trzy miesiące. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje za to przestępstwo do 10 lat pozbawienia wolności. Policja.pl Zobacz cały artykuł
  19. Wstępne badania narkotesterem wykazały, że zabezpieczone substancje to amfetamina oraz ekstazy. Łącznie zabezpieczyli blisko 7,5 kg amfetaminy oraz ponad 280 g tabletek ekstazy. Mężczyzna trafił do policyjnego areszt. Dzisiaj (6.10.2021) sąd po zapoznaniu się z aktami sprawy aresztował bydgoszczanina na najbliższe trzy miesiące. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje za to przestępstwo do 10 lat pozbawienia wolności. Kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zatrzymali 29-latka podejrzanego o posiadanie znacznych ilości narkotyków. Mężczyzna wpadł w lesie, gdzie ukrywał amfetaminę i tabletki ekstazy. Policjanci zabezpieczyli blisko 8 kg narkotyków. Podejrzany powiązany jest ze środowiskiem pseudokibiców. Decyzją sądu został aresztowany na najbliższe trzy miesiące. Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców ustalili, że jeden z mieszkańców miasta zamieszany jest w proceder narkotykowy. Z ich wiedzy wynikało, że może posiadać zakazane środki psychotropowe. Trop doprowadził ich do 29-latka powiązanego ze środowiskiem pseudokibiców jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. W poniedziałek (4.10.2021) kryminalni przystąpili do działania i namierzyli podejrzewanego na ulicy Rynkowskiej w Bydgoszczy. Tam, w pobliżu strzelnicy garnizonowej, podjechał samochodem. Następnie szybko wbiegł w kompleks leśny, gdzie zaczął coś wyciągać z ziemi i chować do kieszeni dresu. W tym momencie policjanci przystąpili do zatrzymania. Zaskoczony widokiem funkcjonariuszy mężczyzna zaczął uciekać w kierunku ulicy Zaświat. W trakcie ucieczki wyrzucił z kieszeni pakunek. Chwilę później był już w rękach kryminalnych. Agresywny 29-latek został obezwładniony i zatrzymany. Policjanci zabezpieczyli wyrzuconą przez niego owiniętą w folię bryłę jasnej substancji. Natomiast w miejscu, gdzie się pochylał nad ziemią, kryminalni znaleźli zakopane dwa plastikowe pojemniki wypełnione zbrylonymi substancjami owiniętymi przeźroczystą i czarną folią oraz słoik z żółtymi tabletkami. Wstępne badania narkotesterem wykazały, że zabezpieczone substancje to amfetamina oraz ekstazy. Łącznie zabezpieczyli blisko 7,5 kg amfetaminy oraz ponad 280 g tabletek ekstazy. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Dalej sprawą zajęli się policjanci z bydgoskiego Śródmieścia. Ekspertyza laboratoryjna potwierdziła, że zabezpieczone substancje to zakazane środki psychotropowe. Funkcjonariusze na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego przedstawili podejrzanemu zarzut posiadania znacznych ilości narkotyków. 29-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie oskarżyciel po jego przesłuchaniu postanowił wnioskować do sądu o tymczasowy areszt. Dzisiaj (6.10.2021) sąd po zapoznaniu się z aktami sprawy aresztował bydgoszczanina na najbliższe trzy miesiące. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje za to przestępstwo do 10 lat pozbawienia wolności. Policja.pl
  20. Podczas akcji przejęto także kilkaset litrów prekursorów i odczynników chemicznych niezbędnych do wytwarzania narkotyku. Łącznie zabezpieczono 118 litrów płynnego 3CMC, z którego można by uzyskać około 150 tys. działek klofedron, o czarnorynkowej wartości blisko 7,5 mln zł. Dzięki współpracy policjantów CBŚP, KWP z/s w Radomiu i KSP zlikwidowano laboratorium, w którym wytwarzana była substancja psychotropowa 3CMC (klofedron). Zatrzymano 2 „chemików”, zabezpieczono 3 działające linie do produkcji narkotyku, przejęto 118 litrów płynnego 3CMC, z którego można uzyskać około 150 tys. działek klofedronu oraz kilkaset litrów prekursorów i odczynników chemicznych niezbędnych do wytworzenia 3CMC. Okoliczności śledztwa wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji, przy współpracy z funkcjonariuszami z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu, z Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji oraz Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Radomiu przeprowadzili działania zatrzymując 2 „chemików”, likwidując fabrykę narkotyków oraz przejmując gotowy produkt. Policjanci dotarli do hal znajdujących się w odludnym miejscu w powiecie przasnyskim. W jednej z nich odbywał się proces produkcji narkotyków, przy wykorzystaniu 3 linii produkcyjnych. Zanim jednak policjanci