NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Sklep www.legalneodczynnikichemiczne.pl a dokładnie jego właściciel ma zarzuty prokuratorskie i grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Swoją działalność prowadził jako legalna firma zajmująca się handel odczynnikami chemicznymi, miał sprzedawać dopalacze na terenie swojego miasta jak również przez Internet. W czasie 6 lat na tym procederze miał zarobić ponad 200 tysięcy złotych, troche mało jak na tak dobrze idący biznes. Oskarżony przyznał się do zarzucanych mu czynów, po kilku miesiącach aresztu wpłacono za niego kaucje i będzie odpowiadał z wolnej stopy. Prokurator oskarżył również kupujących w tym sklepie. Grozi im do 3 lat pozbawienia wolności.
 
12 lat więzienia grozi handlarzowi dopalaczami z Mieszkowic pod Gryfinem. Prokurator wysłał akt oskarżenia przeciwko Mateuszowi Ch. oraz jego klientom.   Z ustaleń trwającego półtora roku śledztwa wynika, że mężczyzna sprzedawał dopalacze pod przykrywką firmy handlującej odczynnikami chemicznym. Proceder trwał prawie sześć lat w Mieszkowicach i w internecie, na stronie legalneodczynnikichemiczne.pl. Według prokuratora Mateusz Ch. zarobił na tym co najmniej 207 tys. zł. Doniesienie złożył Generalny Inspektor Informacji Finansowej.

Mężczyzna przyznał się o winy. Po zatrzymaniu był tymczasowo aresztowany, ale wyszedł za kaucją i będzie odpowiadać z wolnej stopy. Oprócz handlarza prokurator oskarżył kilku jego klientów - m.in. z Rawy Mazowieckiej, Zbąszynia czy Bydgoszczy. Kupowali dopalacze prze internet. Im grozi do trzech lat więzienia.       RadioSzczecin.pl    
Wojt
Specjalnie utworzona grupa do spraw zwalczania przestępczości pseudokibiców, doprowadziła do zatrzymania hurtownika, jak go określili funkcjonariusze z wydziału. W trakcie zaplanowanej akcji, gdy hurtownik pozostawił narkotyki w budynku, policjanci przystąpili do zatrzymania 27-letniego mężczyzny, ten starał się uciekać lecz niestety po krótkiej chwili dopadli go kryminalni. Zabezpieczono 4 kilogramy marihuany i około 50 gram kokainy dodatkowo na miejscu zatrzymania zabezpieczono wage co pozwoliło funkcjonariuszom  wywnioskować iż narkotyki były przeznaczone na sprzedaż. Za ten czyn grozić będzie teraz zatrzymanemu do 12 lat pozbawienia wolności.
 
Stołeczni policjanci z wydziału do spraw zwalczania przestępczości pseudokibiców oraz kryminalni z Bemowa na terenie warszawskiej Woli zatrzymali Marcina C., pseudokibica jednego z warszawskich klubów sportowych. Mężczyzna jest podejrzany o przygotowanie do wprowadzenia do obrotu znacznej ilości środków odurzających. Funkcjonariusze zlikwidowali również magazyn, w którym znajdowało się ponad 4 kilogramy marihuany oraz kokaina. 27-latek został już tymczasowo aresztowany przez sąd.
Policjanci ze stołecznego wydziału do spraw zwalczania przestępczości pseudokibiców oraz kryminalni z Bemowa od pewnego czasu przyglądali się działalności mężczyzny, który jak wynikało z ich informacji, jest pseudokibicem jednego z warszawskich klubów sportowych. Funkcjonariusze ustalili, że 27-latek może posiadać znaczną ilość narkotyków.

Do ich ukrycia miało mu służyć pomieszczenie w jednym w bloków na terenie Woli.

Policjanci mając pewność, gdzie znajduje się narkotykowy magazyn, przystąpili do działania. Zastali tam znanego im Marcina C., który na ich widok zaczął uciekać. Po krótkim pościgu 27-latek został zatrzymany. Chwilę wcześniej mężczyzna wnosił do pomieszczenia dużą torbę.
Podczas przeszukania magazynu policjanci znaleźli czarną torbę z czterema pakunkami oklejonymi taśmą. Ponadto odkryli tam substancje o różnej konsystencji i kolorze oraz elektroniczną wagę. Wszystkie środki trafiły do badań i okazało się, że jest to ponad 4 kilogramy marihuany oraz blisko 50 gramów kokainy.

