NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Zakup kontrolowany od dłuższego czasu jest już zgodny z prawem lecz policja sporadycznie korzysta z tego przywileju, woli zatrzymania na gorącym uczynku lub zatrzymanie z donosu tak jest mniej pisania papierów a i wyniki liczą się do statystyk złapania delikwenta za co przysługują inne premie. Tym razem przypadek pozwolił zastosować  zakup kontrolowany gdyż chodziło o większa ilość, przy samym zatrzymanym zabezpieczono 2kg amfetaminy i blisko 16 tysięcy złotych.
 
Zatrzymanie sześciu osób oraz przejęcie 10 kg amfetaminy, blisko pół kilograma heroiny i 50 gramów kokainy – to efekt akcji policjantów stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową. Według nieoficjalnych informacji portalu tvp.info uderzenie w grupę było możliwe m.in. za sprawą tzw. operacji specjalnej policji. Funkcjonariusze dokonali m.in. zakupu kontrolowanego narkotyków, dzięki czemu aż trzech handlarzy zostało zatrzymanych na gorącym uczynku.

To miała być szybka transakcja. 37-letni Emil K. umówił się wcześniej na sprzedaż dwóch kilogramów amfetaminy z poznanymi jakiś czas wcześniej klientami. Gdy już miał przekazać narkotyk, okazało się, że to misterna pułapka policji.

Jak spod ziemi wyrośli antyterroryści, którzy otoczyli Emila K. Klientem handlarza był bowiem najprawdopodobniej funkcjonariusz stołecznego wydziału antynarkotykowego. Informacji o operacji specjalnej nie chciały jednak potwierdzić oficjalnie ani komenda stołeczna, ani prokuratura.

Oprócz narkotyków przy zatrzymanym mężczyźnie znaleziono 16 tys. zł. Wiele wskazuje na to, że był on jednym z liderów rozpracowywanej grupy.

Policjanci na zakupach

W podobną pułapkę wpadli także dwaj inni handlarze: 35-letni Marek R. i 31-letni Tomasz R. Mężczyźni zostali zatrzymani w okolicach Łodzi, gdy finalizowali transakcje sprzedaży 3 kg amfetaminy. Do ich ujęcia również wykorzystano antyterrorystów. Przy mężczyznach znaleziono ponad 28 tys. zł.

Niedługo potem zatrzymano kolejnych członków narkogangu: 24-letniego Bartłomieja Sz., 28-letnią Magdalenę K. oraz 33-letniego Marcina K. Podczas przeszukania ich mieszkań znaleziono elementy umundurowania policyjnego oraz sfałszowane dowody osobiste. Przejęto także „arsenał” grupy: trzy rewolwery hukowe. Prawdopodobnie miały służyć do odstraszania zbyt namolnych klientów.

W stołecznej Prokuraturze Okręgowej zatrzymani usłyszeli zarzuty m.in. wprowadzenia do obrotu znacznych ilości narkotyków i uczynienie z tego procederu stałego źródła dochodu. Handlarzom grozi do 12 lat więzienia.

Znali ich każdy ruch

Policjanci ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową rozpracowywali wspomnianą szajkę przez kilka ostatnich miesięcy. Z ich ustaleń wynikało, że na terenie Warszawy pojawiła się prężnie działająca grupa dilerów. Przestępcy specjalizować się mieli w handlu amfetaminą oraz heroiną. Oferowali także kokainę.

Śledczy ustalili skład gangu. Wiedzieli także gdzie handlarze najczęściej przebywają, gdzie urządzili narkotykowe magazyny oraz gdzie mają „bezpieczne” miejsca spotkań z klientami. Mając tak rozpracowaną grupę, zapadła decyzja o zorganizowaniu pułapki i zatrzymaniu handlarzy na gorącym uczynku.

Łącznie podczas akcji przeciwko narkogangsterom zabezpieczono ponad 10 kilogramów amfetaminy, blisko 400 gramów heroiny oraz ponad 50 gramów kokainy.
 
 
Tvp.info
 
Wojt
W USA coraz częściej stosuje się koncentraty, przede wszystkim te w postaci popularnego dabu/wosku. Aż 15% palaczy w tym kraju korzysta jednocześnie z koncentratów. Na całym świecie używa ich niecałe 2%, lecz jest to spowodowane głównie tym, że nie są one powszechnie dostępne nigdzie poza Ameryką.

