Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Gość
Prawo zakazujące imprezowych pigułek oraz syntetycznych kannabinoidów zostało wprowadzone wczoraj, w trybie natychmiastowym.
Poprawka dot. Substancji Psychoaktywnych zakazuje wszelkich pozostałych na rynku produktów psychoaktywnych. Zakazuje również wykorzystywania danych pozyskanych z testów na zwierzętach w celu uzyskania zatwierdzenia (nowych - red.) produktów .
Oczekuje się, że ustawa otrzyma Królewskie zatwierdzenie dzisiaj i stanie się prawem jutro o godzinie 0.01. W tym momencie, wszystkie oczekujące prośby o zatwierdzenie produktów zostaną odrzucone, wszystkie pozostałe substancje zostaną zdelegalizowane a sprzedawcom cofnięta licencja na sprzedaż. "Nielegalne stanie się również posiadanie produktów, każdy, kto planuje zrobienie większych zapasów ... powinien o tym pamiętać. "
Kary za posiadanie niewielkiej ilości substancji psychoaktywnych jest 500 dolarów grzywny .
Posiadanie dużej ilości z zamiarem sprzedaży jest zagrożone karą do dwóch lat więzienia lub grzywny w wysokości $ 500,000.
Detaliści i producenci, nie będzie odszkodowania za wasze straty.
Urzędnicy szacują, że przemysł zarabia na nich około 140-stu milionów dolarów rocznie.
Ministerstwo Zdrowia ostrzega, ​​że u od 150-ciu do 200-stu osób rozwinęło się uzależnienie od dopalaczy i mogą wymagać terapii odwykowej.
Awaryjna zmiana prawa zakazuje również badań na zwierzętach, które są wykorzystywane do zatwierdzania produktów psychoaktywnych .Pan Ryall wyjaśnił, że reżim dotyczący badań nad substancjami psychoaktywnymi nie będzie dotyczył zagranicznych prób na zwierzętach, które udowodnią że produkt jest niebezpieczny. "Nikt nie będzie robić badań na zwierzętach, aby poprzeć wniosek (o zatwierdzenie bezpieczeństwa produktu - red.), bo nie będą one brane pod uwagę."
Iain Lees-Galloway rzecznik zdrowia w rządzie partii Labour stwierdził, że jego partia planowała poprzeć inicjatywę prawną partii National, jednak wini ich ona o błędy przy wprowadzaniu nowych zasad dot subst. psychoaktywnych. National w poprzednim roku odrzuciło propozycję Partii Zielonych dot. przeprowadzania badań na zwierzętach, później przyznało jednak, że nowy schemat badawczy jest bardzo potrzebny. Zakaz rządu dotyczący testów na zwierzętach był spóźniony, dodał Iain Lees
Partia Zielonych planowała powstrzymać nowe przepisy, w pełni zgadzała się z zakazem testów na zwierzętach, jednak uważała, że zwykły zakaz substancji psychoaktywnych stworzy niezbadany czarny rynek. W odpowiedzi, pan Ryall stwierdził, że żaden z produktów które zostały zatwierdzone w ubiegłym roku nie zostały połączony z falą niepożądanych skutków. Mimo wszystko po ustawie uchwalonej w sierpniu, władze służby zdrowia zgłosiły wzrost ciężkich reakcji na substancje, w tym wymioty, drgawki i epizody psychotyczne.
• 1 kg substancji psychoaktywnej kosztuje 900 dolarów - 1450 dolarów .
• Są to zazwyczaj tanie importowane zioła, zmieszane z liśćmi damiany, pakowane po 2.5 g.
• Kilogram surowca starcza na około 10 000 pakietów, sprzedawanych hurtowo do sklepów detalicznych za 8$ - 12$.
• Sprzedawca sprzedaje te same pakiety za około 25 dolarów każdy .
• Ten sam kilogram substancji za który można dostać co najwyżej 1450$, w sklepie detalicznym kosztuje 250 000$
źródło: Legal high insider.
Tłumaczenie: aGlassofmilk
Jako mój komentarz pozostawię wam ten oto cytat z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii odnoszący się do zakazu wprowadzania do obrotu:
"[...] art.52a ust. 1 ww. ustaw, osoba, która narusza powyższy zakaz, podlega karze pieniężnej w wysokości od 20 000 zł do 1 000 000 zł nakładanej w drodze decyzji administracyjnej przez właściwego państwowego inspektora sanitarnego. Podstawę wymiaru kary stanowi w szczególności ilość wytworzonego lub wprowadzonego do obrotu środka zastępczego.Decyzji z mocy prawa jest nadany rygor natychmiastowej wykonalności. Wpływy z tytułu nałożonych kar stanowią dochód budżetu państwa.[...]"
Całe szczęście Tusk nie połasił się na swoich własnych obywateli tak bardzo jak zrobił to rząd Nowej Zelandii, biedacy nie mogą już czuć się bezpieczni. Chociaż z drugiej strony miał w tym też na pewno swój cel - naćpany naród przed monitorami to naród...
Zapraszam do komentowania

