NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Nawet jedna trzecia heroiny, która trafia na rynek europejski przechodzi najpierw przez ręce rosyjskich mafiozów. Z badań przeprowadzonych przez Europejską Radę Spraw Zagranicznych wynika, że związki mafii z państwem rosyjskim uległy zmianie w 2000 roku, gdy prezydentem został Władimir Putin. Pomimo kar jakie są w Rosji za posiadanie narkotyków, przestępcy sprzedają o wiele narkotyków niż przed laty.
 
 
Sterowana przez Kreml, rosyjska mafia działa w całej Europie – wynika z raportu opublikowanego przez think tank o nazwie Europejska Rada Spraw Zagranicznych (ECFR). Zdaniem ekspertów, kremlowski aparat bezpieczeństwa czyli GRU, SWR i FSB ma ścisłe powiązania z rosyjskojęzycznymi grupami mafijnymi, które działają na terenie całej Europy.
„Państwo rosyjskie jest w znacznym stopniu skryminalizowane, a powiązania klasy politycznej z przedstawicielami świata przestępczego doprowadziły do tego, że rząd w dochodzeniu swoich interesów, wciąż korzysta z usług przestępców” – czytamy w analizie ECFR.

Według autorów raportu, rosyjskie władze wykorzystują grupy przestępcze do różnych niecnych celów, takich jak cyberataki, przemyt towarów i ludzi, a nawet zabójstwa polityczne na zlecenie Kremla.

– Szacuje się, że jedna trzecia heroiny, która trafia na europejskie ulice, przechodzi przez ręce rosyjskiej mafii – mówi ekspert ECFR Mark Galeotti. Jak tłumaczy, przestępcy powiązani z Kremlem działają tam, gdzie znajdują się duże skupiska ludności rosyjskojęzycznej m.in. w południowej Hiszpanii, Grecji, na Litwie, a także w Berlinie.

Z badań przeprowadzonych przez Europejską Radę Spraw Zagranicznych wynika, że związki mafii z państwem rosyjskim uległy zmianie w 2000 roku, gdy prezydentem został Władimir Putin. Od tamtego czasu elity polityczne Rosji zaczęły korzystać z usług przestępców, by osiągać swoje własne cele.
 
 
Tvp.info
Wojt
Wszędzie nadchodzą piękne czasy, legalizacja marihuany i zarabianie nie niej ogromnych pieniędzy staje się faktem. Tylko Polska musi karać swoich obywateli za najmniejsza chęć posiadania choćby odrobiny suszu konopi. Światowe rynki bija na alarm wprowadzają firmy na giełdę zarabiając setki miliardów dolarów lecz nam to nie jest potrzebne, przecież jeszcze by ktoś dostał olśnienia że ten kraj to jeden wielki kołchoz i mamy tyrać i nic nie mieć zamiast się bogacić...
 
 
Zostawcie nabiał i przerzućcie się na marihuanę – radzi rolnikom miliarder Richard Branson. Dziś to jeden z najszybciej rosnących rynków na świecie. W 2021 roku ma być on wart 20,2 mld dolarów. Nic dziwnego, że na giełdzie właśnie pojawił się pierwszy fundusz inwestujący w firmy zarabiające na „zielonym złocie”
Susz typu Sativa, Indica i ich krzyżówki, nasiona, skręcone już jointy, olejki przypominające z wyglądu miód albo wosk – tzw. shattery i waxy. Lizaki, landrynki, miętówki, ciasteczka, batoniki, trufle, czekoladki – wszystko z wkładem. W ofercie jest nawet biała czekolada z solonymi pistacjami, miętą i hajem do tego. Napoje z witaminami, w tym cola o różnych smakach – od pomarańczy przez czeremchę po piwo korzenne. Maści i tabletki przeciwbólowe, plastry. Wreszcie – fifki, grindery do mielenia suszu, waporyzatory do inhalacji, bletki do skręcania jointów. I oczywiście czapki.
Za ladą wytatuowany sprzedawca w bejsbolówce doradza każdemu wedle upodobań, waży, przesypuje. W gablotach słoiczki z suszem. Na ścianach zdjęcia i plakaty, z których kokietują liście marihuany. W telewizorze migają przebitki z hodowli. Hodowli, która dawno wyszła poza chałupnictwo.
  Dziś Medicine Man z Denver to taśma produkcyjna. Liście obcina maszyna. Coś, co jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. Poprzez dobór odpowiednich mieszanek odżywczych i światła ogranicza się koszty produkcji do minimum. To alchemia tego biznesu. Firmę założyli Andy i Pete Williamsowie w 2010 roku. Chcieli produkować dobrą i tanią marihuanę medyczną. Pete miał rękę do hodowli, a Andy smykałkę do biznesu. Gdy cztery lata później stan Kolorado, jako pierwszy, zalegalizował użycie marihuany do celów rekreacyjnych, Pete i Andy otworzyli swoje drzwi dla wszystkich. Dziś marka jest jedną z popularniejszych w USA, a wycena giełdowa firmy wynosi 17,9 mln dolarów. A Medicine Man to tylko kropla w morzu.
Zielone na zielonym
Arcview Market Research to firma analityczna zajmująca się rynkiem legalnej marihuany w USA. Na początku roku opublikowała swój piąty raport o stanie branży. Po raz pierwszy uwzględniono w nim Kanadę, w której już trwają prace nad legalizacją rekreacyjnej marihuany – obecnie dozwolona jest tylko ta medyczna.
Według wyliczeń Arcview sprzedaż legalnej marihuany, czy to do celów medycznych czy rekreacyjnych, w zeszłym roku przekroczyła 6,7 mld dolarów, co jest wzrostem aż o 30 proc. w stosunku do 2015 roku. Duże znaczenie miała tu popularyzacja olejków i żywności z marihuaną. Analitycy szacują, że skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w najbliższych latach będzie wynosił 25 proc. To lepiej od spółek internetowych na początku XXI wieku. W 2021 roku rynek ma być wart 20,2 mld dolarów.
Troy Dayton, szef Arcview, w komentarzu do raportu zauważył, że trudno znaleźć jakikolwiek inny wart miliardy rynek rosnący w tempie 25 proc., na którym nie byłoby międzynarodowych korporacji i inwestorów instytucjonalnych. I właśnie dlatego, jego zdaniem, rynek marihuany to super okazja.
Obecnie blisko jedna czwarta Amerykanów może legalnie kupować rekreacyjną marihuanę. Trwają obecnie prace nad jej legalizacją w Illinois. Jeśli prawo przejdzie, w dziewięciu stanach będzie można zgodnie z prawem wypalić jointa bez papierka od lekarza. Jeśli doliczyć do tego Waszyngton i Kanadę, liczba potencjalnych klientów przekroczy poziom 100 mln. Ręce zacierają nie tylko przedsiębiorcy, ale i pracownicy. Według serwisu Marijuana Business Daily firmy z branży zatrudniają już teraz w USA ok. 100 tys. osób.
 
