Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!


NoMercy

Strażnik Forum
  • Content Count

    7,505
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    94

Everything posted by NoMercy

  1. NoMercy

    Escobar.store

    to nie do Ciebie tylko do ogol
  2. NoMercy

    Escobar.store

    Pozniej sie dziwicie, ze sklep ogranicza kontakt, ze podnosi ceny, ze ma wymagania... Pokazal wam, ze jak paczke macie dostac dzisiaj i jest do odebrania, to bez zawracania mu dupy ON sam wam pisze, tu i tam, tak, i tak, i tak. Skoro wiecie, jak dziala sklep i nie robicie zam pierwszy raz, to wiecie, jak dziala, jak tez dziala jego obsluga.
  3. ale Ciebie po za kursem interesuje tez to co napisalem wczesniej a mianowicie opinie...
  4. Kupowal ale sama strona nie sprzedaje tam masz ludzi i musisz wybrac sobie takiego co ma dobre oceny i dobre kursy. KYC
  5. Jak nie masz innego wyjscia, to idz tam i zobacz, jak teraz dzialaja. Jak jest zwykly bitomat w srodku, jak to bylo kiedys, to powinno sie dac kupic i wyslac na swoj portfel. Zrob sobie adres portfela na kodzie QR i podbij do bitomatu i zobacz czy ma czytnik QR i sprawdz adres koncowo portfela czy sie zgadza z Twoim i dokonaj zakupu.
  6. NoMercy

    Escobar.store

    Idzcie do watku spam. kolejne posty zostana skasowane, jak nie beda konkretnie dotyczyly opinii o sklepie.
  7. Zatrzymani mężczyźni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających w postaci marihuany, amfetaminy, kokainy, heroiny oraz środków psychotropowych w postaci tabletek ekstazy. Narkotyki trafiały do Polski z Holandii i były rozprowadzane, m.in. w Warszawie, Kobyłce, Markach, Ząbkach, Wołominie, Sierpcu, Płocku, Łomży, Gostyninie, Mławie, Płońsku oraz innych miejscowościach. Szeroko zakrojone działania stołecznego Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw prowadzone pod nadzorem Prokuratury Krajowej w Warszawie doprowadziły do zatrzymania 16 osób, które na przestrzeni ostatnich lat działały w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Prokuratura zarzuca im przede wszystkim dokonywanie przestępstw dotyczących ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, m.in. wewnątrzwspólnotowego przewozu, wywozu, nabywania i dostawy znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz obrotu narkotykami w znacznych ilościach na terenie całego kraju. Policyjna akcja skierowana przeciwko osobom, które na przestrzeni kilku ostatnich lat, działając w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, zajmowały się popełnianiem przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, została przeprowadzona na początku tygodnia w kilku miejscowościach na terenie województw mazowieckiego, podlaskiego i kujawsko-pomorskiego. Sprawnie zorganizowane działania z udziałem funkcjonariuszy Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji przy wsparciu policjantów CPKP BOA, Samodzielnych Pododdziałów Kontrterrorystycznych Policji z Warszawy, Radomia, Olsztyna i Bydgoszczy doprowadziły do zatrzymania 16 osób, które na swoim koncie mają, m.in. przywóz, wywóz, nabywanie i dostawy znacznych ilości narkotyków oraz substancji psychotropowych, a także dokonywanie obrotu znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych. W poniedziałek rano funkcjonariusze weszli do kilkunastu mieszkań na terenie wspomnianych wcześniej województw i zatrzymali 14 mężczyzn w wieku od 28 do 69 lat. Dwie osoby w wieku 31 i 45 lat zostały dowiezione na przesłuchania z aresztów śledczych w Iławie i Warszawie, w których odbywają kary za wcześniej popełnione przestępstwa. Jak ustalili policjanci, zatrzymani mężczyźni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających w postaci marihuany, amfetaminy, kokainy, heroiny oraz środków psychotropowych w postaci tabletek ekstazy. Narkotyki trafiały do Polski z Holandii i były rozprowadzane, m.in. w Warszawie, Kobyłce, Markach, Ząbkach, Wołominie, Sierpcu, Płocku, Łomży, Gostyninie, Mławie, Płońsku oraz innych miejscowościach. Zatrzymani nabywali środki odurzające, aby w dalszej kolejności odsprzedać je innym osobom. Ze sprzedaży narkotyków uczynili sobie stałe źródło dochodu. Prokurator Prokuratury Krajowej w Warszawie przedstawił zatrzymanym zarzuty dokonywania przestępstw dotyczących ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, m.in. wewnątrzwspólnotowego przewozu, wywozu, nabywania i dostawy znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz obrotu narkotykami w znacznych ilościach na terenie całego kraju. Jeden z zatrzymanych mężczyzn odpowie również za handel bronią bez wymaganego zezwolenia. 39-latek miał sprzedać pistolet wraz z amunicją ustalonej osobie. Sąd zastosował wobec 6 zatrzymanych tymczasowy areszt na 3 miesiące. Dziewięciu mężczyzn zostało objętych policyjnym dozorem. Będą musieli wnieść również poręczenia majątkowe. Policja.waw.pl Zobacz cały artykuł
  8. Zatrzymani mężczyźni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających w postaci marihuany, amfetaminy, kokainy, heroiny oraz środków psychotropowych w postaci tabletek ekstazy. Narkotyki trafiały do Polski z Holandii i były rozprowadzane, m.in. w Warszawie, Kobyłce, Markach, Ząbkach, Wołominie, Sierpcu, Płocku, Łomży, Gostyninie, Mławie, Płońsku oraz innych miejscowościach. Szeroko zakrojone działania stołecznego Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw prowadzone pod nadzorem Prokuratury Krajowej w Warszawie doprowadziły do zatrzymania 16 osób, które na przestrzeni ostatnich lat działały w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Prokuratura zarzuca im przede wszystkim dokonywanie przestępstw dotyczących ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, m.in. wewnątrzwspólnotowego przewozu, wywozu, nabywania i dostawy znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz obrotu narkotykami w znacznych ilościach na terenie całego kraju. Policyjna akcja skierowana przeciwko osobom, które na przestrzeni kilku ostatnich lat, działając w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, zajmowały się popełnianiem przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, została przeprowadzona na początku tygodnia w kilku miejscowościach na terenie województw mazowieckiego, podlaskiego i kujawsko-pomorskiego. Sprawnie zorganizowane działania z udziałem funkcjonariuszy Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji przy wsparciu policjantów CPKP BOA, Samodzielnych Pododdziałów Kontrterrorystycznych Policji z Warszawy, Radomia, Olsztyna i Bydgoszczy doprowadziły do zatrzymania 16 osób, które na swoim koncie mają, m.in. przywóz, wywóz, nabywanie i dostawy znacznych ilości narkotyków oraz substancji psychotropowych, a także dokonywanie obrotu znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych. W poniedziałek rano funkcjonariusze weszli do kilkunastu mieszkań na terenie wspomnianych wcześniej województw i zatrzymali 14 mężczyzn w wieku od 28 do 69 lat. Dwie osoby w wieku 31 i 45 lat zostały dowiezione na przesłuchania z aresztów śledczych w Iławie i Warszawie, w których odbywają kary za wcześniej popełnione przestępstwa. Jak ustalili policjanci, zatrzymani mężczyźni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających w postaci marihuany, amfetaminy, kokainy, heroiny oraz środków psychotropowych w postaci tabletek ekstazy. Narkotyki trafiały do Polski z Holandii i były rozprowadzane, m.in. w Warszawie, Kobyłce, Markach, Ząbkach, Wołominie, Sierpcu, Płocku, Łomży, Gostyninie, Mławie, Płońsku oraz innych miejscowościach. Zatrzymani nabywali środki odurzające, aby w dalszej kolejności odsprzedać je innym osobom. Ze sprzedaży narkotyków uczynili sobie stałe źródło dochodu. Prokurator Prokuratury Krajowej w Warszawie przedstawił zatrzymanym zarzuty dokonywania przestępstw dotyczących ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, m.in. wewnątrzwspólnotowego przewozu, wywozu, nabywania i dostawy znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz obrotu narkotykami w znacznych ilościach na terenie całego kraju. Jeden z zatrzymanych mężczyzn odpowie również za handel bronią bez wymaganego zezwolenia. 39-latek miał sprzedać pistolet wraz z amunicją ustalonej osobie. Sąd zastosował wobec 6 zatrzymanych tymczasowy areszt na 3 miesiące. Dziewięciu mężczyzn zostało objętych policyjnym dozorem. Będą musieli wnieść również poręczenia majątkowe. Policja.waw.pl
