Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Gość

Narkotyki i prostytucja a polskie PKB

Przez Gość, w Aktualności,

Oznacza to, że urzędnicy będą musieli oszacować jaka jest skala tych zjawisk w naszym kraju. Nie będzie to łatwe, bo nikt nie ewidencjonuje tego typu działalności.
Główny Urząd Statystyczny rozmawia z Eurostatem o tym jak dochody z prostytucji i narkotyków miałyby być wyliczane do polskiego PKB - dowiedział się reporter TVN24 Biznes i Świat Dominik Cierpioł. 26 czerwca GUS ma poinformować o wynikach tych rozmów.
Prawdopodobnie obliczenia będą dokonywane na podstawie danych policji, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz różnych fundacji. Dla przykładu, w Wielkiej Brytanii statystycy zsumują dane dotyczące prostytutek pracujących na ulicy według danych podanych przez policję oraz ze wszystkich domów publicznych.- Nie podoba mi się zabieg powiększenia PKB w ten sposób. Miałby sens, gdyby to były aspekty działalności, które są w pełni legalne, są opodatkowane i można je zmierzyć. Tutaj mamy do czynienia z włączeniem do PKB rzeczy, które są w szarej strefie i można je oszacować tylko na podstawie danych pośrednich - powiedział w piątek na antenie TVN24 Biznes i Świat Marcin Mróz, główny ekonomista grupy Copernicus
Wirtualizacja PKB
Jak dodał to kolejny krok w kierunku wirtualizacji PKB, który przestaje być miarą rzeczową, w dużej mierze opartą na szacunkach eksperckich. - Jeżeli ten trend będzie szedł dalej to ta dana staje się coraz mniej użyteczna z punktu widzenia ekonomisty - zaznaczył.
Od 2015 r. obie sfery będą wliczane do PKB przez krajowe urzędy statystyczne innych państw Unii Europejskiej: Portugalii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Estonii, Włoch, Finlandii, Szwecji, Słowenii i Austrii. Wpływy z narkotyków i prostytucji mają znaleźć się również w danych statystycznych Norwegii.
Dodanie do PKB szacunków dotyczących nielegalnej strefy może powiększyć polskie PKB o ok. 1 proc. Z prowadzonych przez GUS badań wynika, że w 2010 r. udział działalności nielegalnej w PKB wyniósł 1,17 proc., natomiast w poprzednich latach wielkość ta oscylowała między 0,98 proc. a 1,31 proc.
Uzasadnione działanie
- Na pewno powiększenie PKB wpłynie korzystnie na wskaźniki odnoszące się do produktu krajowego brutto, jak deficytu czy długu publicznego - mówił w marcu wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową Bohdan Wyżnikiewicz. Dodał, że GUS skoryguje też dane dotyczące ostatnich lat, dzięki czemu nie zobaczymy skokowego wzrostu PKB.
Jego zdaniem uwzględnianie nielegalnej działalności w PKB jest uzasadnione, skoro jest ona częścią obiegu gospodarczego.


