Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Na obszarze o około 50 metrach długości i 10 szerokości rozmieszczone były sadzonki konopi. Było to 480 doniczek z ukształtowanymi już krzewami. W chwili zatrzymania obaj mężczyźni znajdowali się na plantacji. Zatrzymanym grozi do 8 lat pozbawienia wolności. 
 
 
 
 
Policjanci kryminalni z Elbląga, zatrzymali dwóch mężczyzn oraz zlikwidowali plantację konopi indyjskich w jednej z podpasłęckich miejscowości. Plantacja znajdująca się w leśnym zagajniku liczyła ponad 500 metrów kwadratowych i rosło na niej 480 krzewów konopi. Zatrzymane osoby odpowiedzą za nielegalną uprawę oraz posiadanie narkotyku.
Policjanci kryminalni z Elbląga oceniają, iż z zabezpieczonego materiału sprawcy mogli wyprodukować ponad 12 kg suszu marihuany o czarnorynkowej wartości 360 tysięcy złotych. Zabezpieczone ścięte rośliny trafiły do policyjnego magazynu. Dwaj mężczyźni w wieku 31 i 32 lat zostali zatrzymani w policyjnym areszcie.

- Plantacja była położona z daleka od siedzib ludzkich zupełnie na uboczu – mówi policjant operacyjny pionu KR. – Podczas przeszukania posesji oraz terenu przyległego zauważyliśmy gumowy wąż o długości kilkudziesięciu metrów, który prowadził do leśnego zagajnika. To nim nawadniano plantację konopi.

Na obszarze o około 50 metrach długości i 10 szerokości rozmieszczone były sadzonki konopi. Było to 480 doniczek z ukształtowanymi już krzewami. W chwili zatrzymania obaj mężczyźni znajdowali się na plantacji. Policjanci prowadzący postępowanie wspólnie z prokuraturą będą wnioskować do sądu o zastosowanie wobec zatrzymanych sankcji karnej. Za taki czyn prawo przewiduje karę do 8 lat pozbawienia wolności.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Śmiercionośny klefedron, czy oby jest on tak szkodliwy jak przedstawia go policja i media? To już druga akcja CBŚP w tym miesiącu dzięki której na rynek nie trafia ogromne ilości odczynników. Policjanci zabezpieczyli oprócz sprzętu laboratoryjnego, 135 kilogramów substancji psychoaktywnej 4CMC i półprodukty. Zatrzymanym grozi do 8 lat pozbawienia wolności. 
 
 
 
Funkcjonariusze częstochowskiego CBŚP zlikwidowali laboratorium produkcyjne substancji niebezpiecznych. Zabezpieczyli 135 kilogramów gotowej trucizny, półprodukty i sprzęt laboratoryjny. Wartość ujawnionych substancji psychoaktywnych to ponad 7 mln zł. Wcześniej policjanci zatrzymali mężczyznę, który przewoził ponad 14 kilogramów trujących substancji.

Policjanci częstochowskiego CBŚP zatrzymali 3 lipca kierującego audi, który w swoim samochodzie przewoził ponad 14 kilogramów klefedronu, czyli 4CMC. Ta psychoaktywna substancja, to jeden z podstawowych składników tzw. dopalaczy.
Jak po nitce do kłębka, policjanci trafili do laboratorium, w którym produkowano truciznę. W miejscowości Bożepole Małe w hali zlokalizowana była produkcja substancji zabronionych.

O tym, jak niebezpieczne było stężenie środków chemicznych w hali i jej okolicach świadczy, iż dopiero po dwóch dniach można było wejść do środka, nie narażając życia i zdrowia policjantów i innych służb, pracujących na miejscu. Lokalizacja sprawiła, że zamknięto ujęcie wodne dla mieszkańców dwóch miejscowości, ze względu na ewentualne jej skażenie.
Policjanci zabezpieczyli oprócz sprzętu laboratoryjnego, 135 kilogramów substancji psychoaktywnej i półprodukty. Z takiej ilości, można było wyprodukować ponad 900 tys. porcji tej trucizny. Zabezpieczanie substancji, jak również wywożenie niebezpiecznych chemikaliów trwało kolejne kilka dni.

Zatrzymany mężczyzna, który przewoził dopalacze, w Prokuraturze Rejonowej w Zgierzu usłyszał zarzuty wprowadzania do obrotu substancji stanowiących zagrożenie dla zdrowia i życia. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa ma charakter rozwojowy.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
W Wielkopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK w Poznaniu 79-letni „chemik” usłyszał zarzuty wytwarzania środków odurzających, a jego kompani i zarzuty udziału w wytwarzaniu narkotyków. Zatrzymanym grozi do 15 lat pozbawienia wolności.
 
 
 
300 litrów różnych odczynników chemicznych służących do wytwarzania narkotyków, 1,2 kg gotowej amfetaminy, 50 litrów substancji, aparatura do produkcji i zatrzymanie 3 osób zajmujących się wytwarzaniem amfetaminy – to efekt pracy policjantów CBŚ Policji z Poznania. Funkcjonariusze zlikwidowali laboratorium amfetaminy zlokalizowane w Mazowieckim. W Wielkopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK w Poznaniu zatrzymani usłyszeli zarzuty wytwarzania narkotyków. 79-letni mężczyzna, który był „chemikiem” został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.
Policjanci poznańskiego CBŚ Policji od kilkunastu dni pracowali nad odkryciem lokalizacji laboratorium amfetaminy w województwie mazowieckim. Funkcjonariusze ustalili, że osoby trudniące się tym procederem będą prawdopodobnie jechały samochodem w okolicy Wołomina. Wytypowane auto zostało przez policjantów zatrzymane do kontroli. W pojeździe były dwie osoby, które przewoziły 50 litrów płynnej substancji. Policjanci ustalili, że transport zmierzał do miejsca, gdzie następował końcowy etap produkcji amfetaminy – osuszanie substancji.

