NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Polskie grupy przestępczy wynoszą produkcje z rodzimego kraju, produkują papierosy na Ukrainie a teraz wyszło na jaw że produkowali najczystsza od lat amfetamine w Holandii. Biuro kryminalistyki oceniło iż z zabezpieczonych 100 kilogramów amfetminy można uzyskać 400-500kg produktu końcowego, tak czystego narkotyku funkcjonariusze nie widzieli od lat 90. Polacy wybrali do produkcji Holandię gdzie prowadzili linie produkcyjna od 2015 roku.
 
 
Co najmniej 100 kilogramów amfetaminy o niemal 100 proc. czystości wyprodukowali w ciągu półtora roku gangsterzy, którzy urządzili fabrykę narkotyków w Holandii. Z takiej ilości tak czystego narkotyku można było zrobić nawet do 400-500 kg towaru sprzedawanego na ulicach. W ostatnich dniach policjanci poznańskiego CBŚP, przy pomocy holenderskich kolegów, ujęli czterech liderów bandy.
Po informacjach od funkcjonariuszy poznańskiego CBŚP, na terenie Holandii miejscowa policja zatrzymała cztery osoby, które od 2015 r. miały koordynować produkcję, przemyt i handel na dużą skalę amfetaminy. Narkotyk o czystości blisko 100 proc., bardzo rzadko spotykanej wśród handlarzy, trafiał na tereny województw dolnośląskiego i wielkopolskiego. Gang handlował także marihuaną, haszyszem oraz tabletkami ecstasy.
Zatrzymani, którzy działali co najmniej od 2015 r., liczyli, że ryzując na ternie Holandii będą mniej narażeni na wpadkę. Mieli trochę racji, bo wcześniej zatrzymano i aresztowano ponad 40 osób, które z nimi współpracowały. Na hersztów brakowało jednak mocnych dowodów. Udało się je zebrać w ostatnich tygodniach.


Gaśnice pełne proszku
Na trop gangu funkcjonariusze wpadli, gdy w czerwcu 2016 roku zatrzymali dwóch mężczyzn, o których wiedzieli, że wracają z transportem narkotyków z Holandii. Okazało się, że przewozili 2,5 kg amfetaminy o niemal 100-procentowej czystości. Narkotyk był sprytnie ukryty w gaśnicy samochodowej. Okazało się, że przemytnicy stosowali ten patent od bardzo dawna.
Funkcjonariuszy poznańskiego CBŚP zaciekawiła wysoka jakość narkotyku. Z kilograma tak czystej amfetaminy można zrobić 4-5 kilogramów „towaru” sprzedawanego na ulicach.
Funkcjonariusze ustalili siatkę zajmującą się handlem narkotykami. – Od pół roku trwały również zatrzymania osób powiązanych z grupą. Byli to kurierzy, przewożący narkotyki z Holandii do Polski, jak też dilerzy i hurtownicy. Pod koniec lutego 2017 policjanci zatrzymali w województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim 9 osób, zajmujących się głównie handlem narkotykami – powiedział tvp.info kom. Rafał Szymański.
Nieuchwytni pozsuwali wciąż liderzy grupy, którzy zazwyczaj kontaktowali się z odbiorcami towaru przez zaufanych pośredników.
Będzie ekstradycja
Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, iż działająca w Holandii grupa wytworzyła i wprowadziła do obrotu co najmniej 100 kilogramów amfetaminy. Dotychczas policjanci zabezpieczyli przeszło 10 kg amfetaminy, kilogram marihuany, tysiąc tabletek ecstasy i pół kilograma haszyszu. U przestępców zabezpieczono mienie warte ok. 200 tys. złotych.
W śledztwie prowadzonym przez Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej i popełnienia przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii usłyszało 50 osób, z czego 24 osoby zostały w tej sprawie tymczasowo aresztowane.
Czterech hersztów narkobandy czeka ekstradycja do Polski.
 
 

Tvp.info
 
Wojt
Łódź, to tutaj powstał pierwszy w Polsce sklep z dopalaczami i dość szybko udało się otworzyć drugi w błyskawicznym tempie. Każdy w tamtym czasie, nawet z innego miasta wiedział że na Piotrkowskiej jest sklep. Dzisiaj jest to jedno z pierwszych miast które po raz kolejny wygrywa małą walkę. Pozbywając się sklepów, przez pozywanie właścicieli budynków na wysokie kwoty odszkodowania za immisje.
 
 
W poniedziałek łódzki Sąd Okręgowy wydał orzeczenie, które dla wszystkich miast może okazać się wyjątkowo istotne. Uznał, że właściciel nieruchomości, wynajmujący lokal na sklep z dopalaczami jest odpowiedzialny za fatalny wpływ, jaki ten punkt wywiera na sąsiadów.

