Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Tajna akcja policji - brzmi groźnie, lecz to tylko puszczenie z dymem 125 kilogramów różnych narkotyków. Przed spaleniem w specjalnym piecu narkotyków, sprawdzono czy zabezpieczone środki które dostarczył konwój policji, nadal są tymi narkotykami i czy nikt ich nie podmienił...
 
 
 
Narkotyki warte ponad pięć milionów złotych spalili bydgoscy policjanci w specjalnym piecu jednej z profesjonalnych spalarni w okolicach Bydgoszczy. Akcja trzymana była w ścisłej tajemnicy, a ponad 125 kilogramów różnego rodzaju substancji odurzających dowieziono do zakładu pod silnym konwojem. Przed zniszczeniem, sprawdzono, czy w workach rzeczywiście są narkotyki. A to dlatego, by upewnić się, czy nikt nie podmienił zawartości paczek w magazynie.

Bydgoscy policjanci zniszczyli w specjalnym piecu: 89 kg marihuany, 27 kg amfetaminy i ponad 9 kg innych zakazanych psychotropów, jak: MDMA czy kokaina.
Narkotyki zostały zarekwirowana w ostatnich latach przez funkcjonariuszy z garnizonu kujawsko-pomorskiego. Zgodnie z procedurą, najpierw próbki z każdej partii trafiły do policyjnych laboratoriów, gdzie zbadano nie tylko ich skład, ale także pochodzenie.
Dzięki nowoczesnym technologiom można ustalić, w jakim kraju narkotyki zostały wyprodukowane.
Po badaniach narkotyki w zalakowanych pakietach trafiają do magazynu. Policjanci żartują, że muszą tam „dojrzeć”, czyli poczekać do czasu zapadnięcia prawomocnych wyroków, w których sąd orzeka o ich zniszczeniu.
Magazyn narkotyków jest jednym z najbardziej strzeżonych miejsc w całej bydgoskiej komendzie wojewódzkiej. Przechowywane tam są narkotyki warte dziesiątki milionów złotych.
 
 
TVP.info

Wojt
Państwa cały czas podchodzą do używek jak do problemu, co nie rozwiązuje sprawy, po za napędzaniem statystyk bez wielkiego nakładu finansowego. Narkotyki czy inne środki uznawane za powodujące zmiany w postrzeganiu otoczenia, powinny zamiast problemem być drogą edukowania, by edukować, uzmysławiać zmiany w człowieku, zamiast straszyć. By ostrzegać zamiast tworzyć z czegoś problem. Człowiek uzależniony, gdy słyszy że ma problem to go nie rozwiąże, gdyby usłyszał, jakie są konsekwencje brania narkotyków, jak redukować szkody które powstają po długim przyjmowaniu różnych substancji, co czeka jego otoczenie które bierze narkotyki bez opamiętania, wtedy na obrazie, mógłby mieć odniesienie aby się zastanowić nad swoim życiem - jeżeli słyszy że jest problem zamyka się i bierze dalej, bo nikt nie chce być "problemem".
Już siódmy rok z rzędu wzrosła liczba przestępstw narkotykowych – wynika z rocznego raportu niemieckiej policji na ten temat.

