Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Poważnie, dzisiejsza młodzież nie wie jak odróżnić marihuane od maczanki? W takim razie wasza zguba jest blisko. Narkotyki jak i designers drug potocznie nazywane dopalaczami nie są dla was, gdyż możecie nieświadomie doprowadzić się do śmierci tak jak opisane niżej osoby. NIE ZNASZ - NIE DOTYKAJ! TO SZKODZI!
 
 
 
Dwóch nastolatków straciło przytomność po zaciągnięciu się jointem zaoferowanym im przez obcych. Policja zatrzymała podejrzanego.

Syntetyczna marihuana ma silniejsze działanie niż naturalny narkotyk
 
Incydenty takie mnożą się w ostatnim czasie w okolicy Warschauer Bruecke i terenu RAW w Berlinie Friedrichshein, które są znanymi hot spotami narkotykowymi. W ostatnim czasie kilkakrotnie zdarzało się, że po zaciągnięciu się jointem od nieznanej osoby młodzi ludzie tracą przytomność.
To właśnie przydarzyło się trzy dni temu dwóm nastolatkom. Policja ujęła podejrzaną osobę i osadziła ją w areszcie dla młodocianych ­– powiedziała rzeczniczka policji w poniedziałek (30.10.2017). Przy 19-letnim domniemanym sprawcy policja znalazła niedopałek jointa. – Badamy skład niedopałka – poinformowała policja.
18-letni wspólnik zatrzymanego został wypuszczony na wolność. Policja ostrzega przed braniem od obcych osób otwartych butelek z napojami lub podejrzanych jointów.
Obydwaj młodzi mężczyźni w sobotę rano około godz. 4.30 zaoferowali jointa dwóm nastoletnim dziewczynom koło stacji kolejki S-Bahn Warschauer Bruecke. Po zaciągnięciu się obydwie dziewczyny straciły przytomność, a młodzi mężczyźni przeszukali swoje ofiary. Scena zwróciła uwagę przechodniów, więc  domniemani sprawcy zaczęli uciekać. Niedługo później zostali zatrzymani przez policję. Obydwie ofiary zostały hospitalizowane – ich życie nie jest zagrożone.
Syntetyczna marihuana
Podobny przebieg miał incydent 12 października, kiedy dwóch 18-latków straciło przytomność po zaciągnięciu się jointem także pobliżu stacji Warschauer Bruecke. Jointa zaoferowało im dwóch obcych mężczyzn. Jednego z nich policja zatrzymała. Przeciwko 25-latkowi policja wszczęła śledztwo w związku z podejrzeniem groźnego uszkodzenia ciała i łamania przepisów o środkach odurzających. Także przy nim policja znalazła narkotyki.
Jak donosi gazeta "Berliner Zeitung", dwa podobne incydenty miały miejsce przed trzema tygodniami. Jeden z naocznych świadków opowiadał, że przed wejściem na dawne tereny RAW trzy nastoletnie dziewczyny, a potem jeszcze jeden mężczyzna stracili przytomność po zaciągnięciu się jointem. Także oni zostali przeszukani przez domniemanych sprawców.
Jak twierdzi jeden z naocznych świadków, joint zawierał "Spice", syntetyczną marihuanę, mającą silniejsze działanie niż naturalny narkotyk i mogącą wywołać nieudolność oddechową.
Policja obecna i czujna
Policja uważnie obserwuje problem – powiedziała rzeczniczka policji. Wzmocniono obecności policji w tych newralgicznych miejscach – podkreśliła. Ze względu na ich specyfikę, policja ma tam większe uprawnienia w podejmowaniu działań niż gdzieś indziej w mieście. Może np. bez konkretnego podejrzenia popełnienia czynu karalnego sprawdzać dokumenty tożsamości i rewidować osoby oraz pomieszczenia.
 
 

Wiadomosci.onet.pl
 

 

Wojt
Jak z dozoru trafić do aresztu? Produkując amfetamine przyszedł obić dozór w tym czasie funkcjonariusze u niczego jeszcze nie świadomego 34-latka przeprowadzili zasadzkę. W trakcie powrotu na posesje podejrzany został zatrzymany, kryminalni zabezpieczyli blisko 22 litry półproduktu z którego zatrzymany mógłby wytworzyć 15 kilogramów narkotyku.
 
