Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Zorganizowana grupa przestępcza dostarczająca marihune do kilku województw została rozbita. Łódzkie, Śląskie i Kujawsko-Pomorskie straciło właśnie jednego z dostawców. W trakcie zatrzymań przestępców, funkcjonariusze zabezpieczyli 3 plantacje, tylko na jednej z nich - znaleziono 2kg gotowej do sprzedaży marihuany, około 10 kg dopiero ściętych topów oraz 700 krzaczków konopi. 
 
 
 
Policjanci CBŚP z Łodzi rozpracowali grupę przestępczą zajmującą się produkcją marihuany na dużą skalę, działającą na terenie woj. łódzkiego, śląskiego i kujawsko-pomorskiego. Zlikwidowano trzy plantacje konopi. Zarzuty produkcji i posiadania narkotyków usłyszały cztery osoby.


Jak poinformowała rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz, policjanci z CBŚP - działający pod nadzorem łódzkiego wydziału Prokuratury Krajowej - ustalili, że na terenie trzech województw: łódzkiego, śląskiego i kujawsko-pomorskiego funkcjonuje zorganizowana grupa przestępcza. Jej członkowie mieli zakładać nielegalne uprawy konopi indyjskich i produkować na dużą skalę marihuanę. Według śledczych, większość z tych osób była już w przeszłości notowana za przestępstwa kryminalne i narkotykowe.
Dokonane ustalenia pozwoliły CBŚP na zorganizowanie akcji, w czasie których zlikwidowano dwie plantacje na Śląsku oraz jedną w woj. kujawsko-pomorskim. W sumie rosło na nich ponad tysiąc krzewów konopi. Do sprawy zatrzymano siedem osób; cztery z nich usłyszały zarzuty dot. produkcji i posiadania narkotyków.
Największa plantacja znajdowała się na Śląsku. Funkcjonariusze wkroczyli do obiektu w momencie tzw. ścinki roślin, a także procesu ich suszenia, w celu uzyskania marihuany. Jak podała rzeczniczka CBŚP, podczas przeszukania znaleziono około 2 kg gotowej marihuany, 10 kg mokrych, świeżo ściętych kwiatostanów oraz blisko 700 krzaków konopi indyjskich w różnej fazie wzrostu. Policjanci zabezpieczyli też trzy jednostki broni palnej krótkiej oraz ok. tysiąc sztuk ostrej amunicji.
W tym samym czasie przeszukano inną posesję w woj. śląskim – na jej terenie było ok. 260 krzaków konopi. Dalsze czynności łódzkiego CBŚP doprowadziły do likwidacji trzeciej plantacji – tym razem w woj. kujawsko-pomorskim. Znajdowało się na niej 100 krzaków w końcowej fazie wzrostu. Dodatkowo w domu zatrzymanego na plantacji mężczyzny policjanci znaleźli amfetaminę.
Sprawa nadzorowana jest przez Łódzki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi, gdzie wszczęto śledztwo. Dalsze czynności będą kontynuowane wspólnie przez Prokuraturę Krajową i Zarząd w Łodzi CBŚP.Według funkcjonariuszy łódzkiego CBŚP, sprawa jest rozwojowa; w związku z tym nie wykluczają oni dalszych zatrzymań.
 
 
 
Niezalezna.pl
 

Wojt
Miesiąc temu opisywany był przypadek, gdzie za granicą mężczyzna przewoził w swoim samochodzie ogromne ilości narkotyków. Nasi Polscy handlarze, najwidoczniej biorą przykłady wprost do serca i naśladują lub co gorsze, maję też tak wybujałą wyobraźnie i wielka pewność siebie.  W Gdańsku 25-letni mężczyzna, przewoził ponad 300 kg różnych narkotyków, w tym miedzy innymi: marihuane, hash i kokaine. Zatrzymanemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policjanci z komendy wojewódzkiej w Gdańsku zatrzymali 25-letniego mężczyznę, który przewoził w swoim samochodzie narkotyki. W sumie w swoim peugeocie miał blisko 300 kg różnego rodzaju środków odurzających. Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych substancji to kilkanaście milionów złotych. Za tego rodzaju przestępstwo grozi nawet 10 lat więzienia.

Funkcjonariusze z Wydziału d/w z Przestępczością Narkotykową KWP w Gdańsku od kilku miesięcy pracowali nad rozpracowaniem grupy przestępczej, która miała zajmować się rozprowadzaniem narkotyków na terenie Pomorza. W wyniku intensywnych działań policjanci ustalili, że jeden z mieszkańców Rumii może mieć związek z tą przestępczą działalnością. Mundurowi podejrzewali, że regularnie przewozi on narkotyki, m.in. kokainę i marihuanę z terenu województwa mazowieckiego na Pomorze. Tu zabronione substancje miały być dalej rozprowadzane.
Efektem działań mundurowych było zatrzymanie w ubiegłą środę 25-letniego mieszkańca Rumii, w momencie kiedy przewoził blisko 300 kg różnego rodzaju narkotyków.

