NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Mieszanie leków z dopalaczami mogło się dla 16 latki skończyć śmiercią, lecz czy winny temu jest sprzedawca czy rodzicie którzy nie upilnowali chorej na padaczkę dziewczyny nie uprzedzając jej jakie skutki może przynieść taki mix bez kontroli? Idzie lato sezon ogórkowy i jeszcze nie jednokrotnie usłyszymy jakie dopalacze są złe i ile było przedawkowań, tylko zawsze winne są dopalacze czy może brak edukacji, brak umiaru, ostrożności i dorosłego podejścia do życia?
 
 
Leżeli nieprzytomni na chodniku, tuż przy jednej z głównych ulic w Bielawie. Gdy na miejsce dotarło pogotowie, jedną z nastolatek trzeba było reanimować: - Prawdopodobnie znów dopalacze - oceniają lekarze.
Niedzielne popołudnie. Ktoś na ulicy Piastowskiej w Bielawie zauważa trójkę leżących nastolatków. Dzieci są nieprzytomne. Jedna z dziewcząt nie oddycha. - Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. W stosunku do jednej z nastolatek prowadzona była reanimacja. Cała trójka trafiła do szpitali - informuje asp. sztab. Paweł Petrykowski, rzecznik prasowy dolnośląskiej policji.

Groźna mieszanka
16-latka, znajdująca się w najcięższym stanie, została przetransportowana do szpitala we Wrocławiu. - Dziewczyna najprawdopodobniej brała leki przeciwpadaczkowe. Straciła przytomność, przestała oddychać i gdyby nie to, że ktoś wezwał pomoc już w tej chwili by nie żyła - relacjonował Tomasz Kanik, reporter TVN24. Życiu dwójki pozostałych nastolatków nic nie zagrażało.
Przy nastolatkach znaleziono foliowy woreczek. W środku było coś przypominającego susz roślinny. Materiał został zabezpieczony do badań. Choć specjaliści są zgodni: to prawdopodobnie dopalacze. Substancja będzie poddana badaniom.
- W badaniach toksykologicznych wyszły między innymi barbiturany. Te substancje powodują głównie stan otępienia, ale w przypadku dziewczyny dodatkowo nałożyć mogło się branie leków - przyznaje Bartłomiej Pacholczyk, lekarz ze szpitala powiatowego w Dzierżoniowie.
Zatrzymany nastolatek
Sprawę bada policja. - Prowadzimy czynności w kierunku stworzenia bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia innych osób. Zatrzymaliśmy 15-latka, który udzielił nastolatkom nieznanej substancji. Sprawdzamy, skąd on ją miał - mówi Petrykowski. I dodaje: Chłopcem zajmie się sąd rodzinny.


 
Tvn24.pl
Wojt
Patrol drogówki wraz z kryminalnymi ze Szczecińskiej jednostki policji, zatrzymali do kontroli forda którym kierował 23-latek. W trakcie kontroli ujawniono blisko 3 kilogramy marihuany. W trakcie dalszych czynności funkcjonariusze którzy przeszukiwali mieszkanie zatrzymanego zabezpieczyli blisko 15 gramów zakazanej ustawą substancji.

 
Wspólne działania policjantów ze szczecińskiej drogówki i kryminalnych z KWP w Szczecinie doprowadziły do zatrzymania 23- latka posiadającego środki odurzające. Podczas kontroli drogowej osobowego forda, w podręcznej walizce pasażera funkcjonariusze znaleźli blisko 3 kilogramy suszu roślinnego. Kolejne środki odurzające mężczyzna przechowywał w mieszkaniu. Mężczyzna usłyszał zarzut zagrożony karą do 10 lat pozbawienia wolności. Sąd już zastosował wobec niego areszt tymczasowy.
W Szczecinie na ul. Unisławy patrol szczecińskiej drogówki zatrzymał do kontroli kierującego fordem. W pojeździe oprócz kierowcy znajdował się 23- letni pasażer. Podczas kontroli funkcjonariusze w walizce podręcznej pasażera znaleźli prawie 3 kilogramy suszu roślinnego.

Kryminalni z Sekcji d/w z przestępczością narkotykową KWP w Szczecinie po przeszukaniu pomieszczeń mieszkalnych zajmowanych przez 23-latka znaleźli 9 worków foliowych, w których przechowywane były kolejne partie suszu. Tym razem funkcjonariusze zabezpieczyli blisko 15 gramów zakazanej ustawą substancji.

Mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do policyjnego aresztu. W tym czasie śledczy z Komisariatu Niebuszewo zbierali materiał dowodowy pozwalający na postawienie podejrzewanemu zarzutu za posiadanie znacznej ilości środków odurzających. Wstępne badania laboratoryjne potwierdziły, że zabezpieczony do analizy susz roślinny to marihuana.
Prokurator postawił mężczyznie zarzut zagrożony karą do 10 lat pozbawienia wolności oraz wystąpił z wnioskiem o tymczasowy areszt . Sąd przychylił się do wniosku. 23-latek najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie.
 
 
Policja.pl
Wojt
Proceder handlu dopalaczami kwitł, kwitnie i jak pokazuje wynik kontroli NIK będzie jeszcze kwitł i rozwijał się przez parę lat. Nowe rozporządzenia czy ustawy nie przyniosły nic dobrego po za zwiększoną ilością zatruć i nowymi spółkami które zajmują się obrotem tymi specyfikami.


 
Mimo zamykania sklepów z dopalaczami i prób ograniczania dostępności do tych specyfików, w dłuższej perspektywie walka z tym zjawiskiem okazała się nieskuteczna - wskazuje NIK. W 2011 r. liczba zatruć wynosiła 176, w 2015 r. - ponad 7 tys. Według wstępnych danych ubiegły rok zakończył się liczbą 4,3 tys.
Najwyższa Izba Kontroli wykazała, że mimo akcji przeprowadzonych po fali zatruć dopalaczami w 2010 r., kiedy zamykano sklepy i wycofywano z obrotu te szkodliwe produkty, nie doszło do trwałego ograniczenia dostępności takich substancji.

