NEWSY

Aktualności z całego świata!

Gość
Czyli taki o jakim słyszymy w newsach, marząc gdzieś o dalekiej przyszłości. Czytamy o legalizacji marihuany, o tym jakie to by przyniosło korzyści finansowe dla kraju, jakie korzyści dla społeczeństwa, słyszymy o coraz większej ilości głosów wielkich ekonomistów i tęgich głów o tym że wprowadzenie zakazów dot. narkotyków w takiej formie jakiej są dziś było błędem.
To z czego nie zdajemy sobie chyba jeszcze sprawy to fakt, że taka na przykład Polska (nie jako jedyna), zamiast mniej lub bardziej skutecznie walczyć z nowymi formami substancji psychoaktywnych już zrobiła sobie z tego rynku własny biznes.Po wielkiej publicznej akcji w 2010 roku sprzedaż tego typu substancji przegnano do podziemia, mówiło się o końcu dopalaczy jednak tak się nie stało, szybko powróciły dobrze nam znane marki, z nowymi produktami. Nasze prawo wzbogacono o „zakaz”, zakaz wprowadzania do obrotu substancji psychoaktywnych karany… „podatkiem”… bo jak inaczej nazwać „karę” która waha się w progach od 20.000zł do 1.000.000zł w zależności od tego ile towaru sprzedaliśmy?
Czasami zastanawiałem się, dlaczego ci ludzie to robią, dlaczego taki sprzedawca nie boi się odpowiedzialności, wiadomo kasa jest potężna ale co z kasy kiedy nie widzi się słońca? Odpowiedź nasunęła się bardzo szybko – Przecież w Polsce nie ma czegoś takiego jak postępowanie karne w sprawie dot. Dopalaczy, bo i dlaczego Państwo Polskie miało by zamykać kury znoszące złote jaja?
Wygląda to jak typowa gra w policjantów i złodziei, gra bo każdy zna tu swoją rolę. Sprzedawca wie że jeżeli wpadnie to będzie musiał oddać część zysku, policjant wie że jego celem jest zebranie materiału który pozwoli nałożyć na sprzedawcę pod… Karę… I właściwie na tym kończy się krąg, od czasu do czasu wrzuci się do telewizji jakiś materiał o złapaniu mega sprzedawcy i że Polska dzięki temu zmieniła się na lepsze, wszyscy zapomnieli wspomnieć o tym że jedyne co się zmieniło to konto na którym leżał milion złotych.
Czytałem dzisiaj artykuł o tym jak to Polskę zalewa znowu fala dopalaczy, jak to we Wrocławiu zamknięto sklep który po kilku dniach znowu stał otwarty. Zainteresowała mnie to że jako jeden z powodów nieudanej walki z tym zjawiskiem jest fakt iż „sprzedawcy uchylają się od płacenia nałożonych na nich kar” a po chwili „na szczęście znaleziono precedens umożliwiający w jednym z przypadków zakwalifikować sprawę jako karną z powodu narażenia życia”. Czyżby „policjanci” chcieli przekazać swoim, zaczynającym czuć się zbyt pewnie rywalom wyraźną wiadomość? „Jesteś na naszym podwórku, bawisz się na naszych zasadach albo w ogóle?”


aGlassOfMilk


Synchro
Substancję działającą stukrotnie mocniej niż heroina odkryli w dopalaczach produkowanych przez gang z Krakowa biegli z Narodowego Instytutu Leków w Warszawie. W Europie było już kilka przypadków, gdy osoby wstrzykujące ją sobie do żyły zmarły, zanim zdążyły wyjąć igłę.
Chodzi o dopalacze, w tym popularny alpha.pvp, produkowane przez krakowski gang, którego członkowie są związani ze środowiskiem bojówki Cracovii. Dwie należące do nich fabryki - na Śląsku i w Warszawie - odkryli
w ubiegłym roku małopolscy policjanci.
Pseudokibice zatrudnili do produkcji dopalaczy znanego w środowisku przestępczym 55-letniego chemika, który kiedyś pracował m.in. dla gangu "Krakowiaka". To on dobierał skład środków psychoaktywnych i pilnował, by nie znalazły się w nim substancje wpisane na listę dołączoną do Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (wprowadzenie do obrotu środków z listy jest karalne).
Mogą uszkadzać wątrobę, nerki, mózg
Dopalacze z tych laboratoriów trafiały m.in. na krakowski rynek. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie, nie mogąc postawić 25 członkom gangu zarzutów z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zleciła specjalistom badania, które miały wykazać wpływ dopalaczy na zdrowie. Eksperci, m.in. z Państwowej Inspekcji Sanitarnej, stwierdzili, że środki wytwarzane w kibolskich fabrykach mogą uszkadzać wątrobę, nerki, a nawet mózg. Gangsterom postawiono zarzuty - pierwszy raz w skali kraju zastosowane w sprawie o dopalacze - sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób. Chodziło o wyrób i wprowadzanie do obrotu szkodliwych substancji - w ten sposób położono akcent na szkodliwość tych specyfików dla zdrowia, a nie na ich psychoaktywne działanie.
Mimo że tę kwalifikację prawną poparł prokurator generalny Andrzej Seremet, krakowski Sąd Apelacyjny postanowił wypuścić na wolność członków gangu, uchylając im areszt. Sąd uznał bowiem, że nie udowodniono tak szkodliwego działania specyfików. Ale prokuratura się nie poddała. Śledczy zwrócili się o bardziej wnikliwą ekspertyzę do Narodowego Instytutu Leków w Warszawie (specjalizuje się m.in. w badaniu leków sfałszowanych, suplementów diety i nowych narkotyków syntetycznych).
Tylko pod kontrolą lekarza
Dotarliśmy do szczegółów tej liczącej dwa tomy opinii. Biegli, którzy przebadali skład dopalaczy, stwierdzili, że zawierają one fentanyle - syntetyczne opioidy. Jeden z nich ma działanie stukrotnie silniejsze od heroiny. - Biegli wskazali, że w Europie zanotowano już kilka takich przypadków, gdy osoba, która wstrzykiwała sobie ten środek dożylnie, umierała, zanim zdążyła wyjąć igłę! To substancja, którą bardzo łatwo przedawkować, a wtedy po kilkudziesięciu sekundach dochodzi do zgonu przez depresję układu oddechowego, czyli uduszenie - mówi prokurator Piotr Kosmaty z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Fentanyl jest stosowany w anestezjologii. Może być podawany tylko pod kontrolą lekarza, bo silnie uzależnia. Uśmierza ból, działa halucynogennie, pobudza organizm do wytwarzania hormonu szczęścia - serotoniny (może wystąpić nawet "sen na jawie"). - Osoby, które brały alpha.pvp, nawet nie wiedziały, na jakie niebezpieczeństwo się narażają - dodaje prokurator Kosmaty.