W jego dostawczym peugeocie policjanci wspólnie z funkcjonariuszami Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni, znaleźli między innymi 140 kg marihuany, 114 kg haszyszu i 2 kg kokainy. Do przeszukania wykorzystano psa służbowego przeszkolonego do ujawniana narkotyków. Zaznaczył on na jednym z kartonów obecność środków odurzających.

Następnym krokiem w tej sprawie było zatrzymanie 41-letniego mieszkańca Mazowsza, który współpracował z zatrzymanym wcześniej mężczyzną. Policjanci ustalili, że to właśnie u niego dokonywane były przeładunki narkotyków. Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze zabezpieczyli na poczet przyszłych kar gotówkę: 100 tys. dolarów, 27 200 złotych oraz 16 490 euro.
W wyniku przeprowadzonej realizacji f-sze KWP w Gdańsku zlikwidowali jeden z większych transportów narkotyków, który miał zasilić odbiorców na terenie województwa pomorskiego. Szacowana wartość zabezpieczonych środków wynosi 12 mln zł.

Policjanci i prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku nadal intensywnie pracują nad tą grupą przestępczą. Niewykluczone są dalsze zatrzymania. Za tego rodzaju przestępstwo grozi nawet 10 lat więzienia.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Pamiętaj, nie udostępniaj swoich wynalazków znajomym. Nigdy nie afiszuj się tym co robisz, bierz odpowiedzialność za swoje czyny i miej świadomość, że możesz odpowiadać karnie, za narażenie na uszczerbek na zdrowiu swoich kolegów czy koleżanek, nie ważne w jakim jesteś wieku. Bądź odpowiedzialny za to co możesz zrobić i wynik tego będzie odwrotny, do bycia "panem imprezy".
 
 
Dwaj uczniowie zasłabli w szkole w Piątnicy. Używali zmodyfikowanych e-papierosów. 

Oba przypadki miały miejsce w poprzednim tygodniu w zespole szkolno-przedszkolnym w Piątnicy. Dwaj uczniowie zostali znalezieni w różnych miejscach placówki w złym stanie. Z chłopcami był utrudniony kontakt, nie mogli utrzymać się na nogach. Trafili do szpitala. 
Okazało się, że razem z dwójką uczniów był trzeci chłopak, który miał zawiadomić nauczycieli i pedagoga o złym stanie kolegów.
- Chłopiec podczas rozmowy przyznał, że poczęstował kompanów e-papierosem - mówi Urszula Jarominiak, dyrektor zespołu szkolno-przedszkolnego w Piątnicy.
To już kolejna niepokojąca sytuacja na terenie placówki. Wcześniej jeden z uczniów był pijany. Dlatego dyrekcja spotkała się z uczniami oraz wystąpiła z prośbą do rodziców m.in. o kontrolę szafek i plecaków. Ponadto każdy przypadek łamania regulaminu np. palenie e-papierosów będzie surowo karany. W planach są również dodatkowe spotkania z rodzicami w celu ustalenia nowego regulaminu. 
Urszula Jarominiak zaznacza, że problem e-papiersów w szkołach pojawił się już jakiś czas temu, a uczniowie cieszą się, że wreszcie ktoś się zajmie tą sprawą. 
- To nie jest problem, który powstał po zlikwidowaniu gimnazjów, borykamy się z nim już od dawna - mówi dyrektor.
Ponadto Urszula Jarominiak uważa, że wykrycie takich przypadków właśnie w jej placówce pokazuje, że szkoła umie radzić sobie z tego typu problemami i ich nie bagatelizuje. Jednak problem zaczyna się już w domu. 
- Apeluje do rodziców o współpracę! Ponieważ szkoła ma wychowywać, ale dziecko spędza również dużą część czasu w domu. Dlatego tu także powinna być ta kontrola rodzicielska. Przecież dziecko musi mieć skądś pieniądze. 
W sprawie jednego z uczniów dochodzenie prowadzą policjanci. We wtorek (13.02) sprawa została przekazana do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Łomży.
 
 
 
Eska.pl

Wojt
Oddziały szpitali wypełniają coraz młodsi ludzie, przedawkowania czy zatrucia to "codzienność".  Dawniej były konopie lub mdma i do takich hospitalizacji dochodziło bardzo sporadycznie. Jak bardzo miałeś dobrych kolegów to z wiekiem miałeś amfetamine. Jeżeli koledzy się dowiedzieli, że lecisz za ostro a nie daj boże dotykasz helu, spuszczali Ci łomot i wiedziałeś że tego lepiej nie dotykać... jak jest dzisiaj? Dzisiaj młodzież a nawet dzieci - jedzą leki, narkotyki czy dopalacze na kilogramy, kupią każdy biały proszek, lecz, już bez ostrzeżeń swoich znajomych...
 