 
Amerykanie są najbardziej wyedukowanym, a co za tym idzie najbardziej świadomym narodem odnośnie korzystania z marihuany, zarówno w celach medycznych, jak i rekreacyjnych. Dane przedstawione w poniższym artykule pochodzą z analiz Global Drug Survey. Wykonano największą w historii tego typu próbę na bazie 69 tysięcy użytkowników Cannabis na całym świecie.
Podczas, gdy 65% palaczy na świecie miesza susz z konopi z tytoniem, jedynie 8% Amerykanów dopuszcza się takiej praktyki. Zaskakująca jest pozycja Meksyku, w którym jedynie 9% palących miesza zioło z tytoniem. Może być to spowodowane tym, że trawka w tym kraju jest po prostu tania i niezbyt bogata w kannabinoidy. W Kanadzie edukacja także wpłynęła na obyczaje i jedynie 17% użytkowników łączy Cannabis z tytoniem.
Ciekawe jest to, że najpopularniejszym sposobem palenia suszu z konopi na świecie jest joint/spliff, a zatem forma „papierosowa”, którą preferuje 70% użytkowników. Jednakże, w Stanach Zjednoczonych jest zupełnie inaczej. Najpopularniejsze są lufki i niewielkie fajki (34%) oraz bonga (26%). Jedynie 15% Amerykanów preferuje jointy.
W USA coraz częściej stosuje się koncentraty, przede wszystkim te w postaci popularnego dabu/wosku. Aż 15% palaczy w tym kraju korzysta jednocześnie z koncentratów. Na całym świecie używa ich niecałe 2%, lecz jest to spowodowane głównie tym, że nie są one powszechnie dostępne nigdzie poza Ameryką. Warto dodać, że obywatele Stanów Zjednoczonych cenią sobie moc konopi, uprawia się tam najbogatsze w kannabinoidy odmiany.

Waporyzacja niestety nie jest jeszcze odpowiednio popularna nawet w USA. Wedle badań, niecałe 13% Amerykanów waporyzuje susz. Liderem w tej klasyfikacji są niespodziewanie Finowie, gdzie aż 19% używa parowania. Może to być jednak spowodowane tym, że badania w tym kraju zostały przeprowadzone na niewielkiej próbie 350 użytkowników.
Problemem w USA wydaje się być nadużywanie marihuany. Ponad jedna trzecia użytkowników odpowiada, że pali przez ponad 300 dni w roku. Przeciętny palacz w Stanach Zjednoczonych jest upalony przez 12h dziennie, a np. w Holandii przez jedynie 2h każdego dnia.
Podsumowując, palacze marihuany w Ameryce wybierają bezpieczniejsze sposoby spożywania trawki. Cieszy, że coraz mniej ludzi miesza zioło z tytoniem. Fajki wodne, popularne w USA także są zdrowszym urządzeniem do palenia niż jointy. Jednakże, wciąż zbyt mało ludzi odkryło walory waporyzacji. Właśnie w tym kierunku powinna iść obecnie edukacja konopna w USA. Miejmy nadzieję, że amatorzy konopi w Polsce również zaczną bardziej dbać o swoje zdrowie.
 
 
SidBank.pl
Wojt
W mieszkaniu 21-latka funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli około 800 gramów marihuany, 200 gramów kokainy, ponad 1000 tabletek ekstazy oraz inne substancje psychoaktywne, 6500 zł., około 100 Euro, 100 Funtów oraz 250 USD. Dodatkowo podczas przeszukania mieszkania 23-latka zabezpieczono około 9000 zł.

 
Mokotowscy kryminalni zatrzymali dwóch mężczyzn podczas transakcji narkotykowej. 23-latek kupował pół kilograma marihuany za 12.000 zł. W trakcie przeszukań mieszkań i samochodów zabezpieczono łącznie ponad dwa kilogramy narkotyków w postaci marihuany, kokainy i ekstazy oraz około 30.000 zł w walucie polskiej oraz zagranicznej. O dalszym losie mężczyzn zdecyduje sąd. Grozi im do 10 lat więzienia.
W trakcie działań operacyjnych policjanci z wydziału kryminalnego ustalili, że w pobliżu jednej z siłowni ma Mokotowie dojdzie do transakcji narkotykowej.  Podczas kiedy mężczyźni wymieniali się reklamówkami, do akcji wkroczyli funkcjonariusze.

W samochodzie 23- letniego nabywcy, który przyjechał kupić towar z kilkuletnią córką siedzącą w foteliku na tylnym siedzeniu, policjanci ujawnili pół kilograma marihuany. W aucie 21-letniego mężczyzny, który sprzedawał narkotyki, funkcjonariusze znaleźli pieniądze w kwocie około 12.000 zł., kokainę, trzy telefony komórkowe i maczetę. Obaj mężczyźni trafili do policyjnych cel. Dziewczynka została przekazana matce.