źródło: tvn24.pl


Gość

Mocarz i Gumijagody odbierają rozum

Przez Gość, w Aktualności,

To nie jest dobra informacja. Gumijagody i Mocarz odbierają rozum. Kilka miesięcy temu czworo nastolatków w wieku od 16 do 18 lat z Bytomia zażyło kupione przez internet dopalacze i zrobiło imprezę na cmentarzu przy ul. Powstańców Śląskich. Tak dobrze się bawili, że zaczęli rzucać zniczami, tańczyli na grobach, a potem na nie sikali. Teraz staną przed sądem. Wcześniej w Rudzie Śląskiej-Bielszowicach strażnicy miejscy interweniowali w sprawie zakłócania ciszy nocnej.
Spokój zakłócało dwóch chłopaków (17 i 19 lat). Strażnicy zauważyli, że źrenice w oczach obu są znacznie powiększone i nie reagują na światło, a ich ruchy są nerwowe i nieskoordynowane. Chłopcy palili dopalacze o nazwie "Mocarz", kupione przez internet. Strażnicy znaleźli przy nich jeszcze kilka sztuk woreczków z białymi tabletkami. Jeden z nich twierdził wtedy, że są to dopalacze o nazwie "Gumijagody". Sanepid i policja walczą z wiatrakami Sanepid i policja starają się usunąć z rynku jak największą ilość dopalaczy. Przypomina to jednak walkę z wiatrakami, bo moda na nie, niestety, nie mija.
Do końca marca w całym kraju było 446 przypadków podejrzeń zatrucia dopalaczami. To jest niemal trzy razy więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego oraz o 146 więcej niż w 2011 roku. Wprowadzony po serii zgonów młodych ludzi jesienią 2010 roku zakaz wytwarzania i wprowadzania do obrotu substancji lub produktów, które mogą być używane jak środki odurzające lub psychotropowe, jak widać bynajmniej nie odstraszył handlarzy. I to mimo że grożą im kary od 20 tys. do nawet miliona złotych. Handel dopalaczami to nader intratny interes. Nie da się ukryć, że jeśli jedni zrezygnują, na ich miejsce natychmiast pojawią się nowi gracze. Kim są ich ofiary? Najczęściej z dopalaczami eksperymentują chłopcy w wieku 13-19 lat. W drugiej kolejności mężczyźni 20-30 lat.
Jak skutecznie walczyć z handlarzami śmiercią? Najnowszym pomysłem policji i prokuratury na walkę z dopalaczami jest to, by sprzedawców, u których w sklepie zostaną wykryte te substancje, karać nie z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, a z art. 160 Kodeksu karnego. Zgodnie z nim każdemu, kto naraża na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia innego człowieka, grozi kara pozbawienia wolności. Tak jako pierwsza zrobiła Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. - Jesienią 2013 roku udało się doprowadzić do aresztu grupę pseudokibiców.
Dostali zarzuty narażenia zdrowia i życia. Produkowali dopalacze ze związkiem PVP i innym sto razy silniejszym od heroiny - wyjaśnia prokurator Jacek Kosmaty, rzecznik krakowskiej prokuratury. W tej sprawie nie zapadł jeszcze wyrok, więc tak naprawdę nie wiadomo, czy krakowski sposób na dopalacze okaże się skuteczny. Jeśli nawet tak, to przecież nie rozwiąże problemu. Młodzi ludzie nagle nie zmądrzeją, a na miejsce producentów i handlarzy, którzy trafią za kratki, przyjdą nowi.


źródło: dziennikzachodni.pl


Gość

Fabryka dopalaczy w mieszkaniu [WIDEO]

Przez Gość, w Aktualności,

CBŚ przeszukało dwa mieszkania w grudziądzkich blokach. Zabezpieczyło 400 g marihuany i 13 g amfetaminy o czarnorynkowej wartości ok. 20 tys. zł. A także 15 kg różnych substancji służących do produkcji dopalaczy, ok. 2 tys. gotowych tabletek, wagi, woreczki foliowe i urządzenie do produkcji tabletek tzw. tabletarkę. Według ustaleń, mogła wyprodukować ok. 3,6 tys. tabletek dopalaczy na godzinę.
Tak wytworzone substancje podejrzani prawdopodobnie sprzedawali przez internet. Śledczy podają, że tabletkę można było kupić już za 8 zł.
Akcja odbyła się we wtorek, z uwagi na dobro śledztwa Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy poinformowała o niej dopiero teraz. Podejrzani - mężczyźni w wieku 25 i 26 lat - zostali już tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. Za wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków grozi im do 12 lat więzienia. Pozostaje jeszcze kwestia odpowiedzialności za sprzedawanie dopalaczy. Najpierw sanepid zbada ich skład. Potem może wlepić grzywnę - od 20 tys. zł do 1 mln zł.
Policja nie wyklucza dalszych zatrzymań.


źródło: torun.gazeta.pl



wideo:
http://torun.gazeta.pl/torun/1,90288,16147553,CBS_namierzylo_fabryke_dopalaczy_w_mieszkaniu__WIDEO_.html

Synchro

Młodzi przeciwni dopalaczom

Przez Synchro, w Aktualności,

Przez Zatorze przeszła manifestacja przeciwników środków psychoaktywnych. Nie pierwsza i nie ostatnia. Dyrektorka jednego z tamtejszych gimnazjów zapowiada, że podobne akcje będą kontynuowane
Środowy protest po raz kolejny zorganizowało Gimnazjum nr 11 z ul. Jagiellońskiej. Tym razem dołączyło do niego nie tylko Gimnazjum nr 12 z ul. Sybiraków, ale także Zespół Szkół Samochodowych z al. Wojska Polskiego.
Marsz uczniów zaczął się i skończył na ul. Jagiellońskiej. To tam znajduje się sklep, który niepokoi nauczycieli, rodziców i okolicznych mieszkańców. Choć jest znany jako "sklep z zapachami", to przedstawiciele szkół mówią, że zapachy to tylko przykrywka.