W pobliżu miejsca zatrzymania 79-letniego „chemika” i jego towarzysza policjanci na jednej z posesji odkryli linię produkcyjną do wytwarzania narkotyków. Funkcjonariusze zabezpieczyli tam ponad 300 litrów różnych odczynników chemicznych, z których część mogłaby posłużyć do produkcji metamfetaminy. Oprócz aparatury policjanci znaleźli też 1,2 kg osuszonej amfetaminy. Zatrzymali też kolejną osobę, zaangażowaną w proceder.
Wstępne badania chemiczne wykazały, że wytworzona amfetamina miała bardzo wysoki stopień czystości, a 79-letni „chemik” miał bardzo szeroką wiedzę na temat produkcji i cały czas doskonalił proces. Jak ustalili policjanci mężczyzna wykorzystywał nowatorską, mało znaną metodę, trudną do wykrycia.

W Wielkopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK w Poznaniu „chemik” usłyszał zarzuty wytwarzania środków odurzających, a jego kompani i zarzuty udziału w wytwarzaniu narkotyków. Za ten czyn grozi do 15 lat pozbawienia wolności.
„Chemik” został na wniosek prokuratora tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.
Sprawa ma charakter rozwojowy. Policjanci ustalają, jak długo mógł trwać proceder i ile mogli wyprodukować zatrzymani. Ustalają również, gdzie miały trafić narkotyki.

Eugeniusz J. był już zatrzymywany przez policjantów CBŚP podczas likwidacji laboratorium amfetaminy - więcej przeczytacie tutaj: Laboratorium amfetaminowe zlikwidowane przez CBŚP
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Policjanci z Lubartowa znaleźli ponad 150 kilogramów środków chemicznych służących do produkcji dopalaczy. Zabezpieczono również szereg dowodów świadczących o jego działalności. Mężczyzna został zatrzymany. Według policji zatrzymanemu mężczyźnie grozi do 10 lat pozbawienia wolności za produkcję środków zastępczych tzw. dopalaczy oraz udzielanie środka odurzającego innym osobom.


 
Zarzuty produkcji oraz udzielania środków zastępczych tzw. dopalaczy usłyszy 30-letni mieszkaniec Lubartowa. W jego mieszkaniu policjanci znaleźli ponad 150 kilogramów środków chemicznych służących do produkcji substancji odurzających. Mężczyzna został zatrzymany i obecnie prowadzone są z nim czynności procesowe pod nadzorem prokuratora. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

Do zatrzymania doszło wczoraj rano na jednym z lubartowskich osiedli. Kryminalni z Lubartowa weszli do jednego z mieszkań, które zajmował 30-latek. Z zebranych informacji wynikało, że trudni się on produkcją i sprzedażą  środków zastępczych tzw. dopalaczy.

Podczas przeszukania mieszkania oraz samochodu i pomieszczeń gospodarczych należących do mężczyzny policjanci znaleźli ponad 150 kilogramów środków chemicznych służących do produkcji dopalaczy. Zabezpieczono również szereg dowodów świadczących o jego działalności. Mężczyzna został zatrzymany.

Obecnie trwają z nim czynności procesowe pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Lubartowie. Za produkcję środków zastępczych tzw. dopalaczy oraz udzielanie środka odurzającego innym osobom grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

 
 
 
Policja.pl

Wojt
Funkcjonariusze zabezpieczyli 107 kilogramów marihuany o wartości przekraczającej 3,2 mln zł. "Ramirez" trafił do Prokuratury Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich, gdzie zostały mu przedstawione zarzuty uczestnictwa w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających, za co grozi do 12 lat więzienia.

 
107 kilogramów marihuany o wartości 3,2 mln złotych miał w budynku gospodarczym 34-letni Jakub J. ps. Ramirez zatrzymany w Bardzie Śląskim przez policjantów wrocławskiego CBŚP przy udziale dolnośląskiego USC. Jak ustalili funkcjonariusze, mężczyzna był „magazynierem” grupy przestępczej, trudniącej się obrotem narkotykami na wielką skalę."Ramirez" po przedstawieniu zarzutów w Prokuraturze Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich, decyzją sądu trafił do aresztu na 3 miesiące.

Funkcjonariusze CBŚP z Jeleniej Góry ustalili, że  34-letni Jakub J. z Barda Śląskiego w miejscu zamieszkania ukrywa znaczne ilości środków odurzających.

Policjanci skrupulatnie zaplanowali akcję zatrzymania mężczyzny, weszli na wytypowaną posesję w Bardzie Śląskim, gdzie zatrzymali 34-latka. Podczas przeszukania pomieszczeń gospodarczych w szafie mieszczącej się w garażu, policjanci znaleźli pudła w których ukryta była marihuana. Narkotyki były zapakowane próżniowo w foliowe torby.

W sumie funkcjonariusze zabezpieczyli 107 kilogramów marihuany o wartości przekraczającej 3,2 mln zł. "Ramirez" trafił do Prokuratury Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich, gdzie zostały mu przedstawione zarzuty uczestnictwa w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających, za co grozi  do 12 lat pozbawienia wolności.
Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące w stosunku do Jakuba J.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Dziś z importu docelowego marihuany z powodu skomplikowanej procedury, narkofobii środowiska lekarskiego i problemów z dostawami korzysta zaledwie kilkadziesiąt osób, na zamówienie i tak trzeba czekać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Nie ma więc co się łudzić, że teraz w każdej aptece będzie dostępny susz.