  9. lepiej poszukaj shitcoins.club lub flayingatom
  10. TO przypadkiem nie sa bitcoinowe salony/automaty hazardowe?
  11. Tomasz był wyjątkowo pobudzony. Miał krzyczeć do policjantów: zabijcie, zastrzelcie mnie, ale pozwólcie mi przytulić ją ostatni raz. W mieszkaniu była także jego narzeczona, z którą w tym roku miał się pobrać. Wkładał sobie ręce do gardła, krzyczał, że wypił kwas, skakał po łóżku, zniszczył karnisz, a w końcu miał chwycić za barki policjanta Szymona. Niektórzy, w internecie, wydali już wyrok. Skoro 30-letni Tomasz Osiński był pod wpływem dopalaczy, skoro się awanturował i zmarł podczas policyjnej interwencji, to ma za swoje. Oliwy do ognia dolała krotoszyńska policja szybko ogłaszając, że Tomasz zmarł po podaniu leku przez ratowników. Ale czy policja mówi prawdę? - Policja nie chce przyznać się do błędu. Boi się odpowiedzialności, zniczy pod komendą i wielkich protestów. Prawda jest taka, że czekając na karetkę, wskutek własnej nieudolności, policjanci zadusili tego chłopaka w jego własnym pokoju. Kilkadziesiąt minut, we czterech, klęczeli na nim, a jego głowę wcisnęli w materac jego łóżka. Gdy ratownicy dotarli na miejsce, ten człowiek już nie żył. Dali zastrzyk nieboszczykowi – mówi nasz informator z Krotoszyna. Zdarzenia, które poniżej opisujemy, rekonstruujemy na podstawie rozmów z różnymi osobami znającymi szczegóły sprawy. Zaznaczają, że chodzi im o elementarną sprawiedliwość. O przyzwoitość. O wykazanie, że policjanci zwyczajnie przegięli. Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że zmarły Tomasz nie był aniołkiem, po dopalaczach był pobudzony. Tego dnia nie poznawał nawet własnej dziewczyny, a policjanci mogli poczuć się zagrożeni. - Ale czy to wszystko tłumaczy? Policja powinna wziąć to na klatę i przyznać: nasi ludzie popełnili błędy, które doprowadziły do zgonu człowieka. Jednak policja idzie w zaparte – mówi nasz informator z Krotoszyna. Policja z Krotoszyna: 30-latek żył aż do momentu przyjazdu ratowników. Po podaniu zastrzyku stracił przytomność i zmarł 3 marca, po telefonie matki, policjanci pojechali na kolejną już interwencję do domu rodziny Osińskich, do mieszkającego na piętrze Tomasza. 30-latek znowu wziął dopalacz, od których był uzależniony. Zresztą niedawno usłyszał wyrok za narkotyki. W styczniu sąd w Krotoszynie skazał go za posiadanie 4 717 średnich dziennych dawek różnego rodzaju dopalaczy. Zarzucono mu także handel nimi, na czym miał zarobić 120 tysięcy złotych. Skazano go na karę 1 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. W okresie próby miał powstrzymać się od brania narkotyków i pójść na leczenie. Jednak wkrótce po styczniowym wyroku Tomasz znowu zapalił dopalacza. Wersja policji jest taka: 3 marca Tomasz był agresywny, pobudzony, niszczył przedmioty, w swoim pokoju zaatakował jednego z funkcjonariuszy. Dlatego trzeba było go zakuć w kajdanki, zastosować środki przymusu, unieruchomić i aż kilkadziesiąt minut czekać na przyjazd karetki. Medycy mieli podać leki uspokajające. Potem miał być szpital, ale plan się posypał. Tomasz zmarł w swoim pokoju. Rzecznik krotoszyńskiej policji Piotr Szczepaniak szybko ogłosił w mediach, że z 30-latkiem cały czas był kontakt słowny i był pobudzony aż do przyjazdu ratowników, którzy dali mu zastrzyk. Miejscowa gazeta cytowała kluczowe zdanie z komunikatu rzecznika, że „ratownicy medyczni podali mężczyźnie środek uspokajający. Po chwili stwierdzili, że mężczyzna traci przytomność”. Wielu uwierzyło w taki przebieg wypadków, a w internecie zaczęto wręcz oskarżać ratowników o uśmiercenie 30-latka. Oraz winić Tomasza, bo przecież wziął dopalacz, igrał ze zdrowiem i życiem, stawiał się policji. Już poza komunikatem, policjanci, także ci biorący udział w interwencji, opowiadali, że Tomasz był wyjątkowo pobudzony. Miał krzyczeć do policjantów: zabijcie, zastrzelcie mnie, ale pozwólcie mi przytulić ją ostatni raz. W mieszkaniu była także jego narzeczona, z którą w tym roku miał się pobrać. Wkładał sobie ręce do gardła, krzyczał, że wypił kwas, skakał po łóżku, zniszczył karnisz, a w końcu miał chwycić za barki policjanta Szymona. Dlatego użyto środków przymusu bezpośredniego, założono kajdanki, unieruchomiono. Trzymali go, żeby ich nie kopał, nie łapał za krocze, co podobno czynił. Rodzice uważają, że policjanci udusili ich syna. Obawiają się, że sprawa zostanie zatuszowana - Czy tak wygląda ćpun? - rodzice Tomasza pokazują zdjęcie uśmiechniętego syna, zrobione krótko przed śmiercią, tuż po jego wizycie u fryzjera. Zanim jednak wejdę do ich domu, w którym rozegrała się tragedia, muszę poczekać aż zamkną sforę ujadających na podwórku psów. - "Wszystkie są syna. Żeby pan wiedział, jaki to był chłopiec. Brał psy ze schroniska, ratował konie, które miały trafić do rzeźni, a na licytacji, gdy zbierano pieniądze na chorego chłopca, wykupił stary motocykl. Niepotrzebny mu. Gdy zapłacił za niego i dowiedział się, że należał do starszego pana, oddał mu motocykl. Miał dobre serce, ale także swoje problemy. Popalał dopalacze, był wcześniej na detoksie, miał iść na kolejne leczenie. Nie wiem, dlaczego palił. Był skryty, nie zawsze mówił o swoich problemach – opowiada Iwona, jego matka, która wraz z mężem prowadzi gospodarstwo ogrodnicze. -" Po dopalaczach był bardzo pobudzony. Ale nie był agresywny wobec otoczenia, wobec innych ludzi. Niszczył co najwyżej przedmioty, kopał kubły na śmieci. Najbardziej jednak bał się sam siebie oraz policjantów, którzy przyjeżdżali na interwencje. Pół roku temu, kiedy też zapalił, przyjechało do niego kilku doświadczonych policjantów z Krotoszyna. Nie zakuli go, on też niczego im nie zrobił. Zabezpieczyli jedynie taras, chodzili za nim krok w krok, aż do przyjazdu karetki. Wszystko dobrze się skończyło. Niestety, teraz przyjechała zupełnie inna ekipa, w tym bardzo młodzi policjanci, bez doświadczenia – dodaje