Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!


agnesss

Użytkownik Forum
  • Content Count

    32
  • Joined

  • Last visited

1 Follower

About agnesss

  • Rank
    Pani Redaktor

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta
  1. Żeby jej skosztować, trzeba znać czarownika. W Warszawie jest ich co najmniej kilkunastu. – Niektórzy szamani przylatują z Peru, inni działają na miejscu – opowiada Michał (imię zmienione), menedżer w międzynarodowej korporacji. – Grupa zwołuje się przez znajomych. Piętnaście, dwadzieścia, dwadzieścia pięć osób. Spotkanie wieczorem. Każdy z karimatą, śpiworem, dla każdego miska na wymioty. Kim są? Różnie. Buddyści, ludzie od zdrowego jedzenia, od naturalnej medycyny. Ci, którzy szukają sposobów na oczyszczenie. Najpierw trochę muzyki i medytacji, potem szaman uzdrowiciel okadza każdego dymem i piórkami, daje do wypicia kilka łyków ayahuaski. Znów medytacja i muzyka. Ludzie reagują różnie. Często wymiotują, bo ayahuasca przeczyszcza. Ale większość ma konkretny lot. Zupełnie inny niż po narkotykach. Skąd ayahuasca? Z plastikowej butelki! Sesje odbywają się w prywatnych domach i biurach. Michał: – Moja ostatnia? W salce konferencyjnej. Aya, cudowne ziele Zwolennicy chwalą: po jednym kieliszku tego brunatnego napoju o gorzkawym smaku jest mocny odlot, wyjście z ciała, cztero-, sześciogodzinny trip, podróż poza siebie. Niby narkotyk, ale nie uzależnia. Podobno leczy, poszerza świadomość, nie powoduje kaca. Uruchamia nieznane moce i uśpione siły, pozwala czynić cuda. Farmakolodzy o ayahuasce mówią wprost: dopalacz. Nie wiadomo, jak dokładnie działa. Nie wiadomo, jak bardzo jest niebezpieczna. Wiadomo, że wywołuje halucynacje, a mózg dostaje substancje, z którymi nie powinien się zetknąć. Jak będzie pracował ten sam mózg za 30 lat? Nikt nie wie. Natura? Muchomory sromotnikowe też występują w naturze, a jednak zabijają. Barbara Wilamowska, koordynator ministra sprawiedliwości do spraw przeciwdziałania narkomanii: – Słyszałam o ayahuasce. Jest ekskluzywna, więc jest na nią popyt. Jaka jest skala zjawiska? Ministerstwo nie zbiera informacji o pobudzaczach świadomości. Informacje o spotkaniach, na których szamani podają ayahuascę, rozchodzą się pocztą pantoflową. Prawdziwej ayahuaski nie sposób przyrządzić samemu. To wywar z pnącza banisteriopsis caapi i rośliny psychotria viridis, obie rosną w amazońskiej puszczy. Wywaru od wieków używali Indianie do uzdrowień i sesji narkotycznych, zawsze w towarzystwie szamana albo curandero – przewodnika, który objaśnia wizje. W Warszawie działają szamani Polacy i szamani Peruwiańczycy. Bez rozgłosu, bo składniki ayahuaski są wpisane na listę substancji nielegalnych. Dlatego nalewany z plastikowej butelki płyn najczęściej jest przemycony. Szaman Andrzej (imię zmienione): – Z łatwością można obie składowe zastąpić innymi, niewpisanymi na listę. Przepisów na ayę jest tyle, co uzdrowicieli. Wakacje z ziołami Za jedną sesję ayahuaski w Warszawie płaci się od 400 do 800 złotych. Klienci: od studentów, przez zamożnych biznesmenów, którzy „radzą się duchów”, ludzi władzy i polityki, aż po emerytów. Nie