NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Przedsiębiorczy uchodźca z Afganistanu przemycił blisko 18 kilogramów marihuany. Nie było by w tym nic zaskakującego gdyby nie fakt iż przestępstwa dokonał za pieniądze przyznawane uchodźcom na podróże do swojego miejsca urodzenia. Służby potwierdziły że uchodźca latał wielokrotnie po narkotyki. Dobra passe przerwało zatrzymanie i oskarżenie o przemyt. Po za wytypowanym przemytnikiem, aresztowano jeszcze innych 3 Afgańczyków.
 
 
Afgańczyk starający się o azyl w Austrii wykorzystywał świadczenia przyznawane imigrantom na podróże do Afganistanu, gdzie tworzył "sieć narkotykową" - twierdzi austriacka prokuratura. Mężczyzna został aresztowany.
 
Kiedy miasto Wels zmniejszyło świadczenia dla osób ubiegających się o azyl, mężczyzna przeniósł się do Wiednia, gdzie świadczenia pozostały na poziomie 914 euro - twierdzi prokuratura.
Prokuratura nie poinformowała jaką ilość narkotyków miał zakupić mężczyzna w Afganistanie, ale potwierdziła, że jest to ilość "znacząca". Śledczy twierdzą, że chodzi o więcej niż 18 kilogramów (o takiej ilości narkotyku informowały media).

Śledczy ustalili, że mężczyzna kilkukrotnie, w ostatnim czasie, latał do Kabulu - tłumaczył, że udaje się tam na urlop. Nie przeszkadzało mu to, że składając wniosek o azyl w Austrii twierdził, że ucieka przed wojną w Afganistanie.
Oprócz niedoszłego uchodźcy aresztowano jeszcze trzech innych Afgańczyków.
Afganistan jest obecnie największym producentem opium na świecie.
 
 
RP.pl
 
Wojt
Blisko tysiąc krzaków konopi zostało zabezpieczonych na terenie Śląska. Pomimo iż rośliny były w różnej fazie wzrostu, kryminalni antynarkotykowi wycenili iż można by było uzyskać suszu marihuany wartego prawie milion złotych. Zatrzymani to mężczyźni w wieku 30-40 lat. Po decyzji prokuratury cześć z nich została zatrzymana, odpowiedzą za uprawę znacznych ilości, zarówno posiadania jak i wprowadzanie do obrotu. Za ten czyn grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Śląscy policjanci zwalczający przestępczość pseudokibiców zatrzymali dwóch mężczyzn, który w Jaworznie zorganizowali plantacje konopi indyjskich. W specjalnie przystosowanej wynajętej hali i opuszczonym domu krewnej jednego ze sprawców, stróże prawa odkryli prawie 800 krzaków nielegalnej rośliny, namioty termiczne i inny sprzęt służący do uprawy konopi. Susz marihuany uzyskany z zabezpieczonych roślin wart byłby na czarnym rynku nawet 600 tys. zł. Z kolei ponad 26 kg suszu marihuany czarnorynkowej wartości około 800 tys. zł można by było uzyskać z konopi indyjskich, których uprawę zlikwidowali funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Zduńskiej Woli. Policjanci zatrzymali 34-letniego właściciela plantacji, który decyzją sądu został aresztowany na 3 miesiące.
Policjanci z Wydziału do Spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców KWP w Katowicach od pewnego czasu „interesowali” się 30-letnim mieszkańcem Jaworzna. Podejrzewali, że sympatyk jednego ze śląskich klubów piłkarskich może zajmować się produkcją narkotyków.

Gdy śledczy ustalili, że mężczyzna ten wynajął w Jaworznie pewną halę produkcyjno-magazynową, postanowili sprawdzić, jaką „działalność” w niej podjął. Zgodnie z podejrzeniami okazało się, że mało legalną. W hali stróże prawa odkryli 608 krzewów konopi indyjskich oraz 9 namiotów termicznych wraz z wyposażeniem służącym do uprawy nielegalnych roślin.

Policjanci ustalili również, że 30-latek „zaopiekował” się w Jaworznie opuszczonym domem swojej krewnej. Po sprawdzeniu okazało się, że w nim również zorganizował nielegalną plantację. Policjanci odkryli tam 5 namiotów termicznych, w których znajdowało się 186 krzewów konopi indyjskich. Dom, podobnie jak halę, specjalnie przystosował na swoje potrzeby. Zamurował okna, uszczelnił i zadbał, aby nikt z sąsiadów nie przypuszczał nawet, że prowadzona tam jest jakakolwiek nielegalna działalność. Aby nie wzbudzić podejrzeń dużym poborem prądu związanym z prowadzoną plantacją w opuszczonym domu i jednocześnie zaoszczędzić, energię pobierał o ominięciem licznika.