 
Kaliscy policjanci CBŚP, wspólnie z funkcjonariuszami Komendy Miejskiej Policji w Kaliszu, zlikwidowali linię produkcyjną amfetaminy i komponentów niezbędnych do jej wytwarzania.

"Podejrzany o produkcję 34-letni mężczyzna został już tymczasowo aresztowany na trzy miesiące" - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler.

Linia produkcyjna znajdowała się w jednej z miejscowości na terenie powiatu kaliskiego. W zlokalizowanym tam garażu wytwarzano komponent BMK, na bazie którego produkowana była amfetamina. Funkcjonariusze odkryli nielegalną produkcję, wchodząc na teren nieruchomości 34-latka w czasie, kiedy ten - w związku z inną sprawą - stawił się na dozór w komisariacie policji w Stawiszynie (pow. kaliski).
"Okazało się, że 34-latek, nieświadomy obecności mundurowych na terenie nieruchomości, stawił się na dozór w komisariacie policji w Stawiszynie. Środek zapobiegawczy zastosowano w związku z wcześniejszym postępowaniem prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Środzie Wlkp. W Prokuraturze Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim zatrzymany usłyszał zarzuty dotyczące produkcji prekursorów, jak również wytwarzania amfetaminy" - podały służby prasowe CBŚP.
Z wstępnej opinii biegłego wynika, że z zabezpieczonych na miejscu, niemal 22 litrów BMK, można było wyprodukować około 15 kilogramów amfetaminy. Czarnorynkowa wartość znaleziska szacowana jest na około 150 tys. zł.
Na miejscu zabezpieczono także różnego rodzaju kwasy i wypełniacze, służące do produkcji tej substancji oraz amfetaminy. W garażu znajdował się ponadto sprzęt laboratoryjny tj. podgrzewacze elektryczne i gazowe, wagi, a także maski przeciwpyłowe, menzurki, chłodnice szklane i kadzie. Wszystkie te przedmioty służyły do nielegalnej produkcji.
Śledztwo w tej sprawie prowadzą policjanci z kaliskiego Wydziału Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
 
 
 
Niezalezna.pl

Wojt
Dziennikarka po 20 latach odkryła że narkotyki można kupić w "szkolnej ławce". Zdziwiona sytuacją, szybko stara się ją nagłośnić, przecież to odkrycie na skale światową. Jedyne co się zmienia od wielu wielu lat to cena za dany narkotyk i kontakty które pozwalają tą cenę zbić... Jeżeli rodzice przez tyle lat żyli w nieświadomości, to przykry widok ich naiwności. 
 
 
Uczniowie bez trudu zaopatrują się w narkotyki w szkołach. – Kurierzy zbierają zamówienia, potem dyskretnie dostarczają towar – opowiadają młodzi z Bydgoszczy. – Współpracujemy ze szkołami, ale dopóki nie włączą się uczniowie, niewiele możemy zrobić – dodaje policja.