Protest do skutku
Ponad setka manifestujących osób niosła transparenty i nawoływała do "rozprawienia się z trującymi środkami i ich sprzedawcami". Przechodniom rozdawali ulotki, które miały uświadamiać ich, jakim problemem są dopalacze. Swoją petycję zanieśli także do ratusza. - To nie pierwsza i nie ostatnia nasza akcja - zapowiada Nelly Antosz, dyrektorka Gimnazjum nr 11. - Będziemy protestować, aż ten sklep zostanie zlikwidowany. Na własne oczy widzimy, że chodzą do niego nawet małe dzieci. Zamknięcie jednego lokalu nie załatwi problemu, ale przynajmniej utrudni dzieciom dostęp do tych środków.

W akcji wzięli udział także przedstawiciele Monaru, którzy na co dzień prowadzą terapie dla osób uzależnionych, także od dopalaczy. - "Dzięki" takim sklepom do naszej poradni przychodzą już chłopcy mający osiem-dziewięć lat - tłumaczy Anna Sikorska, kierowniczka olsztyńskiego Monaru. - Ktoś robi na tym bardzo dużą kasę kosztem młodych ludzi. Nie informując przy tym, że w dopalaczach są trujące substancje i że zdarzały się po nich zgony.
Mieszkańcy popierają
Dość sąsiedztwa sklepu mają także mieszkańcy z okolicznych bloków. - Popieramy protest w stu procentach. To nie tylko niebezpieczne dla młodzieży, ale też uciążliwe dla nas. Zaćpani młodzi ludzie śpią i załatwiają się później u nas na klatkach schodowych - mówi Urszula Młyńska, mieszkająca przy ul. Jagiellońskiej. - Nieraz przyjeżdżały po nich karetki, ale policja bezradnie rozkłada ręce.
Funkcjonariusze nie mogą interweniować wobec osób sprzedających dopalacze, bowiem według prawa kontrolowaniem i zamykaniem tych sklepów zajmuje się sanepid. Określają to ustawy o inspekcji sanitarnej i przeciwdziałaniu narkomanii. - Nasze patrole pojawiają się w pobliżu sklepu przy ul. Jagiellońskiej tylko prewencyjnie - przyznaje Marcin Świniarski z Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie.

"Robimy, co możemy"
Za sklepy z dopalaczami w Olsztynie odpowiada olsztyńska Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna. Jej przedstawiciele w rozmowie z "Wyborczą Olsztyn" lakonicznie wytłumaczyli tylko, że robią wszystko, na co pozwalają im przepisy.

Od 2010 roku istnieje możliwość szybkiego ukrócenia działalności podejrzanych sklepów. Przyłapanie ich na łamaniu Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii nie jest jednak łatwe. Można je zamknąć tylko wtedy, gdy sprzedają produkty zawierające substancje zakazane, umieszczone w urzędowym wykazie. Tyle że producenci dopalaczy co chwilę wymyślają nowe produkty, o nowym składzie i nadają im nowe nazwy. Sprzedają je jako odświeżacze powietrza czy nawóz do kwiatów. Zanim kontrolerzy zbadają, co w nich jest, mija sporo czasu. - Kiedy tylko zauważymy, że jakiś nowy produkt jest w obrocie, rekwirujemy cały towar i sprawdzamy, czy nie ma w nim substancji z listy środków zakazanych - wyjaśnia Bożena Najda, kierowniczka oddziału higieny pracy w WSSE w Olsztynie. - Sprawdzamy także, czy jego składniki nie wykazują działania psychoaktywnego. Jeśli tak jest, możemy zamknąć sklep. Informacja o takiej substancji przekazywana jest także do Głównego Inspektora Sanitarnego, a ten czyni starania, aby dopisać ją do listy środków zakazanych.