W całym przedsięwzięciu 30-latkowi pomagał o 4 lata starszy kolega - również mieszkaniec Jaworzna związany ze środowiskiem pseudokibiców. On także został zatrzymany.
Policjanci ustalili, że susz uzyskany z zabezpieczonych roślin wart byłby na czarnym rynku nawet 600 tys. zł.
Za produkcję narkotyków mężczyznom grozi kara do 8 lat więzienia. O tym, czy zostaną tymczasowo aresztowani, dzisiaj zdecyduje sąd. Sprawa ma charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
* * *
Sprawa miała swój początek w poniedziałek, 19 września 2016 r. Po północy, policyjny patrol na ulicy Głównej, w Zduńskiej Woli, wylegitymował dwóch 21-letnich mężczyzn, mieszkańców Zduńskiej Woli i gminy Zapolice. Podczas kontroli osobistej mężczyzn, u zduńskowolanina policjanci znaleźli torebkę foliową, a w niej prawie 8 gramów suszu marihuany. Obaj mężczyźni trafili do aresztu komendy. Następnego dnia zatrzymano jeszcze 20-letniego dilera, mieszkańca gminy Zapolice. Po wykonaniu czynności procesowych i zebraniu materiału dowodowego śledczy przedstawili dwóm zatrzymanym mieszkańcom gminy Zapolice zarzuty handlu narkotykami. Za to przestępstwo grozi  kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Jak wynika z ustaleń funkcjonariuszy Wydziału Kryminalnego zduńskowolskiej komendy zajmujących się zwalczaniem przestępczości narkotykowej, dilerzy zaopatrywali się  w odurzający środek na terenie gminy Dobroń. Policjanci zlokalizowali uprawę w młodniku świerkowym w  Dobroniu. Na przyległej posesji zatrzymano właściciela plantacji, 35-letniego mieszkańca gminy Dobroń. Funkcjonariusze zabezpieczyli 20 roślin o wysokości 2,5 metra oraz 4 krzaki już wycięte i  przygotowane do suszenia. W budynku znaleziono ponad 2,5 kilograma suszu przygotowanego do sprzedaży, wagi do porcjowania narkotyków oraz torby foliowe. Z zabezpieczonych konopi można by było uzyskać ponad  26 kilogramów marihuany o czarnorynkowej wartości blisko 800 tys. złotych.

Właściciel plantacji został zatrzymany. Po zebraniu materiału dowodowego prokurator przedstawił mu zarzut uprawy, przetwarzania i wprowadzanie do obrotu znacznej ilości środków odurzających. Grozi mu za to kara pozbawienia wolności nawet do 12 lat. Miejscowy sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt na 3 miesiące. Wobec dwóch dilerów prokurator zastosował dozór policji.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Ksiądz odprawiający modły pod sklep z dopalaczami to już przeszłość teraz wytaczana jest nowa bron do walki informacyjnej. Już wkrótce w kościołach pojawią się policjanci którzy będą w stylu typowej pogadanki rozpowszechniać informacje o niebezpieczeństwach związanych z dopalaczami i narkotykami.  Podczas "nauczania" osób  pełnoletnich, rodziców i nauczycieli jednym z punktów przewodnich będzie nauczenie wyglądu narkotyków i związanych z tym okoliczności zażywania, do tych celów zakupiono teczkę edukacyjną zwierającą środki wyglądem przypominające narkotyki.
 
Wzorem KMP w Łodzi policja w województwie zaczyna współpracę z parafiami i związkami wyznaniowymi. Chodzi o walkę z dopalaczami.
  Piotrkowska komenda policji już jest po wstępnych rozmowach z dziekanem piotrkowskim i przygotowuje się do uruchomienia programu współpracy.   - Na razie szukamy kontaktów z parafiami i związkami wyznaniowymi, chcemy je nawiązywać m.in. przez dzielnicowych - mówi mł. insp. Jacek Rzepkowski, zastępca komendanta Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie. Na stronie jednostki można znaleźć apel - list intencyjny skierowany do parafii i związków wyznaniowych w sprawie nawiązania współpracy. Ma ona polegać na organizacji spotkań profilaktycznych dotyczących substancji psychotropowych, środków odurzających, dopalaczy oraz leków dostępnych bez recepty.

