Skocz do zawartości

Tripper

Memberzy
  • Zawartość

    145
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Czas Online

    4d 19g 13m 20s

3 obserwujących

O Tripper

  • Ranga
    Kolekcjoner opakowań

Ostatnio na profilu byli

476 wyświetleń profilu
  1. Darkchem.com - 3-CMC GOLD

    3cmc gold - Działanie 1. Pierwsza kreska 250mg - wjazd dopaminowy po 5 sekundach, zejście stresu psychicznego, chęć zrobienia czegoś, duży ekstrawertyzm, zaangażowanie w rozmowy, empatia, chęć do kontaktu fizycznego z ludźmi, przybijanie piąteczek, klepnięcie po ramieniu, wzrost libido, puszczanie oczek do lasek, mówienie do nich "WOW you are so beautyfull" (zmieszanie u ludzi, wiedzą na stówę że coś brałeś/aś OSTROŻNIE). 2. Druga kreska 180mg - wjazd nie wiadomo czego właściwie, które uzewnętrznia cię na maxa, zaczepianie ludzi, zagadywanie do każdego, chęć przekazania swojej mądrości życiowej napotkanym ludziom, spotęgowane działanie empatogenne, pojawiają się duże poty na ciele, widać po pacjencie coraz bardziej że jest porobiony. 3. Kolejne kreski 80-100mg - podbijają chęć do rozmowy, empatię i radość z wypowiedzianych zdań. Uwaga w ciągu na dużych kreskach typu 200mg co godzinę działa toksycznie, występują duże poty, oszołomienie, uczucie otumanienia jak po kilku piwach, nerwica i stany lękowe. Ostrożnie z dawkami, 100mg jest już spoko.
  2. Darkchem.com - PILLS (Ogólnie)