wiadomo, którzy z szamanów są wiarygodni. – Niektórzy każdego śniadego kolesia, który wsadzi sobie piórko we włosy, traktują z nabożną czcią – sarka Pepe, jeden z curanderos (uzdrowiciel). – Do Europy ściąga się podejrzanych fachowców, jednak europejscy samozwańczy szamani także mnożą się jak grzyby po deszczu. Degeneraci i przebierańcy. A prawdziwy szaman to omnibus, zna się na wszystkim. Nie ekscytuje się miksturą. Wie, że nie może przedawkować. Nie szuka odlotu. Ale teraz to się wymyka spod kontroli. Ludzie mylą ayahuascę z narkotykami. Duże dawki, wzmocnione ekstrakty. W Warszawie możesz trafić na dwie szkoły – peruwiańską, bardzo ludową, i europejską, wyczyszczoną z prymitywnych wierzeń. Szamanka Aldona Miroński (działa w Holandii) narzeka: – Klienci często idą na lep „ludzi z dżungli”. Jak odróżnić wiarygodnego od niewiarygodnego, prawdziwego od nieprawdziwego? Nie wiem. Szaman Andrzej w internecie zaprasza na ayahuascę do Czech, tu prowadzi mały ośrodek. Jest ostrożny. Mediów się boi. Ayahuascę traktuje jak religię. – Realizuję misję w Czechach nie bez powodu. W Polsce byłem prześladowany ze względu na praktykę – pisze w e-mailu. – Praca z roślinami i uzdrawianie to moja pasja, praca i hobby. Taktyka Andrzeja: robić swoje i pozostać „poza zasięgiem radarów” Kościoła i mediów. Bo Andrzej w ciągu pięciu lat chce założyć kościół ayahuaski. Podobny, o nazwie Santo Daime, działa w Ameryce. Może uda się go zarejestrować w Polsce? Oświecenie ekspresowo Aldona Miroński, 52 lata, została oświecona po tym, jak zbrzydła jej konsumpcja. Na zdjęciu z lat 80. zrobionym w Niemczech nosi drogie futro i pozuje przy białej limuzynie. Na zdjęciu zrobionym 10 lat później w Indiach ubrana w białą, zwiewną szatę zastyga wygięta w asanie. Przez ostatnie ćwierć wieku na drodze do szczęścia pani Aldona próbowała właściwie wszystkiego – jogi, terapii, psychocybernetyki, tarota oraz szamanizmu. Pisała do magazynu „Czwarty Wymiar” i zgłębiała piramidologię. Ma wiele wspomnień z minionych wcieleń. Od sześciu lat podaje chętnym ayahuascę. – Szamanką zostałam niejako z automatu – tłumaczy. – Miałam już za sobą oświecenie, więc ten, który wprowadzał mnie w obrzęd, właściwie rozłożył ręce. Wiesz już tyle, powiedział, że nie musisz nic robić. Po prostu pij. Więc pani Aldona piła. Wkrótce na własną rękę uruchomiła w Holandii sesje ayahuaski. Sama mieszka w Niemczech, ale Holandia to jedyny kraj w Europie, w którym składniki brunatnego płynu nie są zakazane. – Jak najprościej określić ayahuascę? Wyzwalacz świadomości. Detonator. Deszyfrant. Przekroczenie zmysłów – mówi szamanka. – Uwalnia z uwięzienia w trzech wymiarach. – Długotrwała modlitwa podobno też uwalnia – sugeruję. – Ale w ayahuasce to się dzieje błyskawicznie! Zazwyczaj kiedy wchodzi pan na ścieżkę rozwoju, to trwa latami, całą inkarnację. Ayahuasca szybko daje pojęcie, dokąd zmierzamy. Szamanka na brak klientów nie narzeka, chociaż nie jest tania. Przelot do Holandii plus 300, 400 euro za osobę. – Ze względu na odległość i cenę nie trafiają tu ludzie przypadkowi. Wiedzą, czego szukają. Czwarty wymiar Tymińskiego Prawdziwy polski pionier ayahuaski