Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!

NoMercy

Strażnik Forum
  • Content Count

    7,187
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    80

Everything posted by NoMercy

  1. Funkcjonariusze zabezpieczyli łącznie ponad 1,7 kg marihuany, blisko 615 gramów amfetaminy oraz 5,5 grama kokainy. W tym samym mieszkaniu śledczy znaleźli również znaczną ilość pieniędzy. Obecnie śledczy ustalają źródło, z jakiego pochodziły zabezpieczone narkotyki i gotówka. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii za posiadanie znacznej ilości środków odurzających przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności. Kryminalni ze Starogardu Gdańskiego zorganizowali akcję, w wyniku której na czarny rynek nie trafi znaczna ilość środków odurzających. W ramach działań ukierunkowanych na zwalczanie przestępczości narkotykowej funkcjonariusze zabezpieczyli marihuanę, amfetaminę oraz kokainę. Policjanci zatrzymali również 39-letniego mężczyznę, do którego należały zabezpieczone narkotyki. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Za posiadanie znacznej ilości środków odurzających grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Wczoraj po południu (20.01.2021 r.) kryminalni ze Starogardu Gdańskiego podczas akcji ukierunkowanej na zwalczanie przestępczości narkotykowej zabezpieczyli prawie 2,5 kilograma różnego rodzaju środków odurzających. Narkotyki zostały odnalezione w jednym z budynków na terenie Starogardu Gdańskiego. Interweniujący w tej sprawie policjanci w czasie przeszukania mieszkania znaleźli na podłodze w sypialni oraz w domowej siłowni worki, w których znajdował się susz roślinny oraz biały i żółty proszek. W wyniku pracy operacyjnej i dokładnie zaplanowanych działań funkcjonariusze zabezpieczyli łącznie ponad 1,7 kg marihuany, blisko 615 gramów amfetaminy oraz 5,5 grama kokainy. W tym samym mieszkaniu śledczy znaleźli również znaczną ilość pieniędzy. Obecnie śledczy ustalają źródło, z jakiego pochodziły zabezpieczone narkotyki i gotówka. Kryminalni zatrzymali także 39-latka podejrzewanego o posiadanie znacznej ilości środków odurzających. Mężczyzna spędził noc w policyjnej celi. Teraz mieszkaniec powiatu starogardzkiego usłyszy zarzuty, a policjanci wystąpią do sądu za pośrednictwem prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztu. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii za posiadanie znacznej ilości środków odurzających przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności. Apelujemy do osób, które mogą mieć kontakt z narkotykami lub dopalaczami, aby pamiętały, że są to środki odurzające i każde ich zażycie wiąże się z poważnym ryzykiem dla zdrowia, a nawet życia. Dbając o bezpieczeństwo naszych bliskich i przyjaciół, nie pozwólmy im przyjmować substancji, których pochodzenia i składu nie znają. Reagujmy i sami stanowczo odmawiajmy, gdy ktoś namawia nas do użycia tego typu środków. Nigdy nie wiemy, jak nasz organizm zachowa się po zażyciu nawet najmniejszej dawki takiej substancji chemicznej. Jeżeli ktokolwiek z Państwa podejrzewa, że ma do czynienia z osobą pod wpływem narkotyków, czy tzw. dopalaczy, powinien natychmiast wezwać pomoc lekarską oraz o sytuacji powiadomić Policję. Policja.pl Zobacz cały artykuł
  2. Funkcjonariusze zabezpieczyli łącznie ponad 1,7 kg marihuany, blisko 615 gramów amfetaminy oraz 5,5 grama kokainy. W tym samym mieszkaniu śledczy znaleźli również znaczną ilość pieniędzy. Obecnie śledczy ustalają źródło, z jakiego pochodziły zabezpieczone narkotyki i gotówka. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii za posiadanie znacznej ilości środków odurzających przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności. Kryminalni ze Starogardu Gdańskiego zorganizowali akcję, w wyniku której na czarny rynek nie trafi znaczna ilość środków odurzających. W ramach działań ukierunkowanych na zwalczanie przestępczości narkotykowej funkcjonariusze zabezpieczyli marihuanę, amfetaminę oraz kokainę. Policjanci zatrzymali również 39-letniego mężczyznę, do którego należały zabezpieczone narkotyki. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Za posiadanie znacznej ilości środków odurzających grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Wczoraj po południu (20.01.2021 r.) kryminalni ze Starogardu Gdańskiego podczas akcji ukierunkowanej na zwalczanie przestępczości narkotykowej zabezpieczyli prawie 2,5 kilograma różnego rodzaju środków odurzających. Narkotyki zostały odnalezione w jednym z budynków na terenie Starogardu Gdańskiego. Interweniujący w tej sprawie policjanci w czasie przeszukania mieszkania znaleźli na podłodze w sypialni oraz w domowej siłowni worki, w których znajdował się susz roślinny oraz biały i żółty proszek. W wyniku pracy operacyjnej i dokładnie zaplanowanych działań funkcjonariusze zabezpieczyli łącznie ponad 1,7 kg marihuany, blisko 615 gramów amfetaminy oraz 5,5 grama kokainy. W tym samym mieszkaniu śledczy znaleźli również znaczną ilość pieniędzy. Obecnie śledczy ustalają źródło, z jakiego pochodziły zabezpieczone narkotyki i gotówka. Kryminalni zatrzymali także 39-latka podejrzewanego o posiadanie znacznej ilości środków odurzających. Mężczyzna spędził noc w policyjnej celi. Teraz mieszkaniec powiatu starogardzkiego usłyszy zarzuty, a policjanci wystąpią do sądu za pośrednictwem prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztu. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii za posiadanie znacznej ilości środków odurzających przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności. Apelujemy do osób, które mogą mieć kontakt z narkotykami lub dopalaczami, aby pamiętały, że są to środki odurzające i każde ich zażycie wiąże się z poważnym ryzykiem dla zdrowia, a nawet życia. Dbając o bezpieczeństwo naszych bliskich i przyjaciół, nie pozwólmy im przyjmować substancji, których pochodzenia i składu nie znają. Reagujmy i sami stanowczo odmawiajmy, gdy ktoś namawia nas do użycia tego typu środków. Nigdy nie wiemy, jak nasz organizm zachowa się po zażyciu nawet najmniejszej dawki takiej substancji chemicznej. Jeżeli ktokolwiek z Państwa podejrzewa, że ma do czynienia z osobą pod wpływem narkotyków, czy tzw. dopalaczy, powinien natychmiast wezwać pomoc lekarską oraz o sytuacji powiadomić Policję. Policja.pl
  3. NoMercy

    Mieszanka

    super, wystarczylo napisac, ze twoim zdaniem powino to wygaldac tak i tak zamiast inwektywow, gdyz wczesniejszy post nic nie wnosi. z tym, ze czegos sie nie robi, to bym tak nie pisal, z uwagi na fakt, ze to co dla jednego przy 1:10 jest mocne inny zrobi 1:70 i bedzie dla niego mocne. Caly czas przeliczacie komus obcemu, kto, jak widac, nie ma pojecia totalnie o kanna, nawet o robieniu maczanki i pewnie w dupie byl i gowno palil takie dawki, jak to by bylo pod was robione. Moze najpierw sie warto dowiedziec czy ktos mial stycznosc z kanna, potem z jakim zamiast dawac, moze jakiemus nastolatkowi instrukcje by zajebal sobie 1:10...