– Dostęp do narkotyków jest łatwy, a handel narkotykami nadal jest lukratywnym interesem – stwierdził szef Federalnego Urzędu Kryminalnego BKA Holger Münch w czasie prezentacji najnowszego raportu na temat przestępczości narkotykowej za rok 2017. Szczególnym wyzwaniem dla policjantów jest handel narkotykami w Internecie.
W ubiegłym roku niemiecka policja wykryła łącznie 330 tys. przestępstw narkotykowych – to wzrost o 9,2 proc. w porównaniu z rokiem 2016. Kwitnie nie tylko handel, ale i konsumpcja narkotyków. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie kokainy (wzrost przestępstw o 17,9 proc.) i konopi (wzrost o 11,8 proc.).
Ilość przyjętej przez policjantów kokainy osiągnęła rekordowy pułap 8100 kg. To cztery razy więcej niż rok wcześniej. Związane jest to przede wszystkim z przechwyceniem trzech wielkich ładunków w hamburskim porcie w pierwszym kwartale 2017 r.
Marlene Mortler, pełnomocniczka niemieckiego rządu ds. narkotyków, stwierdziła w czasie prezentacji raportu, że konsumpcja narkotyków staje się w niektórych kręgach czymś normalnym. – Nie chcę takiego społeczeństwa – powiedziała.
Szczególnym wyzwaniem dla policjantów jest handel w Internecie oraz międzynarodowe powiązania przestępcze. – Kto chce kupić narkotyki, nie musi już szukać dostawców w ciemnych zaułkach miast – stwierdził Münch. Zamiast tego narkotyki przychodzą dziś pocztą lub przez kuriera.
Niepokojące statystyki
Handel narkotykami kwitnie nie tylko w tak zwanym darknecie, ale i w normalnie dostępnym Internecie. Niemiecka policja stawia na własnych cyberekspertów, którzy zajmują się penetracją ciemnych zaułków w sieci – powiedział Münch.
Niepokój policjantów potwierdzają statystyki. W 2017 r. zanotowano 2500 przypadków handlu narkotykami w sieci – to wzrost o 24%. Policjantom udało się zlikwidować dwie platformy handlu narkotykami w darknecie. Pierwsza z nich miała 200 tys. użytkowników, z tego 40 tys. sprzedających.
Oferta sprzedaży w ogólnodostępnym Internecie sugerować ma kupującym, że nie chodzi tu o żadne niebezpieczne substancje – tłumaczył Münch. Tak sprzedawane są nowe psychoaktywne substancje tzw. dopalacze (legal highs). 75 przypadków śmiertelnych po konsumpcji tego typu narkotyków tylko w ubiegłym roku udowadnia, że działanie tych substancji na konsumentów jest nieobliczalne w skutkach – dodał Münch. Szef BKA zaznaczył, że z reguły konsumenci nie wiedzą jakie substancje wchodzą w skład takiego narkotyku.
Pełnomocniczka rządu ds. narkotyków podkreśliła, że niemiecki parlament zabronił handlu, nabywania i posiadania tego typu narkotyków. Jednocześnie Mortler odrzuciła postulat legalizacji konopi. Byłby to fałszywy sygnał – podkreśliła. – Nie chodzi o to, by upiększać statystyki, ale o to, by zwalczać niebezpieczne narkotyki – stwierdziła. Jej zdaniem należy zapobiec temu, by narkotyki traktować w przestrzeni publicznej "tak, jakby chodziło o owoce czy warzywa".
 
 
 

Wojt
Syntetyczne kanna atakuje Brooklin. W przeciągu kilku dni, hospitalizowano 49 osób, które przedawkowały i zatruły się sprzedawanym w tym mieście "dopalaczem". Zapowiedziano zaostrzone kontrole w sklepach gdzie sprzedawany jest produkt o nazwie K2.
 
 
 
Rośnie liczba osób zatrutych syntetyczną marihuaną na Brooklynie, znaną jako K2. Od soboty do szpitali trafiło już 49 osób. W związku z niepokojącą sytuacją NYPD wydało ostrzeżenie przed kupowaniem narkotyku i zapowiedziało zaostrzone kontrole w sklepach, gdzie sprzedawane jest K2.

Po tym, jak w weekend do szpitali na Brooklynie trafiło 25 osób, teraz hospitalizowano kolejne 24 osoby z objawami zatrucia lub przedawkowania narkotykowego. Jak podaje policja, od soboty odnotowano już 49 przypadków.
Wszystkie osoby zakupiły niebezpieczne narkotyki w sklepach w Bedford-Stuyvesant i w East New York. By zapobiec dalszym zatruciom, policja wydała ostrzeżenie przed używaniem K2.

Jak podaje NYPD, najbardziej niebezpieczne są syntetyki w opakowaniach o nazwach Scooby Snax, Fairly Legal, Bubble Gum Smacked. To właśnie po użyciu tych odmian syntetycznej marihuany doszło do przedawkowań.
Policja aresztowała już kilkanaście osób rozprowadzających trujący narkotyk. Teraz zapowiedziała jeszcze większe kontrole w sklepach.
 
 
USA.SE.pl

Wojt
Trochę demagogi i straszenia, lecz pomimo to eksperci mają trochę racji. Trzeba się liczyć z tym, że przyjmowanie wielu substancji jednego dnia, czy kilku nieznanych substancji w jednej dawce, to czysta głupota. Miejmy zawsze na uwadze jedną bardzo starą mysl Paracelsusa: że "Wszystko jest trucizna i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę". 
 
 
Wbrew powszechnej opinii dopalacze nie są łagodniejszymi formami "tradycyjnych" narkotyków; zatrucia nimi są często bardziej niebezpieczne - mówiły ekspertki podczas poniedziałkowej (21 maja) konferencji w Warszawie pt. "Dopalacze - co zyskujesz, czym ryzykujesz?".
- Wbrew powszechnej opinii nowe substancje psychoaktywne - tzw. dopalacze - to wcale nie są substancje, które stanowią łagodniejszą formę narkotyku - podkreśliła dr hab. Anna Krakowiak, kierownik Oddziału Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi podczas konferencji na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jak podkreślała ekspertka, w wielu przypadkach substancje te są znacznie bardziej niebezpiecznie niż "tradycyjne" narkotyki - zwłaszcza jeśli chodzi o leczenie zatrutych nimi pacjentów.

