Z zyciem sie pojednaj

Memberzy
  • Ilość dodanej zawartości

    819
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    5
  • Czas Online

    309d 20g 37m 11s

Z zyciem sie pojednaj last won the day on Cze 18,

Z zyciem sie pojednaj had the most liked content!

Reputacja

563 Kozacka!

O Z zyciem sie pojednaj

  • Ranga
    Zaawansowany helupiarz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Nie powiem

Ostatnie wizyty

12295 wyświetleń profilu
  1. Narkotyki made in Poland. 26 czerwca – dzień pomocy, a nie kary Podróż na polską wieś to czasem podróż w czasie. Powrót do korzeni, dosłownie i w przenośni. Środek lata. Po prawej morze rzepaku, po lewej urywek łąki i ćwierć domu za wysokim dębem. Natura lekko obsiada człowieka, jak wolne ptaki obsiadają drzewa. Są jeszcze w Polsce takie rejony, w których ten krajobraz nie zmienił się od wielu dekad, czyli od czasów, w których miejscowa służba zdrowia znała tylko wizyty prywatne... u znachorów. Tak, metodą prób i błędów sprawdzano, jak działają dane substancje, które nierzadko dziś określilibyśmy jako narkotyczne. Później, kiedy owe substancje przeniosły się do miasta, zauważono, że mogą być środkiem doraźnym na codzienne problemy. Tak zaczęła się narkomania. 26 czerwca to Międzynarodowy Dzień Solidarności z Osobami Uzależnionymi od Narkotyków. Jednak są kraje, których rządy rozumieją ten dzień opacznie. Jak tłumaczy Krzysztof Rydlak ze sklepu detektywistycznego Spy Shop w Bydgoszczy przy ul. Jana i Jędrzeja Śniadeckich 19: „Głównym założeniem tego dnia jest przypomnienie, że osobom uzależnionym należy pomagać. Istnieją kraje – takie jak Chiny, Egipt, Tajlandia czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – w których narkomanów surowo się karze zamiast ich wspierać w walce z chorobą. W tych krajach osoby uzależnione skazywane są na kary śmierci, więc walka z narkotykami zamieniła się tam w walkę z ludźmi”. Medycyna ludowa na haju -Wróćmy jednak na chwilę do początku, kiedy narkotyki były podstawą lokalnej medycyny. Na polskiej wsi często wykorzystywano mak, który ma działanie uspokajające, ale w większej dawce już halucynogenne. W ten sposób radzono sobie ze stanami lękowymi i nadpobudliwością dzieci. Dzięki wysuszeniu soku mlecznego z niedojrzałych makówek otrzymuje się zresztą opium, które przeżywało rozkwit w XIX wieku. Jednak prawdziwie odurzającymi środkami były wilcze jagody. Zawierają one atropinę wywołującą stan bardzo silnego pobudzenia, które wykańcza organizm i po pewnym czasie wprowadza w stan snu na jawie. Pokrzyk wilcza jagoda zawiera też skopolaminę. To z kolei substancja znana z filmów o szpiegach, bo działa dwojako – z jednej strony odrywa człowieka od rzeczywistości, wprowadzając go w stan zbliżony do snu i halucynacji, a jednocześnie pobudza go do rozmowy. Taka kombinacja skutkuje tym, że skopolamina jest swoistym serum prawdy. Wilczą jagodę bardzo łatwo można przedawkować. Żeby zatruć się śmiertelnie, wystarczy kilka owoców w przypadku dziecka i kilkanaście w przypadku dorosłej