  4. Ostatnie działania są kontynuacją międzynarodowej operacji o kryptonimie „Przebudzenie mocy”, o której więcej pisaliśmy w lutym ubiegłego roku, w komunikacie: Dzięki operacji „Przebudzenie mocy” narkotyki warte w hurcie ok. 90 mln zł nie trafią na rynek. Dotychczas w międzynarodowym śledztwie zatrzymano blisko 100 osób różnych narodowości, głównie w Polsce i Hiszpanii. Przejęto około 1,5 tony marihuany, 91 kg haszyszu, 43 kg kokainy. Kolejne 7 osób zatrzymanych podczas działań CBŚP pod nadzorem Prokuratury Krajowej w ramach operacji "Przebudzenie mocy". Działania są prowadzone we współpracy z hiszpańską Guardia Civil, a także za pośrednictwem oficera łącznikowego CBŚP, z Europolem i Eurojustem. Gang mógł działać w krajach UE wprowadzając do obrotu kilkanaście ton narkotyków, wartych setki mln zł. Zatrzymano już blisko 100 osób różnej narodowości, głównie w Polsce i Hiszpanii. Przejęto także ok. 1,5 tony marihuany, 91 kg haszyszu, 43 kg kokainy, a także 8 jednostek broni. Ponadto zlikwidowano na terenie Hiszpanii 27 plantacji konopi, gdzie rosło ponad 20 tys. krzewów, z których można by uzyskać blisko 2 tony marihuany. Policjanci z Zarządu w Olsztynie Centralnego Biura Śledczego Policji prowadzą wielowątkowe śledztwo, pod nadzorem Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku. Sprawa dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej o międzynarodowym zasięgu, zajmującej się wytwarzaniem, przemytem i wprowadzaniem do obrotu hurtowych ilości narkotyków, głównie marihuany. Narkotyki trafiały z Hiszpanii na teren innych krajów UE, w tym Niemiec, Królestwa Niderlandów, Danii oraz Polski. W ostatnim czasie policjanci olsztyńskiego CBŚP wspierani przez funkcjonariuszy zespołu specjalnego z Zarządu w Poznaniu CBŚP oraz kontrterrorystów z SPKP w Olsztynie, przeprowadzili akcję na terenie województw wielkopolskiego i warmińsko-mazurskiego, gdzie zatrzymali 7 osób, w wieku od 35 do 45 lat. W działaniach wzięło udział ponad 100 funkcjonariuszy. Podczas przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli dokumentację, która będzie teraz szczegółowo analizowana przez śledczych oraz sprzęt elektroniczny, w tym telefony komórkowe, a także pieniądze na poczet przyszłych kar. Śledczy podejrzewają, że rola zatrzymanych osób w całym procederze polegała na transporcie i przekazywaniu narkotyków, a także werbowaniu kierowców samochodów ciężarowych do udziału w przemytach hurtowych ilości narkotyków. Wszystkie osoby podejrzane usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a także przemytu znacznych ilości narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu na terenie innych państw UE. Na wniosek prokuratora, sąd tymczasowo aresztował wszystkich zatrzymanych na okres 3 miesięcy. Ostatnie działania są kontynuacją międzynarodowej operacji o kryptonimie „Przebudzenie mocy”, o której więcej pisaliśmy w lutym ubiegłego roku, w komunikacie: Dzięki operacji „Przebudzenie mocy” narkotyki warte w hurcie ok. 90 mln zł nie trafią na rynek. Wtedy to CBŚP, wspólnie z hiszpańską Guardia Civil, przy wsparciu Europolu i Eurojustu, zatrzymało podejrzanych i przejęło duże ilości narkotyków. W sprawie ogromnego wsparcia udzielił oficer łącznikowy CBŚP przy Europolu, dzięki któremu możliwa była natychmiastowa wymiana informacji i koordynacja działań. Dotychczas w międzynarodowym śledztwie zatrzymano blisko 100 osób różnych narodowości, głównie w Polsce i Hiszpanii. Przejęto około 1,5 tony marihuany, 91 kg haszyszu, 43 kg kokainy, a także 8 jednostek broni oraz zlikwidowano na terenie Hiszpanii 27 profesjonalnych plantacji konopi, gdzie rosło ponad 20 tys. krzewów w różnych fazach wzrostu. Z takiej ilości krzewów można by uzyskać blisko 2 tony marihuany. Z ustaleń śledczych wynika, że w skład grupy wchodzili organizatorzy zarządzający całym procederem, dostawcy, magazynierzy i odbiorcy narkotyków, a także osoby werbujące kierowców ciężarówek, którzy pod przykrywką legalnie działających firm z branży transportowej, wykonywali transporty z przemytem. Śledczy podejrzewają także, że grupa mogła działać od 2016 roku, wytwarzając, przemycając, a następnie wprowadzając do obrotu szacunkowo kilkanaście ton narkotyków, wartych setki milionów złotych. Obecnie trwa ustalanie jaka ilość narkotyków mogła zostać przemycona, a następnie wprowadzona do obrotu przez członków grupy. Sprawa jest rozwojowa, możliwe są kolejne zatrzymania. CBSP.Policja.pl Zobacz cały artykuł
  5. Ostatnie działania są kontynuacją międzynarodowej operacji o kryptonimie „Przebudzenie mocy”, o której więcej pisaliśmy w lutym ubiegłego roku, w komunikacie: Dzięki operacji „Przebudzenie mocy” narkotyki warte w hurcie ok. 90 mln zł nie trafią na rynek. Dotychczas w międzynarodowym śledztwie zatrzymano blisko 100 osób różnych narodowości, głównie w Polsce i Hiszpanii. Przejęto około 1,5 tony marihuany, 91 kg haszyszu, 43 kg kokainy. Kolejne 7 osób zatrzymanych podczas działań CBŚP pod nadzorem Prokuratury Krajowej w ramach operacji "Przebudzenie mocy". Działania są prowadzone we współpracy z hiszpańską Guardia Civil, a także za pośrednictwem oficera łącznikowego CBŚP, z Europolem i Eurojustem. Gang mógł działać w krajach UE wprowadzając do obrotu kilkanaście ton narkotyków, wartych setki mln zł. Zatrzymano już blisko 100 osób różnej narodowości, głównie w Polsce i Hiszpanii. Przejęto także ok. 1,5 tony marihuany, 91 kg haszyszu, 43 kg kokainy, a także 8 jednostek broni. Ponadto zlikwidowano na terenie Hiszpanii 27 plantacji konopi, gdzie rosło ponad 20 tys. krzewów, z których można by uzyskać blisko 2 tony marihuany. Policjanci z Zarządu w Olsztynie Centralnego Biura Śledczego Policji prowadzą wielowątkowe śledztwo, pod nadzorem Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku. Sprawa dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej o międzynarodowym zasięgu, zajmującej się wytwarzaniem, przemytem i wprowadzaniem do obrotu hurtowych ilości narkotyków, głównie marihuany. Narkotyki trafiały z Hiszpanii na teren innych krajów UE, w tym Niemiec, Królestwa Niderlandów, Danii oraz Polski. W ostatnim czasie policjanci olsztyńskiego CBŚP wspierani przez funkcjonariuszy zespołu specjalnego z Zarządu w Poznaniu CBŚP oraz kontrterrorystów z SPKP w Olsztynie, przeprowadzili akcję na terenie województw wielkopolskiego i warmińsko-mazurskiego, gdzie zatrzymali 7 