  Spotkania mają być skierowane do osób pełnoletnich - rodziców, opiekunów prawnych oraz nauczycieli, którzy mogą mieć w swoim otoczeniu młodzież narażoną na zażywanie tych substancji. Bardzo ważne dla policji jest wykorzystanie autorytetu duchownego - mentora, który może pomóc dotrzeć do większej liczby osób.   Podczas spotkań policja będzie wykorzystywać materiały - teczkę edukacyjną zwierającą środki wyglądem przypominające zakazane substancje i przedmioty służące do ich konfekcjonowania, przechowywania, ukrywania i zażywania. Walizki takie kupił samorząd woj. łódzkiego.   Program takiej współpracy wymyślili i wprowadzili funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Nadkomisarz Arkadiusz Karasek, naczelnik wydziału prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, podkreśla, że odzew był na tyle duży, iż policja chce, aby taką współpracę z lokalnymi kościołami i związkami wyznaniowymi nawiązały wszystkie jednostki policji w województwie. - Program się sprawdził - mówi.   Pod koniec czerwca w Łodzi rozpoczął się cykl szkoleń dla funkcjonariuszy z całego województwa m.in. dotyczących rozpoznawania substancji psychoaktywnych i akcesoriów wykorzystywanych do ich zażywania

 
DziennikŁódzki.pl
Wojt
Snus czyli coś w rodzaju mokrej tabaki o różnych smakach zawierającej do 1% nikotyny, szacuje się iż 13 procent Norwegów jest od tego uzależnionych. Jak wspomina jedna z polek dostępność w naszym kraju jest na wyciągniecie reki. Czy jest to interesujący produkt dla nas, raczej nie, przyjęło się co prawda wciąganie tabaki lecz to dla młodych osób i tak staje się być tylko przerywnikiem w czasach szkolnych. Tutaj Norwegowie zaznaczają ze boją się odstawić i koniecznie muszą to zażyć przed wyjściem z domu.
 
Handel w taksówce, snus spod lady i nielegalne dostawy na telefon? Choć nie brzmi to zbyt norwesko, dla snusu, jednej z najpopularniejszych używek Skandynawii, Norwegowie mogą zrobić niemal wszystko. Mimo najświeższych badań nad szkodliwością tej używki, nie zamierzają rzucać – boją się syndromu odstawienia. Biorą nawet w Polsce, gdzie sprzedaż snusu jest nielegalna. A na całym procederze korzystają po cichu lokalni sprzedawcy, „snusmani”.   Według najnowszych danych norweskiego Centralnego Urzędu Statystycznego (SSB), mieszkańcy kraju fiordów palą najmniej papierosów w Europie. O ile w 1973 r. uzależnionych od nikotyny było 42 proc. Norwegów, w 2015 r. paliło tylko 13 proc. Początkowo eksperci sądzili, że powodem tej pozytywnej zmiany jest „moda” na zdrowy tryb życia i zwiększona świadomość zagrożeń, jakie niesie za sobą palenie. Nic bardziej mylnego. Norwegowie po prostu porzucili papierosy na rzecz e-papierosów i tytoniowego faworyta Skandynawii – snusu. 

Miłość Skandynawów do tej „tytoniowej chluby regionalnej” nie powinna dziwić. Już w XVII w. Szwedzi nazwali „snusem” wilgotną, zmieloną tabakę aplikowaną pod górną lub dolna wargę. Z czasem zaczęto do niej dodawać sól, wodę i przyprawy, a ochronne saszetki pozwalały Skandynawom na bardziej „higieniczne” użytkowanie. Snus w tej postaci rozprzestrzenił się po Norwegii, Finlandii oraz Danii z taką siłą, że dziś wielu uzależnionych traktuje ten produkt jak kawę – nie wyobraża sobie bez niego ani jednego poranka. „Snus jest wygodniejszy”
Co spowodowało tak gwałtowny wzrost sprzedaży snusu w Norwegii? Za używką na pewno przemawia wygoda. Julie, 19-latka z Bergen, zażywa snus od 3 lat. Nie pamięta, jak to się zaczęło. – Wydaje mi się, że dali mi go znajomi znajomych. Wcześniej próbowałam popalać, ale to dość problematyczny nałóg – opowiada. Jak wyjaśnia, snus oszczędza jej zadymionych ubrań i potrzeby wychodzenia na zewnątrz podczas niepogody. Jej znajoma, Marie, dodaje, że taki sposób przyjmowania nikotyny pozwala jej ominąć zakaz palenia w miejscach publicznych. – Nikomu nie przeszkadza, że w ustach trzymam snus, a ja nie muszę stać na zewnątrz z papierosem. No i marznąć na wietrze! Wychodzenie zimą z pracy, żeby zapalić… to był dopiero koszmar – wspomina.  

