NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Odnoszę wrażenie że Śląsk to stan umysłu. Kryminalni z tamtejszej komendy zlikwidowali plantacje konopi, nadmieniając fakt zabezpieczyli podobno spore ilości marihuany. Czemu podobno spore a nie konkretnie ile? Antynarkotykowi niestety podają iż 12 tysięcy sztuk dilerskich można było z tego przygotować, lecz w każdym mieście sztuka dilerska jest liczona wedle innych wartości, Tak więc zatrzymanym 36-letniemu mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia lecz nikt nie wie jak zostanie zakwalifikowany ten czyn gdyż nie określono wagi przedmiotu sprawy.
 
Śląscy kryminalni zlikwidowali domową plantację konopi indyjskich i zatrzymali jej 36-letniego właściciela. Śledczy zabezpieczyli kilkadziesiąt krzaków konopi indyjskich oraz gotowy susz, z którego można było przygotować 12 tysięcy porcji marihuany. Policjanci przejęli także sprzęt do uprawy konopi – lampy, filtry, namioty i środki chemiczne do wzrostu roślin. Mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia.
Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach trafili na trop mężczyzny, który zajmował się uprawą konopi indyjskich. Wczoraj policjanci wkroczyli do akcji i zatrzymali 36-letniego mieszkańca Katowic.

Mężczyzna uruchomił plantację w swoim mieszkaniu w centrum miasta. Stróże prawa zabezpieczyli tam 37 krzaków konopi indyjskich oraz gotowy susz marihuany, z którego można przygotować 12 tysięcy porcji tego narkotyku.

Śledczy przejęli także sprzęt do uprawy konopi – lampy, filtry, namioty i substytuty do uprawy tego narkotyku. Okazało się również, że mężczyzna z uwagi na duży pobór prądu potrzebny do jego uprawy, pobierał energię elektryczną z pominięciem licznika.

36-latek usłyszał już zarzuty: posiadania znacznej ilości środków odurzających oraz ich wytwarzania. Teraz grozi mu za to kara do 8 lat więzienia.

 
 
Policja.pl
Wojt
Dziś tak bardziej informacyjnie z przekazem o obwieszczeniu  zamieszczonym na stronie Palestry. Co prawda nikt nie wróży ze faktycznie sprawa marihuany do kogoś wyżej piastującego stanowisko dotrze lecz jeżeli prawnicy publikują to na swojej stronie, może ktoś przeczyta i poda materiał dalej. Pomimo ogromnego zobojętnienia rządzących i ich kroki aby wszystko sprowadzać z zagranicy, gdyż taniej jest sprowadzić preparat na bazie marihuany, niż stworzyć możliwości leczenia się samemu.
 