osób, w wieku od 35 do 45 lat. W działaniach wzięło udział ponad 100 funkcjonariuszy. Podczas przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli dokumentację, która będzie teraz szczegółowo analizowana przez śledczych oraz sprzęt elektroniczny, w tym telefony komórkowe, a także pieniądze na poczet przyszłych kar. Śledczy podejrzewają, że rola zatrzymanych osób w całym procederze polegała na transporcie i przekazywaniu narkotyków, a także werbowaniu kierowców samochodów ciężarowych do udziału w przemytach hurtowych ilości narkotyków. Wszystkie osoby podejrzane usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a także przemytu znacznych ilości narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu na terenie innych państw UE. Na wniosek prokuratora, sąd tymczasowo aresztował wszystkich zatrzymanych na okres 3 miesięcy. Ostatnie działania są kontynuacją międzynarodowej operacji o kryptonimie „Przebudzenie mocy”, o której więcej pisaliśmy w lutym ubiegłego roku, w komunikacie: Dzięki operacji „Przebudzenie mocy” narkotyki warte w hurcie ok. 90 mln zł nie trafią na rynek. Wtedy to CBŚP, wspólnie z hiszpańską Guardia Civil, przy wsparciu Europolu i Eurojustu, zatrzymało podejrzanych i przejęło duże ilości narkotyków. W sprawie ogromnego wsparcia udzielił oficer łącznikowy CBŚP przy Europolu, dzięki któremu możliwa była natychmiastowa wymiana informacji i koordynacja działań. Dotychczas w międzynarodowym śledztwie zatrzymano blisko 100 osób różnych narodowości, głównie w Polsce i Hiszpanii. Przejęto około 1,5 tony marihuany, 91 kg haszyszu, 43 kg kokainy, a także 8 jednostek broni oraz zlikwidowano na terenie Hiszpanii 27 profesjonalnych plantacji konopi, gdzie rosło ponad 20 tys. krzewów w różnych fazach wzrostu. Z takiej ilości krzewów można by uzyskać blisko 2 tony marihuany. Z ustaleń śledczych wynika, że w skład grupy wchodzili organizatorzy zarządzający całym procederem, dostawcy, magazynierzy i odbiorcy narkotyków, a także osoby werbujące kierowców ciężarówek, którzy pod przykrywką legalnie działających firm z branży transportowej, wykonywali transporty z przemytem. Śledczy podejrzewają także, że grupa mogła działać od 2016 roku, wytwarzając, przemycając, a następnie wprowadzając do obrotu szacunkowo kilkanaście ton narkotyków, wartych setki milionów złotych. Obecnie trwa ustalanie jaka ilość narkotyków mogła zostać przemycona, a następnie wprowadzona do obrotu przez członków grupy. Sprawa jest rozwojowa, możliwe są kolejne zatrzymania. CBSP.Policja.pl
  6. NoMercy

    Mieszanka

    zamiast argumentow, inwektywy i nikt nie wie niby co jest glupota w wyzej wymienionym tekscie.
  7. dodatkowo, warto nadmienic, ze diazepam ma okres poltrwania do 100H
  8. nawet jezeli... to na forum nie podajemy takich info.
  9. Jeśli chcemy podjąć leczenie konopiami indyjskimi, wystarczy że zadzwonimy do jednej z klinik. W zdecydowanej większości porani pierwszy wywiad zostaje przeprowadzony bezpłatnie. Może odbyć się online, telefonicznie bądź stacjonarnie, a czasem nawet i w domu pacjenta. Wtedy też zapada decyzja, czy kwalifikujemy się do leczenia, ponieważ nie wszystkie choroby przegrywają w walce z cannabis. Leczenie medyczną marihuaną w Polsce jest legalne od 2017 roku. W związku z tym powstają kliniki, które specjalizują się w leczeniu tą rośliną. Gdzie się mieszczą? Ile kosztuje leczenie? Jak wygląda terapia? W Polsce mamy kilka klinik zajmujących się leczeniem (medyczną) marihuaną. Jest to skuteczna i naturalna forma dbania o nasz organizm. Skontaktowaliśmy się z większością z nich w celu zdobycia informacji na temat tego, jak wygląda taka terapia od A do Z. Chcę zostać pacjentem – co powinienem zrobić? Jeśli chcemy podjąć leczenie konopiami indyjskimi, wystarczy że zadzwonimy do jednej z klinik (pełen spis podany jest na końcu artykułu). W zdecydowanej większości porani pierwszy wywiad zostaje przeprowadzony bezpłatnie. Może odbyć się online, telefonicznie bądź stacjonarnie, a czasem nawet i w domu pacjenta. Wtedy też zapada decyzja, czy kwalifikujemy się do leczenia, ponieważ nie wszystkie choroby przegrywają w walce z cannabis. Warto mieć dokumentację naszej choroby. Jeśli takowej nie mamy, lekarz podczas rozmowy stwierdzi, czy jest w stanie pomóc. Wszystko poszło po myśli? Wtedy jesteśmy umawiani na wizytę (już płatną) i rozpoczynamy kurację. Pierwsza wizyta Pierwsza wizyta w takiej klinice trwa około 60 minut. Podczas niej jeszcze raz jest przeprowadzany szczegółowy wywiad. Lekarz ustala indywidualny dobór odmiany suszu i dawkowania. Niektóre kliniki uczą waporyzacji, tłumaczą jak poprawnie zaciągać się urządzeniem. Jedna z porani ma nawet Vaporoom. Jest to pomieszczenie, w którym możemy doświadczyć waporyzacji pod opieką lekarza i ratownika medycznego oraz swoich bliskich. Jesteśmy wtedy pod kontrolą kardiomonitora, żeby nie było absolutnie żadnych obaw. Bez wątpienia obecność rodziny dla starszych ludzi jest dużym wsparciem. Według nas jest to świetny pomysł. Ta klinika sprzedaje też waporyzatory z certyfikatem medycznym po cenie hurtowej. Kolejne wizyty Długość terapii jest zależna od choroby. W przypadku łagodniejszych schorzeń, pacjent może uporać się z problemami nawet po zrealizowaniu pierwszej recepty. Przy poważniejszych przypadkach, terapia trwa dłużej. Po pewnym czasie oczywiście są przeprowadzane jeszcze raz badania, żeby sprawdzić jak organizm reaguje na leczenie. Lekarz ponownie pyta o ważne kwestie i przepisuje odpowiednie dawkowanie i odmianę medykamentu. Jeśli czujesz zdecydowaną poprawę i wydaje Ci się, że możesz zaprzestać przyjmowania leku, koniecznie skonsultuj się ze swoim prowadzącym. Samodzielnie nie powinno się przerywać leczenia. Zależnie od kliniki, można wykupić pakiet kilku wizyt – wtedy cena za pojedynczą jest niższa. Pomoc od Wolnych Konopi Wolne Konopie także współpracują z lekarzami specjalizującymi się w leczeniu medyczną marihuaną, a także przychodniami. Stowarzyszenie pomoże Ci umówić wizytę w placówce. Co musisz zrobić? Jak możemy przeczytać na stronie internetowej, naprawdę niewiele: Przygotuj historię leczenia choroby lub papier świadczący o diagnozie jednostki chorobowej, Przygotuj swój numer PESEL, Wypełnij formularz, Zainstaluj aplikację Whatsup na swoim telefonie, Zgłoś chęć odbycia wizyty pisząc pod adres: [email protected], Postępuj zgodnie z zaleceniami. Więcej szczegółów znajdziesz tutaj. Spis klinik w Polsce [stan na 26.10.2020] Spectra-Med – ul. Kochanowskiego 14a, Łódź Centrum Terapeutyczne Max Hemp – ul. Borowska 242, Wrocław CannabiClinic – ul. Powązkowska 44, Warszawa Medicana – Wołodyjowskiego 52, Warszawa oraz Wenecja 1, Kraków Medcann – Wojoska Polskiego 33, Konin Cannabis Clinic – Kilińskiego 114, Łódź CannabisNews.pl