Biznes na konopiach już się nad Wisłą kręci. Na razie nie na tych z psychoaktywnym wkładem, choć legalizacja medycznej marihuany otworzyła furtkę. PiS pierwotnie rozważało zlecenie produkcji prywatnym firmom, choć ostatecznie się z tego wycofało. Jeśli jednak popyt okaże się zbyt duży, być może będzie musiało znów zmienić zdanie. Mimo to o zielonym boomie, który opanował USA, polski biznes i tak może tylko pomarzyć.

Sejm zdecydował, że preparaty z marihuany będą wytwarzane w aptekach na receptę Surowiec ma być sprowadzany zza granicy, choć w przypadku deficytów może się to zmienić, co dałoby polskim firmom szansę wejścia na nowy rynek Polscy przedsiębiorcy mogą na razie uprawiać konopie bez środka psychoaktywnego. Wykorzystuje się je w wielu branżach Dom z bali tonie w wygrzewających się w słońcu strzelistych, upstrzonych gęsto liśćmi łodygach. Rosną na wysokość od trzech do ponad pięciu metrów. Żyją krótko, 82-87 dni. Potem konopie z podkieleckiej wsi idą na ścięcie.
Zofia Vahlberg pamięta je jeszcze z młodości. Rosły wszędzie. Przed wojną uprawy konopi zajmowały powierzchnię ponad 30 tys. hektarów, na początku PRL-u ok. 20 tys., potem z każdą dekadą było ich coraz mniej. W 2015 roku było to tylko 581 ha.
Do branży trafiła, gdy pod koniec lat 90. szwedzkie władze zaangażowały się w odrodzenie upraw konopi. Vahlberg wyjechała do Szwecji w PRL-u. Dziś, choć nadal tam mieszka, wraz ze wspólniczką prowadzi w Polsce firmę Olimax, która produkuje m.in. nawozy z konopi. Jest jednym z największych graczy nad Wisłą.
– Mamy własne szkółki, w tym roku zarejestrowaliśmy własną odmianę, została wpisała do rejestru krajowego i europejskiego. Zbudowaliśmy też własną maszynę do zbioru, którą opatentowaliśmy. To jedyna tego typu maszyna w Polsce. W zeszłym roku wielu rolników nie było w stanie zebrać swoich upraw, a my nie byliśmy w stanie wszystkim pomóc – mówi. Bo poza własną produkcją na ok. 160 hektarach w województwach podkarpackim, małopolskim i świętokrzyskim, Olimax pomaga rolnikom z całej Polski w zbiorach, od których też skupuje. Jeszcze parę lat temu rolnicy podchodzili do upraw konopi jak do jeża. Teraz Vahlberg odbiera masę telefonów od zainteresowanych uprawą. Wzrost rynku widać gołym okiem.
Różne części konopi są wykorzystywane m.in. w budownictwie, przemyśle samochodowym, chemicznym, włókienniczym, spożywczym. – Nie ma w tej roślinie nawet jednego miligrama, który byłby bezużyteczny. Wszystko jest przetwarzane – podkreśla Vahlberg.
Chociaż drewniany dom otula mgiełka znajomego zapachu, poszukiwacze haju nie znajdą tu szczęścia. Konopie Olimaxu są całkiem legalne. W ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii z 1997 roku zapisano, że nielegalnym jest ziele konopi innych niż włókniste. Ta odmiana różni się wielkością, ale z wyglądu jest dość podobna do tej zawierającej substancję psychoaktywną – THC. Kształt liścia, znany z pamiątek z Jamajki i tandetnych gadżetów reggae, jest ten prawie sam. W konopiach włóknistych ilości THC są śladowe, wypalenie suszu nic nie da. Do hodowli potrzebna jest zgoda urzędu gminy w roku poprzedzającym uprawę, materiał siewny musi posiadać certyfikat, należy się liczyć z kontrolami.
 
Michał Frąckowiak wraz z dwójką wspólników trzy lata temu założył jeden z pierwszych w Polsce sklepów internetowych z produktami konopnymi – konopieizdrowie.pl. – Wtedy sklepów z produktami opartymi na konopiach włóknistych nie było zbyt wiele. Od tego czasu sporo się zmieniło. W co drugim sklepie ekologicznym, a nawet supermarketach i dyskontach, choć tu akurat trudno o dobrą jakość, można znaleźć ziarno konopi, oleje konopne, mąkę konopną. To już jest spory rynek, co pokazuje wzrost obszaru upraw – mówi.
Przekonuje, że ziarno konopi zapewnia wszystkie pięć najpotrzebniejszych człowiekowi składników: białko, witaminy, minerały, kwasy tłuszczowe nienasycone i błonnik. Ziarno można dodać do chleba, można z niego wytłoczyć olej, dodać do słodyczy – np. do czekolady, do odżywek dla sportowców, można je też wykorzystać jako uzupełnienie diet wegańskich, może bowiem zastępować soję. Z suszu można robić napary, np. zamiast herbaty. Z konopi produkuje się też kosmetyki.
– Życzyłbym sobie, żeby wszyscy używali produktów z nieprzetworzonych konopi włóknistych, począwszy od dzieci. Mielibyśmy wtedy mniej chorób cywilizacyjnych. Na przykład produkty z ziarna uelastyczniają naczynia krwionośne, świetnie nadają się do diet przeciwmiażdżycowych – mówi Frąckowiak. Produkcji medycznej marihuany nie powiedziałby „nie”. I przez chwilę była szansa, że polskie firmy będą mogły wejść na ten rynek. Przez chwilę.