    PLATA O PLOMO Ludzie z drzew Kiedy dotarłem na plac Comédie był już późny wieczór. Nie mając nic lepszego do roboty, podszedłem do grupy ludzi, którzy utworzyli krąg w centrum rynku. W środku kręgu znajdowali się - poprzebierani w dziwne szaty - młodzi ludzie. Rozgrzewali się przed występem. W chwilę później jedna z osób podeszła do magnetofonu i włączyła muzykę. W tym momencie autorzy spektaklu zaczęli wymachiwać rękami, odegrali sztukę opętanego tańca breakdance z motywami Capoeiry, z niejasną historią w tle, którą każdy interpretował na swój sposób. Zebrali należne się brawa. W ich stronę poleciały monety, ale nie jak na filmach z retrospekcją gdzie arystokracja cieszy szklane oko, po czym pstryka monetę, która upada na brukowaną ulicę, dźwięcząc o nagrzane cegły... co było by dobrą puentą dla tego miejsca, gdzie czas jakby się zatrzymał, a przestrzeń zagięła się wstecz, do momentu gdzie powstaje kolejny archetyp. Wtedy dało się słyszeć jedynie bębny, ale główny ton ceremonii stanowiła cisza. Cisza przed burzą? Spokój. W głowie i kosmosie. Więc skąd te bębny? Tancerze momentami wyglądali jak rzeźba obok, gdzie na piedestale wyrastają – wysokie na dwa i pół metra – cztery nimfy, stojące do siebie plecami, splatające palce rąk nad głowami, w pozie jakby miały za chwilę skruszyć kamienną powłokę i odtańczyć rytuał przywołujący deszcz. Po tym krótkim występie odwróciłem się na pięcie. Pięćdziesiąt metrów dalej zobaczyłem, że ktoś piknikuje na trawie. Ruszyłem przez alejkę w stronę amfiteatru. Rozglądałem się za tymi, którzy mieli mieszkać na drzewach jak elfy. Muszą mieć dobre LSD. Kiedy zbliżyłem się do drzew, moim oczom ukazała się ta banda wariatów, którzy od dwóch miesięcy okupują ten skrawek zieleni w centrum betonowej dżungli. Byli tam też punki na trawie, którzy grzali się przy węglach, pomimo gorącej, lipcowej aury nad Morzem Śródziemnym. Zagadałem do nich po Angielsku, niestety bez skutku. Mieli widoczne braki nie tylko w języku, ale i w uzębieniu. Dopiero poznawałem język, ale rozumiałem kontekst. W końcu jeden z nich wskazał palcem na amfiteatr i powiedział, że są tam Polacy. Nareszcie! Będę miał okazję porozmawiać w ojczystym języku! Już mnie denerwował brak komunikacji z francuzami... Skręciłem papierosa zastanawiając się w jaki sposób mógłbym dostać się na jedną z tych podniebnych tratw, wypiłem pół butelki wody i zjadłem resztę łysiczek. Wstałem, przeszedłem parę metrów, przeskoczyłem przez barierkę i już byłem na miejscu. Budynek wyglądał jak grecka świątynia. Był zadaszony, ale ściany stanowiły jedynie kolumny. W kręgu leżało kilka osób, w śpiworach jak buddyści, każdy przy swojej kolumnie. Kilkoro siedziało, rozmawiali między sobą. Ci ludzie wyglądali na totalnie wyluzowanych, nie przejmowali się niczym, jak się okazało to squattersi i beatnicy. Dla kontrastu, przy drzewach pojawili się dresiarze z amstafami. Ogólnie darli mordy na drzewa i na nas... Hej stary jest tu jakiś Polak? Zapytałem faceta obok. – No, to ja. Poczekaj chwilę. Przełączył się na język francuski i kontynuował rozmowę ze swoim kolegą. Zgasił we mnie entuzjazm ze spotkania rodaka, więc milczałem przez kolejnych dziesięć minut. Marcin okazał się być w połowie Polakiem, z korzeniami słowackimi, po emigracji rodziców do Francji, więc nie wiele mówił w moim języku. W sumie po Angielsku też prawie w ogóle. Opowiedział mi o czym rozmawiał z kolegą. Chodziło o dwóch łysych, którzy szukali faceta, z którym siedziałem przed chwilą przy węglach. Myśleli, że się znamy i że wiem gdzie jest. Mieli też coś do ludzi z drzew, którzy nie chcieli im zrzucić drabinki. Dowiedziałem się, że ten plac jest pod monitoringiem, ale ludzie i tak piją tu wino, a nawet śpią, i nie ma tu dymów. Policja przychodzi o 8:00 i budzi wszystkich „z kopa”, więc spokojnie mogę tu zostać. Wymieniłem się z francuzem latarką za parę gramów tytoniu. Ja też lecę po cigarety, jak chcesz to chodź ze mną – powiedział Słowak. Byłem zmęczony, więc odpuściłem sobie łażenie po mieście w nocy, z obcym ziomkiem, który