 
Jest dziewczynką, ma od 12 do 15 lat i właśnie przeżyła swój mały życiowy dramat - tak statystycznie wygląda pacjent oddziału szczecińskiego szpitala w Zdrojach zajmującego się leczeniem ostrych zatruć. Nie chodzi jednak o narkotyki i dopalacze, choć tych wciąż jest dużo. Nastolatki najczęściej sięgają po leki, które można znaleźć w każdej domowej apteczce. Później rozpoczyna się walka o ich życie.

W ubiegłym roku do szczecińskiej Kliniki Nefrologii Dziecięcej, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć w Szczecinie trafiło 370 pacjentów To o kilkadziesiąt więcej niż w 2016 roku Najczęstszym środkiem, po który sięgają nastolatkowie jest... paracetamol  
Codziennie na oddziale Nefrologii Dziecięcej, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć w Szczecinie przebywa kilkudziesięciu małych pacjentów. Większość z nich trafiła tutaj z powodu chorób nerek. Przechodzą dializy. Zajmują kilkanaście nowoczesnych sal. Wszystkie poza jedną. Dziś jest ona pusta. - Trafiają tu w piątek, sobotę, czasem w niedzielę - słyszę.
To sala specjalna, przeznaczona dla specjalnych pacjentów. W rogu widać obiektyw kamery, na sali znajdują się tylko łóżka dla starszych pacjentów. Do tych łóżek przypinane są pasy. Nie zawsze, ale wtedy, gdy na oddział trafia pacjent po amfetaminie lub innych narkotykach. - Czasem bywają agresywni, potrafią opluć, wyzywać, a nawet uderzyć. Dlatego stosujemy środki bezpieczeństwa. Później, gdy działanie narkotyków słabnie, zaczynają żałować i są spokojni - mówi mi jeden z lekarzy.
Tacy pacjenci nie pojawiają się jednak często. Znacznie częściej do szczecińskiej kliniki trafią nastolatkowie, którzy zażyli leki. Czasem są to tzw. psychotropy, leki na kaszel, zdarzają się nawet leki antykoncepcyjne. Lista substancji, którymi zatruwają się młodzi ludzie ma kilka stron. Kiedy pytam o nią kierownika Kliniki, odpowiedź pada szybko. - Bezwzględnie zwróciłbym jednak uwagę na paracetamol oraz na wszystkie leki, które znajdują się w naszych domowych apteczkach - mówi prof. Andrzej Brodkiewicz, kierownik Kliniki Nefrologii Dziecięcej, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć w Szczecinie. - Taka zdestabilizowana nastolatka, która chce pokazać swój bunt przeciwko rodzicom, czy szkole, jest w stanie wziąć absolutnie wszystko, co w danej chwili ma pod ręką - dodaje.
Lekarze mówią o nastoletnich dziewczynach, bo to one najczęściej - według statystyk - sięgają po leki z domowej apteki. Zdaniem specjalistów, zazwyczaj nie chodzi jednak o próbę samobójczą, a o "krzyk rozpaczy" i próbę zwrócenia na siebie i swoje problemy uwagi. Czasem chodzi o szkołę, zły kontakt z rodzicami. Częściej o zawód miłosny. Tymczasem zażycie powyżej 20 gramów paracetamolu jest właściwie śmiertelne. - I nie jest to szybka i łatwa śmierć - mówią lekarze.
- Na szczęście w ciągu ostatnich kilku lat nie mieliśmy ani jednego przypadku zgonu pacjenta po zatruciu - mówi prof. Brodkiewicz. - Nie było też potrzeby wysyłania żadnego z pacjentów na transplantację do Centrum Zdrowia Dziecka. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał tego robić - dodaje.
Profesor Andrzej Brodkiewicz szczecińską Kliniką kieruje od siedmiu lat. Jak sam przyznaje, w tym czasie liczba małych pacjentów wzrosła znacznie i z każdym kolejnym rokiem wciąż ich przybywa. Dlatego lekarze apelują zwłaszcza do rodziców.
- Część zatruć, zwłaszcza wśród tych najmniejszych dzieci to oczywiście zatrucia przypadkowe, czyli te, kiedy niedopilnowane dziecko wzięło nasze leki. Dlatego zawsze powtarzamy, by trzymać je w niedostępnym miejscu, by nie zostawiać ich np. na stole. Wystarczy naprawdę chwila nieuwagi - mówi Brodkiewicz. - Jeśli mówimy o starszych pacjentach, to tutaj najważniejsza jest rozmowa, zrozumienie dla nastolatków. To bardzo ważne, by znać swoje dzieci i ich problemy - dodaje.'
"Myślałam, że umiem przestać. Nie umiałam"
Tylko w ubiegłym roku na szczeciński oddział zajmujący się zatruciami u dzieci, trafiło 370 pacjentów z ostrym zatruciem. Większość stanowili ci, którzy zażyli właśnie leki. Ci, którzy w ten sposób dokonali próby samobójczej, każdorazowo trafiają na oddział psychiatryczny. Z kolei 98 przypadków dotyczyło narkotyków, z czego najwięcej nastolatków sięgało po amfetaminę. Ci zazwyczaj mają od 14 do 18 lat i zaczynają "życie towarzyskie". Tak było w przypadku Kaśki. Dziś ma 19 lat i szuka dobrej terapii. Od kilku miesięcy "jest czysta", jednak - jak sama mówi - nie czuje się zdrowa.
- Pierwszy raz spróbowałam, gdy miałam 15 lat. Na imprezie. Wszyscy próbowali, więc nie chciałam być gorsza. Później już poszło falowo. Myślałam, że mam nad wszystkim kontrolę, że umiem przestać. Ale nie umiałam - opowiada. Kiedy mówi, jej dłonie poruszają się nerwowo. Dotyka włosów, kilka razy szybkim ruchem drapie się po nosie. Obciąga rękawy.
- Pierwsza terapia okazała się farsą. Wytrzymałam dwa miesiące. Zaraz po wyjściu z ośrodka sięgnęłam po heroinę. Znów byłam na dnie. Kilka miesięcy temu zaczęłam od zera i od tej pory jestem czysta. Walczę o normalne życie - dodaje.
Takich osób jak Kaśka jest znacznie więcej. Według danych europejskiej agencji ds. narkotyków, ponad 93 mln Europejczyków sięgnęło w swoim życiu po nielegalne substancje, a od trzech lat wzrasta liczba zgonów w wyniku przedawkowania. W tym samym raporcie możemy przeczytać, że w naszym kraju w ciągu ostatniego roku 9,8 proc. młodych ludzi w wieku 15-34 lat korzystało z marihuany. Amfetaminy - według oficjalnych statystyk - w ciągu ostatniego rok zażywało 0,4 proc. młodych Polaków.
 