Chodziło o budynek przy Przędzalnianej, w którym jeszcze kilka miesięcy temu działał sklep z dopalaczami. Miasto pozwało właściciela nieruchomości który lokal na sklep wynajął. Władze Łodzi domagały się miliona złotych odszkodowania w ramach immisji, czyli szkodliwego wpływu tego punktu na sąsiedztwo i obniżenia wartości okolicznych, należących do miasta budynków. Sąd sprawę umorzył, bo sklep dawno już zniknął - zaraz po tym, jak miasto zagroziło pozwem. Uznał jednak, że koszty procesu zapłacić musi kamienicznik - a to jest równoznaczne z przyznaniem racji prawnikom z łódzkiego magistratu. Zdaniem sądu, kamienicznik nie miał prawa zasłaniać się niewiedzą, dotyczącą tego, do jakich celów wykorzystywany był wynajmowany przez niego lokal.
- Bardzo się z decyzji sądu cieszę, nie tylko jako prawnik, ale jako człowiek. W końcu mamy sposób na legalną i przede wszystkim skuteczną walkę z handlem dopalaczami - mówi Onetowi mec. Jarosław Stasiak, który z ramienia łódzkiego magistratu od miesięcy próbuje wyeliminować handel tak zwanymi "substancjami kolekcjonerskimi". - Sąd przesądził dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, to, że wynajmowanie lokalu na sklep z dopalaczami ma charakter immisji, że negatywnie wpływa na otoczenie. I po drugie, że właściciele kamienic nie mają prawa zasłaniać się niewiedzą - wyjaśnia mec. Stasiak.
Jak dodaje, właśnie w ten sposób nagminnie tłumaczyli się pozywani przez miasto właściciele nieruchomości, w których budynkach handlowano dopalaczami. - Jeden z administratorów nieruchomości odpowiadał na nasze listy w sposób bardzo obcesowy, pisząc, że nie obchodzi go, co się dzieje w wynajmowanym lokalu, że to działalność legalna i tym podobne... A przecież jeśli wynajmujemy lokal i dzieje się w nim coś złego, to nie powinniśmy pozostawać obojętni - mówi mec. Stasiak.
Jak dodaje, z metody Łodzi mogą teraz skorzystać inne miasta. - Długo szukaliśmy sposobu walki z dopalaczami, legalnych możliwości przeciwdziałania. Dobrze, że w końcu się udało a w Łodzi, jak wynika z informacji policji, nie ma już ani jednego sklepu z dopalaczami - mówi prawnik.
Przypomnijmy, jeszcze latem w mieście działało sześć sklepów, w których można było kupić dopalacze. Władze Łodzi chwytały się różnych metod, by z handlarzami walczyć. Najpierw przed sklepami stawiano na stałe patrole policji i straży miejskiej, a gdy to nie skutkowało, miasto wypróbowało inny sposób. Okazało się, że chodniki przed sklepami z dopalaczami "pilnie wymagają remontu". Rozkopane ulice powstrzymały kupujących tylko na krótki czas. Realne skutki przyniosło dopiero postraszenie właścicieli nieruchomości wynajmujących lokale na punkty, w których sprzedawane są tzw. materiały kolekcjonerskie wielomilionowymi pozwami.
 
 
Łódź.Onet.pl
Wojt
Czy to była próba uciszenia profesora który bardzo głośno mówił o dobroci konopi? Profesor miesiąc temu został potrącony przez samochód. Wracając co domu, drogą którą pokonywał codziennie od dziesiątek lat. Potrącenie go samochodem w chwili jego rozgłosu i wielu wywiadów, wręcz głośnego szerzenia prawdziwych informacji o dobrych skutkach stosowania suszu z konopi... Niestety profesor zmarł, był zwolennikiem legalizacji, pisał i mówił głośno to co nie wygodne dla ogromnych koncernów farmaceutycznych.
 
Profesor Jerzy Vetulani był polskim neurobiologiem i biochemikiem, który szczególnie znany stał się dzięki swojej działalności popularnonaukowej. Interesował się funkcjonowaniem ludzkiego mózgu oraz zależnością między neurobiologią a społeczeństwem i kulturą. W ostatnich latach dał się poznać jako zwolennik legalizacji marihuany i depenalizacji narkotyków dla osób pełnoletnich.

Na początku marca Jerzy Vetulani został potrącony przez samochód, gdy - jak podawała rodzina - wracał piechotą z Instytutu Farmakologii PAN, "idąc swoją ulubioną trasą, którą regularnie pokonuje od kilkudziesięciu lat - ulicą Zielony Most do pętli tramwajowej w Bronowicach".
Vetulani urodził się w 1936 roku w Krakowie. Ukończył biologię i chemię na Uniwersytecie Jagiellońskim i od lat 50. związany był z Instytutem Farmakologii PAN w Krakowie, gdzie pracował ostatnio jako wiceprzewodniczący Rady Naukowej.
Współpracował m.in. z Collegium Medicum UJ, Uniwersytetem Jagiellońskim i Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II. Był członkiem Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Napisał kilkaset prac badawczych.
Opublikował szereg popularnonaukowych książek, w tym m.in. "Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice". W 2015 ukazał się także "Mózg i błazen" - wywiad-rzeka z profesorem. Od 2010 Vetulani prowadził bloga "Piękno neurobiologii", gdzie publikował zarówno informacje naukowe, jak i własne komentarze.

Vetulani: biolog w Piwnicy pod Baranami
Prof. Jerzy Vetulani udzielił mediom setek wywiadów. Wielokrotnie rozmawiał też z dziennikarzami Onetu. W jednym z nich wspominał słynną krakowską Piwnicę pod Baranami, gdzie przez pewien czas zastępował nawet w roli konferansjera Piotra Skrzyneckiego. - Wolności najłatwiej szuka się w sztuce - powiedział kiedyś profesor. Mówi się o nim jako o współzałożycielu Piwnicy pod Baranami. - W Piwnicy były osoby całkowicie normalne, które równie dobrze mogły zostać urzędnikami. Były osoby absolutnie pofyrtane – i takie z wyraźnymi cechami psychopatycznymi. Były te o bardzo silnie rozwiniętym ego, były osoby narcystyczne. Ale genius loci tego miejsca sprawił, że ci ludzie tworzyli jedność - wspominał w jednym z wywiadów dla Onetu. Dzięki jego słowom łatwiej było wyobrazić sobie atmosferę dawnego kabaretu. "Człowiek czuł się zrelaksowany, rozluźniony, miał kontakt z nowym światem i inną percepcję, a przy tym lekki posmak nielegalności. W starej Piwnicy świat był widziany przez gęsty dym papierosowy." Uwielbiał sztukę filmową. Ale to ostatecznie biologii poświęcił się całkowicie.
 
- Wybrałem naukę, bo ona wydawała mi się nie tylko pewniejszą, ale – przy całym uwielbieniu dla sztuki – dużo bardziej fascynująca. W nauce widać postęp. A sztuka jest czymś, co – powiedziałbym – onduluje - wyjaśniał. Ale zaznaczał, że dla jego kariery naukowej Piwnica odegrała bardzo istotną rolę. - Sztuka kształci uwagę poznawczą – uprawianie jej rozwija wszelkie funkcje intelektualne - mówił.
Miał do siebie duży dystans. - Sądzę, że jestem postrzegany jako współtwórca Piwnicy bardziej, niż na to zasługuję. Nawet ludzie Piwnicy – ci, którzy żyją – tak na mnie patrzą, co jest tylko dowodem na to, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie - stwierdził w jednej z rozmów z dziennikarką Onetu Emilią Padoł.