ledwo klecił zdania po Polsku, a poza tym jest tu ekipa z drzewa i Francuzki... Przysiadłem się do nich. Tradycyjnie większa część osób nie mówiła po angielsku. Siedzieliśmy w półokręgu. Wyciągnąłem kawałek chleba – wyglądał i za pewne smakował jak ten z „Hobbita”, ale lepsze to niż nic – znalazło się parę bagietek i świeże pieczywo oraz woda. Siedziałem tak karmiąc psa i podziwiając urodę tutejszych kobiet. Czas nauczyć się tego języka... Po schodkach wszedł młody chłopak z pudełkiem w rękach. Usiadł przy nas i położył pojemnik na środku. Patrzcie co mam – zagadał. Otworzył wieczko pudełka w którym znajdowało się kilkudniowe, niemal nieopierzone pisklę, które wzbudziło zaciekawienie u wszystkich zebranych. Wyciągnął strzykawkę i zaczął poić ptaka. Znalazł go dzisiaj w trawie. Rozdrobniłem chleb na mikroskopijne okruszki i nakarmiłem pisklaka. Przyszło parę nowych osób. Cześć, to ty nas szukałeś? Jesteś z Polski? Co tu robisz? Gdzie jedziesz? Pijemy coś? – przybysze zasypali mnie pytaniami. Z tego ostatniego ucieszyłem się najbardziej. Wyciągnąłem jedno euro i zrzuciłem się na wino. Dwóch Piotrków okazało się być w porządku ziomkami. Jeden z nich był w moim wieku i pochodził z Lubelszczyzny, ponadto parę lat wcześniej remontował sklep w moim mieście. Mieszkali na squacie. Raz się zdarzyło, że zajęli dom burmistrza Montpellier i urządzili imprezę na 200 osób, jedli srebrnymi sztućcami i pili wina z pucharów – jak ta szlachta z wizji na rynku – dopóki po dwóch tygodniach nie wjechała tam policja. Wszyscy tu jarają jointy, tylko brakuje lufek. Właściwie to dobry biznes, przywieź lufki następnym razem, to w ciemno biorę sto, w euro – powiedział z uśmiechem. Poszli do sklepu zakupić alkohol. Pomyślałem że to będzie dobra noc. Poczułem pierwsze działanie PLATA. Drzewa się wyginały, wszystko dookoła nabrało jaskrawych kolorów, myśli stały się klarowne, pojawiły się spontaniczne myślo–śmiechy związane z daną chwilą. Chłopaki parę lat wcześniej wrócili z Hiszpanii, pracowali na parkingu polskim w Santanderze. Kiedy pojawił się kryzys a pensje obcięto o połowę, wyjechali do Francji. Teraz żyją z socjali, jarają blanty, pływają w gorącym morzu i mają na wszystko wywalone... Co jakiś czas miejscowi organizują demonstracje żeby porzucać cegłówkami w policję. Stary, ostatnio antyterroryści celowali do nas ze snajperek, podchodzę do Piotrka i mówię, co ty masz za pryszcza na czole? Przeciera go, a teraz ma na ręce, kurwa! to laser! Jego wyprowadzili ze squatu a ja schowałem się pod materacem, i tak dwie godziny nie mogli mnie znaleźć. Hahaha! Czekaj przyniosę nutę – powiedział ten który był bardziej rozmowny. Leciała muzyka elektroniczna, Piliśmy wina, paliliśmy skręty i opowiadaliśmy swoje historie. Mówili o alberguach – miejscach w Hiszpanii gdzie mogę zjeść, przespać się, wykąpać, lub gdzie zrobię zęby za darmo. Mówili też żebym nie jechał wgłąb Hiszpanii, bo tam jest tylko pustynia. Raz trafili w miejsce, gdzie najbliższe miasto było oddalone o dwadzieścia pięć kilometrów, i musieli żywić się burakami cukrowymi. Problem w tym, że nie mieli noża... Antyterroryści – Terroryści Zerwał się silny wiatr, a niebo zrobiło się pomarańczowe. W tym momencie wrócili dresiarze. Krzyczeli do ludzi z drzew. Ci odkrzykiwali. Trwało to chwilę, aż jeden z nich zaczął wygrzebywać płytę chodnikową. Wziął zamach i rzucił w stronę korony drzew. Chybił – w cokolwiek celował – a olbrzymia cegła upadła z hukiem na beton. Nie zamierzali odpuszczać. Oni są pojebani, i naćpani – to było pewne. Błysnął piorun i w sekundę po tym rozbrzmiał najgłośniejszy grzmot, który słyszałem w życiu. Powtarzało się to przez dobre pół godziny. Kropił deszcz. Drzewa oddychały. Niebo zapowiadało nadejście czterech jeźdźców apokalipsy, a industrialna muzyka stawiała fundamenty pod nowe połączenia między neuronami w mózgu. Była trzecia godzina. Ludzie dookoła leżeli w śpiworach, psy już spały, pały się wykrzyczały, Polacy poszli się przejść, wcześniej prosząc żebym rzucił okiem na sprzęt, więc siedziałem tak po