Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!

NoMercy

Strażnik Forum
  • Content Count

    7,172
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    78

NoMercy last won the day on December 15 2020

NoMercy had the most liked content!

About NoMercy

Informacje o profilu

  • Płeć
    Nie powiem

Recent Profile Visitors

81,021 profile views
  1. Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy" Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Już trzeci raz przesunięto rozpoczęcie procesu Jana S., znanego jako "król dopalaczy". W piątek w sądzie miał pojawić się inny oskarżony – Tobiasz N. Policjantom nie udało się jednak odnaleźć mężczyzny. Sprawa "króla dopalaczy" miała rozpocząć się 17 listopada, ale została odroczona ze względu na niedyspozycję jego obrońcy. Również z tego powodu spadły z wokandy kolejne terminy rozpraw. Proces nie ruszył także 11 grudnia z uwagi na nieobecność oskarżonego Tobiasza N., którego stawiennictwo było obowiązkowe. Sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wydała nakaz zatrzymania N. i doprowadzenia go na rozprawę wyznaczoną na 15 stycznia. Dzień wcześniej wysłał mail do sądu Sędzia poinformowała, że policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu sporządzili 12 stycznia notatkę, w której oświadczyli, że "pomimo podjętych, kilkukrotnych prób zatrzymania Tobiasza N. nie udało się zatrzymać". Funkcjonariusze podali, że sprawdzali miejsca zamieszkania rodziców oskarżonego. "Ojciec oświadcza, że jest u matki albo na ulicy. Matka, że bywa u niej rzadko i mieszka u ojca" – napisali policjanci z KPP. Funkcjonariusze stwierdzili, iż "istnieje prawdopodobieństwo, że rodzina ukrywa oskarżonego przed organami ścigania". Kajdanki zespolone i czerwony strój Reprezentująca N. adwokat Anna Wilk poinformowała sąd, że nie ma kontaktu z oskarżonym od grudnia. Wówczas rozmawiała z nim telefonicznie i deklarował obecność w sądzie w dniu 15 stycznia 2021 roku. Sąd odroczył rozprawę do 25 stycznia. Prokurator Wojciech Misiewicz ocenił jego postawę jako "lekceważącą" i wnioskował, by sąd rozważył wyłączenie wątku N. w przypadku ponownego niepowodzenia doprowadzenia go na rozprawę. Na piątkową rozprawę Jan S. został doprowadzony z aresztu śledczego w Radomiu. Oskarżony był skuty zespolonymi kajdankami i ubrany w czerwony strój, którym oznacza się osadzonych uznanych za niebezpiecznych. Na ławie oskarżonych znaleźli się również jego ojciec Jacek S. oraz partnerka Paulina C. Zarzuty wobec Jana S., jego ojca i partnerki Pokuratura zarzuca Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie za pośrednictwem sklepu internetowego "Predator-rc". Jan S. odpowie też m.in. za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy. Jego ojciec Jacek S., z zawodu adwokat, miał dla syna wziąć w leasing luksusowy samochód marki Audi model RS6 Avant Performance. Leasing opiewał na kwotę 567 tysięcy złotych i był spłacany przez użytkownika auta Jana S., choć ten w tym okresie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Według prokuratury, ojciec pomagał w ten sposób "Predkowi" (kolejny pseudonim "króla dopalaczy") ukryć przestępne pochodzenie pieniędzy. Adwokat miał też użyczać synowi telefon komórkowy zarejestrowany na swoją kancelarię i ostrzegać go, wysyłając linki z informacjami o nowelizacji przepisów dotyczących handlu dopalaczami. Urodzona w 1992 roku Paulina C., partnerka i matka dziecka Jana S., odpowie przed sądem za wprowadzanie dopalaczy do obrotu i pranie pieniędzy. Oficjalnie bezrobotna i nieposiadająca majątku kobieta miała być prawą ręką Jana S. Ustalono, że C. wielokrotnie dokonywała zakupu za gotówkę biżuterii, odzieży i galanterii. Pieniędzmi z dopalaczy zapłaciła także za operację plastyczną powiększania biustu, co kosztowało 15 tysięcy złotych. 27-letni Tobiasz N. jest oskarżony o to, że na prośbę Jana S. założył w Czechach spółkę mającą w rzeczywistości być pralnią pieniędzy zarobionych na dopalaczach. Śmierć 16-letniego Filipa Śledztwo, które zrujnowało imperium "króla dopalaczy", zaczęło się od śmierci mieszkańca warszawskiego Targówka. 