Zafascynowany mózgiem
Większość wywiadów z profesorem koncentrowała się na mózgu, płci, seksualności i różnicach w rolach społecznych kobiet i mężczyzn. Oprócz błyskotliwych spostrzeżeń, trafnych uwag, obrazowych porównań i odważnych tez, jego wypowiedzi były pełne żartów. "Moim zdaniem poligamia – z punktu widzenia ewolucji – jest bardziej korzystna, bo do rozrodu dopuszczane są tylko bardzo dobre samce. Te, które są słabe, odpadają z procesu reprodukcyjnego, odgrywając role pomocnicze. I myślę, że to właśnie zwiększyło w społeczeństwie przewagę mężczyzn, którzy potrafili zdominować kobiety. Bo inteligentne kobiety wolały trafić do haremu potężnego, niż gdzieś tam z ukochanym klepać bidę na obrzeżach lasu – mówi w rozmowie z Onetem w 2015 r.
Fascynował go ludzki mózg. W 2015 r. wraz z Marią Mazurek napisał książkę pt. "Bez ograniczeń. jak rządzi nami mózg". - Jeżeli chodzi o starzenie się, mózg męski jest w znacznie gorszej sytuacji, niż mózg żeński. (…) Starzy władcy są nie do zniesienia. Jeżeli spojrzymy na historię – szaleństwa popełniali zazwyczaj niemłodzi już królowie i cesarze. A wiekowe władczynie? Nie. Bo one, zachowując pamięć i funkcje mózgu, potrafią wykorzystać swoje doświadczenie - analizował w rozmowie z Onetem. Profesor w wielu rozmowach podkreślał, jak bardzo ceni kobiety. "Bez wątpienia kobiety mają o wiele większą inteligencję emocjonalną i większą umiejętność rozpoznawania detali. Bo było im to po prostu potrzebne. Mężczyzna nie musiał znać szczegółowej budowy słonia, jelenia czy łosia, ale jeśli miałby zbierać rośliny, to musiałby nauczyć się odróżniać te wszystkie pieprzone zielone listki, które wydają mu się takie same" - mówił w tej samej rozmowie.

Vetulaniego głos w ważnych sprawach
Profesor był znany z wyrazistych poglądów i zabierał głos w aktualnych dyskusjach budzących w Polsce społeczne spory. Od 1980 roku był związany z NSZZ "Solidarność". Był - do końca swojego życia - aktywnym uczestnikiem życia publicznego. Kilkukrotnie w trakcie wyborów udzielił swojego poparcia różnym politykom (m.in. Bronisławowi Komorowskiemu w 2010 r., Janowi Hartmanowi w 2014 r. czy Januszowi Palikotowi w 2015 r.). Wspierał WOŚP, w 2015 r. znalazł się w Komitecie Honorowym Parady Równości.
Gdy PiS zapowiedziało zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków, profesor napisał na Twitterze: "Sześciolatki niezdolne do rozpoczęcia nauki są albo niedorozwinięte, albo chore, albo leniwe, albo głupio chowane. Współczujmy rodzicom".
Neurobiolog wielokrotnie wypowiadał się również ws. legalizacji marihuany w Polsce. W 2016 r. - kolejny raz z Marią Mazurek - napisał książkę pt. "A w konopiach strach". "W Polsce panuje zbiorowa marihuanofobia, podsycana przez władze. Ludzie ulegają jej, ponieważ nie mają wiedzy. Działa tu ten sam mechanizm jak w przypadku zbiorowego strachu przed uchodźcami. W prosty sposób utożsamiamy nagle muzułmanina z terrorystą. Arabowie z kolei chrześcijanina uznają za krzyżowca. To złe uproszczenia" - tłumaczył w wywiadzie dla Onetu.

Vetulani: "Nie jestem wojującym ateistą"
Prof. Vetulani był osobą niewierzącą. W jego domu wisiało jednak zdjęcie z papieżem Janem Pawłem II. "Po prostu ogromnie lubiłem i szanowałem papieża. Również za to, że nigdy nie próbował mnie nawracać. Jeszcze jako młody ksiądz nieraz siedział na tej kanapie (w domu profesora red.), bo mój ojciec był promotorem jego pracy doktorskiej i razem spiskowali przeciw ówczesnej władzy" - opowiadał w jednej z rozmów dla "Gazety Krakowskiej". "Potem jako papież przyjmował mnie i żonę na kolacjach, choć nie mamy ślubu kościelnego" - dodał.
"Pochodzę z katolickiej rodziny i szanuję Kościół. Nie jestem wojującym ateistą. Po prostu - jestem pozbawiony łaski wiary". - wyjaśniał profesor. Łaska wiary - jak tłumaczył - dla niego jako neurobiologa - "wymyka się z ram nauki". Twierdził, że "Bóg istnieje w mózgu człowieka. Ale nauka nie odpowie, czy istnieje poza nim".

"Nauka nic nie wie o duszy"
- Jestem naukowcem i mogę wypowiadać się o tym, co nauka potrafi wyjaśnić. Tego nie potrafi - odpowiedział kiedyś, pytany o istnienie duszy.  Uważał też za "absurdalny pomysł", że dusza miałaby ważyć 21 gramów. - Jeśli wierzyć teorii Einsteina E = MC2, z tych 21 gramów powstałoby tyle energii, że nasza dusza rozniosłaby kosmos - tłumaczył naukowo.
A co sądził o samej śmierci? - Możemy przypuszczać, że śmierć jest dość przyjemna. W naszym mózgu chwilę przed nią znacznie podnosi się poziom serotoniny, odpowiedzialnej za przyjemne doznania. Poza tym, nawet jeśli wcześniej ktoś cierpi, to w samym momencie umierania ból znika, bo zmysły działają coraz słabiej - analizował w rozmowie z Marią Mazurek z "Gazety Krakowskiej" w 2014 r.
 
