NEWSY

Aktualności z całego świata!

Synchro
Policjanci z Opola zatrzymali trzech mężczyzn, przy których zabezpieczyli łącznie 200 gramów różnego rodzaju narkotyków. Wszyscy usłyszeli już zarzuty posiadania znacznej ilości środków odurzających. 24- i 40-latek dodatkowo odpowiedzą również za handel narkotykami.
24 kwietnia około godziny 10:00 policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Opolu, zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej, wylegitymowali w centrum miasta 24-latka. Mężczyzna podczas rozmowy z funkcjonariuszami zachowywał się bardzo nerwowo. Szybko okazało się, że posiada przy sobie ponad 120 gramów marihuany i ponad 3 gramy metaamfetaminy. Mężczyzna został zatrzymany.
Śledczy przeszukali jego miejsce pracy. Tam znaleźli kolejne narkotyki. Kryminalni zabezpieczyli ponad 40 gramów poporcjowanej metaamfetaminy i marihuany.
Policjanci przeszukali również dom zatrzymanego. W trakcie przeszukania domu mężczyzny, przy znajdującym się tam 34-latku, funkcjonariusze znaleźli prawie 30 gramów marihuany. Po analizie zebranych dowodów śledczy zatrzymali jeszcze 40-letniego mieszkańca powiatu opolskiego, którego również podejrzewają o handel narkotykami.
Mężczyźni trafili do policyjnego aresztu. Śledczy łącznie zabezpieczyli prawie 200 gramów różnego rodzaju środków odurzających. Wszyscy usłyszeli już zarzuty. Może im grozić nawet do 10 lat więzienia.


Policja.pl

Synchro
Dotychczas media donosiły niemal tylko o pozytywach niedawnej legalizacji obrotu marihuaną w stanie Kolorado. Pisano o “ucywilizowaniu” handlu i wzroście wpływów do lokalnego budżetu. Ale po śmierci dwóch osób krytycy pomysłu apelują o zmianę prawa. – To katastrofa – padają głosy.
Od stycznia w stanie Kolorado można legalnie kupować marihuanę w celach „rekreacyjnych”. W ciągu pierwszego miesiąca tego roku legalnie sprzedano tam marihuanę o łącznej wartości 14 mln dolarów, a stanowe władze podatkowe zarobiły na narkotykowym biznesie około dwóch mln dolarów.
W kwietniu w stolicy stanu – Denver zaplanowano też ogromną imprezę dla fanów “trawki”. Brytyjski “The Telegraph” donosi jednak, że powszechny optymizm zakłóciły dwa odnotowane w Kolorado przypadki śmierci – oba mają wiązać się z używaniem marihuany. Co ciekawe, nie chodziło o jej palenie, ale jedzenie w specjalnych ciasteczkach.
“The Telegraph” pisze o studencie, który przed miesiącem wyskoczył z balkonu po zjedzeniu ciasteczka zawierającego 6 razy więcej marihuany niż wynosi rekomendowana dawka. Wedle lekarzy sądowych odurzenie “trawką” było ważnym czynnikiem, który mógł doprowadzić do wypadku.
Z kolei w ubiegłym tygodniu niejaki Richard Kirk zastrzelił swoją żonę podczas halucynacji, których doznał wkrótce po tym, gdy kupił marihuanę w jadalnej formie zwanej Karma Kandy Orange Ginger. I choć nie udowodniono bezpośrdeniego związku między jej konsumpcją, a zabójstwem, miejscowi krytycy legalizacji “zioła” zaczęli w ostatnich dniach głośno protestować.