Policjanci ustalili, że mężczyzna prawdopodobnie przeznaczył narkotyki do sprzedaży. Po zebraniu materiału w tej sprawie został doprowadzony do wolskiej prokuratury, gdzie usłyszał zarzut. Może mu grozić kara nawet do 12 lat więzienia.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Do dość nietypowego zatrzymania za posiadanie narkotyków doszło w ten weekend, dokonała go dolnosko-saksońska grupa NYSA ze Zgorzelca. W trackie dochodzenia i wnikliwej obserwacji funkcjonariusze ustalili i wytypowali konkretne miejsce zamieszkania w którym miały być ukryte narkotyki. W trakcie przeszukania grupa antynarkotykowa zabezpieczyła narkotyk potocznie zwany piko. Funkcjonariusze nie podają jaka była dokładna waga zabezpieczonego narkotyku lecz wyliczyli iż z zabezpieczonej ilości można było przygotować ponad trzy i pół tysiąca działek. W mieszkaniu dokonano również zabezpieczenia marihuany w ilości która pozwoliła by przygotować 1000 porcji dilerskich. Zatrzymanemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Zatrzymanie 33-letniego mężczyzny, zabezpieczone znaczne ilości konopi indyjskich oraz metamfetaminy - to efekt działania policjantów dolnośląsko – saksońskiej grupy NYSA ze Zgorzelca. Łącznie policjanci zabezpieczyli środki psychotropowe, tzw. "piko", z których można by było uzyskać ponad 3580 porcji handlowych oraz prawie 1000 porcji marihuany. O dalszym losie zatrzymanego zdecyduje teraz sąd.
Policjanci z dolnośląsko – saksońskiej grupy NYSA ze Zgorzelca, prowadząc działania wymierzone przeciwko przestępczości narkotykowej, na podstawie wnikliwie prowadzonych sprawdzeń zlokalizowali posesję, gdzie mogą znajdować się znaczne ilości narkotyków. 
 
Funkcjonariusze weszli do wytypowanego przez nich garażu, a następnie mieszkania, gdzie w różnych pomieszczeniach znaleźli ukrytą krystaliczną substancję białego koloru oraz susz roślinny. Badania potwierdziły, że była to marihuana oraz metamfetamina. Łącznie policjanci zabezpieczyli środki psychotropowe, tzw. "piko", z których można by było uzyskać ponad 3580 porcji handlowych oraz marihuanę, z której można by było otrzymać kolejnych prawie 1000 porcji. Funkcjonariusze zatrzymali, także w tej sprawie, mężczyznę w wieku 33 lat, mieszkańca gminy Zgorzelec, podejrzanego o posiadanie narkotyków.

 
Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, mężczyzna usłyszał już zarzuty.

Prokurator prowadzący postępowanie zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego. Teraz 33-latek za swój czyn odpowie przed sądem.

 
Przypomnijmy, że posiadanie środków odurzających zagrożone jest karą do 3, a gdy przedmiotem przestępstwa jest ich znaczna ilość, nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Zabawa w handel dopalaczami, zakończyła się zarzutami dla 19-letniego mieszkańca gminy Skołyszyn. Co najciekawsze, zabezpieczone produkty w swoim składzie miały substancje wpisane do ustawy w 2015 roku. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż produkty pochodzą ze znanego wszystkim dość popularnego sklepu. Najgorsze co zrobił w tym wszystkim 19-latek, to dał się zastraszyć i przyznał się do zarzucanych mu czynów za co teraz grozić mu będzie do 3 lat więzienia. Gdyby odmówił składania zeznań, sprawa zapewne trafiła by do umorzenia a on maksymalnie mógłby dostać grzywne. Dlatego korzystajcie z pomocy prawnika, 300 złotych może uratować was przed skutkami prawnymi jak w tym przypadku.
Są efekty dochodzenia prowadzonego przez policjantów ze Skołyszyna dotyczącego posiadania i udzielania niedozwolonych środków psychoaktywnych. Policjanci przedstawili 19-letniemu mieszkańcowi gminy Skołyszyn zarzut posiadania "dopalaczy" oraz udostępnienia tego środka innej osobie, narażając ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Podejrzany przyznał się do zarzucanych czynów.
Sprawa miała swój początek w czerwcu ubiegłego roku. Policjanci interweniowali wtedy na terenie jednego z zakładów w Skołyszynie, w związku z zasłabnięciem mężczyzny, który prawdopodobnie zażył "dopalacze". 39-latek po zapaleniu papierosa stracił przytomność. Został przewieziony do jasielskiego szpitala. Interweniujący na miejscu policjanci wstępnie ustalili, że poszkodowany mężczyzna papierosa z zawartością nieznanej substancji otrzymał od swojego 19-letniego kolegi mieszkańca gminy Skołyszyn. 

Policjanci w toku prowadzonych czynności doprowadzili 19-latka do komendy i zabezpieczyli przy nim woreczki strunowe z zawartością suszu roślinnego oraz krystalicznej substancji nieznanego pochodzenia. Na opakowaniach tych środków zamieszczone były informacje iż są to "substraty środków czyszczących" lub "środki pochłaniające wilgoć". Wstępne badania na narkotesterze nie potwierdziły, że są to narkotyki. 

Policjanci wszczęli w tej sprawie dochodzenie, w ramach którego zabezpieczone substancje przesłali do laboratorium kryminalistycznego celem przeprowadzenia szczegółowej analizy. Powołali także w tej sprawie biegłego lekarza sądowego, który miał wydać opinię, czy udzielone substancje mogły sprowadzić bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia dla pokrzywdzonego. 