 
Wiadomosci.onet.pl
Wojt
Sadzisz sobie krzaczek, robisz ładne oświetlenie, myślisz będę miał zapas na całą zime, lecz pochwaliłeś się komuś i Twoje przyszłe plony zabiera Ci policja.. Taki prawdopodobnie był scenariusz tego zatrzymania 32-letniego mężczyzny. Policja ustaliła czyli ktoś ją poinformował kogo mają zatrzymać do kontroli i zupełnym przypadkiem znaleźli torebkę z zielonym suszem, nie mając jeszcze potwierdzenia przez policyjny tester czym jest owa substancja pojechali przeszukać mieszkanie podejrzanego a tam rośliny bujały się od podmuchu wiatraków. Zabezpieczono 75 krzewów konopi, sam sprzęt do prowadzenia uprawy policja "wyceniła" na 20 tysięcy złotych, zaznaczyłem wyceniła, gdyż jaką wiedzę może mieć podstawowy posterunkowy aby wydawać opinie ile warty jest sprzęt do uprawy, a jeżeli policjant ma taką wiedze, to znaczy że może też jest zamieszany w prowadzenie uprawy?
Płoccy policjanci zlikwidowali plantację konopi indyjskich, która funkcjonowała na jednym z płockich osiedli w domu jednorodzinnym. Funkcjonariusze zabezpieczyli łącznie około 2,5 kg narkotyków o szacunkowej wartości 75 tys. zł.
Policjanci z Wydziału dw. z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu z Komendy Miejskiej Policji w Płocku, którzy zajmują się zwalczaniem przestępczości narkotykowej ustalili podejrzanego mogącego posiadać narkotyki. Podczas kontroli 32-letniego mężczyzny okazało się, że ma on przy sobie torebkę z suszem roślinnym - prawdopodobnie marihuaną.

Funkcjonariusze postanowili sprawdzić dom podejrzanego mężczyzny. Tam, w jednym z pomieszczeń  prowadzący przeszukanie znaleźli plantację konopi indyjskich wyposażoną w sprzęt potrzebny do uprawy tych roślin.
Były to m.in. wentylatory, specjalne lampy oraz nawozy. Przybliżona wartość sprzętu zainstalowanego na plantacji to około 20 tys. zł.

W sumie uprawa składała się 75 krzewów konopi. Funkcjonariusze znaleźli też około kilograma suszu roślinnego. Zarówno rośliny jak i susz zostały poddane badaniu testerem, który wykazał pozytywny wynik w kierunku zawartości niedozwolonej substancji THC.

Łącznie zabezpieczono 2,5 kilograma narkotyku, którego wartość wstępnie została określona na 75 tys. zł. Mężczyzna został zatrzymany w policyjnym areszcie. Grozi mu do 10 lat więzienia.
 
 
Policja.pl
Wojt
Czarnorynkowa wartość narkotyków, które wprowadzono do obiegu sięga 30 milionów. Funkcjonariusze szacują że do klientów trafiło blisko 700 kilogramów różnych narkotyków, gdzie w przeważającej części była to marihuana w dalszych proporcjach amfetamina, haszysz i kokaina. Policji udało się zabezpieczyć na poczet przyszłych kar 100 tysięcy złotych, Sąd przychylił się do aresztu dla 13 osób. W przeprowadzeniu całej akcji brały udział prawie wszystkie możliwe jednostki w tym: Biuro Operacji Antyterrorystycznych, CBŚP a nawet Wydział Antyterrorystyczny ABW.
 
Co najmniej 700 kg marihuany, amfetaminy, haszyszu i kokainy o czarnorynkowej wartości ponad 30 mln zł wprowadzili do obrotu mężczyźni zatrzymani przez policjantów ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową. W sprawie prowadzonej wspólnie z Mazowieckim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Warszawie zarzuty usłyszało do tej pory 19 osób. Dzięki funkcjonariuszom na rynek nie trafią kolejne narkotyki.

W listopadzie ubiegłego roku stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową zlikwidowali w Ząbkach magazyn narkotykowy. Funkcjonariusze przejęli wówczas ponad 15 kilogramów marihuany oraz zatrzymali mężczyznę wynajmującego tam mieszkanie, w którym przechowywane były środki odurzające. 31-latek, przy którym zabezpieczono prawie 70 tys. złotych usłyszał zarzut za posiadanie znacznej ilości narkotyków oraz został tymczasowo aresztowany przez sąd.
Z informacji policjantów wynikało, że mają do czynienia z procederem przestępczym na dużą skalę. Wszystko wskazywało na to, że magazyn narkotykowy stanowił źródło dochodu dla wielu osób. Pozostawało ustalenie osób mających związek z tym procederem. Funkcjonariusze chcieli dotrzeć zarówno do dostawców jak i odbiorców środków odurzających, ale również do osób biorących udział w ich obrocie.

Czynności w tej sprawie stołeczni policjanci wykonywali pod nadzorem Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Warszawie. Żmudna praca procesowa oraz operacyjna policjantów i prokuratorów przyniosła efekty. Funkcjonariusze wytypowali osoby, które mogły uczestniczyć w przestępczym procederze. Wspomagani przez stołeczny wydział realizacyjny, Biuro Operacji Antyterrorystycznych, CBŚP, Wydział Antyterrorystyczny ABW oraz kolegów z innych jednostek weszli do kilkunastu mieszkań i domów na terenie Warszawy i w okolicach, gdzie zatrzymano 12 osób. Kilka dni później w ręce policjantów trafiło jeszcze trzech mężczyzn, a trzech kolejnych zostało dowiezionych na czynności procesowe z aresztów.
Zebrany w tej sprawie materiał dowodowy wskazuje, że osoby te wprowadzały do obrotu środki odurzające i substancje psychotropowe na terenie województwa mazowieckiego od lipca 2015 roku. Przez półtora roku do klientów trafiło nie mniej niż 700 kilogramów narkotyków, głównie marihuany, ale także amfetaminy, haszyszu i kokainy. Czarnorynkowa wartość tych środków to ponad 30 mln złotych. Część z zatrzymanych osób była już karana za przestępstwa narkotykowe. Jeden z mężczyzn ma związek z nielegalną wytwórnią papierosów, jaką na początku marca zlikwidowali stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową.
Wszyscy usłyszeli zarzuty za wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków. Prokurator w tej sprawie przedstawił także inne zarzuty z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował wobec 13 osób tymczasowy areszt. Na poczet przyszłych kar policjanci zabezpieczyli ponad 100 tys. złotych.

