Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Łatwa dostępność do mieszanek ziołowych, można dostać je na stacji paliw, ulicy czy nawet zwykłym sklepie. Władze wiedza o problenie od danwna: „Wiemy, że istnieje partia tego produktu, który jest bardzo niebezpieczny, potencjalnie zagrażający życiu i nie chcemy, aby ludzie z nim eksperymentowali” – powiedziała Allison Arwady, dyrektor ds. medycznych w departamencie zdrowia publicznego.
 
 
 
Do 70 osób wzrosła już liczba przypadków ciężkich krwawień po zażyciu syntetycznej marihuany. Urzędnicy ds. zdrowia ostrzegają przed jej stosowaniem nawet osoby, które wcześniej miały w związku z tym żadnych problemów zdrowotnych. 

„Narkotyki nie są bezpieczną alternatywą dla marihuany i są prawdopodobnie bardziej toksyczne” – powiedział dyrektor medyczny Illinois Poison Center, Mike Wahl. Ilość osób hospitalizowanych z powodu ciężkiego krwawienia po zażyciu syntetycznych kannabinoidów wzrosła już do 70.
Wśród leczonych było 19 osób z Chicago i 6 z powiatu Cook – poinformował Illinois Department of Public Health (Departament zdrowia publicznego). Dwie osoby zmarly – jedna w rejonie Chicago i jedna w centralnym Illinois.
Objawy, które powinny wzbudzić niepokój, obejmują kaszel z krwią, krew w moczu, krwawiące dziąsła i krwotoki z nosa. W dziewięciu z ostatnich przypadków hospitalizacji, u pacjentów wykryto obecność brodifakum, śmiertelnego antykoagulanta, często stosowanego w truciznach na szczury.
Wahl twierdzi, że trucizna na szczury zakłóca zdolność krzepnięcia krwi. „Twoje ciało nie może się samo wyleczyć i kończysz z ciężkim krwawieniem” – powiedział.
Centrum kontroli zatruć od 10 marca zaczęło przyjmować zgłoszenia o ciężkich krwawieniach związanych ze stosowaniem syntetycznej marihuany.
Często sprzedawane jako Spice, K2 czy fałszywe zioła (fake weed), syntetyczne kannabinoidy są chemikaliami wytwarzanymi przez człowieka, które działają na te same receptory komórek mózgowych, co główny składnik aktywny w marihuanie (tetrahydrokannabinol lub THC) – podało Centrum kontroli i prewencji chorób. Substancje te nie są regulowane, a stały napływ nowych, o nieznanym składzie i zagrożeniu dla zdrowia, pojawia się każdego roku. Można je palić, spożywać lub mieszać z płynami do użycia w elektronicznych papierosach.
„Wiemy, że istnieje partia tego produktu, który jest bardzo niebezpieczny, potencjalnie zagrażający życiu i nie chcemy, aby ludzie z nim eksperymentowali” – powiedziała Allison Arwady, dyrektor ds. medycznych w departamencie zdrowia publicznego.
„Podczas mojego pobytu tutaj, w Chicago, nigdy wcześniej nie widzieliśmy zgonów związanych z syntetycznymi kannabinoidami” – dodała Arwady.
Każdy, kto miał kontakt z syntetyczną marihuaną, a potem zauważył niepokojące siniaki i krwawienia, powinien niezwłocznie udać się na pogotowie, „nawet jeśli wydaje się to niewielkim krwawieniem” – powiedziała Arwady.
Leczenie obejmuje dożylne lub doustne podanie witaminy K, w zależności od lokalizacji i natężenia objawów – poinformował doktor Patrick Lank, toksykolog, który pracuje w Northwestern Memorial Hospital.
Po wypisaniu pacjenta ze szpitala konieczne jest kontynuowanie leczenia i poddawanie się regularnym badaniom krwi, dopóki toksyny nie zostaną całkowicie wydalone z organizmu, co może zająć kilka tygodni lub miesięcy – powiedział Wahl. Jeśli pacjent zbyt wcześnie przestanie przyjmować leki, w ciągu dwóch dni mogą pojawić się ciężkie krwawienia.
Przedstawiciele służby zdrowia zachęcają także pacjentów do dzielenia się informacjami na temat miejsca zakupu narkotyków, ponieważ prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie i konieczne jest zidentyfikowanie groźnych produktów oraz określenie, gdzie zostały pozyskane.
„Nikt nie będzie ścigał osoby, która zażyła ten produkt” – powiedział Wahl. „Chcemy pomagać ludziom, aby nie wykrwawiali się na śmierć”. Udostępnianie informacji pozwala urzędnikom ds. zdrowia „chronić innych ludzi przed zachorowaniem”.
Syntetyczne kannabinoidy można znaleźć w całym stanie i na terenie całego kraju, w sklepach, na stacjach benzynowych, kupić je przez internet lub na ulicy.
 
 
Infolinia.com

Wojt
 
 
 
 
 
W Łodzi coraz więcej osób zażywających dopalacze ma ciężkie zaburzenia psychiczne. Wydaje się, że ktoś ich ściga i chce zamordować. 