31-letni Ludwig, który ze snusu korzysta (z dwutygodniową przerwą) już 7 lat, jako zaletę używki wymienia jedno – daje najlepszego „kopa”. – Rano muszę się rozbudzić, a nic nie zrobi tego lepiej niż snus. Kawa, papierosy, nic – opowiada Norweg. – A do tego snus pomaga mi zebrać myśli i skupić się w pracy – dodaje. Boją się odstawić?
Co ciekawe, wszyscy z pytanych są powiązani z sektorem usług medycznych. Marie kształci się, by zostać pielęgniarką, a Julie wybiera się na medycynę. Ludwig, który jest lekarzem, twierdzi, że świetnie zdaje sobie sprawę z, jak to nazywa, „absurdu tej snusowej sytuacji”. Dlatego próbował rzucić, głównie za namową siostry i matki. Bez skutku. – Wróciłem do nałogu dość szybko. Skutki uboczne odstawienia snusu były nie do zniesienia. Może to moja słaba wola i przesadzam, ale naprawdę nie miałem ochoty na dreszcze i wieczne zdenerwowanie. Nazywam to „syndromem odstawienia” – tłumaczy. Podkreśla jednak, że w żaden sposób nie chciałby zachęcić nikogo do nałogu. – Nie zrozum mnie źle, uwielbiam snus, ale żółte zęby i ten stres, kiedy wiesz, że nie wyjdziesz z domu bez swojej magicznej puszki, to naprawdę nic przyjemnego – mówi. Podkreśla, że największym zagrożeniem są oczywiście choroby powodowane przez używkę. – Moja matka przy każdej okazji przypomina mi, jak to się kończy. Sama paliła całe lata, teraz nie jest w najlepszej kondycji. Ale cóż, jak to mówią, smoking’s out, snus is on (palenie przeminęło, modny jest snus – przyp. red.) – opowiada mężczyzna. „To bardziej niebezpieczne, niż sądzono”
O badaniach nad zagrożeniami, jakie niesie snus, wspominały niedawno norweskie stacje Tv2 i NRK. Doktor Eli-Anne Skaug z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii (NTNU) była jednym z ekspertów badających grupę 1500 uzależnionych. W grupie badanych odnotowano przypadki poważnych chorób spowodowanych regularnym zażywaniem snusu. W większości były to problemy z ciśnieniowo-krążeniowe, arytmie serca i początki miażdżycy. Zdarzyły się też przypadki, w których wykryto wczesne stadium raka jamy ustnej oraz trzustki. – To dużo bardziej niebezpieczne, niż sądzono – przestrzega Skaug.   Nie kupisz snusu w UE
Skandynawowie kochają snus do tego stopnia, że wielu z nich nie wyobraża sobie wyjazdu zagranicę bez „magicznej puszki”. I tu zaczynają się problemy. O ile w Norwegii produkt dostaniemy w niemal każdym supermarkecie, zakup snusu w krajach Unii Europejskiej jest dużo bardziej kłopotliwy. Naciski UE sprawiają, że poszczególne rządy krajów członkowskich pracują nad wprowadzaniem nowelizacji do ustaw o ochronie zdrowia dotyczącej wyrobów tytoniowych. Wyjątkiem jest Szwecja, która wywalczyła sobie prawo do handlu snusem. Problemów ze sprzedażą snusu nie ma też w Danii i Finlandii.   Snus do „celów kolekcjonerskich”
W Polsce także poddano zmianom ustawę o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Doprecyzowano m.in. definicję dodatków smakowych, e-papierosów, a także snusu. Nowelizacja okazała się śmiertelnym ciosem dla polskich sprzedawców tytoniu. Większość internetowych sklepów zawiesiła działalność. Na stronie jednego z najpopularniejszych snussklepów możemy przeczytać: „W związku z wejściem w życie nowej ustawy o ochronie zdrowia z dn. 22.07.2016, jesteśmy zmuszeni do zakończenia swojej działalności”. Handlarzom pozostały jeszcze popularne serwisy ogłoszeniowe. Tutaj uda się sprzedać niemal wszystko, o ile pod ogłoszeniem będzie widniał ubezpieczający dopisek: „Wyłącznie do celów kolekcjonerskich”. Przedsiębiorczy taksówkarze i recepcjoniści
Mimo że Norwegowie wybierający się w podróż do krajów o tak restrykcyjnych przepisach jak Polska, próbują zaopatrzyć się w zapas snusu jeszcze w domu, do samolotu mogą wnieść ich do 250 g. Dlatego wielu z trwogą myśli o kolejnych dniach w naszym kraju. Okazuje się jednak, że z sytuacją świetnie zaznajomieni są Polacy, gotowi „nieść pomoc” uzależnionym Skandynawom. Ci bardziej przedsiębiorczy, głównie taksówkarze i pracownicy hosteli, często wyciągają snus„spod lady” i sprzedają go po zawyżonej cenie.  – W Warszawie taksówkarz próbował sprzedać mi puszkę snusu za 80 zł. Nie wiedziałem, o co chodzi, zgodziłem się, ale okazało się, że był przeterminowany. I tak wziąłem! – wspomina Matte, który do Polski przylatywał z Oslo w celach biznesowych. Jak podkreśla, snus to nie tylko względnie tania używka dla młodych. – Bierze go każdy z moich kolegów z pracy, w tym biznesmenów i polityków. To bardzo demokratyczny i patriotyczny produkt – śmieje się Norweg. Jednak chwile bez snusu w Polsce wspomina z rozdrażnieniem. – W gruncie rzeczy ten taksówkarz mnie uratował – mówi po zastanowieniu. „Mamy swoich snusmanów”
Sophia, która przyjechała do jednego z polskich miast na studia, dowiedziała się od znajomych ze starszych roczników o dużo wygodniejszym sposobie zakupu snusu. Zamiast nieczytelnych serwisów aukcyjnych i transakcji z nagabującymi taksówkarzami, Norwegowie wyszukują sobie zaufanych sprzedawców. – Mamy swoich snusmanów! – śmieje się studentka. – Przywożą mi puszki do domu, nie jest nawet tak drogo. Snus nigdy jeszcze nie był przeterminowany. Jest wygodnie, z dostawą, zawsze na czas. Świetny biznes! – wyjaśnia z ekscytacją.  Na pytanie, ilu z jej norweskich znajomych w Polsce korzysta z usług „snusmanów”, odpowiada bez zastanowienia – Wszyscy. Nie oszukujmy się, my jako Norwegowie, jesteśmy dla nich rynkiem zbytu. Skoro jest podaż, jest też popyt. Po co wprowadzać przepisy, które udają, że jest inaczej i napędzać czarny rynek? – pyta. Nie chce jednak podać numeru kontaktowego do przedsiębiorczych Polaków – boi się, że w ten sposób pozbawi siebie i swoich znajomych dostaw lub, co gorsza, wpędzi sprzedawców w kłopoty.
   
