Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!


NoMercy

Strażnik Forum
  • Content Count

    6,985
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    73

NoMercy last won the day on October 14

NoMercy had the most liked content!

About NoMercy

  • Rank
    Redaktor w Zieleni
  • Birthday 05/05/1982

Informacje o profilu

  • Płeć
    Nie powiem

Recent Profile Visitors

75,762 profile views
  1. Odkrycie ogromnej ilości tzw. szybkich testów na Covid-19 oraz maseczek medycznych oznacza, że polskie gangi z kibolskim rodowodem, działają już o wiele sprawniej niż dawne organizacje mafijne, takie jak „Pruszków” czy „Wołomin”. Co ciekawe wspomniany przedmioty odkryto w podziemnym magazynie domu, wykorzystywanego przez jednego z liderów narkogangu Cracovii. Zdaniem służb testy i maseczki zostały przemycone z Chin. Szybkie testy na Covid-19 przejęli hiszpańscy policjanci podczas międzynarodowej operacji wymierzonej w narkogang kiboli Cracovii. Na Półwyspie Iberyjskim zatrzymano trzech gangsterów. W tym samym czasie w Polsce ujęto pięciu ich kompanów, a pięciu kolejnych, w tym lidera kibolskiej bojówki „Mastera”, doprowadzono do małopolskich „pezetów” z aresztów. Gang miał przemycić z Hiszpanii co najmniej 15 ton marihuany o wartości detalicznej ponad 440 mln zł. Odkrycie ogromnej ilości tzw. szybkich testów na Covid-19 oraz maseczek medycznych oznacza, że polskie gangi z kibolskim rodowodem, działają już o wiele sprawniej niż dawne organizacje mafijne, takie jak „Pruszków” czy „Wołomin”. Co ciekawe wspomniany przedmioty odkryto w podziemnym magazynie domu, wykorzystywanego przez jednego z liderów narkogangu Cracovii. Zdaniem służb testy i maseczki zostały przemycone z Chin. Podczas operacji na terenie prowincji Alicante, funkcjonariusze hiszpańskiej Policía Nacional i polskiego CBŚP zatrzymali trzy osoby, ścigane europejskimi nakazami aresztowania. Rezydenci kibolskiego gangu uruchomili na terenie Hiszpanii sieć przedsięwzięć, które miały być przykrywką dla narkotykowych transakcji. Były to m.in. agencje nieruchomości, komisy samochodowe, punkty wynajmu łodzi pełnomorskich czy wreszcie firmy zajmujące się handlem diamentami i metalami szlachetnymi. Zdaniem hiszpańskich służb Polacy prowadzili sieć plantacji i eksportowali narkotyki do Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii, a także Niemiec, Włoch i Belgii. Śledczy z Polski i Hiszpanii odkryli, że gang planował poszerzyć swoją działalność o handel bronią kupowaną od albańskich rodzin mafijnych. Skruszeni przerwali El Dorado Śledztwo w sprawie kibolsko-mafijnego konsorcjum, wszczęto formalnie w lipcu 2017 roku po zatrzymaniu przez Karpacki Oddział Straży Granicznej oraz krakowski CBŚP przemytników przewożących z Niemiec do Polski 123 kg marihuany. Bardzo szybko, prokuratorowi małopolskich „pezetów” udało się przekonać do współpracy jednego z gangsterów. Ten w zamian za status świadka koronnego złożył obszerne zeznania. Wskazał wszystkich, znanych mu, członków gangu i innych grup z nim współpracujących, a także opowiedział jakie pełnili role i wykonywali zadania. – Świadek przekazał informację na temat zasad organizowania wewnątrzwspólnotowych nabyć znacznych ilości marihuany, wykorzystywanych do tego celu firm transportowych i spedycyjnych, używanych w tym celu podrobionych pieczęci, miejsc załadunku, wyładunku, sposobu ukrywania narkotyków czy zasad kontaktu telefonicznego w przypadku realizowanych transportów. Istotne okazały się także wyjaśnienia jednego z podejrzanych, który w ramach instytucji tzw. „małego świadka koronnego” podjął współpracę procesową z organami ścigania – poinformowała Prokuratura Krajowa. Aby skutecznie uderzyć w narkogang, z inicjatywy polskich śledczych, doszło do powołania międzynarodowego zespołu dochodzeniowo-śledczego JIT ze śledczymi z Wielkiej Brytanii, dokąs trafiały znaczne ilości marihuany. Prokuratura współpracowała także z hiszpańskimi organami ścigania. Działania służb koordynował zaś Europol. Ustalono, że w latach 2011-2017 gang przemycił 15 ton marihuany wartej w detalu ponad 440 mln zł. Dotychczas w ramach śledztwa skierowano do sądów cztery akty oskarżenia przeciwko 18 członków bandy. W części spraw zapadły prawomocne wyroki skazujące. Aktualnie zarzutami objętych jest 28 podejrzanych, z czego trzy osoby poszukiwane są europejskimi nakazami aresztowania. TVP.info Zobacz cały artykuł
  2. Odkrycie ogromnej ilości tzw. szybkich testów na Covid-19 oraz maseczek medycznych oznacza, że polskie gangi z kibolskim rodowodem, działają już o wiele sprawniej niż dawne organizacje mafijne, takie jak „Pruszków” czy „Wołomin”. Co ciekawe wspomniany przedmioty odkryto w podziemnym magazynie domu, wykorzystywanego przez jednego z liderów narkogangu Cracovii. Zdaniem służb testy i maseczki zostały przemycone z Chin. Szybkie testy na Covid-19 przejęli hiszpańscy policjanci podczas międzynarodowej operacji wymierzonej w narkogang kiboli Cracovii. Na Półwyspie Iberyjskim zatrzymano trzech gangsterów. W tym samym czasie w Polsce ujęto pięciu ich kompanów, a pięciu kolejnych, w tym lidera kibolskiej bojówki „Mastera”, doprowadzono do małopolskich „pezetów” z aresztów. Gang miał przemycić z Hiszpanii co najmniej 15 ton marihuany o wartości detalicznej ponad 440 mln zł. Odkrycie ogromnej ilości tzw. szybkich testów na Covid-19 oraz maseczek medycznych oznacza, że polskie gangi z kibolskim rodowodem, działają już o wiele sprawniej niż dawne organizacje mafijne, takie jak „Pruszków” czy „Wołomin”. Co ciekawe wspomniany przedmioty odkryto w podziemnym magazynie domu, wykorzystywanego przez jednego z liderów narkogangu Cracovii. Zdaniem służb testy i maseczki zostały przemycone z Chin. Podczas operacji na terenie prowincji Alicante, funkcjonariusze hiszpańskiej Policía Nacional i polskiego CBŚP zatrzymali trzy osoby, ścigane europejskimi nakazami aresztowania. Rezydenci kibolskiego gangu uruchomili na terenie Hiszpanii sieć przedsięwzięć, które miały być przykrywką dla narkotykowych transakcji. Były to m.in. agencje nieruchomości, komisy samochodowe, punkty wynajmu łodzi pełnomorskich czy wreszcie firmy zajmujące się handlem diamentami i metalami szlachetnymi. Zdaniem hiszpańskich służb Polacy prowadzili sieć plantacji i eksportowali narkotyki do Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii, a także Niemiec, Włoch i Belgii. Śledczy z Polski i Hiszpanii odkryli, że gang planował poszerzyć swoją działalność o handel bronią kupowaną od albańskich rodzin mafijnych. Skruszeni przerwali El Dorado Śledztwo w sprawie kibolsko-mafijnego konsorcjum, wszczęto formalnie w lipcu 2017 roku po zatrzymaniu przez Karpacki Oddział Straży Granicznej oraz krakowski CBŚP przemytników przewożących z Niemiec do Polski 123 kg marihuany. Bardzo szybko, prokuratorowi małopolskich „pezetów” udało się przekonać do współpracy jednego z gangsterów. Ten w zamian za status świadka koronnego złożył obszerne zeznania. Wskazał wszystkich, znanych mu, członków gangu i innych grup z nim współpracujących, a także opowiedział jakie pełnili role i wykonywali zadania. – Świadek przekazał informację na temat zasad organizowania wewnątrzwspólnotowych nabyć znacznych ilości marihuany, wykorzystywanych do tego celu firm transportowych i spedycyjnych, używanych w tym celu podrobionych pieczęci, miejsc załadunku, wyładunku, sposobu ukrywania narkotyków czy zasad kontaktu telefonicznego w przypadku realizowanych transportów. Istotne okazały się także wyjaśnienia jednego z podejrzanych, który w ramach instytucji tzw. „małego świadka koronnego” podjął współpracę procesową z organami ścigania – poinformowała Prokuratura Krajowa. Aby skutecznie uderzyć w narkogang, z inicjatywy polskich śledczych, doszło do powołania międzynarodowego zespołu dochodzeniowo-śledczego JIT ze śledczymi z Wielkiej Brytanii, dokąs trafiały znaczne ilości marihuany. Prokuratura współpracowała także z hiszpańskimi organami ścigania. Działania służb koordynował zaś Europol. Ustalono, że w latach 2011-2017 gang przemycił 15 ton marihuany wartej w detalu ponad 440 mln zł. Dotychczas w ramach śledztwa skierowano do sądów cztery akty oskarżenia przeciwko 18 członków bandy. W części spraw zapadły prawomocne wyroki skazujące. Aktualnie zarzutami objętych jest 28 podejrzanych, z czego trzy osoby poszukiwane są europejskimi nakazami aresztowania. TVP.info