W czasie weekendu od 8 do 10 pacjentów trafia do kliniki ostrych zatruć. – W tym roku z powodu zatrucia dopalaczami hospitalizowane było 101 pacjentów – mówi prof. Anna Krakowiak, toksykolog.
– Coraz więcej pacjentów, którzy do nas trafiają, ma ciężkie zaburzenia psychiczne i są bardzo agresywni. Uzależnienie wiąże się u nich z degradacją społeczną. Najczęściej to mężczyźni w wieku od 19 do 35 lat. 
Mają halucynacje. Niektórym wydaje się, że ktoś ich ściga.
Próbują więc w domu lub w szpitalu wyskoczyć oknem. Jeden z mężczyzn nim do kliniki przywiozło go pogotowie biegał po ulicy i krzyczał, że gonią go Rosjanie w skórzanych płaszczach.
W opowieściach pacjentów po odtruciu powtarzają się opowieści o pościgach, napaściach, bijatykach. Każdy, kto próbował targnąć się na swoje życie, trafia na obserwację psychiatryczną. 
 
 
ExpressIlustrowany.pl

Wojt
Raj dla sprzedawców narkotyków Tajlandia - metamfetamina po 60-80 dolarów za gram w detalu. We wtorek funkcjonariusze tamtejszych służb dochodzeniowych zabezpieczyły 788 kilogramów metamfetaminy. Do sprawy zatrzymano 3 przemytników. Zabezpieczona rekordowa ilość narkotyku, jak do tej pory przez tamtejszych funkcjonariuszy.
 
 
 
Władze tajlandzkie przejęły masową dostawę metamfetaminy o wartości prawie 38 milionów dolarów w pobliżu granicy z Laosem, poinformowali we wtorek urzędnicy, podkreślając rolę królestwa jako rurociągu dla narkotyków zalewających Azję Południowo-Wschodnią.

Władze we wtorek znalazły około 788 kilogramów metamfetaminy w opuszczonej ciężarówce, w północnej prowincji Chiang Rai, sercu słynnej strefy produkcji narkotyków "Golden Triangle".
Ponad 9 milionów tabletek metowych znaleziono również w workach na nawozy wewnątrz pojazdu, około 100 metrów od rzeki Mekong, która dzieli Tajlandię i Laos.
- Oba rodzaje narkotyków znaleziono w opuszczonej ciężarówce w dzielnicy Wiang Kaen w prowincji Chiang Rai - powiedział agent wojskowy AFP, żądając anonimowości.
Powiedział, że przemytnicy narkotyków już uciekli, podczas gdy władze zatrzymały trzech tajlandzkich mężczyzn podejrzanych o przygotowywanie się następnego celu.
Złoty Trójkąt - odległy region, w którym spotykają się północna Tajlandia, Myanmar i Laos - jest bazą dla karteli, które wytwarzają ogromne ilości opium i metanu, które są przemycane przez porowate granice do krajów całej Azji.
Powszechnie znana jako "lód", metamfetamina jest silniejszą formą narkotyku, który sprzedaje się w Tajlandii za około 60-80 dolarów za gram.
Narkotyk jest często przemycany na południe do Tajlandii, a następnie do Malezji, a nawet Australii - największego na świecie konsumenta metamfetaminy - gdzie gwałtownie rośnie cena.
Niższa i tańsza kuzynka Lodu, pigułki z kofeiną zwane "yaba", również są bardzo popularne w całej Azji.
Funkcjonariusze ds. Narkotyków twierdzą, że zajęcie pick-upa było jednym z największych, z ceną hurtową metamfetaminy wycenioną na 37,8 mln dolarów w Tajlandii.
Nie minął nawet tydzień odkąd władze skonfiskowały 700 kilogramów metamfetaminy przewożonej w ciężarówce, podróżującej po południowym krańcu Tajlandii, który prowadzi do Malezji.
Narkotyki zostały znalezione 28 marca wśród zapakowanych owoców, w prowincji Chumpon.
- Narkotyki były przewożone przez Tajlandię do Malezji i kierowane do krajów trzeciego świata - powiedział Soonthorn Chalermkiat z Biura ds. Zwalczania Narkotyków.
- Dwóch tajlandzkich i dwóch malezyjskich przemytników zostało aresztowanych - dodał.
Rekordowe ilości yaby i bardziej uzależniającej metamfetaminy zostały zajęte przez tajską policję.
 
 
Biznes.RadioZet.pl

Wojt
Wiceminister Warchoł poinformował, że gotowy jest już pakiet ustaw, którym w najbliższych tygodniach zajmie się Rada Ministrów. Wyraził przekonanie, że jeszcze w tym roku pojawią się skuteczne narzędzia prawne pomocne w walce z dopalaczami. Wśród zaproponowanych zmian jest m.in. wprowadzenie większych sankcji dla rozprowadzających dopalacze.
 
 
 
Co roku notuje się ponad 4 tys. zatruć dopalaczami; handel tymi środkami to wciąż istotny problem - mówiono w środę (28 marca) w Lesznie podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Zwalczania Dopalaczy. Skutecznym narzędziem ma się stać niebawem lepsze prawo.