 

Onet.pl
 

 

Wojt
El Chapo został oskarżony w 1995 r. o konspirację w sprawie handlu narkotykami w San Diego, ale chicagowskie dochodzenie doprowadziło do zebrania najbardziej obciążających go dowodów. W 2009 roku postawiono mu zarzuty związane z przerzutem ton narkotyków do Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem statków i łodzi podwodnych oraz samolotów.
 
 
 
Jedno z największych śledztw narkotykowych w historii rozpoczęło się w Chicago i to od mniej niż dwóch uncji heroiny. Zakończyło się doprowadzeniem przed wymiar sprawiedliwości meksykańskiego barona narkotykowego Joaquína "El Chapo" Guzmána Loery, najbardziej poszukiwanego na świecie szefa organizacji przestępczych.

Latem 2007 roku handlarz narkotykami z zachodnich przedmieść, Christopher Baines, sprzedał plastikową torebkę zawierającą 50 gramów brązowego proszku osobie, która współpracowała z agentami DEA, w pobliżu skrzyżowania ulic Cicero i Chicago na zachodzie Chicago. Kupujący zapłacił $5,000. Po trzech kolejnych transakcjach Baines został aresztowany.
Władze nigdy nie ujawniły, że sprawa przeciwko człowiekowi, który - jak niektórzy uważają - prowadził największy na świecie biznes narkotykowy, zaczęła się od Bainesa, dealera średniego szczebla.
Do takiego wniosku doszli dziennikarze “Chicago Sun-Times” po analizie dokumentów sądowych, zeznań Bainesa i innych osób zaangażowanych w sprawę, a także rozmowach przeprowadzonych z byłym prokuratorem federalnym. Ścieżka ostatecznie prowadziła od Bainesa do El Chapo. Śledztwo rozpoczęło się od gangu Traveling Vice Lords aktywnego w zachodniej dzielnicy Chicago.
"Pokonaliśmy drogę z Chicago do górskich szczytów Meksyku" - mówi Thomas Shakeshaft, były asystent prokuratora federalnego. Jego zdaniem zanim Sean Penn przyleciał do Meksyku z aktorką Kate del Castillo, aby nagrać wywiad z Guzmanem, w którym przyznał, że jest największym handlarzem narkotyków na świecie, prokuratura w Chicago miała jedyne zdobyte przez śledczych nagranie głosu El Chapo na świecie”.
Sprawa El Chapo była największą w karierze prokuratorskiej Shakeshafta i odcisnęła na nim piętno. Jak powiedział, presja utrzymania świadków przy życiu i jednoczesne nadzorowanie międzynarodowego śledztwa doprowadziły go do alkoholizmu i zespołu stresu pourazowego.
El Chapo został oskarżony w 1995 r. o konspirację w sprawie handlu narkotykami w San Diego, ale chicagowskie dochodzenie doprowadziło do zebrania najbardziej obciążających go dowodów.
W 2009 roku postawiono mu zarzuty związane z przerzutem ton narkotyków do Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem statków i łodzi podwodnych oraz samolotów.
Początek sprawy zaczyna się wraz z 13-miesięcznym śledztwem, które doprowadziło do aresztowania Chrisa Bainesa. "Chris Baines był znany DEA (federalnej agencji antynarkotykowej) jako osoba związana z Traveling Vice Lord - niekoniecznie jako pełnoprawny członek gangu - ale był liczącym się handlarzem narkotyków na zachodzie Chicago i mieszkał w Maywood" - mówi Shakeshaft.
Kontakt z nim nawiązał informator agencji federalnej. Pierwsza transakcja miała miejsce 3 lipca 2007 roku. Baines i jego kuzyn Charles Parker sprzedali 50 gramów heroiny - mniej niż kubek.
Baines i jego współpracownicy trzykrotnie sprzedali podobną ilość heroiny informatorowi.
W lipcu 2008 r. grupa zadaniowa DEA - agenci federalni, śledczy z Chicago i członkowie innych organów ścigania, aresztowali Bainesa. Milczał. Nie chciał współpracować z prokuraturą, ale jeden z jego przyjaciół, dealer nazywany Michael "Fat Mike" King, zgodził się.
Dostawcami Kinga byli Pedro "Peter" Flores i Margarito "Junior" Flores, identyczni bliźniacy, którzy wychowali się w dzielnicy Little Village w Chicago, ale potem przenieśli się do Meksyku i zaczęli wysyłać tony narkotyków do Chicago.
Bracia Flores zgodzili się współpracować ze śledczymi w USA pod koniec 2008 roku. Z akt sprawy wynika, że to właśnie Pedro Flores nagrał rozmowę telefoniczną z jego dostawcą - El Chapo. Nagranie stało się kluczowym dowodem oskarżenia federalnego z 2009 r. złożonego w sądzie okręgowym w Chicago.