Eksperci znaleźli jeszcze coś - całkowicie nowe (niewykryte do tej pory w Europie) analogi fentanyli. Nasączano nimi znaczki, które dołączano jako bonusy do dopalaczy. Ich działanie jest jeszcze bardziej szkodliwe. Oprócz tego w laboratoriach w czystej postaci odkryto sterydy anaboliczne i lidokainę (powoduje wiotczenie mięśni).


Gazeta.pl

Komentarz: Cóż, nasz 55-letni chemik z gangu Krakowiaka jest już chyba żywą legendą.
Piszą o nim od roku, a z tego co wynika z artykułów: gość wciąż prowadzi kolejne syntezy na wolności.
Kocham ten kraj.
Synchro
Będzie ponowny proces byłego senatora PO Krzysztofa Piesiewicza za część zarzutów w sprawie narkotykowej, związanej z szantażem wobec tego znanego adwokata. Inna część wyroku uniewinniającego z I instancji jest już prawomocna.
Wczesnym wieczorem Sąd Okręgowy w Warszawie częściowo uchylił uniewinniający Piesiewicza wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza z grudnia 2013 r.
SR uniewinnił Piesiewicza od wszystkich siedmiu zarzutów dotyczących posiadania w 2008 r. "nie mniej niż 0,2 g" kokainy i nakłaniania do jej zażywania dwóch kobiet, które go szantażowały - Joanny D. i Joanny S. (za szantaż zostały już wcześniej skazane na 1,5 roku więzienia).
Uwzględniając w części apelację Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, SO zwrócił do ponownego rozpoznania sprawę trzech zarzutów wobec Piesiewicza; były one związane z posiadaniem przez Piesiewicza narkotyków i nakłaniania kobiet do ich zażywania we wrześniu 2008 r. (kiedy nagrały one film kompromitujący senatora).

SO utrzymał zaś uniewinnienie od pozostałych czterech zarzutów dotyczących posiadania i nakłaniania przez Piesiewicza do zażywania narkotyków głównej szantażystki Joanny D. z czerwca i lipca 2008 r. (jest ono już prawomocne).
Posiedzenie apelacyjne SO było zamknięte dla mediów - jak i uzasadnienie wyroku.
- Sąd uznał, że uniewinnienie co do trzech zarzutów było przedwczesne - powiedział dziennikarzom mec. Krzysztof Stępiński, jeden z obrońców Piesiewicza (ten nie był obecny w SO - nie miał takiego obowiązku). Adwokat dodał, że nie zamyka to drogi do pełnego uniewinnienia oskarżonego. Według obrony SO jednoznacznie negatywnie ocenił wiarygodność Joanny D.
Prokurator nie chciał komentować wyroku.
Obrona wnosiła w SR o uniewinnienie. Prokuratura chciała 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz 6 tys. zł nawiązki na rzecz organizacji walczącej z narkomanią. SR utajnił uzasadnienie, jak i cały wyrok.
- To prawidłowy wyrok - oceniał wyrok SR mec. Stępiński. - Bóg jeden wie - tak odpowiedział, na jakiej podstawie prokuratura uznała, że białym proszkiem widocznym na filmie zrobionym przez szantażystów jest kokaina.
- W aktach nie ma opinii, z której by wynikało, że to kokaina; nie było takich badań - dodał.

Sam Piesiewicz mówił w grudniu, że wyrok nie był dla niego zaskoczeniem. - Dziwiłem się, że ten akt oskarżenia w ogóle wpłynął do sądu - powiedział. Jak podkreślał, był kilkakrotnie przebadany przez biegłych, a jedna z ekspertyz głosi, że można przyjąć, iż nigdy nie brał narkotyków.

Po wyroku prok. Józef Gacek zapowiedział apelację. Według niego proces nie podważył ustaleń śledztwa. Gacek mówił wcześniej, że z ekspertyz wynika, iż senator zażywał kokainę. Jego zdaniem ustalenie, że białym proszkiem widocznym na filmie była kokaina, to "wniosek wynikający z analizy całokształtu materiałów".