Sprawa prowadzona pod nadzorem Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Warszawie ma charakter rozwojowy.
 
 
Policja.pl
Wojt
Funkcjonariusze z wydziału do Spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców zatrzymali mężczyznę po wcześniejszym przeszukaniu jego mieszkania. W trakcie pracy operacyjnej ustalili że może on posiadać znaczne ilości środków odurzających. Policjanci przeszukując jego mieszkanie zabezpieczyli susz marihuany i amfetamine. Podejrzany został tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy.
 
 
Policjanci z Wydziału do Spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców zatrzymali Konrada Z. 25-latek w mieszkaniu w dwóch plastikowych wiadrach miał prawie 1,6 kg marihuany oraz ponad 1 kilogram amfetaminy. Zatrzymany usłyszał już zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków, sąd zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące. Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi do 10 lat więzienia.
Policjanci z Wydziału do Spraw Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców KSP prowadząc czynności służbowe ustalili, że młody mężczyzna mieszkający na warszawskiej Woli może posiadać w domu środki odurzające. Śledczy postanowili to sprawdzić.

Funkcjonariusze zajmujący się sprawą najpierw ustalili adres zamieszkania mężczyzny, po czym natychmiast się tam udali. Na miejscu zastali 25-letniego Konrada Z. W czasie przeszukania lokalu policjanci znaleźli dwa plastikowe wiadra, w których było prawie 1,6 kilograma marihuany oraz ponad  1 kilogram amfetaminy.

Śledczy zabezpieczyli również wagi elektroniczne i telefony komórkowe. Mężczyzna usłyszał już zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków, za co grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.
 
 
Policja.pl
Wojt
Handel trwał dość krótko, według funkcjonariuszy panowie trudnili się tym procederem zaledwie 5 miesięcy. Wiadomo, konkurencja i dzisiejsze współprace innych dilerów z policją, pozwalają szybko wyeliminować nowe ogniska handlu na terenie, który jest obstawiany wspólnie z policją. Podczas prowadzonych czynności zabezpieczono łącznie blisko 2,5 kilograma narkotyków. Za udzielanie narkotyków grozi  zatrzymanym teraz do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Pięciu mężczyzn usłyszało zarzuty w sprawie wprowadzania do obrotu znacznej ilości środków odurzających i substancji psychotropowych. Szósta podejrzana osoba jest poszukiwana.
Mężczyźni sprzedawali narkotyki (m.in. marihuanę i amfetaminę) w dyskotekach w Starogardzie Gd. Ten proceder trwał od października 2016 r. do marca 2017 r. Śledczy przeszukali mieszkanie, które wynajmowali handlarze. Znaleźli w nim 1,6 kg marihuany i 1,1 kg amfetaminy.
- Trzech podejrzanych usłyszało zarzuty uczestniczenia w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych. Kolejnym dwóm podejrzanym przedstawiono zarzuty dotyczące udzielania innym osobom środków odurzających. Dodatkowo jednemu z podejrzanych zarzucono posiadanie znacznej ilości substancji odurzającej - wyjaśnia Tatiana Paszkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Mężczyźni, którzy usłyszeli zarzuty uczestniczenia w obrocie znacznymi ilościami narkotyków, trafili za kratki. Prokurator wobec nich (chodzi o trzy osoby) skierował do sądu wnioski o zastosowanie środków zapobiegawczych w postaci tymczasowego aresztowania. Sąd uwzględnił wnioski i zastosował areszt. Wobec pozostałych podejrzanych (usłyszeli zarzuty dotyczące udzielania innym osobom środków odurzających) zastosowano środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. Dodatkowo jednemu z podejrzanych zarzucono posiadanie znacznej ilości marihuany w ilości ponad 100g, która została zabezpieczona podczas przeszukania miejsca jego zamieszania.
- Jak dotychczas ustalono, przestępczy proceder polegający m.in. na przechowywaniu narkotyków oraz ich rozprowadzaniu m.in. w dyskotekach w Starogardzie Gdańskim, trwał od października 2016 r. do marca 2017 r. Podejrzani nie przyznali się do przedstawionych im zarzutów, za wyjątkiem podejrzanego, który przyznał się do zarzutu posiadania narkotyków - informuje Tatiana Paszkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Podejrzanym o uczestniczenie w obrocie znaczną ilością środków odurzających i substancji psychotropowych grozi kara pozbawienia wolności do lat 12. Natomiast udzielanie innym osobom środków odurzających i substancji psychotropowych zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 10. Podobnie jak posiadanie znacznej ilości narkotyków. Dodajmy, że śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Starogardzie Gd.
Ze statystyk policyjnych wynika, że liczba zatrzymań w związku z przestępstwami narkotykowymi (posiadanie i handel) wzrosła w ubiegłym roku w porównaniu do roku poprzedniego. Starogardzka policja w ubiegłym roku w powiecie zatrzymała 91 osób podejrzanych o przestępstwa narkotykowe (w 2015 r. było ich 78).