22 września 2017 roku w mieszkaniu przy Malborskiej rodzina znalazła zwłoki 16-letniego Filipa. Chłopiec siedział przy biurku, wyglądał, jakby zasnął przed komputerem z głową opartą o blat. Chwilę wcześniej dzielił się ze znajomymi przez komunikator wrażeniami po zażyciu dopalaczy. Przy zwłokach technicy kryminalni znaleźli środki opisane jako "BUC" oraz inne substancje psychotropowe. Historia transakcji z jego konta bankowego wskazuje, że dopalacze ze strony "Predator-rc" zakupił sześć razy. Pieniądze wysyłał na konta osób powiązanych z "Predkiem". Prokuratura ustaliła, że 16-latek zmagał się z zaburzeniami depresyjnymi, leczył się. Zażywaniem dopalaczy chwalił się rówieśnikom, którzy wiedzieli, że "testuje" niebezpieczne używki. Filip zmarł w wyniku zatrucia fentanylem zawartym w "BUC-ach". Po jego śmierci w sortowni firmy kurierskiej ujawniono kilka nieodebranych paczek, wysyłanych od nadawcy o fikcyjnych danych. W opakowaniach znaleziono m.in. BUC-3 i BUC-8. Przychody do 45 tysięcy złotych dziennie Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy". Na miejscu zabezpieczono kilkadziesiąt kilogramów substancji psychoaktywnych, w tym torebki z "BUC-3" i "BUC-8", wagi, opakowania i komputery, na których ujawniono grafiki i opis 198 substancji sprzedawanych za pośrednictwem serwisu "Predator-rc". Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Przejęto kilka przesyłek z hurtową zawartością dopalaczy z Holandii. Ustalono, że tylko za pośrednictwem jednej z firm kurierskich "król dopalaczy" zamówił 700 kilogramów substancji, a u chińskiego dystrybutora składał zamówienia na 100-kilogramowe dostawy substancji i prekursorów do tworzenia dopalaczy. Wartość jednego zamówienia wynosiła ponad 100 tysięcy dolarów. Paczki przychodziły m.in. na adres wirtualnego biura firmy założonej w 2016 roku przez Jana Krzysztofa S. 16 tysięcy klientów z różnych krajów Prokuratura ustaliła, że pieniądze z handlu dopalaczami były natychmiast wypłacane bądź przesyłane między rachunkami i trafiały na holenderskie lub czeskie konta Jana S. oraz były inwestowane w kolejne dostawy z Holandii i Chin. Na późniejszym etapie grupa coraz częściej korzystała z płatności kryptowalutą bitcoin, która zapewnia anonimowość transakcji i utrudnia ustalenie kwot przepływających przez wirtualny portfel. Śledczy nie mają wątpliwości, że grupa "króla dopalaczy" uczyniła sobie z przestępczej działalności stałe źródło dochodu. Sklep "Predator-rc" był liderem na rynku dopalaczy. Udało się to m.in. codziennym promocjom, zachęcającym do kupowania większych ilości dopalaczy za niższą cenę. "Predator-rc" szukał także chętnych do testowania nowych produktów, które miały być wysyłane bezpłatnie. Zaopatrywał w używki klientów z Europy, ale także z USA, Australii, Meksyku. Z zakupów u "króla dopalaczy" skorzystało - według prokuratury - 16 tysięcy użytkowników. Od marca 2017 do maja 2018 roku sklep zarobił co najmniej 16,7 miliona złotych, a prokuratura szacuje, że w pozostałym okresie funkcjonowania grupy mógł zarobić jeszcze cztery miliony. Po zatrzymaniach w 2018 roku "Predator" zawiesił działalność, informując klientów o problemach technicznych. Wkrótce wyszło na jaw, że jeszcze w kwietniu 2018 roku Jan S. zorganizował przy ul. Puławskiej kolejną "sortownię" dopalaczy, zlikwidowaną półtora miesiąca później. Zatrzymani tam mężczyźni szczegółowo opisali swoją pracę. Jeden z nich miał zacząć pracę w sortowni, będąc jeszcze nastolatkiem. Według prokuratury "król dopalaczy" zastraszał podwładnych i instruował, jakie wyjaśnienia powinni złożyć w przypadku zatrzymania przez policję. S. zapewniał im także pełnomocników, którzy - jak ustaliła prokuratura - mieli pilnować, żeby podejrzani nie naprowadzali śledczych na jego osobę. Czynności Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ zbiegły się ze śledztwem Centralnego Biura Śledczego Policji, które namierzało paczki z dopalaczami wysyłane z Chin do Holandii, a następnie do Polski. Tylko po wejściu nowych przepisów, stawiających handel dopalaczami na równi z narkotykami, "Predek" zamówił 350 kilogramów przesyłek. Śmierć nastolatków Z aktu oskarżenia wynika, że "król dopalaczy" pośrednio przyczynił się do śmierci 16-letniego Filipa z Warszawy, 15-letniego Damiana z Biłgoraja, 23-letniego Artura z Radomia i dwóch młodych Polaków: Mateusza i Krystiana, których ciała 12 lutego 2018 roku odnaleziono w miejscowości Rugby w Wielkiej Brytanii. 18-letni Bartek ze Świdnika i Ania ze Strzelec Opolskich zostali odratowani w szpitalu. Wszyscy zatruli się fentanylem zawartym w "BUC-8". "Król dopalaczy" po tym, jak media obiegła informacja o zatruciach sprzedawanym przez niego środkiem, zmienił etykiety do BUC-8 na takie, z których wynikało, że produkt nie nadaje się do spożycia. Dopalacze oficjalnie miały mieć przeznaczenie kolekcjonerskie lub doświadczalne. Według prokuratury, środki chemiczne były bezrefleksyjnie dystrybuowane, bez sprawdzania ich składu, a często wysyłano klientom inne chemikalia niż zamówione. Umieszczenie na opakowaniach informacji, że środek nie nadaje się do spożycia miało stworzyć pozory legalności działalności, a tym samym zniesienie odpowiedzialności sprawców – uważa prokuratura. Ukrywał się w Holandii