Kontrolerzy uznali, że uprawnienia Państwowej Inspekcji Sanitarnej, na którą nałożono obowiązek przeciwdziałania wytwarzaniu i wprowadzaniu do obrotu dopalaczy, były nieadekwatne w stosunku do wyzwań, jakie przed inspekcją postawił ustawodawca. "Prawo i organy państwa nie nadążały za dynamicznymi zmianami na rynku sprzedaży dopalaczy, polegającymi głównie na przeniesieniu ich dystrybucji ze stacjonarnych sklepów do internetu, a także do sprzedaży bezpośredniej (dealerskiej)" - podkreślono.
Zaczęło się 10 lat temu
Izba wskazała, że rynek dopalaczy w Polsce rozwijał się dynamicznie od 2007 r. Wówczas działało ok. 50 sklepów oferujących te środki. W latach 2009-10 liczba punktów wzrosła do 1,4 tys. "Nagły wzrost liczby zatruć dopalaczami, szczególnie w okresie wakacji w 2010 r., spowodował zaniepokojenie władz państwowych i społeczeństwa" - przypomniano.
Wtedy też organy państwa podjęły zdecydowane działania, w wyniku których zamykano sklepy z dopalaczami, czym ograniczono dostęp do takich specyfików. Zmieniono także prawo. Inspektoraty sanitarne dostały uprawnienia, które miały pomóc w zwalczaniu tego zjawiska.
"NIK wskazuje, że walka z tym niebezpiecznym zjawiskiem okazała się w dłuższej perspektywie nieskuteczna. Nie udało się na stałe wyeliminować problemu dopalaczy" - podkreślono w raporcie.
Kontrolerzy przyznają, że w 2010 r., czyli po zmasowanej akcji wymierzonej w handlarzy dopalaczami, liczba osób zatrutych dopalaczami w 2011 r. spadła z 562 do 176, ale już w kolejnych latach - mimo przeprowadzania kontroli przez inspekcje sanitarne - systematycznie rosła. W 2015 zgłoszeń było już ponad 7 tys. Według wstępnych danych za ubiegły rok liczba zgłoszonych zatruć wyniosła ponad 4,3 tys.
Nowe prawo nieskuteczne
Jak czytamy w raporcie, rozwiązania prawne nakładające na Państwową Inspekcję Sanitarną obowiązek przeciwdziałania wytwarzaniu i wprowadzaniu do obrotu dopalaczy - przy zastosowaniu norm prawa administracyjnego - nie były skuteczne. Barierą okazała się m.in. długotrwała i obwarowana licznymi wymogami procedura administracyjna. Jako przykład podano sprawę prowadzoną przez Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Łodzi, gdzie od daty przeprowadzania kontroli u handlarza dopalaczami do ostatniej czynności upłynęły blisko cztery lata.
"Oprócz tego handlarze dopalaczami mieli możliwość obchodzenia i lekceważenia wydawanych decyzji administracyjnych dotyczących zakazu prowadzenia działalności. Z chwilą podjęcia czynności przez Państwową Inspekcję Sanitarną kończyli działalność, a następnie otwierali kolejną pod zmienioną nazwą" - zaznaczono.
Przepisy nie nadążały też za dynamicznymi zmianami na rynku. Inspekcja sanitarna nie miała skutecznych narzędzi, by przeciwdziałać sprzedaży dopalaczy przez internet. Takimi specyfikami handlowano za pośrednictwem polskojęzycznych domen internetowych zarejestrowanych poza granicami kraju.
Izba zwróciła jednak uwagę, że mimo wszystkich trudności, także finansowych, inspektorzy sanitarni w latach 2011-16 przeprowadzili blisko 5 tys. kontroli, w wyniku których zabezpieczono nieco ponad 200 tys. produktów. Wydano też ponad 1,7 tys. decyzji dotyczących wstrzymania wprowadzenia do obrotu podejrzanych produktów.
Kar się nie boją
W raporcie wykazano, że w walce z dopalaczami nie pomogły też nakładane kary. Ich skuteczność - jak podkreślono - była "bardzo niska", co w ocenie kontrolerów skutkowało "rzeczywistą bezkarnością podmiotów zajmujących się tym nielegalnym procederem".
"Inspektorzy objęci kontrolą NIK nałożyli kary w wysokości 13 mln zł, z czego wyegzekwowano zaledwie niespełna 5 proc. (0,6 mln zł). Łącznie w całym kraju organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej w latach 2010-2016 wymierzyły blisko 65 mln zł kar, jednak do budżetu państwa wpłynęło zaledwie 1,8 mln zł (3 proc.)" - wskazano.
W walce nie pomógł też przyjęty w Polsce model budowania katalogu substancji kontrolowanych, oparty na dopisywaniu do listy substancji zabronionych kolejnych szkodliwych związków wykrytych w dopalaczach. "Producenci środków psychoaktywnych są bowiem w stanie szybko zmodyfikować ich skład, tak aby substancje zawarte w dopalaczu nie znajdowały się na liście substancji zabronionych i 'wymknęły się' spod zakazu sprzedaży. W ten sposób organy państwa pozostają nieustannie o krok za podmiotami wytwarzającymi i wprowadzającymi dopalacze do obrotu" - zauważa NIK.
Zdaniem kontrolerów, procedura definiowania zabronionych środków nie musi polegać na wskazywaniu całych wzorów substancji, ale np. tylko ich rdzenia. W ten sposób nawet dopisywanie do rdzenia dodatkowych składników nadal definiowałoby środek jako zabroniony. Rozwiązaniem może być także określenie, że zabronione są substancje o podobnym działaniu lub składzie, do tych znajdujących się w katalogu substancji kontrolowanych.
Izba oceniła, że konieczne jest opracowanie nowych, kompleksowych rozwiązań, które pozwoliłyby skuteczniej walczyć ze zjawiskiem dopalaczy. NIK zaproponowała m.in., by w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii pojęcie "środek zastępczy" zdefiniować tak, by wytwarzanie, wprowadzanie do obrotu i przywóz substancji, określanych aktualnie jako środki zastępcze oraz nowe substancje psychoaktywne, podlegało odpowiedzialności karnej.
Zdaniem Izby powinien też zostać opracowany i wdrożony jednolity system wczesnego ostrzegania i adekwatnego reagowania w sytuacji pojawiania się na rynku nowych, nieznanych substancji.
 
 
Money.pl
Wojt
Narkotyki miały być na własny użytek chociaż, nikt w to nie uwierzy grunt to dobra linia obrony. Gdy jego mieszkania przyszli antyterroryści wraz w policjantami z wydziału do spraw narkotyków 26 latek w swoim mieszkaniu posiadał 16,7 kg marihuany, 18,2 kg amfetaminy oraz 2.500 szt. tabletek ekstazy. Do końca dnia funkcjonariuszom udało się ustalić pomocników zatrzymanego i zostali oni aresztowani. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.
 