  10. Jeśli chcemy podjąć leczenie konopiami indyjskimi, wystarczy że zadzwonimy do jednej z klinik. W zdecydowanej większości porani pierwszy wywiad zostaje przeprowadzony bezpłatnie. Może odbyć się online, telefonicznie bądź stacjonarnie, a czasem nawet i w domu pacjenta. Wtedy też zapada decyzja, czy kwalifikujemy się do leczenia, ponieważ nie wszystkie choroby przegrywają w walce z cannabis. Leczenie medyczną marihuaną w Polsce jest legalne od 2017 roku. W związku z tym powstają kliniki, które specjalizują się w leczeniu tą rośliną. Gdzie się mieszczą? Ile kosztuje leczenie? Jak wygląda terapia? W Polsce mamy kilka klinik zajmujących się leczeniem (medyczną) marihuaną. Jest to skuteczna i naturalna forma dbania o nasz organizm. Skontaktowaliśmy się z większością z nich w celu zdobycia informacji na temat tego, jak wygląda taka terapia od A do Z. Chcę zostać pacjentem – co powinienem zrobić? Jeśli chcemy podjąć leczenie konopiami indyjskimi, wystarczy że zadzwonimy do jednej z klinik (pełen spis podany jest na końcu artykułu). W zdecydowanej większości porani pierwszy wywiad zostaje przeprowadzony bezpłatnie. Może odbyć się online, telefonicznie bądź stacjonarnie, a czasem nawet i w domu pacjenta. Wtedy też zapada decyzja, czy kwalifikujemy się do leczenia, ponieważ nie wszystkie choroby przegrywają w walce z cannabis. Warto mieć dokumentację naszej choroby. Jeśli takowej nie mamy, lekarz podczas rozmowy stwierdzi, czy jest w stanie pomóc. Wszystko poszło po myśli? Wtedy jesteśmy umawiani na wizytę (już płatną) i rozpoczynamy kurację. Pierwsza wizyta Pierwsza wizyta w takiej klinice trwa około 60 minut. Podczas niej jeszcze raz jest przeprowadzany szczegółowy wywiad. Lekarz ustala indywidualny dobór odmiany suszu i dawkowania. Niektóre kliniki uczą waporyzacji, tłumaczą jak poprawnie zaciągać się urządzeniem. Jedna z porani ma nawet Vaporoom. Jest to pomieszczenie, w którym możemy doświadczyć waporyzacji pod opieką lekarza i ratownika medycznego oraz swoich bliskich. Jesteśmy wtedy pod kontrolą kardiomonitora, żeby nie było absolutnie żadnych obaw. Bez wątpienia obecność rodziny dla starszych ludzi jest dużym wsparciem. Według nas jest to świetny pomysł. Ta klinika sprzedaje też waporyzatory z certyfikatem medycznym po cenie hurtowej. Kolejne wizyty Długość terapii jest zależna od choroby. W przypadku łagodniejszych schorzeń, pacjent może uporać się z problemami nawet po zrealizowaniu pierwszej recepty. Przy poważniejszych przypadkach, terapia trwa dłużej. Po pewnym czasie oczywiście są przeprowadzane jeszcze raz badania, żeby sprawdzić jak organizm reaguje na leczenie. Lekarz ponownie pyta o ważne kwestie i przepisuje odpowiednie dawkowanie i odmianę medykamentu. Jeśli czujesz zdecydowaną poprawę i wydaje Ci się, że możesz zaprzestać przyjmowania leku, koniecznie skonsultuj się ze swoim prowadzącym. Samodzielnie nie powinno się przerywać leczenia. Zależnie od kliniki, można wykupić pakiet kilku wizyt – wtedy cena za pojedynczą jest niższa. Pomoc od Wolnych Konopi Wolne Konopie także współpracują z lekarzami specjalizującymi się w leczeniu medyczną marihuaną, a także przychodniami. Stowarzyszenie pomoże Ci umówić wizytę w placówce. Co musisz zrobić? Jak możemy przeczytać na stronie internetowej, naprawdę niewiele: Przygotuj historię leczenia choroby lub papier świadczący o diagnozie jednostki chorobowej, Przygotuj swój numer PESEL, Wypełnij formularz, Zainstaluj aplikację Whatsup na swoim telefonie, Zgłoś chęć odbycia wizyty pisząc pod adres: [email protected], Postępuj zgodnie z zaleceniami. Więcej szczegółów znajdziesz tutaj. Spis klinik w Polsce [stan na 26.10.2020] Spectra-Med – ul. Kochanowskiego 14a, Łódź Centrum Terapeutyczne Max Hemp – ul. Borowska 242, Wrocław CannabiClinic – ul. Powązkowska 44, Warszawa Medicana – Wołodyjowskiego 52, Warszawa oraz Wenecja 1, Kraków Medcann – Wojoska Polskiego 33, Konin Cannabis Clinic – Kilińskiego 114, Łódź CannabisNews.pl View full artykuł
  11. Śledczy postawili Łukaszowi W ps. „Gekon” zarzuty dotyczące m.in. udziału w handlu znacznej ilości marihuany. Mężczyzna miał wprowadzić w latach 2012 – 2017 do obrotu co najmniej 6 kg tego narkotyku. W. został również oskarżony o udział w obrocie co najmniej 50 kg marihuany. „Gekon” był już wcześniej prawomocnie skazany za przestępstwa narkotykowe. Łukasz W. ps. „Gekon”, znany we wrocławskim środowisku przestępczym, ponownie stanie przed sądem. Wrocławska prokuratura oskarżyła go o handel narkotykami. Znany we wrocławskim przestępczym półświatku Łukasz W. został ponownie zatrzymany przez policję w ub.r., tuż po tym, jak opuścił areszt śledczy – przypomniał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Radosław Żarkowski. Śledczy postawili „Gekonowi” zarzuty dotyczące m.in. udziału w handlu znacznej ilości marihuany. Mężczyzna miał wprowadzić w latach 2012 – 2017 do obrotu co najmniej 6 kg tego narkotyku. W. został również oskarżony o udział w obrocie co najmniej 50 kg marihuany poprzez „umożliwienie” jej sprzedaży Mateuszowi S. Mężczyzna ten, zdaniem śledczych, płacił „Gekonowi” za „ochronę” 4 tys. zł miesięcznie przez co najmniej rok. Prok. Żarkowski poinformował, że postępowanie przeciwko „Gekonowi” to element szerszego śledztwa prowadzonego przez wrocławską prokuraturę. - W toku tego postępowania zarzuty z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii postawiono blisko 90 osobom - wyjaśnił prokurator. Do tej pory prawomocne wyroki skazujące zapadły w tej sprawie wobec 69 osób, a wobec kolejnych 17 osób skierowano akty oskarżenia do sądów we Wrocławiu i w Oleśnicy. „Gekon” był już wcześniej prawomocnie skazany za przestępstwa narkotykowe. TVP.pl