  3. Prokurator zarzucił Marcinowi I., Krystianowi J., Danielowi N., Damianowi P. i Jerzemu G. popełnienie przestępstw polegających na uczestniczeniu w obrocie znacznymi ilościami dopalaczy, udzielaniu nieodpłatnym, sprzedaży i posiadania dopalaczy. Jak ustalił prokurator, oskarżeni m.in. handlowali dopalaczami nabytymi uprzednio za pośrednictwem stron internetowych zarejestrowanych na zagranicznych serwerach. Do Sądu Okręgowego w Częstochowie wpłynął akt oskarżenia wobec pięciu handlarzy dopalaczami. Łącznie prokurator zarzucił im popełnienie 20 przestępstw. Jeden z oskarżonych ma zarzut doprowadzenia do śmierci czterech osób. Sprawę prowadził Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Prokurator zarzucił Marcinowi I., Krystianowi J., Danielowi N., Damianowi P. i Jerzemu G. popełnienie przestępstw polegających na uczestniczeniu w obrocie znacznymi ilościami dopalaczy, udzielaniu nieodpłatnym, sprzedaży i posiadania dopalaczy. Jak ustalił prokurator, oskarżeni m.in. handlowali dopalaczami nabytymi uprzednio za pośrednictwem stron internetowych zarejestrowanych na zagranicznych serwerach. Kolejne zarzuty dotyczą sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, narażeniu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu konkretnych osób oraz – wobec jednego z oskarżonych Marcina I. – również nieumyślnego doprowadzenia do śmierci czterech osób. W trakcie śledztwa prokurator ustalił bowiem, że na terenie Zawiercia i pobliskich miejscowości doszło do czterech zgonów. W dalszym toku postępowania stwierdzono, że w wyniku zażycia dopalaczy rozprowadzanych przez oskarżonych kilka osób uległo zatruciu i było hospitalizowanych. Na polecenie prokuratora przeprowadzono badania toksykologiczne zwłok zmarłych osób. W ich krwi ujawniono obecność dopalaczy. Po dopalaczu „człowiek zapomina o oddychaniu” Jest to kolejny akt oskarżenia, który po rozbiciu siatki handlarzy dopalaczami, głównie na terenie powiatu zawierciańskiego, został przekazany do Sądu Okręgowego w Częstochowie. Ta sprawa stała się głośna w całej Polsce na początku 2019 r. – Mamy informacje o sześciu zgonach w ostatnim kwartale, co do których mamy przypuszczenia, że miały związek z zażyciem jakichś środków odurzających – mówili wówczas policjanci z Zawiercia. 27 lutego i 1 marca 2019 TVN „Uwaga” wyemitował programy, w których mowa była o tym, że w trzy miesiące po zażyciu dopalaczy w Zawierciu zmarło 18 osób. – Nazwałem to „duchem”, bo w pewnym momencie człowiek zapomina o oddychaniu – mówił przed kamerą 50-latek, który cudem miał przeżyć kontakt z śmiercionośnym dopalaczem. Jeden wyrok już prawomocny 12 lutego 2019 r. Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach przejął śledztwo od Prokuratury Rejonowej w Zawierciu. 6 marca 2019 r. zatrzymano i tymczasowo aresztowano dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Prokurator przedstawił Dagmarze L., Bartoszowi M., Dariuszowi W. i Monice N. zarzuty popełnienia w okresie od początku sierpnia 2018 r. do 6 marca 2019 r. w Zawierciu m.in. przestępstw sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez uczestniczenie w obrocie oraz udzielanie innym osobom odpłatnie i nieodpłatnie szkodliwych substancji oraz narażenia na utratę życia i zdrowia (art. 165 par. 1 pkt 2 Kodeksu karnego oraz art. 59 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii). Ponadto Bartosz M. usłyszał zarzuty posiadania nowej substancji psychoaktywnej kwalifikowane z art. 62b ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz kierowanie gróźb pozbawienia życia w celu wywarcia wpływu na świadka. Dagmara L. oraz Monika N. usłyszały również zarzuty składania fałszywych zeznań. Po aresztowaniu m.in. Moniki N. i Dagmary L., w wyniku intensywnych czynności śledczych, zatrzymano kolejne osoby podejrzane o udział w obrocie dopalaczami. 