 
 
Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu zatrzymali 3 mężczyzn. Wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty związane z przestępczością narkotykową i nielegalnym posiadaniem broni i amunicji. Podczas policyjnych działań, w trakcie których zatrzymano osoby, policjanci ujawnili przy nich kilkadziesiąt kilogramów narkotyków o łącznej wartości ponad miliona złotych. Dwóch z nich trafiło do aresztu. Cała trójka, za popełnione przestępstwa odpowie przez sądem.

25 maja br. policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową KWP w Poznaniu wspólnie z mundurowymi z Samodzielnego pododdziału Antyterrorystycznego Policji zatrzymali 26-letniego poznaniaka. W mieszkaniu w którym przebywał, funkcjonariusze znaleźli także znaczne ilości narkotyków: 16,7 kg marihuany, 18,2 kg amfetaminy oraz 2.500 szt. tabletek ekstazy. Środki te były przechowywyane w mieszkaniu m.in. w walizkach, workach foliowych i lodówce. Zabezpieczono również ponad 300 sztuk amunicji. Już kilka godzin później policjanci ustalili, że zatrzymany mężczyzna działał z innym 32-latkiem. Późnym popołudniem został on również zatrzymany. W miejscu jego przebywania ujawniono i zabezpieczono nielegalną broń. Ponadto przy mężczyźnie znaleziono 62 tys. złotych, które zabezpieczono na poczet kary. Podczas przeszukania jego miejsca zameldowania, zatrzymano trzeciego mężczyznę, przy którym również znaleziono narkotyki.

Wszyscy zatrzymani zostali przewiezieni do komendy, a następnie do Policyjnej Izby Zatrzymań. Kolejnego dnia usłyszeli zarzuty dot. nielegalnego posiadania broni i amunicji oraz posiadania i wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków. Decyzją sądu, na wniosek poznańskiej prokuratury dwóch z zatrzymanych trafiło do aresztu. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl
Wojt
Policja zlikwidowała linie gdzie produkowano amfetamine. Funkcjonariusze zabezpieczyli około 6,5 kilograma amfetaminy, parę tabletek exstazy w ilości 4 tysięcy sztuk, ponad 400 gram czystego MDMA i kokaine. Funkcjonariusze z wydziału kryminalistyki wycenili zabezpieczone narkotyki na 300 tysięcy złotych. Zatrzymano 3 osoby wobec których sąd zdecydował o 3-miesięcznym areszcie.
 
Tarnowscy policjanci zlikwidowali fabrykę środków odurzających na terenie Małopolski. Zabezpieczono ponad 6,5 kg amfetaminy, ponad 4 tys. sztuk tabletek ekstazy, 437 gramów MDMA, kokainę i metyloaminę. Wartość zabezpieczonych środków oszacowano na ponad 300 tys. zł. Sprawcy zostali tymczasowo aresztowani. Teraz odpowiedzą przed tarnowskim sądem. Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.
Kryminalni z Komisariatu Policji Tarnów-Zachód zatrzymali w Tarnowie osoby, które na terenie miasta rozprowadzały środki zabronione. Prowadzone czynności zmierzały do ustalenia skąd narkotyki trafiały do Tarnowa. Dzięki żmudnej pracy operacyjnej policjanci ustalili, że narkotyki produkowane są na terenie powiatu krakowskiego.

Efektem pracy mundurowych było zatrzymanie 3 osób. Podczas prowadzonych przeszukań ujawniono ponad 6,5 kg amfetaminy, 4388 sztuk tabletek ekstazy, 437 gramów MDMA, 10 gramów kokainy oraz 9,6 litra metyloaminy. Zabezpieczono również specjalistyczny sprzęt do wytwarzania amfetaminy. Wartość zabezpieczonych środków oszacowano na ponad 300 tys. zł.

Zatrzymanym postawiono już zarzuty i doprowadzono do prokuratury. Teraz grozi im do 10 lat pozbawienia wolności. Sąd zdecydował o 3-miesięcznym areszcie wobec zatrzymanych. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Komisariat Policji Tarnów-Zachód.
 