Oskarżyciel publiczny zebrał dowody świadczące o tym, że to właśnie Jan S. odgrywał kluczową rolę w grupie, zatrudniał ludzi, dzielił zadania i finanse. Według śledczych, nadzorował swój biznes nawet podczas zatrzymania w 2018 roku w Holandii, gdzie na terenie jednostki penitencjarnej miał dostęp do komunikatorów internetowych. Z notatek Jana S. prokuratura dowiedziała się, że planował zainwestować w mercedesa e63 AMG, bentleya, stajnię oraz mieszkania "na słupa". Gotówką - 196 tysięcy złotych - zapłacił za pięć luksusowych zegarków. Za wynajem mieszkania przy Tamce w Warszawie płacił co miesiąc 11 tysięcy złotych. "Król dopalaczy" był poszukiwany dwoma listami gończymi, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. Ukrywał się głównie w Holandii. Był tam nawet zatrzymywany w maju 2018 roku, ale tamtejszy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie i wyznaczył kolejny termin posiedzenia. W międzyczasie "Król" zniknął Został zatrzymany 3 stycznia 2020 roku w Milanówku, w okolicach domu rodziców. Drugi proces o zlecenie zabójstwa ministra 2 grudnia 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył inny proces Jana S. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oskarżył "króla dopalaczy" o zlecenie zabójstwa ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia łapówek. W sumie Jan S. odpowiada za 14 przestępstw. Nie przyznał się do zarzutów stawianych mu w oskarżeniu. - Zrozumiałem te słowa, natomiast treść zarzutów dotyka niedorzeczności – oświadczył. TVN24.pl View full artykuł
  2. Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy" Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Już trzeci raz przesunięto rozpoczęcie procesu Jana S., znanego jako "król dopalaczy". W piątek w sądzie miał pojawić się inny oskarżony – Tobiasz N. Policjantom nie udało się jednak odnaleźć mężczyzny. Sprawa "króla dopalaczy" miała rozpocząć się 17 listopada, ale została odroczona ze względu na niedyspozycję jego obrońcy. Również z tego powodu spadły z wokandy kolejne terminy rozpraw. Proces nie ruszył także 11 grudnia z uwagi na nieobecność oskarżonego Tobiasza N., którego stawiennictwo było obowiązkowe. Sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wydała nakaz zatrzymania N. i doprowadzenia go na rozprawę wyznaczoną na 15 stycznia. Dzień wcześniej wysłał mail do sądu Sędzia poinformowała, że policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu sporządzili 12 stycznia notatkę, w której oświadczyli, że "pomimo podjętych, kilkukrotnych prób zatrzymania Tobiasza N. nie udało się zatrzymać". Funkcjonariusze podali, że sprawdzali miejsca zamieszkania rodziców oskarżonego. "Ojciec oświadcza, że jest u matki albo na ulicy. Matka, że bywa u niej rzadko i mieszka u ojca" – napisali policjanci z KPP. Funkcjonariusze stwierdzili, iż "istnieje prawdopodobieństwo, że rodzina ukrywa oskarżonego przed organami ścigania". Kajdanki zespolone i czerwony strój Reprezentująca N. adwokat Anna Wilk poinformowała sąd, że nie ma kontaktu z oskarżonym od grudnia. Wówczas rozmawiała z nim telefonicznie i deklarował obecność w sądzie w dniu 15 stycznia 2021 roku. Sąd odroczył rozprawę do 25 stycznia. Prokurator Wojciech Misiewicz ocenił jego postawę jako "lekceważącą" i wnioskował, by sąd rozważył wyłączenie wątku N. w przypadku ponownego niepowodzenia doprowadzenia go na rozprawę. Na piątkową rozprawę Jan S. został doprowadzony z aresztu śledczego w Radomiu. Oskarżony był skuty zespolonymi kajdankami i ubrany w czerwony strój, którym oznacza się osadzonych uznanych za niebezpiecznych. Na ławie oskarżonych znaleźli się również jego ojciec Jacek S. oraz partnerka Paulina C. Zarzuty wobec Jana S., jego ojca i partnerki Pokuratura zarzuca Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie za pośrednictwem sklepu internetowego "Predator-rc". Jan S. odpowie też m.in. za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy. Jego ojciec Jacek S., z zawodu adwokat, miał dla syna wziąć w leasing luksusowy samochód marki Audi model RS6 Avant Performance. Leasing opiewał na kwotę 567 tysięcy złotych i był spłacany przez użytkownika auta Jana S., choć ten w tym okresie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Według prokuratury, ojciec pomagał w ten sposób "Predkowi" (kolejny pseudonim "króla dopalaczy") ukryć przestępne pochodzenie pieniędzy. Adwokat miał też użyczać synowi telefon komórkowy zarejestrowany na swoją kancelarię i ostrzegać go, wysyłając linki z informacjami o nowelizacji przepisów dotyczących handlu dopalaczami. Urodzona w 1992 roku Paulina C., partnerka i matka dziecka Jana S., odpowie przed sądem za wprowadzanie dopalaczy do obrotu i pranie pieniędzy. Oficjalnie bezrobotna i nieposiadająca majątku kobieta miała być prawą ręką Jana S. Ustalono, że C. wielokrotnie dokonywała zakupu za gotówkę biżuterii, odzieży i galanterii. Pieniędzmi z dopalaczy zapłaciła także za operację plastyczną powiększania biustu, co kosztowało 15 tysięcy złotych. 