20 maja 2020 r. cała czwórka zasiadła na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Częstochowie. Po wysłuchaniu zarzutów oskarżeni generalnie potwierdzali swe wyjaśnienia składane w śledztwie. Dagmara L. stwierdziła, że dopalacze miała na własny użytek. Nazwała je „kryształami". Monika N. i Bartosz W. przyznali, że sprzedawali narkotyki. Odpowiadając na pytania obrony Monika N. mówiła: – Byłam osobą uzależnioną. Podziękowałam prokuratorowi w czasie konfrontacji za to, że dzięki temu, iż zostałam osadzona, już nie biorę – mówiła w sądzie. Dodała, że w zakładzie karnym korzysta z pomocy psychologa, a po wyroku chciałaby rozpocząć terapię. – Cierpię na schorzenia serca, wykryto też guz na lewej piersi – mówiła. – Dzieci cały czas przebywają w ośrodku opiekuńczo-wychowawczym. Jest im ciężko. Do winy nie przyznał się Dariusz W. Natomiast dwie oskarżone kobiety i Bartosz M. złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karom, bez przeprowadzania rozprawy. Na wnioski kobiet nie zgodzili się obecni na sali pokrzywdzeni. Bartosz M. zaproponował dla siebie karę 3 lat i 6 miesięcy więzienia – na co przystali wszyscy uczestnicy postępowania. Sąd wyłączył oskarżonego z postępowania, inny sędzia wydał wyrok zgodny z wnioskiem. Bartosz M. już jest prawomocnie skazany. W stosunku do pozostałych trojga oskarżonych proces jest kontynuowany. Czestochowa.wyborcza.pl
  4. Prokurator zarzucił Marcinowi I., Krystianowi J., Danielowi N., Damianowi P. i Jerzemu G. popełnienie przestępstw polegających na uczestniczeniu w obrocie znacznymi ilościami dopalaczy, udzielaniu nieodpłatnym, sprzedaży i posiadania dopalaczy. Jak ustalił prokurator, oskarżeni m.in. handlowali dopalaczami nabytymi uprzednio za pośrednictwem stron internetowych zarejestrowanych na zagranicznych serwerach. Do Sądu Okręgowego w Częstochowie wpłynął akt oskarżenia wobec pięciu handlarzy dopalaczami. Łącznie prokurator zarzucił im popełnienie 20 przestępstw. Jeden z oskarżonych ma zarzut doprowadzenia do śmierci czterech osób. Sprawę prowadził Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Prokurator zarzucił Marcinowi I., Krystianowi J., Danielowi N., Damianowi P. i Jerzemu G. popełnienie przestępstw polegających na uczestniczeniu w obrocie znacznymi ilościami dopalaczy, udzielaniu nieodpłatnym, sprzedaży i posiadania dopalaczy. Jak ustalił prokurator, oskarżeni m.in. handlowali dopalaczami nabytymi uprzednio za pośrednictwem stron internetowych zarejestrowanych na zagranicznych serwerach. Kolejne zarzuty dotyczą sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, narażeniu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu konkretnych osób oraz – wobec jednego z oskarżonych Marcina I. – również nieumyślnego doprowadzenia do śmierci czterech osób. W trakcie śledztwa prokurator ustalił bowiem, że na terenie Zawiercia i pobliskich miejscowości doszło do czterech zgonów. W dalszym toku postępowania stwierdzono, że w wyniku zażycia dopalaczy rozprowadzanych przez oskarżonych kilka osób uległo zatruciu i było hospitalizowanych. Na polecenie prokuratora przeprowadzono badania toksykologiczne zwłok zmarłych osób. W ich krwi ujawniono obecność dopalaczy. Po dopalaczu „człowiek zapomina o oddychaniu” Jest to kolejny akt oskarżenia, który po rozbiciu siatki handlarzy dopalaczami, głównie na terenie powiatu zawierciańskiego, został przekazany do Sądu Okręgowego w Częstochowie. Ta sprawa stała się głośna w całej Polsce na początku 2019 r. – Mamy informacje o sześciu zgonach w ostatnim kwartale, co do których mamy przypuszczenia, że miały związek z zażyciem jakichś środków odurzających – mówili wówczas policjanci z Zawiercia. 27 lutego i 1 marca 2019 TVN „Uwaga” wyemitował programy, w których mowa była o tym, że w trzy miesiące po zażyciu dopalaczy w Zawierciu zmarło 18 osób. – Nazwałem to „duchem”, bo w pewnym momencie człowiek zapomina o oddychaniu – mówił przed kamerą 50-latek, który cudem miał przeżyć kontakt z śmiercionośnym dopalaczem. Jeden wyrok już prawomocny 12 lutego 2019 r. Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach przejął śledztwo od Prokuratury Rejonowej w Zawierciu. 6 marca 2019 r. zatrzymano i tymczasowo aresztowano dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Prokurator przedstawił Dagmarze L., Bartoszowi M., Dariuszowi W. i Monice N. zarzuty popełnienia w okresie od początku sierpnia 2018 r. do 6 marca 2019 r. w Zawierciu m.in. przestępstw sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez uczestniczenie w obrocie oraz udzielanie innym osobom odpłatnie i nieodpłatnie szkodliwych substancji oraz narażenia na utratę życia i zdrowia (art. 165 par. 1 pkt 2 Kodeksu karnego oraz art. 59 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii). Ponadto Bartosz M. usłyszał zarzuty posiadania nowej substancji psychoaktywnej kwalifikowane z art. 62b ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz kierowanie gróźb pozbawienia życia w celu wywarcia wpływu na świadka. Dagmara L. oraz Monika N. usłyszały również zarzuty składania fałszywych zeznań. Po aresztowaniu m.in. Moniki N. i Dagmary L., w wyniku intensywnych czynności śledczych, zatrzymano kolejne osoby podejrzane o udział w obrocie dopalaczami. 