nazywa się Stan Tymiński. Ten Stan Tymiński. W Iquitos, stolicy peruwiańskiej Amazonii, wystarczy powiedzieć, że jest się Polakiem. Miejscowi wiedzą, o jaką nację chodzi, jednym tchem wymieniają: – Wojtyła, Lato, Tymiński, Lewandowski! Stan przyjechał do Peru w 1981 roku. Opowieści o telepatii wśród plemienia Jivaro przywiodły go do Iquitos. Prowadził tam interesy, zakładał pierwszą w mieście kablówkę. Znachor Fernando del Castillo tak wspominał halucynogenną podróż z Tymińskim: „Po modlitwach i pieśniach niebieskich zapytałem, czy jest na haju. Masz wizje? – zapytałem. Tak, jestem w samolocie – odparł. Jako pilot czy jako kucharz? – spytałem. Jako kucharz – odparł. Cóż, żeby zostać pilotem, trzeba dużo czasu”. Jivarosi uczą Tymińskiego „panować nad odległością za pomocą myśli”. W 1990 roku dogłębnie oczyszczony opuszcza dżunglę i przybywa do Polski, startuje w wyborach prezydenckich. Robią wrażenie: on, jego czarna teczka, peruwiańska żona i hipnotyzujące spojrzenie. W 1990 r. jednym ze współpracowników kandydata Tymińskiego jest nieżyjący już dziś Roman Samsel, były korespondent „Trybuny Ludu”. Leci z Tymińskim do Peru. Notuje: „O ayahuasce pamiętałem z jego relacji. (…) Kilkakrotnie opowiadał mi o swoich doświadczeniach i zawsze z emfazą w głosie (…). Do głowy mi nie przyszło, że zechce jej działanie wypróbować na mnie”. Samsel wypija ayahuascę: „Nie zwierzyłem się z moich obaw, ale dałem Stanowi telefon do mojej żony. Zapytał, gdzie ma mnie pochować. Odrzekłem, że w Polsce. Wyraźnie się skrzywił. Wiem, że drogo kosztuje transport ciała”. Na Samsela boski napój działał dziwnie. W psychodelicznej wizji zamiast dzikich węży i jaguarów (typowe dla sesji w dżungli) oglądał Kielce lub Radom (pewności nie ma). Spytałem Tymińskiego na Facebooku o jego doświadczenia z ayahuascą. Nie odpowiedział. Po dysk do Arizony Dziki Mietek, czyli Mieczysław Sobczak, żyje w sercu dżungli w La Merced, kilkaset kilometrów od Limy. W połowie lat 80. wyjechał do USA, żył wśród Indian Navaho, podobno był tam jednym z dwóch białych szamanów. Zaczął przewidywać przyszłość. Ziołami i kamieniami pomagał chętnym dochodzić do „balansu wewnętrznego”. Prowadził sklepik z indiańskimi pamiątkami i zajazd przy słynnej Route 66 w Wiliams. A potem wylądował w Peru. Tu, głęboko w dżungli, odnalazł raj. Uprawia rośliny, zajmuje się medycyną naturalną. Radzi mi, żebym unikał pieczywa, od pieczywa rośnie brzuch. Ayahuascę zna dobrze. – Ile razy brałem? Czterdzieści? Czterdzieści kilka – zastanawia się. – To nie ma nic wspólnego z religią. To natura. Kto szuka przygód, ten się zawiedzie. Według niego jest kilka gatunków ayahuaski, jednak najmocniejsza jest czarna. Po niej zakrzywia się przestrzeń i czas: – Chciałem przyjaciołom pokazać zdjęcia, ale dysk ze zdjęciami zostawiłem w Arizonie. Przyjąłem czarną ayahuascę i zaraz znalazłem się w Arizonie. W jednej chwili. Jak podniosłem dysk, to za pierwszym razem mi upadł, ale w końcu się udało. Przeniosłem go do dżungli. Ile to trwało? Niedługo. Aldonie Miroński raz przydarzyła się przykra historia: – Ayahuasca działa tak, jakbyśmy nagle otwarli granice między krajami. Ktoś