NaTemat.pl

Synchro
Przecieki to nie jest ulubiony temat rządowych i międzynarodowych agencji, gdyż ujawniają one zawsze procesy, które organy te najchętniej pozostawiłyby w głębokim cieniu. A przechwycony przez media szkic nowej strategii antynarkotykowej ONZ nie jest inny, gdyż pokazuje rosnące niezadowolenie z Wojny z Narkotykami wielu państw członkowskich, które domagają się natychmiastowej zmiany polityki dyktowanej przez Stany Zjednoczone od 1961 roku.
Dokument objawia głębokie podziały w łonie ONZ i rosnący sprzeciw państw europejskich i południowoamerykańskich wobec prowadzonej przez organizację Wojny z Narkotykami, która jest skutkiem podpisania przez państwa członkowskie Single Convention Treaty On Narcotic Drugs w 1961. Ustawa została wprowadzona na wokandę przez legendarnego narkofoba Harry’ego J. Anslingera, dla którego stała się także podsumowaniem długoletniej kariery w amerykańskim Departamencie Skarbu.
Szkic strategii antynarkotykowej jest zawsze przez ONZ utajniany aż do momentu wypracowania kompromisu i podpisania doumentu przez wszystkich członków organizacji, ale w tym przypadku ktoś postanowił oświecić społeczność międzynarodową, co dzieje się za kulisami. A jest to dokument nadzwyczaj ważny, gdyż po podpisaniu stanie się on podstawą oficjalnego oświadczenia ONZ na temat jej polityki w przyszłym roku. Potem nadejdzie zaś pora General Assembly Review (ostatecznego uchwalenia ustawy) w 2016, które wyznaczy stanowisko ONZ dotyczące narkotyków na następną dekadę.
Tym razem sprawa nie będzie jednak taka prosta, gdyż wiele z państw otwarcie krytykuje przestarzałe rozwiązania dyktowane przez archaiczne interesy ekonomiczne Stanów Zjednoczonych, żądając wprowadzenia rozwiązań rynkowych i zmiany języka debaty z prawnego na medyczny. Ta swoista rewolucja w łonie ONZ jest w dużej mierze wynikiem sypania się Wojny z Narkotykami, legalizacji marihuany w Urugwaju, Portoryko, w dwóch stanach USA i depenalizacji posiadania narkotyków w wielu państwach Unii Europejskiej tj. Portugalia czy Szwajcaria.
Jak twierdzi Damon Barrett, wicedyrektor charytatywnej organizacji Harm Reduction International: Idea, że istnieje jakiś konsensus w sprawie globalnej polityki międzynarodowej, jest fałszywa. Różnice były tam już od dłuższego czasu, ale rzadko udawało nam się je zobaczyć. Sprowadza się je zawsze do najniższego wspólnego mianownika i wszystko co w efekcie widzimy to porozumienie. Ale dobrze jest zobaczyć w końcu o co się kłócą.
Głównymi wrogami kontynuowania starej polityki ONZ są Kolumbia, Ekwador, Wenezuela, Meksyk, Guatemala i oczywiście Urugwaj, które wskazują od dawna, że prohibicja przede wszystkim utrzymuje przy życiu groźne kartele nakotykowe, dając im dostęp do nieograniczonych zasobów pieniężnych. Ekwador posunął się nawet do oficjalnego zakwestionowania dotychczasowych założeń prosząc o “bardziej efektywne sposoby na rozwiązywanie światowego problemu narkotykowego”, a Wenezuela poprosiła o “przestudiowanie ekonomicznych implikacji prawnego zwalczania światowego problemu narkotykowego”.
Nie inaczej mówią państwa zachodnioeuropejskie, z których najgłośniejsze są Szwajcaria i Norwegia. To pierwsze domaga się uznania za fakt, iż “dekady prohibicji nie zmniejszyły w znaczący sposób konsumpcji narkotyków i że konsumpcja nowych środków psychoaktywnych zwiększyła się niemal we wszystkich państwach na świecie.” Norwegia żąda z kolei od ONZ “dekryminalizacji i krytycznej ewaluacji podejścia reprezentowanego przez tzw. Wojnę z Narkotykami”. Wspólnym, bardziej socjalnym głosem mówi też Unia Europejska wskazując, że “użytkownicy narkotyków powinni mieć prawo do leczenia, zaspokajania podstawowych potrzeb medycznych, opieki zdrowotnej i związanych z nią usług”.
Ze zmieniającym się stosunkiem do polityki narkotykowej zgadzają się również eksperci tj. Kasia Malnowska-Sempruch z Open Society Global Drug Policy Program, która mówi że: Twarde opieranie się na prawnym rozwiązywaniu kontroli nad narkotykami przynosi słaby zwrot inwestycji i prowadzi do potwornego łamania praw człowieka na różne sposoby.
Wycofanie się z najbardziej represyjnych frontów narkotykowej wojny już się zaczęło – na szczeblu lokalnym, narodowym i światowym.


magivanga.wordpress.com

Synchro
26-letni policjant usłyszał zarzut posiadania narkotyków - donosi TVN24 Poznań.
- Prokuratura w Kaliszu przedstawiła zarzuty 26-letniemu policjantowi. Zarzucono mu posiadanie bez wymaganego zezwolenia i dla własnego użytku, substancji psychotropowych w postaci amfetaminy o łącznej wadze ponad 100 gramów. Prokuratura zastosowała wobec niego dozór - poinformował Janusz Walczak, zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wielkopolskim.
Informacje potwierdziła rzeczniczka kaliskiej policji, Anna Jaworska-Wojnicz.
- Jest to policjant o bardzo krótkim, zaledwie kilkumiesięcznym stażu. Komendant natychmiast po otrzymaniu informacji wszczął procedurę zawieszenia w pełnieniu obowiązków. Jeśli się to potwierdzi, policjant będzie natychmiast wydalony ze służby - mówi rzeczniczka.
Za posiadanie narkotyków grozi do 3 lat pozbawienia wolności.