Gość
Michelle Escott była wczoraj częścią panelu, który odbył się w Palmerston North. Dyskusja dotyczyła następstw związanych z niedawnym zakazem substancji psychoaktywnych. W mieście odbyły się dwa spotkania mające na celu szerzenie informacji w kwestii uzależnień oraz pozwalające organizacjom zajmującym się problemem szerzyć informację oraz udzielać wsparcia
"Mój syn miał dobrą pracę ,był nieletni, ale pod sklepami zawsze stali podejrzani ludzie, gotowi za opłatą kupić mu narkotyki" - Powiedziała Escott.
"Nie podobało mi się to, ale też nie rozumiałam tego, było legalne, więc wydawało się o krok lepsze od narkotyków, To postępowało (uzależnienie - red.) bardzo szybko, zarabiał dobre pieniądze ,w noc wypłaty potrafił wydać nawet 400$. "
Nerki jej syna zostały uszkodzone w przeciągu kilku miesięcy, on sam cierpiał na poważne bóle, cały czas korzystał z antybiotyków - Powiedziała Escott
"Nie miał umiaru" powiedziała. "Stracił pracę, mimo, że dano mu trzy szanse, w tym samym czasie członkowie rodziny zaczęli zauważać ginące z domu przedmioty."
Syn Escott odstawił syntetyczne kannabinoidy 3 tygodnie temu, czeka teraz na miejsce w ośrodku zajmującym się uzależnieniami.
"Kiedy to było na pułkach (dopalacze - dop.. red.), niewiele dało się w tej sprawie zrobić" powiedziała. "Pomimo tego, że (dopalacze - red.) zniknęły z z tych półek to dalej można je kupić i myślę że jeszcze przez jakiś czas będzie można." Escott powołała grupę na Facebooku, aby wspierać innych rodziców : "'Pomóż rozwiązać problem dopalaczy w Palmy Proud " .
Tymczasem Ann Flintoft dyrektor od spraw medycznych Ośrodka Uzależnień poprowadził prezentację na temat narkotyków syntetycznych.
"Odebraliśmy bardzo dużo telefonów od członków rodzin zmartwionych zmianami osobowości zachodzącymi w ich bliskich" - Powiedziała.
"To bardzo przerażające dla członków rodziny , zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy przebywają wokół nich."
" W obecnej sytuacji ci, którzy zgromadzili sobie znaczne zapasy mogą zostać uznani za potencjalnych dostawców i skazani".
Poprawka dot. Substancjach Psychoaktywnych uchwalona w zeszłym tygodniu przez Parlament w trybie pilnym, nakazuje zaprzestania sprzedaży wszelkich substancji psychoaktywnych oraz zakazuje badania tego typu substancji na zwierzętach
Moja córka po wyjściu z 9 tygodniowego odwyku nie mogła liczyć na dalszą pomoc odpowiednich instytucji - Powiedziała na panelu jedna z matek
Jedna z lekarek prowadzących, powiedziała na panelu, że wielu jej pacjentom, instytucje zajmujące się uzależnieniami oraz przystosowawcze odmawiają pomocy argumentując to brakiem miejsca, nie spełnieniem przyjętych kryteriów lub tym że, (pacjent - red.) sam spalił za sobą mosty.
źródło: Manawatu Standard
Tłumaczenie: aGlassOfMilk
Ciekawe czy to sytuacja podobna do naszej typu "zamykamy stacjonarki ale internet i czarny rynek kwitnie", czy może całkowite poradzenie sobie z problemem dopalaczy