 
Policja.pl
Wojt
Zakup kontrolowany od dłuższego czasu jest już zgodny z prawem lecz policja sporadycznie korzysta z tego przywileju, woli zatrzymania na gorącym uczynku lub zatrzymanie z donosu tak jest mniej pisania papierów a i wyniki liczą się do statystyk złapania delikwenta za co przysługują inne premie. Tym razem przypadek pozwolił zastosować  zakup kontrolowany gdyż chodziło o większa ilość, przy samym zatrzymanym zabezpieczono 2kg amfetaminy i blisko 16 tysięcy złotych.
 
Zatrzymanie sześciu osób oraz przejęcie 10 kg amfetaminy, blisko pół kilograma heroiny i 50 gramów kokainy – to efekt akcji policjantów stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową. Według nieoficjalnych informacji portalu tvp.info uderzenie w grupę było możliwe m.in. za sprawą tzw. operacji specjalnej policji. Funkcjonariusze dokonali m.in. zakupu kontrolowanego narkotyków, dzięki czemu aż trzech handlarzy zostało zatrzymanych na gorącym uczynku.

To miała być szybka transakcja. 37-letni Emil K. umówił się wcześniej na sprzedaż dwóch kilogramów amfetaminy z poznanymi jakiś czas wcześniej klientami. Gdy już miał przekazać narkotyk, okazało się, że to misterna pułapka policji.

Jak spod ziemi wyrośli antyterroryści, którzy otoczyli Emila K. Klientem handlarza był bowiem najprawdopodobniej funkcjonariusz stołecznego wydziału antynarkotykowego. Informacji o operacji specjalnej nie chciały jednak potwierdzić oficjalnie ani komenda stołeczna, ani prokuratura.

Oprócz narkotyków przy zatrzymanym mężczyźnie znaleziono 16 tys. zł. Wiele wskazuje na to, że był on jednym z liderów rozpracowywanej grupy.

Policjanci na zakupach

W podobną pułapkę wpadli także dwaj inni handlarze: 35-letni Marek R. i 31-letni Tomasz R. Mężczyźni zostali zatrzymani w okolicach Łodzi, gdy finalizowali transakcje sprzedaży 3 kg amfetaminy. Do ich ujęcia również wykorzystano antyterrorystów. Przy mężczyznach znaleziono ponad 28 tys. zł.

Niedługo potem zatrzymano kolejnych członków narkogangu: 24-letniego Bartłomieja Sz., 28-letnią Magdalenę K. oraz 33-letniego Marcina K. Podczas przeszukania ich mieszkań znaleziono elementy umundurowania policyjnego oraz sfałszowane dowody osobiste. Przejęto także „arsenał” grupy: trzy rewolwery hukowe. Prawdopodobnie miały służyć do odstraszania zbyt namolnych klientów.

W stołecznej Prokuraturze Okręgowej zatrzymani usłyszeli zarzuty m.in. wprowadzenia do obrotu znacznych ilości narkotyków i uczynienie z tego procederu stałego źródła dochodu. Handlarzom grozi do 12 lat więzienia.

Znali ich każdy ruch

Policjanci ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową rozpracowywali wspomnianą szajkę przez kilka ostatnich miesięcy. Z ich ustaleń wynikało, że na terenie Warszawy pojawiła się prężnie działająca grupa dilerów. Przestępcy specjalizować się mieli w handlu amfetaminą oraz heroiną. Oferowali także kokainę.

Śledczy ustalili skład gangu. Wiedzieli także gdzie handlarze najczęściej przebywają, gdzie urządzili narkotykowe magazyny oraz gdzie mają „bezpieczne” miejsca spotkań z klientami. Mając tak rozpracowaną grupę, zapadła decyzja o zorganizowaniu pułapki i zatrzymaniu handlarzy na gorącym uczynku.

Łącznie podczas akcji przeciwko narkogangsterom zabezpieczono ponad 10 kilogramów amfetaminy, blisko 400 gramów heroiny oraz ponad 50 gramów kokainy.
 
 
Tvp.info
 
Wojt
W USA coraz częściej stosuje się koncentraty, przede wszystkim te w postaci popularnego dabu/wosku. Aż 15% palaczy w tym kraju korzysta jednocześnie z koncentratów. Na całym świecie używa ich niecałe 2%, lecz jest to spowodowane głównie tym, że nie są one powszechnie dostępne nigdzie poza Ameryką.