osoby. Zawiera ona hioscyjaminę, która w zbyt dużej dawce powoduje ataki szału. Osoba, która spróbowała wilczej jagody, zachowuje jednak całkowitą świadomość. W znachorskich domach dość powszechne było też wykorzystanie konopi, która przybyła do Europy wraz z Arabami w XVII wieku. Była ona używana w oficjalnej medycynie, natomiast w wierzeniach ludowych nabrała wymiaru mistycznego jako środek, który wprowadza w stan umożliwiający rozmowy ze zmarłymi. Granicą między lekarstwem a trucizną jest dawka Jak w przypadku każdej substancji odurzającej – w tym alkoholu, który swoją drogą jest o wiele powszechniejszym problemem, i w jego przypadku rządy o wiele chętniej przyznały, że alkoholizm jest chorobą. Doskonałym przykładem na to, jak radzić sobie z nałogami społeczeństwa, jest Szwecja, która już w 1860 roku stwierdziła, że wystarczy tego wszechobecnego pijaństwa i od tego czasu alkohol mocniejszy niż piwo można w tym kraju kupić jedynie w specjalnych – państwowych – sklepach monopolowych. W dodatku sklepy te są czynne stosunkowo krótko, a ceny – wręcz przeciwnie – są naprawdę wysokie. Alkoholik jest więc chory, a narkoman? W wielu krajach – w tym w Polsce – narkoman jest przestępcą, który wysyłany jest do więzienia zamiast na leczenie. Stąd 26 czerwca w wielu miastach – Londynie, Rzymie, Moskwie, Meksyku czy Warszawie – odbywają się manifestacje, które mają przypominać, że narkomanię należy leczyć, a nie piętnować. Jak dodaje Krzysztof Rydlak ze sklepu detektywistycznego Spy Shop: „Postrzeganie problemu narkomanii zmienia się. Ludzie uświadamiają sobie, że narkoman to osoba, która potrzebuje pomocy, a nie kary. Zdarza się jednak, że nie otrzymuje on tego wsparcia nawet od najbliższych, którzy powinni mu pomóc w pierwszej kolejności. W naszym sklepie Spy Shop w Bydgoszczy przy ul. Jana i Jędrzeja Śniadeckich 19 dostępne są testy na narkotyki, która wskazują lub wykluczają obecność takich substancji we krwi. Kupno takiego testu przez najbliższych to nie oznaka braku zaufania, ale troski”. Każdy może być częścią społeczności przypominającej że należy walczyć z narkotykami, a nie z ludźmi – choćby w ramach akcji „Support. Don't punish.”, wspieranej przez ponad 100 pozarządowych organizacji z całego świata.http://www.pomorska.pl/styl-zycia/a/narkotyki-made-in-poland-26-czerwca-dzien-pomocy-a-nie-kary,12205745/
  2. 4 różnice między buddystą i ćpunem, czyli 4 kroki do trwałego spokoju i szczęścia Są dwa style medytacji. Pierwszy różni się od ćpania tym, że nie uszkadza nam wątroby. Poza tym jest identyczny: w trakcie jest mega przyjemnie, a potem – tak samo jak przedtem. I jako sposób na chwilowe wytchnienie jest idealny. Jednak istnieje też styl inny: Medytacja, której celem jest osiągnięcie trwałego spokoju i szczęścia Jak to ujął Budda: Uczę o jednej, jedynej, rzeczy: o cierpieniu i zakończeniu cierpienia. O zakończeniu. Nie o chwilowym wytchnieniu od. Nie widzę wyższości buddyzmu nad taoizmem, czy hinduizmem, ale na potrzeby tego tekstu skorzystajmy z nauk Buddy, ponieważ wyjaśniają cel i procedurę tego stylu medytacji w niezwykle zwięzły sposób. Fundamentem nauk o zakończeniu cierpienia są tzw. cztery szlachetne prawdy: (1) Boli. (2) Boli z pewnego powodu. (3) Ból może ustać. (4) Istnieje na to sposób. I możemy je potraktować jak instrukcję czterech kroków medytacji, gdy coś nas boli. Pierwsza prawda: boli 1. Źle mi; 2. Nadal mi źle Pierwsza prawda to diagnoza problemu, który chcemy rozwiązać. Problemem nigdy nie jest to, że straciłeś stanowisko dyrektora, albo mąż się tobą znudził. Problemem jest to, że boli. Innymi słowy, to obecność bólu powoduje, że pewne sytuacje uznajemy za problem, a inne nie. Jaki jest więc pierwszy krok medytacji? Przyznanie się do tego, że boli. A nie paniczna ucieczka w zapomnienie, haj i manie wszystkich w dupie. Powiedzenie sobie: „TAK! Boli mnie! Tak właśnie jest. Może i jestem frajer trąbka, ale fakt jest taki, że mnie boli.” Pierwszy krok to akceptacja bólu. Bycie z nim. Oglądanie. Dotykanie. Co dokładnie mnie boli? Jak tu dotknę to boli, czy nie? A tu? Jest jak wizyta u współczującego lekarza, który łagodnie sprawdza symptomy. Jakby nie było, ból psychiczny ma dokładnie taką samą funkcję jak fizyczny – jest informacją, że coś nie działa w naszym umyśle tak jak powinno. Możemy z tej informacji skorzystać, albo wyrzucić ją z odrazą do kosza. I to jest pierwsza różnica między buddystą i ćpunem: ten pierwszy chce ból poznać, zlokalizować, zrozumieć (czyli idzie do lekarza, żeby się wyleczyć). Drugi ucieka (czyli bierze środki przeciwbólowe). Druga prawda: boli z pewnego powodu No tak! Boli bo wyrzucili mnie z pracy! Lepiej w ogóle o tym nie myśleć. Świat jest po prostu do dupy. A ja tego nie zmienię. Jedyne co mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej, to osunąć się w stan zapomnienia przy butelce wódki. …albo kilku – piwa. Nieprawda – powiedział Budda. – Przyczyny naszego bólu są w nas. Są to: NASZE pragnienia i NASZA ignorancja. A skoro są nasze to możemy coś z nimi zrobić. Pragniemy worków pieniędzy, zajebistego męża, czy Oscara, gdyż tkwimy w iluzji, że to właśnie te rzeczy dadzą nam szczęście. (Jak przekonało się sporo norweskich milionerów jest to mit. Mit, który w dodatku kosztował ich życie. Możesz przeczytać o tym więcej tutaj.) Jest też inny problem: jak żona, która ma nogi i może w każdej chwili odejść może dać nam trwałe szczęście? Pieniądze nóg nie mają, ale za to potrafią rozpłynąć się w powietrzu na skutek zabiegów różnej maści specjalistów od finansów. Albo od sejfów. Pragnienie jest efektem iluzji, że (1) szczęście jest na zewnątrz nas i (2) rzeczy ulotne mogą dać trwałe szczęście. Jak to wygląda w praktyce? Szczęście jest tuż za rogiem! 