Robert, jej mąż, ojciec Tomasza. W pokoju syna opowiadają, co się działo. Pokazują, że stał przy oknie, machał rękoma, uderzył w karnisz, który spadł. Oni zapamiętali, że krzyczał do policjantów: nie strzelajcie do mnie, nie róbcie mi krzywdy. - Moim zdaniem policjanci go udusili, ale próbują zamieść sprawę pod dywan – stwierdza Iwona. Matka klęka przy łóżku. W miejscu, gdzie Tomasz był przytrzymywany przez policjantów. Twarz wciska w materac, ręce trzyma na plecach, jakby miała niewidzialne kajdanki. Demonstruje, w jakiej pozycji przez wiele minut trzymano jej syna. - "Kajdanki założyli mu po tym, jak kazali nam wyjść z pokoju. Twierdzili, że jak nas nie było, to ich zaatakował. Nie wierzę w to. Potem widzieliśmy, jak jeden policjant miał kolano na jego szyi i ręką przyciskał głowę. Drugi przyciskał kolanem jego plecy. Dwaj kolejni trzymali buciory na jego nogach. W takiej pozycji, bez dostępu do powietrza, trzymali go prawie godzinę – dodaje matka zmarłego. - Mówiłem im, że syn już się nie rusza. Mówiłem: zejdźcie z niego. Policjanci na to, że oni wiedzą, co robią – wtrąca ojciec. Rodzice są przekonani, że ich syn już nie żył, gdy ratownicy weszli do pokoju. Matka oglądała próbę reanimacji syna. Zauważyła, że jeden z policjantów kopnął w nogę ratownika. Upomniał, by ten nie mówił, że Tomasz już nie żyje. - Czytałam zeznania dwóch ratowników, którzy tego dnia byli u syna. Oni powiedzieli samą prawdę, jak to wyglądało. Sprawy nie odpuszczę, choć docierają do mnie głosy, że ma ona zostać zatuszowana. Wina ma zostać zrzucona na dopalacz. Ale ja będę walczyć o to, żeby ci policjanci zostali usunięci ze służby, by nie zrobili krzywdy kolejnemu człowiekowi – Iwona zaczyna płakać. Co widzieli ratownicy? - Tomasz już nie żył, gdy podawali mu zastrzyk. Był cały siny wskutek niedotlenienia Dotarliśmy do ratowników, którzy przyjechali do obezwładnionego Tomasza. Obaj zaznaczyli, że na tym etapie sprawy nie mogą jej publicznie komentować. Odesłali nas do swoich przełożonych. Wiemy jednak, jakie jest stanowisko ratowników. Przedstawiła nam je osoba związana z krotoszyńską służbą zdrowia. Sprawa jest głośna w mieście, środowisko medyczne jest oburzone, że policja początkowo ogłosiła, że „pacjent zmarł po zastrzyku”. Ale oficjalnie nikt nic nie powie, „bo policja stwierdziła, że sama zajmie się sprawą”. - Ten Tomasz już nie żył, jak ratownicy weszli do pokoju. Policja opowiada bzdury, że zmarł po zastrzyku. Było tak: ratownicy weszli do pokoju i co widzą? Zmęczonych policjantów i pacjenta nie wydającego żadnego dźwięku, zero kontaktu z nim, ale nadal jest skuty kajdankami, nogi klęczące na podłodze, klatka piersiowa i głowa przyduszone do łóżka. Jeden policjant kolanem przyduszał mu głowę do łóżka, drugi trzymał za ręce, kolejny stał mu na nogach. Policjanci wywierali presję, by temu człowiekowi natychmiast podać lek uspokajający. Dlatego ratownicy szybko wkłuli się w pośladek, ale zauważyli, że pacjent w ogóle nie reagował. Nie było żadnego napięcia mięśni. Wtedy kazali pokazać jego twarz, która wcześniej była wciśnięta w materac. Była cała sina, na twarzy odciśnięty materac. Ciało – fioletowe. Sprawdzili tętno – nie było. Patrzył w jeden punkt. Oczy nieruchome. Doszło u niego do hipoksji, skrajnego niedotlenienia organizmu. Stopy miał obciągnięte, co oznacza, że wcześniej musiał walczyć o każdy oddech. Stało się tak zapewne dlatego, że jego twarz długo była centralnie wciśnięta w materac. Gdy policjanci go puścili, wydał dwa tchnięcia agonalne. Był to efekt wyłącznie zmniejszenia uścisku, a nie czynności życiowych. Ratownicy szybko kazali go rozkuć i położyć na podłodze. Próbowali go zaintubować, ale nie mogli wprowadzić rurki. Być może krtań była zduszona. On nie żył, jednak podjęto reanimację. Trwała 50 minut, była nieskuteczna. Fakty wskazują na to, że wcześniej policjanci podjęli nieudolną interwencję. Zamiast skuć chłopaka, położyć na podłodze jak ślimaczka i zapewnić dostęp powietrza, we czterech trzymali go przyciśniętego do materaca. On umarł w ich rękach. Dlatego rodzina powinna walczyć o wyjaśnienie tej sprawy. Ten Tomasz miał swoje za uszami, ale to jeszcze nie znaczy, że można go było tak potraktować – mówi nasz rozmówca związany z krotoszyńską służbą zdrowia. Gdy ratownicy przerwali reanimację, gdy oficjalnie stwierdzono, że Tomasz zmarł, do pokoju wpadł jego ojciec. Wykrzyczał policjantom, że udusili mu syna i tego nie podaruje. Dziś można tylko gdybać, co by było, gdyby ratownicy znacznie szybciej pojawili się na miejscu. A nie po kilkudziesięciu minutach od zgłoszenia na policję. Przyjechali dość późno, bo jechali do Krotoszyna z Kobylina. Około 18 kilometrów. Nie na sygnale, bo nie dostali takiej dyspozycji. Adwokat rodziny: Znam zeznania ratowników, są porażające. Wersja policji jest wątpliwa Rodzina zmarłego Tomasza wynajęła dwóch adwokatów, którzy także mają sporo wątpliwości. Adwokat Łukasz Krzyżanowski: - Znam zeznania ratowników, nie mogę ujawniać ich treści, ale są porażające i szokujące. W mojej ocenie wersja podawana w mediach przez policję jest wątpliwa. Stanowisko komendy kłóci się nie tylko z zeznaniami ratowników, ale także z innymi dowodami. Oczywiście nie wykluczam, że dopalacz w jakiś sposób przyczynił się do zgonu, ale przede wszystkim należy przyjrzeć się działaniom policji. Przypomina mi to głośną sprawę śmierci George’a Floyda z USA, który także był przytrzymywany przez policję. Tyle że u niego trwało to kilka minut, w przypadku Tomasza Osińskiego znacznie dłużej. Na kolejne wątpliwości zwraca uwagę adw. Tomasz Terpiński, kolejny pełnomocnik rodziny. - Metody policji w tym przypadku były nieproporcjonalne do zagrożenia. Najbardziej dziwi mnie, że policjanci nie zauważyli, że przytrzymują człowieka, który gaśnie i umiera w ich rękach. Przecież policjanci są też szkoleni do ratowania życia. Ich postawa jest