Badania analityczne potwierdziły, że zabezpieczone środki to "dopalacze" zawierające w swoim składzie niedozwolone i niebezpieczne dla życia i zdrowia substancje zawarte w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 2015 roku w sprawie wykazu nowych substancji psychoaktywnych. Zebrany w tej sprawie materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 19-latkowi zarzutów posiadania suszu roślinnego zawierającego niedozwoloną substancję psychoaktywną oraz zarzutu ułatwienia użycia innej osobie niedozwolonej substancji i nieumyślnego narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. 
Podejrzany przyznał się do zarzucanych czynów i złożył wyjaśnienia. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara pozbawienia wolności do 3 lat.  
 
 
 
Podkarpacka.Policja.gov.pl
Wojt
Sanepid nałożył 21 kar grzywny za handel dopalaczami, łączna suma kar to ponad 500 tysięcy złotych. Inspektorzy zabezpieczyli ponad dwa i pół tysiąca opakowań z dopalaczami, przekazano do dalszych czynności 12 produktów które zostały wysłane do badań w celu określenia zawartości substancji psychotropowych. W tym roku pierwsze kontrole nie przyniosły pracownikom sanepidu żadnego sukcesu, w wytypowanym punkcie na ulicy Mostowej nie znaleziono żadnych dopalaczy. News pierwszy na forum przesłał użytkownik Mucha.
 
Inspektorzy razem z policjantami przeprowadzili 29 kontroli. W czterech punktach w Poznaniu znaleźli prawie dwa i pół tysiąca opakowań dopalaczy. 12 produktów - sprzedawanych jako produkty kolekcjonerskie - wysłano do laboratorium, by potwierdzić obecność substancji psychotropowych.
W czterech kontrolowanych sklepach działało sześć podmiotów. Inspektorzy weszli do tych punktów, bo podejrzewali, że nielegalnie handlują dopalaczami.
Po kontroli Sanepid zakazał im prowadzenia działalności. Nałożył też 21 kar na 501 tysięcy złotych. Ukarani cały czas się odwołują.

W ubiegłym roku do szpitali trafiło 115 osób z Poznania i powiatu poznańskiego z powodu zatrucia dopalaczami.
W tym roku Sanepid przeprowadził już pierwsze kontrole. W tym tygodniu inspektorzy weszli do punktu przy ul. Mostowej w Poznaniu, ale tym razem dopalaczy nie znaleźli.
 
 
RadioMerkury.pl
 
Wojt
Oficjalnie, komuś przeszkadzał zapach unoszący się przy salonie kosmetycznym, miał to być zapach narkotyków. Pytanie jak pachną narkotyki przez zamknięte okna i drzwi, marihuana w ilości 150 gram nie wydziela aż tak mocnego zapachu, aby była ją czuć po drugiej stronie ulicy. Zapewne nie chodziło o zapach a standardowo o zwykły donos, w trakcie wkroczenia funkcjonariuszy do lokalu, odbywało się w nim porcjowanie narkotyków. Zabezpieczono 2 kilogramy amfetaminy i 150 gram marihuany. Zatrzymanym grozi do 12 lat pozbawienia wolności.
 
Policjanci z gdańskiej komendy wojewódzkiej przejęli narkotyki o czarnorynkowej wartości ponad 100 tys. złotych. Dwa kilogramy amfetaminy i marihuana zostały znalezione w jednym z salonów kosmetycznych w Trójmieście. Opinia biegłego pozwoli na przedstawienie zarzutów w tej sprawie. Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi do 10 lat pozbawienia wolności, natomiast wprowadzanie do obrotu znacznej ilości środków zagrożone jest karą do 12 lat więzienia.
Funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku z wydziału zajmującego się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców zostali poinformowani, że z jednego z salonów kosmetycznych w Trójmieście wydobywa się zapach charakterystyczny dla narkotyków. Sprawdzając tę informację policjanci weszli do środka budynku i na podłodze lokalu zobaczyli porozkładane narkotyki i przyrządy służące do ich porcjowania. Funkcjonariusze zabezpieczyli tam m.in. 2 kg amfetaminy i 150 gramów marihuany.
Zabezpieczone środki odurzające o czarnorynkowej wartości przeszło 100 tys. zł zostały przekazane biegłemu do badań.
Według informacji policjantów narkotyki te miały trafić najprawdopodobniej do osób związanych ze środowiskiem pseudokibiców jednej z drużyn piłkarskich Trójmiasta.

W związku ze sprawą zatrzymano 27-letnią mieszkankę Gdańska. Policjanci dalej zajmują się wyjaśnieniem tej sprawy.

Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności, natomiast za wprowadzanie do obrotu znacznej ilości środków odurzających 12 lat więzienia.
 