1. Pracuj więcej; 2. Zarabiaj więcej pieniędzy; 3. Kupuj więcej rzeczy; 4. Nie przestawaj Wieczna pogoń za iluzją, czyli stres, czyli brak szczęścia… Drugim krokiem medytacji jest więc zidentyfikowanie naszych pragnień i iluzji za nimi stojących oraz rozpoznanie ich jako jedynej przyczyny naszego bólu. Wielu medytujących zrównuje to z psychoterapią i unika jak ognia. Przecież w medytacji chodzi o wyjście POZA umysł, a nie wnikanie w jego zawartość. Jednak jedyną przeszkodą wyjścia poza umysł jest to, że absorbuje nas jego zawartość, czyli lęki i pragnienia. Dopóki je w sobie nosimy będą zaprzątać naszą uwagę, bez względu na to, czy się przyznamy do tego, czy nie. Chcesz wyjść poza umysł? Oczyść go z lęków i pragnień – to jedyna droga. Omijanie drugiego kroku jest podstawowym błędem i przyczyną, że medytacja nie przynosi spodziewanych efektów. Różnica między buddystą a ćpunem nr 2: buddysta wie, że to, czy go boli czy nie zależy tylko i wyłącznie od niego. Bierze odpowiedzialność za siebie i swoje wybory. Bada swoje motywacje i iluzje. Ćpun widzi winnych wszędzie tylko nie w sobie, obraża się na świat jak rozwydrzony bachor i ucieka w trans. Trzecia prawda: ból może ustać Naturalne rozwinięcie drugiej. Jeśli przyczyną cierpienia jest pragnienie i ignorancja, to sposobem na usunięcie cierpienia jest – to odkrycie zasługuje na nagrodę Nobla – uwolnienie się z pragnienia i ignorancji. Ci, którzy nie mają pragnień, są wolni od trosk i lęków – stwierdził Budda. Innymi słowy – są szczęśliwi! (Nie mam pojęcia skąd tak rozpowszechniony pogląd, że buddyzm jest pesymistyczny. Jego jedynym przesłaniem jest to, że trwałe, niczym nie zmącone, szczęście jest w zasięgu każdego człowieka.) Trzecia szlachetna prawda: 1. Ja chcę szczęścia. 3. Najpierw usuń „ja”. To jest ego. Potem usuń „chcę”. To jest pragnienie. 4. W ten sposób zostało tylko… szczęście. NB: Ego to zestaw technik służących do zagwarantowania, że nasze nierealne pragnienia się spełnią Różnica nr 3: Buddyści docierają do przyczyn cierpienia czyli swoich iluzji i pragnień i uwalniają się z nich. Ćpuny idą w kierunku dokładnie przeciwnym. Jak się więc uwolnić? Czwarta prawda: istnieje sposób na ustanie cierpienia Ścieżka do ustania cierpienia jest ośmioraka. Jednak jej pierwszym nakazem jest prawidłowe ROZUMIENIE. To podstawa pozostałych elementów ścieżki Rozumienie czego? Rozumienie natury rzeczy, które są. Między innymi tego, że wszystko jest ulotne. I że szukanie trwałego bezpieczeństwa w rzeczach, które z natury swej pojawiają się i znikają jest tak samo racjonalne jak gaszenie pragnienia olejem samochodowym. Świadomość, że olej samochodowy nie służy do picia powoduje, że nie czujemy potrzeby go pić. Świadomość, że żona, mąż, stanowisko nie służą do tego, aby dawać nam poczucie bezpieczeństwa powoduje, że przestajemy tego bezpieczeństwa od nich oczekiwać. Cieszymy się, gdy są. Pozwalamy im odejść, gdy przyjdzie na to pora. Jak stwierdza Budda w innym miejscu: jedynym korzeniem cierpienia jest przywiązanie. Zrozumienie, że wszystko jest ulotne pomaga nam uwolnić się z przywiązania. I bólu. Medytacja buddyjska nie ma nic wspólnego z transem, czy autohipnozą. Medytacja buddyjska to obserwowanie własnego cierpienia, dochodzenie do jego źródła i eliminowanie tego źródła. Narzędziem jest ZROZUMIENIE. Efektem – trwały spokój i szczęście. Różnica nr 4: Buddysta stara się zobaczyć rzeczy takimi jakimi są. Ćpun woli osunąć się w półświadomość i widzieć różowe słonie, albo cokolwiek innego byleby nie miało nic wspólnego z tym, co jest. Znaczenie życia/ser i krakersy Trudny wybór, ale na tym właśnie polega różnica między buddystami i ćpunami I teraz straszna prawda: Wszyscy mamy w sobie ćpuna! To nasze ego. Sztuka polega na tym, aby być go świadomym i stopniowo się z niego uwalniać. Najlepiej w czterech krokach opisanych powyżej i streszczonych poniżej (NB: są wyjątkowe sytuacje, gdy ból nas przerasta – wtedy nie chojrakujemy tylko idziemy do specjalisty i łykamy wszystko co nam przepisze. Nawet jeśli widzimy potem słonie we wszystkich kolorach tęczy. Medytacja nie ma nic wspólnego z męczennictwem.) A wracając do czterech kroków. Oto one w jednym miejscu: (1) Nie uciekaj od bólu. Zaakceptuj fakt, że jest. (2) Nie obwiniaj innych. Znajdź w sobie pragnienia i iluzje, generujące ten ból. (3) Nie karm ich tylko się ich pozbądź… (4) Kontemplując ich skrajną nieracjonalność. Czyli: (1) Boli. Wyrzucili mnie z pracy i boli. (2) Pragnienie generujące ból: chciałbym mieć pracę, z której nikt nigdy mnie nie wyrzuci. Iluzja generująca ból: istnieją stanowiska, z których nikt nigdy nikogo nie wyrzuci. (3) i (4) oglądamy powyższe tak długo, aż zobaczymy, że… nie istnieją. I ostatnia już dziś prawda. Czytanie o tym niewiele daje. Znacznie lepiej jest wziąć jeden bieżący ból i przećwiczyć na nim cztery kroki. A potem uczynić z tego codzienną praktykę Życie bez ego jest lżejsze i radośniejsze. Oto garść naturalnych konsekwencji rozpoczęcia procesu uwalniania się z ego: (1) Mniej galopad myśli – twoje myśli nie latają jak wściekłe osy tylko kroczą z godnością leniwych gąsienic. (2) Mniej strachu – nie czujesz, że musisz spełniać cudze oczekiwania. (3) Mniej złości – nie czujesz, że inni muszą spełniać oczekiwania twoje. (4) Mniej wydatków – nie kupujesz rzeczy, tylko po to, żeby przekonać innych, że jesteś od nich ważniejszy. (5) Mniej fałszywych relacji – same się wyprostują albo… znikną. (6) Więcej flow – ego to kotwica, która trzyma cię w miejscu. (7) Więcej wolności – tracisz ją, gdy pilnujesz innych, aby byli inni niż są. (8) Więcej spokoju – nie bierzesz osobiście cudzych problemów z ich własnym ego. (9) Więcej radości – gdy nie masz oczekiwań, różnorodność ludzkich osobowości cię cieszy, a nie stresuje. (10) Więcej samoakceptacji – ego to zbiór nierealnych wymagań również wobec siebie. (11) Więcej śmiechu – śmiejesz się z siebie. (12) Więcej ekologii – mniej wydatków, czyli mniej rzeczy, czyli mniej śmieci. http://bezego.com/2013/08/23/cztery-szlachetne-prawdy-czyli-skuteczna-medytacja/
  3. DLACZEGO ZNIKNEŁY MOJE MEMY?
  4. I sygnowane znakiem Teraz Polska,jako prestizowy polski biznesmen.Predator,przeczytales moja wiadomosc?
  5. Przeczytales wiadomosc?
  6. Ta muzyka to czesc mojego zycia a jestem starej daty.Wejdz na nowosci polskiego hip hopu.Ja mieszkalem na osiedlu Ostrego.
  7. c04c2306d6429cab0716c41b4074273c3a1b73d6