20 maja 2020 r. cała czwórka zasiadła na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Częstochowie. Po wysłuchaniu zarzutów oskarżeni generalnie potwierdzali swe wyjaśnienia składane w śledztwie. Dagmara L. stwierdziła, że dopalacze miała na własny użytek. Nazwała je „kryształami". Monika N. i Bartosz W. przyznali, że sprzedawali narkotyki. Odpowiadając na pytania obrony Monika N. mówiła: – Byłam osobą uzależnioną. Podziękowałam prokuratorowi w czasie konfrontacji za to, że dzięki temu, iż zostałam osadzona, już nie biorę – mówiła w sądzie. Dodała, że w zakładzie karnym korzysta z pomocy psychologa, a po wyroku chciałaby rozpocząć terapię. – Cierpię na schorzenia serca, wykryto też guz na lewej piersi – mówiła. – Dzieci cały czas przebywają w ośrodku opiekuńczo-wychowawczym. Jest im ciężko. Do winy nie przyznał się Dariusz W. Natomiast dwie oskarżone kobiety i Bartosz M. złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karom, bez przeprowadzania rozprawy. Na wnioski kobiet nie zgodzili się obecni na sali pokrzywdzeni. Bartosz M. zaproponował dla siebie karę 3 lat i 6 miesięcy więzienia – na co przystali wszyscy uczestnicy postępowania. Sąd wyłączył oskarżonego z postępowania, inny sędzia wydał wyrok zgodny z wnioskiem. Bartosz M. już jest prawomocnie skazany. W stosunku do pozostałych trojga oskarżonych proces jest kontynuowany. Czestochowa.wyborcza.pl Zobacz cały artykuł
  5. NoMercy

    Escobar.store

    jak mozecie bez nawet zobaczenia jak to wyglada pisac co to jest?
  6. Jak twierdzą hiszpańscy stróże prawa, „narko-łodzie” nie są to łodzie podwodne w pełnym tego słowa znaczeniu. Płyną one w znacznym stopniu zanurzone, i są niemal niewykrywalne. Większość jest budowana poza kontrolą władz w południowoamerykańskich dżunglach za około 1 milion dolarów za sztukę. Z Oceanu Atlantyckiego u wybrzeży Hiszpanii wyłowiono statek podwodny, z którego wydobyto trzy tony kokainy o wartości około 100 milionów dolarów. Hiszpańska policja po raz pierwszy tym samym zdobyła transatlantycką „narko-łódź podwodną”. Europa stała się ostatnio celem południowoamerykańskiego biznesu narkotykowego – podaje „WSJ”. Przechwycona przez hiszpańską policję "narko-łódź" przebyła 6,5 tys. km, by przerzucić kokainę przez Ocean Atlantycki, z Brazylii do Hiszpanii. Jak okazało się w toku śledztwa, kokaina dotarła z Kolumbii do Brazylii, gdzie została załadowana na łódź i przepłynęła Atlantyk. Dwie próby zrzucenia ładunku w pobliżu Hiszpanii nie powiodły się, wobec czego trzyosobowa załoga zatopiła statek w pobliżu Vigo. Pilot i mechanik, każdy z Ekwadorum mieli zarobić kilka tysięcy euro na podróż, dla nich duże to pieniądze. Jak twierdzą hiszpańscy stróże prawa, „narko-łodzie” nie są to łodzie podwodne w pełnym tego słowa znaczeniu. Płyną one w znacznym stopniu zanurzone, i są niemal niewykrywalne. Większość jest budowana poza kontrolą władz w południowoamerykańskich dżunglach za około 1 milion dolarów za sztukę. Transportowały kokainę z Kolumbii do Ameryki Środkowej od lat 90. ubiegłego wieku. Są mało zaawansowane technicznie, niewygodne i niebezpieczne, dzięki czemu zyskują przydomek „trumny wodne”. Skąd tego typu wehikuł w Europie? Śledczy wyjaśniają, że w sytuacji, gdy Ameryka Południowa jest zasypana kokainą, handlarze próbują nowych metod, by przerzucić ją na Stary Kontynemt, który według amerykańskiej DEA przebił USA i jest dziś największym kokainowym rynkiem świata. Większość narkotyków dociera do głównych portów Europy ukryta na kontenerowcach. WNP.pl