W 2009 r. "Super Express" ujawnił film z udziałem ubranego w sukienkę senatora, nagrany w jego mieszkaniu przez Joannę D., jedną z kobiet, która go szantażowała. Film - na którym słychać wulgarne komentarze kobiety - miał być dowodem, że senator posiadał i zażywał narkotyki. On sam zaprzeczył, by je zażywał; twierdził, że nie była to kokaina, ale sproszkowane lekarstwa.
Wobec nieuchylenia przez Senat immunitetu senatorowi, w 2010 r. śledztwo umorzono. Wznowiono je, gdy jego immunitet wygasł wraz z mandatem w 2011 r. Prokuratura zarzuciła mu posiadanie, udzielanie i nakłanianie innej osoby do użycia kokainy. B. senator nie przyznał się i złożył wyjaśnienia.
Spotkanie senatora z Joanną D. i striptizerką Joanną S. nagrano we wrześniu 2008 r., a potem kilka razy "odsprzedawano" politykowi kompromitujące taśmy. Według mediów senator miał zapłacić za nagrania ponad 550 tys. zł, m.in. w październiku 2008 r. za "odkupienie" taśm zapłacił 196 tys. zł nieustalonej do dziś kobiecie, podającej się za dziennikarkę. Senator nie chciał wtedy ścigania szantażystów, a śledztwo ws. szantażu początkowo umorzono. Szantażyści jednak nie zrezygnowali.

W 2009 r. Halina S., znajoma Joanny D., zadzwoniła za jej wiedzą do senatora, mówiąc, że "pies wygrzebał z ziemi płyty z nagraniami". Za niemal 40 tys. zł senator "odkupił" od niej nagrania, jednak szantażyści znów zażądali pieniędzy; zagrozili też upublicznieniem nagrań. Wówczas senator zawiadomił prokuraturę. W listopadzie 2009 r. zatrzymano osoby wskazane przez senatora.
W 2011 r. troje szantażystów skazano na kary po 1,5 roku więzienia. Zbigniewa S. uznano za winnego kierowania szantażem, a Joannę D. i Halinę S. - wykonania tego.
68-letni Piesiewicz był obrońcą w procesach politycznych w PRL, m.in. w procesie działaczy Solidarności i KPN. W 1985 r. był oskarżycielem posiłkowym w procesie oficerów SB sądzonych za uprowadzenie i zabójstwo
ks. Jerzego Popiełuszki. Zasłynął jako współautor scenariuszy filmowych do filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Senator od 1991 do 1993 r. (z listy PC) oraz ponownie od 1997 do 2011 r. początkowo z listy AWS, potem Bloku Senat 2001 i PO.


Onet.pl
Komentarz: taki już kraj. Dilerzy dzielą "na oko", prokuratorzy "na oko" ustalają substancje, których posiadanie zarzucają, a rządzący.. Wciągają leki.
Synchro
Dopalacze znów zalewają Wrocław. Sklepów przybywa, co miesiąc kilkanaście osób trafia do szpitala, a urzędy i policjanci są bezradni.
Sanepid, prokuratura i policja są bezradne w walce z plagą dopalaczy. Sklepów przybywa. Do szpitali co miesiąc trafia od 10 do 12 osób zatrutych dopalaczami. A sąsiedzi sklepów, gdzie sprzedawane są te specyfiki, nie czują się bezpiecznie. - Mam dosyć takich sytuacji, że kilka osób pod wpływem tych środków zagradza mi przejście - opowiada pani Teresa z osiedla Kosmonautów.

Na ulicy Drzewieckiego działa "lombard" sprzedający dopalacze. - Wyglądają, jakby byli mało normalni i obserwują, co ja robię. Boję się. Ostatnio stałam z mężem w garażu i od tyłu zaszło nas trzech mężczyzn. Zachowywali się, jakby chcieli nas napaść.
Kilka miesięcy temu do lombardu Ted przy Drzewieckiego weszła policja. Wydawało się, że to koniec jego działalności. Nic z tego, lokal otwarto po kilku dniach.

Dopalacze - choć działają jak narkotyki - nie są traktowane jak narkotyki. Ma z nimi walczyć sanepid - metodami administracyjnymi. Ale dopalaczowa mafia nic sobie z sanepidu nie robi. Ignorują zakazy, nie płacą nakładanych kar, a wyegzekwować ich nie ma jak.
Nadzieję na przełom daje śledztwo wrocławskiej prokuratury Krzyki Wschód. Cztery osoby są w nim podejrzane o narażenie życia lub zdrowia wielu osób. Grozi za to 8 lat więzienia. Prokuratura czeka na ekspertyzę biegłego z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Ma on odpowiedzieć na pytanie, czy dopalacze sprzedawane w sklepach przez podejrzanych są groźne dla zdrowia.
Wątpliwości, czy dopalacze to trucizna, nie ma Krystyna Kochman, ordynator oddziału toksykologii szpitala przy ul. Traugutta. - Trafiają do nas osoby po dopalaczach, 10-12 miesięcznie. Są to ludzie bardzo agresywni, pobudzeni. Musi się na nich położyć 4-5 osób, bo przywiązanie do łózek pasami nie pomaga. Stanowią zagrożenie dla samych siebie i dla nas. Ich stan jest ciężki, za każdym razem jest to akcja ratowania życia - mówi dr Kochman.
Nikt nie wie, kto, gdzie i w jaki sposób produkuje sprzedawane u nas dopalacze. Na opakowaniach podawane są różne - najczęściej fikcyjne - nazwy firm czy adresy. Opakowania, jakie znaleźliśmy w okolicy "lombardu", mają adres biurowca w Londynie. I nazwę nieistniejącej firmy.