niezrozumiała, wskazuje na brak wyczucia i profesjonalizmu – zaznacza adw. Tomasz Terpiński. Prokuratura czeka na szczegółowe wyniki badań. Przyczyna zgonu na razie nieznana Czy policja nadal podtrzymuje swoje stanowisko, że Tomasz żył i był z nim kontakt, kiedy ratownicy wchodzili do pokoju? - Stanowczo podtrzymuję oświadczenie, które zostało przedstawione przeze mnie w lokalnych mediach. Było opisem zaistniałych faktów na miejscu interwencji, umiejscowionych chronologicznie, które mają swoje odzwierciedlenie w przesłanej dokumentacji do prokuratury – zapewnia Piotr Szczepaniak, oficer prasowy KPP w Krotoszynie. W akcji brało udział czterech policjantów. Wśród nich 22-latek i 24-latek. Czy małym doświadczeniem funkcjonariuszy należy tłumaczyć ich zachowanie? - W interwencji brało udział czterech policjantów, którzy zostali przyjęci do służby w 2006 roku, 2012 roku, 2018 roku i 2019 roku. Wszyscy przeszli kurs kwalifikowanej pomocy przedmedycznej. Wszyscy są funkcjonariuszami służby patrolowo-interwencyjnej i mają doświadczenie w przeprowadzaniu interwencji wobec osób agresywnych lub osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub środków odurzających – zapewnia rzecznik krotoszyńskiej policji. Choć w sprawie jest wiele niewiadomych, policja oczyściła już swoich pracowników. - Komenda w Krotoszynie prowadziła postępowanie wyjaśniające. Stwierdziła, że zachowanie policjantów było prawidłowe – stwierdza Andrzej Borowiak, rzecznik KWP w Poznaniu. Czy jednak komenda w Krotoszynie była obiektywna w wyjaśnianiu sprawy, która może obciążać jej policjantów? Czy można być sędzią we własnej sprawie? Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak na tak postawione pytanie odpowiedział, że to zwyczajowa procedura, że taką sprawę wyjaśnia miejscowa komenda. Tymczasem prokuratura zachowała się inaczej. Sprawę przeniesiono z Krotoszyna do Ostrowa Wielkopolskiego. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie dały odpowiedzi o przyczynę zgonu. Dlatego zlecono szczegółowe badania, w tym histopatologiczne. - Wciąż czekamy na tę szczegółową opinię. Gdy wpłynie i się z nią zapoznamy, podejmiemy decyzję o dalszych kierunkach śledztwa – podkreśla prokurator Maciej Meler, rzecznik prokuratury w Ostrowie Wielkopolskim. Plus.GlosWielkopolski.pl Zobacz cały artykuł
  12. Tomasz był wyjątkowo pobudzony. Miał krzyczeć do policjantów: zabijcie, zastrzelcie mnie, ale pozwólcie mi przytulić ją ostatni raz. W mieszkaniu była także jego narzeczona, z którą w tym roku miał się pobrać. Wkładał sobie ręce do gardła, krzyczał, że wypił kwas, skakał po łóżku, zniszczył karnisz, a w końcu miał chwycić za barki policjanta Szymona. Niektórzy, w internecie, wydali już wyrok. Skoro 30-letni Tomasz Osiński był pod wpływem dopalaczy, skoro się awanturował i zmarł podczas policyjnej interwencji, to ma za swoje. Oliwy do ognia dolała krotoszyńska policja szybko ogłaszając, że Tomasz zmarł po podaniu leku przez ratowników. Ale czy policja mówi prawdę? - Policja nie chce przyznać się do błędu. Boi się odpowiedzialności, zniczy pod komendą i wielkich protestów. Prawda jest taka, że czekając na karetkę, wskutek własnej nieudolności, policjanci zadusili tego chłopaka w jego własnym pokoju. Kilkadziesiąt minut, we czterech, klęczeli na nim, a jego głowę wcisnęli w materac jego łóżka. Gdy ratownicy dotarli na miejsce, ten człowiek już nie żył. Dali zastrzyk nieboszczykowi – mówi nasz informator z Krotoszyna. Zdarzenia, które poniżej opisujemy, rekonstruujemy na podstawie rozmów z różnymi osobami znającymi szczegóły sprawy. Zaznaczają, że chodzi im o elementarną sprawiedliwość. O przyzwoitość. O wykazanie, że policjanci zwyczajnie przegięli. Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że zmarły Tomasz nie był aniołkiem, po dopalaczach był pobudzony. Tego dnia nie poznawał nawet własnej dziewczyny, a policjanci mogli poczuć się zagrożeni. - Ale czy to wszystko tłumaczy? Policja powinna wziąć to na klatę i przyznać: nasi ludzie popełnili błędy, które doprowadziły do zgonu człowieka. Jednak policja idzie w zaparte – mówi nasz informator z Krotoszyna. Policja z Krotoszyna: 30-latek żył aż do momentu przyjazdu ratowników. Po podaniu zastrzyku stracił przytomność i zmarł 3 marca, po telefonie matki, policjanci pojechali na kolejną już interwencję do domu rodziny Osińskich, do mieszkającego na piętrze Tomasza. 30-latek znowu wziął dopalacz, od których był uzależniony. Zresztą niedawno usłyszał wyrok za narkotyki. W styczniu sąd w Krotoszynie skazał go za posiadanie 4 717 średnich dziennych dawek różnego rodzaju dopalaczy. Zarzucono mu także handel nimi, na czym miał zarobić 120 tysięcy złotych. Skazano go na karę 1 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. W okresie próby miał powstrzymać się od brania narkotyków i pójść na leczenie. Jednak wkrótce po styczniowym wyroku Tomasz znowu zapalił dopalacza. Wersja policji jest taka: 3 marca Tomasz był agresywny, pobudzony, niszczył przedmioty, w swoim pokoju zaatakował jednego z funkcjonariuszy. Dlatego trzeba było go zakuć w kajdanki, zastosować środki przymusu, unieruchomić i aż kilkadziesiąt minut czekać na przyjazd karetki. Medycy mieli podać leki uspokajające. Potem miał być szpital, ale plan się posypał. Tomasz zmarł w swoim pokoju. Rzecznik krotoszyńskiej policji Piotr Szczepaniak szybko ogłosił w mediach, że z 30-latkiem cały czas był kontakt słowny i był pobudzony aż do przyjazdu ratowników, którzy dali mu zastrzyk. Miejscowa gazeta cytowała kluczowe zdanie z komunikatu rzecznika, że „ratownicy medyczni podali mężczyźnie środek uspokajający. Po chwili stwierdzili, że mężczyzna traci przytomność”. Wielu uwierzyło w taki przebieg wypadków, a w internecie zaczęto wręcz oskarżać ratowników o uśmiercenie 30-latka. Oraz winić Tomasza, bo przecież wziął dopalacz, igrał ze zdrowiem i życiem, stawiał się