Guzman wraz kilkunastoma swoimi podwładnymi został oskarżony o prowadzenie przestępczej grupy, która “wyeksportowała” kokainę i heroinę do Chicago i innych amerykańskich miast o czarnorynkowej wartości miliardów dolarów.
Według prokuratorów bracia Flores - synowie meksykańskiego handlarza narkotyków, który mieszkał w dzielnicy Little Village w Chicago - stali się najbardziej prężnymi dostawcami narkotyków w historii naszego miasta. Do lata 2003 r. sprowadzali dwie tony kokainy na miesiąc z Meksyku, czyniąc z Chicago główny węzeł dystrybucyjny. W mniej niż trzy lata dzięki ich działalności do Meksyku popłynęły ponad 2 miliardy dolarów w gotówce - ocenili prokuratorzy.
Zostali oskarżeni w Milwaukee w 2005 r. o sprzedaż ponad pięciu kilogramów kokainy, ale dopiero śledztwo chicagowskiej grupy zadaniowej, które rozpoczęło się w 2007 roku, pokazało prawdziwy zasięg ich operacji.
El Chapo kilkakrotnie spotykał się z braćmi, a w 2008 r. ostrzegł ich nawet, aby kupowali narkotyki tylko od niego i przestali robić interesy z konkurencyjną organizacją przestępczą Beltrán-Leyva.
Zdecydowali się na współpracę z amerykańskimi śledczymi. 6 listopada 2008 r. agenci federalni oraz prokurator Shakeshaft potajemnie spotkali się z braćmi w hotelu w Monterrey w Meksyku. Zgodzili się być informatorami w sprawie El Chapo.
Nagrano ponad 70 rozmów telefonicznych z Guzmanem. Najważniejsza była ta z 15 listopada 2008 r. Peter Flores był w swoim domu w Guadalajarze. El Chapo ukrywał się gdzieś w Meksyku. "Miło z tobą rozmawiać" - powiedział El Chapo. "Jaki się ma twój brat?"
Flores negocjował cenę za 20 kilogramów heroiny z $55,000 za kilogram do $50,000. "Ta suma jest w porządku" - powiedział w końcu El Chapo.
Tym samym prokuratorzy zdobyli pierwszy bezpośredni dowód na to, że El Chapo negocjował umowę narkotykową.
W 2015 roku bracia Flores zostali skazani na 14 lat więzienia przez sędziego federalnego, który ostrzegł ich, że do końca życia będą na nich czyhać zabójcy zleceni przez El Chapo.
Sędzia przyznał, że na jego wyrok miała wpływ ich współpraca z organami ścigania. Oczekuje się, że bracia będą głównymi świadkami prokuratury w procesie Guzmana.
Na początku 2016 r. El Chapo po ekstradycji z Meksyku został osadzony w Nowym Jorku, gdzie oczekuje na proces, który ma ruszyć we wrześniu. Oskarżenia obejmuje setki tysięcy dokumentów i tysiące godzin tajnych nagrań.
44-letni Chris Baines 20-letni wyrok odsiaduje w więzieniu w Ohio. W elektronicznej korespondencji z dziennikarzami “Chicago Sun-Timesa” przyznaje, że nie był świadomy, że może odegrać rolę w dochodzeniu w sprawie El Chapo.
Wspomina też swoje dzieciństwo w Maywood. Pod koniec lat 80. ub. wieku starsi bracia Bainesa zostali zastrzeleni rok po roku. Podobny los spotkał jego najlepszego przyjaciela, gdy miał 14 lat.
Baines powiedział, że nie był dobrym uczniem, ale udało mu się ukończyć szkołę średnią St. Joseph w Westchester. Potem dostał pracę w Riverside Mall na przedmieściach, a także pracował przez kilka miesięcy w urzędzie pocztowym w Melrose Park. Jego rodzice próbowali trzymać go z dala od ulicy, aby nie podzielił losu braci.
W 1991 r. całkiem przypadkowo przeprowadził swoją pierwszą transakcję sprzedaży kokainy. Spotkał się z dealerem, który był przyjacielem jednego z jego braci. "Spotkałem faceta w Maywood i zarobiłem $25 w krótkim czasie. Zanim się zorientowałem, sprzedawałem 10 działek dziennie. Potem 100. I tak dalej" - wspomina.
Potem przeprowadził się do Bloomington z planami nauki w college’u. W 1992 r. został aresztowany pod zarzutem nadzorowania 20 osób zajmujących się sprzedażą narkotyków. Grupa zarabiała $10,000 tygodniowo. Baines miał 19 lat i został skazany na 18 lat stanowego więzienia.
Za kratami nauczył się fryzjerstwa. Po wyjściu w 2002 r. zaczął pracować w popularnym salonie zachodzie Chicago: "Moi rodzice byli ze mnie dumni”.
Ale wkrótce “dzięki starym kumplom” zaczął znowu handlować narkotykami z dealerami niższego szczebla z gangów na zachodzie Chicago. Zbudował swoją sieć. 
“Świat jest mały” - odpowiada dziennikarzowi “Chicago Sun-Timesa”, zapytany o to, czy nie był zaskoczony swojąrolą w śledztwie dotyczącym El Chapo.
 