- Jeżeli trafia do mnie pacjent po zatruciu nowymi substancjami psychoaktywnymi, tak naprawdę nie wiem, jak będzie wyglądał obraz kliniczny jego zatrucia" - podkreślała. Ponieważ dopalacze to mieszaniny różnych substancji, trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał efekt końcowy zatrucia. "Postępowanie jest objawowe - nie ma konkretnych standardów postępowania jeżeli chodzi o zatrucie - dodała dr hab. Krakowiak.
 
- Co jest niezwykle istotne, skutki zażywania tych nowych substancji są nieprzewidywalne - dodała dr Agata Błażewicz z Narodowego Instytutu Leków. - Substancje te nie były do tej pory badane farmakologicznie, nie mają pełnej dokumentacji toksykologicznej, za dużo o nich nie wiemy. Niestety, ci co biorą, są tak naprawdę królikami doświadczalnymi - podkreślała.
 
Analizą zawartości dopalaczy już od 10 lat (odkąd substancje te pojawiły się w Polsce) zajmuje się Narodowy Instytut Leków (NIL). Jak tłumaczyła dr Błażewicz, na podstawie danych zebranych przez NIL "widać, że z roku na rok zmienia się skład tych próbek; w momencie delegalizacji starszych substancji pojawiają się ich nowe syntetyczne pochodne".
Ekspertka podkreślała również, że duże niebezpieczeństwo stanowi złożony skład dopalaczy. Ponad 35 proc. analizowanych w NIL produktów zawierało cztery lub więcej substancji psychoaktywnych. Jedynie w 17 proc. próbek znajdowała się tylko jedna substancja. - Co więcej, oprócz mieszaniny substancji psychoaktywnych, substancje te zawierały szereg zanieczyszczeń - ostrzegła.
W skład dopalaczy mogą wchodzić nie tylko substancje psychoaktywne, lecz także różnego rodzaju inne trucizny. - Mogą to być substancje żrące, mogą to być sole metali ciężkich, mogą to być również rozpuszczalniki organiczne, mogą to być trutki na szczury - wyliczała dr hab. Krakowiak.
Jeszcze innym zagrożeniem związanym z dopalaczami jest to, że działają one znacznie szybciej od "klasycznych" narkotyków: pierwsza reakcja może nastąpić nawet w ciągu 20-40 sekund od zażycia. "Działanie substancji jest więc tak silne, że pacjent, który ją przyjmuje, traci natychmiast kontakt z otoczeniem" - mówiła dr hab. Krakowiak. - Jeżeli w jego otoczeniu nie ma kogoś, kto mógłby mu pomóc, udzielić pierwszej pomocy - może to się skończyć dla takiej osoby bardzo źle - dodała ekspertka.
Podkreślała również, że brakuje nam danych na temat długoterminowych efektów zażywania dopalaczy - obserwacje prowadzone są dopiero od 10 lat. - Myślę, że tego typu badania będziemy rozwijać w przyszłości, żeby móc powiedzieć coś więcej na temat odległych zagrożeń związanych z tymi narkotykami - stwierdziła.
 
 
RynekZdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Ekspertki-dopalacze-moga-byc-grozniejsze-od-narkotykow,184191,11,1.html
 
***
Dopalacze nie są łagodniejszymi formami narkotyków. Oto cała prawda
Wbrew powszechnej opinii dopalacze nie są łagodniejszymi formami "tradycyjnych" narkotyków; zatrucia nimi są często bardziej niebezpieczne - mówiły ekspertki podczas poniedziałkowej konferencji w Warszawie pt. "Dopalacze - co zyskujesz, czym ryzykujesz?".
- Wbrew powszechnej opinii nowe substancje psychoaktywne - tzw. dopalacze - to wcale nie są substancje, które stanowią łagodniejszą formę narkotyku - podkreśliła dr hab. Anna Krakowiak, kierownik Oddziału Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi podczas konferencji na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jak podkreślała ekspertka, w wielu przypadkach substancje te są znacznie bardziej niebezpiecznie niż "tradycyjne" narkotyki - zwłaszcza jeśli chodzi o leczenie zatrutych nimi pacjentów.
- Jeżeli trafia do mnie pacjent po zatruciu nowymi substancjami psychoaktywnymi, tak naprawdę nie wiem, jak będzie wyglądał obraz kliniczny jego zatrucia" - podkreślała. Ponieważ dopalacze to mieszaniny różnych substancji, trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał efekt końcowy zatrucia. "Postępowanie jest objawowe - nie ma konkretnych standardów postępowania jeżeli chodzi o zatrucie - dodała dr hab. Krakowiak.
- Co jest niezwykle istotne, skutki zażywania tych nowych substancji są nieprzewidywalne - dodała dr Agata Błażewicz z Narodowego Instytutu Leków.
- Substancje te nie były do tej pory badane farmakologicznie, nie mają pełnej dokumentacji toksykologicznej, za dużo o nich nie wiemy. Niestety, ci co biorą, są tak naprawdę królikami doświadczalnymi - podkreślała.
Analizą zawartości dopalaczy już od 10 lat (odkąd substancje te pojawiły się w Polsce) zajmuje się Narodowy Instytut Leków (NIL). Jak tłumaczyła dr Błażewicz, na podstawie danych zebranych przez NIL "widać, że z roku na rok zmienia się skład tych próbek; w momencie delegalizacji starszych substancji pojawiają się ich nowe syntetyczne pochodne".
 