Kongres zorganizował miejscowy samorząd, m.in. przy współpracy z resortem sprawiedliwości. Obecny na wydarzeniu wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł przyznał, że statystyki ostatnich lat dotyczące dopalaczy są wciąż niepokojące. W 2016 roku zanotowano około 4,3 tys. zatruć tymi środkami, a rok temu było ich około 4,2 tys.
- Ciemną liczbą pozostają przypadki śmiertelne, których do tej pory nie znamy. Narzędzia prawne są wysoce nieefektywne, obecna ustawa jest dziurawa niczym ser szwajcarski. Premier Beata Szydło w odpowiedzi na wyzwania i potrzeby powołała zespół międzyresortowy do rozwiązania tego problemu, do przygotowania narzędzi prawnych - powiedział wiceminister Warchoł.
Poinformował, że gotowy jest już pakiet ustaw, którym w najbliższych tygodniach zajmie się Rada Ministrów. Wyraził przekonanie, że jeszcze w tym roku pojawią się skuteczne narzędzia prawne pomocne w walce z dopalaczami. Wśród zaproponowanych zmian jest m.in. wprowadzenie większych sankcji dla rozprowadzających dopalacze. Maksymalna wysokość grzywny za taki czyn ma wynosić nawet 100 tys. złotych.
Jak podkreślono w trakcie wydarzenia, dopalacze są często sprzedawane jako medaliki, sole do kąpieli, kadzidła, rozpałka do grilla czy środek mający zmienić kolor ognia w kominku. Mają "krzykliwe nazwy i kolorowe opakowania". W wielu przypadkach handel dopalaczami przenosi się ze sklepów stacjonarnych do internetu.
Leszno nieprzypadkowo zostało gospodarzem kongresu. Kilka lat temu tamtejszy samorząd wypowiedział wojnę sprzedawcom dopalaczy. W 2015 roku Rada Miasta Leszna przyjęła dwie uchwały antydopalaczowe, które jednak uchylił ówczesny wojewoda wielkopolski, wskazując, że wykraczają poza kompetencje samorządu.
- Mieliśmy swoje inicjatyw ustawodawcze, które razem z posłem ziemi leszczyńskiej Janem Dziedziczakiem zgłaszaliśmy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Podjęliśmy walkę na płaszczyźnie cywilnej, zawiadamialiśmy prokuraturę o zasadności ścigania właścicieli kamienic i mieszkań, w których prowadzona była sprzedaż dopalaczy. Wszystkie te elementy były jednak średnio skuteczne - powiedział w środę wiceprezydent Leszna Piotr Jóźwiak.
Jak dodał, władze miasta starają się walczyć ze sprzedawcami dopalaczy na wszelkie możliwe sposoby.
- Zdecydowaliśmy się na pozywanie właścicieli mieszkań, budynków, którzy wynajmują lokale sprzedającym dopalacze. Udało nam się zawrzeć jedną ugodę i właściciel budynku zobowiązał się, że nie będzie więcej prowadził takiej działalności. Z każdym właścicielem musimy jednak działać oddzielnie: my zawarliśmy ugodę z właścicielem jednej kamienicy, zaś handel może przenieść się do kamienicy obok. Wtedy całą tę żmudną pracę musimy zaczynać od nowa - tłumaczył Jóźwiak.
Na kongres zostali zaproszeni prokuratorzy, policjanci i przedstawiciele inspekcji sanitarnej.
 
 
Rynekzdrowia.pl

Wojt
Dużo krzyku, zero efektów, tak można opisać zatrzymania do których doprowadziło śledztwo CBŚP przy współpracy Straży Granicznej. Zatrzymanie na terenie Czech mobilnego magazynu w którym było 4cmc - legalne w miejscu jego zatrzymania, to jedynie strata czasu a dla przestępców to jedynie strata parunastu zł. Tak samo inne osoby w Polsce które zostały zatrzymane, to slupy i osoby które dobrowolnie poddały się karze, czyli już są na wolności z dozorem policyjnym czyli efektów tej akcji 0.
 
 
Policjanci Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Śląskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili kolejne zatrzymania w ramach wspólnego śledztwa, dotyczącego zorganizowanej grupy przestępczej. Jej członkowie podejrzani są o wewnątrzwspólnotowe nabywanie substancji psychotropowych, środków odurzających i tzw. „dopalaczy” oraz wprowadzanie ich do obrotu. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.

Z ustaleń śledczych wynika, że rozbita grupa przestępcza wprowadzała do obrotu hurtowe ilości narkotyków i dopalaczy, rozprowadzając je wysyłkowo na terenie RP, a nawet państw ościennych. Z dotychczas zabezpieczonych w tej sprawie środków można było przygotować około 5 tysięcy działek marihuany oraz 100 tysięcy porcji innych substancji psychotropowych i psychoaktywnych.
W styczniu br. na terenie Republiki Czeskiej w ramach realizacji międzynarodowej pomocy prawnej przeszukano pojazd i kilka lokali należących do podejrzanych, ujawniając tzw. „magazyn mobilny”. W Ostrawie zabezpieczono 34 kilogramy „4 CMC”, będącej syntetyczną substancją z grupy „mefedronowej” w postaci kryształów. Przechowywane były one w specjalnych pojemnikach, które znajdowały się w samochodzie. Z ustaleń śledczych wynika, że ten towar również był przeznaczony na rynek europejski, w tym także polski. Czarnorynkowa wartość ujawnionego w Czechach towaru to ponad 450 tys. zł.