  12. Śledczy postawili Łukaszowi W ps. „Gekon” zarzuty dotyczące m.in. udziału w handlu znacznej ilości marihuany. Mężczyzna miał wprowadzić w latach 2012 – 2017 do obrotu co najmniej 6 kg tego narkotyku. W. został również oskarżony o udział w obrocie co najmniej 50 kg marihuany. „Gekon” był już wcześniej prawomocnie skazany za przestępstwa narkotykowe. Łukasz W. ps. „Gekon”, znany we wrocławskim środowisku przestępczym, ponownie stanie przed sądem. Wrocławska prokuratura oskarżyła go o handel narkotykami. Znany we wrocławskim przestępczym półświatku Łukasz W. został ponownie zatrzymany przez policję w ub.r., tuż po tym, jak opuścił areszt śledczy – przypomniał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Radosław Żarkowski. Śledczy postawili „Gekonowi” zarzuty dotyczące m.in. udziału w handlu znacznej ilości marihuany. Mężczyzna miał wprowadzić w latach 2012 – 2017 do obrotu co najmniej 6 kg tego narkotyku. W. został również oskarżony o udział w obrocie co najmniej 50 kg marihuany poprzez „umożliwienie” jej sprzedaży Mateuszowi S. Mężczyzna ten, zdaniem śledczych, płacił „Gekonowi” za „ochronę” 4 tys. zł miesięcznie przez co najmniej rok. Prok. Żarkowski poinformował, że postępowanie przeciwko „Gekonowi” to element szerszego śledztwa prowadzonego przez wrocławską prokuraturę. - W toku tego postępowania zarzuty z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii postawiono blisko 90 osobom - wyjaśnił prokurator. Do tej pory prawomocne wyroki skazujące zapadły w tej sprawie wobec 69 osób, a wobec kolejnych 17 osób skierowano akty oskarżenia do sądów we Wrocławiu i w Oleśnicy. „Gekon” był już wcześniej prawomocnie skazany za przestępstwa narkotykowe. TVP.pl View full artykuł
  13. https://lmgtfy.app/?q=BENZYDAMINA+na+recepte+jest+czy+nie
  14. Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy" Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Już trzeci raz przesunięto rozpoczęcie procesu Jana S., znanego jako "król dopalaczy". W piątek w sądzie miał pojawić się inny oskarżony – Tobiasz N. Policjantom nie udało się jednak odnaleźć mężczyzny. Sprawa "króla dopalaczy" miała rozpocząć się 17 listopada, ale została odroczona ze względu na niedyspozycję jego obrońcy. Również z tego powodu spadły z wokandy kolejne terminy rozpraw. Proces nie ruszył także 11 grudnia z uwagi na nieobecność oskarżonego Tobiasza N., którego stawiennictwo było obowiązkowe. Sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wydała nakaz zatrzymania N. i doprowadzenia go na rozprawę wyznaczoną na 15 stycznia. Dzień wcześniej wysłał mail do sądu Sędzia poinformowała, że policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu sporządzili 12 stycznia notatkę, w której oświadczyli, że "pomimo podjętych, kilkukrotnych prób zatrzymania Tobiasza N. nie udało się zatrzymać". Funkcjonariusze podali, że sprawdzali miejsca zamieszkania rodziców oskarżonego. "Ojciec oświadcza, że jest u matki albo na ulicy. Matka, że bywa u niej rzadko i mieszka u ojca" – napisali policjanci z KPP. Funkcjonariusze stwierdzili, iż "istnieje prawdopodobieństwo, że rodzina ukrywa oskarżonego przed organami ścigania". Kajdanki zespolone i czerwony strój Reprezentująca N. adwokat Anna Wilk poinformowała sąd, że nie ma kontaktu z oskarżonym od grudnia. Wówczas rozmawiała z nim telefonicznie i deklarował obecność w sądzie w dniu 15 stycznia 2021 roku. Sąd odroczył rozprawę do 25 stycznia. Prokurator Wojciech Misiewicz ocenił jego postawę jako "lekceważącą" i wnioskował, by sąd rozważył wyłączenie wątku N. w przypadku ponownego niepowodzenia doprowadzenia go na rozprawę. Na piątkową rozprawę Jan S. został doprowadzony z aresztu śledczego w Radomiu. Oskarżony był skuty zespolonymi kajdankami i ubrany w czerwony strój, którym oznacza się osadzonych uznanych za niebezpiecznych. Na ławie oskarżonych znaleźli się również jego ojciec Jacek S. oraz partnerka Paulina C. Zarzuty wobec Jana S., jego ojca i partnerki Pokuratura zarzuca Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie za pośrednictwem sklepu internetowego "Predator-rc". Jan S. odpowie też m.in. za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy. Jego ojciec Jacek S., z zawodu adwokat, miał dla syna wziąć w leasing luksusowy samochód marki Audi model RS6 Avant Performance. Leasing opiewał na kwotę 567 tysięcy złotych i był spłacany przez użytkownika auta Jana S., choć ten w tym okresie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Według prokuratury, ojciec pomagał w ten sposób "Predkowi" (kolejny pseudonim "króla dopalaczy") ukryć przestępne pochodzenie pieniędzy. Adwokat miał też użyczać synowi telefon komórkowy zarejestrowany na swoją kancelarię i ostrzegać go, wysyłając linki z informacjami o nowelizacji przepisów dotyczących handlu dopalaczami. Urodzona w 1992 roku Paulina C., partnerka i matka dziecka Jana S., odpowie przed sądem za wprowadzanie dopalaczy do obrotu i pranie pieniędzy. Oficjalnie bezrobotna i nieposiadająca majątku kobieta miała być prawą ręką Jana S. Ustalono, że C. wielokrotnie dokonywała zakupu za gotówkę biżuterii, odzieży i galanterii. Pieniędzmi z dopalaczy zapłaciła także za operację plastyczną powiększania biustu, co kosztowało 15 tysięcy złotych. 27-letni Tobiasz N. jest oskarżony o to, że na prośbę Jana S. założył w Czechach spółkę mającą w rzeczywistości być pralnią pieniędzy zarobionych na dopalaczach. Śmierć 16-letniego Filipa Śledztwo, które zrujnowało imperium "króla dopalaczy", zaczęło się od śmierci mieszkańca warszawskiego Targówka. 22 września 2017 roku w mieszkaniu przy Malborskiej rodzina znalazła zwłoki 16-letniego Filipa. Chłopiec siedział przy biurku, wyglądał, jakby zasnął przed komputerem z głową opartą o blat. Chwilę wcześniej dzielił się ze znajomymi przez komunikator wrażeniami po zażyciu dopalaczy. Przy zwłokach technicy kryminalni znaleźli środki opisane jako "BUC" oraz inne substancje psychotropowe. Historia transakcji z jego konta bankowego wskazuje, że dopalacze ze strony "Predator-rc" zakupił sześć razy. Pieniądze wysyłał na konta osób powiązanych z "Predkiem". Prokuratura ustaliła, że 16-latek zmagał się z zaburzeniami depresyjnymi, leczył się. Zażywaniem dopalaczy chwalił się rówieśnikom, którzy wiedzieli, że "testuje" niebezpieczne używki. Filip zmarł w wyniku zatrucia fentanylem zawartym w "BUC-ach". Po jego śmierci w sortowni firmy kurierskiej ujawniono kilka nieodebranych paczek, wysyłanych od nadawcy o fikcyjnych danych. W opakowaniach znaleziono m.in. BUC-3 i BUC-8. Przychody do 45 tysięcy złotych dziennie Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy". Na miejscu zabezpieczono kilkadziesiąt kilogramów substancji psychoaktywnych, w tym torebki z "BUC-3" i "BUC-8", wagi, opakowania i komputery, na których ujawniono grafiki i opis 198 substancji sprzedawanych za pośrednictwem serwisu "Predator-rc". Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Przejęto kilka przesyłek z hurtową zawartością dopalaczy z Holandii. Ustalono, że tylko za pośrednictwem jednej z firm kurierskich "król dopalaczy" zamówił 700 kilogramów substancji, a u chińskiego dystrybutora składał zamówienia na 100-kilogramowe dostawy substancji i prekursorów do tworzenia dopalaczy. Wartość jednego zamówienia wynosiła ponad 100 tysięcy dolarów. Paczki przychodziły m.in. na adres wirtualnego biura firmy założonej w 2016 roku przez Jana Krzysztofa S. 16 tysięcy klientów z różnych krajów Prokuratura ustaliła, że pieniądze z handlu dopalaczami były natychmiast wypłacane bądź przesyłane między rachunkami i trafiały na holenderskie lub czeskie konta Jana S. oraz były inwestowane w kolejne dostawy z Holandii i Chin. Na późniejszym etapie grupa coraz częściej korzystała z płatności kryptowalutą bitcoin, która zapewnia anonimowość transakcji i utrudnia ustalenie kwot przepływających przez wirtualny portfel. Śledczy nie mają wątpliwości, że grupa "króla dopalaczy" uczyniła sobie z przestępczej działalności stałe źródło dochodu. Sklep "Predator-rc" był liderem na rynku dopalaczy. Udało się to m.in. codziennym promocjom, zachęcającym do kupowania większych ilości dopalaczy za niższą cenę. "Predator-rc" szukał także chętnych do testowania nowych produktów, które miały być wysyłane bezpłatnie. Zaopatrywał w używki klientów z Europy, ale także z USA, Australii, Meksyku. Z zakupów u "króla dopalaczy" skorzystało - według prokuratury - 16 tysięcy użytkowników. Od marca 2017 do maja 2018 roku sklep zarobił co najmniej 16,7 miliona złotych, a prokuratura szacuje, że w pozostałym okresie funkcjonowania grupy mógł zarobić jeszcze cztery miliony. Po zatrzymaniach w 2018 roku "Predator" zawiesił działalność, informując klientów o problemach technicznych. Wkrótce wyszło na jaw, że jeszcze w kwietniu 2018 roku Jan S. zorganizował przy ul. Puławskiej kolejną "sortownię" dopalaczy, zlikwidowaną półtora miesiąca później. Zatrzymani tam mężczyźni szczegółowo opisali swoją pracę. Jeden z nich miał zacząć pracę w sortowni, będąc jeszcze nastolatkiem. Według prokuratury "król dopalaczy" zastraszał podwładnych i instruował, jakie wyjaśnienia powinni złożyć w przypadku zatrzymania przez policję. S. zapewniał im także pełnomocników, którzy - jak ustaliła prokuratura - mieli pilnować, żeby podejrzani nie naprowadzali śledczych na jego osobę. Czynności Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ zbiegły się ze śledztwem Centralnego Biura Śledczego Policji, które namierzało paczki z dopalaczami wysyłane z Chin do Holandii, a następnie do Polski. Tylko po wejściu nowych przepisów, stawiających handel dopalaczami na równi z narkotykami, "Predek" zamówił 350 kilogramów przesyłek. Śmierć nastolatków Z aktu oskarżenia wynika, że "król dopalaczy" pośrednio przyczynił się do śmierci 16-letniego Filipa z Warszawy, 15-letniego Damiana z Biłgoraja, 23-letniego Artura z Radomia i dwóch młodych Polaków: Mateusza i Krystiana, których ciała 12 lutego 2018 roku odnaleziono w miejscowości Rugby w Wielkiej Brytanii. 18-letni Bartek ze Świdnika i Ania ze Strzelec Opolskich zostali odratowani w szpitalu. Wszyscy zatruli się fentanylem zawartym w "BUC-8". "Król dopalaczy" po tym, jak media obiegła informacja o zatruciach sprzedawanym przez niego środkiem, zmienił etykiety do BUC-8 na takie, z których wynikało, że produkt nie nadaje się do spożycia. Dopalacze oficjalnie miały mieć przeznaczenie kolekcjonerskie lub doświadczalne. Według prokuratury, środki chemiczne były bezrefleksyjnie dystrybuowane, bez sprawdzania ich składu, a często wysyłano klientom inne chemikalia niż zamówione. Umieszczenie na opakowaniach informacji, że środek nie nadaje się do spożycia miało stworzyć pozory legalności działalności, a tym samym zniesienie odpowiedzialności sprawców – uważa prokuratura. Ukrywał się w Holandii Oskarżyciel publiczny zebrał dowody świadczące o tym, że to właśnie Jan S. odgrywał kluczową rolę w grupie, zatrudniał ludzi, dzielił zadania i finanse. Według śledczych, nadzorował swój biznes nawet podczas zatrzymania w 2018 roku w Holandii, gdzie na terenie jednostki penitencjarnej miał dostęp do komunikatorów internetowych. Z notatek Jana S. prokuratura dowiedziała się, że planował zainwestować w mercedesa e63 AMG, bentleya, stajnię oraz mieszkania "na słupa". Gotówką - 196 tysięcy złotych - zapłacił za pięć luksusowych zegarków. Za wynajem mieszkania przy Tamce w Warszawie płacił co miesiąc 11 tysięcy złotych. "Król dopalaczy" był poszukiwany dwoma listami gończymi, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. Ukrywał się głównie w Holandii. Był tam nawet zatrzymywany w maju 2018 roku, ale tamtejszy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie i wyznaczył kolejny termin posiedzenia. W międzyczasie "Król" zniknął Został zatrzymany 3 stycznia 2020 roku w Milanówku, w okolicach domu rodziców. Drugi proces o zlecenie zabójstwa ministra 2 grudnia 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył inny proces Jana S. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oskarżył "króla dopalaczy" o zlecenie zabójstwa ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia łapówek. W sumie Jan S. odpowiada za 14 przestępstw. Nie przyznał się do zarzutów stawianych mu w oskarżeniu. - Zrozumiałem te słowa, natomiast treść zarzutów dotyka niedorzeczności – oświadczył. TVN24.pl