Toteż Richard Branson, jeden z najbogatszych ludzi na świecie i założyciel konglomeratu Virgin, w wywiadzie dla nowozelandzkich mediów w marcu tego roku poradził wręcz rolnikom, aby przerzucili się z produkcji nabiału na produkcję marihuany. Jego zdaniem za dziesięć lat będzie ona tak samo akceptowalna, jak wino.
Dlaczego kolejne stany decydują się na legalizację? Najlepiej pokazuje to przykład Kolorado. W zeszłym roku stan zainkasował 198,5 mln dolarów z różnych podatków i opłat od marihuany, której sprzedano w tym czasie za 1,3 mld dolarów. To kolejny rok wzrostu – w 2014 roku było to 699,2 mln, a dwa lata temu – 996,2 mln. Te liczby były właśnie inspiracją dla Illinois, stanu, który jest w finansowym dołku. Legalizacja miałaby tu zasilić budżet kwotą 700 mln dolarów rocznie.
Jednocześnie czarne scenariusze, których obawiało się Kolorado, się nie ziściły. Nie spadły ceny nieruchomości w mieście, nie nastąpił exodus mieszkańców, nie wzrosło spożycie marihuany wśród nastolatków, nie wzrosła też liczba ofiar wypadków drogowych, a odsetek brutalnych przestępstw nie tylko nie wzrósł, ale spadł blisko o jedną czwartą. Statystyki nie wszystkich jednak przekonują.
Cienka zielona linia
W 2006 roku specjalny komitet brytyjskiej Izby Gmin opublikował analizę, w której zespoły psychiatrów, chemików, farmaceutów, prawników i policjantów zbadały szkodliwość dwudziestu używek, od papierosów po heroinę. Używki oceniano za pomocą trzech kryteriów: szkodliwości dla zdrowia, szkodliwości społecznej, w szczególności badano wpływ na rodzinę i otoczenie, i wreszcie ryzyka uzależnienia. Marihuana znalazła się na miejscu 11. Niżej niż alkohol (5) i tytoń (9).
 