Dane z 2016 r. w procentach, na podstawie raportu CBOS "Młodzież 2016", sfinansowanego przez Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii
Przeprowadziliśmy anonimową ankietę wśród młodych z różnych bydgoskich szkół, zadając wszystkim te same pytania dotyczące dostępności narkotyków w szkole. Wynika z niej, że narkotyki można bez trudu kupić w większości gimnazjów i bydgoskich szkół średnich, również w najbardziej renomowanych liceach czy technikach w mieście. Wypowiedzi młodych postanowiliśmy zacytować w „Tygodniku”, celowo nie podając konkretnych szkół, których dotyczą wypowiedzi, bo – jak potwierdza policja – problem z narkotykami dotyczy prawie każdej szkoły w Bydgoszczy. 
Kurierzy zbierają zamówienia
Większość młodych, z którymi rozmawialiśmy, miała styczność z narkotykami. Doskonale wiedzą, kto w szkole nimi handluje i jakie są ceny. 
Uczeń prestiżowego bydgoskiego liceum: – U nas za jeden gram marihuany płaci się 50 zł.
Uczeń znanego bydgoskiego technikum: – Ceny są różne, ale tak naprawdę każdego na to stać, bo zaczynają się od 20, 30 zł wzwyż.
Uczennica gimnazjum: – Skręt kosztuje 40 zł.
Jak odbywa się handel narkotykami w szkołach?
– W sposób dyskretny. Uczniowie to tak zwani kurierzy, pytają, kto chce i ile (waga), informują, ile to będzie kosztowało. Kurier idzie do dilera i kupuje od niego towar – opowiada 18-letni uczeń jednego z bydgoskich techników.
– Potajemnie, najczęściej poza murami szkoły, ale na jej terenie też się to zdarza. Ludzie, którzy się tym zajmują, są na tyle sprytni i mimo wszystko „inteligentni”, że wolą załatwiać takie sprawy w bardziej sprzyjających warunkach niż szkoła – twierdzi 16-letni licealista.
– Przekazywanie towaru odbywa się najczęściej poza szkołą, a jeśli w szkole, to zazwyczaj w łazience – mówi gimnazjalistka z Bydgoszczy.
– Osoby zajmujące się sprzedażą narkotyków raczej się ukrywają. Sposoby, w jakich to robią, są na tyle zróżnicowane, że nie sposób ich wymienić – dodaje inny licealista.
„Marihuana to nie narkotyk”
Gimnazjalistka z Fordonu mówi, że pewnie nie miałaby styczności z narkotykami, gdyby nie zaproponowano jej ich w szkole. 
To samo potwierdza wielu młodych. – Zaproponowali mi znajomi ze szkoły. Pierwszy raz dali za darmo. Potem już musiałam płacić. 40 zł za skręta – mówi gimnazjalista ze Szwederowa. 
– Nie brałem, ale jakbym zapytał, czy mogę spróbować, na pewno by mi dali – mówi uczeń technikum. – Zazwyczaj to się odbywa pocztą pantoflową – jeden kolega poleci innemu. A sami dilerzy szukają imprezowiczów, bo tacy najczęściej od nich biorą – dodaje.
Jakie narkotyki rozprowadzane są najczęściej? Gimnazjalistka, opisana przez nas w sierpniu w reportażu „Rodzice się modlili, dzieci zbierały na narkotyki” zatruła się marihuaną nasączoną dopalaczami. Narkotyk kupiła w gimnazjum u swoich koleżanek. 
– W szkole handluje się wszystkim, można załatwić dowolne narkotyki – mówi uczeń zespołu szkół.
Zazwyczaj jednak młodzi kupują marihuanę i nie widzą w tym problemu. Wielu z nich nie uważa, by była szkodliwa.
– Powszechnie nie jest uważana za narkotyk, bo jej działanie nie jest tak silne – napisała jedna z 18-latek. 
Rodzice nie wiedzą, co się dzieje