Wprost.pl

Synchro
Młody Brytyjczyk najadł się tabletek Xanaxu. To lek psychotropowy stosowany w leczeniu stanów lękowych. I poszedł do pubu się napić. Chciał "odpłynąć i już więcej się nie budzić". Ale... zmienił zdanie. Napisał o tym w internecie. Tripsitterzy wkroczyli do akcji. Gdyby nie "narkotykowe pogotowie", już by pewnie nie żył.
Jeśli potrzebujesz pomocy, napisz, jaką substancję zażyłeś, w jakiej dawce, ile czasu upłynęło. Za chwilę ktoś przy tobie będzie - taki komunikat wita ludzi, którzy chcą skorzystać z pierwszego na świecie "narkotykowego pogotowia". Działa 24 godziny na dobę i zdarzyło się już, że uratowało życie.
"Pogotowie" prowadzi internetowa społeczność tripsitterów. Tak, na wzór opiekunek do dzieci (ang. babysitter), sami siebie nazywają ludzie, którzy pozostają trzeźwi, aby zapewnić bezpieczeństwo innym. Po polsku można by ich nazwać "opiekunami fazy", sięgając po slangowy odpowiednik słowa "trip".
Służą "opieką", gdy ktoś sięga po narkotyki pierwszy raz. Gdy wybiera silne środki halucynogenne i nie radzi sobie z doświadczeniami, jakie przeżywa. Albo przedawkował czy wymieszał różne leki.
"Nie jesteśmy wykształconymi profesjonalistami. Nie zastępujemy lekarzy. Jesteśmy grupą ochotników, która poświęca swój czas. Nasza grupa powstała po to, aby pomóc ci zachować zdrowie, gdy decydujesz się zażyć jakieś substancje. Potrzebujesz wsparcia albo chociaż rozmowy z osobą, która nie będzie cię osądzać? Jesteśmy tu" - piszą w swoim serwisie internetowym - Tripsit.
Czasem pogotowie pracuje na ostrym dyżurze. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce 26 grudnia, gdy grupa tripsitterów uratowała nieznanego człowieka. Opisał ją dziennikarz serwisu Daily Dot Aaron Sankin.
Młody Brytyjczyk najadł się tabletek Xanaxu. To lek psychotropowy stosowany w leczeniu stanów lękowych. Zawiera benzodiazepinę, która, jak wynika z relacji, "wycisza, uspokaja, zamienia człowieka w roślinę". Jej długotrwałe stosowanie prowadzi do silnego uzależnienia.
Xanaxu i podobnych leków pod żadnym pozorem nie można łączyć z alkoholem. Taka mieszanka może doprowadzić do śpiączki, a nawet śmierci. Młody Brytyjczyk wiedział o tym. Jak opisywał, po zjedzeniu tabletek poszedł do pubu się napić. Chciał "odpłynąć i już więcej się nie budzić". Ale... zmienił zdanie. Wrócił do domu, siadł przed komputerem i na internetowym czacie opowiedział o swojej trwającej właśnie próbie samobójczej.
"Gdyby napisał coś takiego na jakimś przypadkowym forum, jego wyznanie najpewniej spotkałoby się z niedowierzaniem albo szyderczym komentarzem. Ale tu tripsitterzy wkroczyli do akcji" - opisuje Sankin.
Tripsitterzy przekonali Brytyjczyka, aby podał im informacje o swoim miejscu zamieszkania i numer telefonu. Gdy jeden dzwonił na lokalne pogotowie, tripsitterka przez Skype'a rozpoczynała rozmowę z Brytyjczykiem.
"Chłopak był bardzo niespokojny. Bał się konsekwencji tego, co zrobił. Tripsitterka została na linii do momentu, aż usłyszała w słuchawkach, jak ratownik woła chłopaka po imieniu i sam nie zakończył połączenia" - opisuje Sankin.
- Bierzemy bardzo poważnie wszystkie wpisy mówiące o chęci popełnienia samobójstwa i informacje o niebezpiecznych mieszankach narkotyków albo leków. Ta historia nie była wyjątkowa. Tripsitterzy mogą zadzwonić po pogotowie, ale nigdy nie zawiadomią policji. Nie sądzimy, aby był jakikolwiek powód, aby wpędzić człowieka w problemy z powodu posiadania lub zażywania narkotyków - komentuje założyciel Tripsitta Eric Hoftiezer.
Jak mówi, celem serwisu jest uchronienie ludzi od losu Brandona Vedasa. Głośna historia 21-latka przed dekadą wstrząsnęła Ameryką i wywoła dyskusję o odpowiedzialności społeczności internautów w sytuacjach zagrożenia życia.
Jak by nie oceniać ludzi, którzy biorą, pomaganie im wpisuje się w realizowaną w wielu państwach strategię tzw. Redukcji Szkód. Pod tą nazwą kryją się rozmaite, które minimalizują negatywne konsekwencje sięgania po "dragi" (zdrowotne, społeczne i ekonomiczne) bez represjonowania tych, co biorą. Powstała z założenia, że pomimo karania część ludzi i tak będzie brać. Lepiej więc ograniczyć szkody, które mogą wyrządzić sobie i innym. Redukcji szkód służy na przykład rozdawanie igieł narkomanom albo terapia metadonowa. Tripsitt jest o tyle nietypowy, że działa na zasadach samopomocy.