    Hip Hop Raport Projekt Ełk 2017

    Największy w Polsce festiwal muzyki Hip-Hop!

    Ośrodek Wypoczynkowy A26

    CZwARTEK 29 czerwca TEDE VNM BEZCZEL DWA SŁAWY SITEK VIXEN MILZKY ARAB RETO GUZIOR KARTKU WAC TOJA Bitwa Free (PLANOWANY FILIPEK NA PROWADZACEGO)                      PIĄTEK 30 CZERWCA O.S.T.R. WSRH JWP/BC PONO/FU DIOX RASMENTY (NIE POTWIERDZONE) CIRA SARIUS SZESNASTY 2 X SUPPORT SOBOTA 1 LIPCA KALI RYCHU PEJA POLSKA WERSJA MAŁACH\RUFUZ/DJ GRUBAZ LUKASYNO DUDEK P56 DIXON 37 ROGAL DDL TPS NIZIOŁ/SYNDYKAT ZABSON AK-47 2 X SUPPORT NIEDZIELA 2 LIPCA HEMP GRU PALUCH KĘKĘ GURAL PIH HADES JONGMEN OTSOCHODZI B.R.O.

  8. Ja osobiscie odradzam mdphp z uwagi ze to jest scierwo i szkoda by bylo jakby sie schizy zalaczyly.Polecam -alfa piph+ hex- proporcje 1:1 ,bk-ebdp +nep+4cmc -- proporcje -1/4 +1/4 +1/2.A tak naprawde to nie szkoda zatok wciagac jeszcze dodatkowe gramy
  9. Mozesz tez dodac dla smaku tabaki jakiejs owocowej,np wisnie. MIX-4cmc plus hex.Proporcie 4:1
  10. Dlaczego ludzie kochają narkotyki i inne używki? Główny bohater książki „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha w pewnym momencie mówi tak: „Nie wiem [dlaczego piję], a raczej znam tysiąc odpowiedzi. (...) Piję, bo piję. Piję, bo lubię. Piję, bo się boję. Piję, bo jestem obciążony genetycznie. (…) Piję, bo mam słaby charakter. Piję, bo coś mi się przestawiło w głowie. Piję, bo jestem zbyt spokojny i chcę się ożywić. Piję, bo jestem nerwowy i chcę ukoić nerwy. Piję, bo jestem smutny i chcę rozweselić duszę. Piję, kiedy jestem szczęśliwie zakochany. Piję, bo daremnie szukam miłości”. Choć powyższy cytat dotyczy alkoholu, to w jego miejsce można wstawić właściwie każdy narkotyk. Zatem również słynny w ostatnich tygodniach dopalacz o sugestywnej nazwie „Mocarz”, który wysłał do szpitali ponad dwieście osób. I wiele więcej, bo – według podręczników, na podstawie których psychiatrzy i psychologowie diagnozują zaburzenia psychiczne – przedmiotem uzależnienia może być praktycznie każda substancja chemiczna, choć niektóre stają się nim zdecydowanie częściej. Ale nie tylko substancje chemiczne pasują do fragmentu prozy Pilcha – człowiek potrafi uzależnić się od seksu, internetu, hazardu, pornografii, gier komputerowych, gromadzenia przedmiotów, zakupów czy pracy. A to utrudnia znalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego w ogóle się uzależniamy? W połowie XX w. mogło się wydawać, że nauka przyniosła rozwiązanie tej zagadki. W 1954 r. dwaj młodzi psychologowie pracujący w kanadyjskim McGill University, James Olds i Peter Milner, umieścili szczury w małym korytarzu zbudowanym w laboratorium. Na jego końcu zwierzę musiało skręcić w lewo bądź w prawo. Gryzoń uczestniczący w eksperymencie wyglądał trochę makabrycznie – z głowy wystawały mu cienkie druciki podłączone do urządzenia dozującego prąd. Uczeni zamierzali sprawdzić, czy za pomocą impulsów elektrycznych działających na pewne obszary mózgu da się sterować szczurem – sprawić, by częściej skręcał np. w lewo. Tyle że podczas umieszczania cienkiej elektrody popełnili błąd – trafili nią w inne miejsce (tzw. przegrodę), niż planowali. I gdy włączyli prąd, zwierzę zareagowało w zaskakujący sposób – przysiadało, rozglądało się i węszyło, co w przypadku szczura oznaczało, że musi czuć się bardzo przyjemnie. Co się w takim razie działo w jego mózgu? – zastanawiali się badacze. Dlatego przeprowadzili kolejny eksperyment, polegający na umieszczaniu gryzoni w klatce z małą dźwignią. Gdy ją naciskały, prąd zaczynał płynąć do pewnych rejonów mózgów. Szczurom było tak dobrze, że łapkami poruszały dźwignię co chwila – niektóre nawet dwa tysiące razy w ciągu godziny. Zapominając przy tym o jedzeniu, piciu i seksie. W końcu padały z wyczerpania. Analogia z osobami uzależnionymi, które niszczą swoje życie, by zdobyć kolejną działkę heroiny lub butelkę alkoholu, nasuwała się sama. Co w takim razie odkryli – przypadkowo – Olds i Milner? Istnienie tzw. układu nagrody w mózgu. Powstał on w toku ewolucji, by zwiększyć szanse organizmów na przeżycie i powielenie swoich genów. Układ ten, którego bardzo ważnym elementem jest struktura o nazwie jądro półleżące, działa trochę tak, jak wewnętrzny belfer nagradzający za to, co dobre (oczywiście z ewolucyjnego punktu widzenia), a za złe karzący. Dlatego np. seks (mający prowadzić do powielenia genów) czy jedzenie (dostarczenie organizmowi energii niezbędnej do życia) sprawiają tak dużą przyjemność. Zdaniem krakowskiego neurobiologa prof. Jerzego Vetulaniego wiele wskazuje na to, że uzależnienia są właśnie ubocznym skutkiem dążenia wszystkich ziemskich organizmów żywych (od tych najprostszych począwszy) do zaspokojenia owych podstawowych potrzeb biologicznych. Nasz układ nerwowy, podobnie jak każdy inny układ ciała, wyewoluował po to, by jak najlepiej wspomagać ten proces poprzez zarządzanie organizmem. A część układu nerwowego stanowi ów – kluczowy dla zrozumienia uzależnień – układ nagrody. Dla porządku warto dodać, że w przypadku człowieka (i nie tylko) zarządzanie organizmem wymaga aktywności jeszcze dwóch innych układów funkcjonalnych – pobudzenia, który umożliwia czuwanie i aktywny kontakt ze światem, oraz poznawczego (inaczej kognitywnego), czyli zapewniającego rozumne sterowanie własnym zachowaniem. Narkotyki, mózg i dopamina Kolejne badania naukowe wykazały, że z układem nagrody ściśle związana jest dopamina. Należy ona do grupy substancji chemicznych zwanych neuroprzekaźnikami. Są one niezwykle ważne z punktu widzenia funkcjonowania mózgu, gdyż podstawowym sposobem komunikowania się między sobą komórek nerwowych (neuronów) jest uwalnianie neuroprzekaźników z zakończeń jednego neuronu, które następnie przyłączają się do receptorów znajdujących się na innym neuronie. Dopaminę produkują i uwalniają wyspecjalizowane tzw. neurony dopaminergiczne, szczególnie w jądrze półleżącym, czyli wspomnianej już wcześniej strukturze mózgu bardzo ważnej dla układu nagrody. Dlatego uznano ją za ośrodek przyjemności, a dopaminę za substancję przyjemności. Okazało się również, że prawie wszystkie substancje uzależniające powodują zwiększenie wydzielania tego neuroprzekaźnika w jądrze półleżącym. Tyle że stosunkowo prosty mechanizm, wyłaniający się z powyższego opisu – zażywanie narkotyków pobudza układ nagrody, zwiększając wydzielanie dopaminy i stąd bierze się uzależniająca pogoń za doznawaniem przyjemności – jest zbyt prosty, by był prawdziwy. Narkotyki działają bowiem w różny i skomplikowany sposób – niektóre wywołują produkcję dopaminy, inne zaś tylko nie pozwalają, by szybko malała jej ilość w przestrzeniach służących komunikacji między neuronami (tzw. hamowanie wychwytu zwrotnego). Ponadto wpływają na poziom innych neuroprzekaźników i substancji w mózgu. Narkotyki mają też różne efekty działania – pobudzające (jak amfetamina czy kokaina), odurzające (np. heroina), halucynogenne (LSD) lub wręcz trudne do sklasyfikowania (marihuana). Odwołanie się do mechanizmu odczuwania przyjemności nie jest też wystarczającym wyjaśnieniem dlatego, że np. narkomani potrafią poświęcić wiele wysiłku na zdobycie substancji, od której są uzależnieni, nawet gdy na skutek wytworzenia się w organizmie tolerancji w minimalny sposób odczuwają jej działanie. Dlaczego więc nie potrafią zrezygnować z jej zażywania? Jedna z hipotez mówi o ogromnej zdolności narkotyków do zdominowania uwagi osoby uzależnionej i wywoływania głodu narkotycznego, nawet gdy sam efekt zażycia nie gwarantuje przyjemności. Nie wiadomo również, jakie dokładnie znaczenie mogą mieć (choć z pewnością mają) predyspozycje biologiczne ludzi do uzależniania się od substancji psychoaktywnych. I nie chodzi tu wyłącznie o geny, ale również wiek, stan zdrowia czy dietę. Stąd bierze się kolejna zagadka – dlaczego np. z dwojga osób, które spożywają podobne ilości alkoholu i robią to równie często, jedna