 
Policja.pl
Wojt
Polska młodzież wie, iż nie trzeba łamać prawa aby zdobyć namiastkę odurzenia, widząc, iż radzą sobie coraz lepiej a zdobywane leki w mieszankach dają odurzenie lepsze niż narkotyk w dodatku za który mogą wylądować na dołku, wybierają leki z apteki. Na nic nowe ustawy i rozporządzenia w sprawie handlu lekami, apteki wyposażają się w nowe kasy fiskalne które będę w stanie drukować paragony po pierwsze o wiele szybciej i w dodatku pozwolą rozbijać zakupy wielu sztuk na pojedyncze paragony 5-10 razy szybciej niż robiły to do tej pory. W Polsce sprzedaż leków nasennych, jest 10 krotnie wyższa niż w pozostałych 37 krajach w których przeprowadzono badania.
 
Co siódmy 15- i 16-latek miał styczność z lekami uspokajającymi nieprzepisanymi przez lekarza. Młodzież sięga też np. po leki stymulujące, które można kupić bez recepty – wskazuje socjolog Artur Malczewski.
Z raportu ESPAD opracowanego w ramach badań Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) wynika, że polskie nastolatki zajmują pierwsze miejsce w Europie pod względem zażywania leków uspokajających i nasennych bez zalecenia lekarza – podaje Polskie Radio.
Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest to, że tempo życia wzrasta, a Internet stał się bogatym i łatwo dostępnym źródłem informacji na temat tego, jakie substancje zażywać i jak je zdobyć.
- Tworzy nam się taki styl życia i bycia, że coraz chętniej zażywamy różnego rodzaju substancje chemiczne, żeby radzić sobie z problemami, czy wyrażać emocje. W zależności od dostępności albo mody, te substancje się zmieniają. Wcześniej były to alkohol i papierosy, później narkotyki, a od pewnego czasu leki bez recepty - przyznała terapeutka uzależnień Martyna Figurska.
Okazuje się, że blisko jedna czwarta 15-letnich dziewcząt sięga po leki uspokajające, a co dziesiąta nastolatka bierze leki przeciwbólowe w celu odurzania się - podaje dane Dziennik Gazeta Prawna.
Jeśli chodzi o zażywanie środków nasennych, średnia dla 37 krajów uwzględnionych w badaniu wyniosła 2 procent. W Polsce wynik był ponad dziesięciokrotnie wyższy.
Jednymi z powodów, dla których młodzież tak chętnie sięga po te specyfiki, są również ich dostępność i niskie ceny.
 
 
 
RynekAptek.pl
Wojt
Marihuana powoli staje się tematem zastępczym, przy którym nie wiele się robi - wręcz można wywnioskować że jest to szopka. W ciągu ostatniego roku, władza pare razy sygnalizowała iż daje zielone światło do działań pro legalizacyjnych ws medycznej marihuany, niestety jak to u bas często bywa, politycy zdążyli już kilka razy zmienić zdanie, najpierw przeciągano temat zamrażając ustawę W biurze analiz sejmowych, gdy udało się po kilku miesiącach usiąść do dyskusji, konsultacje zostały przełożone na miesiąc później. Teraz, po śmierci Kality z SLD temat wrócił i chociaż Kukiz15 chciał składać wniosek o wotum nieufności dla ministra Radziwiła, PIS stanowczo oznajmiło, że niema możliwości aby odwołać ministra.
Zdaniem BCC, dla dobra pacjentów należy prawnie uregulować kwestie medycznego wykorzystania marihuany zgodnie z postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego.