Oby zmieniły się przepisy
W Sejmie trwają obecnie prace nad kolejną nowelizacją prawa, która ma usprawnić system walki z dopalaczami, a przede wszystkim doprecyzować pojęcie "dopalacz". - Z tego, co mi wiadomo, nowelizacja ma także usprawnić dopisywanie nowych substancji do listy zakazanych. Obecnie na wpisanie na nią czeka ok. dwudziestu - dodaje Bożena Najda.

Prawo zabrania wytwarzania dopalaczy i wprowadzania ich do obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Za złamanie zakazu grozi kara finansowa od 20 tys. do miliona złotych. Sklep lub hurtownię z podejrzanym produktem można zamknąć maksymalnie na trzy miesiące. Z informacji dostępnych na stronach policji wynika, że za samo udostępnienie małoletnim substancji psychoaktywnej grozi kara do trzech lat więzienia.


Olsztyn.Gazeta.pl


Gość
We wczorajszym wydaniu „Dziennika. Gazecie Prawnej” ukazał się artykuł pod znamiennym tytułem „Drugie życie dopalaczy” w którym autorka Patrycja Otto pisze, że gwałtownie rośnie liczba zatruć dopalaczami głównie wśród młodych ludzi.
Otóż w I kwartale tego roku odnotowano takich zatruć aż 446 i było to aż o 3 razy więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego o 146 zatruć więcej niż w I kwartale roku 2011.
Jak wyjaśnia w tym tekście krajowy konsultant ds. toksykologii Piotr Burda, tak gwałtowny przyrost liczby zatruć „jest efektem ciągłego rozwoju sieci punktów handlowych niedozwolonymi substancjami, których właściciele deklarują sprzedaż środków zapachowych, płynów czyszczących czy pamiątek, a w rzeczywistości wprowadzają do obrotu zabronioną chemię”.
Od pamiętnej akcji premiera Tuska dotyczącej walki ze sklepami sprzedającymi dopalacze, minęło parę lat więc wypada przypomnieć jak późną jesienią 2010 roku szef rządu ni z tego niż owego rozpoczął z nimi walkę. Wtedy właśnie Janusz Palikot po opuszczeniu Warszawie i to skrzykniętych w krótkim czasie przez internet, wymagała wywołania jakiegoś na tyle głośnego wydarzenia, które przynajmniej częściowo odwróciło by uwagę mediów od tego czego dokonał „winiarz z Biłgoraja”. Tusk zdecydował się właśnie wtedy na zaatakowanie tzw. dopalaczy i sklepów je sprzedających. Dopalacze i ich szkodliwe działanie na organizmy młodych ludzi były oczywiście znane od wielu lat. W Polsce sprzedaż tych używek narastała wtedy już od 3 lat, a sklepy z nimi zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu od 2008 roku. Na alarm biły media, skarżyła się również policja, że jest bezradna wobec tego handlu. W styczniu 2009 roku przedstawiciele służb skarbowych razem z policją weszli do jednej z sieci sklepów sprzedających dopalacze, zamknięto 40 z nich ale kolejnego dnia po interwencji prawników sieci, zostały one znowu otwarte.
Prawie dwa lata nie robiono nic i nagle w nocy z piątku na sobotę Premier zwołał posiedzenie zespołu z udziałem ministra zdrowia, ministra sprawiedliwości, głównego inspektora sanitarnego i przedstawicieli Komendy Głównej Policji. Podjęto radykalne decyzje nakazujące zamykać te sklepy na podstawie decyzji szefa GIS. Sam szef GIS zdaje się, że się opierał sugerując, że będą to działania bezprawne, to przestał być tym szefem w trybie natychmiastowym, a tą decyzję podpisał jego zastępca.
Następnego dnia od rana inspektorzy Sanepidu w towarzystwie policjantów zaczęli wchodzić do sklepów z dopalaczami i na podstawie decyzji szefa Głównej Inspekcji Sanitarnej rekwirować niektóre produkty i dostarczać decyzje o natychmiastowym ich zamknięciu. Jednocześnie w mediach rozkręcono niesłychaną akcję z jednej strony informującą o akcji policji z wystąpieniem Premiera Tuska, że w tej sprawie będzie działał wręcz brutalnie nawet na granicy prawa, z drugiej o negatywnych skutkach zażywania dopalaczy z relacjami ze szpitali, gdzie trafili młodzi ludzie, po zażyciu tych specyfików.
Do tej pory jeszcze trwają procesy przed sądami administracyjnymi części właścicieli tych sklepów, którzy podważają legalność decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego o zamykaniu tych sklepów a okazuje się że nowe z innym zakresem świadczonych usług wyrastają jak grzyby po deszczu.
Mimo tego, że przypadków zatruć dopalaczami jest znacznie więcej niż na jesieni w 2010, to nie widać żadnego zainteresowania premiera Tuska tym problemem. Po prostu nie ma obecnie na tyle niewygodnych wydarzeń dla rządzących aby przykrywać je walką z dopalaczami.
Jak widać z perspektywy czasu tamta walka z dopalaczami była klasyczną „ustawką” i dlatego przyniosła takie rezultaty jak opisał je „Dziennik. Gazeta Prawna”.