Tego typu badania chętnie cytują producenci marihuany, która mimo dość szerokiej legalizacji wciąż jest na czarnej liście rządu, co znacznie utrudnia prowadzenie biznesu. Przeciwnicy marihuany odbijają piłeczkę, przytaczając choćby badania z 2012 roku przeprowadzone przez naukowców z Duke University. Wynika z nich, że mózgi młodych osób są podatne na negatywny wpływ marihuany. Jej regularnie zażywanie ma powodować spadek współczynnika IQ nawet o kilka punktów.
Marihuana w USA stała się substancją pod specjalnym nadzorem w latach 30., a w latach 70., za prezydentury Richarda Nixona, trafiła razem z heroiną do pierwszej kategorii narkotyków, a więc bardzo uzależniających i pozbawionych zastosowania medycznego. Za bardziej użyteczną uznano – sic – kokainę. Stało się tak mimo rekomendacji komisji, która zbadała skutki używania marihuany – ówczesnym politykom była ona nie w smak.
    W połowie zeszłego roku rządowa agencja walcząca z narkotykami Drug Enforcement Agency odmówiła zmiany kategorii marihuany, mimo że jest ona wykorzystywana do celów medycznych. Oznacza to, że chociaż jest legalna na poziomie stanowym, jest zabroniona na poziomie federalnym. Administracja Baracka Obamy dała stanom wolną rękę, również Donald Trump nie wydaje się zainteresowany zmianą status quo. I chociaż producenci marihuany nie zamienią raczej swoich foteli na więzienną pryczę, nie oznacza to, że problemu nie ma.
Otóż banki podlegają prawu federalnemu. Toteż firmy z branży w teorii nie mogą uzyskiwać pożyczek, ani wpłacać zysków na konta. Władze w Waszyngtonie oświadczyły co prawda, że nie będą karały banków za przyjmowanie pieniędzy z handlu marihuaną, ale pod warunkiem, że będą one dokładnie monitorowały biznesy swoich klientów.
        Sprawa wydaje się jednak śliska, banki boją się przekroczyć cienką linię między prawem a przestępstwem, więc wiele z nich woli odmówić „zielonym biznesom”. Obecnie ok. 40 proc. firm handlujących marihuaną w Kolorado nie ma kont bankowych. Od klientów przyjmują tylko gotówkę. Niektóre sklepy montują u siebie bankomaty, ale obrót fizycznym pieniądzem jest droższy, jeśli chodzi o środki bezpieczeństwa, a do tego utrudnia księgowość. Z czasem jednak, gdy opinia publiczna mięknie, rośnie liczba instytucji finansowych gotowych przyjmować środki z obrotu marihuaną. I rośnie też liczba tych, którzy mają odwagę w ten biznes zainwestować.
Marihuana S.A.
Miał tu powstać browar, ale powstanie największa fabryka marihuany w USA. Postawi ją w tym roku na ponad 20-hektarowej działce we Freetown w Massachusetts firma AmeriCann. Będą szklarnie, hale do obróbki roślin, produkcji olejków, laboratorium, centrum badań i szkoleń, a także biura. Firma chce ustanowić nowe standardy energetyczne, kosztowe, hodowlane i produkcyjne dla całej branży.
O takie duże przedsięwzięcia jednak w branży trudno. Wciąż jest to bowiem młody rynek. Powstaje bardzo dużo firm, ale nie wiadomo, które przetrwają. Inwestorzy są bardzo powściągliwi. Skok w tę branżę nie jest trudny, na giełdzie jest sporo spółek parających się produkcją i handlem marihuaną. Przy czym w związku z federalnym zakazem regulatorzy z organizacji nadzorującej rynek finansowy Financial Industry Regulatory Authority nie dopuszczają do IPO żadnej firmy z tej branży. Toteż firmy, których akcje można kupić, weszły na rynek poprzez manewr nazywany połączeniem odwrotnym – spółkę publiczną przejmuje spółka prywatna, której to biznes staje się główną działalnością połączonych organizmów.
Jakkolwiek, postęp widać. W kwietniu na giełdzie papierów wartościowych w Toronto z sukcesem zadebiutował Horizons Medical Marijuana Life Sciences ETF, fundusz inwestujący w firmy związane z branżą marihuany, nie tylko medycznej. Firmy te wchodzą w skład opracowanego przez przedsiębiorstwo Solactive indeksu North American Medical Marijuana Index. Horizons to pierwszy taki fundusz na świecie.
Szlaki przecierają też giganci. Już dwa lata temu fundusz venture capital Founders Fund, prowadzony między innymi przez Petera Thiela, współtwórcę PayPala i pierwszego inwestora Facebooka, zasilił gotówką firmę z branży marihuany – Privateer Holdings. Z kolei Microsoft w zeszłym roku nawiązał współpracę z firmą KIND Financial.
Zielonej gorączki złota poza USA na razie nie widać – nawet w najbardziej liberalnej w Europie Holandii rekreacyjna marihuana, wbrew powszechnej opinii, jest po prostu tolerowana, ale nie jest legalna. Tamtejsi sprzedawcy muszą liczyć się z licznymi restrykcjami i często są zdani na dobrą wolę władz. W Polsce żaden rząd nie tylko nie wyrażał chęci legalizacji rekreacyjnej marihuany, ale nawet jej dopuszczenie do celów medycznych jest oprotestowywane. Może jednak wystarczy poczekać na większą dziurę budżetową, żeby rządzący spróbowali zagrać w zielone.
 
 
 
Forbes.pl
Wojt
Ten moment, gdy policja Ci wbija na plantacje a Ty chcesz ją podpalić. Czego musisz użyć aby podpalić roślinę która głownie składa się z wody... Pomimo chęci plantatora, niestety policja zabezpieczyła na jego nieszczęście 165 roślin jak wyliczyli antynarkotykowi z zabezpieczonej ilości można by uzyskać 3,5 kilograma suszu marihuany.
 
 
Policjanci z Wydziału d/w z Przestępczością Narkotykową KWP w Łodzi oraz Wydziału Kryminalnego KPP Radomsko zatrzymali właściciela plantacji konopi indyjskich. Podczas zatrzymania podpalił uprawę chcąc zatrzeć ślady. Mimo tej próby policjanci zabezpieczyli 165 krzaków z których szacunkowo uzyskać można było ponad 3,5 kilograma marihuany.
26 kwietnia 2017 roku funkcjonariusze pojawili się przed jedną z posesji w gminie Dobryszyce. Z ich ustaleń wynikało bowiem, że jest tam prowadzona uprawa konopi indyjskich.  Kiedy  funkcjonariusze weszli na teren posesji drzwi domu zostały natychmiast zamknięte, a mieszkańcy próbowali zamknąć rolety antywłamaniowe. Chwilę później przez otwory wentylacyjne domu zaczął wydobywać się ciemny dym. 