Kolejne działania przeprowadzono w marcu i wówczas zatrzymano następnych dwóch podejrzanych – pełniących rolę tzw. „słupów”. Według śledczych były to osoby, które założyły, a następnie udostępniły konta bankowe służące do „prania pieniędzy” pochodzących z przestępczego procederu. Osobom tym przedstawiono właśnie taki zarzuty, stosując środek zapobiegawczy w postaci dozorów policyjnych.

Ostatnią realizację funkcjonariusze CBŚP i ŚLOSG przeprowadzili w minionym tygodniu w powiecie gliwickim, zatrzymując kolejne cztery osoby, podejrzani w wieku 30-42 lat podejrzane są o magazynowanie, konfekcjonowanie oraz rozsyłanie narkotyków i dopalaczy. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji tzw. „dopalaczy”. Ponadto jedna z osób usłyszała zarzut tzw. „prania pieniędzy”. Zatrzymani przyznali się do stawianych zarzutów i zgodzili na dobrowolne poddanie się karze. Po ogłoszeniu zarzutów zostali objęci środkiem zapobiegawczym w postaci dozoru policyjnego oraz poręczeniem majątkowym.
Dotychczas w sprawie przedstawiono łącznie 48 zarzutów wobec 18 podejrzanych, z czego 8 osób tymczasowo aresztowano. Podejrzanym w tej sprawie grozić może kara nawet do 15 lat więzienia. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. 
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Pierwszy telewizyjny "Król Dopalaczy" Dawid B. właściciel sklepów w wielu miastach w Polsce rozpoznawanej marki Smart Szop, oświadczył w sądzie, zgodnie z prawdą:"- Nic nie wiem o "Tajfunie". Nigdy na oczy go nie widziałem. Nie wiem co to za produkt i jakie substancje zawiera. Nie ma takiej możliwości, aby był sprzedawany w moich sklepach..."
 
 
 
Dawid B. zwany królem dopalaczy przeprosił w poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Łodzi wszystkie osoby, które ucierpiały wskutek spożycia wyrobów kupionych w jego sklepach. - Nie było moją intencją, aby ktoś ucierpiał. Zawsze chciałem, aby środki sprzedawane w moich sklepach były bezpieczne i legalne - oznajmił Dawid B. 

Oskarżony nie powiedział tego wprost, ale najpewniej chodziło mu o sytuacje, kiedy klienci jego sklepów po zakupie dopalaczy poczuli się tak fatalnie, że trafili do szpitala. 
28-letni Dawid B. w swoich dodatkowych wyjaśnieniach odniósł się m.in. do decyzji z 2 października 2010 roku, kiedy zakazano mu handlu dopalaczami, a mimo to nadal handlował. Oskarżony skonsultował się ze swoimi prawnikami, którzy przekonali go, że decyzja o zakazie nie jest dla niego wiążąca.
A to dlatego, że - zdaniem prawników - nie było podpisu na decyzji, Dawid B. otrzymał jej kopię, a nie oryginał i była w niej mowa o specyfiku "Tajfun", o którym oskarżony - jak utrzymywał - nie miał pojęcia.
- Nic nie wiem o "Tajfunie". Nigdy na oczy go nie widziałem. Nie wiem co to za produkt i jakie substancje zawiera. Nie ma takiej możliwości, aby był sprzedawany w moich sklepach - przekonywał król dopalaczy.
Nawiązując zaś do ewentualnej szkodliwości jego produktów, Dawid B. zeznał: - Wytwarzaniem i mieszaniem substancji w produktach zajmowali się tzw. chemicy. Ja nie miałem wpływu na to, co w tych wyrobach się znajduje. Starałem się nie kupować środków nielegalnych, odurzających. Wychodziłem z założenia, że to co nie jest nielegalne, to w stu procentach jest bezpieczne.
 
Prokuratura zarzuca Dawidowi B., że w 2010 roku w Łodzi i innych miastach w kraju poprzez sieć sklepów Smart Szop, których był właścicielem, handlował dopalaczami określając je jako artykuły kolekcjonerskie. Ponadto wyprodukował i wprowadził do obrotu produkty o takich nazwach jak Koko Mięta, Koko Cherry, Exotic Koko, Black Widow, Smart Shiva, Mister Brain czy Hammer. Z tego powodu sprowadził niebezpieczeństwo dla zdrowia wielu osób, które uległy zatruciu i trafiły do szpitala. Lista pokrzywdzonych liczy 52 nazwiska. Oskarżonemu grozi do ośmiu lat więzienia. Kolejna rozprawa na procesie, który trwa trzy lata i dobiega końca, odbędzie się w maju br. 
 