W mieszkaniu 21-latka funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli około 800 gramów marihuany, 200 gramów kokainy, ponad 1000 tabletek ekstazy oraz inne substancje psychoaktywne, 6500 zł., około 100 Euro, 100 Funtów oraz 250 USD. Dodatkowo podczas przeszukania mieszkania 23-latka zabezpieczono około 9000 zł.

21-latek usłyszał zarzuty handlu i posiadania znacznych ilości narkotyków, za co grozi mu do 10 lat więzienia. Na wniosek policjantów oraz prokuratora mokotowski sąd zastosował wobec niego 2 miesięczny areszt. Taką samą karą zagrożony jest 23-latek, który został objęty policyjnym dozorem.  
 
 
Policja.pl
Wojt
Zatrzymano 4 osoby handlujące dopalaczami na terenie Leżajska przez policje okrzyknięcia szajką, gdyż posiadali łącznie 135 działek dopalaczy o nieznanym składzie. Wszystkim postawiono zarzut wprowadzania do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji. Tylko jeden z zatrzymanych trafił na 3 miesiące do aresztu, pozostali zatrzymani otrzymali dozór policyjny.  Jak twierdzą funkcjonariusze, sprawa ma charakter rozwojowy.
 
 
Wspólne działania policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku i funkcjonariuszy Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie doprowadziły do rozbicia szajki handlującej dopalaczami na terenie powiatu leżajskiego. Zatrzymano czterech mieszkańców Leżajska w wieku od 32 do 46 lat. Zabezpieczono trzy maszyny do gier hazardowych i 135 działek tzw. dopalaczy.
Na trop mężczyzny trafili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku, którzy od dłuższego czasu pracowali nad tą sprawą. Ustalili osoby zamieszane w handel dopalaczami na terenie powiatu leżajskiego oraz ich wzajemne powiązania.  
Następnie na podstawie zebranych informacji funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku i Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie weszli do pomieszczeń byłego lokalu w Leżajsku. W trakcie jego przeszukania znaleźli 120 działek tzw. dopalaczy, które ukryte były w pucharach w pomieszczeniu socjalnym oraz 3 maszyny do gier hazardowych.

W toku dalszych czynności policjanci zatrzymali czterech mieszkańców Leżajska w wieku od 32 do 46 lat, którzy zamieszani byli w ten nielegalny proceder. U jednego z nich w trakcie przeszukania funkcjonariusze zabezpieczyli 15 działek tzw. dopalaczy gotowych do sprzedaży.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że całym procederem kierował 37-letni mieszkaniec Leżajska. Pozostali trzej mężczyźni odpowiedzialni byli za przygotowywanie i dystrybucję gotowych działek dopalaczy na terenie powiatu leżajskiego.

Czterech podejrzanych usłyszało zarzuty wprowadzania do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji. Za ten czyn grozi im kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Wobec trzech podejrzanych Prokurata Rejonowa w Leżajsku zastosowała dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju, czwarty podejrzany decyzją Sądu Rejonowego w Leżajsku został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Leżajsku. Sprawa ma charakter rozwojowy. 
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Handlarze byli świetnymi chemikami, po studiach, wytwarzali i wprowadzali do obrotu przez swoje legalne firmy środki psychoaktywne. Oferowane przez zatrzymanych substancje nie były wpisane w ustawie o przeciwdziałaniu narkomani, więc sąd postanowił zastosować art. 165 kodeksu karnego o narażaniu życia ludzkiego na niebezpieczeństwo. Wśród oskarżonych jest również właściciel firmy zajmującej się dystrybucją środków chemicznych.