Co na to rodzice i nauczyciele? Wiedzą o problemie, próbują coś z nim robić? Odpowiedzi młodych są różne:
– Pewnie niektórzy są świadomi tego problemu, ale nie wszyscy.
– Nauczyciele wiedzą, ale nie chcą w to wchodzić, tzn. boją się o dobre imię swojej szkoły oraz własne.
– Rodzice, którzy się tym interesują i wiedzą, że taki problem występuje, są tego świadomi, ale wielu nie zdaje sobie sprawy z wielkości tej trudnej sytuacji i z tego, jak łatwy jest do niej dostęp, praktycznie na każdym kroku.
– Rodzice przeważnie nie wiedzą, co się dzieje u ich własnych dzieci w szkole. Mówię tu szczególnie o szkołach średnich.
– Jeśli dana osoba została przyłapana na braniu dragsów, to owszem, szybkie i nawet dość dyskretne kroki zostają podjęte w tym kierunku. Natomiast na co dzień rodzice w większości przypadków ostrzegają przed tym młodzież, ale nie mają już wpływu na to, co ona z tym zrobi.
– W szkole odbywa się wiele spotkań, podczas których przestrzegają nas przed braniem narkotyków.
Uczeń jednego z bydgoskich techników, który twierdzi, że w jego szkole „na pewno nie handluje się narkotykami”, przytacza nam historię sprzed dwóch lat. – Do szkoły przyszła wtedy straż miejska poprowadzić lekcje z bezpieczeństwa. Jakoś tak się stało, że doszło do przeszukania jednego z uczniów, który – jak się okazało – wcześniej wziął narkotyki. Miał je też przy sobie. Lekcję przerwano, wezwano policję. Chłopak następnego dnia został wyrzucony ze szkoły. 
Policja potwierdza
– Handlem narkotykami zajmuje się jedna, dwie osoby na terenie danej szkoły. Jeśli nikt o nich nawet anonimowo nie doniesie, dyrektor i nauczyciele mogą się nie zorientować – mówi komisarz Monika Hermann z wydziału prewencji KWP. - Prowadzimy wiele spraw dotyczących narkotyków w szkołach, toczą się też w sądzie rejonowym, ale nie przedostają się do publicznej wiadomości, bo nie mogą. To czasami żmudna praca operacyjna, bo ci, którzy działają w szkołach, zwykle zostają zatrzymani z niewielką ilością narkotyków. Musimy przekonać młodych, by ci, którzy nie zgadzają się z tym, co się dzieje, chcieli mówić – dodaje komisarz. - Gdy się o tym nie mówi, jest to przyzwolenie, by w szkole dochodziło do przestępstw. Jest wiele sposobów, by nas zawiadomić. Na przykład istniejąca od ubiegłego roku aplikacja: „krajowa mapa zagrożeń”. Młody człowiek może wejść na stronę komendy wojewódzkiej w odpowiednią zakładkę i poinformować, nawet anonimowo, o problemie. Dobrze, gdyby była bardziej precyzyjna, bo jeśli w szkole jest 600 uczniów, to informacja mało precyzyjna niewiele da. Im więcej informacji młody człowiek zgłosi, nawet anonimowo, tym szybciej problem zostanie rozwiązany. 
Każdy nastolatek jest zagrożony
O problemie bydgoskich szkół z narkotykami napisaliśmy w sierpniu. W reportażu „Rodzice się modlili, dzieci zbierały na narkotyki” opisaliśmy historię 14-letniej uzależnionej dziewczynki, której matka pracuje w ośrodku uzależnień, a cała rodzina należy do jednej z katolickich wspólnot. Mimo że w ich domu każdego dnia rozmawia się o narkotykach, przed uzależnieniem nie udało się uchronić ani jej, ani innych dzieci ze wspólnoty. Rodzice zdradzili nam też, że wszystkie dzieci bez trudu zdobywały narkotyki w swoich szkołach.
 