"My redukujemy szkody dzięki edukacji. Promujemy testy narkotyków (pozwalają sprawdzić, co zawierają zakupione od dilerów specyfiki). Oferujemy informacje i wsparcie podczas ich zażywania. Żyjemy w czasach, gdy substancje psychoaktywne są dostępne, tak jak nigdy wcześniej. Jednak ludzie z powodu stygmatyzacji boją się skorzystać z pomocy lekarza. A muszą mieć dostęp do wsparcia i informacji, które zapewnią im bezpieczeństwo" - opisuje swoją filozofię Tripsit.
Początki Tripsitta sięgają 2011 roku i serwisu Reddit - jednego z najpopularniejszych w sieci portali, który publikuje linki do ciekawych wiadomości. Na jednym ze znajdujących się tam forów spotkali się pierwsi tripsitterzy. Stamtąd był już krok do własnej strony. Ich własny serwis zaproponował ludziom "narkotykowe pogotowie".
To IRC, na którym zawsze - przez 24 godziny na dobę - dyżuruje kilku tripsitterów. Aby skorzystać z ich pomocy, konieczna jest znajomość języka angielskiego. W tym języku odbywają się konwersacje, choć sami tripsitterzy pochodzą z różnych krajów, m.in. z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii czy Francji. Większość ma za sobą eksperymenty z różnymi substancjami i chce wiedzą dzielić się z innymi. Ale na przykład w aplikacji na tripsitterkę złożonej przez Annikę z amerykańskiego Knoxville nie ma słowa o narkotykowych doświadczeniach".
"Jestem absolwentką psychologii. Mam sześcioletnie doświadczenie w pracy z osobami chorymi psychicznie i mogę pomóc ludziom chorym, którzy biorą. Mogę ich edukować na temat ich schorzeń, informować, w jakie interakcje wchodzą zażywane przez nich leki. Przydam się przy próbach samobójczych i innych kryzysowych sytuacjach" - pisze.
Vedas zalogował się na czacie i podłączył kamerkę internetową. Nie wiedział, że za chwilę nada transmisję z własnej śmierci. Po czym poinformował internautów, że ma "garść leków do zjedzenia". Następnie przy powszechnym aplauzie połykał różne specyfiki. Ludzie zachęcali go do momentu, gdy uświadomili sobie, że 21-latek przedawkował.
Gdy zemdlał, wybuchły głosy przerażenia. Rozgorzała też dyskusja, co należy teraz zrobić i czy zawiadomić pogotowie. Niektórzy odradzali w obawie przed konsekwencjami. W końcu zawiadomiona policja nie potrafiła zlokalizować Vedasa po numerze telefonu, który podał na chacie. Ciało chłopaka odnalazła jego matka. Jedną z ostatnich rzeczy, jakie napisał, było: "jestem hardcorem".
Takich głośnych, związanych z narkotykami i relacjonowanych w internecie śmierci (najczęściej samobójstw) było później jeszcze kilka, m.in. w Wielkiej Brytanii i Niemczech. A wpisy w stylu "właśnie zażyłem narkotyki" i zdjęcia pustych opakowań po lekach są częste, także na polskich stronach.
"Ok. 20 mg 4-aco-dmt, ponad 100mg MXE. Do tego Floydzi i Joy Division. A wy co? Piwko i znajomi?" - pyta na jednym z polskich forów obrazkowych anonimowy internauta.
"Jeśli potrzebujesz pomocy, napisz, jaką substancję zażyłeś, w jakiej dawce, ile czasu upłynęło. Za chwilę ktoś przy tobie będzie" - taki komunikat wita ludzi, którzy chcą skorzystać z IRC-a. Jak wygląda taka pomoc? Typowy przykład: człowiek o nicku badtrip bardzo źle się czuje po zażyciu LSD. Trzęsie się z zimna, nie potrafi się na niczym skupić, przerażają go obrazy, które widzi. Nie pomaga towarzystwo przyjaciela.
"Widzę, jak krew płynie pod moją skórą. Gdy patrzę na znajomego, przez skórę widzę jego kości" - opowiada w swoich pierwszych wpisach.
Tripsitter najpierw upewnia się, czy zażył bezpieczną dawkę. Potem cierpliwie tłumaczy, jakie są typowe objawy zażycia LSD. Podczas blisko godzinnej rozmowy prowadzi badtripa przez rożne doświadczenia, odwracając uwagę od przerażających obrazów, a podsuwając pozytywne. "Nie potrafię wyrazić, jak bardzo jestem ci wdzięczny" - pisze na koniec badtrip.