Akt oskarżenia przeciwko grupie produkującej i dystrybuującej groźne dla zdrowia i życia substancje psychoaktywne, tzw. dopalacze, skierowała do krakowskiego sądu Prokuratura Okręgowa w Krakowie – poinformował rzecznik prokuratury Janusz Hnatko.
Ponieważ substancje wykorzystywane przez oskarżonych nie podlegały ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, prokuratura zastosowała nowatorskie podejście, stosując do ścigania tego typu przestępstw kwalifikację z art. 165 kodeksu karnego, mówiącego o sprowadzaniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób przez wyrabianie lub wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji, środków spożywczych lub środków farmaceutycznych nieodpowiadających obowiązującym warunkom jakości.
- Dla skutecznej obrony przed sądem tez aktu oskarżenia, zwłaszcza co do kwalifikacji prawnej, konieczne było wykonanie wielu czynności dowodowych oraz zapoznanie się przez prowadzących śledztwo ze specjalistyczną wiedzą chemiczną, co było konieczne do oceny prawidłowości wykonywania szeregu ekspertyz – podkreślił prok. Hnatko.
11 osób oskarżonych
O działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu wyrabianie oraz wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia i sprowadzających niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób substancji psychoaktywnych o działaniu zbliżonych do narkotyków, tzw. dopalaczy, prokuratura oskarżyła 32-letniego Marka W., 48-letniego Mariusza Z., 35-letniego Macieja C. i 25-letniego Piotra S.
Wśród oskarżonych jest również właściciel firmy zajmującej się dystrybucją środków chemicznych Łukasz G. z Cieszyna, który będzie odpowiadał za to, że wprowadził do obrotu w ramach swojej działalności gospodarczej nie mniej niż 16 kg szkodliwych dla życia lub zdrowia substancji o działaniu psychoaktywnym. Za podobne zarzuty odpowiedzą przedsiębiorcy Karol M., Sebastian A., Tomasz T. oraz Sandino W.

Łącznie oskarżonych zostało 11 osób. Za zarzucane im czyny grozi kara od 6 miesięcy do 14 lat pozbawienia wolności.
Wykształcenie chemiczne 

Początek śledztwu dały ustalenia z innego postępowania, że na obszarze Warszawy oraz Chorzowa działała grupa osób, zajmująca się produkcją i dystrybucją zastępczych środków o działaniu psychoaktywnym, tzw. dopalaczy. Osoby te miały stosowne wiedzę i doświadczenie oraz uniwersyteckie wykształcenie chemiczne, dysponowały odpowiednim zapleczem laboratoryjnym oraz prowadziły działalność gospodarczą związaną z produkcją i obrotem środkami chemicznymi.

Proceder zapoczątkowały kontakty Marcina S. z Markiem W., którzy poznali się przez internet i wkrótce postanowili wspólnie założyć laboratorium i wytwarzać związki chemiczne. Wynajęli pomieszczenia w Chorzowie, które wyposażyli w urządzenia służące do wytwarzania "dopalaczy". Równolegle Marek W. prowadził produkcję tych środków w innym laboratorium. Oskarżony ten, z uwagi na wiedzę chemiczną i doświadczenie laboratoryjne, określał dokładnie, jak ma wyglądać proces produkcyjny i jakie specjalistyczne urządzenia są aktualnie potrzebne.

Kolejne osoby zajmowały się oczyszczaniem, suszeniem oraz pakowaniem gotowych substancji chemicznych. Po takim przygotowaniu substancji następowała ich dalsza dystrybucja. Odbiorcami były osoby, które prowadziły działalność gospodarczą i w swoich firmach oferowali dopalacze.
Pochodne katynonu

Z opinii toksykologicznej wynika, że wytwarzane substancje miały działanie pochodnych katynonu, a ich zasadniczym działaniem było pobudzanie ośrodkowego układu nerwowego. Substancje te wywołują liczne działania niepożądane, np. przyspieszenie akcji serca, wzrost ciśnienia tętniczego, zapalenie mięśnia sercowego, nagłe zgony sercowe, a także zaburzenia układu nerwowego, np. zaburzenie snu i widzenia, drgawki, hipertermię.

Skutki zażycia katynonów - odwodnienie, rozpad mięśni z ostrą niewydolnością nerek oraz wątroby - w ciągu kilku dni mogą doprowadzić do niewydolności wielonarządowej i śmierci. Osoby, które zażywały katynony, najczęściej są skrajnie pobudzone halucynacjami, agresją, zaburzeniami koordynacji ruchowej, mają liczne zaburzenia somatyczne. Substancje te są zatem niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzkiego – podsumowała prokuratura.


PolskieRadio.pl
Wojt
Zbliżają się wakacje, czas tak zwany ogórkowy a więc media przypominają nam temat dopalaczy. Tym razem media podłapały zatrzymanie 13kg różnych substancji o "drażniącym" zapachu. Przesyłka jako zadeklarowaną zawartość miała wpisane zabawki, gdyby tylko ktoś dodał że te zabawki są dla studentów chemii zapewne nie było by takiego szumu. Zabezpieczone substancje zostały wycenione na 1.3 mln złotych, nie znane są dokładne dane substancji, lecz 100 złotych za gram to trochę jednak zawyżona kwota. Zatrzymana zawartość leciała z Chin i wpadła w Zabrzu.