 
TygodnikBydgoski.pl

 

Wojt
Pamiętacie co starsi Smart Szopy i Dawida B. - wraca jego sprawa handlu dopalaczami na terenie całej Polski. Czy również i tym razem dostanie wyrok w zawiasach czy jednak do końca pogrążą go wspólnicy i dawni klienci..? Jeżeli nic się nie zmieni w przewodzie sądowym, dowiem się jeszcze w tym roku.
 
 
 
Aż 200 świadków było do przesłuchania podczas procesu Dawida B. - „Króla dopalaczy”. Proces dobiega końca w Sądzie Okręgowym w Łodzi.

Do przesłuchania zostali ostatni świadkowie. Dwaj z nich, którzy mieszkają poza województwem łódzkim, zostaną przesłuchani na odległość. 
Maciej M. będzie przepytany podczas transmisji wideo z Sądu Okręgowego w Toruniu, zaś Michał Ch. z Sądu Rejonowego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ten drugi świadek miał być wczoraj przesłuchany. Niestety, transmisja zakończyła się fiaskiem, bo Michał Ch. nie stawił się w sądzie w Ostrowcu. 
Także w piątek mieli być przesłuchani, ale już na miejscu w Łodzi, dwaj inni świadkowie: Bolesław G. i Jakub S. Nie wiadomo, czy dostali wezwanie na rozprawę, bo ze strony poczty nie było żadnej informacji w tej sprawie (poczta miała ponad 30 dni na dostarczenie sądowej korespondencji). W tej sytuacji sędzia Edyta Markowicz postanowiła, że wezwanie na kolejną rozprawę Bolesławowi G. dostarczą nie pocztowcy, lecz policjanci. Natomiast Jakub S. nie będzie już wzywany do sądu, gdyż zostaną odczytane jego zeznania ze śledztwa. Tak więc na najbliższej rozprawie na początku grudnia będą zeznawać ostatni świadkowie. Na kolejną rozprawę zostaną też wezwani biegli. Jeśli nie będzie nowych wniosków dowodowych (prokurator i obrońcy, powiedzieli nam, że tego nie przewidują) to nastąpią głosy stron i koniec procesu. 
Na ławie oskarżonych zasiada 28-letni łodzianin Dawid B. zwany „Królem dopalaczy”, a także jego wspólnicy: 26-letni Piotr P. z Łodzi, 52-letni Ireneusz C. z Zabrza (tzw. chemicy) i 27-letni Łukasz K. z Łodzi, który był kierownikiem sklepu z dopalaczami i otworzył go mimo zakazu służb sanitarnych. 
Prokuratura zarzuca Dawidowi B., że w 2010 r. w Łodzi i innych miastach w kraju poprzez sieć sklepów Smart Szop, których był właścicielem, handlował dopalaczami. Sprzedawał je jako „artykuły kolekcjonerskie”. Wyprodukował i wprowadził do obrotu dopalacze, którym nadawał barwne nazwy: „Koko Mięta, Koko Cherry, Exotic Koko, Black Widow, Smart Shiva, Mister Brain i Hammer. 

Na licie pokrzywdzonych są 52 osoby. 
 
 
Król ma już jeden wyrok
Wcześniej Dawid B. został skazany w innej sprawie. Chodzi o zdarzenie z 30 czerwca 2014 r., gdy „Król dopalaczy” - według śledczych - razem z wynajętymi za pieniądze kompanami na parkingu przy centrum handlowym w Łodzi porwali Bartosza Ś. w celu odzyskania od niego długu 81 tys. zł. W sprawie tej Sąd Rejonowy Łódź - Śródmieście skazał Dawida B. na dwa lata więzienia, Jacka C. na dwa i pół roku oraz Łukasza K. na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Obrońcy skazanych odwołali się do Sądu Okręgowego w Łodzi, który podtrzymał wyroki z jedną tylko korektą: Dawid B. otrzymał karę w zawieszeniu na pięć lat. 
 
 
DziennikŁódzki.pl
 

Wojt
Właściciel lokalu wymienił zamki, sklep w tym miejscu został na dzień dzisiejszy zlikwidowany. Warto zapytać jak długo to potrwa. Wszyscy zdają sobie sprawę że, zamknięcie jednego punktu tworzy handel "pod sklepem" - którego już tak łatwo sanepid nie namierzy.

Chorzowscy kryminalni, wspólnie z pracownikami sanepidu, oraz Urzędem Miasta Chorzów doprowadzili do likwidacji sklepu, w którym sprzedawane były tzw. dopalacze. 
Podczas ostatnich działań przejęli ponad 260 opakowań substancji psychoaktywnych. Od wyników badań laboratoryjnych będzie zależało teraz dalsze postępowanie w tej sprawie.

 
Tym razem dzięki współpracy z Urzędem Miasta Chorzów oraz sanepidem, chorzowscy policjanci zaledwie w kilka tygodni doprowadzili do skutecznej likwidacji sklepu z tzw. dopalaczami. 

 
Po kontroli lokal przejął właściciel, w drzwiach zmieniono zamki uniemożliwiając dostęp do obiektu. Podczas przeszukania lokalu znaleziono ponad 260 sztuk opakowań produktów, które mogą powodować zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego. 