trafi do Liechtensteinu, a ktoś inny do Korei Północnej. Wszystko zależy, w którą stronę się wybierze. Po to są szamani, by pilnować, aby każdy wrócił z podróży w dobrym stanie. Najgorzej to przywlec ze sobą przybysza. W kwietniu jeden z gości pani Aldony z psychodelicznego tripu przywlókł ze sobą kosmitę. Na dwóch wcześniejszych ceremoniach doświadczał nawiedzenia boga natury nirwany. Na trzeciej trafił na UFO. – Nie mogłam odpędzić tego kosmity. Przybysze lubią wejść, zamieszkać w człowieku i porządzić się po swojemu. Dziki Mietek nie pamięta złych przygód. Chętnie wspomina, jak po ayahuasce przewidział atak na WTC. Opowiedział o tym w chicagowskim radiu u Sylwestra Skóry. Wkrótce zadzwonili do niego smutni panowie z FBI. Poprosili, żeby trzymał język za zębami. Mietek wie dlaczego: – Z wizji dowiedziałem się, że wszystko, co będzie mówione o zamachu, będzie mijać się z prawdą. Piotrek (imię zmienione) na sesji w Warszawie miał ostatnio inną wizję: – Po prostu poczułem miłość. Że trwam od nieskończoności i do nieśmiertelności. Oddychałem haustami wielkimi jak nigdy dotąd. Czułem, że jestem w miejscu, gdzie zaczyna się wszechświat. Byłem jego częścią. Poczułem powietrze, jakbym sam był powietrzem. Czułem ciało, każdą komórkę, każdą cząstkę, aż iskrzyło. Traciłem rozum. źródło: newsweek.pl
  2. Obecnie w Internecie możemy zobaczyć realne zdjęcia i porażające wyobraźnię filmiki, ukazujące skutki oddziaływania tego specyfiku, by uświadomić sobie do jakiego stanu „przeobraża” on opanowane przez siebie ciało. W Rosji „krokodyl” – jak nazywają go uzależnieni – pochłonął już tysiące ludzkich istnień i pewnie toruje sobie drogę wśród młodego pokolenia kolejnego mocarstwa. Dezomorfina została wygenerowana w Stanach Zjednoczonych w 30-ch latach ubiegłego wieku jako środek przeciwbólowy, zastępujący morfinę. Jej badania na zwierzętach wykazały wysoki poziom znieczulenia, trwający przez kilka godzin, natomiast stopień uzależnienia przekroczył poziom wielu wówczas dostępnych typów środków narkotycznych. Nieprzypadkowo, gdyż dezomorfina jest dziesięciokrotnie silniejsza od morfiny, a przy tym 5 razy bardziej toksyczna. Na rosyjski rynek narkotykowy trafiła ona początku millenium, szybko zyskując popularność wśród biedniejszej części heroinistów. Ów środek stał się prawdziwą plagą Rosji. Spójrzmy chociażby na liczby. Po 2000 roku po dezomorfinę sięgnęli głównie ci, którzy dotychczas zażywali heroinę. Z biegiem lat zajęła ona drugie miejsce, czyli stanowiła 25-28% spożywanych środków tego typu. Według danych Rosyjskich Federalnych Służb ds. Kontroli Obrotu Narkotykami o ile w 2007 roku dezomorfinę sporadycznie zażywano w 19 obszarach kraju to już 2 lata później na stałe zagościła w 60 regionach. Co więcej, zaczynając od 2009 r. ilość skonfiskowanego środka wzrosła 23-krotnie. O popularności tego narkotyku pośrednio świadczy gwałtowny wzrost sprzedaży leków, zawierających kodeinę. Na przykład w aptekach Uralskiego Okręgu Federalnego w 2007 roku realizowano 4,2 mln opakowań tego typu farmaceutyków, dwa lata później już 6,7 mln, zaś w 2010 ten wskaźnik wynosił 12 mln. W ciągu trzech lat