 
Z uwagi na fakt, że znany aktywista w walce o rozluźnienie reżimów zastosowania marihuany w medycynie i o znowelizowanie w tym zakresie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – został zdaje się totalnie zbanowany przez stronę rządzącą, w związku z czym nie jest w stanie przebić się ze swoją argumentacją do członków Komisji Zdrowia – za zgodą autora, Bogdana Jot, wklejamy jego list i prosimy o udostępnienia – może dotrze dzięki mediom społecznościowym do adresatów?
List drukujemy wraz z autorskim post scriptum autora.
#władzaBliżejLudzi
17 luty 2017 r.
Bogdan Jot
Po posiedzeniu Komisji – list do członków Komisji Zdrowia
Szanowne Panie Posłanki, szanowni Panowie Posłowie!
Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy jest sens pisać ten list. Po pierwsze, wszystkie decyzje w sprawie marihuany, jak się wydaje, już zapadły, a cała reszta, czyli czekające nas czytania i głosowania, to jedynie część sejmowego rytuału, który jest niezbędny, choć do samej sprawy nic nie wnosi. Po drugie, wcale nie mam pewności, czy ten tekst dotrze do adresatów, czy może raczej, decyzją czujnych asystentów, trafi do kosza. Ale z drugiej strony nie chciałbym, żeby kiedyś ktoś z Państwa powiedział „szkoda, że wcześniej tego nie wiedziałam/-łem”. Więc jednak napiszę…
1. Ministerstwo Zdrowia zastanawia się, czy będzie w Polsce duże zapotrzebowanie na medyczną marihuanę. Swoje wątpliwościach opiera na niewielkiej liczbie wniosków o import docelowy. To marna podstawa do rozważań i w MZ nie mogą o tym nie wiedzieć. Stygmatyzacja tego leku, dodatkowe obowiązki sprawozdawcze związane z jego stosowaniem (odbierane, przynajmniej przez niektórych lekarzy, jako ostrzeżenie – wiem, bo to właśnie od lekarzy się o tym dowiedziałem), wciąż żywe wspomnienie zawodowych losów dr. Bachańskiego, jawna niechęć niektórych konsultantów wojewódzkich i ich stanowcza zapowiedź, że żadnego wniosku nie podpiszą… wszystko to stwarza mało komfortową sytuację, w której lekarz, nawet przekonany do celowości spróbowania tej terapii, trzy razy się zastanowi przed wystawieniem wniosku. Zalegalizowanie medycznych zastosowań marihuany oczywiście diametralnie zmieniłoby tę sytuację.
A jakie może być realne zapotrzebowanie na marihuanę ze strony polskich chorych? Mówię o tym w moim wpisie blogowym, serdecznie zapraszam do rzucenia okiem: http://marihuanaleczy.pl/skala-problemu/
2. Ciekawa i kuriozalna jest argumentacja Ministerstwa Zdrowia, że lekarze nie chcą przepisywać chorym marihuany, bo jest to jedynie leczenie objawowe, a nie przyczynowe i że istnieją dla marihuany sprawdzone alternatywy farmaceutyczne. Tak wypowiada się osoba posiadająca dyplom lekarza medycyny… Chciałbym zapytać: Panie Ministrze, jakie ma Pan sprawdzone alternatywy farmaceutyczne w przypadku padaczki lekoopornej? Mógłby Pan wyjaśnić mnie, nielekarzowi, co oznacza słowo „lekooporny”? – bo chyba jednak nie rozumiem. A przy okazji prosiłbym też o orientacyjną informację, jaka część specyfików sprzedawanych w aptekach służy do leczenia przyczynowego: 90%? 50%? … 10%?
3. Ministerstwo nie wie, jakie będzie zgłaszane przez chorych zapotrzebowanie na lek. Oczywiście, wątpliwość słuszna, będziemy mogli się tego dowiedzieć dopiero po poznaniu odpowiedzi na parę ważnych pytań: kiedy polscy lekarze przestaną się bać marihuany? jaka będzie faktyczna dostępność leku w aptekach? (bo jeśli taka, jak na import docelowy, to sukcesu nie wróżę), no i najważniejsze: jaka będzie cena? (bo mocno się obawiam, że sporo powyżej czarnorynkowej – z oczywistymi tego implikacjami…).
Pomysł, żeby marihuanę importować, jest, moim zdaniem, bardzo słuszny: przy dobrych układach pierwsze partie suszu mogłyby dotrzeć do Polski właściwie natychmiast po wejściu w życie nowelizacji prawa, podczas gdy na plon z upraw krajowych trzeba czekać wiele miesięcy. Ale moim zdaniem import powinien być z góry określony w ustawie jako rozwiązanie przejściowe na pierwszy okres (dwa lata? trzy?) obowiązywania nowych regulacji. A potem oczywiście uprawy krajowe, które, powtórzę, powinny od razu być wpisane jako rozwiązanie docelowe.
Trochę rozbawiła mnie wypowiedź, że przecież jak będzie mokry rok, to będzie niższy plon i kto skontroluje, czy różnicy ktoś nie wyprowadził na czarny rynek. Naprawdę nasze państwo jest tak kiepsko zorganizowane, że taki problem jest dla nas nie do przeskoczenia? Naprawdę tak się uważa w Sejmie?
4. Na przekonanie lekarzy będzie potrzebna dłuższa chwila, nie mam co do tego wątpliwości. Jednym z najsmutniejszych powodów tego stanu rzeczy jest to, że na przeszkodzie stanie oficjalna medycyna. Już staje. Niedawno odbyła się we Wrocławiu nasza konferencja, jej częścią był panel dyskusyjny poświęcony stosowaniu kannabinoidów w padaczce dziecięcej. Wśród panelistów było 2 zagranicznych profesorów neurologii dziecięcej posiadających spore doświadczenie praktyczne na tym polu. Zaprosiliśmy trzy polskie towarzystwa neurologiczne (w tym jedno posiadające w nazwie epilepsję i jedno – neurologię dziecięcą), ale z naszego zaproszenia nie skorzystało żadne z nich. Ponadto informację o konferencji chcieliśmy zamieścić na kilku internetowych portalach dla lekarzy oraz w oficjalnym organie Naczelnej Rady Lekarskiej – „Gazecie Lekarskiej”. Bez skutku: zainteresowanie tematem było zerowe…
5. W czasie obrad Komisji kilka razy wspomniano o zasadzie „primum non nocere”, którą muszą kierować się lekarze. Przypominali o niej sami obecni na sali lekarze. Chciałbym ich zapytać: a co w sytuacji, kiedy wiadomo, że nierobienie niczego przynosi zdecydowanie większą szkodę niż podjęcie działania niesprawdzonego w oficjalnych procedurach, ale wykazującego w praktyce sporą skuteczność i znikomą szkodliwość? Co wtedy – czy w takiej sytuacji lekarz nie powinien móc zdecydować, że nie będzie szkodzić przez zaniechanie działania?
6. W wypowiedziach posłów i przedstawicieli zaproszonych instytucji często przewijały się terminy „surowiec farmaceutyczny”, „środek do produkcji leków”, „przetwory z konopi”. Proszę jednak pamiętać, że wszędzie, gdzie zalegalizowano medyczny użytek marihuany, najbardziej powszechną formą dostarczaną pacjentom (przepraszam, doprecyzuję: ZDECYDOWANIE najbardziej powszechną formą) jest susz.
Pracownik NIL zapytał: „Jak ten susz aplikować dzieciom?”.
Proszę Państwa, rodzice od dawna wiedzą jak. Proszę mi wierzyć, że w znalezieniu właściwej dawki, najlepszej drogi podawania leku czy odpowiedniej częstotliwości jego zażywania żaden aptekarz nie będzie tak skuteczny jak rodzice (albo dorośli chorzy). Niektórym pacjentom lepiej służą czopki z masła kakaowego, innym z oleju kokosowego; u jednych trochę za dużo THC powoduje niepożądane reakcje, u innych przynosi rewelacyjne rezultaty; jednym wystarcza dawka x, inni potrzebują dwa albo i trzy razy więcej. Jeżeli w aptekach bez problemu będzie można otrzymać odpowiedni preparat dobrze dopasowany do indywidualnych potrzeb, to w porządku. Ale powiem szczerze, że mam co do tego spore wątpliwości.
W przesłanym Państwu kiedyś nagraniu wspominałem, że odmienność marihuany od leków farmaceutycznych polega między innymi na tym, że bardzo rośnie rola pacjenta, która nie polega już na wykonywaniu poleceń lekarza, lecz na współtworzeniu procesu terapeutycznego, a nawet na odgrywaniu w nim wiodącej roli. Myślę, że między innymi stąd bierze się niechęć wielu lekarzy, przyzwyczajonych do innej zależności.
7. Pytanie techniczne (i to rzeczywiście jest pytanie, nie znam na nie odpowiedzi): przedstawiciel BAS stwierdził, że „wskazana byłaby notyfikacja” pozostałych krajów Unii. Pytanie jest następujące: czy rząd RP otrzymał taką notyfikację od rzędu Niemiec? (Niemcy niedawno mocno zmienili swoje prawo i umożliwili chorym o wiele szerszy dostęp do medycznej marihuany). Albo od rządu Republiki Czeskiej, gdzie zmiany w prawie miały miejsce w 2013?
8. Uwaga końcowa: mówiąc o negocjacjach nad treścią ustawy, p. poseł Raczak stwierdził w pewnym momencie: „Proszę docenić drugą stronę”. No właśnie: nie mamy problemu, który trzeba załatwić ku pożytkowi chorych. Mamy jedną stronę i drugą stronę…
Z poważaniem
Bogdan Jot
Niespodziewany PS:
wszystkie wiadomości wysłane na oficjalne skrzynki sejmowe wróciły niedoręczone. Powód? „Rejected due to DNS BlackList server response” (czyli, o ile dobrze to rozumiem, zostałem wpisany na czarną listę i trwale zablokowany; być może posłowie -lub ich asystenci- nie lubią, jak się do nich za często i za długo pisze). Sprawę podrążę i spróbuję się zorientować, jak to faktycznie wygląda.
 