turecku wsłuchując się w to, co ma do przekazania radio. Wiatr ucichł i zdawało się, że miejsce w którym się znalazłem jest jak oko cyklonu – nic już nie ma prawa się wydarzyć... Niespodzianka to ważny element stanowiący nasz świat. Faktycznie turyści poznikali z ulic, buddyści osiągnęli tymczasową nirwanę, a i zwierzęta też śniły kolorowe sny za czarno–białymi ślepiami. Nawet Morfeusz poszedł w kimę, bo nie przypominam sobie żeby serwował mi nocne wizje. Jutro spróbuję zobaczyć świat z perspektywy elfich oczu, obiecałem sobie w duchu. Don't give up so soon. Jakaś postać przemknęła mi przed oczami i zwinnym ruchem przeniosła radio w głąb kręgu. Nie znam człowieka, obserwowałem jak zmienia częstotliwości i układa się do snu. Wstałem, podszedłem do niego i zabrałem radio. – To nie twoje stary. Polacy mi zostawili, zawijam to radio – powiedziałem co chciałem i wróciłem na miejsce, nie zważając na to czy mnie zrozumiał. Leżałem pozwalając halumyślotokowi na swobodny spływ milionów myśli do vortexu zbiorowej pod/nad/świadomości. Zasnąłem. Hej, wake up. Wake up! Obudziły mnie czyjeś krzyki w blady świt. Może sam Morrison inkarnował się w jednego z obecnych i odegrał rytuał przebudzenia. Musiał być wczesny ranek, na pewno nie ósma, była może najwyżej szósta godzina. Coś się zmieniło. Ktoś wprowadził chaos w tę ostoję spokoju. Wielu stało już na nogach, a ja dopiero teraz zauważyłem co się dzieje wokół świątyni, w której spędziłem noc. Otaczało nas na oko pięćdziesięciu policjantów i wojskowi z szotgunami i karabinami. Przy ulicy zobaczyłem pięć bud policyjnych. Panował zgiełk. Przy drzewach obok stali zamaskowani służbiści w czarnych uniformach. Ludzie – Elfy krzyczeli do nich w rytm bębnów wygrywających sambę "rhythms of resistance". Trwały dziwne negocjacje, ciemne siły przegrupowywały się w tej patowej sytuacji. Ktoś musiał wykonać pierwszy ruch, i wiedziałem że nie będą to te zwariowane dzieci kwiaty, których naturalnym prawem i obowiązkiem była ochrona ich kawałka podłogi. Podjechał wóz z wysięgnikiem na którym stali antyterroryści w maskach. W rękach trzymali piły spalinowe. Platforma ruszyła ku górze, w stronę protektorów natury. Ich okrzyki stały się silniejsze, ale nie zatrzymały tej maszynerii. Gałąź po gałęzi – w akompaniamencie metalicznych dźwięków i zgrzytów rodem z filmu Pi – upadały możliwości, zajawki, marzenia. Wszystko przyklepane. Jakiś urzędnik „szrajbnął” podpis. Drzewa miały zniknąć. Siły systemu zmusiły tych pokręconych marzycieli by zeszli na ziemię. Strażacy zatrzymali piły dopiero gdy ostatni drzewianin był już na betonowym chodniku. Ci, ponownie podłączyli się do kolejnej gałęzi wszechświata – frywolnie manifestując swoją indywidualność – grą na bębnach. Tańczyli, śpiewali, grali muzykę duszy, mając za nic wszelkie próby ingerencji w ich wolność, przez jakiś tam śmieszny system. God bless freaks. Parę godzin później uznałem, że i ja muszę wskoczyć w ten prąd, który pośle mnie w kolejny wir wydarzeń. Długa droga przede mną, nie powinienem się teraz zatrzymywać. Pożegnałem się ze wszystkimi i życzyłem powodzenia tym pozytywnym postaciom. Widać było po nich, że mają do zrealizowania jeszcze wiele zwariowanych pomysłów. "Było w tamtej chwili coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Chwila refleksji podobna do doświadczeń religijnych, gdzie coś się kończy a coś zaczyna. W głowie powstają nowe postanowienia i możliwości, świat staje otworem, a człowiek chce być lepszy; dla siebie, dla ludzi, zwierząt i drzew, dla całego wszechświata. To takie przebudzenie w którym myślisz sobie, że już nic nie jest w stanie cię zatrzymać, bo prowadzisz 'dobrą walkę' i jesteś na dobrej drodze." Za pewne tak też czuli się mieszkańcy drzew w momencie położenia pierwszej gałęzi pod ich nowy dom. Uskrzydleni. Teraz, w samym centrum cywilizacji, demokracja pokazała kły i pazury. "Jest w tym jakiś ponury symbol, że człowiek rozumny, właśnie z drewna a nie plastiku, produkuje trumny" – jak grał Dezerter.
  3. Wolne żarty, pytania, spam bez warnow.