sprzedaż preparatów, zawierających kodeinę, potroiła się. Co stoi za tą statystyką? Dlaczego preparat uśmierzający ból zyskał sobie tak olbrzymie rzesze zwolenników? Otóż w pierwszej kolejności dezomorfina zyskuje kręgi odbiorców wśród ludności biedniejszych regionów, gdzie młodzież nudzi się, nie pracuje i nie wie co ze sobą począć. Wówczas sięga po alkohol bądź groźniejsze używki. Stąd też inna nazwa tego środka – heroina dla ubogich. Poziom dochodów przeciętnego mieszkańca Rosji czy Ukrainy ciągle spada, nadziei nie dodaje również szalejące bezrobocie, zaś osoby uzależnione coraz częściej sięgają po specyfiki, które można wygenerować w domowych warunkach bez najmniejszej znajomości podstaw chemii. Metoda produkcji dezomorfiny poprzez syntezę z leków, zawierających kodeinę, znacznie obniża koszt uzyskanego narkotyku. Na powstały preparat składa się również benzyna, kwas siarkowy, jod, czerwony fosfor, detergenty gospodarstwa domowego, czyli składniki nie rujnujące portfela. Skąd zatem wzięła się tak dziwna nazwa – „krokodyl”? Otóż dezomorfinę w ten sposób ochrzcili sami narkomani, co zresztą nie dziwi, gdyż to, co środek czyni z ciałem uzależnionego można porównać do przeistaczania się w rzeczonego gada. W miejscach ukłucia, a mogą się one znajdować na dowolnym obszarze, skóra przybiera zielonkawa barwę i łuszczy się jak krokodyla. Pierwsze rany przypominają oparzenia od papierosów, następnie, po pięciu lub sześciu dniach, nabierają fioletowego odcienia i pokrywają się pęcherzami. Po dość krótkim czasie dochodzi do zapalenia naczyń krwionośnych, pękania skóry. Półtora roku zażywania „krokodyla” skutkuje powstawaniem głębokich rany, a tkanki samoistnie odchodzą od kości, dochodzi tez do ich obumierania. Ten stan kończy się gangreną i amputacją, zaś porowate kości, szczególnie dolna szczęka, dosłownie zaczynają się rozpuszczać. Krokodyl opanowuje człowieka niewiarygodnie szybko. Już po pierwszej iniekcji dochodzi do silnego uzależnienia, a średnio w ciągu dwóch, maksymalnie trzech lat narkotyk zabija. Ten okres jest przepełniony cierpieniem i degradacją ciała. Obniża się odporność, dochodzi do zatkania naczyń krwionośnych, a w narządach wewnętrznych pojawiają się ropnie. Zakrzepowe zapalenie żył prowadzi do szybkiej utraty kończyn i amputacji. Człowiek zamienia się w zombie z gnijącym ciałem, któremu towarzyszy specyficzny zapach, odczuwany z odległości kilku kroków. Czy osoby uzależnione od dezomorfiny mają jakiekolwiek rokowania powrotu do zdrowia? Lekarze nie ukrywają, że ze względu na rychły rozkład ciała oraz czas, w którym narkotyk zabija, szanse są bardziej niż znikome. Jedynie całkowite odstawienie „krokodyla” w ciągu pierwszych 6 miesięcy zażywania umożliwia uzależnionemu powrót do względnej normalności. Dopiero w tym przypadku lekarze mogą przedłużyć jego funkcje życiowe. Wyprowadzanie z nałogu jest niezwykle trudne i długotrwałe, towarzyszą mu znaczne urazy psychologiczne, dotykające zarówno samego uzależnionego, jak i jego najbliższego otoczenia. Bez wsparcia rodziny, która jest gotowa na każde poświęcenie, uratowanie człowieka jest niemożliwe. Szanse samodzielnego