  7. Jak twierdzą hiszpańscy stróże prawa, „narko-łodzie” nie są to łodzie podwodne w pełnym tego słowa znaczeniu. Płyną one w znacznym stopniu zanurzone, i są niemal niewykrywalne. Większość jest budowana poza kontrolą władz w południowoamerykańskich dżunglach za około 1 milion dolarów za sztukę. Z Oceanu Atlantyckiego u wybrzeży Hiszpanii wyłowiono statek podwodny, z którego wydobyto trzy tony kokainy o wartości około 100 milionów dolarów. Hiszpańska policja po raz pierwszy tym samym zdobyła transatlantycką „narko-łódź podwodną”. Europa stała się ostatnio celem południowoamerykańskiego biznesu narkotykowego – podaje „WSJ”. Przechwycona przez hiszpańską policję "narko-łódź" przebyła 6,5 tys. km, by przerzucić kokainę przez Ocean Atlantycki, z Brazylii do Hiszpanii. Jak okazało się w toku śledztwa, kokaina dotarła z Kolumbii do Brazylii, gdzie została załadowana na łódź i przepłynęła Atlantyk. Dwie próby zrzucenia ładunku w pobliżu Hiszpanii nie powiodły się, wobec czego trzyosobowa załoga zatopiła statek w pobliżu Vigo. Pilot i mechanik, każdy z Ekwadorum mieli zarobić kilka tysięcy euro na podróż, dla nich duże to pieniądze. Jak twierdzą hiszpańscy stróże prawa, „narko-łodzie” nie są to łodzie podwodne w pełnym tego słowa znaczeniu. Płyną one w znacznym stopniu zanurzone, i są niemal niewykrywalne. Większość jest budowana poza kontrolą władz w południowoamerykańskich dżunglach za około 1 milion dolarów za sztukę. Transportowały kokainę z Kolumbii do Ameryki Środkowej od lat 90. ubiegłego wieku. Są mało zaawansowane technicznie, niewygodne i niebezpieczne, dzięki czemu zyskują przydomek „trumny wodne”. Skąd tego typu wehikuł w Europie? Śledczy wyjaśniają, że w sytuacji, gdy Ameryka Południowa jest zasypana kokainą, handlarze próbują nowych metod, by przerzucić ją na Stary Kontynemt, który według amerykańskiej DEA przebił USA i jest dziś największym kokainowym rynkiem świata. Większość narkotyków dociera do głównych portów Europy ukryta na kontenerowcach. WNP.pl Zobacz cały artykuł
  8. w tej torbie jest pol grama?
  9. Nieopodal posesji, w miejscu całkowicie ustronnym, pod zamaskowanym wejściem ukryta byłą podziemna uprawa konopi. Przykryte włazem wejście prowadziło do pomieszczenia. W ukrytym pomieszczeniu rosło 211 krzewów konopi indyjskich w ostatniej fazie wzrostu. Przy uprawie konopi wykorzystywany był specjalistyczny sprzęt oświetleniowo – grzewczy, który również został zabezpieczony. Wyjątkowego odkrycia dokonali policjanci CBŚP w powiecie nyskim, gdzie pod ziemią znajdowało się ukryte pomieszczenie, a w nim plantacja konopi z 211 krzakami. Samo zatrzymanie podejrzanego o uprawę konopi i posiadanie marihuany było bardzo dynamiczne, ponieważ na widok policjantów CBŚP, wyskoczył on przez okno i zaczął uciekać. Po jego zatrzymaniu, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Opolu przedstawił mu zarzuty. Policjanci z Zarządu w Opolu Centralnego Biura Śledczego Policji ustalili, że na terenie powiatu nyskiego znajduje się plantacja konopi indyjskich. Policjanci dokładnie sprawdzili te informacje, a następnie przygotowali działania podczas, których zatrzymali mężczyznę. Zanim jednak do tego doszło, podejrzany na widok policjantów wjeżdżających na teren wynajmowanej przez niego posesji, wyskoczył przez okno i zaczął uciekać. Po chwili pościgu został zatrzymany, a policjanci rozpoczęli przeszukanie posesji. Wówczas to, okazało się, że w pomieszczeniach nie ma żadnej uprawy. Policjanci znaleźli natomiast gotową już marihuanę. Sprawdzili dokładnie także teren wokół zabudowań. Nieopodal posesji, w miejscu całkowicie ustronnym, pod zamaskowanym wejściem ukryta byłą podziemna uprawa konopi. Przykryte włazem wejście prowadziło do pomieszczenia, w którym znajdowała się profesjonalnie urządzona plantacja konopi, całkowicie niewidoczna dla osób postronnych. W ukrytym pomieszczeniu rosło 211 krzewów konopi indyjskich w ostatniej fazie wzrostu. Przy uprawie konopi wykorzystywany był specjalistyczny sprzęt oświetleniowo – grzewczy, który również został zabezpieczony. W Prokuraturze Okręgowej w Opolu podejrzanemu przedstawiono zarzuty prowadzenia nielegalnej uprawy konopi innych niż włókniste oraz posiadania środków odurzających. Na podstawie zebranego materiału i na wniosek prokuratora, Sąd Rejonowy w Opolu zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Policja.pl Zobacz cały artykuł