 
DziennikŁódzki.pl
 

Wojt
Funkcjonariusze policji  z Gdańska, poprzez swoich informatorów podczas pracy operacyjnej ustalili, kto w danym miejscu handluje narkotykami. W trakcie kilku dni przeprowadzono "okazjonalne" zatrzymanie do kontroli drogowej dwój młodych mężczyzn - podczas przeszukania samochodu zabezpieczono 1kg marihuany. W trakcie dalszych czynności, wpadły kolejne osoby powiązane z zatrzymanymi. Podczas tego zatrzymania ujawniono kolejne 10kg marihuany.
 
 
Policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej zatrzymali sześć osób podejrzewanych wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków. Funkcjonariusze ujawnili łącznie ponad 11 kg marihuany o czarnorynkowej wartości przekraczającej 450 tys. zł. Sześć zatrzymanych osób trafiło do policyjnego aresztu.

Funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku w ostatnim czasie przeprowadzili na terenie miasta kolejne działania wymierzone w osoby zajmujące się przestępczością narkotykową. Efektem czynności operacyjnych zrealizowanych przez policjantów było zatrzymanie czterech mężczyzn w wieku 24 i 26 lat oraz dwóch kobiet w wieku 24 i 27 lat podejrzewanych m.in. o posiadanie znacznych ilości środków odurzających. Zatrzymane przez policjantów osoby były od pewnego czasu w zainteresowaniu policjantów.
Do pierwszego z zatrzymań doszło 21 marca podczas kontroli drogowej dwóch mężczyzn jadących samochodem. Okazało się, że w samochodzie którym podróżowało dwóch 24-latków policjanci podczas przeszukania znaleźli karton z ponad kilogramem marihuany. Ponadto pasażer samochodu miał ukryte w bieliźnie jeszcze kilka porcji tego narkotyku. Mężczyźni zostali zatrzymani, a narkotyki zostały zabezpieczone do badań.
Policjanci dzięki dobremu rozpoznaniu środowiska osób związanych z przestępczością narkotykową jeszcze tego samego dnia zatrzymali do tej sprawy kolejne osoby. Kryminalni weszli do jednego z budynków na terenie miasta tam zatrzymali 27-letnią kobietę oraz 26-letniego mężczyznę, a w pomieszczeniu w którym przebywali znaleźli w sumie 10 kilogramów suszu roślinnego, który był zapakowany w kartony. Policjanci zabezpieczyli narkotyki i przekazali je do badań biegłemu z zakresu chemii, który wydał opinię, że jest to blisko 11 tysięcy porcji środka odurzającego o wartości przekraczającej 450 tys. złotych. Obecnie funkcjonariusze szczegółowo wyjaśniają okoliczności tej sprawy, ustalając między innymi źródło pochodzenia zabezpieczonych środków odurzających Dodatkowo w trakcie przeszukania pomieszczeń policjanci zabezpieczyli laptopy, telefony komórkowe oraz 18 tysięcy złotych na poczet przyszłych kar.
Do kolejnych zatrzymań osób mających związek ze sprawą doszło na ulicach miasta policjanci z wydziału narkotykowego zatrzymali kolejnych dwóch mężczyzn jadących bmw. Wszystkie zatrzymane osoby trafiły do policyjnego aresztu, wczoraj jeden z zatrzymanych mężczyzn usłyszał już zarzut posiadania znacznych ilości narkotyków oraz uczestniczenia w obrocie znaczną ilością środków odurzających, sąd zastosował wobec niego areszt. Kolejne dwie osoby dzisiaj policjanci doprowadza przed oblicze prokuratora, który na podstawie zebranego przez policjantów materiału dowodowego postawi zatrzymanym te same zarzuty i złoży kolejne wnioski o tymczasowe aresztowanie tych osób.
Według Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii za wprowadzanie do obrotu znacznych ilości środków odurzających grozi kara pozbawienia wolności od 2 do 12 lat, udzielanie oraz posiadanie znacznych ilości środków odurzających zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 10.
 
 
Policja.pl

Wojt
Grupa przestępcza w niecałe 1,5 roku mogła przemycić do Polski 15 ton marihuany, mogła gdyż są to jedynie wyliczenia śledczych z CBŚP i EUROPOLU. Funkcjonariusze pracujący przy tej sprawie, sugerują że grupa mogła zajmować się także produkcją i dystrybucją amfetaminy. Na poczt przyszłych kar policji udało się zabezpieczyć majątek o wartości ponad miliona złotych. Do sprawy wydano 3 listy gończe, reszta zatrzymanych została osadzona na 3 miesiące w areszcie.
 
 
- Grupę przestępczą zajmującą się produkcją, przemytem i dystrybucją narkotyków rozbili funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Karpackiego Oddziału Straży Granicznej przy wsparciu EUROPOL-u - poinformowała PAP rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz. Szacuje się, że członkowie grupy tylko przez 1,5 roku mogli przemycić do Polski z krajów Europy Zachodniej ponad 15 ton marihuany o czarnorynkowej wartości szacowanej na 250 mln zł (w hurcie) lub 440 mln zł (sprzedaż detaliczna).