wyjścia z tego nałogu są zerowe. Zwyczajnie można nie zdążyć, gdyż działanie „krokodyla” jest nieodwracalne. Czy powolna śmierć, której towarzyszy gnicie i rozkład ciała stanowi wystarczająco odrażającą przestrogę przed zażywaniem tego narkotyku? Skądże. W ciągu ostatnich kilku lat liczba osób, sięgających po dezomorfinę wzrosła o około 25 procent. Przy czym, Rosjan dziesiątkuje nie tylko „krokodyl”. Na Federację Rosyjską przypada jedną piątą całkowitego zażywania heroiny na świecie, czyli 2 procent ludności naszej planety przyjmuje 21 proc. produkcji tego środka odurzającego. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba oficjalnie zarejestrowanych narkomanów wzrosła dziesięciokrotnie, tj. ponad 5 mln mieszkańców tego kraju życie na podwójnym gazie. Skądinąd te liczby i fakty najwyraźniej nie odstraszają. „Krokodyl” zatacza kręgi i szuka kolejnych ofiar. O jednym z głośniejszych przypadków jego inwazji poza obszarem Wschodniej Europy donosił dziennik The Daily Mail. Siostry Amber i Angie Neitzel z Joliet w stanie Illinois stały się dowodem na to, że „narkotyk dla ubogich” podbija Stany Zjednoczone. Abhin Singla, lekarz, do którego trafiły dziewczyny, rozpoznał charakterystyczne rany na ich ciałach, uznając, że był to najgorszy widok w jego szesnastoletniej praktyce. Siostry Neitzel bynajmniej nie są odosobnionym przypadkiem w Ameryce. Doktor Singla zauważa, że w październiku 2013 w szpitalu Saint Joseph odnotowano kilkoro pacjentów z charakterystycznymi zmianami skórnymi, będącymi bezpośrednim dowodem długofalowego zażywania „krokodyla”. Jedna z ofiar tego narkotyku, 25-letnia kobieta, która przez długi czas sięgała po heroinę, a następnie przerzucała się na dezomorfinę. W momencie trafienia do szpitala dolna część jej ciała była zniszczona w 70-ciu procentach. Nie udało się jej uratować. Władze różnych państw nie chcą się jedynie przyglądać pochodowi śmierci i w różny sposób starają się poskromić potwora. Tak, w marcu bieżącego roku, dyrektor Rosyjskich Federalnych Służb ds. Kontroli Obrotu Narkotykami ogłosił, że krajowy rynek dezomorfiny został niemal całkowicie zniszczony. Jego zdaniem jest to skutek wprowadzenie regulacji prawnych, zgodnie z którymi na terenie Federacji obowiązuje całkowity zakaz sprzedaży leków, zawierających morfinę, bez recepty. Czy narkotyk, który w Rosji pochłonął życia ponad 30 tys. osób zagraża światu? W 2011 dezomorfina pojawiła się na ulicach Holandii i Belgii, rok później zanotowano przypadki obecności „krokodyla” w Norwegii, miedzy innymi w Tromso. Natomiast w 2013 dotarł on na inny kontynent, do Arizony i Illinois. Żarłoczna bestia rozpędza się w poszukiwaniu nowego domostwa i powraca do macierzy… źródło: geekweek.pl
  3. Najwidoczniej zalegalizowanie marihuany w Polsce dla naszych "najwyższych" wydaje się nierentowne. Doczekamy zgody na korzystanie ze swobód obywatelskich w ww. obszarze, gdy sytuacja się odwróci bądź zmienimy radykalnie władze (co jest mało prawdopodobne). Jeżeli chodzi o wyniki - nie dziwią.
  4. youtube.com/watch?v=Hs2jfmyLjnc // wieczorowa pora na forach robi się gęsto. Internetowa zmora udowadnia swoja męskość.