 
 
PalestraPolska.wordpress.com
 
Wojt
Były już pomysły na własny biznes, więc teraz "ogłoszenie" o prace. Fakt iż poszukują Niemcy może nie być dla każdego dobrą zachęta lecz cel jest słuszny a praca bardzo sympatycznie się zapowiada. Konkretnie i rzeczowo, Niemcy zatrudnia do pracy ludzi, znających się na sadzeniu, pielęgnacji konopi i dalszej uprawie. Może szukają właśnie Ciebie?
 
 
Jednym z obowiązków nowego pracownika ma być uprawa konopi indyjskiej.
Niemiecki rząd szykuje się do wdrożenia ustawy dotyczącej marihuany. Zgodnie z jego decyzją, przewlekle chorzy pacjenci będą mieli ułatwiony dostęp do leczniczej marihuany. W tym celu poszukiwane są osoby do pracy, które zajmą się sprowadzaniem konopi indyjskich z zagranicy, a także ich uprawą. Żart? Bynajmniej!

Już od 1 marca 2017 roku niemieckie apteki muszą przygotować się na prawdziwe oblężenie. Od marca pacjenci będą mogli pójść do lekarza, opowiedzieć o swoich dolegliwościach i być może otrzymać receptę na leczniczą marihuanę w ilości nawet 100 gram miesięcznie, a w niektórych skrajnych przypadkach, bez górnej granicy. Ci najciężej chorzy dostaną ją za darmo. Politycy zadbali o to, aby była refundowana. 
Ponieważ produkcja roślin chwilę potrwa, jak informuje portal Mypolacy.de, Federalny Instytut Leków i Produktów Medycznych szuka rąk do pracy, a konkretnie profesjonalistów, którzy fachowo zajmą się uprawą konopi indyjskich, sprowadzaniem roślin z zagranicy, a także będą odpowiedzialni za produkcje leków. Nie każdy jednak nadaje się do tej pracy. Kandydat musi spełniać szereg wymogów. Przede wszystkim musi mieć wyższe wykształcenie chemiczne lub biologiczne i płynnie porozumiewać się w języku angielskim. Dodatkowym atutem będzie...licencja na uprawę marihuany. 
Cóż, wygląda na to, że praca marzeń dla wszystkich miłośników tej zielonej rośliny jest na wyciągnięcie ręki
Fotografia: Pixabay
 
 
Planeta.fm
 
Wojt
Tak tworzy się propanagde, funkcjonariusz policji z "niewielkiego" miasteczka podczas udzielania wywiadu, chwali się, że w tym miesiącu grupa antynarkotykowa w jego komendzie "ściągnęła" z rynku 20kg narkotyków. Dumny z siebie policjant zachowuje się i wypowiada w tonie TVN, czyli stacji która sieje zamęt i głosi ogromne kłamstwa o narkotykach jakimi straszono w latach 70, jak stwierdza policjant - "Każdy gram, każdy kilogram, jest to jakieś ocalone dziecko, człowiek - dodaje.".
 
 
Kilka dni temu policjanci ze Śląska zlikwidowali plantację marihuany. W specjalnych pomieszczeniach wynajętego domu przez kilka miesięcy przestępcy uprawiali marihuanę, która potem przetworzona jako narkotyk, trafiała głównie do młodzieży...   Piotr w służbie jest od 15 lat, zaczynał jak każdy młody policjant od patrolowania ulicy, podobnie jak jego koledzy z wydziału - Paweł, który z policją związany jest od 16 lat, i Jakub, który służy 10 lat. Od dwóch lat pracują w komendzie wojewódzkiej policji w wydziale ds. walki z przestępczością narkotykową. Wszyscy są pracownikami operacyjnymi, dlatego nie mogą pokazać swoich twarzy.
Ta praca to jest adrenalina
- W tej chwili narkobiznes jest bardzo powszechny. Gdzie byśmy się nie obrócili, w każdym mieście, w każdej dzielnicy jest po kilku, jak nie kilkunastu dilerów - mówi Piotr. I zwraca uwagę na to, jak ciężko jest wniknąć w grupę, która zajmuje się handlem narkotykami. - To nie jest na pstryknięcie palca. W tym miesiącu wydział nasz ściągnął już około dwudziestu kilogramów narkotyków z rynku. W zeszłym roku było tego o wiele, wiele więcej. Każdy gram, każdy kilogram, jest to jakieś ocalone dziecko, człowiek - dodaje.
Jakub przyznaje, że praca, którą wykonuje, to wielkie emocje. - Zawsze jest adrenalina. Pojawia się przy każdym zatrzymaniu, bo tak naprawdę nie wiemy, gdzie wejdziemy i co się będzie za chwilę działo - mówi.
Według Piotra, jeżeli ktoś mówi, że nie boi się przed akcją, to kłamie. - Zawsze jest ryzyko, że coś może pójść nie tak. Tym bardziej, że nie są to łagodni ludzie. Najczęściej są bardzo brutalni, bez żadnych skrupułów - zauważa.
Przede wszystkim pseudokibice
Nasi dziennikarze razem z funkcjonariuszami uczestniczyli w nalocie na jedną z plantacji, kontrolowanej przez grupę pseudokibiców. Uprawa liczyła około 300 krzaków i była regularnie doglądana. W trakcie nalotu zatrzymano jednego mężczyznę, który najprawdopodobniej był odpowiedzialny za odpowiednie naświetlanie konopi, sprawdzanie wilgotności i dostarczanie nawozu.
- Taka osoba, jak ten zatrzymany mężczyzna, za zrealizowanie takiej plantacji dostaje na rękę mniej więcej 10-15 tysięcy złotych - mówi Paweł z Komendy Wojewódzkiej Policji.
Zatrzymany to dotąd niekarany 21-letni mieszkaniec Śląska. Na co dzień pracował w jednej z korporacji taksówkarskich. - Dobrze zarabiam na taksówce. A za kratkami jakoś przeżyję - stwierdził zatrzymany 21-latek. Mężczyźnie grozi od roku do ośmiu lat pozbawienia wolności. Policjanci zapowiadają, że wkrótce za kratki trafi też szef grupy, w której taksówkarz był jedynie pionkiem.
Tylko w zeszłym roku na terenie Śląska policjanci zabezpieczyli ponad 350 kilogramów różnych narkotyków.
 