W zagranicznych przesyłkach pocztowych, w których miały być zabawki, znaleziono ponad 13 kg dopalaczy. Funkcjonariusze śląskiej Służby Celno-Skarbowej podają, że przesyłki zostały nadane w Chinach.

Jak poinformowała kom. Grażyna Kmiecik z Izby Administracji Skarbowej w Katowicach, dopalacze znaleziono podczas kontroli zagranicznych przesyłek pocztowych w Oddziale Celnym Pocztowym w Zabrzu.


Z deklaracji nadawcy wynikało, że w paczkach są zabawki. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić ich zawartość. Podczas rewizji odkryli, że wewnątrz podejrzanych przesyłek są woreczki z białym proszkiem o silnym, drażniącym zapachu.

Wynik badania próbek wysłanych do laboratorium potwierdził, że są to środki chemiczne, zaliczane do tzw. dopalaczy. 

Czarnorynkową wartość znaleziska mundurowi oszacowali na kwotę 1,3 mln złotych.
 

Niezalezna.pl
Wojt
W Polsce czystość ulicznych dragów pozostawia wiele do życzenia, wręcz ich jakość jest coraz słabsza a często zakupiony narkotyk okazuje się mieszaniną nieznanych substancji. Londyn niema takich problemów, na ulice trafiła kokaina w czystości bliskiej 100%. Władze wydały komunikat ostrzegawczy, że tak czysty narkotyk łatwo prowadzi do przedawkowań o czym świadczą pierwsze hospitalizacje.
 
 
Tak mocny narkotyk może okazać się tragiczny w skutkach
Policja w Eastbourne i Londynie wydała ostrzeżenie, z którego wynika, że na czarnym rynku pojawiła się nadzwyczaj mocna kokaina. 100-procentowo czysty narkotyk jest tak mocny, że może zabić zażywającego.
Kokaina sprzedawana na ulicach jest najczęściej rozrobiona - dilerzy dodają do niej glukozę lub benzokainę, żeby uzyskać większą ilość towaru na sprzedaż. Jak wynika z raportu opracowanego przez Vice, w Londynie kokaina rzadko ma ponad 25 proc. czystego narkotyku.

Tymczasem na rynku pojawiła się nowa partia kokainy, której czystość sięga nawet 100 procent - jak mówią policjanci z Eastbourne. Skutki już widać, bo nie tylko w Eastbourne, ale i w Londynie w ostatnich tygodniach zdarzyło się więcej przedawkowań oraz śmierci z powodu przedawkowania, niż ma to miejsce w normalnych warunkach.
Detektyw Neil Ralph powiedział: - Sprawdzamy dokładnie wszystkie przypadki, żeby znaleźć i postawić w stan oskarżenia osobę odpowiedzialną za dystrybucję tych narkotyków. Przyjmowanie środków odurzających jest niebezpieczne, ale staje się jeszcze groźniejsze, kiedy zażywa się coś z niesprawdzonego źródła - nie znamy przecież czystości i składu tej substancji.
 
 
Anglia.today
Wojt
Zastanawiasz się jak daleko może posunąć się rząd danego państwa bay jego obywatele mieli legalny i tani dostęp do marihuany. Usiądź wygodnie zapal sobie i napij się melisy, te informacje powalą Cie na kolana. W Urugwaju jeden gram legalnej marihuany będzie kosztował zaledwie 5 złotych... W ciągu miesiąca można będzie kupić 40 gram konopi na własny użytek...
 
 
W Urugwaju marihuana dla każdego zarejestrowanego użytkownika
Urugwaj zaczyna rejestrację osób, które będą mogły legalnie kupować marihuanę w aptekach. Władze ogłosiły uruchomienie rejestru na początku maja.
Urugwaj to państwo, które już w 2013 roku zalegalizowało uprawę i sprzedaż marihuany na określonych warunkach.
Prawo pozwala na uprawę konopi indyjskich przez licencjonowanych plantatorów, a dystrybucja odbywa się legalnymi kanałami poprzez kluby zrzeszające użytkowników (kluby konopne). Teraz będzie można nabyć susz z konopi w aptekach, każda zarejestrowana osoba będzie mogła uzyskać do 40g suszu miesięcznie.