 
Amerykanie są najbardziej wyedukowanym, a co za tym idzie najbardziej świadomym narodem odnośnie korzystania z marihuany, zarówno w celach medycznych, jak i rekreacyjnych. Dane przedstawione w poniższym artykule pochodzą z analiz Global Drug Survey. Wykonano największą w historii tego typu próbę na bazie 69 tysięcy użytkowników Cannabis na całym świecie.
Podczas, gdy 65% palaczy na świecie miesza susz z konopi z tytoniem, jedynie 8% Amerykanów dopuszcza się takiej praktyki. Zaskakująca jest pozycja Meksyku, w którym jedynie 9% palących miesza zioło z tytoniem. Może być to spowodowane tym, że trawka w tym kraju jest po prostu tania i niezbyt bogata w kannabinoidy. W Kanadzie edukacja także wpłynęła na obyczaje i jedynie 17% użytkowników łączy Cannabis z tytoniem.
Ciekawe jest to, że najpopularniejszym sposobem palenia suszu z konopi na świecie jest joint/spliff, a zatem forma „papierosowa”, którą preferuje 70% użytkowników. Jednakże, w Stanach Zjednoczonych jest zupełnie inaczej. Najpopularniejsze są lufki i niewielkie fajki (34%) oraz bonga (26%). Jedynie 15% Amerykanów preferuje jointy.
W USA coraz częściej stosuje się koncentraty, przede wszystkim te w postaci popularnego dabu/wosku. Aż 15% palaczy w tym kraju korzysta jednocześnie z koncentratów. Na całym świecie używa ich niecałe 2%, lecz jest to spowodowane głównie tym, że nie są one powszechnie dostępne nigdzie poza Ameryką. Warto dodać, że obywatele Stanów Zjednoczonych cenią sobie moc konopi, uprawia się tam najbogatsze w kannabinoidy odmiany.

Waporyzacja niestety nie jest jeszcze odpowiednio popularna nawet w USA. Wedle badań, niecałe 13% Amerykanów waporyzuje susz. Liderem w tej klasyfikacji są niespodziewanie Finowie, gdzie aż 19% używa parowania. Może to być jednak spowodowane tym, że badania w tym kraju zostały przeprowadzone na niewielkiej próbie 350 użytkowników.
Problemem w USA wydaje się być nadużywanie marihuany. Ponad jedna trzecia użytkowników odpowiada, że pali przez ponad 300 dni w roku. Przeciętny palacz w Stanach Zjednoczonych jest upalony przez 12h dziennie, a np. w Holandii przez jedynie 2h każdego dnia.
Podsumowując, palacze marihuany w Ameryce wybierają bezpieczniejsze sposoby spożywania trawki. Cieszy, że coraz mniej ludzi miesza zioło z tytoniem. Fajki wodne, popularne w USA także są zdrowszym urządzeniem do palenia niż jointy. Jednakże, wciąż zbyt mało ludzi odkryło walory waporyzacji. Właśnie w tym kierunku powinna iść obecnie edukacja konopna w USA. Miejmy nadzieję, że amatorzy konopi w Polsce również zaczną bardziej dbać o swoje zdrowie.
 
 
SidBank.pl
Wojt
W mieszkaniu 21-latka funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli około 800 gramów marihuany, 200 gramów kokainy, ponad 1000 tabletek ekstazy oraz inne substancje psychoaktywne, 6500 zł., około 100 Euro, 100 Funtów oraz 250 USD. Dodatkowo podczas przeszukania mieszkania 23-latka zabezpieczono około 9000 zł.

 
Mokotowscy kryminalni zatrzymali dwóch mężczyzn podczas transakcji narkotykowej. 23-latek kupował pół kilograma marihuany za 12.000 zł. W trakcie przeszukań mieszkań i samochodów zabezpieczono łącznie ponad dwa kilogramy narkotyków w postaci marihuany, kokainy i ekstazy oraz około 30.000 zł w walucie polskiej oraz zagranicznej. O dalszym losie mężczyzn zdecyduje sąd. Grozi im do 10 lat więzienia.
W trakcie działań operacyjnych policjanci z wydziału kryminalnego ustalili, że w pobliżu jednej z siłowni ma Mokotowie dojdzie do transakcji narkotykowej.  Podczas kiedy mężczyźni wymieniali się reklamówkami, do akcji wkroczyli funkcjonariusze.