MojaNorwegia.pl
Wojt
W Zielonej Górze maja bardzo tanią kokainę za 3 gramy 500 złotych, brzmi to jak reklama, lecz na tyle tamtejsi kryminalni wycenili owy środek, za możliwe do wprowadzenie nie mniej niż 6 kilogramów o wartości 240 tysięcy, do przedstawionych dowodów jest jeszcze 300 gram heroiny o czarnorynkowej wartości 16 tysięcy. Na podstawie takich dowodów o posiadaniu lub informacji o wprowadzeniu do obrotu, cześć z nich została wycofana z rynku przez policje. Dalsze losy zatrzymanych osób są nieznane, na pewno zatrzymani odpowiedzą za handel, posiadanie i przemyt.
 
Prokurator Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko trzem osobom. Są one oskarżone o przestępstwa narkotykowe. Wielomiesięczna, żmudna i wspólna praca policjantów z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową oraz prokuratorów Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze zaowocowała udaremnieniem wprowadzenia do obrotu co najmniej 6 kg narkotyków.
Policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze już pod koniec 2014 roku rozpoczęli czynności operacyjne, które miały na celu m. in zebranie materiału dowodowego popełnianych przestępstw, a śledztwo prowadzone było przez blisko rok czasu pod ścisłym nadzorem Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze.

W ostatnim tygodniu września 2015 r., policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji, w centrum Zielonej Góry, a także w innych miejscowościach województwa lubuskiego w ramach realizacji skoordynowanej akcji zatrzymali 3 osoby, które wprowadzały do obrotu narkotyki: amfetaminę i kokainę. Zatrzymani to kobieta w wieku 28 lat i 2 mężczyzn w wieku 32 i 49 lat. Przy zatrzymanych zabezpieczono m.in. 24 tys. zł. jak również – dla celów dowodowych - telefony komórkowe, wagi elektroniczne, pieniądze pochodzące z przestępstwa jak i inne rzeczy służące do popełniania przestępstw.

Wobec kobiety zastosowano dozór policyjny, natomiast Sąd Rejonowy w Zielonej Górze nie miał żadnych wątpliwości, że dobro śledztwa wymaga, by obaj podejrzani mężczyźni w tym czasie przebywali w odosobnieniu i zastosował wobec nich areszty tymczasowe na okres 3 m-cy. Podczas prowadzonego śledztwa zebrano dowody i ustalono, że w tym okresie (zarzuty obejmują okres od zimy 2015 do jesieni 2015 roku) zatrzymane osoby uczestniczyły w obrocie znaczną ilością substancji psychotropowej w postaci amfetaminy w łącznej ilości nie mniejszej niż 6 kg o czarnorynkowej wartości 240 tys. zł. oraz ok 3 gramów kokainy o czarnorynkowej wartości 500 zł., dwukrotnie dokonały przemytu ok. 300 gramów heroiny i marihuany o czarnorynkowej wartości 16 tys. zł. Dzięki wytężonej pracy policjantów i prokuratora, narkotyki zostały zdjęte z rynku i nie trafiły do obiegu.