 
Wiadomosci.RadioZet.pl/Polska/Dopalacze-nie-sa-lagodniejszymi-formami-narkotykow.-Oto-cala-prawda
 
 
 
***
Eksperci: Dopalacze nie są łagodniejszymi narkotykami 
Wbrew powszechnej opinii dopalacze nie są łagodniejszymi formami "tradycyjnych" narkotyków; zatrucia nimi są często bardziej niebezpieczne - mówią eksperci. 
Wbrew powszechnej opinii nowe substancje psychoaktywne - tzw. dopalacze - to wcale nie są substancje, które stanowią łagodniejszą formę narkotyku - podkreśliła dr hab. Anna Krakowiak, kierownik Oddziału Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi podczas konferencji na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jak podkreślała ekspertka, w wielu przypadkach substancje te są znacznie bardziej niebezpiecznie niż "tradycyjne" narkotyki - zwłaszcza jeśli chodzi o leczenie zatrutych nimi pacjentów.
Jeżeli trafia do mnie pacjent po zatruciu nowymi substancjami psychoaktywnymi, tak naprawdę nie wiem, jak będzie wyglądał obraz kliniczny jego zatrucia - podkreślała. Ponieważ dopalacze to mieszaniny różnych substancji, trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał efekt końcowy zatrucia. Postępowanie jest objawowe - nie ma konkretnych standardów postępowania jeżeli chodzi o zatrucie - dodała dr hab. Krakowiak. 
Co jest niezwykle istotne, skutki zażywania tych nowych substancji są nieprzewidywalne - dodała dr Agata Błażewicz z Narodowego Instytutu Leków. Substancje te nie były do tej pory badane farmakologicznie, nie mają pełnej dokumentacji toksykologicznej, za dużo o nich nie wiemy. Niestety, ci co biorą, są tak naprawdę królikami doświadczalnymi - podkreślała.
Analizą zawartości dopalaczy już od 10 lat (odkąd substancje te pojawiły się w Polsce) zajmuje się Narodowy Instytut Leków (NIL). Jak tłumaczyła dr Błażewicz, na podstawie danych zebranych przez NIL "widać, że z roku na rok zmienia się skład tych próbek; w momencie delegalizacji starszych substancji pojawiają się ich nowe syntetyczne pochodne".
Ekspertka podkreślała również, że duże niebezpieczeństwo stanowi złożony skład dopalaczy. Ponad 35 proc. analizowanych w NIL produktów zawierało cztery lub więcej substancji psychoaktywnych. Jedynie w 17 proc. próbek znajdowała się tylko jedna substancja. Co więcej, oprócz mieszaniny substancji psychoaktywnych, substancje te zawierały szereg zanieczyszczeń - ostrzegła. 
W skład dopalaczy mogą wchodzić nie tylko substancje psychoaktywne, lecz także różnego rodzaju inne trucizny. Mogą to być substancje żrące, mogą to być sole metali ciężkich, mogą to być również rozpuszczalniki organiczne, mogą to być trutki na szczury - wyliczała dr hab. Krakowiak.
Jeszcze innym zagrożeniem związanym z dopalaczami jest to, że działają one znacznie szybciej od "klasycznych" narkotyków: pierwsza reakcja może nastąpić nawet w ciągu 20-40 sekund od zażycia. Działanie substancji jest więc tak silne, że pacjent, który ją przyjmuje, traci natychmiast kontakt z otoczeniem - mówiła dr hab. Krakowiak. Jeżeli w jego otoczeniu nie ma kogoś, kto mógłby mu pomóc, udzielić pierwszej pomocy - może to się skończyć dla takiej osoby bardzo źle - dodała ekspertka.
Podkreślała również, że brakuje nam danych na temat długoterminowych efektów zażywania dopalaczy - obserwacje prowadzone są dopiero od 10 lat. Myślę, że tego typu badania będziemy rozwijać w przyszłości, żeby móc powiedzieć coś więcej na temat odległych zagrożeń związanych z tymi narkotykami - stwierdziła.
 