Marihuana to nie tylko problem medyczny, społeczny, ale także prawny. W Polsce nie jest uznawana za produkt leczniczy. Czy powinna być zalegalizowana? Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 4 listopada 2014 r. (sygn. akt SK/55/13)  potwierdził co do zasady słuszność zakazu uprawy konopi i posiadania marihuany. TK wskazał jednocześnie, że nie ma przeciwwskazań do zmiany obowiązującego prawa gdy chodzi o interes pacjenta, przede wszystkim w stanach terminalnych.
Trybunał  Konstytucyjny  stwierdził  zasadność wprowadzenia takiego prawa i wydał w tym zakresie tzw. postanowienie sygnalizacyjne z 17 marca 2015 r. (sygn. akt S 3/15), w którym przedstawił Sejmowi RP celowość podjęcia działań ustawodawczych, zmierzających do uregulowania kwestii medycznego wykorzystania marihuany. TK nie przesądził o sposobie prawnego uregulowania przez ustawodawcę stosowania w medycynie marihuany. Wskazał jedynie na potrzebę unormowania tej kwestii.
Zdaniem BCC, Ministerstwo Zdrowia nie wykazuje się zbytnią aktywnością w tej sprawie. Błędne i nie do końca prawdziwe jest rozumowanie MZ, że polscy pacjenci bez większych problemów mają dostęp do marihuany stosowanej w celach medycznych w ramach tzw. importu docelowego. Niestety, procedura uzyskania zgody na import docelowy nie jest taka prosta. Konieczna jest zgoda konsultanta wojewódzkiego danej specjalności, a następnie ministra zdrowia.
Obowiązujący stan prawny uniemożliwia wprowadzenie na szeroką skalę substancji zawierających olej konopny w celach leczniczych. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii kryminalizuje i penalizuje wszelkie posiadanie konopi, niezależnie od ich przeznaczenia. Ustawodawca położył bowiem zdecydowany nacisk na zwalczanie uzależnień prowadzących do utraty zdrowia i, w zasadzie, wykluczył możliwość medycznego wykorzystywania marihuany. Zwracał już na to uwagę Trybunał Konstytucyjny. Polska pozostaje jednym z niewielu krajów Europy, w którym ta kwestia nie jest uregulowana.
W opinii organizacji, konieczna jest regulacja prawna, dzięki której dałoby się uniknąć podobnych sytuacji jak w Centrum Zdrowia Dziecka. Przecież chodzi o dobro pacjentów cierpiących nie tylko na lekooporną padaczkę, ale także na stwardnienie rozsiane, miażdżycę, a nawet AIDS. Chodzi przede wszystkim o stosowanie marihuany leczniczej w opiece paliatywnej i jakość leczenia bólu. Dostęp do terapii przeciwbólowej powinien być jednym z istotnych kryteriów oceny przez Narodowy Fundusz Zdrowia ofert świadczeniodawców przy kontraktowaniu  usług zdrowotnych.
Reasumując:
1.     Należy prawnie uregulować kwestie medycznego wykorzystania marihuany, zgodnie z postanowieniem sygnalizacyjnym Trybunału Konstytucyjnego z 17 marca 2015 r.,
(sygn. akt S 3/15).
2.     Poważnej analizy wymaga niespójność regulacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
3.     Za słuszne należy uznać stanowisko MZ stwierdzające, że jeśli nie ma jednoznacznych i niepodważalnych dowodów naukowych, potwierdzających skuteczność stosowania pochodnych konopi indyjskich, koniecznym jest dalsze prowadzenie badań (przy zapewnieniu należytych procedur bezpieczeństwa pacjentów), które ostatecznie ustalą kliniczną przydatność takich leków.
4.     Jeżeli badania kliniczne potwierdzają skuteczność leczenia marihuaną, konieczna jest pilna nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która w obecnej wersji nie wyróżnia celu medycznego jej stosowania.
 
 
RynekAptek.pl
Wojt
Często dostępna w darknecie - pasta kokainowa, która często ceną nie wiele odstaje od kokainy jest tańsza lecz w gąszczu ogromnej ilości ofert a do tego przeróżnych cen. Sama w sonie pasta zawiera bardzo mało kokainy, jest to tak zwany produkt uboczny powstający przy produkcji narkotyku często zasyfiony dodatkami nie wiele mającymi wspólnego z środkiem odurzającym, częściej są to środki chemiczne, mogące nieść za sobą negatywne konsekwencje zdrowotne. Pasta jako wyrób, to nic innego jak pozostałości po produkcyjne, czyli zanieczyszczony siarczan kokainy i resztki roślinne.
 
Na światowym rynku kokainowym liczą się trzej czołowi producenci. Do ich grona zalicza się Kolumbia, Boliwia i Peru. Fakt ten nie powinien dziwić, ponieważ krasnodrzew, z liści którego wytwarza się narkotyk, pierwotnie porastał stoki Andów. Z tego też powodu wszystkie kraje Ameryki Południowej, położone wzdłuż wschodniego pasma gór, przodują w wyrobie kokainy. Narkotyk w czystej formie eksportowany jest w całości do Europy i U.S.A. Natomiast to, co pozostaje w trakcie wieloetapowego procesu produkcji, trafia na rynki lokalne. Miejscowi nazywają ten specyfik paco.
Paco to skrót od zwrotu „pasta de cocaina”, co w języku hiszpańskim oznacza dosłownie pastę kokainową. Jest to używka o konsystencji papki, zawierająca śladowe ilości narkotyku bazowego oraz wiele substancji trujących. Pasta składa się z odpadów powstających w poszczególnych etapach produkcji „białego proszku”. Analizy chemiczne, przeprowadzone przez ONZ, nie określiły jednoznacznie ani czynników bazowych, ani konkretnego składu tego środka odurzającego. Problem wynika głównie z różnorodności sposobów ekstrahowania kokainy i jej derywatów z liści koki. Jedynym, powtarzalnym składnikiem aktywnym jest zawsze sam narkotyk. Aby zrozumieć dlaczego tak trudno określić co zawiera w sobie paco, należy przyjrzeć się każdemu z etapów produkcji. Zanim kokaina osiągnie bowiem swoją finalną formę, poddawana jest kilku reakcjom chemicznym.