27-letni Tobiasz N. jest oskarżony o to, że na prośbę Jana S. założył w Czechach spółkę mającą w rzeczywistości być pralnią pieniędzy zarobionych na dopalaczach. Śmierć 16-letniego Filipa Śledztwo, które zrujnowało imperium "króla dopalaczy", zaczęło się od śmierci mieszkańca warszawskiego Targówka. 22 września 2017 roku w mieszkaniu przy Malborskiej rodzina znalazła zwłoki 16-letniego Filipa. Chłopiec siedział przy biurku, wyglądał, jakby zasnął przed komputerem z głową opartą o blat. Chwilę wcześniej dzielił się ze znajomymi przez komunikator wrażeniami po zażyciu dopalaczy. Przy zwłokach technicy kryminalni znaleźli środki opisane jako "BUC" oraz inne substancje psychotropowe. Historia transakcji z jego konta bankowego wskazuje, że dopalacze ze strony "Predator-rc" zakupił sześć razy. Pieniądze wysyłał na konta osób powiązanych z "Predkiem". Prokuratura ustaliła, że 16-latek zmagał się z zaburzeniami depresyjnymi, leczył się. Zażywaniem dopalaczy chwalił się rówieśnikom, którzy wiedzieli, że "testuje" niebezpieczne używki. Filip zmarł w wyniku zatrucia fentanylem zawartym w "BUC-ach". Po jego śmierci w sortowni firmy kurierskiej ujawniono kilka nieodebranych paczek, wysyłanych od nadawcy o fikcyjnych danych. W opakowaniach znaleziono m.in. BUC-3 i BUC-8. Przychody do 45 tysięcy złotych dziennie Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub przy Dobrej w Warszawie. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy". Na miejscu zabezpieczono kilkadziesiąt kilogramów substancji psychoaktywnych, w tym torebki z "BUC-3" i "BUC-8", wagi, opakowania i komputery, na których ujawniono grafiki i opis 198 substancji sprzedawanych za pośrednictwem serwisu "Predator-rc". Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" – Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki. Przejęto kilka przesyłek z hurtową zawartością dopalaczy z Holandii. Ustalono, że tylko za pośrednictwem jednej z firm kurierskich "król dopalaczy" zamówił 700 kilogramów substancji, a u chińskiego dystrybutora składał zamówienia na 100-kilogramowe dostawy substancji i prekursorów do tworzenia dopalaczy. Wartość jednego zamówienia wynosiła ponad 100 tysięcy dolarów. Paczki przychodziły m.in. na adres wirtualnego biura firmy założonej w 2016 roku przez Jana Krzysztofa S. 16 tysięcy klientów z różnych krajów Prokuratura ustaliła, że pieniądze z handlu dopalaczami były natychmiast wypłacane bądź przesyłane między rachunkami i trafiały na holenderskie lub czeskie konta Jana S. oraz były inwestowane w kolejne dostawy z Holandii i Chin. Na późniejszym etapie grupa coraz częściej korzystała z płatności kryptowalutą bitcoin, która zapewnia anonimowość transakcji i utrudnia ustalenie kwot przepływających przez wirtualny portfel. Śledczy nie mają wątpliwości, że grupa "króla dopalaczy" uczyniła sobie z przestępczej działalności stałe źródło dochodu. Sklep "Predator-rc" był liderem na rynku dopalaczy. Udało się to m.in. codziennym promocjom, zachęcającym do kupowania większych ilości dopalaczy za niższą cenę. "Predator-rc" szukał także chętnych do testowania nowych produktów, które miały być wysyłane bezpłatnie. Zaopatrywał w używki klientów z Europy, ale także z USA, Australii, Meksyku. Z zakupów u "króla dopalaczy" skorzystało - według prokuratury - 16 tysięcy użytkowników. Od marca 2017 do maja 2018 roku sklep zarobił co najmniej 16,7 miliona złotych, a prokuratura szacuje, że w pozostałym okresie funkcjonowania grupy mógł zarobić jeszcze cztery miliony. Po zatrzymaniach w 2018 roku "Predator" zawiesił działalność, informując klientów o problemach technicznych. Wkrótce wyszło na jaw, że jeszcze w kwietniu 2018 roku Jan S. zorganizował przy ul. Puławskiej kolejną "sortownię" dopalaczy, zlikwidowaną półtora miesiąca później. Zatrzymani tam mężczyźni szczegółowo opisali swoją pracę. Jeden z nich miał zacząć pracę w sortowni, będąc jeszcze nastolatkiem. Według prokuratury "król dopalaczy" zastraszał podwładnych i instruował, jakie wyjaśnienia powinni złożyć w przypadku zatrzymania przez policję. S. zapewniał im także pełnomocników, którzy - jak ustaliła prokuratura - mieli pilnować, żeby podejrzani nie naprowadzali śledczych na jego osobę. Czynności Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ zbiegły się ze śledztwem Centralnego Biura Śledczego Policji, które namierzało paczki z dopalaczami wysyłane z Chin do Holandii, a następnie do Polski. Tylko po wejściu nowych przepisów, stawiających handel dopalaczami na równi z narkotykami, "Predek" zamówił 350 kilogramów przesyłek. Śmierć nastolatków Z aktu oskarżenia wynika, że "król dopalaczy" pośrednio przyczynił się do śmierci 16-letniego Filipa z Warszawy, 15-letniego Damiana z Biłgoraja, 23-letniego Artura z Radomia i dwóch młodych Polaków: Mateusza i Krystiana, których ciała 12 lutego 2018 roku odnaleziono w miejscowości Rugby w Wielkiej Brytanii. 