Wszelkie czynności w tej wielowątkowej sprawie prowadzone były pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze. Ze względu na złożoność i wielowątkowość śledztwa – co zrozumiałe – musiało być ono prowadzone kilkanaście miesięcy.
Wszystkie zatrzymane osoby usłyszały zarzuty z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii: nielegalnego handlu, posiadania, uczestniczenia w obrocie narkotykami jak i przemytu znacznej ilości narkotyków na teren RP. Za popełnione przestępstwa wg. ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii grozi im kara do 15 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl
Wojt
Chęć usadzenia przyszłego kandydata spowodowały iz sam ukręcił sobie sprawę karna a do tego dojdzie jeszcze wyrok. Włodzimierz K. w 2014 roku podrzucił kandydującemu na wójta narkotyki do samochodu, nieszczęśliwy pakunek zawierający amfetaminę i marihuany miał skompromitować przyszłego pracownika publicznego. Teraz o jego dalszych losach zadecyduje sąd i opinia biegłych, jeżeli badania daktyloskopijne potwierdza obecna tezę.
 
 
Przed Sądem Rejonowym w Słupsku rozpoczął się proces byłego kandydata na wójta gminy Damnica. Prokuratura oskarżyła Włodzimierza K. o schowanie w samochodzie przewodniczącego rady gminy dwudziestu gramów amfetaminy i marihuany. Powodem miała być chęć skompromitowania kontrkandydata przed wyborami.
Włodzimierz K. miał następnie zawiadomić Straż Graniczną o tym, że konkurencyjny samorządowiec wozi w samochodzie narkotyki. Kazimierza Kozinę w kajdankach wyprowadzono z zakładu pracy.

"TO BYŁ CZŁOWIEK, KTÓRY SPOTYKAŁ SIĘ Z NASZĄ CÓRKĄ"

Na jednym z woreczków ze środkami odurzającymi znaleziono jednak odcisk palca Włodzimierza K. Kazimierza Kozinę oczyszczono z zarzutów. Mężczyzna przyznaje, że gdy pokazano mu dowody, był zszokowany zachowaniem znajomego.

- To był człowiek, którego przyjmowaliśmy w domu, karmiliśmy, spotykał się z naszą córką. Myślę, że ma ogromne ambicje, ale chyba nie dorósł do polityki, nawet tej lokalnej. Zaczęło się dwa lata temu, kiedy jego kolega stracił stanowisko wiceprzewodniczącego, a później on stracił stanowisko przewodniczącego. Były na mnie donosy, że mam jakieś ciemne sprawy na sumieniu. Ta sprawa wciąż żyje w naszej małej gminie. To tylko pięć tysięcy mieszkańców, część ludzi wierzy w moje słowa, część w jego. Ciężko się tak żyje, moja rodzina też to przeżyła - mówi Kazimierz Kozina.
UTRZYMUJE, ŻE JEST NIEWINNY

Afera wybuchła w maju 2014 roku. Kandydat na wójta przegrał wybory, nie dostał się też do rady gminy.

Włodzimierz K. nie przyznaje się do winy. Utrzymuje, że został wrobiony w podrzucenie narkotyków. Z dziennikarzami rozmawiać nie chce. Na wniosek obrońców sąd wezwał biegłego, który opracowywał opinię daktyloskopijną w tej sprawie. Zdaniem mecenasa Krystiana Kasperskiego dokument jest niepełny.
 
 
RadioGdansk.pl
Wojt
Kryminalni z Opola przy współpracy policji z Grodkowa namierzyli osobę mogącą mieć powiązania i uczestnicząca w handlu narkotykami. Podczas przeszukania zabezpieczono 17 kilogramów gotowych juz wysuszonych kwiatów konopi jak również 90 sadzonek w różnej fazie wzrostu. Zatrzymanemu do sprawy 34-letniemu mieszkańcowi Grodkowa grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Pomimo posiadania znacznych ilości marihuany i jej hodowli, zatrzymany został jedynie objęty policyjnym dozorem i zakazem opuszczania kraju.
 
Policjanci zabezpieczyli blisko 17 kilogramów marihuany oraz 90 krzewów konopi indyjskich. Mundurowi znaleźli narkotyki, przeszukując dom mieszkańca Grodkowa. Okazało się, że 34-latek marihuanę suszył na strychu, a konopie uprawiał w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu. Za uprawę i posiadanie znacznej ilości środków odurzających oraz posiadanie urządzeń służących do ich uprawy grozi kara do 10 lat więzienia.
W poniedziałek rano kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu, zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej wspólnie z policjantami z Grodkowa zatrzymali 34-letniego mężczyznę. Śledczy podejrzewali go o związek z przestępczością narkotykową.

Policjanci przeszukali dom mężczyzny, tam na strychu znaleźli blisko 17 kilogramów marihuany. W jednym z pomieszczeń gospodarczych znaleźli uprawę konopi indyjskich. Rośliny uprawiane były w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach, wyposażonych w urządzenia do nawadniania oraz naświetlania.