Rejestracji dokonać będą mogli tylko obywatele Urugwaju, którzy ukończyli 18 rok życia. Rząd nie ogłosił jeszcze kiedy rozpocznie się oficjalna sprzedaż. Przedstawiono już jednak szacunki finansowe odnośnie dystrybucji w aptekach.
Firmy, które będą tworzyć surowiec mają sprzedawać go państwu za około 90 amerykańskich centów za gram. Apteki mają pobierać około 1,30$ (ok. 5zł) za gram suszu z konopi. Zysk ma być dzielony między aptekami, a rządem Urugwaju.
 
 
SidBank.pl
 
Wojt
Mogli wprowadzić do obrotu 63kg narkotyków, mogli gdyż nikt ich nie złapał z narkotykami w ręku. Wniosek jest prosty, niema narkotyków będą małe wyroki. Kto w takim razie trzymał nad nimi parasol ochronny i uprzedził ich aby nie posiadali przy sobie tego i tego dnia żadnych nielegalnych rzeczy.


 
Kilkanaście osób zatrzymanych podejrzewanych o udział w obrocie znacznych ilości środków odurzających, to efekt ponad rocznej pracy stołecznych policjantów z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Z ustaleń policjantów wynika, że zatrzymani mogli wprowadzić do obrotu 63 kg różnych narkotyków oraz ponad 10 tys. tabletek ekstazy, o łącznej wartości ponad 4 mln zł. Sąd tymczasowo aresztował 10 osób, a wobec 2 osób prokurator zastosował dozór policyjny oraz zakazał im opuszczania kraju.
Policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw Komendy Stołecznej Policji od ponad roku pracowali nad sprawą grupy mogącej zajmować się handlem znacznymi ilościami środków odurzających na terenie Warszawy. Wyjaśniając aspekty prowadzonego śledztwa, policjanci ustalali kolejne osoby mogące mieć związek z przestępczością narkotykową. Funkcjonariusze starali się zdobyć jak najwięcej informacji na temat osób powiązanych z grupą. W tym celu wykorzystywali wiele dostępnych metod pracy operacyjnej i śledczej. Gdy zebrali wystarczający materiał dowodowy, precyzyjnie przygotowali działania, podczas których zatrzymali podejrzanych.

Wczesnym rankiem, policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw wsparci przez funkcjonariuszy z samodzielnego pododdziału antyterrorystycznego policji  w Warszawie oraz BOA KGP, weszli do kilkunastu mieszkań na terenie Pragi Północ w Warszawie. Tam zatrzymano jedenaście osób, dziesięciu mężczyzn i kobietę. Bartosz B. ps. Baczek (26 l.), Artur S. ps. Skirek (32 l.), Tomasz K. ps. Redzi (26 l.), Piotr O. ps. Pietia (31 l.), Dominik R.  ps. Rupert (24 l.), Daniel M. ps. Krowa (26 l.), Marcin D. ps. Szczurek (30 l.), Patryk M. ps. Mandela (29 l.), Paweł Ś. ps. Gruby (49 l.), Marek Z. ps. Kendal (21 l.) oraz Barbara A. (45 l.) są podejrzani o złamanie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Podobnie jak zatrzymany następnego dnia Sebastian D. (27 l.). Wiele z tych osób jest dobrze znanych funkcjonariuszom, w przeszłości byli notowani do spraw narkotykowych, pobić, rozbojów czy uszkodzeń ciała.

Kompletny materiał dowodowy opracowany we współpracy policjantów z prokuratorami Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga pozwolił na przedstawienie 12 osobom  zarzutów dotyczących udziału w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających, z czego 10 osób jest podejrzanych o to, że uczynili sobie z tego stałe źródło dochodu. Ponadto dwie spośród zatrzymanych osób usłyszały zarzut nielegalnego posiadania narkotyków.  Zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii za wprowadzanie do obrotu znacznej ilości środków odurzających grozić może kara pozbawienia wolności do 12 lat, natomiast posiadanie znacznej ilości narkotyków zagrożone jest karą pozbawienia wolności do 10 lat.
Z zebranych przez policjantów do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw informacji wynika, że na przestrzeni trzech lat (2012 – 2014) członkowie rozbitej grupy mogli nielegalnie brać udział w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających. Podejrzani mogli wprowadzić na rynek nawet 63 kg różnego rodzaju narkotyków tj.: marihuany, heroiny, amfetaminy, kokainy oraz 10 500 tabletek ekstazy, o łącznej czarnorynkowej wartości około 4 095 800 złotych.
Na podstawie zgromadzonych dowodów sąd tymczasowo aresztował 10 osób oraz prokurator objął dozorem policyjnym 2 osoby, które dodatkowo mają zakaz opuszczania kraju. Na poczet przyszłych kar policjanci zabezpieczyli od zatrzymanych kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Z uwagi na wyjaśnienia niektórych podejrzanych, sprawa ma charakter rozwojowy. Stołeczni policjanci pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga wyjaśniają wszystkie wątki sprawy i nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
 