policji. Już poza komunikatem, policjanci, także ci biorący udział w interwencji, opowiadali, że Tomasz był wyjątkowo pobudzony. Miał krzyczeć do policjantów: zabijcie, zastrzelcie mnie, ale pozwólcie mi przytulić ją ostatni raz. W mieszkaniu była także jego narzeczona, z którą w tym roku miał się pobrać. Wkładał sobie ręce do gardła, krzyczał, że wypił kwas, skakał po łóżku, zniszczył karnisz, a w końcu miał chwycić za barki policjanta Szymona. Dlatego użyto środków przymusu bezpośredniego, założono kajdanki, unieruchomiono. Trzymali go, żeby ich nie kopał, nie łapał za krocze, co podobno czynił. Rodzice uważają, że policjanci udusili ich syna. Obawiają się, że sprawa zostanie zatuszowana - Czy tak wygląda ćpun? - rodzice Tomasza pokazują zdjęcie uśmiechniętego syna, zrobione krótko przed śmiercią, tuż po jego wizycie u fryzjera. Zanim jednak wejdę do ich domu, w którym rozegrała się tragedia, muszę poczekać aż zamkną sforę ujadających na podwórku psów. - "Wszystkie są syna. Żeby pan wiedział, jaki to był chłopiec. Brał psy ze schroniska, ratował konie, które miały trafić do rzeźni, a na licytacji, gdy zbierano pieniądze na chorego chłopca, wykupił stary motocykl. Niepotrzebny mu. Gdy zapłacił za niego i dowiedział się, że należał do starszego pana, oddał mu motocykl. Miał dobre serce, ale także swoje problemy. Popalał dopalacze, był wcześniej na detoksie, miał iść na kolejne leczenie. Nie wiem, dlaczego palił. Był skryty, nie zawsze mówił o swoich problemach – opowiada Iwona, jego matka, która wraz z mężem prowadzi gospodarstwo ogrodnicze. -" Po dopalaczach był bardzo pobudzony. Ale nie był agresywny wobec otoczenia, wobec innych ludzi. Niszczył co najwyżej przedmioty, kopał kubły na śmieci. Najbardziej jednak bał się sam siebie oraz policjantów, którzy przyjeżdżali na interwencje. Pół roku temu, kiedy też zapalił, przyjechało do niego kilku doświadczonych policjantów z Krotoszyna. Nie zakuli go, on też niczego im nie zrobił. Zabezpieczyli jedynie taras, chodzili za nim krok w krok, aż do przyjazdu karetki. Wszystko dobrze się skończyło. Niestety, teraz przyjechała zupełnie inna ekipa, w tym bardzo młodzi policjanci, bez doświadczenia – dodaje Robert, jej mąż, ojciec Tomasza. W pokoju syna opowiadają, co się działo. Pokazują, że stał przy oknie, machał rękoma, uderzył w karnisz, który spadł. Oni zapamiętali, że krzyczał do policjantów: nie strzelajcie do mnie, nie róbcie mi krzywdy. - Moim zdaniem policjanci go udusili, ale próbują zamieść sprawę pod dywan – stwierdza Iwona. Matka klęka przy łóżku. W miejscu, gdzie Tomasz był przytrzymywany przez policjantów. Twarz wciska w materac, ręce trzyma na plecach, jakby miała niewidzialne kajdanki. Demonstruje, w jakiej pozycji przez wiele minut trzymano jej syna. - "Kajdanki założyli mu po tym, jak kazali nam wyjść z pokoju. Twierdzili, że jak nas nie było, to ich zaatakował. Nie wierzę w to. Potem widzieliśmy, jak jeden policjant miał kolano na jego szyi i ręką przyciskał głowę. Drugi przyciskał kolanem jego plecy. Dwaj kolejni trzymali buciory na jego nogach. W takiej pozycji, bez dostępu do powietrza, trzymali go prawie godzinę – dodaje matka zmarłego. - Mówiłem im, że syn już się nie rusza. Mówiłem: zejdźcie z niego. Policjanci na to, że oni wiedzą, co robią – wtrąca ojciec. Rodzice są przekonani, że ich syn już nie żył, gdy ratownicy weszli do pokoju. Matka oglądała próbę reanimacji syna. Zauważyła, że jeden z policjantów kopnął w nogę ratownika. Upomniał, by ten nie mówił, że Tomasz już nie żyje. - Czytałam zeznania dwóch ratowników, którzy tego dnia byli u syna. Oni powiedzieli samą prawdę, jak to wyglądało. Sprawy nie odpuszczę, choć docierają do mnie głosy, że ma ona zostać zatuszowana. Wina ma zostać zrzucona na dopalacz. Ale ja będę walczyć o to, żeby ci policjanci zostali usunięci ze służby, by nie zrobili krzywdy kolejnemu człowiekowi – Iwona zaczyna płakać. Co widzieli ratownicy? - Tomasz już nie żył, gdy podawali mu zastrzyk. Był cały siny wskutek niedotlenienia Dotarliśmy do ratowników, którzy przyjechali do obezwładnionego Tomasza. Obaj zaznaczyli, że na tym etapie sprawy nie mogą jej publicznie komentować. Odesłali nas do swoich przełożonych. Wiemy jednak, jakie jest stanowisko ratowników. Przedstawiła nam je osoba związana z krotoszyńską służbą zdrowia. Sprawa jest głośna w mieście, środowisko medyczne jest oburzone, że policja początkowo ogłosiła, że „pacjent zmarł po zastrzyku”. Ale oficjalnie nikt nic nie powie, „bo policja stwierdziła, że sama zajmie się sprawą”. - Ten Tomasz już nie żył, jak ratownicy weszli do pokoju. Policja opowiada bzdury, że zmarł po zastrzyku. Było tak: ratownicy weszli do pokoju i co widzą? Zmęczonych policjantów i pacjenta nie wydającego żadnego dźwięku, zero kontaktu z nim, ale nadal jest skuty kajdankami, nogi klęczące na podłodze, klatka piersiowa i głowa przyduszone do łóżka. Jeden policjant kolanem przyduszał mu głowę do łóżka, drugi trzymał za ręce, kolejny stał mu na nogach. Policjanci wywierali presję, by temu człowiekowi natychmiast podać lek uspokajający. Dlatego ratownicy szybko wkłuli się w pośladek, ale zauważyli, że pacjent w ogóle nie reagował. Nie było żadnego napięcia mięśni. Wtedy kazali pokazać jego twarz, która wcześniej była wciśnięta w materac. Była cała sina, na twarzy odciśnięty materac. Ciało – fioletowe. Sprawdzili tętno – nie było. Patrzył w jeden punkt. Oczy nieruchome. Doszło u niego do hipoksji, skrajnego niedotlenienia organizmu. Stopy miał obciągnięte, co oznacza, że wcześniej musiał walczyć o każdy oddech. Stało się tak zapewne dlatego, że jego twarz długo była centralnie wciśnięta w materac. Gdy policjanci go puścili, wydał dwa tchnięcia agonalne. Był to efekt wyłącznie zmniejszenia uścisku, a nie czynności życiowych. Ratownicy szybko kazali go rozkuć i położyć na podłodze. Próbowali go zaintubować, ale nie mogli