Z nieoficjalnych informacji, jakie do nas docierają, wynika, że "dopalacze" są produkowane w Czechach i przewożone do Polski. Tutaj mają być, jak twierdzą nasi rozmówcy, porcjowane i pakowane.
Dopalacze udają różne środki chemiczne: do czyszczenia monet, komputerów albo do pochłaniania wilgoci.
Te, które sprzedają w "lombardzie" na Drzewieckiego, mają służyć - o ile wierzyć opakowaniu - pochłanianiu wilgoci w komputerach. Choć, co wie każdy informatyk, jeśli w komputerze jest wilgoć, to potrzebny jest już jedynie nowy komputer.


GazetaWroclawska.pl

Synchro
Nielegalne, niebezpieczne i niezbadane. Dopalacze są nadal problemem w Polsce. W 2010 roku zamknięto 1400 sklepów z tymi substancjami. Młodzież rzadziej sięga po dopalacze, bo stały się one trudniejsze do zdobycia - wyjaśnia Tomasz Białas z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
W porównaniu z badaniami sprzed 3 lat - spożycie dopalaczy spadło dwukrotnie z ponad 10. do 5 procent, bo tylu młodych ludzi przyznało, że miało kontakt z dopalaczami. Są one sprzedawane nielegalnie przez internet.
Krajowy konsultant w dziedzinie toksykologii klinicznej doktor Piotr Burda podkreśla, że dopalacze są równie niebezpieczne, jak narkotyki. Zawierają nowe, niezbadane i nieznane substancje. Działają na centralny układ nerwowy, mogą powodować zaburzenia psychiczne, omamy, urojenia, stany lekowe, nudności bóle głowy. Może też dojść do bardzo ciężkich zatruć wielonarządowych - uszkodzenia wątroby i nerek.

W ubiegłym roku odnotowano 1060 podejrzeń zatruć dopalaczami, dwie osoby zmarły.


Money.pl
Komentarz: to chyba pierwszy artykuł, w którym padają konkretne liczby podsumowujące ubiegły rok.
Pierwszy przypadek śmiertelny wynikł z połączenia DMARa z NEBem. Posiadacie może informacje o drugim?
agnesss
Anoreksja należy do grupy schorzeń z kręgu zaburzeń odżywiania. Obecnie na jej temat istnieje wiele źródeł informacji. Zostały szczegółowo zbadane i omówione przyczyny, objawy, konsekwencje oraz przebieg. Jednak nadal nie wynaleziono doraźnego środka leczącego tą chorobę. W związku z tym spośród wszystkich chorób psychicznych znajduje się na pierwszym miejscu pod względem śmiertelności. Jest bardzo trudna do wyleczenia. Jej działanie porównywane jest do uzależnienia od narkotyków bądź alkoholu. Chory uzależnia
się w tym przypadku od niejedzenia. Podobnie do narkomana czuje euforie, lekkość, kontrole stanu ciała
i umysłu. Różnica polega tylko na tym, że aby wprowadzić się w taki stan, zamiast narkotyku używa głodu. Uczucie najedzenia powoduje stan podobny do odstawienia – następuje zmiana nastroju, nerwowość, stany depresyjne, lęki.
Anoreksja zniekształca obraz własnego ciała, w skutek czego chory stopniowo ogranicza przyjmowanie pokarmów do momentu, aż całkowicie je eliminuje. Jedzenie staje się wrogiem, a choroba jedynym życiowym celem.
Osobie zdrowej bardzo trudno jest zrozumieć w jaki sposób można dobrowolnie się głodzić ? Jak to możliwe, że ciało pokryte jedynie skórą wydaje się anorektyczkom nadal pokryte tłuszczem?
Nierealistyczny obraz jaki tworzy choroba powoduje strach przed jedzeniem i przytyciem. Buduje blokadę psychiczną, która nie pozwala jeść.
Mimo rosnącej liczby osób ze zdiagnozowaną chorobą lek na anoreksję nie istnieje. Dostępne medykamenty mają jedynie leczyć stany współtowarzyszące zaburzeniom odżywiania, takie jak depresja czy nerwica.
Dr Tim Sandle mikrobiolog specjalizujący się w zakresie opieki zdrowotnej opartej na farmaceutyce twierdzi, że lek na anoreksję istnieje od zawsze i jest w pełni naturalny. Po prostu nikt wcześniej nie zajmował się pomocą osobom cierpiącym na zaburzenia odżywiania. A mianowicie są to zawarte w marihuanie kannabinoidy, które oddziałują na receptory w mózgu odpowiedzialne między innymi za produkcję serotoniny oraz pobudzanie apetytu. Dokładnie te same receptory są zaburzone w sposób uniemożliwiający wyzdrowienie.
Według dra Tima Sandla nieprawidłowości w działaniu układu endokannabinoidowego mogą być w pełni wyleczone dzięki stosowaniu leczniczej marihuany, regulując tym zaburzone elementy. Kannabinoidy wytwarzane przez roślinę oraz te wytwarzane w mózgu działają w sposób podobny na organizm człowieka. Powodują wzrost apetytu, poprawiają nastrój oraz eliminują stres związany z obawą o przytycie.
Receptor odpowiedzialny za opisywane działanie został znaleziony w części ECS nazywaną CB1. Jest to obszar mózgu, który kontroluje między innymi potrzebę spożycia pokarmu oraz korzyści i równowagę energetyczną organizmu.
Wyzwalany jest przez działanie 85 znanych kannabinoidów znalezionych w ciele ludzkim. Część ECS jest pobudzana również przez pierwiastek znaleziony w marihuanie. Jest nim delta-9-tetrahydrokannabinol (THC). Wywołuje on reakcje podobne do tych, które zachodzą na skutek działania kannabinoidów obecnych w organizmie człowieka. Główny receptor ECS stymulowany jest przez THC CB1, czyli ten sam, który jest połączony z potrzebą przyjmowania pokarmów.
Nasuwa się pytanie czy zaburzony receptor może być stymulowany przez stosowanie powszechnie zakazanych używek?Jeżeli tak, to czy jest w stanie skutecznie i trwale leczyć zaburzenia odżywiania?
Badania współtworzone przez Kalifornijski Uniwersytet Leuven przeprowadzone na myszach potwierdziły teorię dra Tima Sandla. Jak tłumaczy Cindy Castels (zajmująca się uprawą i udoskonalaniem medycznych konopi)
w odniesieniu do spożywanych pokarmów, badania na zwierzętach wykazały, że u myszy, która została poddana działaniu medycznej marihuany praca receptora CB1 jest wydajniejsza niż u myszy z grupy nie przyjmującej opisywanego środka. Pierwsza badana grupa wykazywała również większą aktywność ruchową, przy spożywaniu dużo większej ilości pokarmów niż grupa druga. Waga natomiast była utrzymywana na prawidłowym poziomie. Otyłość związana ze zwiększona dawką pożywienia nie występowała.
Dr Tim Sandle tłumaczy, że THC zawarte w marihuanie może być źródłem kannabinoidów, które rzeczywiście pomogą w leczeniu anoreksji.
Zatem po raz kolejny udowodniono, że marihuana przynosi więcej korzyści niż strat. Może stać się pierwszym i naturalnym lekiem na anoreksje, a w przypadku stanu zaawansowanego swoistą pomocą na drodze do wyleczenia. Konopie mogą uratować miliony chorych na całym świecie. Dlaczego zatem prawo ma zabraniać dostępu do tak prostego sposobu leczenia? Czy zatem osoby chore na anoreksję mają zostać skazane
na śmierć? Czy etyczne jest ograniczanie sposobów do walki o siebie?
Czy nadejdzie moment, w którym to co inne, niecodzienne czy nieznane nie będzie znaczyć złe?