  10. Nieopodal posesji, w miejscu całkowicie ustronnym, pod zamaskowanym wejściem ukryta byłą podziemna uprawa konopi. Przykryte włazem wejście prowadziło do pomieszczenia. W ukrytym pomieszczeniu rosło 211 krzewów konopi indyjskich w ostatniej fazie wzrostu. Przy uprawie konopi wykorzystywany był specjalistyczny sprzęt oświetleniowo – grzewczy, który również został zabezpieczony. Wyjątkowego odkrycia dokonali policjanci CBŚP w powiecie nyskim, gdzie pod ziemią znajdowało się ukryte pomieszczenie, a w nim plantacja konopi z 211 krzakami. Samo zatrzymanie podejrzanego o uprawę konopi i posiadanie marihuany było bardzo dynamiczne, ponieważ na widok policjantów CBŚP, wyskoczył on przez okno i zaczął uciekać. Po jego zatrzymaniu, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Opolu przedstawił mu zarzuty. Policjanci z Zarządu w Opolu Centralnego Biura Śledczego Policji ustalili, że na terenie powiatu nyskiego znajduje się plantacja konopi indyjskich. Policjanci dokładnie sprawdzili te informacje, a następnie przygotowali działania podczas, których zatrzymali mężczyznę. Zanim jednak do tego doszło, podejrzany na widok policjantów wjeżdżających na teren wynajmowanej przez niego posesji, wyskoczył przez okno i zaczął uciekać. Po chwili pościgu został zatrzymany, a policjanci rozpoczęli przeszukanie posesji. Wówczas to, okazało się, że w pomieszczeniach nie ma żadnej uprawy. Policjanci znaleźli natomiast gotową już marihuanę. Sprawdzili dokładnie także teren wokół zabudowań. Nieopodal posesji, w miejscu całkowicie ustronnym, pod zamaskowanym wejściem ukryta byłą podziemna uprawa konopi. Przykryte włazem wejście prowadziło do pomieszczenia, w którym znajdowała się profesjonalnie urządzona plantacja konopi, całkowicie niewidoczna dla osób postronnych. W ukrytym pomieszczeniu rosło 211 krzewów konopi indyjskich w ostatniej fazie wzrostu. Przy uprawie konopi wykorzystywany był specjalistyczny sprzęt oświetleniowo – grzewczy, który również został zabezpieczony. W Prokuraturze Okręgowej w Opolu podejrzanemu przedstawiono zarzuty prowadzenia nielegalnej uprawy konopi innych niż włókniste oraz posiadania środków odurzających. Na podstawie zebranego materiału i na wniosek prokuratora, Sąd Rejonowy w Opolu zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Policja.pl
  11. Śledczy odkryli, że dopalaczowy biznes rozkręciło grono znajomych i krewnych, na czele z dwiema kobietami: Moniką N. i Dagmarą L. Z ustaleń prokuratury wynika, że dilerki miały ustaloną cenę za działkę dopalaczy – 20 zł za porcję o wadze o 0,2 do 0,4 grama. Taka ilość wystarczała do jednorazowego odurzenia dwóch osób. Katowickie „pezety” Prokuratury Krajowej oskarżyły pięciu mężczyzn o handel dopalaczami na terenie Zawiercia i okolic w latach 2018-2019. Po zażyciu niebezpiecznych substancji zmarły co najmniej cztery osoby, a 10 kolejnych trafiło do szpitali z objawami ciężkiego zatrucia. To kolejny akt oskarżenia przeciwko grupie handlarzy dopalaczami, za sprawą których w Zawierciu i okolicach zatruciu tymi substancjami uległo co najmniej 20 osób. Cztery z nich zmarły, a 10 w ciężkim stanie wylądowało w szpitalach. Po tej tragicznej serii sprawą zajęli się najpierw lokalni stróże prawa, a następnie brygada antynarkotykowa katowickiej komendy wojewódzkiej. Postępowanie nadzorował Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Śledczy odkryli, że dopalaczowy biznes rozkręciło grono znajomych i krewnych, na czele z dwiema kobietami: Moniką N. i Dagmarą L. Z ustaleń prokuratury wynika, że dilerki miały ustaloną cenę za działkę dopalaczy – 20 zł za porcję o wadze o 0,2 do 0,4 grama. Taka ilość wystarczała do jednorazowego odurzenia dwóch osób. Klientami kobiet byli także znajomi, bliżsi lub dalsi. Część towaru sprzedawał Bartosz M., krewniak Moniki N. Dilerzy zaopatrywali się w dopalacze między innymi u Dariusza W. W 2019 roku mężczyzna był jednym z negatywnych bohaterów reportażu stacji TVN. Na filmie nakręconym telefonem komórkowym W. stwierdził, że towar, który sprzedaje „to jest śmierć”. Mężczyzna pokazywał reklamówkę wyładowaną workami z dopalaczami. Ustalono, że znajdowało się tam od dwóch do trzech kilogramów niebezpiecznych substancji psychoaktywnych. Notoryczni dilerzy Teraz przyszła pora na kolejnych „dilerów śmierci”. Śledczy oskarżył Marcina I., Krystiana J., Daniela N., Damiana P. i Jerzego G. o popełnienie 20 przestępstw. Mężczyźni zostali zatrzymani już po rozbiciu wspomnianej wcześniej szajki. Kupowali oni towar za pośrednictwem sklepów internetowych. Podejrzani odpowiedzą za „udział w obrocie znacznymi ilościami