 
TwojeZdrowie.RMF24.pl/choroby/psychika/news-eksperci-dopalacze-nie-sa-lagodniejszymi-narkotykami,nId,2584274
 

Wojt
Zastanówmy się, kto by pomyślał, że dopalacze po zlikwidowaniu sklepów trafią do podziemia..? Wszyscy, po za politykami a szczególnie jednym, który naginając prawo, myślał, że jednym dokumentem zniszczy cały rynek w Polsce. Po części, można przyznać, że sukces udało się osiągnąć lecz tylko na 2 miesiące. Gdyż, po tym czasie pojawiły się już pierwsze sklepy, wysyłające produkty do zainteresowanych, tylko już bez płacenia podatków. Cały biznes istnieje chociaż w szarej strefie, to nie można powiedzieć, że kiedyś zajmowali się tym tylko nie karani ludzie, więc po części, ten biznes był w podziemiu, lecz podatków wpływało więcej lub mniej lecz jakieś były.
 
 
Nie ma już oficjalnych, normalnych lub paranormalnych sklepów, które sprzedają dopalacze. A jeżeli policja zidentyfikuje tego typu placówki, to natychmiastowo dokonuje kontroli.
Dziennikarz: Dopalacze, w wakacje liczba takich zgłoszeń zazwyczaj wzrasta. Wy szykujecie też jakąś kampanie albo specjalne działania związane z dopalaczami, na najbliższe wakacje, miesiące?
Marek Posobkiewicz - GIS: Co roku przypominamy o tym, staramy się też w sposób taki, takiej komunikacji, który trafi do młodych ludzi. Zwrócić uwagę na ten problem, oczywiście, ten czarny biznes zszedł już do podziemia, niema już normalnych sklepów, albo tych paranormalnych, które z przymrużeniem oka, przemycały te środki. W tej chwili to są zamknięte pomieszczenia na 4 spusty. I wchodzimy do nich, jeżeli takie zostaną zidentyfikowane, wspólnie z policja. I te wspólne kontrole od kilu lat, które przeprowadzamy z policją, również rozpracowywanie tych grup przestępczych, przez policje i przez Centralne Biuro Śledcze. Które tez jest organem policji i przynosi efekt. Były juz pierwsze wyroki, skazujące na bezwzględne więzienie, dla tych, którzy tym procederem kierowali.
 
- Staramy się w taki sposób zakomunikować o tym, aby trafić do młodych ludzi, żeby zwrócić uwagę na ten problem. Oczywiście ten "czarny biznes" zszedł już do podziemia. Nie ma już normalnych sklepów albo tych paranormalnych, które z przymrużeniem oka przemycały te środki. W tej chwili są to zamknięte pomieszczenia - powiedział w programie "Money. To się liczy" Marek Posobkiewicz, Główny Inspektor Sanitarny.
 
 
Money.pl

Wojt
Jak długo rząd będzie głuchy na statystyki i opracowania w sprawie, ze alkohol jest o wiele gorszy od marihuany, ze papierosy powodują o wiele większe szkody w organizmie niż się to upublicznia. Czy ktoś kiedyś z rządzących pójdzie po rozum do głowy i pozwoli aby ludzie byli wolni i będą mogli sami decydować o tym, co jest dla nich dobre..
 
 
Alkohol i tytoń są znacznie częstszymi przyczynami śmierci i niepełnosprawności na całym świecie niż nielegalne narkotyki. Potwierdzają to wyliczenia naukowców.
Nowe badanie dotyczy globalnego korzystania z tego typu środków w 2015 roku. Naukowcy przyjrzeli się danym zebranym w 21 regionach świata według ewidencji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości, Institute for Health Metrics and Evaluation oraz innych źródeł. Badacze wzięli pod uwagę rozpowszechnienie używek oraz ich wpływ na zdrowie oraz powiązane z nimi przypadki zgonów i niepełnosprawności.
Wyliczenia pokazały, że mniej więcej 18% ludzi deklaruje “ciężkie” używanie alkoholu w ciągu ostatniego miesiąca. To ponad 60 gramów alkoholu lub około cztery drinki przy jednej okazji. Dodatkowo 15% przyznało się do codziennego palenia papierosów, 3,8% do zapalenia marihuany w ciągu ostatniego roku, 0,77% do zażywania amfetaminy, 0,37% do niemedycznych opioidów, a 0,35% do zażycia kokainy.
Najwyższe spożycie alkoholu odnotowano w centralnej, wschodniej i zachodniej Europie: per-capita około 11-12 litrów czystego alkoholu rocznie. W innych rejonach świata średnia jest niższa o połowę. Także w przypadku tytoniu Europa jest na pierwszym miejscu. Od 21 do 24% populacji tego regionu deklarowało codzienne palenie.
Aż 63 miliony ludzi na całym świecie w 2015 roku deklarowały zależność od alkoholu, około 843 przypadki na każde 100 tysięcy badanych. Dla porównania uzależnienie od marihuany deklarowało 20 milionów (260 przypadków na 100 tysięcy badanych), a 17 milionów pozostawało uzależnionych od opioidów (220 przypadków na 100 tysięcy osób). Ciekawe jest to, że w USA oraz Kanadzie wyniki odnośnie marihuany i opioidów były trzykrotnie wyższe.
Najwięcej zgonów powiązanych z używkami badania przypisują tytoniowi. Na każde 100 tysięcy 2015 roku aż 110 było powiązane z paleniem, 33 z alkoholem, a 7 z nielegalnymi narkotykami.
Naukowcy policzyli także ile lat życia stracili ludzie, którzy zmarli wskutek stosowania opisywanych środków. Nazwano to DALY , czyli "disability-adjusted life years" (w wolnym tłumaczeniu: "lata wyjęte z życia przez chorobę"). Palenie tytoniu kosztowało ludzkość około 171 takich lat, alkohol zabrał 85 milionów, nielegalne narkotyki – 28 milionów.
Warto pamiętać, że na wynik badań wpływ mógł mieć także dostęp do informacji. Autorzy badań mówią, że niektóre regiony i kraje (Afryka, Karaiby, Ameryka Południowa, Azja) dostarczają bardzo niewiele danych o używaniu takich substancji oraz związanych z nimi uszczerbków na zdrowiu.
 