Minister od marihuany
Nieoficjalnie poszło o niesnaski z jedną z wysoko postawionych urzędniczek. Jakkolwiek Krzysztof Łanda w kwietniu rzucił papierami i odszedł ze stanowiska wiceszefa resortu zdrowia. Lekarz z brodą filozofa w 2015 roku, jeszcze przed objęciem stanowiska, stwierdził, że legalizacja marihuany może pomóc w walce z dopalaczami. Legalna trawa miałaby pozwolić na wyparcie mocarzy i innych substancji, które w składzie mają szkło czy trutkę na szczury. PiS nie jest jednak partią, która by sobie pozwoliła na odlot. O legalizacji tzw. marihuany rekreacyjnej mowy nie było, co innego z marihuaną medyczną. Badania wykazały, że konopie z THC są pomocne osobom cierpiącym na raka, stwardnienie rozsiane czy padaczkę lekooporną, choć przeciwnicy uznają je za niewystarczające. Kolejne rządy skutecznie unikały tego tematu, ale akurat teraz zrobiło się wokół niego gorąco.
Między innymi za sprawą dra Marka Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka. Z sukcesami stosował marihuanę w leczeniu dzieci. Został jednak dyscyplinarnie zwolniony, co wywołało ferment opinii publicznej. Wrócił do pracy z wyrokiem sądowym w ręku, choć nie pozwolono mu przyjmować pacjentów. Sprawie przysłużył się także Tomasz Kalita. Zmarły na guza mózgu polityk SLD domagał się legalizacji marihuany medycznej, skarżąc się, że oleju konopnego musi szukać na ulicy, biegając po dilerach. Wreszcie poseł Piotr Liroy-Marzec, do niedawna kukizowiec, uczynił z legalizacji medycznej marihuany istotę swojej bytności w Sejmie.
Poselski projekt ustawy o legalizacji medycznej marihuany Liroya trafił na biurko marszałka Marka Kuchcińskiego – nota bene byłego hipisa – na początku 2016 roku. Stanowisko PiS-u z czasem miękło i jesienią Kuchciński odmroził projekt, a Łanda stwierdził, że Ministerstwo Zdrowia zakłada, że w Polsce będzie prowadzona kontrolowana uprawa konopi zawierających THC i produkcja leków na ich bazie.
– Ministerstwo pracuje nad zapisami, które umożliwią nam kontrolę nad uprawą tego suszu, po to, żebyśmy nie musieli go sprowadzać z zagranicy. Ta uprawa nie jest szczególnie trudna, więc wydaje mi się, że możemy wkrótce taką uprawę prowadzić w Polsce – powiedział na posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. marihuany medycznej, na czele którego stanął Liroy. Przyznał, że procedura tzw. importu docelowego, dzięki której obecnie można sprowadzać leki na bazie marihuany, jest trudna i zawiła. I chwalił się, że rząd PiS jako pierwszy zgodził się na refundację sprowadzanych z zagranicy leków opartych na konopiach z THC.
 
Wiceminister zastanawiał się, po co mamy płacić innym państwom do 20 tys. zł miesięcznie za susz zawierający te związki dla jednego pacjenta, skoro możemy produkować go sami znacznie taniej. Najpierw to państwo miałoby się zająć jego produkcją. Docelowo susz miałby być produkowany przez prywatne firmy, oczywiście pod odpowiednim nadzorem.
Z czasem jednak ta wizja Łandy została zarzucona, a wpływ wiceministra na bieg spraw zmalał. Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia, nie tylko stwierdził, że nie ma mowy o uprawach marihuany, ale że nie ma dowodów, że marihuana jest lekiem. Dowody na to, że w pewnych okolicznościach można ją stosować jako środek zmniejszający dolegliwości, określił jako „słabe”. PiS przestraszył się, że otworzy drzwi za szeroko i nie zapanuje nad obrotem konopiami z THC.