żródło: wpolityce.pl


Gość

Znany raper sprzedawał narkotyki

Przez Gość, w Aktualności,

Michał D. organizuje koncerty, akcje charytatywne, sam też rapuje. Na Facebooku zebrał ponad 31 tys. polubień. Ostatni wpis na FB pochodzi z 1 czerwca.
Następnego dnia, krótko po południu, w mieszkaniu na Czechowie zatrzymali go policjanci z komendy miejskiej zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej wspólnie z wywiadowcami. Pomogły im ustalenia mundurowych z piątego komisariatu.
Ekstazy, LSD, marihuana
Co znaleziono w lokalu na Czechowie? Prokurator opisał to w zarzutach postawionych 30-latkowi we wtorek: 158 tabletek ekstazy, prawie 22 g ekstazy w proszku, 50 listków LSD oraz 21 g marihuany. Funkcjonariusze trafili też na kilkaset tabletek i kilkadziesiąt ampułek czy pojemników z anabolikami stosowanymi m.in. przez bywalców siłowni. Michał D. nie miał zezwolenia na sprzedaż anabolików. To nie wszystko, bo raper najprawdopodobniej hodował też marihuanę - w domu Michała D. było 18 krzaków. Według policjantów dało się z nich przygotować nie mniej niż 396 g suszu. Hiphopowiec dostał więc zarzut złamania prawa farmaceutycznego oraz ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Na własny użytek?
Śledczy uważają, że uczestniczył w obrocie znaczną ilością środków odurzających i substancji psychotropowych. Kupił je od nieustalonych dilerów i trzymał w domu, by je odsprzedawać. Do robienia działek miał niewielką wagę elektroniczną. Za takie przestępstwa grozi surowa kara - nawet do 12 lat więzienia.
Michał D. nie zaprzecza, że narkotyki i farmaceutyki należały do niego, ale twierdzi, że nie chciał nimi handlować. Były rzekomo "na własny użytek".
We wtorek późnym popołudniem sędzia Marcelina Kasprowicz zdecydowała, że Michał D. najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie tymczasowym. - Przedstawiony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że jest sprawcą zarzucanych mu czynów - uzasadniła.
Inspiruje się swoim życiem
30-latek nie chciał iść za kratki. Mówił, że musi płacić alimenty na dziecko, szykuje kolejne koncerty i akcje charytatywne. Sędzi Kasprowicz to nie przekonało. Michał D. był już bowiem karany za podobne przestępstwa w przeszłości. Jego dziecko i tak jest pod stałą opieką matki a "izolacja (...) ze swej istoty uniemożliwia wykonywanie bieżących spraw z życia codziennego, a także spraw zawodowych". Poza tym "ilość znalezionych środków psychoaktywnych znacznie podnosi stopień społecznej szkodliwości czynów".
W jednym z wywiadów pytany o pomysły na muzykę Michał D. wyznał: - Mam swoich ulubionych wykonawców, ale inspiruję się przede wszystkim swoim życiem.