 
uwaga.tvn.pl
Wojt
Jesteś młody i zastanawiasz się co zrobić ze swoim życie? Prezes i założyciel Serge Import LLC udzielił wywiadu, podczas którego podzieli się z wami 20 sposobami na nową droge życia. Wszystko zależy od tego, w czym jesteś dobry lub do jakiego miejsca zamierzasz się wyprowadzić.
 
 
 
Rynek uprawy marihuany szybko się rozwija, co daje mnóstwo nowych możliwości dla rozwinięcia własnego biznesu.
Serge Chistov, główny doradca finansowy w Honest Marijuana Company, prezes i założyciel Serge Import LLC udzielił dla Small Business Trends wywiadu na temat tych możliwości. Oto 20 z nich:

Produkcja marihuany
niej
Florystyka
– marihuana jako roślina wykorzystywana w sztuce florystycznej – kwiaciarnie, pracownie bukieciarstwa
Organizacja imprez
– organizacja imprez związanych z marihuaną lub na potrzeby biznesu
Tworzenie aplikacji
– aplikacje mobilne dla osób korzystających z marihuany – począwszy od lokalizacji punktów sprzedaży, na mediach społecznościowych skończywszy

Tworzenie sieci społecznych
– tworzenie społeczności internetowej dla osób korzystających z marihuany
Tworzenie oprogramowania
– tworzenie oprogramowania dedykowanego stricte dla działalności związanej z marihuaną
Ochrona
– działalność na rynku marihuany wymaga zapewnienia ochrony
Reporter
– zbieranie, opracowywanie i dostarczanie informacji na wszelkie tematy interesujące użytkowników marihuany
Usługi przewodnickie
– jeżeli mieszkasz w okolicy przyjaznej i ciekawej dla konsumentów marihuany, możesz stać się ich przewodnikiem po lokalnych atrakcjach
 
 
CannabisNews.pl
Wojt
Policjanci ustalili znaczy się ktoś poinformował, że para sobie za dobrze radzi bądź zbyt się im powodzi. Tak więc donos, o posiadaniu narkotyków przez 40-letniego mężczyzne i jego 21-letnią koleżankę trafił do funkcjonariuszy do spraw walki  z przestępczością narkotykową którzy dokonali przeszukania. Podczas czynności ujawniono narkotyk w dwóch miejscach. Zatrzymani podzielili i ukryli  amfetamine w dwóch częściach mieszkania aby narkotyk nie stracił swoich właściwości, ukryty był w zamrażalniku i na balkonie, łącznie zabezpieczono ponad 7 kilogramów białego proszku.
 
Przechwycenie ponad 7 kilogramów amfetaminy o wartości około ćwierć miliona złotych oraz zatrzymanie mężczyzny i kobiety, podejrzanych w tej sprawie, to efekt działań policjantów z komendy powiatowej w Dzierżoniowie i komendy wojewódzkiej we Wrocławiu. Narkotyki ukryte były w wynajmowanym mieszkaniu. Sąd po zapoznaniu się z materiałami, zastosował wobec mężczyzny, środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.
Funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego z Komendy Powiatowej Policji w Dzierżoniowie działając wspólnie z funkcjonariuszami Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, w wyniku przeprowadzonej realizacji, ustalili i zatrzymali 40-letniego mężczyznę i 21-letnią kobietę, podejrzanych o posiadanie znacznej ilości narkotyków.

Do zatrzymania podejrzanych doszło na terenie Bielawy, po tym jak funkcjonariusze prowadząc czynności operacyjne ustalili, że mężczyzna może posiadać w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu sporą ilość środków odurzających. Podejrzenia policjantów potwierdziły się. W jego mieszkaniu funkcjonariusze znaleźli znaczną ilość narkotyków.
Część z nich schowana była w zamrażalniku, a część na balkonie. Już wstępne badania wykazały, że ujawniona substancja to amfetamina. Policjanci zabezpieczyli łącznie blisko 7,2 kg,z których można było uzyskać kilkadziesiąt tysięcy porcji handlowych. Zatrzymani trafili do policyjnego aresztu. Obecnie policjanci szczegółowo wyjaśniają wszelkie okoliczności tej sprawy, w tym źródło pochodzenia zabezpieczonych środków odurzających, ich dalsze przeznaczenie.
Oboje zatrzymani usłyszeli już zarzuty w tej sprawie. Wobec mężczyzny, sąd po zapoznaniu się z materiałami, zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące. Przypomnijmy, że w świetle obowiązujących przepisów za posiadanie narkotyków grozi kara do 3, a w przypadku ich znacznej ilości, nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Handel narkotykami zagrożony jest natomiast karą pozbawienia wolności do lat 12.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Zastanawiasz się, czemu w innych krajach legalizacja medycznej marihuany to nic nad wyraz specjalnego a u nas w kraju jest to temat drażliwy i wszystkie próby doprowadzenia do zmian w ustawie prawa upadają? Odpowiedz jest tragicznie smutna, ogromne korporacje połączyły siły i chcą zalać rynek marihuana GMO! Niestety, dzieje się to na naszych oczach. Monsanto i Bayer doszły do porozumienia, to negatywnie odbije się na chorych... chociażby dlatego że światowa monopolizacja zepsuje naturę i napcha ją pestycydami.
 