 
 

Wojt
Dostęp do medycznego MDMA coraz bliżej, jeżeli reszta badań potwierdzi skuteczność terapeutyczną, już w 2021 roku lek na bazie MDMA zostanie dopuszczony do obrotu. Medykament będzie stosowany np. w terapii stresu pourazowego. Jest jednak jedno ale, preparat będzie trzeba przyjmować w kontrolowanych warunkach. Ponadto, w ciągi miesiąca, będzie można przyjąć jedynie 3 dawki leku.
 
 
 
 
Nowe badania opublikowane w brytyjskim piśmie The Lancet Psychiatry dają nadzieję cierpiącym na zespół stresu pourazowego. Włączenie do leczenia MDMA, substancji psychoaktywnej znanej jako Ecstasy, dało bardzo obiecujące wyniki.
W badaniu uczestniczyło 26 weteranów z chronicznymi objawami stresu pourazowego (PTSD), wcześniej bezskutecznie poddawani bardziej konwencjonalnym metodom leczenia. Wzięli oni udział w dwóch sesjach psychoterapii, podczas których podano im 3,4-metylenodioksymetamfetaminę (MDMA) znaną jako Ecstazy lub Extazy.
U większości badanych objawy znacznie się zmniejszyły – do tego stopnia, że 68 proc. z nich nie spełniało już kryteriów diagnostycznych zespołu stresu pourazowego. Weterani wskazywali także, że przyjmowanie ecstasy zniwelowało u nich problemy ze snem i koncentracją. W 12 miesięcy po zakończeniu terapii z użyciem MDMA objawy nadal się zmniejszały.
Tego lata badania mają być kontynuowane na grupie 300 ochotników. Jeśli potwierdzą skuteczność i bezpieczeństwo tej formy terapii, wzbudzającej w środowisku lekarskim i naukowym sporo kontrowersji, ecstasy może być dopuszczone do obrotu jako lek już w 2021 roku.
Jeśli tak się stanie, dostęp do MDMA będzie oczywiście ściśle nadzorowany. Prawo do stosowania tego rodzaju leczenia dostaną jedynie licencjonowani terapeuci. Pacjent, zanim otrzyma ecstasy, przejdzie cztery sesje psychoterapii. Zażycie MDMA odbędzie się w kontrolowanych przez terapeutów warunkach. Narkotyk będzie miał za zdanie na tyle poprawić pacjentom samopoczucie, by byli oni zdolni zmierzyć się z traumatycznymi wspomnieniami.
Podczas kolejnych sesji terapeuci pomogą im przepracować emocje związane z tym doświadczeniem. Pacjent będzie mógł przyjąć dawkę ecstasy tylko dwu lub trzykrotnie w odstępie przynajmniej miesiąca – pod warunkiem kontynuowania terapii.
Prowadzone nad MDMA badania mają być odpowiedzią na brak efektywnych form leczenia i terapii zespołu stresu pourazowego.
Do jego objawów należą m.in.:
problemy z zasypianiem, częste wybuchy gniewu, trudności z koncentracją, uporczywe wracanie traumatycznych wspomnień.  
 