 
Pracownicy sanepidu zabezpieczyli te środki. Przejęte specyfiki zostaną poddane analizie w laboratorium, celem określenia dokładnego składu tych substancji. Od wyników analizy będzie zależało dalsze postępowanie w tej sprawie.

 

Policja.pl
 

 

Wojt
Czy straszenie śmiercią, to jest szczyt możliwości naszych urzędników? Rozumiemy, akcja Straży Miejskiej z trumną w drzwiach wejściowych do sklepu - ma wydźwięk ostrzegawczy. Zastanówcie się, czy informowanie dzieci i młodzieży o zniżkach na własny pogrzeb jest rozsądne, do tego napawa optymizmem np. dziecko które się pogubiło. Ostrzegajmy przed szkodliwością środków odurzających, profilaktycznie edukujmy młodzież, lecz nie spychajmy jej na cmentarz, że jak ma problem to dacie zniżkę na pogrzeb. Alkohol jest przyczyną ogromnej ilości zgonów, czemu osób które piją alkohol w szkołach, nikt nie informuje że dostaną zniżkę na pogrzeb. Tylko w Polsce, szkoła zamiast edukować - straszy.
 
50-procentowe zniżki na pogrzeb ofiary dopalaczy. Kontrowersyjny pomysł miasta Mysłowice

Aż 50 proc. rabatu na organizację pogrzebu oferują mysłowickie zakłady pogrzebowe dla wszystkich, którzy biorą dopalacze. Ulotki „Dopal cenę swojej śmierci” rozdawane są w szkołach. Można w nich przeczytać o zagrożeniach wynikających z brania dopalaczy, a także o formie jaką mogą przybrać. 
- Dopalacze to prosta droga do przedwczesnej śmierci. Używając tak bezpośrednich komunikatów, Mysłowice podjęły starania, by uświadomić młodym ludziom, jak wiele krzywdy mogą wyrządzić dopalacze - tłumaczy Kamila Szal, rzeczniczka miasta Mysłowice (Śląskie).
W wybranych szkołach, siedmiu podstawówkach, wszystkich szkołach ponadpodstawowych i w szkole specjalnej, odbyły się także specjalne inscenizacje z udziałem aktorów i przedstawicieli firm pogrzebowych. Wizyta zakładów pogrzebowych na lekcjach i prosty przekaz, że dopalacze to śmierć, choroby psychiczne czy trwałe uszkodzenia organów miały jedno zadanie – wpłynąć na podejmowane przez młodych ludzi decyzje i ich świadomość, co do związanych z nimi konsekwencjami.
- Wychodzimy z założenia, że tylko pełna świadomość, a co za tym idzie edukacja, mogą uchronić młodych ludzi przed dopalaczami. Zdecydowaliśmy się na odważną szatę graficzną i zwracające uwagę hasła, by przyciągnąć uwagę przede wszystkim młodzieży – podkreśla Iwona Nowak, dyrektor Kancelarii Prezydenta.
Sklepy z dopalaczami powstają jak grzyby po deszczu w każdym mieście. Jak podkreśla Szal, miasta w Polsce walczą ze sklepami, w których sprzedawane są dopalacze, ale to walka nierówna. - Obecnie obowiązujące prawo w zestawieniu z przebiegłością sprzedawców daje niewielkie szanse na wygraną - podkreśla rzeczniczka. 
Edward Lasok, prezydent miasta Mysłowice jest przekonany, że „mimo luk w przepisach konsekwencja pewnych działań może przynieść pożądane rezultaty”. Działamy razem z sanepidem, policją i strażą miejską i na pewno nie złożymy broni zanim nie wygramy – przekonuje . 
W internecie można zobaczyć też film, który jest elementem kampanii społecznej mającej na celu zwrócenie uwagi na śmiercionośność dopalaczy.
 
 
 

RP.pl
 

Wojt
Zastanawiasz się jak bardzo można Cię przestraszyć sankcjami karnymi za RC? Ten artykuł jest dla Ciebie stworzony. CO prawda nie wyczerpuje on tematu i dosadnie nie mówi kiedy możemy oczekiwać zmian, lecz już wprowadza lekkie zamieszanie.  Czy to koniec tak prężnie działającego biznesu? 
 