weszli do laboratorium należało najpierw usunąć szkodliwe dla zdrowia opary substancji znajdujące się w obiekcie. W tym zakresie wsparcia udzielili strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Przasnyszu. Dopiero wówczas w specjalistycznych kombinezonach i w maskach policjanci mogli wejść, a następnie rozpocząć oględziny, które trwały ponad dobę. Okazało się, że skala na jaką mogły być wytwarzane substancje psychotropowe była ogromna, o czym może świadczyć przejęcie blisko 30 pojemników, w których znajdowały się narkotyki w ostatniej fazie produkcji. Podczas akcji przejęto także kilkaset litrów prekursorów i odczynników chemicznych niezbędnych do wytwarzania narkotyku. Łącznie zabezpieczono 118 litrów płynnego 3CMC, z którego można by uzyskać około 150 tys. działek klofedron, o czarnorynkowej wartości blisko 7,5 mln zł. Dodatkowo w miejscu przebywania jednego z podejrzanych policjanci znaleźli i zabezpieczyli jednostkę broni palnej oraz ponad 100 szt. ostrej amunicji. Na podstawie zebranych materiałów Prokuratura Rejonowa w Przasnyszu wszczęła śledztwo. Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty wytwarzania znacznych ilości substancji psychotropowych. Zgodnie z przepisami prawa zbrodnia jest zagrożona karą od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu obaj zostali tymczasowo aresztowani. Obecnie śledztwo jest prowadzone przez policjantów z Zarządu w Warszawie CBŚP i Prokuraturę Okręgową w Ostrołęce. CBSP.policja.pl Zobacz cały artykuł
  21. Podczas akcji przejęto także kilkaset litrów prekursorów i odczynników chemicznych niezbędnych do wytwarzania narkotyku. Łącznie zabezpieczono 118 litrów płynnego 3CMC, z którego można by uzyskać około 150 tys. działek klofedron, o czarnorynkowej wartości blisko 7,5 mln zł. Dzięki współpracy policjantów CBŚP, KWP z/s w Radomiu i KSP zlikwidowano laboratorium, w którym wytwarzana była substancja psychotropowa 3CMC (klofedron). Zatrzymano 2 „chemików”, zabezpieczono 3 działające linie do produkcji narkotyku, przejęto 118 litrów płynnego 3CMC, z którego można uzyskać około 150 tys. działek klofedronu oraz kilkaset litrów prekursorów i odczynników chemicznych niezbędnych do wytworzenia 3CMC. Okoliczności śledztwa wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji, przy współpracy z funkcjonariuszami z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu, z Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji oraz Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Radomiu przeprowadzili działania zatrzymując 2 „chemików”, likwidując fabrykę narkotyków oraz przejmując gotowy produkt. Policjanci dotarli do hal znajdujących się w odludnym miejscu w powiecie przasnyskim. W jednej z nich odbywał się proces produkcji narkotyków, przy wykorzystaniu 3 linii produkcyjnych. Zanim jednak policjanci weszli do laboratorium należało najpierw usunąć szkodliwe dla zdrowia opary substancji znajdujące się w obiekcie. W tym zakresie wsparcia udzielili strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Przasnyszu. Dopiero wówczas w specjalistycznych kombinezonach i w maskach policjanci mogli wejść, a następnie rozpocząć oględziny, które trwały ponad dobę. Okazało się, że skala na jaką mogły być wytwarzane substancje psychotropowe była ogromna, o czym może świadczyć przejęcie blisko 30 pojemników, w których znajdowały się narkotyki w ostatniej fazie produkcji. Podczas akcji przejęto także kilkaset litrów prekursorów i odczynników chemicznych niezbędnych do wytwarzania narkotyku. Łącznie zabezpieczono 118 litrów płynnego 3CMC, z którego można by uzyskać około 150 tys. działek klofedron, o czarnorynkowej wartości blisko 7,5 mln zł. Dodatkowo w miejscu przebywania jednego z podejrzanych policjanci znaleźli i zabezpieczyli jednostkę broni palnej oraz ponad 100 szt. ostrej amunicji. Na podstawie zebranych materiałów Prokuratura Rejonowa w Przasnyszu wszczęła śledztwo. Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty wytwarzania znacznych ilości substancji psychotropowych. Zgodnie z przepisami prawa zbrodnia jest zagrożona karą od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu obaj zostali tymczasowo aresztowani. Obecnie śledztwo jest prowadzone przez policjantów z Zarządu w Warszawie CBŚP i Prokuraturę Okręgową w Ostrołęce. CBSP.policja.pl
  22. bo nikt nie kupuje 1?
  23. ile masz kasy? bo jak duzo to sprzetowy. jak malo to w zaleznosci and lub ios
×
×
  • Create New...