Legalna, ale polski rolnik nie zasadzi
Sprawa znalazła jednak swój grand finale. W czwartek w Sejmie przegłosowano projekt poselski, choć w międzyczasie wybito mu sporo zębów. W bólach przyjęto kompromis – preparaty z marihuany będą wytarzane w aptekach na receptę, a surowiec ma być sprowadzany zza granicy. Leki powinny być więc łatwiej dostępne niż w ramach importu docelowego. Preparaty nie będą jednak refundowane. Opozycja poparła projekt, choć domagała się poluzowania zapisów. Znamienne, najwięcej do powiedzenia miał tu Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia w rządzie w PO, który przed „dobrą zmianą” problem medycznej marihuany ignorował. Kluby opozycyjne chciały przede wszystkim upraw w Polsce, co ostatecznie nie przeszło.
Tłumaczenie wiceministra zdrowia Zbigniewa Króla w Sejmie: – Chcieliśmy przyjąć projekt obrotu marihuaną jak najszybciej – stwierdził. A potem: – Żeby przeprowadzać uprawy w sposób nadzorowany, jest konieczna inwestycja. Dozór musi być zastosowany nie tylko w momencie uprawy, ale i przekazywania do dalszej obróbki. Nie mamy w tym doświadczenia. Maku leczniczego też się nie uprawia. Chcieliśmy zastosować aktualnie obowiązujące prawo – tłumaczył.
Środowiska wojowników o legalizację medycznej marihuany spodziewają się jednak problemów z dostępnością suszu. – Jesteśmy wdzięczni posłom, to duży przełom, ale za kilka miesięcy temat wróci – mówi Dorota Gudaniec, współautorka przyjętego projektu oraz mama chorego na padaczkę lekooporną Maksa, która od kilku lat jest w pierwszym rzędzie krucjaty o legalizację medycznej marihuany. – Rząd nie będzie w stanie zapewnić dostaw, bo jedynym producentem suszu w standardzie GMP (good manufacturing practice – zestaw praktyk zapewniających wysoką jakość – przyp. red.) jest firma Bedrocan z Holandii. Firma ta może jakąś część swojej produkcji przeznaczyć na polski rynek, ale to będzie niewystarczające. Niemcy będą zaopatrywani przez Bedrocan przez dwa lata, co było dużo wcześniej uzgodnione, a po dwóch latach mają mieć własne uprawy. Te dwa lata są okresem przygotowawczym. Podobnie powinno być w Polsce.
Dziś z importu docelowego – z powodu skomplikowanej procedury, narkofobii środowiska lekarskiego i problemów z dostawami – korzysta zaledwie kilkadziesiąt osób, a na zamówienie i tak trzeba czekać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Nie ma więc co się łudzić, że teraz w każdej aptece będzie dostępny susz. Chyba że rząd będzie chciał surowiec sprowadzać z krajów trzeciego świata, ale wtedy nie możemy mówić o standardzie bezpieczeństwa, którego oczekują pacjenci.
Twórcy projektu nie wnieśli żadnej poprawki w Sejmie, bo to by skutkowało cofnięciem ustawy do komisji zdrowia, co by oznaczało kolejne miesiące albo lata pracy. Będą próbowali przekonać senatorów, aby stworzyć program przygotowawczy.
– Docelowe zlecenie produkcji prywatnym firmom byłoby najbardziej racjonalne, ale na razie na to nie liczymy. W ramach kompromisu proponujemy, aby zajęły się tym najpierw tylko instytuty państwowe. Poza tym w ciągu kilku lat moglibyśmy stać się potentatem na rynku konopi. Zwróćmy uwagę, że Bedrocan pobierał nauki w polskim instytucie. Mamy tu duże pole do popisu, ale musimy sobie dać szansę – przekonuje Gudaniec.
Król przyznał, że nie wiemy, jak ukształtuje się podaż i popyt. Resort nie zna też kosztów całego przedsięwzięcia. Wyceny nie zrobiono, bo był to projekt poselski. Wiceminister pociesza się, że jeśli ten preparat będzie stosowany szeroko, te ceny może spadną. Sytuacja będzie monitorowana.
W przesłanym Onetowi oświadczeniu resort zdrowia napisał: „[…] w sytuacji, gdy zaproponowane rozwiązania prawne nie zapewnią w 100-proc. zapotrzebowania na  produkty na bazie marihuany w Polsce, zostaną podjęte odpowiednie kroki, aby tę sytuację poprawić”.
Jednak należy pamiętać, że nawet jeśli polscy rolnicy w końcu będą mogli zasadzić marihuanę, rynku wystarczy dla kilku graczy. Wraz ze wzrostem świadomości i odwagi wśród pacjentów i lekarzy, może on rosnąć, ale w końcu dojdziemy do ściany. Przez tę ścianę przeszli już producenci amerykańscy. Udział sprzedaży marihuany rekreacyjnej w całej sprzedaży legalnej marihuany już za trzy lata ma w USA przekroczyć 50 proc. Tu rynek nie ma praktycznie dna.

Zielony boom za oceanem
Hollyweed, czyli święte zioło. Taki napis przywitał wszystkich, którzy 1 stycznia tego roku włączyli telewizor. News dnia: ktoś przerobił osadzony na wzgórzu napis Hollywood. Kawał był związany z legalizacją rekreacyjnej marihuany w Kalifornii – przepisy mają wejść w życie w przyszłym roku.
Kalifornia jest kolejnym stanem, który się na taki krok zdecydował. Obecnie blisko jedna czwarta amerykańskich obywateli może legalnie kupować rekreacyjną marihuanę. Arcview Market Research, firma analityczna zajmująca się rynkiem legalnej marihuany w Stanach, na początku roku opublikowała raport o branży. Sprzedaż legalnej marihuany, czy to do celów medycznych czy rekreacyjnych, w zeszłym roku w USA i Kanadzie przekroczyła 6,7 mld dolarów. To wzrost aż o 30 proc. w stosunku do 2015 roku. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w najbliższych latach ma wynieść 25 proc. W 2021 roku rynek ma być wart 20,2 mld dolarów.
 
Dlaczego kolejne stany decydują się na legalizację? Chodzi o pieniądze. Kolorado jako pierwsze zalegalizowało marihuanę do celów rekreacyjnych. W zeszłym roku stan zainkasował 198,5 mln dolarów z różnych podatków i opłat od marihuany, której sprzedano w tym czasie za 1,3 mld dolarów. To kolejny rok wzrostu – w 2014 roku było to 699,2 mln, a dwa lata temu – 996,2 mln. Przy czym czarne scenariusze, których obawiało się Kolorado, się nie ziściły. Nie spadły ceny nieruchomości w mieście, nie nastąpił exodus mieszkańców, nie wzrosło spożycie marihuany wśród nastolatków, nie wzrosła też liczba ofiar wypadków drogowych, a odsetek brutalnych przestępstw nie tylko nie wzrósł, ale spadł blisko o jedną czwartą.
Szaleństwa poza USA jednak na razie nie widać. W żadnym z europejskich państw przepisy nie są tak liberalne, jak w Stanach, z Holandią włącznie. W Polsce nie jest nawet dopuszczone posiadanie na własny użytek. Dziś trudno sobie więc wyobrazić sklepy z lizakami z trawą, które można spotkać za oceanem. Ale co gdyby?
Popyt by był niemały. Marihuana jest w Polsce najbardziej popularnym narkotykiem. Według zeszłorocznego raportu Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii na tle innych państw znajdujemy się w środku zestawienia pod względem spożycia. W 2014 roku 16,2 proc. osób dorosłych (15-64 lata) przyznało, że w ciągu całego życia próbowało marihuany. W ciągu ostatnich 12 miesięcy skręta zapaliło 9,8 proc. młodych osób (15-34 lata). I aż 23 proc. uczniów w wieku 15-16 lat używało marihuany. Dla porównania – w Holandii było to tylko o 4 pkt. proc. więcej.
– 95 proc. osób, które odwiedza nasze stoiska, mówi, że miało kontakt z marihuaną. To pokazuje tylko skalę, jaka występuje w Polsce, jeśli chodzi o nielegalną sprzedaż – mówi Michał Frąckowiak. Dodaje jednak, że jeśli chodzi o marihuanę rekreacyjną, jego zdaniem model czeski, a więc niekarania posiadania na własny użytek, jest najlepszy. – Każdy, hodując dla siebie 2-3 krzaki, robi to tak, aby uzyskać najlepszy produkt. Niczego tam nie dodaje. To jest najlepszy układ, bo eliminuje się patologie związane ze sprzedażą, a do tego każdy wie, co ma – tłumaczy.
– Bylibyśmy zainteresowani również produkcją rekreacyjnej marihuany – mówi z kolei Zofia Vahlberg. – Z konopi płyną same pożytki. Nigdy nikomu nie stała się z ich powodu krzywda. One zawsze służyły ludziom.
 