Przez okna widać było, że w środku znajduje się kobieta z małym dzieckiem. Z uwagi na duże prawdopodobieństwo  zagrożenie życia i zdrowia osób przebywających w domu policjanci podjęli decyzję o wybiciu szyby w oknie.  Z budynku został wyprowadzony a następnie zatrzymany 28- letni właściciel posesji oraz jego 25 letnia konkubina, która trzymała na ręku 3 miesięczne dziecko.

Policjanci wykorzystując dostępny sprzęt ugasili pożar jednego z pomieszczeń. Jak się okazało, mężczyzna  najprawdopodobniej w celu zatarcia śladów,  używając łatwopalnej substancji podpalił  prowadzona uprawę konopi. Nadpaleniu uległo wyposażenie pomieszczenia, które było wyposażone w specjalistyczny sprzęt. Policjanci zabezpieczyli 165 sadzonek konopi. 27 kwietnia sprawca usłyszał zarzuty uprawy konopi innych niż włókniste w znacznych ilościach oraz umyślnego sprowadzenia zdarzenia w postaci pożaru. W dniu dzisiejszym mężczyzna zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Radomsku. Mężczyzna był w przeszłości notowany  za inne przestępstwa. Za tego rodzaju działalność grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl
Wojt
Donosy to popularna metoda zwalczania sąsiadów jak i nie lubianych kolegów przez społeczeństwo, często nieudacznicy robią to dla zabawy, czasami aby poczuć się lepszym lub kogoś zniszczyć. Tym razem donos był od osoby, żywo zainteresowanej posesją, obok której całkowitym przypadkiem przechodził i szybko wykręcając numer na policje poinformował stróżów prawa że pewien mężczyzna dziwnie się zachowuje a do tego, ma dwa pakunki, na bank one są podejrzane. Policja podczas zatrzymania 58-leniego mężczyzny zabezpieczyła 8kg narkotyków. W trakcie dalszych czynności pies tropiący pomógł w znalezieniu  ukrytych materiałów wybuchowych.
 
Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach zatrzymali 58-letniego mieszkańca Skarżyska Kamiennej, na którego posesji ujawnili oraz zabezpieczyli około 8 kilogramów narkotyków oraz prawie 2 kilogramy materiałów wybuchowych. Został on tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

Wszystko zaczęło się od tego, iż do policjantów trafiła informacja, że na terenie jednej z posesji w Skarżysku – Kamiennej jakiś mężczyzna dziwnie się zachowuje, a ponadto ma przy sobie pakunki z podejrzaną zawartością. Sprawą zajęli się funkcjonariusze zwalczający przestępczość narkotykową z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach, ponieważ przypuszczali, że w paczkach mogą znajdować się środki odurzające. Jak się szybko okazało, ich podejrzenia się potwierdziły.

Policjanci w piątek popołudniu podjechali na teren posesji w momencie, gdy mężczyzna ją opuszczał trzymając pod ręką jakiś pakunek. Stróże prawa gdy tylko go zobaczyli, zorientowali się, że otrzymana informacja może być prawdziwą, ponieważ rozpoznali go i wiedzieli, że był wcześniej karany m.in. za handel bronią.

Funkcjonariusze od razu sprawdzili zawartość trzymanej przez 58-latka paczki. W środku znajdowało się około kilograma amfetaminy. W toku dalszych czynności na terenie posesji policjanci ujawnili w zakopanej tam beczce amfetaminę w postaci sproszkowanej i płynnej. Jednak to nie wszystko co zabezpieczyli tam funkcjonariusze. Policyjny pies, wyszkolony do wyszukiwania środków odurzających, na terenie posesji znalazł kolejne narkotyki ukryte w znajdujących się tam cegłach.


Ponadto w trakcie przeszukania policjanci odnaleźli materiały wybuchowe w postaci 6 kostek trotylu o wadze 1200 gramów i prawie 600 gramów pentrytu. Funkcjonariusze zabezpieczyli wszystkie ujawnione substancje. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Kielcach.

Decyzją sądu zastosowano wobec zatrzymanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. 58-latkowi grozi do 12 pozbawienia wolności.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
W Polsce rośnie aktywność międzynarodowych grup przestępczych.  Wietnamskie triady opracowały bardzo wydajne metody upraw. Zbierają plony po ośmiu, góra dziesięciu tygodniach. To pozwala na pięć do sześciu narkotykowych żniw w ciągu roku. W 2016 roku w ramach prowadzonych przez Centralne Biuro Śledcze Policji spraw operacyjnych zainteresowaniem objętych zostały 874 zorganizowanych grupach przestępczych, w tym: w 739 polskich, 126 międzynarodowych, 3 rosyjskojęzyczne i 6 innych cudzoziemskich.
 
 
Wietnamskie triady kontrolują w Polsce plantacje marihuany, a wespół z Chińczykami zarabiają miliardy na handlu podrabianym towarem: od zabawek po odzież. Ukraińcy są główną siłą roboczą w nielegalnych fabrykach papierosów, zajmują się także handlem ludźmi i legalizowaniem pobytu w Polsce swych rodaków. Gangi z Albanii zajmują się u nas przemytem papierosów i narkotyków. O sile tzw. etnicznych grup przestępczych świadczy ich hermetyczność i unikanie konfrontacji z polskimi gangami. Bo to zwracałoby na nich uwagę policji. Od kilku lat rośnie w Polsce aktywność międzynarodowych i etnicznych grup przestępczych. W 2016 roku w ramach prowadzonych przez Centralne Biuro Śledcze Policji spraw operacyjnych zainteresowaniem objętych zostały 874 zorganizowanych grupach przestępczych, w tym: w 739 polskich, 126 międzynarodowych, 3 rosyjskojęzyczne i 6 innych cudzoziemskich.