    @DarkChem.com konkurs na najlepszą recenzję/opinię
  4. Predator-Rc Ogólnie

    Też wam tracking nie działa? coś ta poc*** psuje
  5. Predator-Rc Ogólnie

    Zamknijcie mordy i nie uprawiajcie whistle blowingu, nie podoba się to wracajcie do konkurencji i po sample za nieprzychylne posty. Predator nigdy nie przejebał jak stare wilki, dowody na maila albo won, z fartem mordy xD
  6. Predator-Rc Ogólnie

    @luks1985 tracking zawierał sto jedynek i był za długi o co Ci chodzi? myślałeś że podałem prawdziwy numer? @Predator-RC masz możliwość zamówienia 3 EMC? podobno dobry klepacz bez uboków jak przy 3 CMC PS. Zamówiłem parę gram 3CMC %-) i poprosiłem o sampel 4cmc moon rocks, jest opcja że dostanę chociaż 0,2? to już 6te zamówienia, zawsze proszę o sampel i nigdy nie dostałem, może za małe zamówienia robię, ale stestowałbym tą 4ke żeby zamówić więcej. (oprócz sampli wszystko w najlepszym porządku, vendor nr 1 jak narazie). Edit: czy w ogóle sample nie są wysyłane? przyzwyczaiłem się do wilkowych sampli do każdego zamówienia
  7. Predator-Rc Ogólnie

    @Predator-RCKiedy będzie dostępne jakiekolwiek 3cmc? bo u żadnego vendora nie ma!
  8. Temat Ogólny

    Bez 3cmc to nie sklep xD
  9. Predator-Rc Ogólnie

    Kiedy będzie konkurs? śnił mi się wczoraj i wiem, że odpowiedź to 33
  10. Predator-Rc Ogólnie

    Nic nie dorzucać, połóż się i wyluzuj
  11. Predator-Rc Ogólnie

    Demoon mi dał, może Predator da, robiłem zakupy już kilka razy
  12. Predator-Rc Ogólnie

    @Predator-RC istnieje możliwość wysłania 5g w padake? Wypłata dopiero 10go, odezwij się na mail proszę.
  13. Predator-Rc Ogólnie

    Znaczy do 21 w poniedziałek, czy do 21 we wtorek? nie wiem bo post napisałeś o północy Dzisiaj będą wysłane paczki konkursowe?
  14. KONKURS 3CMC ICE PRIMA SORT !!

    Dzięki za fajną zabawę, ile było rozkminiania to tylko ja wiem, jakieś liczenie pikseli, wzory pitagorasa żeby obliczyć przekątną i obwód xDDDDD fajnie było
  15. KONKURS 3CMC ICE PRIMA SORT !!

    54 gramy edit: 254 gramy !
×