W celu wyekstrahowania narkotyku liście koki poddaje się procesowi macerowania, czyli zmiękczania. Dolewa się do nich wodę i rozpuszczalnik, na przykład w postaci nafty czy benzyny. Z mikstury tworzy się gęsty, ciemnozielony płyn, który należy dokładnie oddzielić od odpadów. Do przefiltrowanej cieczy dodaje się następnie stężony kwas siarkowy, który powoduje odseparowanie się alkaloidu. Powstaje substancja o konsystencji papki, w kolorze szarym lub brązowym. Jest to siarczan kokainy, zawierający jeszcze wiele zanieczyszczeń, które należy usunąć. W tym celu dodaje się kolejno: kwas siarkowy, nadmanganian potasu i amoniak. Otrzymuje się skrystalizowany produkt zwany bazą (freebase). Aby dokończyć proces produkcji, należy rozpuścić siarczan kokainy w acetonie lub eterze, a następnie połączyć otrzymany roztwór z kwasem solnym i alkoholem. Po paru dniach wytrąca się osad w formie kryształków chlorowodorku kokainy, będącego najpopularniejszą i najczystszą odmianą narkotyku. Związek ten można przetwarzać jeszcze w zasadę kokainową, stosując sodę oczyszczoną lub amoniak. W ten sposób otrzymuje się równie popularny crack. Proces produkcji narkotyku jest długi, skomplikowany i wymaga zastosowana wielu substancji chemicznych. Z tego powodu farmerzy często sprzedają półprodukty w postaci pasty lub bazy, przetwarzając kokainę tylko do pewnego stopnia. Choć narkotyk w finalnej postaci zalicza się do najdroższych, farmerzy za jednego sprzedanego na ulicy grama proszku, otrzymują około 5 centów.

Podsumowując, paco jest mieszaniną zanieczyszczonego siarczanu kokainy i resztek roślinnych, występującą w formie pasty. Z chemicznego punktu widzenia ma ona postać zasadową. Oznacza to, że nie jest substancją rozpuszczalną w wodzie. Nie można jej więc wypić, ani wstrzyknąć, gdyż w tej formie nie przyniosłaby upragnionego odurzenia. Z tego powodu paco zażywa się w formie inhalacji. Pastę zmieszaną z tytoniem można palić w formie skręta lub bezpośrednio z fajki. W tym celu umieszcza się ją na kawałku metalu, po czym podgrzewa i wdycha opary przez słomkę. Aby narkotyk się nie przypalił i nie przykleił do metalowych ścianek, pastę uprzednio pokrywa się popiołem lub wełną stalową. Jako narzędzie do palenia służą fajki domowej produkcji, zrobione z łatwo dostępnych przedmiotów. Zwolennicy paco używają wszystkiego, co znajdzie się pod ręką: puszek po napojach, inhalatorów dla astmatyków, folii aluminiowej, rurek prysznicowych czy anten telewizyjnych.

 
Dlaczego używka cieszy się aż tak ogromną popularnością w Ameryce Łacińskiej? Być może dlatego, że pasta kokainowa oddziałuje na organizm ludzki błyskawicznie. Po trzydziestu sekundach od pierwszego zaciągnięcia skutkuje szybkim i intensywnym odurzeniem. Powoduje wzrost ciśnienia, co palący odczuwa jako ciepło rozchodzące się po całym ciele. Osoba zażywająca popada w euforię, przestaje odczuwać smutki i żale. Każdy kto zapali paco czuje się Bogiem, ale niestety zaledwie przez pięć minut. High opuszcza niemal natychmiast, pozostawiając nieprzyjemne odczucie przygnębienia i apatii. Nagły spadek nastroju jest nie do zniesienia. Aby pozbyć się tego stanu, palacze próbują od razu zdobyć następną dawkę. Koszty są niewielkie, ponieważ jeden mach, zwany tam „petardą”, to równowartość polskiej złotówki. Niestety przeciętny użytkownik wypala od dwudziestu do pięćdziesięciu skrętów dziennie, co znacznie tę kwotę zwiększa.

Skupionych na wiecznym poszukiwaniu kolejnej działki uzależnionych, nazywa się w Ameryce Południowej muertos vivientes, czyli żywe trupy. Dzieje się tak dlatego, że używka blokuje poczucie głodu, a chemia w niej zawarta wysusza ciało od środka. Uzależnieni są wychudzeni, bladzi i pozbawieni życia. Paqueros, bo tak również określa się zwolenników paco, często po prostu nie jedzą, nie piją i nie śpią. Podczas gdy większość środków odurzających wywołuje długoterminowe efekty, ten powoduje zmiany niemal natychmiast. Narkotyk jest silnie toksyczny dla organizmu, gdyż składa się głównie z rozpuszczalników i innych trujących związków chemicznych, a czystej kokainy zawiera jedynie namiastkę. Paco wyniszcza kompletnie organizm ludzki, w terminie sześciu miesięcy od rozpoczęcia zażywania. Wyrządza szkody porównywalne do palenia osiemdziesięciu papierosów dziennie przez dwadzieścia lat. Największe spustoszenie sieje tam, gdzie nie widać. Dym wdychany podczas inhalacji, błyskawicznie niszczy błonę śluzową płuc. Amatorzy kryształków charczą, plują, mają problemy z oddychaniem. Zdarza się również, że wymiotują krwią. Związki chemiczne zawarte w narkotyku atakują serce, wątrobę i inne organy wewnętrzne. Uzależnieni cierpią na nadciśnienie, arytmię, przedwczesne zawały, żółtaczkę i rozedmę. Paco uśmierca również najważniejszy ludzki organ – mózg. Niestety te zmiany są nieodwracalne, gdyż używka trwale uszkadza neurony. Zwolennicy narkotyku przechodzą różne stadia emocjonalne, od nadpobudliwości i wzmożonej agresji, po całkowite otępienie. U wielu z nich rozwija się także psychoza. Wszystko zależy od tego z jaką intensywnością przyjmują kolejne dawki. Z powodu braku witamin i złego odżywiania, osoby uzależnione posiadają liczne rany na ciele, a ich wargi są popękane. Nie odczuwają zmęczenia, głodu ani bólu, są obojętni.