by Agnesss

Gość
Prawo zakazujące imprezowych pigułek oraz syntetycznych kannabinoidów zostało wprowadzone wczoraj, w trybie natychmiastowym.
Poprawka dot. Substancji Psychoaktywnych zakazuje wszelkich pozostałych na rynku produktów psychoaktywnych. Zakazuje również wykorzystywania danych pozyskanych z testów na zwierzętach w celu uzyskania zatwierdzenia (nowych - red.) produktów .
Oczekuje się, że ustawa otrzyma Królewskie zatwierdzenie dzisiaj i stanie się prawem jutro o godzinie 0.01. W tym momencie, wszystkie oczekujące prośby o zatwierdzenie produktów zostaną odrzucone, wszystkie pozostałe substancje zostaną zdelegalizowane a sprzedawcom cofnięta licencja na sprzedaż. "Nielegalne stanie się również posiadanie produktów, każdy, kto planuje zrobienie większych zapasów ... powinien o tym pamiętać. "
Kary za posiadanie niewielkiej ilości substancji psychoaktywnych jest 500 dolarów grzywny .
Posiadanie dużej ilości z zamiarem sprzedaży jest zagrożone karą do dwóch lat więzienia lub grzywny w wysokości $ 500,000.
Detaliści i producenci, nie będzie odszkodowania za wasze straty.
Urzędnicy szacują, że przemysł zarabia na nich około 140-stu milionów dolarów rocznie.
Ministerstwo Zdrowia ostrzega, ​​że u od 150-ciu do 200-stu osób rozwinęło się uzależnienie od dopalaczy i mogą wymagać terapii odwykowej.
Awaryjna zmiana prawa zakazuje również badań na zwierzętach, które są wykorzystywane do zatwierdzania produktów psychoaktywnych .Pan Ryall wyjaśnił, że reżim dotyczący badań nad substancjami psychoaktywnymi nie będzie dotyczył zagranicznych prób na zwierzętach, które udowodnią że produkt jest niebezpieczny. "Nikt nie będzie robić badań na zwierzętach, aby poprzeć wniosek (o zatwierdzenie bezpieczeństwa produktu - red.), bo nie będą one brane pod uwagę."
Iain Lees-Galloway rzecznik zdrowia w rządzie partii Labour stwierdził, że jego partia planowała poprzeć inicjatywę prawną partii National, jednak wini ich ona o błędy przy wprowadzaniu nowych zasad dot subst. psychoaktywnych. National w poprzednim roku odrzuciło propozycję Partii Zielonych dot. przeprowadzania badań na zwierzętach, później przyznało jednak, że nowy schemat badawczy jest bardzo potrzebny. Zakaz rządu dotyczący testów na zwierzętach był spóźniony, dodał Iain Lees
Partia Zielonych planowała powstrzymać nowe przepisy, w pełni zgadzała się z zakazem testów na zwierzętach, jednak uważała, że zwykły zakaz substancji psychoaktywnych stworzy niezbadany czarny rynek. W odpowiedzi, pan Ryall stwierdził, że żaden z produktów które zostały zatwierdzone w ubiegłym roku nie zostały połączony z falą niepożądanych skutków. Mimo wszystko po ustawie uchwalonej w sierpniu, władze służby zdrowia zgłosiły wzrost ciężkich reakcji na substancje, w tym wymioty, drgawki i epizody psychotyczne.
• 1 kg substancji psychoaktywnej kosztuje 900 dolarów - 1450 dolarów .
• Są to zazwyczaj tanie importowane zioła, zmieszane z liśćmi damiany, pakowane po 2.5 g.
• Kilogram surowca starcza na około 10 000 pakietów, sprzedawanych hurtowo do sklepów detalicznych za 8$ - 12$.
• Sprzedawca sprzedaje te same pakiety za około 25 dolarów każdy .
• Ten sam kilogram substancji za który można dostać co najwyżej 1450$, w sklepie detalicznym kosztuje 250 000$
źródło: Legal high insider.
Tłumaczenie: aGlassofmilk
Jako mój komentarz pozostawię wam ten oto cytat z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii odnoszący się do zakazu wprowadzania do obrotu:
"[...] art.52a ust. 1 ww. ustaw, osoba, która narusza powyższy zakaz, podlega karze pieniężnej w wysokości od 20 000 zł do 1 000 000 zł nakładanej w drodze decyzji administracyjnej przez właściwego państwowego inspektora sanitarnego. Podstawę wymiaru kary stanowi w szczególności ilość wytworzonego lub wprowadzonego do obrotu środka zastępczego.Decyzji z mocy prawa jest nadany rygor natychmiastowej wykonalności. Wpływy z tytułu nałożonych kar stanowią dochód budżetu państwa.[...]"