 
 
Infolinia.com
 

Wojt
Widzisz swój tramwaj i mówisz, nic się nie zmie.. O! Akcje przeciwko dopalaczom.. Teraz zadajesz sobie pytanie, czy to jest akcja przeciwko dopalaczom czy znowu bardziej to przypomina reklamę, i każde dziecko w drodze do szkoły będzie rozmawiało z kolegami o dopalaczach i co to jest i rysunki takie fajne, myślisz, że nie będzie myślało o dopalaczach....?
 
 
 
W Poznaniu, Lesznie i Koninie od dziś pojawią się oplakatowane autobusy i tramwaj, przypominające o szkodliwości zażywania dopalaczy.
To projekt, który od 2015 roku realizowany jest na terenie całego województwa wielkopolskiego wśród dzieci, młodzieży oraz ich rodziców, opiekunów, a także nauczycieli. W ramach działań odbywają się między innymi: konferencje, szkolenia, happeningi, spotkania z młodzieżą oraz ich opiekunami i przedstawicielami środowisk pedagogicznych.

Działania w środowisku lokalnym oraz liczne kampanie medialne realizowane przez wielkopolską Policję w znacznym stopniu przyczyniły się do ograniczenia tego zjawiska, a co za tym idzie uratowania niejednego życia ludzkiego – informuje mł. asp. Piotr Garstka z biura prasowego wielkopolskiej policji. Pomimo wielu działań, które są podejmowane, zagrożenie nadal istnieje. Na podstawie danych z Oddziału Toksykologii Szpitala im. Franciszka Raszei w Poznaniu w roku 2017 odnotowano 265 zatruć dopalaczami, które ze względu na zagrożenie życia dla spożywającego wymagały natychmiastowej hospitalizacji – dodaje.
Dlatego kolejne działania w tej kwestii zdaniem policjantów są jak najbardziej zasadne. Jak podkreślają funkcjonariusze niezwykle ważna jest współpraca międzyinstytucjonalna. Tak jak w przypadku bieżącej kampanii, wspólne działania pozwoliły na realizację kampanii przy wykorzystaniu nośników reklamy w postaci: tramwaju w Poznaniu, autobusów komunikacji miejskiej w Koninie, Lesznie i Poznaniu, billboardów w Poznaniu. Jednocześnie opracowane zostały plakaty, które za pośrednictwem komend miejskich i powiatowych będą rozpowszechniane na terenie całego województwa wielkopolskiego. Ponadto w Koninie, Lesznie i Poznaniu w 2018 roku planowana jest realizacja konferencji szkoleniowych dla nauczycieli, rodziców, studentów dotyczących zagrożeń związanych z posiadaniem oraz zażywaniem środków narkotycznych – informuje Garstka.

Główny motyw graficzny kampanii pochodzi z konkursu profilaktycznego pod hasłem „Dopalacze niszczą życie”, zrealizowanego przez Komendę Wojewódzką Policji w Poznaniu przy współpracy z Samorządem Województwa Wielkopolskiego w roku 2016. Autorką motywu bieżącej kampanii jest laureatka konkursu Aleksandra Lewandowska z Gimnazjum nr 1 im. Jana Pawła II w Koninie, która w roku szkolnym 2015/2016 była uczennicą klasy III. Konkurs ten miał na celu zaangażowanie młodzieży do działań w ramach profilaktyki rówieśniczej, która ma się przyczyniać do ograniczenia zjawiska zażywania narkotyków i dopalaczy.
 