Po wielu miesiącach negocjacji siły połączyły dwie z największych światowych korporacji – Bayer i Monsanto. Bayer to niemieckie przedsiębiorstwo chemiczne i farmaceutyczne, jeden z największych koncernów farmakologicznych na świecie. Monsanto to międzynarodowy koncern, wielka korporacja specjalizująca się w biotechnologii oraz chemii organicznej nastawionej na produkcję w zakresie rolnictwa – znani są z produkcji silnie toksycznych pestycydów oraz nasion GMO. Połączenie sił tych dwóch gigantów to największa fuzja wszechczasów. Bayer zakupił Monsanto za niebagatela – 66 bilionów dolarów!


Co to oznacza dla konsumenta?
Oznacza to wiele rzeczy, a żadna z nich nie jest dobra dla konsumentów. Po pierwsze to wzmocnienie monopolizacji światowych zasobów żywności. To także szerzej dostępne produkty zmodyfikowane genetycznie (GMO) i jeszcze więcej pestycydów użytych do ich produkcji. Połączenie dwóch gigantów sprawi, że kolejnym firmom trudniej będzie przebić się na rynku. Zwiększona produkcja w wyniku połączenia sił sprawi, że koncerny będą mogły produkować jeszcze więcej i jeszcze taniej…
Cena kusi wielu hurtowników, którzy nieświadomi (bądź ignorujący) zagrożenia dystrybuują nasiona GMO. Nasiona takie dają plony niższej jakości (na dłuższa metę – początkowo rolnikom wydaje się, że na tym zyskują). Monokultura masowych upraw zbóż w wielkich przedsiębiorstwach rolniczych prowadzi do wyjałowienia gleby, zatem w celu osiągnięcia zadowalających plonów rolnicy sięgają po coraz więcej chemicznych środków ochrony roślin (dostarczanych przez Monsanto) i błędne koło zamyka się prowadząc co dramatycznego zubożenia jakości dostarczanego pożywienia. 
Co to ma wspólnego z marihuaną?
Jak donosi magazyn Big Buds Mag Monsanto prowadzi bardzo bliską współpracę z Scotts Miracle-Gro, przedsiębiorstwem zajmującym się produkcją artykułów ogrodniczych. Firma planuje przejąć rynek marihuany. Ta współpraca nie brzmi dobrze. Scott Miracle-Gro dostrzegło potencjał w branży marihuany w rozwijających się w państwach, w których rośliny zostały zdepenalizowane lub zalegalizowane. CEO firmy, Jim Hagadorn, wyraził zamiar wydania 500 mln dolarów, aby w całości wykupić przemysł marihuany.
Monsanto i Bayer pracują nad inżynierią genetyczną konopi indyjskich
Bayer sprzedaje niektóre z produktów GW Pharmaceuticals w tym Sativex, kosztowny medyczny spray zawierający THC.

Zarówno Monsanto i Bayer mają historię produkcji broni chemicznej wykorzystywanych w działaniach wojennych i toksycznych produktów, w tym PCB, DDT, Agent Orange, Roundup i GMO.
Obie korporacje, które są teraz połączone w jedną, zgodziły się dzielić tajemnice handlowe o planach produkują zmodyfikowane genetycznie marihuany.
Marihuana GMO produkowana na masową skalę, choć brzmi jak scenariusz science-fiction, może niebawem stać się standardem. Gra toczy się o wielkie pieniądze – koncerny dostrzegają szansę na wygenerowanie dużych zysków dzięki produkcji marihuany, która staje się coraz bardziej dostępna na całym świecie.
Źródło: www.naturalnews.com  
 
 
MedycznaMarihuana.com
Wojt
Tak prawdziwego wywiadu z adekwatnie prawdziwymi sytuacjami o patologi prawnej jeszcze nie było. Wszystko co do dzisiaj słyszałeś, jako pogłoski lub legendy możesz potwierdzić tym artykułem, w którym byli funkcjonariusze kryminalni oddają w 100 procentach jak na prawdę dzieje się w policji i że rozkazy z góry są często głupie, lecz wyznaczone realizacje, funkcjonariusze pomimo niechęci i wiedzy że takie działania nie wiele zmienia, muszą realizować i trzymać się standardów narzuconych przez zwierzchników.
 