18-letni Bartek ze Świdnika i Ania ze Strzelec Opolskich zostali odratowani w szpitalu. Wszyscy zatruli się fentanylem zawartym w "BUC-8". "Król dopalaczy" po tym, jak media obiegła informacja o zatruciach sprzedawanym przez niego środkiem, zmienił etykiety do BUC-8 na takie, z których wynikało, że produkt nie nadaje się do spożycia. Dopalacze oficjalnie miały mieć przeznaczenie kolekcjonerskie lub doświadczalne. Według prokuratury, środki chemiczne były bezrefleksyjnie dystrybuowane, bez sprawdzania ich składu, a często wysyłano klientom inne chemikalia niż zamówione. Umieszczenie na opakowaniach informacji, że środek nie nadaje się do spożycia miało stworzyć pozory legalności działalności, a tym samym zniesienie odpowiedzialności sprawców – uważa prokuratura. Ukrywał się w Holandii Oskarżyciel publiczny zebrał dowody świadczące o tym, że to właśnie Jan S. odgrywał kluczową rolę w grupie, zatrudniał ludzi, dzielił zadania i finanse. Według śledczych, nadzorował swój biznes nawet podczas zatrzymania w 2018 roku w Holandii, gdzie na terenie jednostki penitencjarnej miał dostęp do komunikatorów internetowych. Z notatek Jana S. prokuratura dowiedziała się, że planował zainwestować w mercedesa e63 AMG, bentleya, stajnię oraz mieszkania "na słupa". Gotówką - 196 tysięcy złotych - zapłacił za pięć luksusowych zegarków. Za wynajem mieszkania przy Tamce w Warszawie płacił co miesiąc 11 tysięcy złotych. "Król dopalaczy" był poszukiwany dwoma listami gończymi, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. Ukrywał się głównie w Holandii. Był tam nawet zatrzymywany w maju 2018 roku, ale tamtejszy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie i wyznaczył kolejny termin posiedzenia. W międzyczasie "Król" zniknął Został zatrzymany 3 stycznia 2020 roku w Milanówku, w okolicach domu rodziców. Drugi proces o zlecenie zabójstwa ministra 2 grudnia 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył inny proces Jana S. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oskarżył "króla dopalaczy" o zlecenie zabójstwa ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia łapówek. W sumie Jan S. odpowiada za 14 przestępstw. Nie przyznał się do zarzutów stawianych mu w oskarżeniu. - Zrozumiałem te słowa, natomiast treść zarzutów dotyka niedorzeczności – oświadczył. TVN24.pl
  3. dobra bajeczka, szkoda ze 4-MMC wali sie w dawkach 40-70mg. Gdzie P.O. wynosi 120. Idz szukaj jeleni w inne miejsce.
  4. Jak nie wezma projektu Wolnych Konopi to raczej nie wiele.
  5. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. Główny Inspektorat Sanitarny wycofuje z rynku olejek CBD. Okazało się bowiem, że w składzie miał zbyt duże stężenie tetrahydrokannabinolu, czyli THC. Które partie produktu mają zbyt dużo tej substancji? Wszystkie. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. "Badanie laboratoryjne próbki produktu potwierdziło obecność kannabionoidów w produkcie, w tym wysoką zawartość Δ9-THC wynoszącą 0,16 proc." - czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "Zgodnie z oceną ryzyka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny niniejszy produkt należy uznać za niedopuszczony do spożycia przez ludzi i mogący stwarzać istotne ryzyko dla zdrowia konsumentów" - tłumaczy instytucja. Palikot pochwalił rząd PiS. "To oni zalegalizowali CBD" Wykorzystywane w celach terapeutycznych olejki CBD mogą być dopuszczone do sprzedaży tylko pod warunkiem, że nie przekraczają dozwolonego stężenia kannabionoidów. Firma Intenson Europe Sp. z o.o., która odpowiada za produkcję olejku już zareagowała. "Po otrzymaniu informacji o niezgodności produktu niezwłocznie rozpoczęła procedurę wycofania. Na stronie internetowej firmy zamieszczona zostanie informacja" - informuje GIS. Olejki wciąż jednak bez problemu można dostać w sieci na portalach aukcyjnych. Finanse.WP.pl Zobacz cały artykuł