 
 
Biznes.onet.pl

Wojt
25 i 30-latek oraz 51-latek usłyszeli zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków oraz przygotowania do wprowadzenia ich do obiegu. Grozi im za to do 10 lat pozbawienia wolności. 31-latek usłyszał zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków, przygotowania do wprowadzenia do obiegu oraz posiadania przyrządów do produkcji narkotyków. Decyzją Sądu wszyscy czterej zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące
 
Zatrzymanie 3 dilerów narkotykowych oraz osoby ukrywającej się od 13 lat przez organami ścigania, a także zabezpieczenie ponad 15 kilogramów marihuany to efekt działań w ostatnich dniach krakowskich policjantów zwalczających przestępczość narkotykową.
Kilka dni temu krakowscy policjanci zwalczający przestępczość narkotykową na jednej z ulic Prądnika Białego obserwowali transakcję narkotykową. Około godz.11 w zatoczce parkingowej przy ul. Krowoderskich Zuchów zaparkował Opel Astra, w którym siedział znany Policji 31-latek oraz Mercedes z dwoma młodymi mężczyznami. 31-latek wziął od mężczyzn kartonowe pudełko włożył do bagażnika swojego samochodu po czym szybko odjechał.

Policjanci postanowili zatrzymać Mercedesa, wylegitymować zarówno kierowcę jak i pasażera oraz sprawdzić zawartość bagażnika samochodu. Wewnątrz pojazdu funkcjonariusze znaleźli 10 pakietów z zawartością suszu roślinnego. Okazało się, ze jest to ponad 10,5  kilograma marihuany. Obaj mężczyźni (25-latek i jego 30-letni kolega) zostali zatrzymani i przewiezieni do Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Ponieważ 31-latek chwilę wcześniej otrzymał od mężczyzn paczkę, policjanci podejrzewali, że była to również marihuana. Dlatego kierowca Opla Astry również był obserwowany, a jak się okazało nie była to jego jedyna transakcja tego dnia. Zaraz po tym jak wrócił do mieszkania z paczką, ruszył na rowerze do pobliskiej pizzerni, gdzie od pewnego mężczyzny przyjął białą małą reklamówkę (jak się okazało również zawierała marihuanę). 31-latek wrócił następnie do miejsca zamieszkania. Kiedy otworzył bramę do garażu policjanci postanowili skontrolować zawartość paczki, reklamówki a także innych opakowań które stały w garażu.

Podczas przeszukania garażu jak i mieszkania mężczyzny zabezpieczono ponad 5 kilogramów marihuany, ponad 30 g kokainy, 34 g haszyszu, a także równego rodzaju sprzęt służący do konfekcjonowania narkotyków. 31-letni mężczyzna został zatrzymany. Następnie policjanci udali się do pizzerii, przed którą chwilę wcześniej doszło do transakcji. Tutaj funkcjonariusze zatrzymali 51-letniego mężczyznę, który przekazał reklamówkę z narkotykami.
Podczas legitymowania 51-latek podał jednak policjantom fałszywe dane personalne (swojego brata). Okazało się, że ma powody aby kłamać, ponieważ od 2004 r. jest poszukiwany listem gończym w celu osadzenia w zakładzie karnym na łączną karę pozbawienia wolności 3,5 lat. Podczas przeszukaniamieszkania policjanci również zabezpieczyli narkotyki.
25 i 30-latek oraz 51-latek usłyszeli zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków (art. 62 ust.2 UPN) oraz przygotowania do wprowadzenia narkotyków do obiegu (art. 59 ust.1 UPN). Grozi im za to do 10 lat pozbawienia wolności.

31-latek z kolei usłyszał zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków (art. 62 ust.2 UPN), przygotowania do wprowadzenia do obiegu (art. 59 ust.1 UPN) oraz posiadania przyrządów do produkcji narkotyków (art. 54 UPN ). Jemu również grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Decyzją Sądu wszyscy czterej zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Jedna uprawa znajdowała się w specjalnym schowku w domu rodziców dilera. Drugą znaleźć mogła tylko Rossi. Droga do niej wiodła przez psi kojec.
 
 
 
 
Tego chyba jeszcze nie było. Uprawa marihuany w szambie to najnowsze odkrycie policji w Rudzie Śląskiej. Aby dostać się do roślin, trzeba było się czołgać.

Policja obserwowała 28-latka z Mikołowa. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna handluje marihuaną w Rudzie Śląskiej. Kryminalni, w towarzystwie labradorki Rossi, odwiedzili go w domu.


Jedna uprawa znajdowała się w specjalnym schowku w domu rodziców dilera. Drugą znaleźć mogła tylko Rossi. Droga do niej wiodła przez psi kojec.

Aby dostać się do drugiej uprawy, należało kawałek się przeczołgać specjalnym korytarzem prowadzącym do podziemnego bunkra po byłym szambie.

W sumie policja znalazła 30 roślin, 1,3 kg marihuany, 7,5 tys. zł w gotówce i profesjonalny sprzęt do uprawy konopi indyjskich. Mężczyzna i jego 22-letni brat zostali zatrzymani.
 