Pasta znana jest we wszystkich częściach Ameryki Południowej, lecz w każdym kraju pod inną nazwą. W Argentynie jest to paco, w Kolumbii basuco, a w Ekwadorze – baserolo. Peru zna je pod postacią kete, a Boliwia jako pitillo. Chilijska ludność wymyśliła najwięcej określeń i odmian. Wyróżniamy między innymi: angustia, co oznacza cierpienie i cocaina de los pobres, czyli kokaina ludzi biednych. Palo rosa to pasta mieszana z heroiną lub opium, mono połączone jest z tytoniem i wreszcie marciano to używka z domieszką marihuany.

Narkotyk obecny jest na terenie całego kontynentu, ale zdecydowanie najwięcej jest go w Argentynie. W kraju tym odnotowuje się bowiem największy odsetek osób uzależnionych. W samej tylko stolicy – Buenos Aires jest ich od 300 do 700 tysięcy. Eksperci oceniają, że w niektórych dzielnicach nędzy, zwanych villas miserias, nawet pięćdziesiąt procent młodych ludzi pali pastę. Co ciekawe, po narkotyk sięgają również reprezentanci klasy średniej i wyższej. Paco używają wszyscy, niezależnie od wieku czy płci. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych użycie pasty kokainowej w roku 2007 wzrosło w samej tylko Argentynie o 200 procent.

Zanim jednak paco dotarło do Argentyny i Urugwaju, znane było już od przeszło dwudziestu lat w Kolumbii, Peru i Boliwii. Pojawienie się narkotyku w nowych krajach było powiązane z transformacją produkcji, rozprowadzania i handlowania chlorowodorkiem kokainy. W roku 1988 Ameryka Łacińska przeszła istotne zmiany, kiedy to ONZ ogłosiło konwencję o zwalczaniu nielegalnego obrotu środkami odurzającymi. W jej następstwie państwa gdzie hoduje się liście koki, zaczęły ograniczać dostęp do substancji chemicznych, niezbędnych do wytworzenia kokainy. Kartele szybko doszły do wniosku, że bezpieczniej będzie przemycać same rośliny, a narkotyk produkować tam, gdzie łatwiej można dostać niezbędne składniki. Spowodowało to, że kraje produkujące kokainę przeniosły finalną fazę produkcji do Argentyny, a później Urugwaju. Panują tam nie tylko lepsze warunki do chemicznego przetwarzania, ale również dla eksportu, zarówno drogą morską jak i powietrzną. Pasta transportowana jest z obu krajów za pomocą tak zwanych „mułów”. Są to osoby, którym płaci się za przemycanie kapsułek wypełnionych proszkiem. Jednorazowo przewożą ich od 60 do 100, jeśli są połykane, gdy mocuje się je do ciała, można ukryć naraz nawet 300. Wynagrodzenie dla muła wynosi pomiędzy 15 a 80 tysięcy peso, co jest równowartością od 400 do 800 dolarów amerykańskich.

Argentyna służy jako główny kanał przerzutowy dla kokainy. Radary wykrywające samoloty pokrywają zaledwie dziesięć procent państwowej powierzchni. Granica z Boliwią jest wyjątkowo nieszczelna, więc w północnej części kraju znajduje się wiele nielegalnych lądowisk. Startują z nich samoloty przemycające narkotyk w stronę wybrzeża, skąd trafia do Afryki Zachodniej w kontenerowcach. Następnie towar przerzucany jest do Hiszpanii i stamtąd dalej rozprowadzany do reszty Europy. Za zaistniałą sytuację na granicy argetyńsko-boliwskiej obwinia się prezydenta Boliwii – Evo Moralesa. Jest on liderem ruchu hodowców koki, zwanych Cocaleros. Polityka przywódcy pobłażliwie podchodzi do uprawy i produkcji kokainy. Morales jest bowiem jednym z pierwszych farmerów uprawiających narkotyk. Zachęca on wręcz swój kraj do produkcji, w celu naturalnej konsumpcji. Popiera to argumentem, że żucie liści koki jest w ich kraju tradycją od setek lat. Pod rządami tego prezydenta handlarze narkotyków praktycznie nie mają żadnego problemu, by przetransportować liście za granicę.
Argentyńczycy, jako najbardziej uzależniony naród, za zaistniałą sytuację obwiniają kryzys z 2001 roku. Według nich, pasta wciąż byłaby tylko bezużytecznym odpadem, gdyby nie załamanie ekonomiczne kraju, które było przyczyną bankructwa. Spowodowało to znaczny wzrost bezrobocia i biedy. Rząd zamroził wypłaty pensji i emerytur. Z bankomatów nie można było wyciągać pieniędzy. Wiele rodzin z dnia na dzień straciło oszczędności życia. W Argentynie nastała bieda, która jest pierwszym i głównym powodem rozprzestrzeniana się plagi paco. Dochodzi do tego brak zainteresowań, edukacji i przede wszystkim możliwości tamtejszej ludności.