  6. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. Główny Inspektorat Sanitarny wycofuje z rynku olejek CBD. Okazało się bowiem, że w składzie miał zbyt duże stężenie tetrahydrokannabinolu, czyli THC. Które partie produktu mają zbyt dużo tej substancji? Wszystkie. Gdy GIS decyduje się na wycofanie produktu ze sprzedaży, to zazwyczaj dotyczy to jednej lub kilku partii produktu. W tym przypadku jest jednak inaczej. Z rynku muszą zniknąć wszystkie partie. Olejek CBD - CBD MED - 250 mg Best Hemp Extract zawiera zbyt wysokie stężenie THC. "Badanie laboratoryjne próbki produktu potwierdziło obecność kannabionoidów w produkcie, w tym wysoką zawartość Δ9-THC wynoszącą 0,16 proc." - czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego. "Zgodnie z oceną ryzyka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny niniejszy produkt należy uznać za niedopuszczony do spożycia przez ludzi i mogący stwarzać istotne ryzyko dla zdrowia konsumentów" - tłumaczy instytucja. Palikot pochwalił rząd PiS. "To oni zalegalizowali CBD" Wykorzystywane w celach terapeutycznych olejki CBD mogą być dopuszczone do sprzedaży tylko pod warunkiem, że nie przekraczają dozwolonego stężenia kannabionoidów. Firma Intenson Europe Sp. z o.o., która odpowiada za produkcję olejku już zareagowała. "Po otrzymaniu informacji o niezgodności produktu niezwłocznie rozpoczęła procedurę wycofania. Na stronie internetowej firmy zamieszczona zostanie informacja" - informuje GIS. Olejki wciąż jednak bez problemu można dostać w sieci na portalach aukcyjnych. Finanse.WP.pl
  7. Maciejewska poinformowała, że w poniedziałek rozpoczną się szerokie konsultacje założeń projektów dotyczących konopi siewnych i marihuany rekreacyjnej z ekspertami, instytucjami i organizacjami społecznymi. Konsultacje potrwają do 12 lutego. kraju, w którym od wielu lat zakazane jest posiadanie choćby minimalnych ilości, i ludzie idą za jointa do więzienia, potrzebna jest merytoryczna, spokojna dyskusja. Rozpoczynają się konsultacje w sprawie pakietu ustaw dotyczących m.in. dekryminalizacji posiadania marihuany na własny użytek i konopi siewnych - poinformowała szefowa parlamentarnego zespołu ds. legalizacji marihuany Beata Maciejewska (Lewica). Dopracowywane są wciąż założenia projektu dotyczącego marihuany medycznej. Parlamentarny zespół ds. legalizacji marihuany podzielił się pod koniec ubiegłego roku na trzy podzespoły, w których opracowywane są założenia projektów ustaw dotyczących konopi. Poszczególne grupy posłów pracują nad dekryminalizacją posiadania marihuany do celów rekreacyjnych, przepisami dotyczącymi marihuany medycznej oraz konopi siewnych. Pakiet tych ustaw ma zostać złożony 20 kwietnia. Maciejewska poinformowała, że w poniedziałek rozpoczną się szerokie konsultacje założeń projektów dotyczących konopi siewnych i marihuany rekreacyjnej z ekspertami, instytucjami i organizacjami społecznymi. Konsultacje potrwają do 12 lutego. "Idą za jointa do więzienia" Jak mówiła, punktem wyjścia w projekcie dotyczącym dekryminalizacji marihuany jest uprawa czterech krzaków i posiadanie pięciu gramów na własny użytek. Posiadanie takiej ilości przez osoby dorosłe miałoby po wejściu w życie ustawy przestać być karane. - To jest nasz punkt wyjścia. W kraju, w którym od wielu lat zakazane jest posiadanie choćby minimalnych ilości, i ludzie idą za jointa do więzienia, potrzebna jest merytoryczna, spokojna dyskusja - podkreśliła. - Nie możemy więc szokować społeczeństwa zbyt dużymi ilościami. Zależy nam, żeby propozycja miała szanse przejść. Nie chcemy wylewać dziecka z kąpielą - zaznaczyła Maciejewska. Z kolei podzespół ds. konopi siewnych prowadzony przez posłankę Urszulę Zielińską (Zieloni) zaproponował, aby dopuszczalna zawartość THC, czyli tetrahydrokannabinolu - głównej substancji psychoaktywnej zawartej w konopiach, została zwiększona do 0,3 proc. - zgodnie z regulacją przegłosowaną w październiku ub.r. przez Parlament Europejski. Zdaniem Maciejewskiej, Polska powinna też iść w tym kierunku, bo obecnie dopuszczalne stężenie wynosi nie więcej niż 0,2 proc. Według propozycji podzespołu, hodowca nie musiałby posiadać zgody na uprawę, ale miałby obowiązek poinformowania państwa, że taką działalność będzie prowadził. Miesięczna terapia może kosztować 1000-1500 zł Trzeci z podzespołów, prowadzony przez posłankę Pauliną Matysiak (Lewica), zajmuje się marihuaną medyczną i jest w trakcie wewnętrznych konsultacji, które będą trwały jeszcze przez cały ten tydzień. - Chcemy przede wszystkim żeby marihuana medyczna była dostępna: w aptekach i cenowo. Dlatego chcemy dopuszczenia upraw w Polsce oraz refundacji leków. Zastanawiamy się w jakiej skali, ale refundacja powinna być zapewniona np. w przypadkach padaczki lekoopornej czy innych chorób jak nowotwory, gdzie medyczna marihuana jest stosowana by łagodzić dolegliwości - powiedziała Maciejewska. - Na ten moment przy terapii, gdzie ktoś cierpi np. na ból, na padaczkę czy na chorobę Parkinsona, miesięczna terapia może kosztować 1000-1500 zł. Stać więc na nią tylko bogatych ludzi. A tak nie powinno być - podkreśliła. W skład parlamentarnego zespołu ds. legalizacji marihuany wchodzi 19 parlamentarzystów. Większość stanowią w nim posłowie Lewicy, ale jest w nim także dwójka polityków Koalicji Obywatelskiej, czterech posłów z Konfederacji i jeden niezrzeszony. Interia.pl