  15. Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy" Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Już trzeci raz przesunięto rozpoczęcie procesu Jana S., znanego jako "król dopalaczy". W piątek w sądzie miał pojawić się inny oskarżony – Tobiasz N. Policjantom nie udało się jednak odnaleźć mężczyzny. Sprawa "króla dopalaczy" miała rozpocząć się 17 listopada, ale została odroczona ze względu na niedyspozycję jego obrońcy. Również z tego powodu spadły z wokandy kolejne terminy rozpraw. Proces nie ruszył także 11 grudnia z uwagi na nieobecność oskarżonego Tobiasza N., którego stawiennictwo było obowiązkowe. Sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wydała nakaz zatrzymania N. i doprowadzenia go na rozprawę wyznaczoną na 15 stycznia. Dzień wcześniej wysłał mail do sądu Sędzia poinformowała, że policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu sporządzili 12 stycznia notatkę, w której oświadczyli, że "pomimo podjętych, kilkukrotnych prób zatrzymania Tobiasza N. nie udało się zatrzymać". Funkcjonariusze podali, że sprawdzali miejsca zamieszkania rodziców oskarżonego. "Ojciec oświadcza, że jest u matki albo na ulicy. Matka, że bywa u niej rzadko i mieszka u ojca" – napisali policjanci z KPP. Funkcjonariusze stwierdzili, iż "istnieje prawdopodobieństwo, że rodzina ukrywa oskarżonego przed organami ścigania". Kajdanki zespolone i czerwony strój Reprezentująca N. adwokat Anna Wilk poinformowała sąd, że nie ma kontaktu z oskarżonym od grudnia. Wówczas rozmawiała z nim telefonicznie i deklarował obecność w sądzie w dniu 15 stycznia 2021 roku. Sąd odroczył rozprawę do 25 stycznia. Prokurator Wojciech Misiewicz ocenił jego postawę jako "lekceważącą" i wnioskował, by sąd rozważył wyłączenie wątku N. w przypadku ponownego niepowodzenia doprowadzenia go na rozprawę. Na piątkową rozprawę Jan S. został doprowadzony z aresztu śledczego w Radomiu. Oskarżony był skuty zespolonymi kajdankami i ubrany w czerwony strój, którym oznacza się osadzonych uznanych za niebezpiecznych. Na ławie oskarżonych znaleźli się również jego ojciec Jacek S. oraz partnerka Paulina C. Zarzuty wobec Jana S., jego ojca i partnerki Pokuratura zarzuca Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie za pośrednictwem sklepu internetowego "Predator-rc". Jan S. odpowie też m.in. za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy. Jego ojciec Jacek S., z zawodu adwokat, miał dla syna wziąć w leasing luksusowy samochód marki Audi model RS6 Avant Performance. Leasing opiewał na kwotę 567 tysięcy złotych i był spłacany przez użytkownika auta Jana S., choć ten w tym okresie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Według prokuratury, ojciec pomagał w ten sposób "Predkowi" (kolejny pseudonim "króla dopalaczy") ukryć przestępne pochodzenie pieniędzy. Adwokat miał też użyczać synowi telefon komórkowy zarejestrowany na swoją kancelarię i ostrzegać go, wysyłając linki z informacjami o nowelizacji przepisów dotyczących handlu dopalaczami. Urodzona w 1992 roku Paulina C., partnerka i matka dziecka Jana S., odpowie przed sądem za wprowadzanie dopalaczy do obrotu i pranie pieniędzy. Oficjalnie bezrobotna i nieposiadająca majątku kobieta miała być prawą ręką Jana S. Ustalono, że C. wielokrotnie dokonywała zakupu za gotówkę biżuterii, odzieży i galanterii. Pieniędzmi z dopalaczy zapłaciła także za operację plastyczną powiększania biustu, co kosztowało 15 tysięcy złotych. 27-letni Tobiasz N. jest oskarżony o to, że na prośbę Jana S. założył w Czechach spółkę mającą w rzeczywistości być pralnią pieniędzy zarobionych na dopalaczach. Śmierć 16-letniego Filipa Śledztwo, które zrujnowało imperium "króla dopalaczy", zaczęło się od śmierci mieszkańca warszawskiego Targówka. 22 września 2017 roku w mieszkaniu przy Malborskiej rodzina znalazła zwłoki 16-letniego Filipa. Chłopiec siedział przy biurku, wyglądał, jakby zasnął przed komputerem z głową opartą o blat. Chwilę wcześniej dzielił się ze znajomymi przez komunikator wrażeniami po zażyciu dopalaczy. Przy zwłokach technicy kryminalni znaleźli środki opisane jako "BUC" oraz inne substancje psychotropowe. Historia transakcji z jego konta bankowego wskazuje, że dopalacze ze strony "Predator-rc" zakupił sześć razy. Pieniądze wysyłał na konta osób powiązanych z "Predkiem". Prokuratura ustaliła, że 16-latek zmagał się z zaburzeniami depresyjnymi, leczył się. Zażywaniem dopalaczy chwalił się rówieśnikom, którzy wiedzieli, że "testuje" niebezpieczne używki. Filip zmarł w wyniku zatrucia fentanylem zawartym w "BUC-ach". Po jego śmierci w sortowni firmy kurierskiej ujawniono kilka nieodebranych paczek, wysyłanych od nadawcy o fikcyjnych danych. W opakowaniach znaleziono m.in. BUC-3 i BUC-8. Przychody do 45 tysięcy złotych dziennie Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy". Na miejscu zabezpieczono kilkadziesiąt kilogramów substancji psychoaktywnych, w tym torebki z "BUC-3" i "BUC-8", wagi, opakowania i komputery, na których ujawniono grafiki i opis 198 substancji sprzedawanych za pośrednictwem serwisu "Predator-rc". Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Przejęto kilka przesyłek z hurtową zawartością dopalaczy z Holandii. Ustalono, że tylko za pośrednictwem jednej z firm kurierskich "król dopalaczy" zamówił 700 kilogramów substancji, a u chińskiego dystrybutora składał zamówienia na 100-kilogramowe dostawy substancji i prekursorów do tworzenia dopalaczy. Wartość jednego zamówienia wynosiła ponad 100 tysięcy dolarów. Paczki przychodziły m.in. na adres wirtualnego biura firmy założonej w 2016 roku przez Jana Krzysztofa S. 16 tysięcy klientów z różnych krajów Prokuratura ustaliła, że pieniądze z handlu dopalaczami były natychmiast wypłacane bądź przesyłane między rachunkami i trafiały na holenderskie lub czeskie konta Jana S. oraz były inwestowane w kolejne dostawy z Holandii i Chin. Na późniejszym etapie grupa coraz częściej korzystała z płatności kryptowalutą bitcoin, która zapewnia anonimowość transakcji i utrudnia ustalenie kwot przepływających przez wirtualny portfel. Śledczy nie mają wątpliwości, że grupa "króla dopalaczy" uczyniła sobie z przestępczej działalności stałe źródło dochodu. Sklep "Predator-rc" był liderem na rynku dopalaczy. Udało się to m.in. codziennym promocjom, zachęcającym do kupowania większych ilości dopalaczy za niższą cenę. "Predator-rc" szukał także chętnych do testowania nowych produktów, które miały być wysyłane bezpłatnie. Zaopatrywał w używki klientów z Europy, ale także z USA, Australii, Meksyku. Z zakupów u "króla dopalaczy" skorzystało - według prokuratury - 16 tysięcy użytkowników. Od marca 2017 do maja 2018 roku sklep zarobił co najmniej 16,7 miliona złotych, a prokuratura szacuje, że w pozostałym okresie funkcjonowania grupy mógł zarobić jeszcze cztery miliony. Po zatrzymaniach w 2018 roku "Predator" zawiesił działalność, informując klientów o problemach technicznych. Wkrótce wyszło na jaw, że jeszcze w kwietniu 2018 roku Jan S. zorganizował przy ul. Puławskiej kolejną "sortownię" dopalaczy, zlikwidowaną półtora miesiąca później. Zatrzymani tam mężczyźni