 
 
Nowe substancje psychoaktywne, "dopalacze", będą szybciej wycofywane z rynku w UE. Ich produkcja i dystrybucja będzie podlegała sankcjom karnym, tak jak w przypadku narkotyków. We wtorek Parlament Europejski przyjął nowe przepisy w tej sprawie.

"Dopalacze" są związkami chemicznymi, które nie są nielegalne i można je otwarcie sprzedawać, mimo że ich działanie jest podobne do działania nielegalnych narkotyków, takich jak kokaina, heroina, marihuana lub ecstasy.
Jednak po objęciu zakazem i wycofaniu z rynku produkcja, dystrybucja oraz sprzedaż substancji uznanych za niebezpieczne może być zagrożona maksymalną karą co najmniej dziesięciu lat pozbawienia wolności, tak jak w przypadku innych nielegalnych narkotyków.
Władze krajowe będą miały sześć miesięcy, zamiast 12, na wdrożenie decyzji UE. Ulepszona zostanie również wymiana informacji poprzez Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA).
Przyjęte we wtorek przez Parlament Europejski zmiany w przepisach skracają również o połowę czas badania ryzyka związanego z nową substancją psychoaktywną oraz wprowadzenia środków kontrolnych w UE, jeśli jest to konieczne, aby nadążyć za szybkim rozwojem sytuacji na rynku.
 
 

Money.pl

 

Wojt
Jeżeli nie przestraszyłeś się zgonów swoich znajomych, przedawkowanie nie jest Ci czymś obcym? Ten artykuł wyda Ci się czymś śmiesznym. Strażnicy miejscy przed sklepem zrobili "szopke" i przed drzwiami wejściowymi do sklepu który sprzedaje produkty kolekcjonerskie postawili.. trumne.
 
 
 
Szokującą lekcję edukacyjną przygotowali w piątek wieczorem strażnicy miejscy z Pabianic. Przed wejściem do sklepu z dopalaczami przy ul. Zielonej położyli... drewnianą trumnę. Na trumnie zapalili znicz.

- Niestety w Pabianicach nie brakuje amatorów tych specyfików. Ostatnio w pobliskim parku Jordanowskim strażnicy pomagali odurzonemu 50-latkowi - mówi Tomasz Makrocki, szef pabianickich funkcjonariuszy. - Szokujące akcje, takie jak piątkowa, mają przekonać osoby sięgające po dopalacze, że to trucizna. Trucizna, która zabija.
Radiowóz straży miejskiej zaparkował przed sklepem o godz. 18. Wkrótce mundurowi wyciągnęli z niego trumnę i położyli przed drzwiami budynku. Obok rozstawili sprzęt, na którym wyświetlano filmy edukacyjne na temat dramatycznych skutków zażywania dopalaczy.

-Największy ruch panuje tutaj w weekendy- w piątek wieczorem i w sobotę. Tymczasem podczas naszej dwugodzinnej akcji do sklepu nikt nie wszedł - mówi Paweł Zysk ze straży miejskiej w Pabianicach.
Przypominamy, że to kolejna taka akcja strażników miejskich w Pabianicach. Przed nieistniejącym już sklepem z dopalaczami przy ul. Brackiej mundurowi zaparkowali karawan.

Przypominamy, że w sierpniu walkę z handlarzami tych specyfików przy ul. Zielonej rozpoczęli pabianiccy policjanci. Trzykrotnie organizowali obławę na sklep, podczas której musieli interweniować strażacy, bo handlarze barykadowali się w budynku, a towar wrzucali do pieca. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce na początku października. W związku z obławami zatrzymano do wyjaśnienia 2 mężczyzn. Dotychczas żaden nie usłyszał zarzutów.
 