 
 
CannabisNews.pl

Wojt
Przeprowadzono 180 kontroli punktów sprzedaży środków zastępczych. Przeszukano 44 pomieszczenia i 132 pojazdy. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. blisko 5 tys. opakowań z zawartością środków zastępczych. Zlikwidowano 2 plantacje konopi indyjskich, zabezpieczono ponad 5 kg marihuany, amfetaminę oraz inne proszki i susz o nieustalonym składzie.
 
 
Policja wspólnie z Państwową Inspekcją Sanitarną przeprowadziła działania wymierzone przeciwko obrotowi środkami zastępczymi, tzw. dopalaczami. Akcja objęła cały kraj. Zabezpieczono 5 tys. opakowań dopalaczy oraz znaczne ilości narkotyków. Zatrzymanych zostało 67 osób.
Dzisiaj, 29 czerwca br., w Komendzie Głównej Policji odbyła się konferencja prasowa z udziałem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusza Błaszczaka, Głównego Inspektora Sanitarnego Marka Posobkiewicza, Zastępcy Prokuratora Krajowego Marka Pasionka i Komendanta Głównego Policji nadinsp. dr Jarosława Szymczyka dotycząca przeprowadzonych na terenie całego kraju działań wymierzonych w handel środkami zastępczymi, tzw. dopalaczami.
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji na ręce Komendanta Głównego Policji złożył gratulacje i podziękowania za pracę funkcjonariuszy, sprawnie przeprowadzone akcje zlikwidowania dwóch grup przestępczych, które zajmowały się dystrybucją dopalaczy w Polsce i akcję, dzięki której zostały zatrzymane osoby zajmujące się handlem tzw. dopalaczami.

Pan Minister podkreślił świetną współpracę służb państwowych odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa oraz determinację instytucji państwowych związaną z walką z dopalaczami. Do rodziców skierował apel o zapewnienie bezpieczeństwa swoim dzieciom poprzez zwracanie uwagi czy nie korzystają z "dopalaczy". Minister zwrócił się również bezpośrednio do młodzieży, aby nie ulegała modzie czy presji środowiska i odmawiała kiedy jest zachęcana do zażywania "dopalaczy". - "Dopalcze" niosą śmierć - pamiętajcie o tym! - podsumował szef MSWiA.
Komendant Główny Policji podziękował Ministrowi za słowa uznania, przekazując je na ręce polskich policjantów, którzy od piątku minionego tygodnia bardzo ciężko pracowali nad tymi efektami. Szef Policji podsumował efekty pracy policjantów w tym CBŚP, funkcjonariuszy inspekcji sanitarnych i straży granicznej. - Zabezpieczone dokumenty, posiadane informacje i wyjaśnienia złożone przez podejrzanych pokazują bardzo dużą skalę działalności grup przestępczych - powiedział. Podkreślił również dużą intensywność i bardzo dużą skutczność działań polskich policjantów.
Pan Komendant podziękował Ministrowi SWiA za uznanie i gratulacje, Zastępcy Prokuratora Krajowego i Głównemu Inspektorowi Sanitarnemu za świetną współpracę i działania. Szef Policji podkreślił znaczenie profilaktyki w walce z dopalczami i również skierował apel do wszystkich, którzy mają jakąkolwiek wiedzę o miejscach, sposobach i osobach handlujących "dopalaczami" o niewłoczne przekazywanie tych informacji polskim policjantom.

- Poza działaniami doraźnymi prowdzimy działania systemowe. Od marca br. funkjonuje w KGP powołany specjalny zespół, który opracowuje nową propozycję podejścia do rozwiązań prawnych związanych z "dopalaczami", po to aby nasze działania mogły być jeszcze bardziej skuteczne - powiedział na zakończenie.
***
W działaniach realizowanych w piątek 23 czerwca br. wzięli udział funkcjonariusze Policji i pracownicy Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Czynności były prowadzone w trybie administracyjnym oraz procesowym. We wtorek, 27 czerwca br.,  kolejne realizacje spraw na terenie Dolnego Śląska i Podkarpacia przeprowadzili policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji.
W realizację działań zaangażowanych było 1250 funkcjonariuszy Policji i 340 pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej.
Przeprowadzono 180 kontroli punktów sprzedaży środków zastępczych. Przeszukano 44 pomieszczenia i 132 pojazdy. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. blisko 5 tys. opakowań z zawartością środków zastępczych. Zlikwidowano 2 plantacje konopi indyjskich, zabezpieczono ponad 5 kg marihuany, amfetaminę oraz inne proszki i susz o nieustalonym składzie, będące najprawdopodobniej środkami zastępczymi.

W sumie zatrzymano 67 osób - działania koordynowane były przez Biuro Kryminalne Komendy Głównej Policji.
Osoby trudniące się wytwarzaniem i handlem substancjami zastępczymi chcąc ukryć prawdziwe przeznaczenie dopalaczy stosują nazwy o neutralnym znaczeniu. Najczęściej są to nazwy wskazujące na zastosowanie sprzedawanych substancji w modelarstwie.
Na szczególną uwagę zasługuje rozbicie przez CBŚ Policji dwóch grup przestępczych handlujących szkodliwymi dla życia i zdrowia substancjami.
29 osób zajmujących się handlem truciznami zatrzymali policjanci CBŚ Policji wspólnie z policjantami KWP we Wrocławiu i Rzeszowie oraz funkcjonariuszami Krajowej Administracji Skarbowej na Dolnym Śląsku i Podkarpaciu. Podczas przeszukań zabezpieczono substancje, które służyły do produkcji niedozwolonych środków. Zatrzymane osoby oferowały do sprzedaży trujące środki zarówno w punktach handlowych, jak też poprzez strony internetowe. Do rozbicia obu grup Komendant Główny Policji powołał specjalne grupy śledcze. W dwóch prokuraturach nadzorujących te postępowania zatrzymani usłyszeli zarzuty działania w zorganizowanych grupach przestępczych, jak też wprowadzania do obrotu substancji szkodliwych. Za te czyny grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