W samochodzie 23- letniego nabywcy, który przyjechał kupić towar z kilkuletnią córką siedzącą w foteliku na tylnym siedzeniu, policjanci ujawnili pół kilograma marihuany. W aucie 21-letniego mężczyzny, który sprzedawał narkotyki, funkcjonariusze znaleźli pieniądze w kwocie około 12.000 zł., kokainę, trzy telefony komórkowe i maczetę. Obaj mężczyźni trafili do policyjnych cel. Dziewczynka została przekazana matce.

W mieszkaniu 21-latka funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli około 800 gramów marihuany, 200 gramów kokainy, ponad 1000 tabletek ekstazy oraz inne substancje psychoaktywne, 6500 zł., około 100 Euro, 100 Funtów oraz 250 USD. Dodatkowo podczas przeszukania mieszkania 23-latka zabezpieczono około 9000 zł.

21-latek usłyszał zarzuty handlu i posiadania znacznych ilości narkotyków, za co grozi mu do 10 lat więzienia. Na wniosek policjantów oraz prokuratora mokotowski sąd zastosował wobec niego 2 miesięczny areszt. Taką samą karą zagrożony jest 23-latek, który został objęty policyjnym dozorem.  
 
 
Policja.pl
Wojt
Zatrzymano 4 osoby handlujące dopalaczami na terenie Leżajska przez policje okrzyknięcia szajką, gdyż posiadali łącznie 135 działek dopalaczy o nieznanym składzie. Wszystkim postawiono zarzut wprowadzania do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji. Tylko jeden z zatrzymanych trafił na 3 miesiące do aresztu, pozostali zatrzymani otrzymali dozór policyjny.  Jak twierdzą funkcjonariusze, sprawa ma charakter rozwojowy.
 
 
Wspólne działania policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku i funkcjonariuszy Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie doprowadziły do rozbicia szajki handlującej dopalaczami na terenie powiatu leżajskiego. Zatrzymano czterech mieszkańców Leżajska w wieku od 32 do 46 lat. Zabezpieczono trzy maszyny do gier hazardowych i 135 działek tzw. dopalaczy.
Na trop mężczyzny trafili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku, którzy od dłuższego czasu pracowali nad tą sprawą. Ustalili osoby zamieszane w handel dopalaczami na terenie powiatu leżajskiego oraz ich wzajemne powiązania.  
Następnie na podstawie zebranych informacji funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku i Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie weszli do pomieszczeń byłego lokalu w Leżajsku. W trakcie jego przeszukania znaleźli 120 działek tzw. dopalaczy, które ukryte były w pucharach w pomieszczeniu socjalnym oraz 3 maszyny do gier hazardowych.

W toku dalszych czynności policjanci zatrzymali czterech mieszkańców Leżajska w wieku od 32 do 46 lat, którzy zamieszani byli w ten nielegalny proceder. U jednego z nich w trakcie przeszukania funkcjonariusze zabezpieczyli 15 działek tzw. dopalaczy gotowych do sprzedaży.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że całym procederem kierował 37-letni mieszkaniec Leżajska. Pozostali trzej mężczyźni odpowiedzialni byli za przygotowywanie i dystrybucję gotowych działek dopalaczy na terenie powiatu leżajskiego.

Czterech podejrzanych usłyszało zarzuty wprowadzania do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji. Za ten czyn grozi im kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Wobec trzech podejrzanych Prokurata Rejonowa w Leżajsku zastosowała dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju, czwarty podejrzany decyzją Sądu Rejonowego w Leżajsku został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Leżajsku. Sprawa ma charakter rozwojowy. 
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Handlarze byli świetnymi chemikami, po studiach, wytwarzali i wprowadzali do obrotu przez swoje legalne firmy środki psychoaktywne. Oferowane przez zatrzymanych substancje nie były wpisane w ustawie o przeciwdziałaniu narkomani, więc sąd postanowił zastosować art. 165 kodeksu karnego o narażaniu życia ludzkiego na niebezpieczeństwo. Wśród oskarżonych jest również właściciel firmy zajmującej się dystrybucją środków chemicznych.