 

ePoznan.pl
 

Wojt
Pseudokibice zostali zatrzymani chwile po dokonaniu transakcji zakupu 5,5  kg marihuany. Od dawna byli obserwowani, ich zatrzymanie było kwestią czasu aby uzbierać na nich solidne dowody. Funkcjonariusze przedstawili na tyle mocny materiał, że zatrzymana grupa została zatrzymana na 3 miesiące w areszcie. 
 
 
 
Trzy osoby zatrzymane tuż po transakcji narkotykowej, której przedmiotem było 5,5 kg marihuany, to efekt kilkumiesięcznego śledztwa policjantów CBŚP, pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu d/z Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Jak wynika z ustaleń policjantów, osoby te mają związek ze środowiskiem pseudokibiców jednego z krakowskich klubów sportowych. W domach dwóch podejrzanych dodatkowo znaleziono kokainę i sterydy.

Sprawę prowadzą policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Wydziału w Bielsku-Białej Zarządu w Katowicach, pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu d/z Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji  Prokuratury Krajowej. 

Śledztwo dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie podejrzani są o wprowadzanie do obrotu znacznych ilości marihuany oraz kokainy. Z ustaleń policjantów wynika, że narkotyki trafiały głównie do odbiorców w województwie małopolskim. Według relacji śledczych, członkowie grupy przestępczej są powiązani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z krakowskich klubów sportowych.

Policjanci CBŚP przeprowadzili realizację działań w okolicach Krakowa, ponieważ uzyskali informację, że właśnie tam mogło dojść do transakcji narkotykowej. Pierwsze dwie osoby zostały zatrzymane na autostradzie. U kierowcy volkswagena policjanci znaleźli i zabezpieczyli 3,5 kg marihuany, a w jego domu ukryte były sterydy. Kolejne dwie osoby wpadły w centrum Krakowa, tu policjanci zabezpieczyli 2 kg marihuany.  Z ustaleń policjantów CBŚP wynika, że 5,5 kg narkotyku było przedmiotem transakcji dokonanej chwilę wcześniej.  O ich sprzedaż podejrzany jest Tomasz T. (37 lat), który tego samego dnia również został zatrzymany. Dodatkowo u niego w domu policjanci znaleźli kokainę. Podczas akcji zabezpieczono łącznie niemal 5,5 kg marihuany oraz kokainę, sterydy i pieniądze w różnej walucie.
W Śląskim Wydziale Prokuratury Krajowej trzech zatrzymanych mężczyzn usłyszało zarzuty wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i psychotropowych. Na podstawie zebranego materiału dowodowego, Sąd Rejonowy w Krakowie zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.
Czynności prowadzonego śledztwa mają charakter rozwojowy. Obecnie prowadzone są w celu ustalenia osób uczestniczących w obrocie środkami odurzającymi i substancjami psychotropowymi oraz szlaków, którymi sprowadzane były narkotyki do Małopolski.  
 
 
 

Policja.pl

Wojt
Uciekając potracił policjanta, zamiast grzywny za środki chemiczne może trafić więzienia, gdyż do całej sprawy dojdzie mu jeszcze, czynna napaść na funkcjonariusza policji. Zatrzymany mężczyzna posiadał przy sobie 1000 porcji nieznanego, jak na razie środka psychoaktywnego potocznie nazywanego dopalaczem. Najbliższy czas spędzi w areszcie o jego dalszych losach będzie decydował sąd i prokurator. 

 
Na ulicach Sosnowca doszło do pościgu za narkotykowym dilerem. Policjanci z Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Sosnowcu namierzyli mężczyznę podejrzanego o handel narkotykami. Ten jednak zorientował się, że jest obserwowany i rozpoczął samochodową ucieczkę.
Do pościgu doszło w nocy z 31 stycznia na 1 lutego. Do działań włączyli się również policjanci kryminalni z Komisariatu Policji II oraz policjanci z drogówki.

Podczas pościgu doszło do uszkodzenia radiowozu, a kiedy już udało się zatrzymać uciekiniera, ten zaczął się szarpać z funkcjonariuszami.
Zatrzymany mężczyzna trafił do policyjnego aresztu.
Miał przy sobie znaczną ilość narkotyków (ponad 1000 działek) oraz specjalistyczny sprzęt służący do przygotowywania działek.

Grozi mu wysoka kara. Odpowie między innymi za posiadanie narkotyków, uszkodzenie policyjnego pojazdu służbowego i czynną napaść na funkcjonariusza.
Po wykonaniu wstępnych czynności policjanci przetransportowali zatrzymanego do aresztu. O jego dalszych losach zadecyduje prokurator i sąd. 
Stawka pościgu, do którego doszło czwartkowej nocy na ulicach Sosnowca była znacząca.wpadło w ręce policjantów. 
 