  8. Maciejewska poinformowała, że w poniedziałek rozpoczną się szerokie konsultacje założeń projektów dotyczących konopi siewnych i marihuany rekreacyjnej z ekspertami, instytucjami i organizacjami społecznymi. Konsultacje potrwają do 12 lutego. kraju, w którym od wielu lat zakazane jest posiadanie choćby minimalnych ilości, i ludzie idą za jointa do więzienia, potrzebna jest merytoryczna, spokojna dyskusja. Rozpoczynają się konsultacje w sprawie pakietu ustaw dotyczących m.in. dekryminalizacji posiadania marihuany na własny użytek i konopi siewnych - poinformowała szefowa parlamentarnego zespołu ds. legalizacji marihuany Beata Maciejewska (Lewica). Dopracowywane są wciąż założenia projektu dotyczącego marihuany medycznej. Parlamentarny zespół ds. legalizacji marihuany podzielił się pod koniec ubiegłego roku na trzy podzespoły, w których opracowywane są założenia projektów ustaw dotyczących konopi. Poszczególne grupy posłów pracują nad dekryminalizacją posiadania marihuany do celów rekreacyjnych, przepisami dotyczącymi marihuany medycznej oraz konopi siewnych. Pakiet tych ustaw ma zostać złożony 20 kwietnia. Maciejewska poinformowała, że w poniedziałek rozpoczną się szerokie konsultacje założeń projektów dotyczących konopi siewnych i marihuany rekreacyjnej z ekspertami, instytucjami i organizacjami społecznymi. Konsultacje potrwają do 12 lutego. "Idą za jointa do więzienia" Jak mówiła, punktem wyjścia w projekcie dotyczącym dekryminalizacji marihuany jest uprawa czterech krzaków i posiadanie pięciu gramów na własny użytek. Posiadanie takiej ilości przez osoby dorosłe miałoby po wejściu w życie ustawy przestać być karane. - To jest nasz punkt wyjścia. W kraju, w którym od wielu lat zakazane jest posiadanie choćby minimalnych ilości, i ludzie idą za jointa do więzienia, potrzebna jest merytoryczna, spokojna dyskusja - podkreśliła. - Nie możemy więc szokować społeczeństwa zbyt dużymi ilościami. Zależy nam, żeby propozycja miała szanse przejść. Nie chcemy wylewać dziecka z kąpielą - zaznaczyła Maciejewska. Z kolei podzespół ds. konopi siewnych prowadzony przez posłankę Urszulę Zielińską (Zieloni) zaproponował, aby dopuszczalna zawartość THC, czyli tetrahydrokannabinolu - głównej substancji psychoaktywnej zawartej w konopiach, została zwiększona do 0,3 proc. - zgodnie z regulacją przegłosowaną w październiku ub.r. przez Parlament Europejski. Zdaniem Maciejewskiej, Polska powinna też iść w tym kierunku, bo obecnie dopuszczalne stężenie wynosi nie więcej niż 0,2 proc. Według propozycji podzespołu, hodowca nie musiałby posiadać zgody na uprawę, ale miałby obowiązek poinformowania państwa, że taką działalność będzie prowadził. Miesięczna terapia może kosztować 1000-1500 zł Trzeci z podzespołów, prowadzony przez posłankę Pauliną Matysiak (Lewica), zajmuje się marihuaną medyczną i jest w trakcie wewnętrznych konsultacji, które będą trwały jeszcze przez cały ten tydzień. - Chcemy przede wszystkim żeby marihuana medyczna była dostępna: w aptekach i cenowo. Dlatego chcemy dopuszczenia upraw w Polsce oraz refundacji leków. Zastanawiamy się w jakiej skali, ale refundacja powinna być zapewniona np. w przypadkach padaczki lekoopornej czy innych chorób jak nowotwory, gdzie medyczna marihuana jest stosowana by łagodzić dolegliwości - powiedziała Maciejewska. - Na ten moment przy terapii, gdzie ktoś cierpi np. na ból, na padaczkę czy na chorobę Parkinsona, miesięczna terapia może kosztować 1000-1500 zł. Stać więc na nią tylko bogatych ludzi. A tak nie powinno być - podkreśliła. W skład parlamentarnego zespołu ds. legalizacji marihuany wchodzi 19 parlamentarzystów. Większość stanowią w nim posłowie Lewicy, ale jest w nim także dwójka polityków Koalicji Obywatelskiej, czterech posłów z Konfederacji i jeden niezrzeszony. Interia.pl Zobacz cały artykuł
  9. najrozsadniejsza osoba w kwestiach benzo i odstawek jest @zawiodlemsie