Akt oskarżenia przeciwko grupie produkującej i dystrybuującej groźne dla zdrowia i życia substancje psychoaktywne, tzw. dopalacze, skierowała do krakowskiego sądu Prokuratura Okręgowa w Krakowie – poinformował rzecznik prokuratury Janusz Hnatko.
Ponieważ substancje wykorzystywane przez oskarżonych nie podlegały ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, prokuratura zastosowała nowatorskie podejście, stosując do ścigania tego typu przestępstw kwalifikację z art. 165 kodeksu karnego, mówiącego o sprowadzaniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób przez wyrabianie lub wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji, środków spożywczych lub środków farmaceutycznych nieodpowiadających obowiązującym warunkom jakości.
- Dla skutecznej obrony przed sądem tez aktu oskarżenia, zwłaszcza co do kwalifikacji prawnej, konieczne było wykonanie wielu czynności dowodowych oraz zapoznanie się przez prowadzących śledztwo ze specjalistyczną wiedzą chemiczną, co było konieczne do oceny prawidłowości wykonywania szeregu ekspertyz – podkreślił prok. Hnatko.
11 osób oskarżonych
O działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu wyrabianie oraz wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia i sprowadzających niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób substancji psychoaktywnych o działaniu zbliżonych do narkotyków, tzw. dopalaczy, prokuratura oskarżyła 32-letniego Marka W., 48-letniego Mariusza Z., 35-letniego Macieja C. i 25-letniego Piotra S.
Wśród oskarżonych jest również właściciel firmy zajmującej się dystrybucją środków chemicznych Łukasz G. z Cieszyna, który będzie odpowiadał za to, że wprowadził do obrotu w ramach swojej działalności gospodarczej nie mniej niż 16 kg szkodliwych dla życia lub zdrowia substancji o działaniu psychoaktywnym. Za podobne zarzuty odpowiedzą przedsiębiorcy Karol M., Sebastian A., Tomasz T. oraz Sandino W.

Łącznie oskarżonych zostało 11 osób. Za zarzucane im czyny grozi kara od 6 miesięcy do 14 lat pozbawienia wolności.
Wykształcenie chemiczne 

Początek śledztwu dały ustalenia z innego postępowania, że na obszarze Warszawy oraz Chorzowa działała grupa osób, zajmująca się produkcją i dystrybucją zastępczych środków o działaniu psychoaktywnym, tzw. dopalaczy. Osoby te miały stosowne wiedzę i doświadczenie oraz uniwersyteckie wykształcenie chemiczne, dysponowały odpowiednim zapleczem laboratoryjnym oraz prowadziły działalność gospodarczą związaną z produkcją i obrotem środkami chemicznymi.

Proceder zapoczątkowały kontakty Marcina S. z Markiem W., którzy poznali się przez internet i wkrótce postanowili wspólnie założyć laboratorium i wytwarzać związki chemiczne. Wynajęli pomieszczenia w Chorzowie, które wyposażyli w urządzenia służące do wytwarzania "dopalaczy". Równolegle Marek W. prowadził produkcję tych środków w innym laboratorium. Oskarżony ten, z uwagi na wiedzę chemiczną i doświadczenie laboratoryjne, określał dokładnie, jak ma wyglądać proces produkcyjny i jakie specjalistyczne urządzenia są aktualnie potrzebne.

Kolejne osoby zajmowały się oczyszczaniem, suszeniem oraz pakowaniem gotowych substancji chemicznych. Po takim przygotowaniu substancji następowała ich dalsza dystrybucja. Odbiorcami były osoby, które prowadziły działalność gospodarczą i w swoich firmach oferowali dopalacze.
Pochodne katynonu

Z opinii toksykologicznej wynika, że wytwarzane substancje miały działanie pochodnych katynonu, a ich zasadniczym działaniem było pobudzanie ośrodkowego układu nerwowego. Substancje te wywołują liczne działania niepożądane, np. przyspieszenie akcji serca, wzrost ciśnienia tętniczego, zapalenie mięśnia sercowego, nagłe zgony sercowe, a także zaburzenia układu nerwowego, np. zaburzenie snu i widzenia, drgawki, hipertermię.

Skutki zażycia katynonów - odwodnienie, rozpad mięśni z ostrą niewydolnością nerek oraz wątroby - w ciągu kilku dni mogą doprowadzić do niewydolności wielonarządowej i śmierci. Osoby, które zażywały katynony, najczęściej są skrajnie pobudzone halucynacjami, agresją, zaburzeniami koordynacji ruchowej, mają liczne zaburzenia somatyczne. Substancje te są zatem niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzkiego – podsumowała prokuratura.


PolskieRadio.pl