 
 
PolskaTimes.pl
 

Wojt
Rzecz się stała, ktoś doniósł na pana.. Funkcjonariusze doprowadzili do zatrzymania 20-letniego mężczyzny i jego 38-letniej znajomej - mieszkańców Chełma. Ujawniono w mieszkaniu w którym przebywali: marihuane, substancje określona jako "mefedron", tabletki "extazy" i inne nie znane do tej pory proszki. Zatrzymana para trafiła do aresztu, wedle oceny funkcjonariuszy może grozić im, do 10 lat więzienia.
 
 
Ponad 700 g. marihuany, blisko 400 g. mefedronu i 300 tabletek ekstazy ujawnili i zabezpieczyli chełmscy kryminalni. Taką znaczną ilość narkotyków posiadali w mieszkaniu i samochodzie 20-latek i jego 38-letnia znajoma. Wczoraj obydwoje usłyszeli zarzuty i zostali tymczasowo aresztowani. Za popełnione przestępstwo zgodnie z zapisami ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii grozi im kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Chełmscy kryminalni realizując posiadane informacje zapukali do drzwi jednego z mieszkań  w Chełmie. 

Lokal wynajmował   20 – letni mężczyzna oraz jego 38 – letnia znajoma.  W trakcie przeszukania mieszkania oraz ich samochodu  policjanci znaleźli znaczną ilość narkotyków. 


Ponad 700 gramów marihuany, blisko 130 gramów amfetaminy i blisko 400 gramów mefedronu. Stróże prawa zabezpieczyli też prawie 300  tabletek ekstazy oraz trzy wagi służące do porcjowania narkotyków.

Obydwoje zostali zatrzymani i trafili do policyjnego aresztu. Wczoraj  z ich udziałem wykonywane były dalsze czynności procesowe. Usłyszeli zarzuty za posiadanie znacznej ilości narkotyków.
Wczoraj podejrzani zostali tymczasowo aresztowani. Za popełnione przestępstwo zgodnie z zapisami ustawy  o przeciwdziałaniu narkomanii  grozi im kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Kolejna wpadka przemytników w Kędzierzynie-Koźlu. Funkcjonariusze zatrzymali ich, dopiero gdy dotarli do miejsca docelowego. W trakcie zatrzymania kryminalni, zabezpieczyli 2,5 kilograma marihuany. Zatrzymanym grozi do 15 lat wiezienia.
 
 
 
Raptem kilka godzin mogli się cieszyć trzej mężczyźni z Kędzierzyna-Koźla udanym przemytem marihuany z Holandii do Polski. Zaparkowany w hermetyczne worki narkotyk ukryty był w specjalnych skrytkach materaca z „zakupionego po okazyjnej cenie” łóżka. Przemytnicy zostali złapani. Wiele wskazuje, że w ten sposób przemycali marihuanę i haszysz już wiele razy.

Dzięki informacjom operacyjnym funkcjonariusze opolskiego CBŚP ustalili, że w Kędzierzynie-Koźlu może działać niewielka grupa zajmująca się przemytem narkotyków z Holandii. Grupa miała przerzucać do Polski głównie marihuanę, która była potem sprzedawana w woj. opolskim i śląskim. 
Przed kilkoma dniami policjanci ustalili, że trzech mężczyzn z rozpracowywanej przez nich grupy pojechało po towar. Postanowili poczekać, aż przemytnicy wrócą i złapać ich na gorącym uczynku. Śledzeni przestępcy bez kłopotów dowieźli marihuanę do swojego rodzinnego miasta.
Wyrośli jak spod ziemi 
Nieświadomi, że zostali rozpracowani, przemytnicy wyszli na ulicę niosąc karton z kilkoma pakietami próżniowo zapakowanej marihuany. Nagle wokół nich zaroiło się od policjantów. 
Zwolennicy łatwego zarobku przeżyli kolejny szok, gdy funkcjonariusze przeszukali ich tajną kryjówkę. Znaleziono kolejne paczki z marihuaną a także niewielkie ilości amfetaminy i haszyszu.
Ponoć te ostatnie miały służyć na własny użytek przemytników. Nie można jednak wykluczyć, że były to tzw. próbki oferowane klientom zainteresowanych kupnem większej ilości danego narkotyku. 
Łącznie zabezpieczono 2,5 kg marihuany. Śledczy są pewni, że zatrzymani mężczyźni przemycali narkotyki od dłuższego czasu. Możliwe, że tak skromny łup wynikał z faktu przetestowania nowego kanału przerzutowego. 
W Prokuraturze Okręgowej w Opolu podejrzanym przedstawiono zarzuty wewnątrzwspólnotowego nabycia znacznej ilości środków odurzających. Grozi im do 15 lat więzienia. 
 
 
 
Tvp.info
 

×