Funkcjonariusze zabezpieczyli w ub. roku w powiecie 816 g amfetaminy, 493 g mefedronu, 7 681 g marihuany, 46 g haszyszu, 37 tabletek extasy, 90 sztuk krzaków konopi. Policjanci zlikwidowali też 6 upraw konopi indyjskich, które znajdowały się na terenach prywatnych posesji. Mundurowi przyznają, że w ubiegłym roku najczęściej zabezpieczali marihuanę i amfetaminę. Co może świadczyć o tym, że są to najbardziej popularne i najczęściej sprzedawane środki odurzające w naszym powiecie. Swoje obserwacje mają też lekarze i ratownicy Kociewskiego Centrum Zdrowia.
- Zdecydowanie największą grupą osób tzw. „odurzonych”, którym udzielamy pomocy, to osoby upojone alkoholem etylowym, nierzadko do stanu utraty przytomności. Takich osób jest po kilka, kilkanaście w tygodniu. Osób pod wpływem narkotyków jest dużo mniej, do nas trafiają jedynie pojedyncze przypadki. Pewnie dlatego, że większość z nich nigdy nie trafi na SOR. Dopiero w sytuacji poważnego zatrucia, skutkującego np. utratą przytomności, wzywana jest pomoc. I dopiero wtedy osoby te trafiają do naszego oddziału - opowiada Sławomir Wilga, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w KCZ. - U osób odurzonych środkami psychoaktywnymi coraz rzadziej stwierdzamy klasyczne narkotyki, a więc osoby te najprawdopodobniej są pod wpływem dopalaczy, które nie są identyfikowane przy pomocy klasycznych testów narkotykowych. W takich sytuacjach pacjentów przekazujemy do Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku.
Dopalacze są to różnego rodzaju produkty zawierające substancje psychoaktywne. Stanowią mieszaninę niebezpiecznych środków, które lekarze często nie są w stanie zidentyfikować. A co za tym idzie, w przypadku zatrucia, udzielenie pomocy może być utrudnione. Handel dopalaczami (ale też klasycznymi narkotykami) przeniósł się do internetu. Zainteresowani wiedzą na jakie strony wejść, aby zamówić „towar”. Często posługują się hasłami lub znanym tylko im nazewnictwem.
 
 
StarogardGdanski.NaszeMiasto.pl
Wojt
Szeroki wywiad z osobą która dzięki marihuanie "staje na nogi". ,,Po 9 latach znów mogę poczuć się mężczyzną.’’ – komentuje Łukasz. Niestety jest on zmuszony do zakupu konopi nielegalnie na ulicy od dilera, lecz pomaga mu to w codziennym życiu. Czy przepisy pozwolą w końcu, aby ludzie leczyli się sami, zamiast napychać konta koncernom farmaceutycznym?
 
 
Historia Łukasza
Łukasza poznaliśmy w Warszawie w Sejmie podczas pierwszego czytania projektu zmian do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii dotyczących medycznej marihuany. 9 lat temu, a dokładnie 17 lutego 2007, Łukasz spadł z dużej wysokości. Wypadł z okna z wysokości 6 piętra. Jego rdzeń kręgowy został przerwany. Od tego czasu porusza się na wózku – jest sparaliżowany od pasa w dół. Nie przeszkadza mu to jednak aktywnie działać – na co dzień jest liderem grupy ONiSPRAWNI, zajmuje się aktywizacją społeczną i zawodową oraz rehabilitacją różnych środowisk, w tym niepełnosprawnych oraz wykluczonych. Do leczenia konopiami podchodził sceptycznie, jednak postanowił spróbować, czy w jego przypadku stosowanie kannabinoidów okaże się skuteczne.
 
Zdumiewające efekty
Rezultaty przekroczyły jego oczekiwania. Czucie ciepła w nogach, poprawa termoregulacji organizmu, zmniejszona spastyczność – to główne efekty stosowania marihuany, które wymienia Łukasz. Jak prezentuje podczas wywiadu jest teraz w stanie do pewnego stopnia podnieść się i utrzymać ciało w stabilnej pozycji. Jednak największym zaskoczeniem był dla niego powrót sprawności seksualnej – zarówno erekcji, jak i ejakulacji.
  Okazało się, że marihuana, a właściwie masło z konopi indyjskich, stanowi idealne uzupełnienie jego dotychczasowej terapii. Dostrzega to nie tylko pacjent, lecz także jego lekarz oraz fizjoterapeuci, którzy są zaskoczeni efektami. Jak podkreśla Łukasz, najlepsze efekty uzyskuje, gdy łączy THC, CBD oraz SSRI (fluoksetyna, lek antydepresyjny). Wówczas jego samopoczucie jest najlepsze, a neuroprotekcyjne działanie poszczególnych substancji zwiększa się w wyniku efektu synergii. Taką terapię stosuje od 6 miesięcy i nadal testuje różne warianty proporcji poszczególnych składników.
Według prawa jest przestępcą
Według polskiego prawa Łukasz jest przestępcą. Nielegalnie zdobywa produkty z zawartością THC, które, choć przynoszą mu realną pomoc, są niedozwolone. Tą kwestię ma uregulować projekt zmian do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który został złożony w lutym tego roku przez klub poselski Kukiz’15. W rozmowie z Łukaszem wziął także udział Jakub Gajewski (Wolne Konopie), który od lat działa na rzecz legalizacji marihuany w Polsce i zna szczegóły projektu. Wspólnie dyskutowaliśmy nad rozwiązaniami zaproponowanymi w ustawie i staraliśmy się rozwiać pojawiające się wątpliwości.
 
 
MedycznaMarihuana.com
 
Wojt
Jesteś tutaj w świadomym celu, lecz czy jesteś świadomy czym są rzeczy które kupujesz? Masz okazje sprawdzić, co znajduje się w tym czy innym produkcie, 31 marca pod bramą główna UW. Pomysłodawcą jest, nie którym z was znany już Jerzy. Student piątego roku socjologii i aktywista redukcji szkód. W Instytucie Socjologi Uniwersytetu Warszawskiego pisze pracę magisterską o dopalaczach. Zajmował się problematyką polityki narkotykowej na stażach w „Romanian Harm Reduction Network” w Rumunii oraz w „Check!t” w Portugalii i „Energy Control” w Hiszpanii. W Studenckiej Inicjatywie Narkopolityki prowadzi laboratorium poświęcone wykrywaniu nowych substancji psychoaktywnych.
 