„Jedyny pomysł na walkę z ćpaniem to wyjechać na miasto, nakopać gangsterom do dupy i pozamykać jakieś płotki. Bardzo typowe, zwalczać symptomy i zapomnieć o przyczynach. Za dużo przeczytałem o przepełnionych więzieniach, o niesprawiedliwości systemu sprawiedliwości”.
Już nie pracują w policji.
Leszek Wieczorek zaczynał w latach 80. w pionie kryminalnym na komendzie w Bielsku. Najpierw ścigał ludzi ukrywających słoiki z kompotem (czyli „polską heroiną”) za pazuchą. Lata 90. upłynęły pod znakiem amfetaminy i śledztw, które sięgały za niemiecką granicę.
Neill Franklin jest z Baltimore w stanie Maryland. W mundurze wytrzymał tylko kilkanaście miesięcy. – Ciągnęło mnie do szybkich samochodów, fajnych ciuchów, a to wszystko mieli tajniacy – wspomina.
Neil Woods służył w Derbyshire w Anglii, ale jeździł po całym Zjednoczonym Królestwie. Na krótkie akcje. W kilka miesięcy zaprzyjaźniał się z najgroźniejszymi przestępcami z brytyjskiego półświatka tylko po to, żeby wystawić ich swoim kolegom do aresztowania.
Wszyscy troje są dzisiaj członkami międzynarodowej organizacji Law Enforcement Action Partnership zrzeszającej byłych policjantów, pracowników wywiadu, strażników więziennych i innych „stróżów prawa”, którzy sprzeciwiają się prohibicji narkotykowej. Neill Franklin ciągle mieszka w Baltimore, jest dyrektorem wykonawczym LEAP. Neil Woods wydał w zeszłym roku książkę Good Cop, Bad War, w której ujawnia szczegóły tajnych operacji, w których brał udział jako policjant. Według Neila to działania policji są odpowiedzialne za wychowanie bezwzględnych i bezgranicznie brutalnych narkobaronów. Leszek Wieczorek przeszedł na emeryturę w 1999 roku, a w 2010 został pierwszym polskim przedstawicielem LEAP. Występuję na marszach na rzecz legalizacji marihuany i zabiega o zmianę prawa narkotykowego w Polsce.
Każdy z nich miał inne motywacje wstępując do policji i na różnych etapach swojej służby zmieniali zdanie w sprawie narkotyków. W rozmowie dla Krytyki Politycznej opowiadają, jak wygląda droga z pierwszego frontu wojny z narkotykami na drugą stronę barykady. Dlaczego kiedyś wierzyli Nancy Reagan, a dziś pracują nad reformą prawa narkotykowego?
**
Dawid Krawczyk: Po co wyście w ogóle poszli do pracy w policji?
Neill Franklin: Chciałem sprawować służbę publiczną. Serio.
Leszek Wieczorek: Robota jak robota.
Neil Woods: W sumie to rzuciłem monetą, dwudziestopensówką. Nie mogłem się zdecydować, czy zwiedzać świat z plecakiem, czy iść do policji. Więc moneta zdecydowała za mnie.
Wszyscy pracowaliście w narkotykach. Tak chcieliście od początku?
Neill Franklin: Poszedłem do szkoły policyjnej ze względu na mojego brata, który pracował w stanie Maryland jako gliniarz, to mi imponowało. Skończyłem szkołę i pracowałem w mundurze jakieś kilkanaście miesięcy. Ale cały czas bardzo chciałem pracować jako tajniak.
Neill Franklin Żeby łapać dilerów? I sprzątnąć dragi z ulic Baltimore?
Neill Franklin: Szczerze? Dużo bardziej zależało mi na tym, żeby być cool. A największy szacunek wzbudzali goście, którzy ciągle przesiadywali u nas w piwnicy na komendzie. Przychodzili i wychodzili, kiedy im się tylko podobało, jeździli super furami, no i mogli chodzić w swoich ciuchach. Jak jeden z tych tajemniczych typów podszedł do mnie i zaproponował mi robotę w zespole antynarkotykowym, to było coś. Naprawdę pierwszy raz mogłem robić, co mi się żywnie podobało.
Leszek Wieczorek: U mnie też motywacje nie były jakieś górnolotne. Znajomy powiedział, że przyjmują, a że młodzieńcza fantazja się odezwała, to poszedłem. Kariera zaczęła sama się rozwijać. Udało mi się piastować kierownicze stanowisko, więc wiedziałem po jakimś czasie, że to droga dla mnie. Nie będę owijał w bawełnę: byłem postrzegany jako dobry gliniarz.
Kiedy to było?
Lata osiemdziesiąte, czyli jeszcze w starym systemie. Wydział kryminalny w Bielsku. Zajmowałem się ogólnie pojętą przestępczością kryminalną, narkotyki zaczynały wtedy raczkować. To były czasy, kiedy musieliśmy rozpracowywać ludzi, którzy mieli słoiki z „kompotem” pod kurtką. Dopiero zaczynało się mówić o amfetaminie. Przełom lat 90., tuż po transformacji, to z kolei otwarcie na świat, podróże do Niemiec. Na imprezach towarzyskich główną atrakcją stało się to, że będzie coś więcej niż alkohol.
Neil, jak już rzuciłeś tą monetą, to też poleciałeś na dobre ciuchy i szybkie fury?
Neil Woods: Myślę, że najbardziej napędzało mnie takie poczucie, że to, co robię, jest słuszne. Łapię bandytów, świat staje się lepszy, a ja jestem jak bohaterowie moich ulubionych powieści. Całkowicie kupiłem tę narrację, że narkotyki niszczą społeczeństwo. Pamiętam jak dziś Nancy Reagan mówiącą w telewizji, że od pierwszego użycia cracku jesteś uzależniony na całe życie. Wierzyłem mocno w całe to „Powiedz NIE narkotykom”. Ktoś uzależniony wydawał mi się wtedy po prostu głupi, słaby.
 