Wyborcza.pl

Synchro
Amfetamina, kokaina i ecstasy – te wszystkie narkotyki można znaleźć w ściekach. Badania przeprowadził Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.
Samorząd województwa wielkopolskiego kupił uczelni za milion złotych urządzenie do badania zawartości narkotyków w ściekach. Wyniki badań właśnie opublikowano.
– Jak dotąd przebadano siedem miast – mówi Leszek Sobieski z departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu. Okazuje się, że wyniki badań wskazują na dosyć duże zużycie różnych środków psychotropowych.
Nawet w mniejszych miejscowościach stężenie substancji wskazujących na spożywanie narkotyków są wyższe niż w większych ośrodkach.
Próbki do badań pobierano w oczyszczalniach do 5-litrowych pojemników, później trafiały do laboratorium. Z mniejszych miast największe stężenie było w Wągrowcu, a z dużych w Pile. Narkotyków w ściekach najwięcej wykryto w niedzielę, czyli po weekendowych imprezach.
– Wyjątkowo dobrze wypada Kalisz – mówi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Kalisz jest aktywnie wspierane przez CBŚ w zwalczaniu handlu narkotykami. To by potwierdzało skuteczność działań policji i ich wpływ na sprzedaż środków odurzających.
40 procent zatrzymanych przez policję to dilerzy. Reszta osób, które odpowiadają przed sądem, to posiadacze narkotyków. W samym Poznaniu prokuratura skierowała w ubiegłym roku do sądu cztery tysiące takich spraw