się uzależnia, a druga nie? Różne substancje mają ponadto odmienną siłę wpędzania w uzależnienie fizjologiczne, objawiające się rozmaitymi dolegliwościami (m.in. bóle, wymioty czy drżenie mięśni). Pod tym względem najsilniejsze działanie wydaje się mieć nikotyna, uzależniająca – jak się szacuje – ok. 30 proc. sięgających po nią osób. Alkohol uzależnia zaś 15 proc. użytkowników, kokaina, amfetamina i heroina – ok. 20 proc. Ale spotyka się też osoby uzależnione od leków, np. tabletek od bólu głowy – jak pisał u nas prof. Vetulani (Niezbędnik Inteligenta 4/13). Zauważał: wydaje się, że jeżeli wytworzymy pewien nawyk regularnego pobierania jakiejś substancji i mamy wrażenie, że działa ona korzystnie i miło, możemy się od niej uzależnić. Wchodzimy tu w szeroki problem uzależnień od pewnego typu zachowania, behawioralnych – i w takiej sytuacji nie ma pewności, czy uzależnieni jesteśmy od substancji, czy też od zachowania związanego z jej pobieraniem. W tym kontekście specjaliści wyróżniają osobną kategorię uzależnień psychicznych, będących silną potrzebą stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji, której niespełnienie nie prowadzi (w przeciwieństwie do uzależnień fizjologicznych) do następstw w postaci np. bólów, wymiotów czy drżenia mięśni. No właśnie. Uzależnienia to również działanie czynników psychicznych, które dziś trudno nawet w przybliżeniu opisać na poziomie działania neuronów, genów i neuroprzekaźników. Np. człowiek, który w ciągu swojego życia nauczy się często przyjmować strategię unikania rozwiązywania napotykanych problemów, może potraktować alkohol jako kolejny sposób ucieczki od kłopotów i częściej po niego sięgać. Z kolei osoba, która nie potrafi odmawiać i jest bardziej podatna na wpływy grupy, może popaść w uzależnienie z powodów społecznych („z nami się nie napijesz?”). Wreszcie ludzie poszukujący silniejszych wrażeń (bo taki mają wrodzony temperament) mogą częściej rozglądać się za dodatkowym źródłem pobudzenia czy przyjemności, również za pomocą substancji psychoaktywnych, co zwiększa ryzyko nałogu. Ten ostatni przypadek wyjaśniałaby – uważa prof. Vetulani – koncepcja zakładająca, że zażywanie narkotyku ma na celu naprawę wrodzonego defektu układu nagrody, czyli uzależniamy się niejako w wyniku samoleczenia. Zgodnie z tą hipotezą każda osoba do szczęśliwego życia potrzebuje odpowiedniego stanu pobudzenia układu nagrody, zapewniającego tzw. hedonię: poczucie ogólnego komfortu. Jeżeli aktywność układu dopaminowego jest zbyt niska – w wyniku obecności receptorów słabiej reagujących na dopaminę, zbyt małego uwalniania tego neuroprzekaźnika bądź wreszcie w rezultacie ubogiego emocjonalnie środowiska, z którego nie płyną żadne bodźce pobudzające układ nagrody – człowiek szuka dla niego dodatkowych stymulacji. Pytania i zagadki Podobnie jak w przypadku działania mechanizmów powstawania uzależnień, tajemnicze okazują się także powody sięgania po narkotyki w ogóle (choć robimy to od tysięcy lat). Jak pisze w książce „Uzależnienia. Geneza, terapia, powrót do zdrowia” psychiatra dr Bohdan Woronowicz, w przypadku alkoholu badacze wymieniają trzy najczęściej spotykane grupy przyczyn jego spożywania: „ucieczkowe”, np. w celu zapomnienia o kłopotach, zredukowania napięcia, poprawy nastroju i odprężenia się; „społeczne”, np. dla towarzystwa, z uprzejmości, z okazji; „w poszukiwaniu przyjemności”, np. dla smaku alkoholu czy też za sprawą wiary w jego prozdrowotne działanie. Tak więc przywołany na początku fragment książki Jerzego Pilcha świetnie puentuje stan naszej wiedzy na temat substancji psychoaktywnych i uzależnień w ogóle. Wprawdzie całkiem sporo nauka już na tym polu osiągnęła – co przełożyło się na powstanie leków wspomagających walkę z nałogami i programów terapii – nadal jednak brniemy w gąszczu pytań i zagadek. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1627291,2,dlaczego-ludzie-kochaja-narkotyki-i-inne-uzywki.read