agnesss
Gniezno kolejnym miastem do którego powracają stacjonarne sklepy z dopalaczami?
Dopalacze, czyli produkty zawierające substancje psychoaktywne, które nie znajdują się na liście środków zabronionych przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii – tę definicję zna już chyba każdy.
W Gnieźnie przed punktem sprzedającym ww. substancje w styczniu protestowali lokalni politycy w celu zwrócenia uwagi na – jak się okazuje – coraz poważniejszy problem w mieście. Podejrzane środki o działaniu psychoaktywnym sprzedawano tam jako pochłaniacze wilgoci.
Po krótkiej chwili ciszy temat tego typu sklepów powrócił.
O podejrzeniu handlem „dopalaczami” poinformował Dziennik Wielkopolski Janusz Kubacki - Gorwecki, któremu podejrzane wydały się
oferowane w jednym ze sklepów odświeżacze powietrza. O całej sprawie poinformowany został także gnieźnieński sanepid oraz policja.
Jeden z dziennikarzy postanowił anonimowo odwiedzić wspomniany sklep.
Dokładna relacja z wizyty poniżej.
"Już przy drzwiach natknąłem się na ciekawą informację. Otóż jest to sklep o dwóch profilach, a jego działalność zmienia się już po 4 godzinach od otwarcia. Od godz. 8:00 do 12:00 miejsce to jest sklepem typu „wszystko po 4,50zł”, natomiast od godz. 12:00 do 20:00 zmienia się w sklep z upominkami.
Tak skrupulatnie przygotowana informacja, którą znajdziemy na drzwiach ma się nijak do rzeczywistości, która brutalnie sprowadza nas na ziemię już po przekroczeniu progu. Sklep jest mały, w środku znajduje się tylko kilka szklanych gablot (dokładnie takich samych jak w zamkniętym na początku roku sklepie oraz takich samych jak w legalnych do niedawna sklepach z popularnymi w całej Polsce dopalaczami).
Odpowiedź na zwyczajowe „Dzień dobry” dochodzi znikąd. Sklep wydaje się pusty.
Dopiero po chwili niepewnie przez kraty spogląda na mnie młoda kobieta. Otóż czwarta ściana sklepu to dziwna przegroda, kraty oraz małe umieszczone nisko okienko – jak w kantorze. Po pytaniu o asortyment kobieta tłumaczy, że ona zajmuje się sprzedażą rzeczy znajdujących się po prawej stronie sklepu, natomiast jej koleżanka wcześniej sprzedaje asortyment po lewej.
W takim razie sklep typu „wszystko po 4,50 zł” przez 4 godziny działalności dziennie oferuje nam odpustowe, plastikowe szabelki, tandetne maskotki
oraz inne, jakby losowo, niedbale powybierane przedmioty w cenach gwarantujących bezpieczny stan nieposiadania przez klientów (ceny od 20 zł do 50 zł za zabawki, które w innych sklepach możemy nabyć za 5 zł).
Na szczęście trafiliśmy na czas w którym, dostępne są inne gabloty, a w nich... no właśnie – o to co znajduje się w tych gablotach zapytałem sprzedawczynię – figowy i migdałowy dym wkłada się do kominków. Pozwalają zmienić kolor ognia oraz wydzielają zapach – odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
Mimo licznych prób sprowadzenia rozmowy na tematy imprez i dobrej zabawy nie udało mi się uzyskać jednoznacznej wypowiedzi dotyczącej środków psychoaktywnych. Gdy byłem zainteresowany kupnem czegoś „na dobrą imprezę”, pani grzecznie podkreśliła ponownie, że sprzedaje migdałowy oraz figowy dym do kominka. Pytając o ceny oraz działanie powiedziała, że może także zaproponować odświeżacz do toalety. Po tym jak „na dobrą imprezę” zaoferowano mi podejrzanie wyglądający wkład do kominka oraz odświeżacz do toalety, przestałem mieć wątpliwości.
Zapytałem więc o różnicę w tych produktach. Jedyna jest taka, że „odświeżacz” jest proszkiem. Przy kupnie migdałowego dymu zapytano mnie o dowód osobisty. Nie wiedziałem, że osoby niepełnoletnie nie mogą kupować wkładu do kominka...
Przyznając się do posiadania dowodu, zakupiłem podejrzany produkt.
Zanim jednak substancja została przekazana na policję, postanowiłem dowiedzieć się co naprawdę zakupiłem.
Z wiarygodnych źródeł uzyskałem niepotwierdzone informacje, że kupiony przeze mnie specyfik to szałwia wieszcza - roślina zawierająca substancje psychoaktywne, której posiadanie w Polsce jest nielegalne od 2009 r. Jest to dużo silniejszy narkotyk niż popularna „trawa”. Zażywanie szałwii wieszczej może wywoływać halucynacje oraz stany depresyjne. Jeśli nasze przypuszczenia się potwierdzą, właściciele sklepu odpowiadać będą za rozprowadzanie narkotyków, a nie dopalaczy."
Na dokładną analizę oraz potwierdzone informacje co do składu specyfików sprzedawanych w gnieźnieńskim sklepie trzeba jednak poczekać do uzyskania wyników badań prowadzonych przez Zakład Medycyny Sądowniczej.