 
 

Wojt
Wrocławscy funkcjonariusze, prowadząc czynności operacyjne w terenie, ustalili iż 33-letni mężczyzna, zamieszkujący w powiecie ząbkowickim może posiadać znaczne ilości narkotyków. W trakcie przeszukania miejsca zamieszkania, zabezpieczono MDMA, Amfetamine i marihuane, ponadto broń palna i amunicje.  Śledczy wyliczyli,że zatrzymane środki odurzające w ilości łącznej 40 kg warte są na rynku ponad 2 miliony zlotych. Zatrzymanemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu wspólnie z policjantami z Ząbkowic Śląskich zatrzymali mężczyznę, który na terenie swojej posesji posiadał znaczne ilości środków odurzających. W sumie policjanci znaleźli blisko 40 kg narkotyków wśród których była m.in. amfetamina i marihuana o czarnorynkowej wartości około 2,2 mln zł. Ponadto policjanci ujawnili także pistolet z ostrą amunicją. Podejrzany decyzją sądu został już tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy. Zatrzymanemu może grozić kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu wspólnie z policjantami z Ząbkowic Śląskich zatrzymali 33-latka podejrzanego o przestępstwa narkotykowe.
Policjanci na podstawie czynności operacyjnych ustalili, że jeden z mieszkańców powiatu ząbkowickiego może posiadać znaczne ilości środków odurzających. W związku z tym funkcjonariusze sprawdzili dokładnie teren posesji podejrzanego.
Przy użyciu psa służbowego do wykrywania narkotyków z Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze znaleziono znaczne ilości m.in. amfetaminy, MDMA i marihuany.
O przestępczym charakterze działalności podejrzewanego może świadczyć również fakt, że miał on także sprzęt do porcjowania narkotyków oraz wagi. Ponadto policjanci znaleźli także pistolet z ostrą amunicją.
Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych narkotyków, to kwota około 2,2 mln zł. 33-latek decyzją sądu został już tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy. Zatrzymanemu może grozić kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
 
 
Policja.pl

Wojt
Głupi "papieros" może narazić Cię, na dość dotkliwą karę administracyjną. Sąd orzekł, że nawet przypadkowe poczęstowanie papierosem, który był nośnikiem nieznanego nam RC, skutkuje karą 5 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywną administracyjną, w wysokości 20 tysięcy złotych. Pomimo odwołania i przekonywania, że doszło do tego zupełnie przypadkiem, WSA  podtrzymało zasądzoną kare.


Poczęstowanie papierosem z mieszanką tytoniu i dopalacza kosztowało 20 tys. zł kary.

Zakwalifikowano to bowiem jako wprowadzenie dopalacza do obrotu. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje, że kto wytwarza lub wprowadza do obrotu na terytorium RP, odpłatnie lub nieodpłatnie, środek zastępczy, podlega karze administracyjnej od 20 tys. zł do 1 mln zł.
Zdarzenie miało miejsce w szpitalu, do którego trafił na oddział dziecięcy małoletni z zatruciem dopalaczem. Tam też został poczęstowany przez innego pacjenta papierosem, po którym uległ ponownemu zatruciu.
Sąd rejonowy skazał posiadacza papierosów na karę pięciu miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem. Trudności w określeniu charakteru sprawy spowodowały natomiast, że państwowy powiatowy inspektor sanitarny nie dopatrzył się wprowadzania do obrotu środków zastępczych i umorzył postępowanie.
Dopiero wskutek odwołania prokuratora okręgowego lubuski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny wymierzył sprawcy czynu 20 tys. zł kary administracyjnej za wprowadzenie do obrotu środka zastępczego.
Ukarany bezskutecznie przekonywał w skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielkopolskim, że poczęstowanie kogoś papierosem zawierającym m.in. dopalacz nie może być uznane za wprowadzanie tego środka do obrotu, podlegające karze pieniężnej.
WSA był jednak innego zdania. Kara pieniężna za wprowadzanie do obrotu środka zastępczego może być nałożona również za udostępnienie nieodpłatnie takiego środka osobie trzeciej – orzekł, oddalając skargę. „Wprowadzeniem do obrotu" środków zastępczych, m.in. dopalaczy, jest każdy przejaw zachowania, które stwarza dostępność tych substancji.
Z definicji środka zastępczego jako środka używanego zamiast lub w takich samych celach jak środki odurzające i substancje psychotropowe wynika, że do określenia, czy dany produkt ma taki charakter, wystarczy ustalenie, z jakim przeznaczeniem został wyprodukowany lub wprowadzony do obrotu.
A choć wyrok jest na razie nieprawomocny, wypada zauważyć, że analogiczna kwalifikacja będzie dotyczyć również częstowania papierosem z marihuaną.
Sygnatura akt: II SA/Go 1141/17
 
 
RP.pl

Wojt
Właściciel sklepu z dopalaczami z Olsztyna od 10 miesięcy skutecznie ukrywa się przed organami ścigania, za nic ma wezwania czy list gończy jaki został za nim wystawiony. Obrońca pozwala sobie żartować, że nawet w jego urodziny osoba którą broni nie wysłała mu kartki z życzeniami, czyli doskonale wie gdzie jest jego klient i jak twierdzi, ma nadzieje że jego klient jest bezpieczny. Jak widać, nawet zarekwirowanie pieniędzy osobie podejrzanej, nie spowodowało jakiegoś uszczerbku w majątku i pozwoliło aby sobie spokojnie uciec i czekać na wynik procesu bądź jego umorzenie.
 