 
Policja.pl
Wojt
Wiele razy już pisaliśmy, iż kolejny raz Łódzki magistrat wpadł na genialny pomysł pozbycia się dopalaczy z kraju. Czy teraz czeka nas rewolucja na rynku dopalaczy a może jest to tylko wymachiwanie szabelką i straszenie ludzi a do tego robienie sobie dobrego PR-u przez Łódzkich urzędników? Wielu mądrych zachodzi w głowe, jak to zrobić, aby ukrócić ten biznes, tylko czy Unia Europejska pozwoli aby Polska miała zapis w ustawie jakiego niema nikt inny?
 
 
Łódź ma pomysł na całkowite wyeliminowanie tych substancji, bo zlikwidowanie sklepów, które je sprzedają, problemu do końca nie rozwiązuje. Prawnicy zgłaszają jednak wątpliwości
Dopalacze to wciąż problem wielu miast. Każde z nich radzi sobie z nim na swój sposób. W stolicy już od 2014 r. obowiązuje zarządzenie prezydenta m.st. Warszawy (nr 5923/2014) regulujące zasady najmu lokali użytkowych przez miasto, na podstawie których w ogłoszeniach konkursowych wyklucza się prowadzenie w nich m.in. sprzedaży produktów powodujących działania podobne do substancji psychotropowych lub odurzających, w szczególności dopalaczy. Dodatkowo w każdej umowie najmu lokalu użytkowego jest umieszczony zapis, że w przypadku, gdy najemca będzie jednak handlować takimi środkami, nawet jeżeli produkty te nie są przeznaczone do spożycia, wynajmujący ma prawo rozwiązać z nim umowę w trybie natychmiastowym, bez zachowania terminów wypowiedzenia.