dopalaczy, udzielanie nieodpłatne, sprzedaż i posiadanie dopalaczy, sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu konkretnych osób”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z mężczyzn odpowie ponadto za „nieumyślne spowodowanie śmierci” jednego z klientów. W jego przypadku maksymalna wynosi do 15 lat więzienia. Wcześniej, w walentynki 2020 roku, prokurator katowickich „pezetów” skierował do Sądu w Częstochowie akt oskarżenia wobec Dariusza W. oraz Moniki N., Dagmary L. i Bartosza M. Zarzucono im „udział w obrocie znacznych ilości dopalaczy, udzielanie nieodpłatne, sprzedaż i posiadanie dopalaczy, sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu konkretnych osób, składanie fałszywych zeznań oraz wywieranie wpływu na świadka postępowania za pomocą groźby bezprawnej”. Co ciekawe, obie kobiety były zatrzymywane już w roku 2018, a ich sprawa trafiła do sądu. Czekając na wyrok, dalej handlowały dopalaczami. TVP.info Zobacz cały artykuł
  12. Śledczy odkryli, że dopalaczowy biznes rozkręciło grono znajomych i krewnych, na czele z dwiema kobietami: Moniką N. i Dagmarą L. Z ustaleń prokuratury wynika, że dilerki miały ustaloną cenę za działkę dopalaczy – 20 zł za porcję o wadze o 0,2 do 0,4 grama. Taka ilość wystarczała do jednorazowego odurzenia dwóch osób. Katowickie „pezety” Prokuratury Krajowej oskarżyły pięciu mężczyzn o handel dopalaczami na terenie Zawiercia i okolic w latach 2018-2019. Po zażyciu niebezpiecznych substancji zmarły co najmniej cztery osoby, a 10 kolejnych trafiło do szpitali z objawami ciężkiego zatrucia. To kolejny akt oskarżenia przeciwko grupie handlarzy dopalaczami, za sprawą których w Zawierciu i okolicach zatruciu tymi substancjami uległo co najmniej 20 osób. Cztery z nich zmarły, a 10 w ciężkim stanie wylądowało w szpitalach. Po tej tragicznej serii sprawą zajęli się najpierw lokalni stróże prawa, a następnie brygada antynarkotykowa katowickiej komendy wojewódzkiej. Postępowanie nadzorował Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Śledczy odkryli, że dopalaczowy biznes rozkręciło grono znajomych i krewnych, na czele z dwiema kobietami: Moniką N. i Dagmarą L. Z ustaleń prokuratury wynika, że dilerki miały ustaloną cenę za działkę dopalaczy – 20 zł za porcję o wadze o 0,2 do 0,4 grama. Taka ilość wystarczała do jednorazowego odurzenia dwóch osób. Klientami kobiet byli także znajomi, bliżsi lub dalsi. Część towaru sprzedawał Bartosz M., krewniak Moniki N. Dilerzy zaopatrywali się w dopalacze między innymi u Dariusza W. W 2019 roku mężczyzna był jednym z negatywnych bohaterów reportażu stacji TVN. Na filmie nakręconym telefonem komórkowym W. stwierdził, że towar, który sprzedaje „to jest śmierć”. Mężczyzna pokazywał reklamówkę wyładowaną workami z dopalaczami. Ustalono, że znajdowało się tam od dwóch do trzech kilogramów niebezpiecznych substancji psychoaktywnych. Notoryczni dilerzy Teraz przyszła pora na kolejnych „dilerów śmierci”. Śledczy oskarżył Marcina I., Krystiana J., Daniela N., Damiana P. i Jerzego G. o popełnienie 20 przestępstw. Mężczyźni zostali zatrzymani już po rozbiciu wspomnianej wcześniej szajki. Kupowali oni towar za pośrednictwem sklepów internetowych. Podejrzani odpowiedzą za „udział w obrocie znacznymi ilościami dopalaczy, udzielanie nieodpłatne, sprzedaż i posiadanie dopalaczy, sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu konkretnych osób”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z mężczyzn odpowie ponadto za „nieumyślne spowodowanie śmierci” jednego z klientów. W jego przypadku maksymalna wynosi do 15 lat więzienia. Wcześniej, w walentynki 2020 roku, prokurator katowickich „pezetów” skierował do Sądu w Częstochowie akt oskarżenia wobec Dariusza W. oraz Moniki N., Dagmary L. i Bartosza M. Zarzucono im „udział w obrocie znacznych ilości dopalaczy, udzielanie nieodpłatne, sprzedaż i posiadanie dopalaczy, sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu konkretnych osób, składanie fałszywych zeznań oraz wywieranie wpływu na świadka postępowania za pomocą groźby bezprawnej”. Co ciekawe, obie kobiety były zatrzymywane już w roku 2018, a ich sprawa trafiła do sądu. Czekając na wyrok, dalej handlowały dopalaczami. TVP.info

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...