Jeszcze dwa miesiące i Kamil L. będzie mógł odpalić szampana. Wtedy minie rok, odkąd wodzi za nos policję i prokuraturę, którzy ścigają go za handel dopalaczami. Nie pomogło przeniesienie śledztwa do wyższej instancji.

Cała polska policja szuka dwudziestolatka, który w Olsztynie handlował dopalaczami. Był sprzedawcą w sklepie przy ulicy Jagiellońskiej.
Kamil L. już w ubiegłym roku usłyszał zarzuty „sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez wprowadzenie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji spożywczych” oraz za posiadanie 16 gramów marihuany. Grozi mu za to do 12 lat więzienia.
Pokrzywdzonych w tej sprawie jest w sumie 26 osób. To ludzie, którzy w sklepie Kamila L. kupili dopalacze, zażyli je i mocno to odchorowali. Jak informował Krzysztof Stodolny, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, 20-latek formalnie przyznał się do winy, ale złożył wyjaśnienia „odbiegające od ustaleń dowodowych”.
Kamil L. powinien być za kratkami od 11 lipca ubiegłego roku. To wtedy Sąd Rejonowy w Olsztynie uznał, że młody mężczyzna mógł handlować „substancjami niebezpiecznymi dla zdrowia” i postanowił aresztować go na trzy miesiące. Do czasu, zanim znajdzie się za więziennym, L. powinien był stawiać się kilka razy w tygodniu w Komendzie Miejskiej Policji w Olsztynie. I na początku z tego obowiązku się wywiązywał. Z czasem jednak przestał pojawiać się w KMP. Nie zgłosił się także do aresztu.
Z czasem do Sądu Okręgowego w Olsztynie trafiło zażalenie na areszt, które złożył Łukasz Isenko, adwokat Kamila L. I...
— Sąd znalazł salomonowe rozwiązanie. Uznał, że sprzedaż takich produktów, jakie oferował mój klient, to nie przestępstwo. Został jednak aresztowany ze względu na to, że w jego mieszkaniu znaleziono marihuanę — wyjaśnia mecenas Isenko. Wreszcie także za to, że istniała obawa ucieczki mężczyzny.
Kiedy sąd to orzekał, Kamila L. dawno już nikt w Olsztynie nie widział. Zniknął i nie ma go do tej pory, chociaż mija już dziesięć miesięcy. — Myślę, że jest gdzieś, gdzie jest bezpieczny. Nie sądzę, żeby było mu zimno albo żeby był głodny — ironizuje adwokat Isenko. — A gdzie jest konkretnie? Tego nie wiem. Mam dzisiaj urodziny, a on mi nawet kartki nie przysłał.
Teoretycznie sprawa nabrała mocy kiedy przejęła ją do prowadzenia Prokuratura Regionalna w Białymstoku. Tylko teoretycznie, bo Kamila L. ta informacja nie wzruszyła. Prokurator chciał połączyć wszystkie wątki dopalaczowego śledztwa. Od miesięcy jednak nie bardzo ma się czym pochwalić. Sklep z dopalaczami został zamknięty w czerwcu ubiegłego roku.
Policjanci zarekwirowali wtedy kilkaset paczek z dopalaczami i kilkadziesiąt tysięcy złotych. W mieszkaniu wynajmowanym przez sprzedawcę znaleziono marihuanę. I dzięki temu, jak uznał sąd, można go było aresztować. Ale też tylko teoretycznie, bo fizycznie nie wiadomo, gdzie jest.
Paweł Sawoń, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Białymstoku: — Podejrzany Kamil L. jest nieprzerwanie poszukiwany listem gończym wydanym 7 września 2017 roku. Nie jest poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania. W śledztwie występuje dwunastu podejrzanych z całego kraju. Zarzuty dotyczą głównie wprowadzania do obrotu substancji niebezpiecznych dla życia i zdrowia wielu osób w postaci tzw. dopalaczy pod pozorem zafałszowanych produktów przeznaczonych do dioram modelarskich, to jest przestępstwa z artykułu 165 paragraf 1 pkt 2 k.k.
Prokurator Sawoń dodaje jeszcze, że śledztwo trafiło do wyższej instancji, bo jest „wielowątkowe, a analizowane w jego ramach zagadnienia wykraczają poza obszar właściwości miejscowej Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie”, która wcześniej — przypomnijmy — to postępowanie prowadziła.
 
 
Olsztyn.WM.pl

×