wielkopolskie.naszemiasto.pl



Gość
- Od kilku tygodni staramy się zmusić prokuraturę, żeby zlikwidowała dopalacze. Nie zrobili w tej sprawie nic - takie m.in. zarzuty padły pod adresem Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszowa ze strony Kazimierza Jaworskiego podczas dzisiejszej konferencji. Senator zaprosił na nią 19-latka, aby opowiedział o konsekwencjach zażywania dopalaczy. - Po kolegach od razu widać, że chodzą otępiali, nie mają motywacji, żeby wstać - mówił chłopak.
Senator Kazimierz Jaworski, jedynka z podkarpackiej listy Polska Razem, zorganizował dziś w południe konferencję. Jak sam wielokrotnie podkreślił, nie należy jej wiązać z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Tym razem senator zarzuca Prokuraturze Rejonowej dla Miasta Rzeszowa, do której zresztą w tej sprawie wysłał pismo, że nie zajęła się likwidacją handlu dopalaczami. Przypomniał, że w Rzeszowie nadal działają dwa punkty, w których są one sprzedawane.
"Otrzymaliśmy najpierw arogancką wypowiedź, że prokuratura nie będzie uczestniczyć w kampanii wyborczej, a teraz wręcz drwiące pismo, w którym prokuratura deklaruje: robimy, co nam się podoba i nic nikomu do tego" - czytamy w piśmie przekazanym "Wyborczej" od Jaworskiego podczas spotkania.
Według niego prokuratura nie podejmuje działań "niezbędnych dla natychmiastowego zażegnania niebezpieczeństw", dlatego należy uznać, że "przyczynia się w ten sposób do jego trwania".
Na dowód, że do sprawy poważnie podchodzi, Jaworski zaprosił na konferencję Filipa Bartmana, 19-latka, który opowiedział o problemie dopalaczy wśród rówieśników.
- Wśród znajomych mam wielu, którzy próbowali i różnie się to kończyło. Znam przypadki targnięcia się na własne życie. I niestety często były one skuteczne. Jeden ze znajomych dał się skusić i dostał ataku serca. Koledzy rzucili się mu na pomoc. Udało się go uratować, ale trauma pozostanie do końca życia. Takie specyfiki jak "amulet", "talizman" czy "cząstka boga", czyli te najpopularniejsze, one niszczą nie tyle fizycznie co psychicznie. Po kolegach od razu widać, że chodzą otępiali, nie mają motywacji, żeby wstać - opowiadał 19-latek.
- Mamy posłów, mamy senatorów, sądy, prokuratorów, a jednak dalej się to sprzedaje. Mam żal i złość, że niby dopalacze są nielegalne, a jednak dalej widzę je u znajomych. Gdyby ta walka była skuteczna, zeszła do podziemia, żeby ludzie zaczęli się obawiać, że za zakup będzie ich ścigać policja, to może młodzi by się zniechęcili - dodawał Bartman.
Senator obiecał 19-latkowi, że się sprawą zajmie.
- Ten wyrzut Filipa jest skierowany do nas dorosłych, do parlamentarzystów i funkcjonariuszy prawa. Dużo się mówi, a niewiele robi. Ten wyrzut nas mobilizuje. To głos człowieka ze środowiska. Filip na pewno nie będzie podejrzewany o kampanię wyborczą, tak jak ja. Prokuratura twierdzi, że podejmuje stosowne działania w ramach obowiązującego porządku prawnego. Co to za działania skoro młodzież nadal jest atakowana propozycją legalnego sprzedawania trucizny - mówił Jaworski.
Senator podkreślił, że należy zakończyć wymienianie się grzecznymi pismami i zacząć działać. Zauważył również, że "prokuratorom należy odebrać szczególne przywileje emerytalne, którymi się cieszą. Instytucja, która działa tak źle, jak prokuratura, po prostu na nie nie zasługuje".
- Filip, ja ci obiecuję, że nie poprzestaniemy na wymianie pism z instytucjami państwowymi. Apeluję do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, żeby zbadał, jakie są przyczyny bezczynności i postawy prokuratury rejonowej. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, że ich dzieci są zagrożone na co dzień dopalaczami - dodaje Jaworski.
Po raz kolejny dostaje wspaniały przykład na to jak działa w Polsce działa polityka. Problem pojawia się na chwilę przed wyborami i magicznie znika po nich tylko po to aby znowu pojawić się przy okazji kolejnych wyborów. Na szczęście senator Jaworski jest graczem na tyle małego kalibru że nawet prokuratura mówi mu "precz", co uspokaja - Bo przecież wszyscy chyba dalej pamiętamy co stało się za sprawą pamiętnej kampanii wyborczej z 2010 roku?
Zapraszam do komentowania.


gazeta.pl


Gość
Do SP ZOZ Szpitala w Ostrowie Wielkopolskim pacjenci po tzw. dopalaczach trafiają praktycznie każdego tygodnia. W ciągu tygodnia karetka wyjeżdża z powodu dopalczy kilka razy.
Jak mówi portalowi wlkp24.info Adam Stangret, zastępca ordynatora SOR w ostrowskim szpitalu, najczęstsze objawy zatrucia takimi środkami to omdlenia, zasłabnięcia, wymioty. Często także w obrazie klinicznym dominują pobudzenie psychoruchowe, splątanie, zaburzenia świadomości.
Specjalista zwraca jednak uwagę, że używki te są jeszcze groźniejsze niż "tradycyjne" narkotyki, takie jak amfetamina czy marihuana, bo nie znamy składu chemicznego dopalaczy. Pozostaje nam w takich sytuacjach leczenie objawowe.
Pogotowie ma więcej wyjazdów na dyskoteki z powodu dopalaczy niż z powodu alkoholu, który młodzież w ostatnich czasach coraz częściej zastępuje substancjami psychoaktywnymi.
Wy też uważacie, że wymioty po alkoholu "ok", wymioty po dopalaczach wzywamy karetkę i robimy z tego problem społeczny? Zapraszam do komentowania.


wlkp24.info


MoreLSD
Artykuł pojawił się teraz na łamach portalu "sciencedaily.com" i przedstawia alternatywne podejście do tematu.
Niestety moje zdanie po jego przeczytaniu jest dość mizerne, brak szczegółów w jaki sposób zostało przeprowadzane badanie.
Naukowcy stawiają mocno na badania związane z układem nerwowym i jego reakcją na dane bodźce pobudzone poprzez podanie związków "narkotycznych".
Ciekaw jestem jak wypadłby sam alkohol albo kawa w tym samym badaniu.
Zapraszam do wyrażenia własnego zdania nt. artykułu, polecam jednak zapoznanie się z jego angielskim źródłem które zostało przeredagowane na język polski.
Cytuję:
Naukowcy potwierdzają: każda ilość marihuany jest destrukcyjna dla mózgu!