Całe szczęście Tusk nie połasił się na swoich własnych obywateli tak bardzo jak zrobił to rząd Nowej Zelandii, biedacy nie mogą już czuć się bezpieczni. Chociaż z drugiej strony miał w tym też na pewno swój cel - naćpany naród przed monitorami to naród...
Zapraszam do komentowania
Gość
Michelle Escott była wczoraj częścią panelu, który odbył się w Palmerston North. Dyskusja dotyczyła następstw związanych z niedawnym zakazem substancji psychoaktywnych. W mieście odbyły się dwa spotkania mające na celu szerzenie informacji w kwestii uzależnień oraz pozwalające organizacjom zajmującym się problemem szerzyć informację oraz udzielać wsparcia
"Mój syn miał dobrą pracę ,był nieletni, ale pod sklepami zawsze stali podejrzani ludzie, gotowi za opłatą kupić mu narkotyki" - Powiedziała Escott.
"Nie podobało mi się to, ale też nie rozumiałam tego, było legalne, więc wydawało się o krok lepsze od narkotyków, To postępowało (uzależnienie - red.) bardzo szybko, zarabiał dobre pieniądze ,w noc wypłaty potrafił wydać nawet 400$. "
Nerki jej syna zostały uszkodzone w przeciągu kilku miesięcy, on sam cierpiał na poważne bóle, cały czas korzystał z antybiotyków - Powiedziała Escott
"Nie miał umiaru" powiedziała. "Stracił pracę, mimo, że dano mu trzy szanse, w tym samym czasie członkowie rodziny zaczęli zauważać ginące z domu przedmioty."
Syn Escott odstawił syntetyczne kannabinoidy 3 tygodnie temu, czeka teraz na miejsce w ośrodku zajmującym się uzależnieniami.
"Kiedy to było na pułkach (dopalacze - dop.. red.), niewiele dało się w tej sprawie zrobić" powiedziała. "Pomimo tego, że (dopalacze - red.) zniknęły z z tych półek to dalej można je kupić i myślę że jeszcze przez jakiś czas będzie można." Escott powołała grupę na Facebooku, aby wspierać innych rodziców : "'Pomóż rozwiązać problem dopalaczy w Palmy Proud " .
Tymczasem Ann Flintoft dyrektor od spraw medycznych Ośrodka Uzależnień poprowadził prezentację na temat narkotyków syntetycznych.
"Odebraliśmy bardzo dużo telefonów od członków rodzin zmartwionych zmianami osobowości zachodzącymi w ich bliskich" - Powiedziała.
"To bardzo przerażające dla członków rodziny , zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy przebywają wokół nich."
" W obecnej sytuacji ci, którzy zgromadzili sobie znaczne zapasy mogą zostać uznani za potencjalnych dostawców i skazani".
Poprawka dot. Substancjach Psychoaktywnych uchwalona w zeszłym tygodniu przez Parlament w trybie pilnym, nakazuje zaprzestania sprzedaży wszelkich substancji psychoaktywnych oraz zakazuje badania tego typu substancji na zwierzętach
Moja córka po wyjściu z 9 tygodniowego odwyku nie mogła liczyć na dalszą pomoc odpowiednich instytucji - Powiedziała na panelu jedna z matek
Jedna z lekarek prowadzących, powiedziała na panelu, że wielu jej pacjentom, instytucje zajmujące się uzależnieniami oraz przystosowawcze odmawiają pomocy argumentując to brakiem miejsca, nie spełnieniem przyjętych kryteriów lub tym że, (pacjent - red.) sam spalił za sobą mosty.
źródło: Manawatu Standard
Tłumaczenie: aGlassOfMilk
Ciekawe czy to sytuacja podobna do naszej typu "zamykamy stacjonarki ale internet i czarny rynek kwitnie", czy może całkowite poradzenie sobie z problemem dopalaczy
agnesss
Gniezno kolejnym miastem do którego powracają stacjonarne sklepy z dopalaczami?
Dopalacze, czyli produkty zawierające substancje psychoaktywne, które nie znajdują się na liście środków zabronionych przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii – tę definicję zna już chyba każdy.
W Gnieźnie przed punktem sprzedającym ww. substancje w styczniu protestowali lokalni politycy w celu zwrócenia uwagi na – jak się okazuje – coraz poważniejszy problem w mieście. Podejrzane środki o działaniu psychoaktywnym sprzedawano tam jako pochłaniacze wilgoci.