wprowadzić rurki. Być może krtań była zduszona. On nie żył, jednak podjęto reanimację. Trwała 50 minut, była nieskuteczna. Fakty wskazują na to, że wcześniej policjanci podjęli nieudolną interwencję. Zamiast skuć chłopaka, położyć na podłodze jak ślimaczka i zapewnić dostęp powietrza, we czterech trzymali go przyciśniętego do materaca. On umarł w ich rękach. Dlatego rodzina powinna walczyć o wyjaśnienie tej sprawy. Ten Tomasz miał swoje za uszami, ale to jeszcze nie znaczy, że można go było tak potraktować – mówi nasz rozmówca związany z krotoszyńską służbą zdrowia. Gdy ratownicy przerwali reanimację, gdy oficjalnie stwierdzono, że Tomasz zmarł, do pokoju wpadł jego ojciec. Wykrzyczał policjantom, że udusili mu syna i tego nie podaruje. Dziś można tylko gdybać, co by było, gdyby ratownicy znacznie szybciej pojawili się na miejscu. A nie po kilkudziesięciu minutach od zgłoszenia na policję. Przyjechali dość późno, bo jechali do Krotoszyna z Kobylina. Około 18 kilometrów. Nie na sygnale, bo nie dostali takiej dyspozycji. Adwokat rodziny: Znam zeznania ratowników, są porażające. Wersja policji jest wątpliwa Rodzina zmarłego Tomasza wynajęła dwóch adwokatów, którzy także mają sporo wątpliwości. Adwokat Łukasz Krzyżanowski: - Znam zeznania ratowników, nie mogę ujawniać ich treści, ale są porażające i szokujące. W mojej ocenie wersja podawana w mediach przez policję jest wątpliwa. Stanowisko komendy kłóci się nie tylko z zeznaniami ratowników, ale także z innymi dowodami. Oczywiście nie wykluczam, że dopalacz w jakiś sposób przyczynił się do zgonu, ale przede wszystkim należy przyjrzeć się działaniom policji. Przypomina mi to głośną sprawę śmierci George’a Floyda z USA, który także był przytrzymywany przez policję. Tyle że u niego trwało to kilka minut, w przypadku Tomasza Osińskiego znacznie dłużej. Na kolejne wątpliwości zwraca uwagę adw. Tomasz Terpiński, kolejny pełnomocnik rodziny. - Metody policji w tym przypadku były nieproporcjonalne do zagrożenia. Najbardziej dziwi mnie, że policjanci nie zauważyli, że przytrzymują człowieka, który gaśnie i umiera w ich rękach. Przecież policjanci są też szkoleni do ratowania życia. Ich postawa jest niezrozumiała, wskazuje na brak wyczucia i profesjonalizmu – zaznacza adw. Tomasz Terpiński. Prokuratura czeka na szczegółowe wyniki badań. Przyczyna zgonu na razie nieznana Czy policja nadal podtrzymuje swoje stanowisko, że Tomasz żył i był z nim kontakt, kiedy ratownicy wchodzili do pokoju? - Stanowczo podtrzymuję oświadczenie, które zostało przedstawione przeze mnie w lokalnych mediach. Było opisem zaistniałych faktów na miejscu interwencji, umiejscowionych chronologicznie, które mają swoje odzwierciedlenie w przesłanej dokumentacji do prokuratury – zapewnia Piotr Szczepaniak, oficer prasowy KPP w Krotoszynie. W akcji brało udział czterech policjantów. Wśród nich 22-latek i 24-latek. Czy małym doświadczeniem funkcjonariuszy należy tłumaczyć ich zachowanie? - W interwencji brało udział czterech policjantów, którzy zostali przyjęci do służby w 2006 roku, 2012 roku, 2018 roku i 2019 roku. Wszyscy przeszli kurs kwalifikowanej pomocy przedmedycznej. Wszyscy są funkcjonariuszami służby patrolowo-interwencyjnej i mają doświadczenie w przeprowadzaniu interwencji wobec osób agresywnych lub osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub środków odurzających – zapewnia rzecznik krotoszyńskiej policji. Choć w sprawie jest wiele niewiadomych, policja oczyściła już swoich pracowników. - Komenda w Krotoszynie prowadziła postępowanie wyjaśniające. Stwierdziła, że zachowanie policjantów było prawidłowe – stwierdza Andrzej Borowiak, rzecznik KWP w Poznaniu. Czy jednak komenda w Krotoszynie była obiektywna w wyjaśnianiu sprawy, która może obciążać jej policjantów? Czy można być sędzią we własnej sprawie? Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak na tak postawione pytanie odpowiedział, że to zwyczajowa procedura, że taką sprawę wyjaśnia miejscowa komenda. Tymczasem prokuratura zachowała się inaczej. Sprawę przeniesiono z Krotoszyna do Ostrowa Wielkopolskiego. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie dały odpowiedzi o przyczynę zgonu. Dlatego zlecono szczegółowe badania, w tym histopatologiczne. - Wciąż czekamy na tę szczegółową opinię. Gdy wpłynie i się z nią zapoznamy, podejmiemy decyzję o dalszych kierunkach śledztwa – podkreśla prokurator Maciej Meler, rzecznik prokuratury w Ostrowie Wielkopolskim. Plus.GlosWielkopolski.pl
  13. moze jakas opinia zamowionego produktu? fotki? @Książę Kapota
  14. W domach jednorodzinnych zorganizowano całą infrastrukturę służącą do nielegalnej uprawy. Łącznie w pomieszczeniach rosło ponad 150 krzaków w końcowej fazie wzrostu. W trakcie czynności zatrzymano 2 osoby, w wieku 39 i 59 lat. Policjanci przeszukali także inne miejsca użytkowane przez podejrzanych, w efekcie czego znaleźli i zabezpieczyli 10 kg marihuany. W ostatnim czasie policjanci CBŚP zlikwidowali 4 plantacje konopi indyjskich oraz zabezpieczyli narkotyki. Podczas działań zatrzymano łącznie 3 podejrzanych, z czego 2 tymczasowo aresztowano. Według wstępnych szacunków ze zlikwidowanych przez funkcjonariuszy plantacji można by było uzyskać co najmniej 100 kg marihuany. Jedną z realizacji policjanci przeprowadzili wspólnie z policjantami z KMP w Zielonej Górze. Śledztwa nadzorują odpowiednio Prokuratura Rejonowa w Częstochowie oraz w Zielonej Górze. Policjanci z Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji na terenie woj. śląskiego dotarli do miejsc uprawy konopi. W odosobnionych miejscach w domach jednorodzinnych zorganizowano całą infrastrukturę służącą do nielegalnej uprawy. Łącznie w pomieszczeniach rosło ponad 150 krzaków w końcowej fazie wzrostu. W trakcie czynności zatrzymano 2 osoby, w wieku 39 i 59 lat. Policjanci przeszukali także inne miejsca użytkowane przez