  5. opowieść z innej bajki, trafiona w odpowiedni czas i miejsce. ..;)

  6. Zastanawiające jest, że każdy odbiera ten post przez pryzmat własnego uzależnienia Nie ma się czym chwalić, wszyscy jesteśmy chorzy Każdy ma "własne dno". Edit: lubię narkomańskie historie. Wszystkie różne, a jednak takie same
  7. samotne NEWSy zmierzają w czarną otchłań zapomnienia.

    1. Motor niczyj

      Motor niczyj

      Wezcie dajcie spokój, klapki na oczach macie ? Od samego początku mowilem , że ten pomysł to jedna wielka klapa. Mówilem to gdy wladza na tym forum nie byla tak despotyczna , nikt mi z tego powodu czatu nie banowal.. To forum wchodzi w nowe pokolenie, zaczyna się rozrost nowych userów '' prawiczkow '' , którzy kanna znają od furory Amki na Polskim rynku, nie mając pojęcia ni punktu odniesienia do starej jotwuszki czy chocby dobrego blenda ze stacjonarek.

    2. agnesss

      agnesss

      Ave wszystkim znawcom "dragów".

  8. Dlatego z boku nasz dialog musi wyglądać interesującą
  9. Wcale się nie dziwię ))) zbyt wiele, na tak niewiele czasu ! który moment zgubiony?
  10. Identyczne spostrzeżenia po przeczytaniu tytułu.
  11. Wybacz, błędnie oceniłam ośrodek w jakim przebywałeś jako leczący po przez wiarę, jakkolwiek to brzmi. W takich miejscach jest to osoba głosząca słowo boże - nawracająca zagubione owieczki. Z mojego punktu widzenia - zwykła kompulsja
  12. Nie szerze chrześcijaństwa ani innych wyimaginowanych wizji świata. Moja jedyna "wiara" to nauka aczkolwiek podobno modlitwa pomaga. To bardziej ciągnięcie wypowiedzi "dla mnie to nie dragi" Edit: Poza tym traktuję podejście do tematów wyrażających osobiste odnosienie do problemu nie jako "chwalenie" czegokolwiek, a perspektywe ukazania wizji samego zainteresowanego. Sama pisząc o swoich spostrzeżeniach (nie dotyczących ww. tematu)spotkałam się z etykietą chwalenia się czymś o czym się nie mówi głośno... czy nie to ma na celu wywiad? Można też potraktować temat jak większość populacji: ćpun to ćpun. Kropka.
  13. Nie, a skąd to pytanie? Po czym to wnioskujesz? Dałam takim myślą podstawy? W odniesieniu do początku Twojego komentarza to zapewne dokładniejsze wypowiedzi byłyby inaczej odebrane, ale to mam nadzieję na kolejnym etapie. Mimo, że tak to brzmi D. się w żadnym razie nie wywyższa (bynajmniej nie celowo). To pokazuje, że świat narkotyków to podziemie, które się chowa, a nie obnosi z tym syfem. Każdy narkoman wie, że nie ma się czym chwalić (a jeżeli nie każdy to mam nadzieję, że chociaż Ci swiadomi;).
  14. Regularnie wizytuje w Ośrodku. Odpowiadam na kolejne pytanie nie, nie jako pacjentka. Tego chłopaka troszkę znam. To tylko fragment naszej rozmowy vel wywiadu... Taki niewielki poruszający temat dopalaczy. Po nocy czytania wynurzeń pewnego nowego użytkownika forum postanowiłam zacząć od tego wątku. Tymbardziej, że zastanawialiśmy się, dlaczego wszyscy odbierają go w sposób podobny do Ciebie (nie ukrywam w pierwszej chwili miałam takie same zdanie) starałam się zachować pierwotny styl wypowiedzi, żeby czytać między wierszami, ale cóż, pewnie słuchając więcej się wynosi...)
  15. Błąd, który zmienił im życie na zawsze. Spróbowali narkotyków. Każdy z nich mówi, że pierwszy raz nigdy nie jest ostatni. Potrzeba narkotyku stała się ich jedynym życiowym celem. Z czasem kolejne sięgnięcie po tą cząstkę szczęścia umożliwiającą ucieczkę do lepszego świata stało się piekłem. Koszmarem w upragnionym niebie. Ten moment sprawił, że z Damianem spotykamy się dzisiaj w Ośrodku Terapii Uzależnień (...). Od otwarcia pierwszego w Polsce sklepu z dopalaczami coraz więcej pacjentów ośrodka to osoby uzależnione od środków obecnie sprzedawanych jako kolekcjonerskie. Skład tych produktów nigdy nie jest