Mogli także wyprodukować i wprowadzić na rynek 300 kg amfetaminy o wartości czarnorynkowej 3 mln zł (w hurcie) lub 9 mln zł (cena sprzedaży detalicznej) – podało CBŚP.
Łącznie w sprawie zatrzymano 17 osób i zabezpieczono 200 kg marihuany. Wszyscy podejrzani zostali aresztowani; większość z nich jest powiązana ze środowiskiem krakowskich pseudokibiców.
Z ustaleń śledczych wynika, że grupa mogła działać od 2015 roku. Organizowała przemyt z Europy Zachodniej marihuany, która trafiała do odbiorców na terenie Małopolski i Śląska. W kraju produkowano narkotyki syntetyczne, a następnie wywożono je na zachód Europy.
Członkowie grupy mogli dokonać co najmniej 150 wewnątrzwspólnotowych transakcji narkotykowych, w wyniku których do Polski trafiło 15 ton marihuany.
Grupa dodatkowo trudniła się produkcją i dystrybucją amfetaminy. Szacuje się, że wprowadziła na polski rynek ponad 300 kg tego narkotyku.
Początek śledztwu dało zatrzymanie w lipcu 2017 roku na gorącym uczynku trzech osób podejrzanych o przemyt środków odurzających z Niemiec do Polski. Zabezpieczono wówczas 123 kg marihuany oraz inne narkotyki o wartości ponad 3,5 mln zł.
Kolejne ustalenia pod nadzorem prokuratora dały podstawę do przeprowadzenia nowych czynności procesowych.
W ich trakcie funkcjonariusze jednocześnie weszli do siedmiu obiektów na terenie Krakowa oraz pobliskich miejscowości. Zatrzymali 14 osób, które usłyszały zarzuty m.in. kierowania i udziału w dwóch zorganizowanych grupach przestępczych, przemytu 15 ton marihuany oraz wyprodukowania nie mniej niż 300 kilogramów amfetaminy, a także udziału w obrocie środkami odurzającymi i substancjami psychotropowymi.

Wszystkie zatrzymane osoby zostały tymczasowo aresztowane, trzy kolejne osoby są poszukiwane listami gończymi.
W trakcie przeszukań znaleziono i zabezpieczono: maczety, komputery, laptopy, telefony komórkowe oraz różnego rodzaju dokumenty.
Na poczet przyszłych kar śledczy zabezpieczyli mienie ruchome i nieruchome oraz pieniądze w różnej walucie, o łącznej wartości przekraczającej milion złotych.
Śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej trudniącej się przemytem, produkcją i sprzedażą narkotyków prowadzone jest wspólnie przez policjantów z Centralnego Biura Śledczego Policji w Krakowie i funkcjonariuszy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w Nowym Sączu pod nadzorem Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
 
 
Niezalezna.pl

Wojt
Chęć ściągnięcia przez gangstera Bukaciaka haraczu z drobnej osoby która robiła tylko z siebie "gangstera" było jego "gwoździem do trumny". Osoba z której Bukaciak chciał ściągać haracz, doniosła na niego na policje. Dzięki zeznaniom różnych świadków, zlikwidowano kanał przerzutowy i powsadzano do więzienia wieloletnich przestępców, których do tej pory policja nie mogła posadzić.
 
 
Ponad 80 kg amfetaminy, 50 kg haszyszu i co najmniej 60 kg marihuany „wyeksportował” do Norwegii kilkunastoosobowy gang z Kozienic na Mazowszu - dowiedział się portal tvp.info. Grupa przeżyła okres największej prosperity w 2009 roku, gdy zaczęła robić interesy z gangiem „Bukaciaka”. W nawiązaniu współpracy pomogła wspólna odsiadka obu hersztów. Teraz pięciu członków gangu oskarżonych jest o serię narkotykowych przestępstw.