TVPinfo.pl

Synchro
Martyna Dominiak: Co skłoniło Najwyższą Izbę Kontroli do zbadania, jak wygląda profilaktyka narkomanii w polskich szkołach?
Paweł Biedziak, rzecznik Najwyższej Izby Kontroli:Jeśli przeznacza się pieniądze podatników na programy profilaktyczne, to naszym obowiązkiem jest sprawdzenie, jak są wydatkowane. Drugi aspekt, który zawsze towarzyszy naszym kontrolom, to sprawdzenie, czy różne instytucje wykonują swoje zadania rzetelnie.
Czyli to była rutyna, a nie bezpośrednia reakcja na przykład na to, co się wokół tego tematu dzieje w mediach?
Nie rutyna, lecz planowe działania. My nie działamy na zasadzie gaszenia pożarów, tylko sprawdzamy, jak funkcjonuje państwo. NIK ma analityków, którzy badają różnego rodzaju ryzyka i zgłaszają tematy do planu działań Izby. Profilaktyka narkotykowa to bardzo ważny dla NIK temat.
Jakie są główne wnioski z państwa raportu?
Takie, że w większości szkół ta profilaktyka jest powierzchowna. Że prowadzi się ją najczęściej w czasie lekcji wychowawczych, nie jest traktowana systemowo. Dobra profilaktyka nie polega na mówieniu tylko o tym, że narkotyki są szkodliwe albo że komuś przez narkotyki zawaliło się życie.
Ja po lekturze raportu miałam poczucie, że ten temat jest zbywany przez dyrektorów szkół i samorządy. Pojawia się tylko wtedy, gdy premier zaczyna mówić o dopalaczach albo dowiadujemy się o samobójstwie Stasia. Na co dzień przymykamy na to oczy.
Jedynie 28% nauczycieli jest świadomych tego, że w ich szkole dochodzi do używania narkotyków. Ale wie o tym aż połowa pedagogów szkolnych – to są dużo lepsze wyniki niż przed kilkoma laty.
Nie jest więc tak, że nie ma świadomości problemu. Raczej nie ma pomysłu na ciekawe, kompleksowe, długofalowe programy profilaktyczne. Brakuje też świadomości bogactwa dobrych programów profilaktycznych – krajowych i unijnych. Nauczyciele i dyrektorzy do nich nie sięgają. Czasem z niewiedzy, że takie bazy istnieją, czasem dlatego, że są zostawieni sami sobie z tym problemem.
Jak powstawał ten raport?
Przeprowadziliśmy ankietę wśród 11,5 tys. uczniów. To była duża próba. 31% było świadkami zażywania narkotyków, a 17% było świadkami ich sprzedaży na terenie szkoły. Ale to jest średnia. W szkołach podstawowych około 9–10% uczniów było świadkami używania. Ale już gimnazjach 34%, więc jest wielki skok. Z kolei w liceach 45% – czyli prawie połowa uczniów i uczennic widziała używanie narkotyków na terenie szkoły. Nie musimy się więc nawzajem przekonywać, że problem istnieje. Warto zwrócić uwagę na olbrzymią różnicę między podstawówkami a gimnazjami – być może gimnazjum jest miejscem, gdzie nawarstwiają się nierozwiązane problemy uczniów.
Nauczyciele, dyrektorzy szkół czy pedagodzy wiedzą o tej przepaści i coś z tym robią?
Niestety, nie znaleźliśmy śladów prób wyjaśnienia czy rozwiązywania tego problemu przez szkołę, prób jakiegoś głębszego spojrzenia.
Jak powinna wyglądać dobra profilaktyka?
Ważna jest wielobarwność. Nie można opierać profilaktyki tylko na filmach albo tylko na spotkaniach z policją czy lekarzem, albo tylko na spotkaniach terapeutycznych. Im bardziej różnorodne działania, tym większa szansa, że trafi się do różnych adresatów. Każde dziecko jest inne, do każdego coś innego będzie bardziej przemawiało.
Dobra profilaktyka jest wpleciona w cały szereg działań, w których można pokazać, jak się buduje poczucie własnej wartości, jak się buduje relacje z przyjaciółmi – które polegają także na sztuce odmawiania – i jak się buduje akceptację w grupie poprzez swoje odmienne zdanie.
W systemowo przeprowadzanych działaniach profilaktycznych o samych narkotykach może być niewiele – w istocie chodzi o pomoc w kształtowaniu młodego człowieka, który nie będzie sięgał po narkotyki, gdy pojawią się życiowe trudności. Który będzie potrafił zidentyfikować swoje problemy, wiedział, do kogo się z nimi zwrócić, potrafił rozładować napięcia emocjonalne w inny sposób, niż sięgając po substancje psychoaktywne.