w pełni znany kupującym. Bardzo często znajdują się w nich środki silnie uzależniające. Legalne narkotyki - tak są nazywane. Czy zatem osoby nałogowo sięgające po wyżej wymienione specyfiki to narkomani? Co na ten temat sądzą pacjenci ośrodka uzależnieni od narkotyków przez policję zdefiniowanych jako ''substancje odurzające (...) aktualnie zakazane przez prawo'' np. amfetamina, heroina, kokaina itp. Rozmawiamy o tym z Damianem. Jest tutaj od roku. Jedyne co o sobie mówi to, że ma 24 lata, ćpał nałogowo siedem. Zapalamy papierosa. Rozmowa toczy się standardowo. Gdy czuję, że D. się rozluźnił, zaczynam. Na pytanie, który z narkotyków zażywał najczęściej odpowiada zdawkowo, że amfetamina, tramal, morfina. Próbowałeś dopalaczy? Tak. Jeżeli mam podać nazwy to od razu mówię, że ich nie znam, nie pamiętam nawet opakowania, które widziałem dosyć krótko. Zresztą kompletnie tego nie rozróżniam. Czym są według Ciebie dopalacze? Dla mnie to stan podobny, jaki możemy uzyskać po jeździe na karuzeli. Niby kontaktujesz, ale kręci ci się w głowie. Nie ma to nic wspólnego z fazą narkotyczną. Kompletnie, co innego. Nie takiego stanu oczekujesz po ćpaniu. Żaden narkotyk tak nie działa. Amfetamina, morfina, kokaina, heroina, LSD, tramal, marihuana no nic. To jest niepodobne do niczego. Czyli nie są to narkotyki? Dla mnie nie ma to nic wspólnego z narkotykami. To coś dużo gorszego. To jakbyś to nazwał? Zwykły ogłupiacz. Ludzie ćpają żeby czuć stan upojenia narkotycznego. Same narkotyki z zasady mają wprowadzać w przyjemny stan. Po to się ćpa, żeby czuć się lepiej. Po tym nie czuje się lepiej, czuje się totalne zakręcenie w głowie i nic poza tym. Przed, w trakcie, po, na żadnym etapie nie jest fajnie. Wspomniałeś, ze dopalacze są gorsze od narkotyków. Dlaczego? Jak kupowałem amfetaminę to wiedziałem, co kupuje. Pomijając fakt, ze znałem osobiście swojego sprzedawcę i wiedziałem, jakim towarem handluje, to od bardzo dawna wiadomo, czym jest amfetamina, jak działa i co może zrobić z organizmem. Jasne wiadomo, ze nie wiesz nigdy co może być dorzucone, ale masz świadomość, co ćpasz i jak na ciebie zadziała. A zejść to, co najwyżej możesz z przedawkowania. Nie wiadomo, co się składa na te całe środki piorące. Widziałem dziewczynę po pewnym znanym leku na katar, działa na układ nerwowy. 20 lat, a poruszała się jak babcia. Dziewczynie już nic nie pomoże. Niedługo się okaże, co dopalacze robią z ludźmi po dłuższym zażywaniu. To w takim bądź razie jak nazwałbyś osoby regularnie stosujące dopalacze? Nie chce nikogo oceniać. Ale to takie ćpanie przed kompem jest dla mnie śmieszne. Kupujesz coś w Internecie. Wszystko ładnie, pięknie. Mamusia paczkę odbiera, a ten się cieszy, że mu niby narkotyki do domu przyszły. Sześć miesięcy ćpania od samego rana. Chodzenie naćpanym cały czas, jak gdyby to był już stan normalny. To jest ćpanie. A to? Takie zabijanie się dla szpanu. No, ale sam nie wiem. Każdy ma swoje dno. To też jest nałóg. Po prostu niepotrzebnie się z tym obnoszą. Robią to na siłę. Pokazywać, że ćpam? Po co? Czy uważasz, że forum poruszające temat dopalaczy wpływa zachęcająco do zażywania dopalaczy? Na pewno tak bym tego nie ujął. Jak szukasz to na pewno znajdziesz. Nie wydaje mi się żeby cokolwiek do tego mogło zachęcać. Tym bardziej, że większość wypowiada się negatywnie w odniesieniu do narkotyków. A z jakich to powodów robią, czy chcą się tym pochwalić, czy coś innego jest mało ważne. Liczy się przesłanie, jakie ze sobą niesie. Dopalacze czy narkotyki, bez względu, jaka jest to substancja każdy odpowie jedno: nie warto. Dziękuje. By Agness *Wszystkie dane zostały utajnione/zmienione. Osoby i wydarzenia są prawdziwe.

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...