 
ExpressIlustrowany.pl

Wojt
Reklamowanie sklepów z dopalaczami jest nielegalne, lecz jest jeden wyjątek - opisywanie danego sklepu z adresem w formie artykułu prasowego nie nosi znamion reklamy, oczywiście to ironia, wszak gazeta chce zrobić dobrze.. Dzięki temu mamy kolejna "reklamę" sklepu w gazecie w ciągu jednego tygodnia i zapewne ogromny przypływ pieniędzy. Czy można bardziej rozreklamować miejsce niż w tak prosty sposób?
 

Sądeczanie mówią o sklepie przy Paderewskiego, ale formalnie lokal zajmujący się sprzedażą dopalaczy na osiedlu Kochanowskiego mieści się pod adresem Sikorskiego w budynku administrowanym przez Grodzką Spółdzielnię Mieszkaniową. I wszystko wskazuje na to, że – zresztą zgodnie z sugestiami mieszkańców – spółdzielnia szybciej zrobi tu porządek niż policja. Dopalacze można po prostu „eksmitować”.


- Dlaczego spółdzielnia nie wymówi im najmu lokalu? Niech się wyniosą , będzie spokój na osiedlu, nie będzie wybijania szyb w samochodach na pobliskim parkingu. Ja wiem, że to nie jest całkowite rozwiązanie problemu, ale dlaczego okoliczni mieszkańcy mają to znosić. Może niech sobie wynajmą lokal pod ratuszem, to ktoś się konkretnie tym zainteresuje – to komentarz jednej z Czytelniczek pod naszą poprzednią publikacją na temat sprzedaży dopalaczy na osiedlu Kochanowskiego.
Gdy o punkcie, gdzie można kupić dopalacze na Paderewskiego rozmawialiśmy z przewodniczącym osiedla Kochanowskiego Krzysztofem Ziają, ten wspomniał o podobnej możliwości. Tyle tylko, że z miejsca zastrzegł, że w tej okolicy chętnych na najem lokali nie ma wielu, więc właścicielowi lokalu podobna opcja może się po prostu nie uśmiechać. - Z przyczyn czysto ekonomicznych – zaznaczył Ziaja.
Ale nie tylko o ekonomię tu chodzi, dochodzą jeszcze kwestie własnościowe. Budynek i teren należy – i owszem – do Grodzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej, ale sam lokal, w którym sprzedawane są dopalacze już nie.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zarząd ZAB nr 2 spotkał się z dzielnicowym właśnie w sprawie przedyskutowania problemu z Paderewskiego.
Dodatkowo GSM wezwała właścicielkę lokalu do usunięcia najemców a dokładniej uciążliwej dla wszystkich wokoło a przede wszystkim dla mieszkańców ich działalności. Termin na uporządkowanie spraw Grodzka wyznaczyła na 30 października tego roku.
Właścicielka podjęła temat i umowę – to jeszcze nieoficjalna informacja – handlarzom dopalaczy najprawdopodobniej wypowie.
W sprawę zaangażowani są nie tylko prezesi Grodzkiej, ale również rada nadzorcza. - Nie możemy tolerować takiej sytuacji w Nowym Sączu. To może dotyczyć każdego dziecka. Wszyscy Sądeczanie powinni  razem krzyknąć tej zarazie: precz z Nowego Sącza! - komentuje Ludomir Handzel.
Warto przy okazji zaznaczyć, że GSM ma też inne możliwości „wykurzenia” dopalaczy. I tu możemy się śmiało posiłkować analogią z ulicy Zamenhofa. Dzięki wyrokowi sądu administrator bloku, w którym w jednym z mieszkań właściciele trzymali ponad 20 psów może zajmowane przez nich mieszkanie przymusowo sprzedać.
Cała procedura trwała kilkanaście miesięcy, ale dzięki determinacji stron, przy cichej przychylności właścicielki mieszkania, znikną stąd nie tylko psy, ale również ich właściciele. To jedyna gwarancja, że sprawa może zostać zamknięta definitywnie.
Miejmy nadzieję, że w przypadku lokalu, w którym sprzedają dopalacze właścicielka sama poradzi sobie z sprzedawcami/najemcami. Do sprawy wrócimy.
 
 
Sadeczanin.info
 

×