Policjanci zatrzymali mężczyznę i zabezpieczyli narkotyki oraz blisko 90 krzewów konopi. 34-latek usłyszał zarzut uprawy i posiadania znacznej ilości środków odurzających oraz posiadania urządzeń do wytwarzania narkotyków.

Prokurator objął mężczyznę policyjnych dozorem i zakazem opuszczania kraju. 34-latek musi się liczyć także z karą do 10 lat więzienia.
 
 
Policja.pl
Wojt
Gdy prezydent Rodrigo Duterte wydał wojnę dilerom narkotyków w kraju zawrzało, wiele osób było przeciwnych zabijania na oślep ludzi którzy maja kontakt z narkotykami czy sprzedają czy biorą, maja zginać lub zostaną zabici przez grupy osób które ich przyłapały na kontakcie z narkotykami. Pierwszą głośna ofiara tej metody likwidowania narkotykowych ognisk stała sie 45-letnia Maria Aurora Moyniham córka brytyjskiego lorda.
 
 
Córka brytyjskiego lorda i słynnego playboya, który w 1970 roku zbiegł na Filipiny, nie żyje. 45-letnia Maria Aurora Moyniham prawdopodobnie padła ofiarą krwawej wojny wypowiedzianej handlarzom narkotyków przez prezydenta Rodrigo Duterte. Od 30 czerwca w jej ramach zginąć miały już niemal 3 tys. osób.
Ciało porzucone na jednej z ulic filipińskiej stolicy zostało zidentyfikowane w minionym tygodniu. Okazało się, że ofiarą morderstwa była 45-letnia Maria Aurora Moyniham, córka brytyjskiego lorda i słynnego playboya Antony’ego Moynihana.
Baron Moynihan w latach sześćdziesiątych zasiadał w brytyjskiej Izbie Lordów, jednak w 1970 roku uciekł z Wielkiej Brytanii na Filipiny w związku z zarzutami o oszustwa finansowe, jakie zostały mu postawione. Na Filipinach miał on następnie prowadzić dom publiczny, był również wiązany z handlem narkotykami.
Krwawa wojna z narkotykami
Filipińska policja powiedziała, że ciało Marii Aurory Moyniham zostało znalezione z saszetką narkotyków, a koło niego pozostawiony został karton z napisem "Drug pusher to celebrities, you’re next" ("Dilerzy celebrytów, jesteście następni").
W 2013 roku kobieta została aresztowana po tym, jak wpadła w policyjną zasadzkę w ramach operacji walki z handlarzami narkotyków. Znaleziono przy niej wówczas marihuanę, metamfetaminę oraz ekstazy. Została wówczas oskarżona o nielegalne używanie narkotyków, jednak nie usłyszała zarzutu handlu nimi.
Według informacji policji w Manilii, Maria Aurora Moyniham nie znajdowała się na liście obserwowanych osób powiązanych ze światem narkotykowym, niemniej jednak jej śmierć może mieć związek z narkotykami. CNN powołując się na informacje policji podała, że śmierć Brytyjki traktowana jest przede wszystkim jako morderstwo.
Krwawa wojna z narkobiznesem
Na Filipinach coraz częściej dochodzi do krwawych morderstw odkąd nowo wybrany prezydent Rodrigo Duterte podjął decyzję o brutalnym rozprawieniu się z handlem narkotykami oraz przestępczością.
Jak wynika z udostępnionych na początku września źródeł policyjnych, od 30 czerwca 2016 r. - dnia objęcia przez niego prezydentury - filipińska policja zabiła 1033 osoby w operacjach wymierzonych w handlarzy narkotyków, a 1894 osoby zostały zamordowane w "niewyjaśnionych okolicznościach". Zgodnie z doniesieniami organizacji broniących praw człowieka, chodzi o egzekucje dokonywane na własną rękę przez zachęconą retoryką władz ludność cywilną.
 


Tvn24.pl
Wojt
Wielki krok do przodu w kwestiach prawnych dla medycznej marihuany, miejmy nadzieje że to mocne słowa które wejdą w życie. Niestety los zna przypadki wielkich słów, które później były jedynie zasłoną dymną aby temat zostawić i zepsuć. Liroy zapewnia że doszedł do porozumienia z Jarosławem Kaczyńskim i zaledwie za chwile zmieni się los ludzi chorych którzy chętnie zaczęli by się leczyć wyciągami z konopi, chociaż dojście do sprzedaży leków na bazie polskich konopi może zająć jeszcze lata, pojawia się światełko w tunelu.
 
Mam wrażenie, że przekonałem Jarosława Kaczyńskiego w kwestii medycznej marihuany. Podobnie jak wielu innych posłów PiS, z którymi rozmawiałem - mówi w wywiadzie z tygodnikiem "Wprost" Piotr Liroy-Marzec.
W kwestii medycznej marihuany czasem trafiam na beton. Jestem załamany postawą Ministerstwa Zdrowia - mówi w wywiadzie z "Wprost" poseł Kukiz'15. I opowiada jak wyglądało spotkanie z przedstawicielem ministerstwa: - Na posiedzeniu sejmowego zespołu ds. medycznej marihuany w obecności chorych, lekarzy i ekspertów wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda powtarzał w kółko frazesy, że system działa doskonale.