Rozwiązanie problemu paco niestety nie będzie proste. Kokaina jest bowiem obecna w Ameryce Południowej od wieków i jest częścią tamtejszej kultury. W końcu to właśnie Indianie peruwiańscy odkryli jako pierwsi cudowne właściwości psychoaktywne zawarte w liściach. Krasnodrzew porastał tereny Andów na długo zanim odkryliśmy jego działanie. Uprawa tej rośliny nie jest i pewnie nie będzie zakazana na kontynencie. Hiszpanie już w XVI wieku, pierwszy raz próbowali znieść hodowlę i spożycie koki. Nałożone restrykcje oczywiście nie były i nie są respektowane i do dnia dzisiejszego. Żaden przepis nie był w stanie tego zmienić. Dopóki tradycja uprawy będzie kultywowana, kokaina nie zniknie z rynku. A jeśli proces przetwarzania będzie wciąż miał miejsce, nie ubędzie również szkodliwych odpadów w formie paco.
Artykuł z #40 numeru Gazety Konopnej SPLIFF
 
 
 
SPLIFF.pl
Wojt
Kolejny dzień i kolejna plantacja właśnie zjechała w doniczkach właśnie do magazynu rzeczy zatrzymanych. Dorośli panowie z Warszawy zorganizowali na Śląsku plantacje, umieszczając tym samym swojego człowieka aby doglądał i pilnował roślin. Policjanci w trakcie śledztwa mieli natrafić na grupę osób która zajmowała się zakładaniem plantacji i rozprowadzaniem marihuany na terenie Mazowsza. W trackie czynności i prowadzonych przeszukań nieruchomości, funkcjonariusze zabezpieczyli na Śląsku 184 rośliny w różnym stadium rozwoju. Dalsze czynności w Warszawie, zabezpieczono gotówkę w kwocie 44 tysiące i pół kilograma suszu gotowego do sprzedaży, dodatkowo zabezpieczono wagę i woreczki strunowe.
Dzięki skuteczności stołecznych policjantów wydziału do walki z przestępczością narkotykową znaczna ilość marihuany nie trafi na rynek. Do zatrzymania czterech mężczyzn zajmujących się narkotykowym procederem doszło na terenie Warszawy oraz Śląska. W powiecie bielskim funkcjonariusze zlikwidowali nielegalną plantację. Uprawa działała z pozoru na zwyczajnej posesji. Za te przestępstwa grozi kara co najmniej 3 lat więzienia
Kolejny raz szeroko zakrojona praca operacyjna stołecznych policjantów wydziału do walki z przestępczością narkotykową przyniosła efekty. W trakcie wykonywanych czynności służbowych pozyskali informację o nielegalnej uprawie konopi na terenie województwa śląskiego. Kryminalni ustalili, że mieszkańcy Warszawy wynajęli dom na terenie powiatu bielskiego, gdzie prawdopodobnie miała znajdować się plantacja marihuany. Z informacji kryminalnych wynikało, że narkotyki miały trafić na warszawski rynek.

Stołeczni policjanci w związku z uzyskaną informacją przeprowadzili szereg czynności operacyjnych. Między innymi ustalili miejsca pobytu Daniela K. lat 26,  Marka G.  lat 28, oraz Jakuba P. lat 31 trudniących się przestępczym procederem. Podczas kontroli ich mieszkań na terenie Pragi Południe  ujawnili: wagę elektroniczną, prawie pół kilograma suszu roślinnego, torebkę strunową z zawartością zbrylonej substancji koloru brązowego oraz telefony komórkowe. Zabezpieczone zostały również pieniądze o łącznej kwocie ponad 44 tysiące zł.

W tym samym czasie stołeczni policjanci dokonali kontroli domu jednorodzinnego na terenie Śląska. Z ich informacji wynikało, że przebywa tam mężczyzna, który "opiekuje się" nielegalną plantacją. Na miejscu zatrzymali 28-letniego Łukasza K. Podczas przeszukania znaleźli i zabezpieczyli 184 krzaki konopi oraz urządzenia służące do ich uprawy.
http://www.policja.pl/dokumenty/zalaczniki/1/1-226658.jpg
Po zebraniu materiału dowodowego w tej sprawie wszyscy mężczyźni zostali doprowadzeni do prokuratury na terenie Pragi Południe, gdzie  usłyszeli zarzuty.

Odpowiedzą oni między innymi za posiadanie narkotyków oraz przetwarzanie znacznych ilości środków odurzających i uprawę konopi. Za te przestępstwa grozi kara co najmniej 3 lat więzienia.
 
 
Policja.pl