Na razie rozmawiamy o programach skierowanych do wszystkich uczniów, czyli tzw. profilaktyce ogólnej. Ale jest też grupa uczniów, którzy już zażywali narkotyki. Zajmują się nimi sądy rodzinne, czasem jest orzeczony kurator, ale w badanych szkołach nie natknęliśmy się na zindywidualizowane zajęcia dla tych dzieciaków. A to szkoła powinna potrafić zidentyfikować grupę uczniów, którym w szczególny sposób trzeba pomóc. Nie można ich zostawić samych sobie. To są często uczniowie, których rodzice z różnych względów sobie nie poradzą, bo na przykład sami przeżywają problemy z uzależnieniem alkoholowym czy narkotykowym. Na świecie już od dawna prowadzi się grupy terapeutyczne dla takich uczniów.
Na szczeblu samorządowym panuje chyba przekonanie, że profilaktykę załatwi konkurs plastyczny czy turniej gry w piłkę. Co możemy zrobić, żeby propagować dobre programy na poziomie lokalnym?
Przede wszystkim – i to zalecamy – należy korzystać z bazy programów ogólnokrajowych i programów międzynarodowych. Każda szkoła ma anglistę, który może taki program przetłumaczyć. To wcale nie wymaga dużych nakładów finansowych. A w szkołach pracują świetni pedagodzy, którzy mają wszelkie kompetencje, żeby z takich programów się przygotować i skorzystać. Pomysły wdrażane w Holandii, we Francji czy w Niemczech wcale nie zakładają, że szkoła musi sprowadzać kosztownych gości czy organizować spektakularne akcje. To nie musi być wielki wysiłek organizacyjny, którym można się potem pochwalić na zewnątrz. Chodzi o z pozoru małe, niewidoczne działania, które są prowadzone cyklicznie.
A możemy się czymś pochwalić? Są jakieś dobre polskie praktyki, o których mówi raport?
Tak. Kiedy zrobiło się głośno o dopalaczach, szkoły zainterweniowały i sięgnęły po sprawdzone metody. Być może była to chwilowa moda pod wpływem medialnych doniesień, ale to było potrzebne, szczególnie w małych miastach, bo nauczyciele dostrzegli, że jest realny problem. Poza tym nasze kontrole stale wskazują, że w szkole jest wielki potencjał, że wbrew obiegowym opiniom mamy bardzo dobrych pedagogów. Tylko że oni mają niewielką pomoc ze strony gminy czy kuratorium.
Są już jakieś reakcje na raport, na przykład Ministerstwa Edukacji Narodowej?
Rolą audytora, czyli w tym wypadku Najwyższej Izby Kontroli, jest sfotografowanie rzeczywistości i przedstawienie rekomendacji. Za ich wdrożenie oraz naprawienie rzeczywistości odpowiada ten, komu powierzono odpowiedzialność. Wiemy, że raport wzbudził zainteresowanie szeregu komisji sejmowych, które wezwały Ministerstwo Zdrowia czy Ministerstwo Edukacji Narodowej do wyjaśnień, posłowie przedstawili też własne rekomendacje. Ale jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o konkretnych efektach naszej pracy. Za półtora roku przeprowadzimy kontrolę sprawdzającą i wtedy sprawdzimy, jakie były reakcje. Wrócimy do szkół i wtedy będę mógł uczciwie odpowiedzieć na pani pytanie. W międzyczasie zbadamy także, jak funkcjonuje profilaktyka w innych obszarach, na przykład w zakładach karnych.
Rozmawiamy o narkotykach, ale przyczyny sięgania po różne substancje psychoaktywne, w tym też alkohol, są podobne. Czy myśleli państwo, żeby połączyć to badanie z kontrolą profilaktyki rozwiązywania problemów alkoholowych?
To wszystko, o czym mówię, odnosi się także do problemów alkoholowych – budowanie poczucia własnej wartości, umiejętności mówienia „nie”, funkcjonowania w grupie, rozwiązywania problemów czy wiedza o tym, do kogo mogę przyjść, jeśli mam kłopoty w domu czy z kolegami.
Tego typu działania będą budowały ucznia, zarówno jeśli chodzi o jego stosunek do narkotyków, jak i alkoholu. To jest właśnie dojrzała profilaktyka.