Na początku XXI w. gang z Kozienic, na czele którego stali Krzysztof C. ps. Krzysiek i Rafał K. ps. Łysy, zaczął przemycać narkotyki do Skandynawii. Najwięcej nielegalnych środków trafiało do Norwegii, mieszkało tam bowiem i pracowało wielu krajan gangsterów. 
Śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej wyliczyli, że od zimy 2001 roku do września 2004 roku grupa sprzedała 50 kg marihuany, 15 kg amfetaminy, 3,5 tys. tabelek esstasy i kilogram kokainy. 
Interesy z celi 
Nie wiadomo na razie, co grupa robiła w latach 2004-2009. Prokuratorzy uważają, że gang dalej handlował narkotykami, ale informacje te nie znajdują potwierdzenia w dowodach i zeznaniach skruszonych przestępców. Wiadomo jednak, że jeszcze przed 2009 rokiem w jednym z polskich więzień spotkali się Rafał B. ps. Bukaciak (szef gangu z Konstancina-Jeziorny, a później reprezentant gangu „Szkatuły”) i Krzysztof C. ps. Krzysiek. Szybko znaleźli wspólny język, tym bardziej że „Krzysiek” wspominał o możliwości sprzedaży narkotyków w Norwegii, gdzie zyski z handlu środkami odurzającymi są nawet kilkanaście razy wyższe niż w Polsce.
Za pomocą grypsów „Bukaciak” skontaktował się ze swoim zastępcą Łukaszem A. ps. Łuki, aby ten nawiązał współpracę z „Krzyśkiem”. Gangsterzy spotkali się, a boss z Kozienic niejako przy okazji kupił od A. strzelbę (tzw. pompkę) oraz kałasznikowa. 
W lipcu 2010 roku na cmentarzu w Piasecznie doszło do spotkania na szczycie. 
– „Bukaciak” i „Łuki” spotkali się z szefami gangu z Kozienic i ustalili, że będą wspólnie przemycać marihuanę i amfetaminę do Norwegii. Gangsterzy z Konstancina obiecywali dostarczyć towar oraz samochód do przemytu, zaś ci z Kozienic gwarantowali zbyt na „towar” – opowiada śledczy z warszawskich „pezetów”.
Kooperacja
Podwładni „Bukaciaka” dostarczyli umówiony samochód ze specjalnie przystosowanymi skrytkami do przemycania narkotyków. Pierwszy transport - 4 kg amfetaminy - został przemycony w peugeocie partner. Kurier odbierał auto z narkotykami z parkingu przed jednym z berlińskich lotnisk. W aucie było także zostawione 2 tys. euro wynagrodzenia dla kierowcy. Do następnych przerzutów wykorzystywano już opla combo. W sumie samochodami przemycono 61 kg amfetaminy. Narkotyk dostarczał im hurtownik o pseudonimie „Janosik”. 
Podczas jednego z kursów norweska policja zatrzymała kuriera z Kozienic. Jego szefowie, „Krzysiek” i „Łysy”, zgłosili się do kompanów z Konstancina z prośbą o pomoc. „Bukaciak” załatwił im wówczas melinę w rodzinnym mieście, w której przeczekali policyjną obławę. 
Z relacji członków gangu z Kozienic wynika, że „Krzysiek” i „Łysy” byli prawdziwymi przyjaciółmi. Jeden mógł liczyć na drugiego w każdej chwili i każdej sprawie. Podobne relacje wiązały „Bukaciaka” i „Łukiego”. Co ciekawe, po zatrzymaniu Rafała B. Łukasz A. od razu poszedł na współpracę ze śledczymi. Taką samą decyzję podjął Rafał K., gdy doszło do zatrzymań jego gangu. Krzysztof C., boss grupy z Kozienic, wciąż ukrywa się. Ponoć był zszokowany, gdy dowiedział się o zdradzie kompana.
Prosto z pieca
W trakcie śledztwa ustalono, że gangsterzy kupowali dwa rodzaje amfetaminy. Ta najczystsza, nazywana „z pieca”, kosztowała 8 tys. zł za kilogram. Narkotyk słabszej jakości, tzw. mieszany, można było kupić już po 4 tys. zł za kilogram. Przemytnicy dostarczali do Norwegii także kokainę z Hiszpanii i tabletki ecstasy z Holandii. 
Funkcjonariusze CBŚP ustalili również, że grupa korzystała z usług fabryk amfetaminy z Mazowsza i Małopolski. Zasłaniając się dobrem dochodzenia, śledczy nie chcą jednak ujawnić, czy owe laboratoria należały do tej właśnie grupy. 
Rozpracowując gang z Kozienic, policjanci i prokuratorzy odkryli, że jeden z gangsterów współpracujący z przemytnikami handlował kokainą, mimo że odsiadywał kilkuletni wyrok. Okazało się, że kontaktował się z klientami za każdym razem, gdy wychodził do pracy poza mury więzienia.
Koniec imperium
Początkiem gigantycznego śledztwa, podczas którego natrafiono na gang z Kozienic, było zatrzymanie we wrześniu 2013 roku Rafała B. ps. Bukaciak, jego zastępcy Łukasza A. ps. Łuki i jeszcze jednego gangstera. Całej trójce przedstawiono zarzuty wymuszenia haraczu od jednego z pomniejszych kryminalistów. Ta błaha sprawa okazała się być początkiem końcem „Bukaciaka”, bo jego ludzie poszli na współpracę z policją i prokuraturą. 
Na początku grudnia 2013 roku policjanci odkryli w garażu w Konstancinie przestępczy arsenał, zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. Arsenał miał należeć wcześniej do grupy „Szkatuły”, której kierowaniem zajmował się B. po zatrzymaniu Rafała S. ps. Szkatuła. 
W związku ze śledztwem surowe wyroki usłyszeli m.in. Rafał B. (25 lat więzienia), Rafał S. ps. Szkatuła (15 lat więzienia) czy boss gangu mokotowskiego Wojciech S. ps. Wojtas (dożywocie).
 
 

Tvp.info

 

Wojt
W ubiegłym roku kierowcy pod wpływem narkotyków spowodowali 56 wypadków. Skutek? 23 ofiary śmiertelne, 79 rannych. Jeszcze rok wcześniej w 45 wypadkach spowodowanych przez kierowców pod wpływem środków odurzających zabitych zostało 14 osób, a rannych było 55. 
 
 
 
Spada liczba wypadków spowodowanych po alkoholu. Niestety rośnie jednak liczba tych spowodowanych po narkotykach. Według niektórych przyczyną jest przeświadczenie o bezkarności i trudność w wykrywaniu niektórych substancji.