Rozmiar i kształt dwóch regionów mózgu, które są zaangażowane w odczuwanie emocji i motywacji, może się różnić u osób, które palą marihuanę co najmniej raz w tygodniu. Wyniki najnowszego badania sugerują, że takie „rekreacyjne” zażywanie narkotyku może w konsekwencji prowadzić do wcześniej niezidentyfikowanych zmian w mózgu. Badanie jest o tyle innowacyjne, że po raz pierwszy wzięły w nim udział młodzież i młodzi dorośli.
Marihuana należy do grupy naturalnych środków psychoaktywnych. Za jej działanie odurzające odpowiada głównie tetrahydrokannabinol (THC) i inne kannabinoidy. Wykorzystywane są głównie żeńskie kwiatostany i liście ze względu na większą zawartość substancji psychoaktywnych. Skutki palenia marihuany można podzielić na dwie podgrupy. Skutki fizjologiczne: zmęczenie i sen, zmniejszony popęd seksualny, choroby układu oddechowego, upośledzenie rozwoju płodu. Konsekwencje psychologiczne: obniżenie stopnia motywacji, apatia, społeczna dezintegracja, napięcie i lęk, pogorszenie pamięci i koncentracji. Narkotyk jest najczęściej stosowanym na świecie, zwłaszcza wśród młodych osób, z powodu jego dużej dostępności i stosunkowo przystępnej ceny.
Wyniki badania opublikowano w drugiej połowie kwietnia w The Journal of Neuroscience. Badanie podkreśla celowość dalszych doświadczeń mających na celu zrozumienie skutków niskiego do umiarkowanego zażywania marihuany w czasie. W poprzednich badaniach skutki działania THC obserwowano u myszy laboratoryjnych. Udowodniono, że powtarzające się narażenie na kannabinoidy powoduje zmiany strukturalne w pewnych obszarach mózgu. Niewiadomym było jednak nadal jak niskie i umiarkowane zażywanie marihuany oddziałuje na strukturę mózgu u ludzi, w szczególności nastolatków i młodych dorosłych.
Naukowcy z Uniwersytetu Northwestern i Uniwersytetu Harvarda w tym celu wykorzystali rezonans magnetyczny (MRI), aby porównać mózgi osób pomiędzy 18 a 25 rokiem życia, którzy zgłosili palenie marihuany przynajmniej raz w tygodniu od stosunkowo krótkiego czasu. W doświadczeniu udział wzięło 40 osób, które przez trzy miesiące zapisywali ilość i częstotliwość konsumpcji „trawki”. Chociaż testy psychiatryczne wykluczyły możliwość uzależnienia uczestników od narkotyków, dane obrazowe z rezonansu ujawniły znaczące anomalie anatomiczne. Jądro półleżące i ciało migdałowate było powiększone i zmieniało swój kształt i strukturę. Te obszary mózgu to ogniwo głównego systemu motywującego zachowanie – układu nagrody. Układ ten warunkuje również naszą skłonność do występowania natręctw i uzależnień. Zauważono również zależność, że im większe spożycie narkotyku tym większe nieprawidłowości w obszarze jądra półleżącego i ciała migdałowatego.
„Badanie to sugeruje, że nawet sporadyczne i rekreacyjne palenie marihuany może powodować groźne zmiany w anatomii mózgu. Wyniki te są bardzo cenne, ponieważ wcześniejsze prace koncentrowały się przede wszystkim na mózgu wieloletnich, nałogowych palaczy (...) Nasze doświadczenie rzuca poważne wyzwanie utartemu twierdzeniu, że okazjonalne palenie marihuany nie jest związane z jakimikolwiek konsekwencjami zdrowotnymi” - komentuje Hans Breiter, profesor psychiatrii i zachowania na Uniwersytecie Northwestern.
Podsumowując. Marihuana źle wpływa na zdolności intelektualne i obniża iloraz inteligencji. Upośledza funkcjonowanie układu nagrody i zmienia budowę anatomiczną mózgu. Uczeni ostrzegają, że przyjmowana w dużych dawkach może grozić psychozą. Coraz częściej zdarzają się przypadki śmiertelnego zatrucia konopiami (np. przypadek Gemmy Moss z Wielkiej Brytanii). Opowieści o tym, że popalanie „trawki” nie szkodzi możemy więc odłożyć na zawsze do lamusa.
red. Magdalena Habuz