  10. Kielecki wątek połączono z wielkim śledztwem dotyczącym działania zorganizowanej grupy przestępczej handlującej dopalaczami na terenie całej Polski. „Łączna wartość obrotu zabronionych substancji w ramach grupy przekraczała 10 mln zł. Z uwagi na olbrzymią ilość i wartość znalezionych przy ul. Sienkiewicza dopalaczy wiele wskazuje na to, że to w Kielcach mógł znajdować się punkt ich dystrybucji to 121 kg, z których można było uzyskać ok. 400 tys. porcji do jednorazowego odurzenia. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie handlu dopalaczami, które spowodowały śmierć co najmniej dwóch osób oraz hospitalizację wielu innych. Trop zaprowadził ich do Kielc. Był listopad 2018 r. Policjanci z kieleckiej komendy miejskiej weszli do obdrapanej, podniszczonej kamienicy przy kieleckim deptaku (bliżej skrzyżowania z ul. Żelazną), gdzie jeden z lokali wynajmował Łukasz P. Dopalacze znajdowali wszędzie: w plastikowych pojemnikach, walizkach, kartonach i torbach foliowych. Opisywane jako „white cristal”, „4MPHP”, „3CHC” itd. Część z nich była już podzielona na porcje do sprzedaży detalicznej. 121 kg, z których można było uzyskać ok. 400 tys. porcji do jednorazowego odurzenia. Wartość: niemal 10 mln zł. To było największe przejęcie dopalaczy przez kielecką policję w ostatnich latach. Łukasz P. w kamienicy nie prowadził sklepu z dopalaczami (choćby takiego, jaki działał swego czasu przy ul. Koziej), on towar tu przechowywał. Już w czasie policyjnego nalotu prawdopodobnie przebywał za granicą. Potem zapadł się pod ziemię. Ukrywał się przez półtora roku. Wpadł kilka miesięcy temu, gdy wrócił do Polski. Kielecki trop w dopalaczowej bandzie Śledztwo w jego sprawie prowadziła początkowo Prokuratura Okręgowa w Kielcach. Jak się dowiedzieliśmy, postępowanie przejął jednak zachodniopomorski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej. A sprawa zatoczyła znacznie szersze kręgi. Kielecki wątek połączono bowiem z wielkim śledztwem dotyczącym działania zorganizowanej grupy przestępczej handlującej dopalaczami na terenie całej Polski. „Łączna wartość obrotu zabronionych substancji w ramach grupy przekraczała 10 mln zł. Sprzedawane za pośrednictwem stron internetowych środki stanowiły zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób, a nadto spowodowały śmierć co najmniej dwóch osób oraz hospitalizację wielu innych” – poinformowała „Wyborczą” Prokuratura Krajowa. Chodzi prawdopodobnie o 14-latkę zmarłą w Szczecinie i 23-latka zmarłego w Radzyniu Podlaskim. Łukasz P. miał być członkiem grupy przestępczej. Na czym polegał mechanizm jej działania? Handel odbywał się za pomocą stron internetowych, m.in. pasjonat.cc, Rcmonster.shop, Rcmonster.io, Bostlab.fun. Do dystrybucji dopalaczy wykorzystywano paczkomaty, w których klienci odbierali przesyłki. Pieniądze wpływały na rachunki bankowe założone na tzw. słupy. Aby ukryć transakcje, zarobek był potem inwestowany jeszcze m.in. w kryptowaluty, a następnie dopiero wymieniany na walutę. Praniem pieniędzy w łącznej kwocie ponad 10 mln zł za pośrednictwem łódzkiego kantoru wymiany walut miał się zajmować Arkadiusz K. Zarzuty dla 22 osób Z uwagi na olbrzymią ilość i wartość znalezionych przy ul. Sienkiewicza dopalaczy wiele wskazuje na to, że to w Kielcach mógł znajdować się punkt ich dystrybucji. Prokuratura Krajowa nie ujawnia jednak szczegółów śledztwa. „Z uwagi na dobro prowadzonego postępowania na chwilę obecną brak jest możliwości przekazania szerszych informacji o sprawie” – zaznacza. Wiadomo, że oprócz Łukasza P. zarzuty postawiono jeszcze 22 osobom. Dziewięć z nich, w tym 31-letni kielczanin, jest tymczasowo aresztowanych. Cztery kolejne osoby są poszukiwane listami gończymi i europejskimi nakazami aresztowania. „Zarzuty wobec tych osób dotyczą udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz prania brudnych pieniędzy” – podaje prokuratura. Wyborcza.pl
  11. watek ma na celu informowanie o czym jest film i czy warto go obejrzec...
  12. "Na ulicach Nowego Orleanu rozchodzą się plotki o nowej, tajemniczej pigułce, która wyzwala supermoce. Ale jest pewien haczyk — każda osoba reaguje na nią inaczej i nie wiesz, co się stanie, dopóki jej nie połkniesz. Być może zyskasz kuloodporną skórę, supersiłę albo staniesz się niewidzialny. Ale możesz też umrzeć. Kiedy miasto zalewa fala zbrodni związanych z nowym specyfikiem, lokalny glina (Joseph Gordon-Levitt) łączy siły z nastoletnią dilerką (Dominique Fishback) i kierowanym żądzą zemsty byłym żołnierzem (Jamie Foxx), aby wspólnie walczyć z nowym zagrożeniem. Zażywa pigułkę, aby wyśledzić i powstrzymać ludzi odpowiedzialnych za jej stworzenie." Ciekawy film, jak na obecne czasy, i nie jest to cos pokroju jestes bogiem. Tam bylo osiaganie sukcesow po tabsie, takie dla biznesmanow, tutaj jest testowanie preparatu na ludziach, gdy staja sie nie do pokonania fizycznie.
  13. zaznacz, ze jadles benzo jak cukierki... gdyz dla kogos innego 30mg to bedzie zniszczenie...

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...