Narkotyki w organizmie kierowców to coraz powszechniejsze zjawisko. Zwłaszcza wśród tych młodszych. Według statystyk kierowcy po narkotyki sięgają częściej do 30. roku życia, starsi nadal wolą alkohol. Wystarczy tutaj wspomnieć o Zabrzu, gdzie pod koniec stycznia 22-letni kierowca miejskiego autobusu potrącił na przejściu dla pieszych 62-letnią kobietę. Okazało się, że kierował pojazdem pod wpływem amfetaminy. 
Głośno było też o 34-latku, który w Piszu zniszczył trzy samochody, a kilka minut wcześniej spowodował kolizję. Badanie krwi wykazało, że był wówczas pod działaniem amfetaminy i marihuany. 
Pod wpływem amfetaminy był również 26-letni kierowca, który w sierpniu 2017 roku zabił na przystanku w Białymstoku dwie osoby. Obecność substancji psychoaktywnej THC wykryto też u 22-latka, który w wigilijną noc w Kobyłce zabił trzy kobiety. Zdaniem biegłych zażywał wcześniej haszysz. 
I choć jazda na „podwójnym gazie” wciąż jest u nas popularna, to jednak liczba wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców systematycznie spada. W stosunku do 2016 roku o 5,3 proc. Mniej jest też zabitych i rannych w tych wypadkach. 
Równocześnie — jak wynika z danych Komendy Głównej Policji — rośnie liczba wypadków drogowych, w których sprawca był pod wpływem środków odurzających, głównie marihuany i amfetaminy, ale także kokainy czy ecstasy. Do tego dochodzą dopalacze, które często są gorsze w skutkach od znanych powszechnie narkotyków. Kupić można je już za kilka zł, a policyjne testy nie wykazują ich obecności w organizmie. 
W ubiegłym roku kierowcy pod wpływem narkotyków spowodowali 56 wypadków. Skutek? 23 ofiary śmiertelne, 79 rannych. 
Jeszcze rok wcześniej w 45 wypadkach spowodowanych przez kierowców pod wpływem środków odurzających zabitych zostało 14 osób, a rannych było 55.
Skąd ten wzrost? Okazuje się, że zwłaszcza młodzi często bagatelizują wpływ narkotyków na sprawność psychomotoryczną kierowcy. Mało tego, nawet wśród kierowców zawodowych nie brakuje takich, którzy twierdzą, że amfetamina poprawia sprawność, koncentrację i pomaga zwalczyć zmęczenie. Prawda jest taka, że po amfetaminie jeździ się bardziej ryzykownie, a kiedy poziom narkotyku spada... następuje totalny spadek koncentracji. Kampanie przeciw jeździe po alkoholu przyniosły skutek, ale — jak widać — brakuje kampanii dotyczącej narkotyków. Ich zażywanie może być mniej widoczne czy trudniejsze do wykrycia przez policję, choć drogówka jest wyposażona w urządzenia do wykrywania narkotyków. 
W przypadku alkoholu granice są jednak jasno określone w przepisach. W przypadku narkotyków granic nie ma i to biegły musi ustalić, czy stężenie narkotyku w organizmie kierowcy miało wpływ na zdolności psychomotoryczne kierującego. 
— Ten wzrost wypadków bierze się właśnie z przeświadczenia, że nikt tego nie skontroluje. Alkohol jest prostszy do kontroli — uważa Sławomir Kałwianiec, olsztyński taksówkarz i członek miejskiej komisji bezpieczeństwa ruchu drogowego. — Tacy ludzie czują się bezkarni. Wielu sądzi, że są bardziej sprawni fizycznie i psychicznie, a to złudne przeświadczenie. Brakuje zrozumienia, czym są narkotyki. O alkoholu wiemy dużo, z narkotykami jest inaczej. Szczególnie z lekkimi, bo nie dość, że jest nam błogo, to wydaje nam się, że wszystko zauważamy szybciej. 
Stąd takie akcje, jak ta z 8 marca, gdy w całej Polsce policja kontrolowała kierujących w akcji „Alkohol i narkotyki”. — W województwie warmińsko-mazurskim przebadano 10 tys. kierowców. Wśród nich znalazło się 12 kierujących, będących pod wpływem alkoholu — mówi Tomasz Markowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. 
A co z kierowcami po narkotykach? — Trzeba zaznaczyć, że w statystykach są to kolizje spowodowane pod wpływem tzw. innych środków odurzających. Przepis mówi: „kto, znajdując się w stanie po użyciu alkoholu lub podobnie działającego środka...”, dlatego wszystko trafia do przysłowiowego jednego worka. Do statystyki mogą zatem wchodzić leki lub środki uspokajające. 
I tak w całym 2017 roku KWP odnotowała... — ...jeden wypadek (jedna osoba zginęła), w którym kierujący był pod wpływem alkoholu i innego środka odurzającego oraz jedną kolizję z udziałem takiego kierowcy — wyjaśnia Tomasz Markowski. — W tym samym roku doszło do dwóch wypadków (jedna osoba ranna) i trzech kolizji, w których kierujący był pod wpływem innego środka odurzającego. Od początku tego roku odnotowaliśmy jeden wypadek, w którym jedna osoba została ranna, a kierujący był pod wpływem innego środka odurzającego.
 
 

GazetaOlsztyńska.pl
 

×