 
Jak Nancy Reagan wystartowała ze swoją kampanią, ty, Neill, miałeś już dobrych kilka lat doświadczenia w narkotykach.
Neill Franklin: Pewnie dlatego jakoś szczególnie mnie nie to nie ruszało. Dalej byłem mocno zaangażowany w ściganie przestępców, dilerów. Ale wiesz, już nawet wtedy wiedziałem, że wcale nie jest tak łatwo powiedzieć NIE narkotykom.
Opowiem ci, jak to jest w Baltimore, kiedy jesteś młodym czarnym chłopakiem i wychowujesz się na jednej z trudnych dzielnic. Wychodzisz z rana do szkoły i mijasz na każdym rogu grupki gości sprzedających dragi. Mają swoją ekipę, dbają o siebie nawzajem. A ty idziesz tak sam do tej szkoły, gdzie albo cię okradną, albo pobiją. Nudzi się już to bicie po jakimś czasie, a jedyna ekipa, do której możesz się odwołać, to właśnie te ziomki kręcące się na rogu ulicy. Jak masz szczęście, to zauważy cię jakiś wyżej postawiony diler i rzuci trochę hajsu, żebyś mógł podejść do Footlockera i wymienić te rozwalające się trampki na nowe wypasione adidasy. Zostanie ci reszta? Spoko, nie musisz oddawać. Oddasz w przysłudze. Najpierw wyślą cię, żebyś stał na czujce i dawał znać, jak pojawi się policja. Później sam trochę pohandlujesz. I jak ty masz powiedzieć NIE narkotykom?
Jak nie masz nic, Leszku, to pewnie trudno też powiedzieć „nie” policji, kiedy proponuje współpracę?
Leszek Wieczorek: Nie jest tajemnicą, że korzysta się z osobowych źródeł informacji, to część arsenału policji. Za jednego dżointa można zatrzymać młodego wrażliwego człowieka, który powie wszystko, co wie na temat ciemnych interesów swoich kolegów z uczelni czy sąsiadów.
Wartość tych informacji jest też różna. Osoby z niższych klas sprzedawały często niewiele warte informacje. Zmyślały, fantazjowały, chciały odwrócić uwagę. Można było stracić mnóstwo czasu i pieniędzy na sprawdzaniu informacji, która okazała się jakąś fantasmagorią.
Neill Franklin, Neil Woods, Leszek Wieczorek Neil, w swojej książce Good Cop, Bad War cały czas piszesz o ludziach znajdujących się na marginesie społeczeństwa. Dlaczego w zasadzie ciągle rozpracowywałeś biedotę? Przecież narkotyki przyjmują ludzie ze wszystkich klas.
Neil Woods: Sam zacząłem się nad tym po pewnym czasie zastanawiać. Ludzie, których wykorzystywałem w swoich tajnych operacjach, byli w ogromnej mierze skrajnie ubodzy, wymęczeni życiem. Moje zadanie było proste: tak nimi manewrować, tak ich zmanipulować, żeby doprowadzili mnie do dilera. Nasza praca dość brutalnie odciskała się na tkance społecznej w miejscach, w których działaliśmy.
Ale pamiętam taką jedną akcję: miałem zebrać materiał w samym centrum Nottingham. Z zebranych informacji wynikało, że przez snobistyczne bary i winiarnie przechodzą jakieś niewyobrażalne ilości kokainy. Cały materiał śledczy prowadził do jednego gangstera. Miłą odmianą było to, że wreszcie mogłem ubrać się w jakieś schludne, dobrze skrojone ciuchy.
Więc chodziłem sobie ładnie ubrany po winiarniach, a materiał praktycznie zbierał się sam. Po kilku krótkich tygodniach zostałem zdjęty z tej roboty i wróciłem do swojego naturalnego środowiska: dzielnic nędzy.
Dlaczego?
Może nie było wystarczającej presji, żeby ścigać nielegalny handel wśród klasy średniej? W tamtym czasie zarówno media, jak i policja miała jasno określoną wizję narkotykowego przestępcy: czarny gangster ze śródmiejskiego getta dilujący crackiem. Zamożni użytkownicy kokainy z Nottingham po prostu nie pasowali do tego obrazka.
Ganialiście ludzi z crackiem, heroiną i słoikami kompotu. Przesłuchiwaliście bogu ducha winnych palaczy marihuany. I co? Nagle się wam odwidziało?
Neill Franklin: Może nie nagle, ale w końcu się odwidziało. Pamiętam w ciągu swojej kariery w Policji Stanowej Marilyn takie prześwity świadomości. Na przykład jak burmistrz Schmoke wprowadził w Baltimore pierwszy punkt wymiany igieł. Podejście nakierowane na zdrowie użytkowników, a nie na zwalczanie przestępczości, wydało mi się całkiem interesujące.
Ale to nie był przełom? Dalej prowadziłeś antynarkotykowe śledztwa?
Przełom nastąpił po zabójstwie mojego kolegi Eda Toatley. Był na akcji w Waszyngtonie, kupował kokainę i dilerzy go odstrzelili. To był rok 2000. Zaraz po tej tragedii straciłem kolejnych dwóch kolegów z policji w Baltimore. I jeszcze była rodzina Dawsonów. Matka współpracowała z policją, więc członkowie gangu podpalili jej dom. Siedem osób spłonęło żywcem. Matka, ojciec, piątka dzieci.
Naturalną reakcją w takiej sytuacji nie jest chęć zemsty?
Wielu moich kolegów właśnie tak zareagowało. Jedyny pomysł, jaki mieli, to wyjechać na miasto i nakopać gangsterom do dupy i pozamykać jakieś płotki. Bardzo typowe, zwalczać symptomy, zapomnieć o przyczynach. Już wtedy za dużo przeczytałem o przepełnionych więzieniach, o niesprawiedliwości systemu sprawiedliwości. Nie byłem w stanie wejść w te tryby, które na moich oczach mieliły całe dzielnice. Pierwszy raz pomyślałem nad tym, że policjanci powinni przyswoić sobie tę naczelną zasady lekarzy: „Po pierwsze: nie szkodzić”.
W Wielkiej Brytanii wasza praca wyglądała podobnie?
Neil Woods: Raczej tak. Pamiętam całkiem nieźle swój moment olśnienia. Byłem na tajnej robocie w Brighton. Operacja, którą przeprowadzała tam brytyjska policja była zrobiona w tak niechlujny i beznadziejny sposób, że pozostawiła po sobie masę trupów. Jak jakiś dealer albo heroinista zbliżał się do nas i zaczynaliśmy współpracować, to szybko gangi się go pozbywały. Dopiero wtedy zrozumiałem, że to jest w logice narkobiznesu i wojny z narkotykami bardzo sensowna reakcja na nasze działania. Musiałem się zmierzyć z tymi krzywdami, które wyrządziłem sam i które wyrządziła policja. Nie byłem w stanie przekonywać się już dłużej, że cel uświęca środki. Gdyby nasze działania były bez sensu, to byłoby jeszcze pół biedy, to one były w dużej mierze odpowiedzialne za brutalizację handlu narkotykami.
Neil Woods Ścigając dealerów wpompowaliście do systemu jeszcze więcej przemocy.
Tak to działa. A nielegalny rynek obrotu narkotykami to jest bardzo darwinistyczna przestrzeń. Na szczyt wspinają się ci, którzy są najbardziej brutalni, agresywni bezwzględni. Działania policji tylko zaostrzają warunki. Nie ma wyjścia z tego problemu w logice „wojny z narkotykami”, jedyny sposób na rozwiązanie problemu to zakończenie wojny i ogłoszenie pokoju.
Leszek, ty potrzebowałeś kilku dobrych lat na emeryturze, żeby krytycznie podejść do prohibicji narkotykowej.
Leszek Wieczorek: Jak pracowałem w policji, to nie targały mną żadne wątpliwości. To jak z grą w piłkę. Jesteś na boisku, grasz w zespole, to widzisz boisko inaczej, niż kiedy siadasz na ławkę rezerwowych. Dla mnie impulsem do zaangażowania się w działania Law Enforcement Action Partnership (LEAP) było uzmysłowienie sobie, że jeśli mój syn zostanie złapany na zapaleniu czegoś, co mu praktycznie nie szkodzi, to może mieć ogromne problemy. Bez jaj, to jest prawy człowiek, zapalenia skręta nie powinno mu przekreślać życia.
W policji się nie pracuje, tylko się służy i wykonuje rozkazy. Nie mam wyrzutów sumienia, bo stałem na straży prawa i robiłem to najlepiej jak umiałem. Dopóki grasz w drużynie, musisz przestrzegać reguł i pamiętać o celu, który ustalany jest nie przez szarego policjanta, ale ludzi na górze.
A wy macie w ogóle jeszcze jakichś kolegów z policji?
Leszek Wieczorek: W moim wypadku temat zaangażowania w działania LEAP-u nie wzbudza jakichś wielkich konfliktów. Jedni jeżdżą na ryby, inni wydają emeryturę na podróże, ja mówię o prohibicji.
Neill Franklin: Powiem tak: przyjaciół nie straciłem na pewno żadnych, bo ci, co się odwrócili, najwidoczniej nimi nie byli.
Zanim zacząłeś tak zdecydowanie krytykować wojnę z narkotykami, przepracowałeś w policji 25 lat. Wszyscy twoi znajomi byli pewnie jakoś związani ze służbą.
Najtrudniejsze dla moich kolegów jest to, żeby skonfrontować się z faktem, że to, co robili, nie tylko nie poprawiło bezpieczeństwa, ale wprost niszczyło więzi społeczne w lokalnych wspólnotach. Znam gliniarzy, dla których praca to jest całe życie i jeszcze trochę więcej. I nawet jak przejdą na emeryturę to robią wszystko, żeby dalej być w systemie sprawiedliwości. Nie potrafią sobie wyobrazić nic, co nie wiązałoby się ze ściganiem przestępców. W amerykańskiej policji mamy naprawdę potężny problem z tożsamością naszych stróżów prawa.
Spodziewałbym się innych problemów z tożsamością u narkotykowych tajniaków.
Masz na myśli to, że z jednej strony musisz być policjantem, a z drugiej strony przesiadujesz całe dnie z gangsterami, którzy prowadzą po prostu fajne życie? Miałem to, oczywiście. I wiesz, przekonujesz się, że oni nie są w gruncie rzeczy źli. Niektórzy są nawet zabawni, uprzejmi, sympatyczni. Jak akcja miała się kończyć i wiedziałem, że następnego dnia wszystkich ich aresztuję i dowiedzą się, kim jestem, to po ludzku miałem problem z tym, że to jest złe, niewłaściwe.
 