źródło: Gazeta.pl


Synchro
Stowarzyszenie futbolistów NFL toczy zażarty spór z przedstawicielami ligi na temat testów antydopingowych mających obowiązywać w przyszłym sezonie. Największą kość niezgody stanowią marihuana i hormon wzrostu.
NFL chce dołączyć do protokołów antydopingowych test mający wykazać obecność hormonu wzrostu. Według obowiązujących aktualnie zasad NFL nie ma możliwości sprawdzić, czy futboliści używają tego typu dopingu. Z wielu źródeł doskonale jednak wiadomo, że "HGH" jest bardzo popularne wśród futbolistów.
Po drugiej stronie barykady, czyli w obozie graczy i reprezentującego ich stowarzyszenia, głównym żądaniem jest wycofanie z listy zakazanych substancji marihuany. Według byłego zawodnika NFL - Tanka Johnsona, nawet 80 procent zawodników najlepszej ligi świata korzysta z popularnej używki.
- Przecież nie jest to twardy narkotyk, futboliści używają go głównie, żeby się zrelaksować i odpocząć. Powinno się temu dać zielone światło, w jaki sposób może to być środkiem dopingującym? - zachwala stosowanie marihuany Johnson.


eurosport.onet.pl/futbol-amerykanski/nfl-spor-o-testy-antydopingowe-marihuana-moze-stac-sie-legalna/4488q
Komentarz: jeszcze trochę, a i Usain Bolt będzie mogł przestać ukrywać się przed Komisją Antydopingową.

Synchro

"Heavy" - George Jung

Przez Synchro, w Aktualności,

Szykujcie się na kolejne opowieści o kokainie białej niczym świeży śnieg - w czasie swojej 20-letniej odsiadki George Jung napisał sequel do słynnego "Blow"... A jego ludzie twierdzą, że Hollywood już puka do drzwi.
Klasyczny film z Johny'm Depp'em był insipirowany napisaną w 1993 roku przez Bruce'a Porter'a książką o życiu Jung'a, lecz przedstawiał jedynie kilka z jego licznych przygód.
Nowa książka Boston George'a zatytułowana "Heavy" (z ang. "ciężki", "silny", "intensywny") będzie przedstawiać więcej detali dotyczących jego przemytniczych misji w latach '80 oraz rozwinie informacje o niektórych osobach przedstawionych w "Blow".

Nie zaskakuje fakt, że firmy produkujące filmy są zainteresowane książką. Ta zaś zostanie opublikowana już w przyszłym miesiącu.
George Jung został skazany w 1994 r na karę 60 lat więzienia za posiadanie 796 kg kokainy, kara ta została następnie skrócona. Był jednym z najbliższych współpracowników Pablo Escobara. Na wolność wychodzi w listopadzie.
Tłumaczenie: Synchro



tmz.com/2014/06/06/blow-george-jung-sequel-book-heavy/#ixzz33xMGy31y


MoreLSD
Sasha Shulgin był autorem dwóch kultowych (lub kontrowersyjnych) książek: TiHkal (Tryptaminy, które znałem i kochałem) w 1991 oraz PiHKAL (Fenyloetyloaminy, które znałem i kochałem) w 1997, opublikowanych wspólnie ze swoją żoną Ann. Karierę chemika Shulgin zaczynał w zakładach Dow Chemical na początku lat ’60, by w 1965 rzucić pracę i rozpocząć własne badania w swoim domu w Berkeley po przełomowym doświadczeniu z meskaliną.
Jak Shulgin sam stwierdził, spróbował w życiu ponad 200 własnoręcznie zsyntetyzowanych środków psychoaktywnych, z których najbardziej znanymi są: 2C-B i DOM. Cztery lata temu chemik doznał wylewu do mózgu, z którego skutków zdołał się jednak otrząsnąć. Wkrótce popadł jednak w demencję starczą, a w kwietniu tego roku jego żona oświadczyła publicznie, że zachorował na raka wątroby, co było bezpośrednią przyczyną jego śmierci.
Jak podał Erowid Center przez Twittera: Sasha zmarł spokojnie tego popołudnia (2 czerwca), otoczony przez przyjaciół i rodzinę. Do historii Shulgin przejdzie przede wszystkim jako odkrywca potencjału MDMA, którego alternatywną metodę syntezy opracował w 1976, by zapoznać ze środkiem kalifornijskich psychologów, a także bojownik o prawo do poszerzania własnej świadomości, o co musiał walczyć w latach ’90 z DEA i amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.