Gangi z Azji i krajów byłego Związku Radzieckiego traktują Polskę, jako swoistą bramę do Europy. Nasze położenie sprzyja powstaniu nad Wisłą swoistych centrów logistycznych przy dystrybucji podrabianych towarów czy leków, ale także do produkcji narkotyków czy handlu ludźmi. Cudzoziemcy przestępcy zarabiają na swojej działalności miliardy dolarów. Zwalczanie ich jest trudniejsze niż rodzimych gangów, bo są bardziej hermetyczni, a w przypadku grup z Azji czy Kaukazu w grę wchodzą bariery językowe, co niestety nie ułatwia inwigilacji tych przestępców.   Zielona Azja nad Wisłą

Od początku roku, policjanci zlikwidowali już kilkanaście plantacji marihuany, zabezpieczając tysiące krzaków konopi indyjskich. W większości z nich, doglądaniem roślin zajmowali się „ogrodnicy” z Wietnamu. Tak było w m.in. podwarszawskim Piasecznie, Ząbkach czy w okolicach Torunia. W każdym z tych miejsc, działały nowocześnie wyposażone plantacje. Na miejscu przejmowano narkotyki i zatrzymywano zazwyczaj tylko „ogrodników”, którzy nie potrafili nawet powiedzieć, kto ich zwerbował do pracy.

Mechanizm działania wietnamskich plantatorów jest zawsze taki sam. Najpierw gangsterzy wynajmują na podstawione osoby odpowiednio duże posesje. Podszywając się np. pod przedstawicieli dużych azjatyckich firm potrafią, za pośrednictwem agencji nieruchomości wynająć od razu kilka posiadłości. Gangsterów interesują nierzucające się w oczy posesje na uboczu okolic dużych miast. – Każde pomieszczenie zostaje dostosowane do produkcji. Nie ma tam wolnych przestrzeni. Do odpowiednio przerobionych domów sprowadzany jest sprzęt: profesjonalny system ogrzewania, nawadniania czy wentylacji. Do tego dochodzą nawozy i specjalistyczne odżywki. Sprzęt ten można kupować legalnie i nie ma nad nim żadnej kontroli – opowiada oficer CBŚ.

Wietnamskie triady opracowały bardzo wydajne metody upraw. Zbierają plony po ośmiu, góra dziesięciu tygodniach. To pozwala na pięć do sześciu narkotykowych żniw w ciągu roku!   Zyskowne podróbki

Wietnamscy przestępcy współpracują także z chińskimi triadami na rynku dystrybucji podrabianych towarów. Ten biznes przynosi azjatyckim gangom znacznie większe zyski niż handel narkotykami czy przemyt ludzi. – Szacujemy, że na przemycie i handlu podróbkami zarabiają nawet kilka miliardów złotych rocznie. Pieniądze są następnie transferowane przy pomocy kurierów do Rosji czy Ukrainy, skąd trafiają do Wietnamu czy Chin.

O skali działalności tych grup świadczy m.in. incydent sprzed kilku lat, gdy polscy gangsterzy obrabowali kuriera wiozącego pieniądze do banku – 600 tys. zł. Okazało się, że takie kursy odbywają się, co kilka dni, a straty pieniędzy nikt oficjalnie nie zgłosił – opowiada jeden z prokuratorów zajmujących się zwalczanie przestępczości zorganizowanej.

W 2016 r. podczas jednej z wielu akcji policji i straży granicznej w centrum handlowym w Wólce Kosowskiej przejęto kilkaset tysięcy podrobionych towarów wartych ok 30 milionów złotych. Funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej zabezpieczyli 101 busów wypełnionych podrobioną markową odzieżą, obuwiem, galanterią oraz kosmetykami. Towar sprzedawany był w hurtowych ilościach pośrednikom, jak również detalistom, a następnie rozprowadzane do sklepów, hurtowni i bazarów na terenie całej Polski.   Przestępcze klany

O sile etnicznych grup przestępczych świadczy najlepiej przypadek Arkadiusza Ł. ps. Hoss, zwanego „królem przestępstw na wnuczka”. „Hoss” jest członkiem jednego z licznych romskich klanów, który działa na terenie zachodniej Europy. – Więzy rodzinne sprawiły, że niemal niemożliwe było rozbicie przestępczej solidarności grupy. W jego siatce działy osoby w mniejszym lub większym stopniu spokrewnione z „Hossem”. Bardzo trudno było np. tłumaczyć rozmowy telefoniczne między członkami grupy, którzy w kontaktach ze sobą używali specjalnego dialektu – mówi jeden ze śledczych.