Po krótkiej chwili ciszy temat tego typu sklepów powrócił.
O podejrzeniu handlem „dopalaczami” poinformował Dziennik Wielkopolski Janusz Kubacki - Gorwecki, któremu podejrzane wydały się
oferowane w jednym ze sklepów odświeżacze powietrza. O całej sprawie poinformowany został także gnieźnieński sanepid oraz policja.
Jeden z dziennikarzy postanowił anonimowo odwiedzić wspomniany sklep.
Dokładna relacja z wizyty poniżej.
"Już przy drzwiach natknąłem się na ciekawą informację. Otóż jest to sklep o dwóch profilach, a jego działalność zmienia się już po 4 godzinach od otwarcia. Od godz. 8:00 do 12:00 miejsce to jest sklepem typu „wszystko po 4,50zł”, natomiast od godz. 12:00 do 20:00 zmienia się w sklep z upominkami.
Tak skrupulatnie przygotowana informacja, którą znajdziemy na drzwiach ma się nijak do rzeczywistości, która brutalnie sprowadza nas na ziemię już po przekroczeniu progu. Sklep jest mały, w środku znajduje się tylko kilka szklanych gablot (dokładnie takich samych jak w zamkniętym na początku roku sklepie oraz takich samych jak w legalnych do niedawna sklepach z popularnymi w całej Polsce dopalaczami).
Odpowiedź na zwyczajowe „Dzień dobry” dochodzi znikąd. Sklep wydaje się pusty.
Dopiero po chwili niepewnie przez kraty spogląda na mnie młoda kobieta. Otóż czwarta ściana sklepu to dziwna przegroda, kraty oraz małe umieszczone nisko okienko – jak w kantorze. Po pytaniu o asortyment kobieta tłumaczy, że ona zajmuje się sprzedażą rzeczy znajdujących się po prawej stronie sklepu, natomiast jej koleżanka wcześniej sprzedaje asortyment po lewej.
W takim razie sklep typu „wszystko po 4,50 zł” przez 4 godziny działalności dziennie oferuje nam odpustowe, plastikowe szabelki, tandetne maskotki
oraz inne, jakby losowo, niedbale powybierane przedmioty w cenach gwarantujących bezpieczny stan nieposiadania przez klientów (ceny od 20 zł do 50 zł za zabawki, które w innych sklepach możemy nabyć za 5 zł).
Na szczęście trafiliśmy na czas w którym, dostępne są inne gabloty, a w nich... no właśnie – o to co znajduje się w tych gablotach zapytałem sprzedawczynię – figowy i migdałowy dym wkłada się do kominków. Pozwalają zmienić kolor ognia oraz wydzielają zapach – odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
Mimo licznych prób sprowadzenia rozmowy na tematy imprez i dobrej zabawy nie udało mi się uzyskać jednoznacznej wypowiedzi dotyczącej środków psychoaktywnych. Gdy byłem zainteresowany kupnem czegoś „na dobrą imprezę”, pani grzecznie podkreśliła ponownie, że sprzedaje migdałowy oraz figowy dym do kominka. Pytając o ceny oraz działanie powiedziała, że może także zaproponować odświeżacz do toalety. Po tym jak „na dobrą imprezę” zaoferowano mi podejrzanie wyglądający wkład do kominka oraz odświeżacz do toalety, przestałem mieć wątpliwości.
Zapytałem więc o różnicę w tych produktach. Jedyna jest taka, że „odświeżacz” jest proszkiem. Przy kupnie migdałowego dymu zapytano mnie o dowód osobisty. Nie wiedziałem, że osoby niepełnoletnie nie mogą kupować wkładu do kominka...
Przyznając się do posiadania dowodu, zakupiłem podejrzany produkt.
Zanim jednak substancja została przekazana na policję, postanowiłem dowiedzieć się co naprawdę zakupiłem.
Z wiarygodnych źródeł uzyskałem niepotwierdzone informacje, że kupiony przeze mnie specyfik to szałwia wieszcza - roślina zawierająca substancje psychoaktywne, której posiadanie w Polsce jest nielegalne od 2009 r. Jest to dużo silniejszy narkotyk niż popularna „trawa”. Zażywanie szałwii wieszczej może wywoływać halucynacje oraz stany depresyjne. Jeśli nasze przypuszczenia się potwierdzą, właściciele sklepu odpowiadać będą za rozprowadzanie narkotyków, a nie dopalaczy."
Na dokładną analizę oraz potwierdzone informacje co do składu specyfików sprzedawanych w gnieźnieńskim sklepie trzeba jednak poczekać do uzyskania wyników badań prowadzonych przez Zakład Medycyny Sądowniczej.