Magivanga

Gość

Kolejne ofiary szkodliwych maczanek

Przez Gość, w Aktualności,

Policja z Gainesville wraz z personelem medycznym znalazła mężczyzn w pobliżu apartamentów Windmeadows, gdzie jeden z nich leżał pod wpływem konwulsji w trawie, trafił do szpitala jako 29-ta ofiara narkotyku od czwartku. Mężczyźni palili szczególnie toksyczną formę mieszanki, czasami określaną jako syntetyczna marihuana. Występują po niej drgawki, wymioty oraz inne problemy medyczne.
Ben Tobias, policjant z Gainesville ujawnił zeznania braci: Palili oni mieszankę zakupioną w Land B4 Time, sklepie z paleniem na North Main Street, który został najechany w sobotę rano. Zajęto kilka funtów [1 funt: 0.4kg - red.] mieszanki.
Jak dodał Tobias, policja nadal bada szczegóły działania sklepu, jak i substancje które zostały zajęte przez władze podczas nalotu.
"Wysłaliśmy trochę tej substancji do badań, aby dowiedzieć się dokładnie, z jakim związkiem chemicznym mamy doczynienia. Według prawa, możemy podjąć działania dopiero w momencie gdy mamy doczynienia z zakazaną substancją" powiedział Tobiasz. "Z tego co mi wiadomo mieszanki są problemem globalnym. Nie jesteśmy jedynym rejonem w którym zanotowano tego typy ataki drgawek."
Dr Adrian Tyndall, przewodniczący Wydziału Medycyny Ratunkowej w UF Health, powiedział że personel ma poważne podejrzenia, co do tego, że to tego typu narkotyki są przyczyną nagłego ożywienia napadów drgawek, które na podstawie informacji z EMS i policji rozpoczęło się w zeszłym tygodniu.
Mieszanki mogą stanowić zagrożenie dla życia zarówno przez bezpośrednie działanie takie jak niewydolność układu oddechowego lub pośrednie, takie jak upadek podczas ataku drgawek.
"Leczenie polega zasadniczo na podtrzymywaniu życia. Czekamy aż substancja wyjdzie z organizmu. Nie ma antidotum" Powiedział Tyndall. "Kiedy ludzie mają częstą historię ataków, w drogach oddechowych gromadzą się duże ilości wydzieliny, tworzy to możliwości przesunięcia wydzieliny do płuc, powodując większy problem. Kładziemy ich pod respiratorami."
Tyndall dodał, że w związku z tym że narkotyki takie jak powyższe mieszanki są nowe a ich skład zmienia się bardzo często, nie da się określić drługoterminowych efektów ubocznych.
" Wiemy już że Dopalacze są potencjalnie niebezpieczne i mogą być śmiertelne. Znane są nam przypadki w których prowadziły do niewydolności nerek" Powiedział Tyndall. "Substancje cały czas się zmieniają. Chemicy cały czas przygotowują nowe receptury, więc nie mamy pojęcia, jak działają te narkotyki. Zaleca się aby ludzie trzymali się od tych substancji z daleka".
Mieszanki sprzedawane są zazwyczaj w kolorowych opakowania, o różnych nazwach. Według Tobias'a ostatnie przypadki zatruć są szczególnie związane z mieszanką o nazwie "Wdowa".
Już kilka tygodni przed nalotem, mieszkańcy Pleasant Street kontaktowali się z władzami miasta w sprawie osób kupujących narkotyki syntetyczne w Land B4 Time a następnie udających się na spacer do parku na Northwest Pleasant Second Street aby tam używać narkotyki.
Podczas nalotu na Land B4 Time, członkowie grupy anty-narkotykowej zajeli kilka kilogramów przypraw, strzelbę , około 2,000 dolarów w gotówce, materiały do pakowania i około 100 lufek. W poniedziałek po południu ,drzwi do Land B4 Time dalej były zamknięte. Na drzwiach widnieje fioletowy napis "Zamknięte na zawsze!".


źródło: gainesville.com
Tłumaczenie: aGlassOfMilk




Od tłumacza: Pozwoliłem sobie zamienić słowo "spice" na bardziej polsko brzmiące: mieszanka.


×