szczegółowo opisali swoją pracę. Jeden z nich miał zacząć pracę w sortowni, będąc jeszcze nastolatkiem. Według prokuratury "król dopalaczy" zastraszał podwładnych i instruował, jakie wyjaśnienia powinni złożyć w przypadku zatrzymania przez policję. S. zapewniał im także pełnomocników, którzy - jak ustaliła prokuratura - mieli pilnować, żeby podejrzani nie naprowadzali śledczych na jego osobę. Czynności Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ zbiegły się ze śledztwem Centralnego Biura Śledczego Policji, które namierzało paczki z dopalaczami wysyłane z Chin do Holandii, a następnie do Polski. Tylko po wejściu nowych przepisów, stawiających handel dopalaczami na równi z narkotykami, "Predek" zamówił 350 kilogramów przesyłek. Śmierć nastolatków Z aktu oskarżenia wynika, że "król dopalaczy" pośrednio przyczynił się do śmierci 16-letniego Filipa z Warszawy, 15-letniego Damiana z Biłgoraja, 23-letniego Artura z Radomia i dwóch młodych Polaków: Mateusza i Krystiana, których ciała 12 lutego 2018 roku odnaleziono w miejscowości Rugby w Wielkiej Brytanii. 18-letni Bartek ze Świdnika i Ania ze Strzelec Opolskich zostali odratowani w szpitalu. Wszyscy zatruli się fentanylem zawartym w "BUC-8". "Król dopalaczy" po tym, jak media obiegła informacja o zatruciach sprzedawanym przez niego środkiem, zmienił etykiety do BUC-8 na takie, z których wynikało, że produkt nie nadaje się do spożycia. Dopalacze oficjalnie miały mieć przeznaczenie kolekcjonerskie lub doświadczalne. Według prokuratury, środki chemiczne były bezrefleksyjnie dystrybuowane, bez sprawdzania ich składu, a często wysyłano klientom inne chemikalia niż zamówione. Umieszczenie na opakowaniach informacji, że środek nie nadaje się do spożycia miało stworzyć pozory legalności działalności, a tym samym zniesienie odpowiedzialności sprawców – uważa prokuratura. Ukrywał się w Holandii Oskarżyciel publiczny zebrał dowody świadczące o tym, że to właśnie Jan S. odgrywał kluczową rolę w grupie, zatrudniał ludzi, dzielił zadania i finanse. Według śledczych, nadzorował swój biznes nawet podczas zatrzymania w 2018 roku w Holandii, gdzie na terenie jednostki penitencjarnej miał dostęp do komunikatorów internetowych. Z notatek Jana S. prokuratura dowiedziała się, że planował zainwestować w mercedesa e63 AMG, bentleya, stajnię oraz mieszkania "na słupa". Gotówką - 196 tysięcy złotych - zapłacił za pięć luksusowych zegarków. Za wynajem mieszkania przy Tamce w Warszawie płacił co miesiąc 11 tysięcy złotych. "Król dopalaczy" był poszukiwany dwoma listami gończymi, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. Ukrywał się głównie w Holandii. Był tam nawet zatrzymywany w maju 2018 roku, ale tamtejszy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie i wyznaczył kolejny termin posiedzenia. W międzyczasie "Król" zniknął Został zatrzymany 3 stycznia 2020 roku w Milanówku, w okolicach domu rodziców. Drugi proces o zlecenie zabójstwa ministra 2 grudnia 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył inny proces Jana S. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oskarżył "króla dopalaczy" o zlecenie zabójstwa ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia łapówek. W sumie Jan S. odpowiada za 14 przestępstw. Nie przyznał się do zarzutów stawianych mu w oskarżeniu. - Zrozumiałem te słowa, natomiast treść zarzutów dotyka niedorzeczności – oświadczył. TVN24.pl View full artykuł
  16. dobra bajeczka, szkoda ze 4-MMC wali sie w dawkach 40-70mg. Gdzie P.O. wynosi 120. Idz szukaj jeleni w inne miejsce.
  17. Jak nie wezma projektu Wolnych Konopi to raczej nie wiele.
  18. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. Główny Inspektorat Sanitarny wycofuje z rynku olejek CBD. Okazało się bowiem, że w składzie miał zbyt duże stężenie tetrahydrokannabinolu, czyli THC. Które partie produktu mają zbyt dużo tej substancji? Wszystkie. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. "Badanie laboratoryjne próbki produktu potwierdziło obecność kannabionoidów w produkcie, w tym wysoką zawartość Δ9-THC wynoszącą 0,16 proc." - czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "Zgodnie z oceną ryzyka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny niniejszy produkt należy uznać za niedopuszczony do spożycia przez ludzi i mogący stwarzać istotne ryzyko dla zdrowia konsumentów" - tłumaczy instytucja. Palikot pochwalił rząd PiS. "To oni zalegalizowali CBD" Wykorzystywane w celach terapeutycznych olejki CBD mogą być dopuszczone do sprzedaży tylko pod warunkiem, że nie przekraczają dozwolonego stężenia kannabionoidów. Firma Intenson Europe Sp. z o.o., która odpowiada za produkcję olejku już zareagowała. "Po otrzymaniu informacji o niezgodności produktu niezwłocznie rozpoczęła procedurę wycofania. Na stronie internetowej firmy zamieszczona zostanie informacja" - informuje GIS. Olejki wciąż jednak bez problemu można dostać w sieci na portalach aukcyjnych. Finanse.WP.pl Zobacz cały artykuł
  19. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. Główny Inspektorat Sanitarny wycofuje z rynku olejek CBD. Okazało się bowiem, że w składzie miał zbyt duże stężenie tetrahydrokannabinolu, czyli THC. Które partie produktu mają zbyt dużo tej substancji? Wszystkie. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. "Badanie laboratoryjne próbki produktu potwierdziło obecność kannabionoidów w produkcie, w tym wysoką zawartość Δ9-THC wynoszącą 0,16 proc." - czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "Zgodnie z oceną ryzyka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny niniejszy produkt należy uznać za niedopuszczony do spożycia przez ludzi i mogący stwarzać istotne ryzyko dla zdrowia konsumentów" - tłumaczy instytucja. Palikot pochwalił rząd PiS. "To oni zalegalizowali CBD" Wykorzystywane w celach terapeutycznych olejki CBD mogą być dopuszczone do sprzedaży tylko pod warunkiem, że nie przekraczają dozwolonego stężenia kannabionoidów. Firma Intenson Europe Sp. z o.o., która odpowiada za produkcję olejku już zareagowała. "Po otrzymaniu informacji o niezgodności produktu niezwłocznie rozpoczęła procedurę wycofania. Na stronie internetowej firmy zamieszczona zostanie informacja" - informuje GIS. Olejki wciąż jednak bez problemu można dostać w sieci na portalach aukcyjnych. Finanse.WP.pl

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...