Według austriackich śledczych, w latach 2010-2014 Arkadiusz Ł. i podobnie działające inne szajki miały wyłudzić ponad miliard euro od emerytów z Niemiec, Austrii i Szwajcarii. W Polsce został zatrzymany w 2014 roku, ale porozumiał się z prokuraturą, że dobrowolnie podda się karze i odzyskał wolność. Gd miało dojść do procesu zażądał procesu i zaczął chorować. W lutym 2017 został zatrzymany ponownie i. zarzucono mu oszustwa na sumę 1,4 mln zł. Sąd jednak nie zgodził się na jego aresztowanie, bo „Hoss” przyznał się do zarzutów. Na wolności znów się ukrywał i wpadł po miesiącu.

Policjanci przyznają, że przestępstwa „na wnuczka” i „na policjanta” to w naszym kraju często jest domena Romów mających związki z półświatkiem.   Papierosy i niewolnice ze wschodu

Znaczącą rolę w cudzoziemskim półświatku odgrywają Ukraińcy, a to za sprawą najliczniej obecnie migracji mieszkańców z tego kraju do Polski. W 2016 r. funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 540 osób związanych z podrabianiem bądź przemytem wyrobów tytoniowych. Zdecydowaną większość stanowią Polacy - 383 osoby, ale aż 123 zatrzymanych to Ukraińcy. – Ci ostatni często są wykorzystywani przez grupy przestępcze do pracy przy produkcji nielegalnych papierosów. Nasi wschodni sąsiedzi pracują na czarno. Często wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że zajmują się przestępczym procederem, choć nie jest tajemnicą, że wielu z nich godzi się na to, z braku uczciwej pracy. Liczą, że w razie wpadki, najwyżej po krótkim pobycie za kratami wyjadą z Polski – wyjaśnia oficer CBŚP.

Ukraińskie gangi zajmują się także handlem kobietami i legalizacją pobytu swoich rodaków w Polsce. Grupy te współpracują najczęściej z polskimi grupami przestępczymi, zajmującymi się „dystrybucją” dziewczyn do domów publicznych. O ile pewna część kobiet zostaje prostytutkami z wyboru, to jednak wiele z nich wpada w sidła oszustów obiecujących normalne prace: kelnerek, pomocy domowych czy sprzątaczek. Dziewczyny są bite i gwałcone przez gangsterów, a potem sprzedaje się je po kilka tysięcy euro. Gdy się znudzą w jednym miejscu, są – jak przedmioty - sprzedawane dalej.

Handlem żywym towarem zajmują się także „Bułgarzy”, którzy gangsterom z Polski i Niemiec dostarczają: Bułgarki, Ukrainki, Mołdawianki i Rumunki. Kobieta, która trafia do agencji towarzyskiej gdzie jest niewolnicą gangsterów, kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy euro.  
 
 
Tvp.info
 
Wojt
Robi się coraz cieplej za oknem, więc policjanci są wyganiani z za biurek do pracy w terenie, a ta przynosi im efekty i to dość pokaźne. W trakcie czynności udaremniono możliwość dalszych upraw 3 plantacji. Zabezpieczono ogromne ilości roślin. Antynarkotykowi oszacowali że z zabezpieczonych sadzonek grupa przestępcza mogłaby uzyskać około 400kg suszu do sprzedaży.
 
 
Ponad 2 tys. krzewów marihuany zabezpieczyli policjanci warszawskiego CBŚP w Ciechanowie, Ostrowii Mazowieckiej na Mazowszu i w Zgorzale pod Piasecznem. Z takiej ilości można by było uzyskać ponad 400 kg gotowej marihuany o wartości ponad 6,5 mln zł w obrocie hurtowym. Funkcjonariusze zatrzymali pięciu mężczyzn, którzy w wynajętych magazynach uprawiali konopie. Teraz odpowiedzą za wytwarzanie narkotyków za co grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.

Funkcjonariusze warszawskiego CBŚP ustalili, że w Ciechanowie w wynajętym magazynie została zorganizowana uprawa konopi indyjskich. Plantacja funkcjonowała w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań. Policjanci weszli więc do magazynu. Zatrzymali dwóch mężczyzn. Funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 530 krzewów konopi, z czego można uzyskać kilkadziesiąt kilogramów gotowej do sprzedaży marihuany. Jeden z zatrzymanych został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Następnie w miejscowości Ostrów Mazowiecka funkcjonariusze ujawnili kolejną plantację marihuany. Tym razem jednak w hali było ponad 1600 krzaków marihuany i gotowy produkt. Na posesji w garażu dla samochodów ciężarowych funkcjonariusze odkryli bardzo dużą, w pełni wyposażoną uprawę konopi. Magazyn był podzielony na 7 stref, a w każdej z nich były rośliny w krzewach. W sumie było ich 1620. Policjanci weszli do pomieszczeń tuż przed zbiorami konopi. Plantacja była profesjonalnie wyposażona, jak też "producenci" korzystali nielegalnie z podłączenia elektrycznego. Plantacji doglądał obywatel Wietnamu. Funkcjonariusze warszawskiego CBŚP zatrzymali też właściciela posesji. Również w tym przypadku na wniosek Prokuratora Prokuratury Rejonowej w Ciechanowie sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące.
Następnie w Zgorzale pod Piasecznem, CBŚP ujawniło kolejne miejsce przygotowywane przez grupę na plantację. Funkcjonariusze zabezpieczyli całe kompletne wyposażenie plantacji, która jeszcze nie została uruchomiona. O skali planowanej produkcji świadczy jednak fakt, że na miejsce zostało dowiezione ponad 1800 doniczek na krzewy marihuany. Zdecydowane działania policjantów nie pozwoliły, w tym wypadku na uruchomienie produkcji. Policjanci ustalili i zatrzymali organizatora plantacji, którego po przedstawieniu zarzutów, sąd aresztował na 3 miesiące.