Niebezpieczne substancje w nieznanej kombinacji to najgorszy miks. Już w piątek, 31 marca, pod bramę główną kampusu UW możecie zobaczyć, jak sprawdza się substancje psychoaktywne.
Ile koksu jest w koksie, na który wykosztowałeś się właśnie w bramie? Kupiłaś mefedron? Pewnie nie, ale warto wiedzieć, który z ponad 7000 legalnych zamienników dostałaś tym razem? Wiedza tego rodzaju może pomóc ograniczyć zagrożenie, które nieodłącznie towarzyszy zakupom na czarnym rynku. „Znaj swój towar” – mówią eksperci od redukcji szkód. I mają rację. Chociaż oczywiście to nie jedyne ryzyko związane z używaniem substancji psychoaktywnych, ale potrafi potężnie zaszkodzić nawet najbardziej przezornym i doświadczonym. Przykłady? Prawdziwy hit sezonu to tabletka, którą zbadano za oceanem. Zatrwoży nawet największych koneserów piguł: zamiast MDMA bogu ducha winni imprezowicze kupili w jednej tabletce 6 substancji w tym aż 3 niezidentyfikowane oraz Fentanyl, narkotyk aż 50 razy mocniejszy od heroiny i 100 razy mocniejszy od morfiny. Niebezpieczne substancje w nieznanej kombinacji to najgorszy miks. W Polsce Społeczna Inicjatywa Narkopolityki wykryła podobnego rekordzistę – legalna siostra amfetaminy, 3-FA, zawierała miks aż 6 innych dopalaczy! Zdaniem chemika z barcelońskiego laboratorium Energy Control to jedna z najgorszych mieszanek, jakie kiedykolwiek badał.
Analizy dragów to tak zwany projekt niskoprogowy, czyli adresowany do osób, które nie są abstynentami. Chodzi w nim przede wszystkim o dotarcie do nieuzależnionych konsumentów, z których większość nawet nie określa siebie mianem użytkowników narkotyków, ponieważ odurza się okazjonalnie. Takich osób, które próbują substancji psychoaktywnych, ale się od nich nie uzależniają, jest według statystyk ONZ aż 88%! To ogromna grupa, która na ogół szuka pomocy dopiero wtedy, kiedy pojawiają się poważne problemy.

Propagowanie narkomanii? Otóż, nie
Analizy składu narkotyków są w niektórych krajach dotowane z publicznej kasy. I to bynajmniej nie tylko w tych progresywnych idyllach, gdzie urzędnikom zależy na bezpieczeństwu i jakości tripów współobywateli. Okazuje się, że testowanie może być dotowane przez rząd nie w celu redukcji szkód, ale również po to, żeby zbadać podaż narkotyków. Sprawdzanie substancji to nie uprzejmość, tylko wymiana: wyniki w zamian za próbkę. Dzięki temu mogą być publikowane ostrzeżenia przed szczególnie groźnymi partiami towaru, ale też opracowywana jest polityka oparta na faktach i dowodach naukowych, a nie uprzedzeniach i mitach. Ponadto sprawdzanie substancji zawsze idzie w parze z monitorowaniem trendów i sposobów odurzania się oraz przede wszystkim incydentów spowodowanych narkotykami. Wszystko to składa się na efektywną lokalną politykę narkotykową – taką, jak na przykład w Holandii. W kraju tulipanów i gandzi już od 20 lat działają regionalne biura DIMS – Systemu Informacji Narkotykowej i Monitorowania Narkotyków – koordynowane przez ichniejsze Krajowe Biuro Przeciwdziałania Narkomanii, Trimbos Institute.
W ślad za Holendrami poszli Szwajcarzy, którzy poza górami i bankami zasłynęli z nowoczesnych pokoi iniekcyjnych, gdzie uzależnieni mogą pod opieką pielęgniarki bezpiecznie zażywać „medyczną heroinę”. To nowatorskie rozwiązanie potężnie ograniczyło drobną przestępczość związaną z nałogiem i zaspokajaniem głodu kolejnej działki. Początkowo testowano substancje użytkowników opiatów, a następnie rozszerzono projekt o tabletki imprezowiczów w Zurichu. Ten niegdyś akademicki projekt jest dziś znany jako saferparty.ch i regularnie odwiedza imprezy klubowe z jedynym w swoim rodzaju laboratorium na kółkach. Dziś z ewaluacji tego przedsięwzięcia możemy jasno powiedzieć, że testowanie nie powoduje wzrostu używania narkotyków i może nawet je ograniczyć wśród grupy docelowej.
Droga przez mękę
Historia testowania substancji pobranych dobrowolnie od użytkowników sięga lat 80. w USA, gdzie miało miejsce pierwsze udokumentowane w literaturze fachowej badanie zanieczyszczeń narkotyków. Trwało 11 lat i nie było kontynuowane, natomiast w 2003 roku uchwalono tzw. RAVE act. W efekcie wszystko, co można uznać za ułatwianie zażywania narkotyków (np. testowanie, rozdawanie ulotek o metodach brania), stało się przestępstwem, a testowanie pozostaje tam w szarej strefie.
W Europie działaniom środowiskowym szlaki przetarł nie kto inny, jak francuscy Lekarze Bez Granic. Jako pierwsi już dwie dekady temu zaczęli prowadzić mobilne laboratorium na imprezach rave i freeparty. Tanią i prostą metodą TLC (chromatografii cienkowarstwowej) identyfikowali klasyczne narkotyki. Po kilku latach w ich ślady poszli aktywiści hiszpańskiego Energy Control, dziś uzbrojeni już we w pełni wyposażone laboratorium stacjonarne.
 