W stolicy Dolnego Śląska jednocześnie pod kilkanaście adresów wkroczyli policjanci CBŚP z antyterrorystami ze SPAP, policjantami KWP Wrocław, BOA KGP i funkcjonariuszami KAS. Policjanci wcześniej dokładnie ustalili strukturę grupy, która jest odłamem grupy "Bolka". Zostali ustaleni zleceniodawcy, logistycy, kurierzy, magazynierzy i sprzedawcy szkodliwych substancji. Niektóre z zatrzymań miały dynamiczny charakter ze względu na charakter grupy - bardzo niebezpiecznej i zdeterminowanej. Zatrzymanych zostało 15 osób. Oprócz tego, zamknięty został punkt dystrybucji trucizn. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli różne substancje, które zostały przekazane do badań. Oprócz tego funkcjonariusze znaleźli maczety. Zabezpieczono też na poczet przyszłych kar pieniądze, złotą biżuterię i samochody. W Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, wszyscy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i wprowadzania do obrotu szkodliwych substancji. Na wniosek prokuratora 14 osób zostało tymczasowo aresztowanych.
W tym samym czasie na Podkarpaciu policjanci CBŚP z Rzeszowa zatrzymali 14 osób. Sprawę tę pod nadzorem Łódzkiego Zamiejscowego Wydziału Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, policjanci prowadzą od 2013 roku, kiedy to do funkcjonariuszy dotarły informacje o przestępczej działalności osób związanych z tzw. środowiskiem dopalaczy. Jak wynikało z uzyskanych informacji, w Polsce działała zorganizowana grupa przestępcza, której członkowie za pośrednictwem utworzonych sklepów i stron internetowych wprowadzali do obrotu środki zastępcze tzw. dopalacze osiągając z tego tytułu gigantyczne zyski.
Jak ustalili policjanci, działalność prowadzona była pod szyldem legalnie działających firm, najczęściej spółek. Dopalacze wprowadzane były do obrotu jako legalny asortyment różnego rodzaju np. afrodyzjaki, wyroby kolekcjonerskie, a także środki piorące i czyszczące. Tego rodzaju kamuflaż służyć miał do stworzenia otoczki legalnie działającej firmy a także utrudniać skuteczne działania służb odpowiedzialnych za zwalczanie tego procederu.
Część sklepów np. utworzono w rejonie placówek oświatowych, gdzie głównymi odbiorcami „dopalaczy” były osoby w wieku szkolnym.
Pierwsze działania policjanci przeprowadzili 2 lata temu - 10 osobom przedstawiono zarzuty udziału w grupie przestępczej, wprowadzania do obrotu substancji szkodliwych i prania pieniędzy. Policjanci zabezpieczyli łącznie 40 kg dopalaczy i 10,5 mln złotych.
Tym razem funkcjonariusze CBŚP zabezpieczyli pół kilograma substancji - prawdopodobnie mefedronu i prawie 64 tys. zł.
 
 
 
Policja.pl

Wojt
31-letni Daniel M. i 27-letni Dariusz Ś. zostali zatrzymani. Policjanci zabezpieczyli ponad 1000 krzewów konopi w różnej fazie wzrostu i ponad 6 kilogramów gotowego narkotyku. Plantacja była w pełni wyposażona zarówno w oświetlenie, system nawadniania i wentylacji.


 
Ponad 1000 krzewów konopi i ponad 6 kilogramów gotowej do sprzedaży marihuany zabezpieczyli policjanci wrocławskiego CBŚP w hali produkcyjnej w Opolu. Funkcjonariusze zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy zajmowali się wytwarzaniem marihuany. Szacunkowa wartość zabezpieczonych narkotyków to ponad 3,5 mln złotych. Obaj odpowiedzą za wytwarzanie znacznych ilości środków odurzających, za co grozi nie mniej niż 3 lata pozbawienia wolności. Po zarzutach w Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzn na 3 miesiące.

Policjanci CBŚP z Wrocławia od dłuższego czasu rozpracowywali zorganizowaną grupę przestępczą, trudniącą się przemytem z Holandii do Polski środków odurzających. Jak się okazało członkowie grupy zajmują się nie tylko przemytem, ale również rodzimą produkcją. Funkcjonariusze ustalili, że w jednej z hal magazynowych w Opolu może być plantacja marihuany. Skrupulatnie zaplanowali wejście do pomieszczeń. Na miejscu policjanci zastali dwóch mężczyzn, którzy doglądali uprawy.
31-letni Daniel M. i 27-letni Dariusz Ś. zostali zatrzymani. Policjanci zabezpieczyli ponad 1000 krzewów konopi w różnej fazie wzrostu i ponad 6 kilogramów gotowego narkotyku. Plantacja była w pełni wyposażona zarówno w oświetlenie, system nawadniania i wentylacji.
Według obliczeń funkcjonariuszy z zabezpieczonych krzewów można wytworzyć ponad 200 kilogramów gotowej do sprzedaży marihuany.
Obaj mężczyźni zostali doprowadzeni do Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK we Wrocławiu i usłyszeli zarzuty wytwarzania znacznej ilości środków odurzających, jak też uprawy konopi.
Sąd Rejonowy dla Wrocławia Śródmieście zadecydował o tymczasowym aresztowaniu obu mężczyzn na 3 miesiące.
Po tym fakcie, policjanci dotarli do garażu, wynajmowanego przez jednego z mężczyzn. Było tam ukryte i przygotowane do sprzedaży kolejne 8,5 kilograma marihuany.


 

Policja.pl

×