sciencedaily.com



biotechnologia.pl


Synchro
Karalność hodowli konopi na własny użytek ma badać Trybunał Konstytucyjny, który przyjął skargę konstytucyjną skazanego
za to mężczyzny. Prokuratura Generalna chce uznania konstytucyjności takiego karania i odrzuca parareligijne argumenty skargi.
Jak wynika z dokumentów na stronie internetowej TK, w 2011 r. policja znalazła u skarżącego (określanego
jako Ł.P.) uprawę konopi oraz susz ich ziela, czyli marihuanę. W 2012 r. sąd skazał go za to na więzienie
w zawieszeniu.
Skarga P. kwestionuje przepisy ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, które przewidują do 3 lat więzienia
za posiadanie środków odurzających i uprawy konopi. Uznając te kary za "nadmiernie dolegliwe",
P. wniósł o uznanie je za sprzeczne z konstytucyjnymi zasadami prawa do prywatności,
wolności sumienia i wyznania, prawa do ochrony zdrowia oraz zakazu nieludzkiego traktowania.
W skardze podkreślono, że P. zażywał sam produkty swej hodowli. Zdawał on sobie sprawę z karalności tego,
ale "nie mógł zgodnie z własnym sumieniem i poczuciem godności przestrzegać takiego zakazu, ponieważ wiadome mu było od dawna, że zakaz ten nie ma podstaw racjonalnych". Zdaniem P. nie można karać
za złamanie prawa w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Jak pisano, sąd uznał P. za uzależnionego,
nie uwzględniając, że czyn był związany z osobistym użytkiem.
Według skargi "marihuana nie jest silnie uzależniającym narkotykiem, ma też stwierdzone właściwości lecznicze", a "konopie stanowią znacznie mniejsze niebezpieczeństwo dla zdrowia publicznego, niż dostępne w legalnym obrocie, silnie uzależniające tytoń i alkohol". Dodano, że zakaz uprawy konopi na własny użytek wymusza zaopatrywanie się potrzebujących na czarnym rynku, co zwiększa zagrożenie substancjami zanieczyszczonymi
i stwarza silne ekonomiczne bodźce dla przestępców.
Według skargi osoby potrzebujące zmuszone są popełniać przestępstwo; alternatywą jest tylko wyjazd
do państw, gdzie konopie są legalne.
Zdaniem skarżącego palenie marihuany "to również forma rytuału mającego charakter religijny tj. dotyczący zgodnego z własnym sumieniem pojmowaniem istoty człowieka we wszechświecie i korzystania z daru od bogów, jakim jest roślina konopi". P. twierdzi, że "udział w obrzędzie spożywania marihuany zasługuje na taką samą ochronę jak np. spożywanie wina w kościele katolickim".
Zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand wniósł, by TK uznał zaskarżone przepisy za zgodne
z konstytucją. Według niego kary za posiadanie marihuany i uprawy konopi są dopuszczalne, bo ma to na celu ochronę zarówno zdrowia publicznego, jak i jednostki. - Wszystkie środki i substancje, o których mowa,
a zatem i marihuana, zarówno uzależniają, jak i są szkodliwe dla życia i zdrowia. Ich używanie prowadzi do autodestrukcji jednostki i degradacji społeczeństwa - oświadczył Hernand.
Bez znaczenia dla odpowiedzialności karnej pozostaje cel sprawcy - niezależnie czy chodzi o jego własne potrzeby, czy też czysto handlowe - podkreślił. Dodał, że jest prawna możliwość umarzania postępowania karnego wobec sprawców posiadających nieznaczne ilości środków odurzających na własny użytek.
Hernand odrzucił odwołanie się P. do zasad wolności sumienia i wyznania. Według niego religia, jako system wierzeń i praktyk, manifestuje się nie tylko w wymiarze doktrynalnym i w sferze duchowości indywidualnej. Nieodłącznymi jej elementami są także czynności religijne (rytuały, obrzędy, kulty) oraz określona sfera społeczno-organizacyjna, rozumiana jako wspólnota wiernych. - Interpretowane w tych kategoriach, indywidualnie głoszone i uzewnętrzniane przez skarżącego poglądy nie stanowią praktyk religijnych - dodał Hernand.
Podkreślił, że "istota religii w ujęciu konstytucyjnym, co wprost potwierdza preambuła ustawy zasadniczej, sprowadza się do wyznawania, głoszenia i uzewnętrzniania jedynie pozytywnych wartości,
w tym etycznych i moralnych, a zatem takich, które w swej istocie nie są sprzeczne z innymi uniwersalnymi wartościami konstytucyjnymi". Tymczasem w sprawie P. "uzewnętrznienie światopoglądu skarżącego sprowadza się m.in. do używania niewątpliwie szkodliwego dla życia i zdrowia środka odurzającego jako elementu kultu".
Hernand napisał też, że trudnością w jednoznacznym sklasyfikowaniu marihuany pod kątem jej faktycznej szkodliwości dla życia i zdrowia jest różnorodność kryteriów ocen oraz brak jednoznacznych wniosków potwierdzonych badaniami empirycznymi. Przyznał, że w kategorii faktu należy traktować "założenie ogólnie pozytywnego (nieodnoszącego się jednak do zachowań osobniczych), ale ograniczonego jedynie do efektów bezpośrednich i wynikających z okazjonalnego używania, wpływu marihuany na ogólne samopoczucie osoby używającej tego środka".
Dodał, że co prawda konopie są stosowane w medycynie, to jednak ich znaczenie jest stosunkowo niewielkie
i generalnie nie wykracza poza sferę badawczą. W wielu krajach (w tym w Polsce) nie są zaś one stosowane jako leki lub środki medyczne.
"Faktem jest jednak również, że długotrwałe i częste używanie marihuany może prowadzić do uzależnienia, pomijając inne konsekwencje natury psychologicznej o podłożu długofalowym, uzależnienie zaś - do ogólnie rozumianej utraty zdrowia, nie wykluczając również utraty życia" - napisał Hernand. Zatem używanie marihuany niesie konkretne ryzyko, którego zniwelowania podjął się ustawodawca, uznając, iż nie może tego pozostawić, zarówno ze względów zdrowotnych, jak i społecznych, w gestii jednostki.
- Co prawda w gestii takiej pozostaje również szkodliwy dla życia i zdrowia tytoń i alkohol, aczkolwiek ogólny aspekt dopuszczalności używania tych substancji cechują zasadnicze różnice - podkreślił Hernand.