Porównał też marihuanę do dopalaczy. Ręce opadają. Jeśli minister zdrowia wrzuca do jednego worka bardzo ciężkie narkotyki, największe chemiczne, trujące gówno jakie można sobie wyobrazić oraz roślinę, która - co wykazują badania - nie uzależnia, a w wielu wypadkach leczy, jest to absolutny skandal - ubolewa Liroy-Marzec.
Współczuję Jarosławowi Kaczyńskiemu, że ma takich współpracowników - stwierdza poseł. - O kwestii medycznej marihuany rozmawiałam z nim osobiście. Bardzo przyjemne spotkanie, miałem dobre wrażenie. Skupiliśmy się wyłącznie na kwestii medycznej i miałem wrażenie, że go przekonałem. Podobnie jak wielu innych posłów PiS, z którymi rozmawiałem - mówi Marzec.
Ze względu na ustawę sam marihuany już nie palę. To dla mnie naprawdę ważny projekt i nie chcę szkodzić sprawie - deklaruje. - Zresztą rzuciłem tez palenie papierosów - dodaje Liroy-Marzec.
 
 
Zdrowie.dziennik.pl
Wojt
Czy można przedawkować dopalacze, to pytanie z którym zmierzyła się już nie jedna osoba. Oczywiście wszystko można przedawkować nawet wode, gdyż to nie substancja jest trucizna lecz jej dawka. Przypadek 16-letniego ucznia pokazuje iż w jego przypadku zachodzi podejrzenie iż spożył narkotyki lub dopalacze, tego nie da się jasno określić, ciało zostało zabezpieczone i zostanie poddane sekcji. W ubraniach nastolatka znaleziono 3 woreczki ze śladowa ilością proszku który zostanie poddany badaniu, co rozwieje wątpliwości co do substancji.
 
16-letni chłopak zmarł w sobotę w szpitalu dziecięcym w Kielcach. W jego ubraniu policjanci znaleźli trzy woreczki ze śladowymi ilościami białego proszku. Będą ustalać, czy nie były to narkotyki lub dopalacze i czy to nie te środki doprowadziły do śmierci licealisty. W piątek z pogotowiem skontaktowała się nauczycielka jednego z renomowanych kieleckich liceów. Była zaniepokojona stanem 16-letniego ucznia. Wezwana na miejsce karetka przewiozła nastolatka do Świętokrzyskiego Centrum Pediatrii. Wśród objawów jakie miał młody człowiek, było podobno podwyższone ciśnienie.   - Początkowo wydawało się, że chłopak będzie mógł wrócić do domu, jednak jego stan zaczął się pogarszać. W sobotę o godzinie 11 doszło do zatrzymania akcji serca. Reanimacja nie przyniosła efektu. 16-latek zmarł – relacjonował komisarz Kamil Tokarski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.   Sygnał o śmierci nastolatka szpital przekazał policjantom. W kieszeni ubrania chłopaka znaleziono trzy małe torebeczki.   - Były w nich resztki, śladowe ilości białego proszku. Substancja trafi do laboratorium. Będziemy ustalać, czy nie był to narkotyk lub tak zwany dopalacz. Decyzją prokuratora ciało chłopaka zostało zabezpieczone, przeprowadzona zostanie sekcja zwłok. Da ona odpowiedź na pytanie, czy przyczyną śmierci ucznia mogło być zażycie jakichś zakazanych środków – mówi komisarz Kamil Tokarski.   - Mogę jedynie potwierdzić, że w szpitalu zmarł w sobotę 16-letni chłopak. Ze względu na tajemnicę lekarską nie mogę przekazać więcej informacji. Jest nam bardzo przykro, współczujemy rodzinie i czekamy aż sprawa zostanie wyjaśniona przez policjantów i prokuraturę – mówiła w sobotni wieczór Anna Mazur-Kałuża, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach i dodawała: - W początkach września nasz szpital za pośrednictwem mediów przekazywał informacje o tym jak szkodliwe mogą być dopalacze. W ubiegłym roku zmarły u nas dwie osoby będące pod wpływem takich środków. Co miesiąc do szpitala trafia kilkanaście dorosłych osób, co do których jest podejrzenie iż są pod wpływem dopalaczy. Zachowują się bardzo różnie. Jedni są agresywni inni skrajnie spokojni. Mamy także młodych pacjentów z podejrzeniem zażycia tego typu substancji. Od stycznia do końca lipca tego roku na oddziałach pediatrycznych odnotowaliśmy 14 takich przypadków.
      EchoDnia.eu