Narkopolityka.pl

Synchro
Rzeszowski senator Kazimierz Jaworski wziął się za dopalacze. Nie podoba mu się, że miasto zamontowało kamery przed sklepem, a prokuraturze radzi, by wzięła się do roboty. - Kampania wyborcza trwa - mówią i w ratuszu, i w prokuraturze.
Kazimierz Jaworski (Polska Razem) dopiero co bronił przeciwników aborcji, a we wtorek przypomniał sobie o istnieniu sklepów z dopalaczami. Jaworski uważa, że miasto Rzeszów ośmiesza się zamontowaniem kamer przed sklepem "Upominki" na ul. Mickiewicza, gdzie od wielu miesięcy sprzedawane są dopalacze. Polskie prawo nie nadąża za handlarzami, którzy wykorzystują kolejne luki w przepisach i wprowadzają nowe substancje do obrotu.
Ratusz przekonuje, że nie może zabronić sprzedaży dopalaczy. Jakiś czasu temu postanowił, że zamontuje monitoring przed sklepem. - W celach profilaktycznych, żeby nauczyciele mogli rozpoznać, którzy uczniowie tam chodzą - tłumaczy Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.
Bo nagrania z kamer, które rejestrują wszystkie osoby wchodzące do sklepu, urzędnicy przekazują później do szkół. - Wzywa się do rodziców i uświadamia im problem ucznia - twierdzi Chłodnicki. Ratusz drugą kamerę jeszcze w tym tygodniu zamontuje przed kolejnym sklepem z dopalaczami, tym razem na ul. Langiewicza.
Pomysł urzędników na walkę z dopalaczami senatorowi Kazimierzowi Jaworskiemu nie przypadł do gustu. - Władza, która nie jest w stanie wprost zapobiegać poważnemu zagrożeniu, która ima się tego typu pozorowanych działań, jest po prostu śmieszna. Nie może być tak, że ktoś decyduje się sprzedawać dopalacze w biały dzień, a władza będzie twierdzić, iż nie może nic zrobić - uważa senator Jaworski.
Do prezydenta Tadeusza Ferenca apeluje "by nie robił tylko pozorowanych, medialnych ruchów jak ten z filmowaniem". Zdaniem Jaworskiego prokuratura powinna podjąć "natychmiast zdecydowane kroki i wprost, wręcz fizycznie, taką działalność przerwać". Przekonuje, że prokuratura może ścigać handlarzy dopalaczy na podstawie art. 165 kodeksu karnego. Mówi on o tym, że "kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób, działając w inny sposób w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".
Jaworski wysłał pismo do Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów. "Apeluję, by to Prokuratura podjęła stosowne kroki. Pogląd, iż sprzedawanie tzw. dopalaczy młodzieży jest działaniem legalnym, ośmiesza władze naszego kraju, pokazuje patologiczną niewydolność i nieskuteczność" - czytamy w piśmie.
"Skoro problem dopalaczy pojawił się znów w Rzeszowie, obowiązkiem Prokuratury jest podjąć natychmiastowe działania, które sprawią, iż zagrożenie dla młodzieży zostanie natychmiast zlikwidowane" - pisze dalej Kazimierz Jaworski.
- Pismo do nas jeszcze nie dotarło, więc nie będziemy tego komentować - mówi Renata Krut-Wojnarowska, szefowa rzeszowskiej prokuratury. - Ośmieszamy się, montując kamery? W takie dywagacje nie będziemy się wdawać, szczególnie, gdy chodzi o zdrowie młodych ludzi - oświadcza Maciej Chłodnicki.
Kazimierz Jaworski przy okazji dopalaczy skrytykował także działalność prokuratury. Twierdzi, że od dawna jest ona "problemem". Uważa, że po rozdziale prokuratury i Ministerstwa Sprawiedliwości w 2010 r. "jest jeszcze gorzej", bo prokuratura nikomu nie podlega.
- Być może należałoby prokuratorów rejonowych wybierać w wyborach bezpośrednich. Wówczas taki prokurator, który nie umiałby sobie poradzić z problemem dopalaczy na swoim terenie, raczej szybko zakończyłby karierę - przewiduje Jaworski. I proponuje, by prokuraturę podporządkować prezydentowi RP, który ma bardzo silny mandat z wyborów bezpośrednich, a bardzo małe kompetencje.
- Może powinien ściśle nadzorować prokuraturę. Może nawet prokurator generalny powinien być kimś w rodzaju wiceprezydenta od spraw praworządności, którego prezydent może odwołać w każdej chwili, gdyby stwierdził, że sobie nie radzi. Wtedy prokuratura miałaby bez wątpienia wielokrotnie silniejszą motywację do pracy niż obecnie. Prezydent byłby oceniany przez pryzmat pracy prokuratury w czasie wyborów. Minione ćwierćwiecze przyniosło wiele pozytywnych zmian. Reforma wymiaru sprawiedliwości udała się zdecydowanie najsłabiej - uważa Jaworski.
- W kampanii wyborczej senatora nie będziemy brać udziału - słyszymy w prokuraturze.
Jaworski startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego z podkarpackiej listy Polski Razem.


Rzeszow.gazeta.pl

Synchro
Państwowe Centrum Poszukiwań Naukowych we Francji opublikowało wyniki badań, z których wynika, że tłuste produkty spożywcze działają na ludzki mózg jak silne narkotyki i można się od nich psychicznie uzależnić. M.in. w ten sposób można wyjaśnić wiele przypadków otyłości.
Jak wynika z badań tłuszcze proste zwane trójglicerydami działają w taki sam sposób na tzw. ośrodek przyjemności w mózgu, jak silne narkotyki. Im więcej ich spożywamy, tym więcej organizm chce ich otrzymać następnym razem, aby zaistniało odczucie przyjemności.
Fakt, że ośrodek przyjemności w mózgu odgrywa istotną rolę w zaspokajaniu m.in. takich potrzeb jak odżywianie, jest znany od dawna. Gdy potrzeby te zostaną zaspokojone, organizm zmniejsza aktywność związaną z poszukiwaniem przyjemności. Francuzi odkryli jednak, że mózg bardzo szybko przyzwyczaja się zwłaszcza do podwyższonej ilości spożywanych trójglicerydów, która z czasem przestaje wystarczać.
Ponadto, francuscy naukowcy odkryli jednocześnie paradoks: choć mózg przyzwyczaja się do nadmiernej ilości trójglicerydów i chce, aby coraz więcej dostarczać ich organizmowi, to równocześnie nie wysyła sygnałów, aby zwiększyć aktywność w celu ich poszukiwania. Można to podsumować w ten sposób, że mózg składani do spożywania większej ilości tłustego pożywienia przy jednoczesnym ograniczeniu aktywności fizycznej. W ten sposób tłumaczy się problemy z nadwagą.


Wprost.pl