W ujawnionych miejscach funkcjonariusze zabezpieczyli aparaturę służącą do produkcji i chemię organiczną wykorzystywaną w cyklu produkcyjnym. Jak ustalili policjanci, by ukryć charakterystyczny zapach, organizatorzy plantacji zbudowali specjalne instalacje filtrujące.
Z takiej ilości zabezpieczonych krzewów można uzyskać blisko 400 kg marihuany o wartości 6,5 mln zł. 
Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Ciechanowie.
Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
 
 
Policja.pl
Wojt
Przyglądając się zamieszczonej fotografii można odczytać, że jedną z zabezpieczonych substancji jest 4MEC oczywiście jest ona w Polsce traktowana jako narkotyk. Lecz została zakwalifikowana razem z innymi rzeczami jako amfetamina, gdyż tak wykrywa ja tester którym posługuje się policja w naszym pięknym kraju. Czy zatem słusznym jest poddanie się dobrowolnemu ukaraniu? Nie, nigdy nie można pozwolić aby to prokurator decydował o przebiegu sprawy, mimo iż często on obiecuje niby o wiele niższy wyrok a tak na prawe chodzi mu tylko o statystyki, to nigdy tego nie róbcie.
 
Amfetaminę, z której można by było sporządzić ponad 1150 działek dilerskich oraz susz konopi indyjskich pozwalający na podzielenie go na ponad 200 porcji, posiadał w swoim mieszkaniu mężczyzna, zatrzymany przez policjantów z wydziału kryminalnego dąbrowskiej komendy. Do zatrzymania doszło w dzielnicy Ząbkowice, gdzie mundurowi znaleźli narkotyki przy zatrzymanym, a następnie znacznie więcej w jego mieszkaniu. Za posiadanie takiej ilości środków odurzających grozi mu do 10 lat więzienia.
Stróże prawa z wydziału kryminalnego dąbrowskiego garnizonu policji zatrzymali 31-letniego mężczyznę, przy którym w trakcie kontroli znaleźli amfetaminę i marihuanę

Szybko na jaw wyszło, że dąbrowianin w swoim mieszkaniu w Ząbkowicach posiadał ich znacznie więcej. Zabezpieczoną amfetaminę można by było podzielić na ponad 1150 porcji, natomiast z marihuany przyrządzić przeszło 200 działek dilerskich.
Policyjni śledczy zabezpieczyli narkotyki, a mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Za posiadanie znacznej ilości amfetaminy i marihuany grozi mu teraz do 10 lat więzienia.
 
 
 
http://www.policja.pl
Wojt
Materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 31-latkowi zarzutów m.in. udziału w obrocie 15 kg amfetaminy, 3 kg marihuany, 100 g kokainy oraz 500 szt. tabletek ekstazy. Podczas przeszukania mieszkania na bydgoskim Szwederowie, w którym przebywał policjanci zabezpieczyli 0,5 kg marihuany. Wobec niego prokurator wnioskował do sądu o aresztowanie. Sąd zdecydował, że bydgoszczanin najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie.
 
 
Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP i KMP w Bydgoszczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców nad tą sprawą pracowali kilka miesięcy. Zebrali pokaźny materiał dowodowy świadczący o obrocie dużymi ilościami narkotyków. Zarzuty usłyszało pięciu mieszkańców Bydgoszczy.
Działania związane z zatrzymaniem grupy osób zajmującej się handlem narkotykami zaplanowano na środę (19.04), wcześnie rano. Do akcji, przygotowanej przez kryminalnych z KWP w Bydgoszczy, włączyli się policyjni antyterroryści oraz policjanci z komendy miejskiej w Bydgoszczy. Zatrzymano pięciu mieszkańców Bydgoszczy w wieku od 30 do 50 lat.
Materiał dowodowy zgromadzony przez policjantów, w ramach śledztwa nadzorowanego przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy, pozwolił na przedstawienie zatrzymanym zarzutów udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków, przy czym z handlu tego podejrzani uczynili sobie stałe źródło dochodu. Jak wynika z informacji uzyskanych przez kryminalnych, narkotyki rozprowadzane były wśród pseudokibiców jednego z bydgoskich klubów.
Materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 31-latkowi zarzutów m.in. udziału w obrocie 15 kg amfetaminy, 3 kg marihuany, 100 g kokainy oraz 500 szt. tabletek ekstazy. Podczas przeszukania mieszkania na bydgoskim Szwederowie, w którym przebywał policjanci zabezpieczyli 0,5 kg marihuany. Wobec niego prokurator wnioskował do sądu o aresztowanie. Sąd zdecydował, że bydgoszczanin najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie.