Ocenił, że w kontekście kulturowym alkohol (i w mniejszym zakresie tytoń) cechuje się wielowiekową asymilacją społeczną, podczas gdy marihuanie takiej asymilacji brak, a w ogólnym odczuciu społecznym nie jest ona
do zaakceptowania. - Alkohol pełni także określone funkcje w ramach życia społecznego i tylko w szczególnych sytuacjach (upicie się) ma to negatywny wymiar zdrowotny i społeczny, podczas gdy podstawowym, a de facto jedynym celem używania marihuany, pozostaje odurzenie - oświadczył Hernand.
Zaznaczył, iż - w przeciwieństwie do alkoholu i tytoniu - używanie marihuany rodzi uzasadnione ryzyko sięgnięcia w nieodległej perspektywie po środki silniejsze, czyli "narkotyki twarde". - O ile jednorazowe używanie alkoholu rodzi określone skutki zdrowotne przez kilka, kilkanaście godzin, aż do fazy jego całkowitej eliminacji
z organizmu, o tyle stężenie marihuany w organizmie używającej jej osoby może utrzymywać się przez kilka dni
i upośledzać, w niezamierzony zresztą wówczas sposób, jego funkcje życiowe - podkreślił Hernand.
Dodał, że leczenie i resocjalizacja narkomanów są znacznie trudniejsze i dają słabsze efekty, niż osób nadużywających alkoholu.
Na razie TK nie wyznaczył terminu rozpoznania skargi.


WP.pl


Synchro
Policjanci CBŚ KGP zatrzymali 20 osób podejrzewanych
o współpracę z tzw. gangiem ożarowskim. Członkowie grupy przestępczej trudnili się przemytem i dystrybucją narkotyków oraz produkcją i handlem wyrobami tytoniowymi. Wśród zatrzymanych są m.in. zawodnicy klubów sportowych związanych z walkami MMA. Zatrzymanym grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności. O ich dalszym losie
zadecyduje sąd.
Śledztwo w sprawie działalności grupy ożarowskiej prowadzone przez Prokuraturę Okręgową i Centralne Biuro Śledcze KGP skutkowało zatrzymaniem kilkudziesięciu członków grup przestępczych z Warszawy i Pomorza zajmujących się przemytem marihuany z Holandii do Polski, obrotem i dystrybucją amfetaminy, uprawą konopi indyjskich oraz produkcją i przemytem wyrobów tytoniowych.
W połowie ubiegłego roku zatrzymano 8 członków grupy z terenu Pomorza. Ostatnie dni to zatrzymanie kolejnych 20 osób. Te zatrzymania to efekt śledztwa dotyczącego działalności grupy ożarowskiej. W trakcie tego śledztwa zebrano materiał, kóry pozwolił na zatrzymanie do tej pory kilkudziesięciu członków grupy ożarowskiej działającej na terenie Warszawy i Mazowsza. Jak wynika z ustaleń, przedstawiciele grupy ożarowskiej od 2005 roku podjęli ścisłą współpracę ze środowiskiem przestępczym z terenu Pomorza. Amfetamina produkowana przez warszawskie grupy przestępcze trafiała na rynek Koszalina i okolic, gdzie była dystrybuowana przez sieć dealerską. Jak wynika z ustaleń, część wyprodukowanych narkotyków przemycana była do Skandynawii.
Mozolna praca śledczych z Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego doprowadziła do zebrania takiego materiału dowodowego, który pozowolił na rozliczenie przestępczej działalności i zakończenie wielololetniej współpracy pomiędzy tymi grupami.
Zatrzymania miały charakter dynamiczny, policjanci z grup specjalnych CBŚ i policyjni antyterroryści wkroczyli
do miejsc zamieszkania zupełnie zaskoczonych przestępców. Wśród zatrzymanych jest 51-letni Mustafa D., obywatel Turcji, prowadzący przestępcze interesy na terenie Holandii oraz Polski, i jak wynika z informacji zebranych w śledztwie, był on organizatorem przemytu znacznych ilości narkotyków. Wśród zatrzymanych jest też czterech mężczyzn, zawodników klubów sportowych biorących udział w walkach MMA oraz dwie osoby poszukiwane listami gończymi.

W trakcie przeszukań na poczet przyszłych kar i roszczeń zabezpieczono mienie o wartości 120 tys.zł.
Zatrzymanym grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności. O ich dalszym losie zadecyduje sąd.