Do dziś powstały lokalne projekty sprawdzania substancji w Portugalii (Check!n), Hiszpanii (Energy Control), Szwajcarii (saferparty.ch), Austrii (ChEck!T), Holandii (DIMS), Belgii (Modus Fiesta), Niemczech (legal-high-inhaltsstoffe) i Wielkiej Brytanii (Wedinos i The Loop). Większość tych organizacji jest zrzeszona w sieci TEDI, której największym osiągnieciem była publikacja analizy 45 859 narkotyków.
Lepszy rydz niż nic
Na osobną wzmiankę zasługuje amerykański portal ecstasydata.org, którego misja polega na upublicznianiu analiz piguł. Jest to udoskonalenie projektu pillreports.com, czyli spisu recenzji tabletek ekstazy. Twórcy tych serwisów wychodzą z prostego założenia: informacje, nawet niepełne, są lepsze niż całkowita niewiedza. Inni fachowcy uważają inaczej: nie warto ryzykować i zawsze bez wyjątku należy badać swój towar. Jeżeli oczywiście mamy taką możliwość – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, albo tańczenia, czy co tam innego robicie na imprezach.
Na naszym poletku Społeczna Inicjatywa Narkopolityki, polska organizacja zajmująca się profilaktyką imprezową, stara się dostarczyć tyle wiedzy, ile tylko możliwe. Jeżeli nie ma możliwości sprawdzenia próbki, każda informacja jest na wagę złota i pozwala uniknąć przypadkowych przedawkowań. Na stronie SIN można znaleźć zarówno zagraniczne ostrzeżenia, spis recenzji krajowych piguł, jak i wyszukiwarkę z niemal 900 analizami składu dopalaczy. Użytkownicy są w stanie odkurzyć dziecięce wspomnienia i odpalić zestaw małego chemika – w cenie piwa kupić można jednorazowe zestawy, które umożliwiają identyfikację najpopularniejszych narkotyków. Odczynniki kolorymetryczne pozwalają na wstępne rozpoznanie w sumie ponad 350 substancji psychoaktywnych. Chociaż takie badanie jest opatrzone marginesem błędu, w polskich warunkach może okazać się bezcenne.
Światełko w tunelu
W marcu na antypodach wydano raport Australia21. Byli szefowie policji, więziennictwa, dwaj premierzy i sędzia sądu najwyższego opowiadają się między innymi za dekryminalizacją narkotyków, legalizacją ich obrotu, zwiększeniem dostępności bezpiecznych pokoi iniekcyjnych i właśnie usług sprawdzania substancji.
 
Po drugiej stronie globu, Polska, w co może być trudno uwierzyć, będzie miała swój własny pilotażowy projekt badania substancji – i to jeszcze w tym roku! Konkurs grantowy właśnie czeka na rozstrzygnięcie.
Zanim jednak nadejdzie ta wielka rewolucja, już w piątek, 31 marca, między godziną 13 a 17 możecie przyjść pod bramę główną kampusu UW i zobaczyć, jak wygląda stoisko, z którym SIN pojawia się na imprezach. To okazja, żeby zapoznać się z bezpieczną zabawą oraz przede wszystkim zobaczyć, jak sprawdza się substancje psychoaktywne. Na leżakach będzie można zmierzyć się z quizem „Jakim typem melanżowicza jesteś?” i wziąć udział w losowaniu testów, które odbędzie się pod koniec dnia. Wolontariusze udzielą odpowiedzi na wszystkie pytania. Wydarzenie będzie można też oglądać  na żywo na facebooku SIN.
 
 
KrytykaPolityczna.pl
Wojt
Dawny warsztat samochodowy został przerobiony pod uprawę konopi. W trakcie czynności zatrzymano obywatela Wietnamu. Dodatkowo zatrzymano również właściciela posesji który w swoim miejscu zamieszkania posiadał rewolwer i 17 sztuk amunicji. Funkcjonariusze przeszukując posesje zabezpieczyli 1200 roślin w różnej fazie wzrostu z czego jak wyliczyli można by było wytworzyć ponad 25 kilogramów suszu marihuany. Zabezpieczono też 28 kilogramów już gotowego do sprzedaży suszu. Obywatel Wietnamu został tymczasowo aresztowany.
 
Dzięki policjantom ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową oraz funkcjonariuszom z Pruszkowa na rynek nie trafi ponad 50 kg marihuany. Na terenie Ochoty zlikwidowano plantację, na której rosło blisko 1200 krzewów konopi indyjskich. Z tej ilości roślin można by było wytworzyć ponad 25 kg środków odurzających. Zabezpieczono także 28 kg wysuszonych konopi. Do sprawy zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy usłyszeli już w prokuraturze zarzuty. Może im grozić kara co najmniej 3 lat więzienia.

Na trop nielegalnego procederu, jaki prowadzony był na terenie Ochoty, wpadli stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową oraz funkcjonariusze z Pruszkowa. Wszystko wskazywało na to, że w budynku, który w przeszłości był warsztatem samochodowym, może znajdować się plantacja konopi innych niż włókniste.
W działania zmierzające do zatrzymania osób mających związek z tym procederem oraz zdobycia dowodów wskazujących na przestępczą działalność zostali zaangażowani policjanci ze stołecznego wydziału realizacyjnego.

Na terenie posesji policjanci zatrzymali 48-letniego obywatela Wietnamu. Mężczyzna doglądał znajdującej się tam uprawy. Zatrzymano także właściciela działki, 42-letniego Sebastiana N. W miejscu jego zamieszkania został zabezpieczony rewolwer oraz 17 sztuk amunicji.
Policjanci odkryli w specjalnie przystosowanych pomieszczeniach rośliny w różnej fazie wzrostu. Znajdowały się tam zarówno krzewy kwitnące, jak i sadzonki konopi. Cześć roślin została już przygotowana do suszenia. System sterowania elektronicznego zarządzający nawodnieniem, oświetleniem i temperaturą, jaki został tam zamontowany, wspomagał uprawę. Sprzęt został w całości zdemontowany i zabezpieczony przez śledczych.

Policjanci zabezpieczyli blisko 1200 krzewów konopi innych niż włókniste. Z takiej ilości roślin można by było wytworzyć ponad 25 kilogramów marihuany. Funkcjonariusze przejęli także 28 kilogramów wysuszonych roślin konopi.

Po zebraniu materiału w tej sprawie policjanci doprowadzili mężczyzn do prokuratury na terenie Ochoty, gdzie przedstawiono im zarzuty. Obaj są podejrzani o uprawę krzewów konopi, z których można wytworzyć znaczną ilość środków odurzających. Sebastian N. odpowie także za posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej i amunicji.

Wobec mężczyzny zostało zastosowane poręczenie majątkowe. Obywatel Wietnamu jest tymczasowo aresztowany.
 
 
Policja.pl