podejrzanych, w efekcie czego znaleźli i zabezpieczyli 10 kg marihuany. W Prokuraturze Rejonowej w Częstochowie przedstawiono im zarzuty wytwarzania znacznych ilości narkotyków poprzez prowadzenie uprawy konopi oraz posiadania marihuany. Na podstawie zebranego materiału dowodowego wobec jednego z podejrzanych sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Inna realizacja została przeprowadzona na terenie Zielonej Góry, gdzie w wynajmowanych dwóch mieszkaniach uprawiano konopie. Tam policjanci z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim Centralnego Biura Śledczego Policji i Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze zlikwidowali 2 plantacje, zatrzymując jednocześnie do sprawy podejrzanego. W trakcie czynności zabezpieczono łącznie blisko 230 krzewów oraz sprzęt służący do uprawy tych roślin. Dodatkowo podczas przeszukania samochodu zatrzymanego zabezpieczono marihuanę. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze. Podejrzanemu przedstawiono zarzuty dotyczące wytwarzania znacznych ilości narkotyków poprzez prowadzenie uprawy konopi i posiadania marihuany, a następnie został on tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Policja.pl Zobacz cały artykuł
  15. W domach jednorodzinnych zorganizowano całą infrastrukturę służącą do nielegalnej uprawy. Łącznie w pomieszczeniach rosło ponad 150 krzaków w końcowej fazie wzrostu. W trakcie czynności zatrzymano 2 osoby, w wieku 39 i 59 lat. Policjanci przeszukali także inne miejsca użytkowane przez podejrzanych, w efekcie czego znaleźli i zabezpieczyli 10 kg marihuany. W ostatnim czasie policjanci CBŚP zlikwidowali 4 plantacje konopi indyjskich oraz zabezpieczyli narkotyki. Podczas działań zatrzymano łącznie 3 podejrzanych, z czego 2 tymczasowo aresztowano. Według wstępnych szacunków ze zlikwidowanych przez funkcjonariuszy plantacji można by było uzyskać co najmniej 100 kg marihuany. Jedną z realizacji policjanci przeprowadzili wspólnie z policjantami z KMP w Zielonej Górze. Śledztwa nadzorują odpowiednio Prokuratura Rejonowa w Częstochowie oraz w Zielonej Górze. Policjanci z Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji na terenie woj. śląskiego dotarli do miejsc uprawy konopi. W odosobnionych miejscach w domach jednorodzinnych zorganizowano całą infrastrukturę służącą do nielegalnej uprawy. Łącznie w pomieszczeniach rosło ponad 150 krzaków w końcowej fazie wzrostu. W trakcie czynności zatrzymano 2 osoby, w wieku 39 i 59 lat. Policjanci przeszukali także inne miejsca użytkowane przez podejrzanych, w efekcie czego znaleźli i zabezpieczyli 10 kg marihuany. W Prokuraturze Rejonowej w Częstochowie przedstawiono im zarzuty wytwarzania znacznych ilości narkotyków poprzez prowadzenie uprawy konopi oraz posiadania marihuany. Na podstawie zebranego materiału dowodowego wobec jednego z podejrzanych sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Inna realizacja została przeprowadzona na terenie Zielonej Góry, gdzie w wynajmowanych dwóch mieszkaniach uprawiano konopie. Tam policjanci z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim Centralnego Biura Śledczego Policji i Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze zlikwidowali 2 plantacje, zatrzymując jednocześnie do sprawy podejrzanego. W trakcie czynności zabezpieczono łącznie blisko 230 krzewów oraz sprzęt służący do uprawy tych roślin. Dodatkowo podczas przeszukania samochodu zatrzymanego zabezpieczono marihuanę. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze. Podejrzanemu przedstawiono zarzuty dotyczące wytwarzania znacznych ilości narkotyków poprzez prowadzenie uprawy konopi i posiadania marihuany, a następnie został on tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Policja.pl
  16. czekaj, czyli nie dostales jeszcze paczki ale polecasz, mimo ze przeczuwales wal xD
  17. W wyniku przeszukania w kontenerze ujawniono i zabezpieczono kilkadziesiąt worków foliowych zamykanych hermetycznie z zawartością 47 kilogramów marihuany zamknięte i otwarte pudła wypełnione krajanką tytoniową o wadze łącznej 700 kg oraz kilkadziesiąt mniejszych pudełek z zawartością 660 000 gilz papierosowych. Mokotowscy kryminalni wspólnie z policjantami z wydziału do zwalczania przestępczości gospodarczej zatrzymali 42-latka oraz jego o rok starszego wspólnika, podejrzanych o posiadanie około 47 kg marihuany ponad 2,5 kg kokainy około jednego kilograma haszyszu i wytwarzanie wyrobów tytoniowych bez polskich znaków skarbowych akcyzy oraz zatrzymali 38-letniego mężczyznę zatrudnionego do produkcji papierosów. W jednym z kontenerów mieszczącym się na jednej z hal przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli narkotyki, 700 kg krajanki tytoniowej, półprodukty, akcesoria oraz dwie maszyny do produkcji papierosów. Do policyjnego depozytu trafiły również pieniądze. Policjanci w drodze działań operacyjnych ustalili ze 42-letni mieszkaniec Warszawy i jego o rok młodszy kolega mogą zajmować się posiadaniem znacznej ilości środków odurzających oraz udzielaniem ich w celu uzyskania korzyści majątkowej. Funkcjonariusze wiedzieli także, że mężczyźni mogą zajmować się nielegalnym wywarzaniem hurtowych ilości wyrobów tytoniowych. Nikt jednak się nie spodziewał, że ilości narkotyków oraz krajanki tytoniowej będą aż tak duże. Kwadrans po godzinie 18:00 policjanci pojechali w rejon garaży na warszawskiej Białołęce. Po dłuższej obserwacji zauważyli, że 42-latek wjechał citroenem na ogrodzony teren, na którym znajdowały się garaże. Jego wspólnik natomiast przyjechał jaguarem. Funkcjonariusze mieli uzasadnione podejrzenie, że tego dnia może dojść do dużej transakcji, przystąpili więc do działania. W garażu zatrzymano obu mężczyzn oraz ich 38- letniego pracownika. Wewnątrz ujawniono pracującą maszynę wytwarzającą papierosy nieposiadające wymaganych polskich znaków akcyzowych. Druga maszyna była gotowa do użycia. Ponadto w garażu znajdowała się duża ilość przygotowanych już papierosów oraz worek z krajanką tytoniu i wiele innych akcesoriów świadczących o trwającej produkcji papierosów. 