Policja.pl


Synchro
Polityka redukcji szkód wychodzi z założenia, że uzależnieni na tym etapie nie biorą dla haju, ale po to by przetrwać następny dzień.
W ramach Europejskiej Konferencji o Redukcji Szkód odwiedziłam centrum leczenia wspomaganego heroiną w Uniwersyteckiej Klinice Psychiatrycznej w Bazylei. Miejsce, które
u nas jest nie do pomyślenia, z powodzeniem funkcjonuje w Szwajcarii od 20 lat.
Trafiają tam pacjenci, u których nie powiodło się standardowe leczenie substytucyjne, czyli zastępowanie narkotyku lekiem. Najciężej uzależnieni od opioidów są z reguły leczeni metadonem lub buprenorfiną, które ułatwiają im codziennie funkcjonowanie bez narkotykowego głodu. Kiedy to „tradycyjne” leczenie (w Polsce wciąż kontrowersyjne i słabo dostępne) zawodzi, uzależnionym podaje się regularne i ściśle wyznaczane dawki czystej heroiny. Podawana w bezpiecznych warunkach, w obecności pielęgniarek i lekarzy, dożylnie lub w tabletkach, staje się po prostu „lekiem”, który ułatwia przeżycie.
Nie, nie jest to imprezowanie i deprawowanie na koszt państwa. Taka polityka redukcji szkód wychodzi
z założenia, że uzależnieni na tym etapie nie biorą dla haju, ale po to by przetrwać następny dzień. Nie ma w tym nic przyjemnego. A dla nas wszystkich jest lepiej, jeśli będzie się to odbywało w bezpieczny sposób.
20 lat istnienia takich punktów pokazuje, że terapia wspomagana heroiną i leczenie substytucyjne właściwie zlikwidowały problem epidemii HIV w Szwajcarii, znacznie zmniejszyły przestępczość i zmniejszyły sam popyt na tę substancję. Heroina już po prostu nie jest cool, z narkotyku symbolizującego kontestację systemu stała się lekiem przyjmowanym w sterylnych warunkach.
Jak to działa? Pacjenci przychodzą dwa razy dziennie po swoją dawkę (dostosowaną do ich potrzeb, z reguły
ok. 200 mg). Ci, którzy radzą sobie lepiej, mogą dostać kilkudniową dawkę do domu (ale ze względu na społeczne postrzeganie heroiny, nie jest to mile widziane). Co piąty pacjent leczy się tutaj co najmniej od 15 lat. Pełne wyleczenie czy abstynencja (osiągalna dla kilku procent pacjentów) nie są celem. Dla pracowników Centrum najważniejsze jest polepszanie jakości życia osób uzależnionych od heroiny. Ok. 40% z nich pracuje.
Są adresatami programów z zakresu pomocy społecznej, które mają na celu reintegrację: znalezienie pracy, domu, sensu życia. W Polsce takie podejście właściwie nie istnieje – „ćpun” ma żyć pod mostem, nie nasz problem, nie za nasze podatki „darmozjad” będzie sobie używał.
Można powiedzieć: no tak, bogatych Szwajcarów na to stać. Ale prawda jest trochę inna: programy redukcji szkód są opłacalne. To nas nie stać, żeby nie rozważać wprowadzenia takich metod leczenia. Szwajcarzy policzyli, że każdy leczony pacjent to 30 euro dziennie oszczędności, głównie na wymiarze sprawiedliwości. Kiedy heroina czy metadon są dostępne za darmo w przychodni, nie trzeba kraść.
Więc nie siedzi się w więzieniu.
Nie jest to oczywiście różowa rzeczywistość, bo wielu pacjentów dodatkowo zażywa kokainę czy benzodiazepinę. Heroina nie jest już modna, ale może być łatwo uzupełniona o inne substancje. Jednak pracownicy Centrum nie udają, że problemu nie ma. W klinice piętro wyżej prowadzą badania, które mają pomóc pacjentom w uzależnieniu krzyżowym (czyli uzależnienia od kilku substancji), na bieżąco starają się diagnozować lokalną scenę narkotykową i przeciwdziałać nowym zagrożeniom. Bo nie wierzą, że narkotyki nagle znikną ze świata,
że je zwalczymy. Ale wierzą, że warto pomagać chorym ludziom w codziennym życiu. Nawet jeśli ma to oznaczać wydawanie heroiny.



Narkopolityka.pl


Synchro
Hiszpańska Gwardia Cywilna poinformowała w środę o odkryciu 2,5 t kokainy w kontenerach z ananasami pochodzącymi
z Kostaryki. To jedna z największych takich konfiskat w Hiszpanii jak i w portach Unii Europejskiej.
Operacja doprowadziła do przejęcia 2515 kilogramów narkotyku, który trafił do portu Algeciras, w południowej Hiszpanii - sprecyzowano w komunikacie. 2,5 tony kokainy rozmieszczono w prawie 2,3 tys. pakunków utkniętych pomiędzy owocami.
Gwardia Cywilna podała, że od końca 2012 roku obserwowała wiele osób mających związki
z ewentualnym przemytem narkotyków. Podejrzani założyli przedsiębiorstwo sprowadzające owoce z różnych krajów Ameryki Łacińskiej do Hiszpanii.
Na przedmieściach Madrytu, gdzie znajdował się magazyn firmy importowej, aresztowano 6 ludzi.
W czasie dochodzenia służby skontrolowały wiele kontenerów, ale w żadnym nie stwierdzono narkotyków. Dopiero pod koniec kwietnia funkcjonariusze zostali powiadomieni o pojawieniu się w porcie Algeciras trzech kontenerów z ananasami; w jednym z nich mogła znajdować się znaczna ilość kokainy.
Bliskie związki między Hiszpanią a jej dawnymi koloniami w Ameryce Łacińskiej uczyniły z tego kraju ważny punkt przerzutu kokainy do Europy. W roku 2012 hiszpańska policja przejęła ponad 20 ton kokainy, czyli 41 proc. wszystkich jej dostaw zarekwirowanych w całej Europie.


Money.pl


×