wielkopolskie.naszemiasto.pl


Gość
- Od kilku tygodni staramy się zmusić prokuraturę, żeby zlikwidowała dopalacze. Nie zrobili w tej sprawie nic - takie m.in. zarzuty padły pod adresem Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszowa ze strony Kazimierza Jaworskiego podczas dzisiejszej konferencji. Senator zaprosił na nią 19-latka, aby opowiedział o konsekwencjach zażywania dopalaczy. - Po kolegach od razu widać, że chodzą otępiali, nie mają motywacji, żeby wstać - mówił chłopak.
Senator Kazimierz Jaworski, jedynka z podkarpackiej listy Polska Razem, zorganizował dziś w południe konferencję. Jak sam wielokrotnie podkreślił, nie należy jej wiązać z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Tym razem senator zarzuca Prokuraturze Rejonowej dla Miasta Rzeszowa, do której zresztą w tej sprawie wysłał pismo, że nie zajęła się likwidacją handlu dopalaczami. Przypomniał, że w Rzeszowie nadal działają dwa punkty, w których są one sprzedawane.
"Otrzymaliśmy najpierw arogancką wypowiedź, że prokuratura nie będzie uczestniczyć w kampanii wyborczej, a teraz wręcz drwiące pismo, w którym prokuratura deklaruje: robimy, co nam się podoba i nic nikomu do tego" - czytamy w piśmie przekazanym "Wyborczej" od Jaworskiego podczas spotkania.
Według niego prokuratura nie podejmuje działań "niezbędnych dla natychmiastowego zażegnania niebezpieczeństw", dlatego należy uznać, że "przyczynia się w ten sposób do jego trwania".
Na dowód, że do sprawy poważnie podchodzi, Jaworski zaprosił na konferencję Filipa Bartmana, 19-latka, który opowiedział o problemie dopalaczy wśród rówieśników.
- Wśród znajomych mam wielu, którzy próbowali i różnie się to kończyło. Znam przypadki targnięcia się na własne życie. I niestety często były one skuteczne. Jeden ze znajomych dał się skusić i dostał ataku serca. Koledzy rzucili się mu na pomoc. Udało się go uratować, ale trauma pozostanie do końca życia. Takie specyfiki jak "amulet", "talizman" czy "cząstka boga", czyli te najpopularniejsze, one niszczą nie tyle fizycznie co psychicznie. Po kolegach od razu widać, że chodzą otępiali, nie mają motywacji, żeby wstać - opowiadał 19-latek.
- Mamy posłów, mamy senatorów, sądy, prokuratorów, a jednak dalej się to sprzedaje. Mam żal i złość, że niby dopalacze są nielegalne, a jednak dalej widzę je u znajomych. Gdyby ta walka była skuteczna, zeszła do podziemia, żeby ludzie zaczęli się obawiać, że za zakup będzie ich ścigać policja, to może młodzi by się zniechęcili - dodawał Bartman.
Senator obiecał 19-latkowi, że się sprawą zajmie.
- Ten wyrzut Filipa jest skierowany do nas dorosłych, do parlamentarzystów i funkcjonariuszy prawa. Dużo się mówi, a niewiele robi. Ten wyrzut nas mobilizuje. To głos człowieka ze środowiska. Filip na pewno nie będzie podejrzewany o kampanię wyborczą, tak jak ja. Prokuratura twierdzi, że podejmuje stosowne działania w ramach obowiązującego porządku prawnego. Co to za działania skoro młodzież nadal jest atakowana propozycją legalnego sprzedawania trucizny - mówił Jaworski.
Senator podkreślił, że należy zakończyć wymienianie się grzecznymi pismami i zacząć działać. Zauważył również, że "prokuratorom należy odebrać szczególne przywileje emerytalne, którymi się cieszą. Instytucja, która działa tak źle, jak prokuratura, po prostu na nie nie zasługuje".
- Filip, ja ci obiecuję, że nie poprzestaniemy na wymianie pism z instytucjami państwowymi. Apeluję do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, żeby zbadał, jakie są przyczyny bezczynności i postawy prokuratury rejonowej. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, że ich dzieci są zagrożone na co dzień dopalaczami - dodaje Jaworski.
Po raz kolejny dostaje wspaniały przykład na to jak działa w Polsce działa polityka. Problem pojawia się na chwilę przed wyborami i magicznie znika po nich tylko po to aby znowu pojawić się przy okazji kolejnych wyborów. Na szczęście senator Jaworski jest graczem na tyle małego kalibru że nawet prokuratura mówi mu "precz", co uspokaja - Bo przecież wszyscy chyba dalej pamiętamy co stało się za sprawą pamiętnej kampanii wyborczej z 2010 roku?
Zapraszam do komentowania.


gazeta.pl