Pozwy o immisje
W kwestii walki z dopalaczami najbardziej aktywna i zarazem kreatywna wydaje się jednak Łódź. Prawnicy z tamtejszego urzędu miasta wpadli na pomysł, aby uderzyć we właścicieli lokali wynajmowanych przez handlarzy tymi substancjami przepisami kodeksu cywilnego dotyczącymi immisji (art. 144 k.c.). W ich ocenie punkty sprzedaży dopalaczy negatywnie oddziałują bowiem na sąsiedztwo, przyczyniając się m.in. do spadku wartości znajdujących się tam nieruchomości.
– Pozwy o immisje odniosły swój skutek, bowiem wszystkie tego typu sklepy zostały wyeliminowane – mówi Sebastian Bohuszewicz, radca prawny w Urzędzie Miasta Łodzi.
W innych częściach kraju do tego pomysłu podchodzą raczej z rezerwą. – Będziemy się przyglądać działaniom Łodzi, szczególnie w kontekście możliwości wprowadzenia proponowanych przez tamtejszych urzędników zasad pod kątem ich legalności, a także efektywności. Niewykluczone, że w przyszłości – jeśli rozwiązania łódzkie się sprawdzą – przeanalizujemy wprowadzenie ich także pod Wawelem – mówi Jan Machowski z biura prasowego krakowskiego magistratu. W Gdańsku też do tej pory z takiej metody nie korzystali. Nie wykluczają jednak takiej możliwości. – Każde tego typu rozwiązanie będzie stosowane odpowiednio do konkretnego przypadku, po rozważeniu wszystkich okoliczności – mówi Cyprian Maciejewski z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
Dilerzy mają się dobrze
Pomimo sukcesów na polu walki z dopalaczami problem w Łodzi nadal istnieje. – Wcześniej sprowadzał się on do sieci sklepów sprzedających te substancje, teraz handlarze dopalaczami zmienili metodę ich dystrybucji. Przenieśli się bowiem do sieci dilerskiej, co oznacza, że są rozprowadzane jak narkotyki. Prokuraturze i policji brakuje natomiast skutecznych narzędzi, żeby ten handel ścigać – podkreśla mec. Bohuszewicz. Samym prawnikom łódzkiego urzędu też kończy się inwencja.
– Jeżeli handel jest prowadzony z prywatnego mieszkania w formie niezarejestrowanej działalności albo z samochodu, to trudno nam interweniować. Dlatego też stworzyliśmy projekt, w którym proponujemy narzędzia karne penalizujące cały proceder – wyjaśnia mec. Bohuszewicz, który pracował nad nowymi rozwiązaniami.
Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przygotowany przez prawników Urzędu Miasta Łodzi, który był omawiany także z policją, prokuraturą i sanepidem.
Jego autorzy proponują odejście od stosowanej w tej chwili listy substancji zakazanych, która w ich ocenie jest nieskuteczna, bo ustawodawca nie nadąża z jej uzupełnianiem. Wystarczy bowiem zmienić jeden składnik, aby dany środek, choć wciąż szkodliwy, stał się całkowicie legalny. Dlatego w projekcie znalazła się nowa, dość ogólna definicja dopalacza. – Wpadliśmy na pomysł, aby posłużyć się definicją środka zastępczego i nowej substancji psychoaktywnej, które funkcjonują już na gruncie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, rozbudowując ją o stwierdzenie, że są to po prostu środki mogące powodować zagrożenie dla życia lub zdrowia – wyjaśnia mec. Bohuszewicz.
Zmienione zostały także kary. Sankcje administracyjne mają zostać zastąpione karnymi.
– W projekcie zaproponowaliśmy kary analogiczne do tych, które obowiązują w przypadku narkotyków – mówi prawnik. Jak sam podkreśla, dopalacze są od nich często groźniejsze, bowiem ich wpływ na organizm trudno jest przewidzieć. Większość z tych substancji powoduje również szybkie uzależnienie.
Co dalej z projektem? – Został skierowany do posłów regionu łódzkiego, ze wszystkich opcji politycznych. Chcemy zebrać grupę 15 parlamentarzystów i skierować go do Sejmu jako inicjatywę poselską. Jeżeli to nam się nie uda, prezydent Łodzi będzie rozmawiała z innymi prezydentami dużych miast na temat powołania komitetu społecznego i rozpoczęcia zbiórki podpisów w celu wniesienia przygotowanej przez nas propozycji jako projektu obywatelskiego – wyjaśnia mec. Bohuszewicz.
Zdania podzielone
Z innych miast docierają już pierwsze przychylne opinie dotyczące nowych rozwiązań.
– Projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii i niektórych innych ustaw, w zakresie wprowadzania sankcji karnych wobec osób wytwarzających, organizujących i handlujących dopalaczami oceniam pozytywnie. W Poznaniu, tak jak w innych większych aglomeracjach, dystrybucja dopalaczy stanowi duży problem, z uwagi na prowadzenie jej pod szyldem sklepów spożywczych czy przemysłowych – ocenia Łukasz Judek, zastępca dyrektora Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Poznania.
Prawnicy w swoich opiniach są już bardziej powściągliwi. – Trudno w tym momencie przesądzać, czy zaproponowany projekt ustawy przyniesie oczekiwany przez autorów rezultat. Niewątpliwie z jednej strony sama penalizacja dopalaczy spowoduje, że organy ścigania uzyskają uprawnienia do walki z tym zjawiskiem, sami zaś sprawcy będą musieli liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Z drugiej jednak strony ustawa nie rozwiązuje wszystkich problemów, a w niektórych miejscach wręcz je tworzy – uważa adw. Kamil Kaliciński. W jego ocenie źródłem potencjalnych kłopotów może okazać się właśnie nowa definicja dopalacza. – Projekt ustawy penalizuje wyłącznie substancje mogące stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia. W związku z tym można sobie wyobrazić taką sytuację, że na rynku pojawia się całkowicie nowa substancja, której działania nie sposób na daną chwilę określić, przynajmniej jednoznacznie. W takiej sytuacji organy są zobligowane do tego, by niedające się usunąć wątpliwości rozstrzygać na korzyść sprawcy – argumentuje mecenas.
Podobne obawy ma także Janusz Sulima, sędzia Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. W jego ocenie użyte określenie nie zawsze pozwoli na jednoznaczne stwierdzenie, czy oferowany do sprzedaży produkt stanowi przedmiot przestępstwa. Autorzy projektu zdają się mieć świadomość tych zagrożeń. – W trybie konsultacji stwierdziliśmy jednak, że nie jesteśmy w stanie wypracować takiej definicji, która objęłaby wszystkie substancje, zwłaszcza te, które mogą łatwo powstać w przyszłości – podkreśla mec. Bohuszewicz.
 
 
 
 
Prawo.gazetaprawna.pl