38-latek oświadczył, że od jakiegoś czasu wytwarzał papierosy na zlecenie obu podejrzanych mężczyzn, za co dostawał od nich wynagrodzenie. Przy 43-latku policjanci znaleźli klucze do kłódki zabezpieczającej kontener znajdujący się w jednej z hal przy ul. Jagiellońskiej na warszawskiej Pradze Północ. Kryminalni wiedzieli, że tam może być magazyn narkotyków. Kiedy pojechali tam wspólnie z zatrzymanymi, 43-latek odmówił otworzenia drzwi. W związku z powyższym kłódka została przecięta celem dostania się osób do środka. W wyniku przeszukania w kontenerze ujawniono i zabezpieczono kilkadziesiąt worków foliowych zamykanych hermetycznie z zawartością 47 kilogramów marihuany zamknięte i otwarte pudła wypełnione krajanką tytoniową o wadze łącznej 700 kg oraz kilkadziesiąt mniejszych pudełek z zawartością 660 000 gilz papierosowych, jak również akcesoria do produkcji papierosów. Całość towaru i sprzętu została zabezpieczona. Detaliczna wartość zabezpieczonych narkotyków to około 3 000 000 zł skonfiskowano także środki pieniężne w kwocie 25 670 Euro, 18 000 USD oraz 23 000 zł. 42 i 43-latek usłyszeli prokuratorskie zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków oraz produkcji i wprowadzania do obrotu wyrobów tytoniowych, za co grozi im kara do 12 lat więzienia. Na wniosek policjantów i Prokuratora Rejonowego Praga Północ, sąd zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci trzymiesięcznych aresztów. Grozi im kara do 12 lat więzienia. Ich pracownik natomiast usłyszał zarzuty współudziału w nielegalnym wytwarzaniu tytoniu. Grozi mi kara do 2 lat więzienia. Online-Mafia.pl Zobacz cały artykuł
  18. W wyniku przeszukania w kontenerze ujawniono i zabezpieczono kilkadziesiąt worków foliowych zamykanych hermetycznie z zawartością 47 kilogramów marihuany zamknięte i otwarte pudła wypełnione krajanką tytoniową o wadze łącznej 700 kg oraz kilkadziesiąt mniejszych pudełek z zawartością 660 000 gilz papierosowych. Mokotowscy kryminalni wspólnie z policjantami z wydziału do zwalczania przestępczości gospodarczej zatrzymali 42-latka oraz jego o rok starszego wspólnika, podejrzanych o posiadanie około 47 kg marihuany ponad 2,5 kg kokainy około jednego kilograma haszyszu i wytwarzanie wyrobów tytoniowych bez polskich znaków skarbowych akcyzy oraz zatrzymali 38-letniego mężczyznę zatrudnionego do produkcji papierosów. W jednym z kontenerów mieszczącym się na jednej z hal przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli narkotyki, 700 kg krajanki tytoniowej, półprodukty, akcesoria oraz dwie maszyny do produkcji papierosów. Do policyjnego depozytu trafiły również pieniądze. Policjanci w drodze działań operacyjnych ustalili ze 42-letni mieszkaniec Warszawy i jego o rok młodszy kolega mogą zajmować się posiadaniem znacznej ilości środków odurzających oraz udzielaniem ich w celu uzyskania korzyści majątkowej. Funkcjonariusze wiedzieli także, że mężczyźni mogą zajmować się nielegalnym wywarzaniem hurtowych ilości wyrobów tytoniowych. Nikt jednak się nie spodziewał, że ilości narkotyków oraz krajanki tytoniowej będą aż tak duże. Kwadrans po godzinie 18:00 policjanci pojechali w rejon garaży na warszawskiej Białołęce. Po dłuższej obserwacji zauważyli, że 42-latek wjechał citroenem na ogrodzony teren, na którym znajdowały się garaże. Jego wspólnik natomiast przyjechał jaguarem. Funkcjonariusze mieli uzasadnione podejrzenie, że tego dnia może dojść do dużej transakcji, przystąpili więc do działania. W garażu zatrzymano obu mężczyzn oraz ich 38- letniego pracownika. Wewnątrz ujawniono pracującą maszynę wytwarzającą papierosy nieposiadające wymaganych polskich znaków akcyzowych. Druga maszyna była gotowa do użycia. Ponadto w garażu znajdowała się duża ilość przygotowanych już papierosów oraz worek z krajanką tytoniu i wiele innych akcesoriów świadczących o trwającej produkcji papierosów. 38-latek oświadczył, że od jakiegoś czasu wytwarzał papierosy na zlecenie obu podejrzanych mężczyzn, za co dostawał od nich wynagrodzenie. Przy 43-latku policjanci znaleźli klucze do kłódki zabezpieczającej kontener znajdujący się w jednej z hal przy ul. Jagiellońskiej na warszawskiej Pradze Północ. Kryminalni wiedzieli, że tam może być magazyn narkotyków. Kiedy pojechali tam wspólnie z zatrzymanymi, 43-latek odmówił otworzenia drzwi. W związku z powyższym kłódka została przecięta celem dostania się osób do środka. W wyniku przeszukania w kontenerze ujawniono i zabezpieczono kilkadziesiąt worków foliowych zamykanych hermetycznie z zawartością 47 kilogramów marihuany zamknięte i otwarte pudła wypełnione krajanką tytoniową o wadze łącznej 700 kg oraz kilkadziesiąt mniejszych pudełek z zawartością 660 000 gilz papierosowych, jak również akcesoria do produkcji papierosów. Całość towaru i sprzętu została zabezpieczona. Detaliczna wartość zabezpieczonych narkotyków to około 3 000 000 zł skonfiskowano także środki pieniężne w kwocie 25 670 Euro, 18 000 USD oraz 23 000 zł. 42 i 43-latek usłyszeli prokuratorskie zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków oraz produkcji i wprowadzania do obrotu wyrobów tytoniowych, za co grozi im kara do 12 lat więzienia. Na wniosek policjantów i Prokuratora Rejonowego Praga Północ, sąd zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci trzymiesięcznych aresztów. Grozi im kara do 12 lat więzienia. Ich pracownik natomiast usłyszał zarzuty współudziału w nielegalnym wytwarzaniu tytoniu. Grozi mi kara do 2 lat więzienia. Online-Mafia.pl
  19. napisz w watku glownym, tam ktos czeka na pake.
  20. NoMercy

    NEP

    zacznij sovie po 30mg latwiej dodac bo ujac to juz sie nie da XD

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...