Pozostali podejrzani usłyszeli zarzuty handlu narkotykami m.in. 50-latek handlu w ilości nie mniejszej niż 15 kg marihuany i kilogram amfetaminy. 34-latek w ilości nie mniejszej niż 5 kg marihuany. 30-latek handlu w ilości nie mniejszej niż 23 kg marihuany, 35 kg amfetaminy i 0,5 kg MDMA. Do czynów tych dochodziło, jak wynika z materiału dowodowego, na przestrzeni lat 2007-2016 na terenie Bydgoszczy, ale także w innych miastach. Wobec czterech podejrzanych prokurator zastosował policyjny dozór.
Praca nad tą sprawą ciągle trwa i możliwe są kolejne zatrzymania.
 
 
Kujawsko-Pomorska.Policja.gov.pl
Wojt
Ogromny sukces Dolnośląskiej policji która jednym uderzeniem, pozbawiła przestępców trzech laboratoriów gdzie produkowana była metamfetamina. Zatrzymano do sprawy 6 osób lecz na areszt tymczasowy zjechało tylko 4 z nich. W trakcie czynności funkcjonariusze zabezpieczyli kilkadziesiąt kilogramów odczynników chemicznych służących do wytworzenia tego narkotyku. Policjanci z dochodzeniówki nie wiedzą ile dokładnie wyprodukowano narkotyku i jaki dokładnie był produkt finalny który opuścił mury "fabryki".
 
Trzy laboratoria metamfetaminy zlikwidowali policjanci jeleniogórskiego CBŚP we współpracy w KPP Bolesławiec w trzech miejscowościach Dolnego Śląska. Funkcjonariusze zabezpieczyli kilkadziesiąt kilogramów odczynników chemicznych służących do wytworzenia tego narkotyku i zatrzymali 6 osób, w tym „chemika”. Już wiadomo, że gotowy środek trafiał do Czech i Niemiec. Wszyscy zatrzymani usłyszeli w prokuraturze zarzuty dotyczące produkcji i obrotu narkotykami. 4 osoby zostały tymczasowo aresztowane.
Funkcjonariusze jeleniogórskiego CBŚP współpracując z KPP Bolesławiec ustalili, że na Dolnym Śląsku funkcjonuje grupa przestępcza, która zajmuje się produkcją i handlem narkotykami – także poza granicami Polski. W ciągu kilkunastu dni zlikwidowali trzy laboratoria do produkcji metamfetaminy zlokalizowane w Ocicach (pow. bolesławiecki), Starym Zawidowie i miejscowości Posada koło Bogatyni. Podczas likwidacji miejsc produkcji funkcjonariusze CBŚP odkryli dwa zakonspirowane miejsca, w których członkowie grupy przechowywali broń gazową służącą do ochrony przestępczych interesów, jak też inne przedmioty, świadczące o przestępczej działalności.

Jak ustalili policjanci proceder trwał od kilku miesięcy. W tym celu przestępcy z Dolnego Śląska, wynajęli miedzy innymi dom jednorodzinny. Piwnice przystosowali do potrzeb produkcji, izolując ściany, instalując m.in. profesjonalne naczynia służące do produkcji narkotyków tzw. „gary”, odpowiednie oświetlenie i wentylację, zapewniając tym samym optymalne warunki sprzyjające do wytwarzania metamfetaminy.  Dodatkowo, jak ustalili śledczy, „producenci” kradli energię elektryczną. Na pozostałych kondygnacjach domu, w celu konspiracji tętniło normalne życie, nie wzbudzające podejrzeń sąsiadów.
Policjanci zatrzymali 6 osób w wieku od 24 do 50 lat, którzy zajmowali się produkcją, handlem i transportem metamfetaminy do Czech i Niemiec.

 
Funkcjonariusze ustalili, że grupa przestępcza mogła wytworzyć około kilkunastu kilogramów gotowej amfetaminy.
W prokuraturach Rejonowej w Zgorzelcu i Rejonowej w Bolesławcu mężczyźni usłyszeli zarzuty produkcji środków psychotropowych.
Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie dla 4 osób, natomiast wobec 2 podejrzanych dozór policji i poręczenia majątkowe.
 
 
Policja.pl
Wojt
Morze pełne kokainy, to brzmi pięknie. Nieznana jest dokładna wartość narkotyku, śledczy mówią o wielu tysiącach euro, lecz nie podają ile dokładnie. Pochodzenie kokainy też nie jest znane. Właście funkcjonariusze nie wiedzą nic, co może oznaczać, iż istnieje kanał przerzutowy o jakim do tej pory funkcjonariusze nie mieli pojęcia i zupełny przypadek sprawił jego zdemaskowanie.
 
 
Jedenaście paczek wielkości cegły, zawierających kokainę, Morze Północne wyrzuciło w ostatnich dniach na brzegi trzech Wysp Wschodniofryzyjskich: Borkum, Baltrum i Norderney - poinformowała niemiecka policja.

Czarnorynkową wartość narkotyku wstępnie oszacowano na "wiele tysięcy euro". Wszczęto śledztwo. Jeśli ktoś znajdzie taką paczkę i nie odda jej na policji, musi się liczyć z konsekwencjami karnymi - ostrzegli śledczy.

Nic nie wiadomo na razie o pochodzeniu narkotyku. Jednym z wątków śledztwa jest związek z podobny znaleziskiem u wybrzeży Belgii - na początku kwietnia policja wyłowiła tam z Morza Północnego ponad tonę kokainy zapakowanej w dwanaście sportowych toreb.
 
 
Niezalezna.pl