Neil, a twoja książka dobrze się czyta wśród brytyjskich policjantów?
Neil Woods: Dostałem tyle pozytywnego feedbacku od policjantów, byłych i tych wciąż na służbie, że naprawdę pozytywnie mnie to zdziwiło. Ale nie zawsze było tak kolorowo. Jak zacząłem w najmniejszym nawet stopniu podważać sens niektórych naszych działań, to od razu byłem marginalizowany. Kiedy opuściłem policję, to dopiero się zaczęło. Wiem od swoich bliskich znajomych, że byli wzywani na dywanik i mieli zobowiązać się, że zerwą ze mną wszystkie kontakty.
Bo ty nie tylko krytykujesz wojnę z narkotykami jako taką, ale też ujawniasz taktyki działania policji.
Tak, jestem sygnalistą. Ujawniam metody operacyjne policji, bo uważam, że to co robi jest szkodliwe. Na wojnie z narkotykami, jak na każdej innej wojnie, trwa wyścig zbrojeń – w naszym przypadku to jest wyścig na metody inwigilacji, infiltracji i obrony przed nimi.
Załóżmy, że mimo tych wszystkich przeszkód, o których mówicie, zyskujecie szansę współtworzenia nowej polityki narkotykowej. Na czym byście się skupili?
Neil Woods: Na dwóch kwestiach. Po pierwsze, sprawą bezwzględnie kluczową jest zapewnienie osobom uzależnionym od heroiny dostępu do… czystej, medycznej heroiny – wydawanej przez lekarzy, przyjmowanej w bezpiecznych warunkach. Tak to działa w Szwajcarii. Po latach stosowanie takich działań wiemy, że przynoszą bardzo obiecujące skutki – ograniczają przestępczość, poprawiają jakość życia użytkowników. Druga kwestia – przy reformie prawa narkotykowego musimy pamiętać o dzieciach.
Neil Woods Ale jak pojawia się temat narkotyków, to przecież zawsze wyskakuje ktoś, kto mówi: trzeba chronić dzieci przed narkotykami!
Chodzi o to, żeby nie siać paniki, że jakiś nastolatek zjarał blanta. Dzieci są wykorzystywane i wyzyskiwane na masową skalę jako pracownicy w narkobiznesie. I działania policji tylko zaostrzają ten problem.
W jaki sposób?
Dzieci nie wyglądają na podejrzanych. Nie mają kartoteki policyjnej. A jak zostaną złapane, to nie dostają wyroku. Dzieci to bardzo efektywna i super tania siła robocza, którą łatwo zastraszyć, zmanipulować i wyzyskiwać. Dla dorosłych praca dilera jest względnie niebezpiecznym zajęciem, bo policja może cię aresztować i wsadzić do więzienia na długie lata. Werbowanie dzieci to kolejna bardzo racjonalna adaptacja do warunków gry.
Neill Franklin: Jak ja byłbym bossem narkotykowym, a ty moim pracownikiem, który wylądował w areszcie, to byłby to dla mnie potężny i bardzo kosztowny problem. Jakbyś dilował heroiną w Baltimore od dłuższego czasu, to kaucja za ciebie wyniosłaby jakieś 50-100 tysięcy dolarów.
To może być dla mnie inwestycja, która się zwróci, ale jak cię znów wsadzą, to utopię te kilkadziesiąt tysięcy. Do tego dochodzą koszty adwokata. Jeżeli jestem biznesmenem działającym na nieuregulowanym rynku, to biorę sobie zamiast ciebie dzieciaka, którego wypuszczą jeszcze tego samego dnia.
Neil Woods: W przypadku Wielkiej Brytanii nieletni wykorzystywani są najczęściej w handlu marihuaną, dlatego uważam, że rynek marihuany powinien być uregulowany priorytetowo.
 
Leszek Wieczorek: Polska nie odbiega tutaj od tego, co opowiadają koledzy z Wielkiej Brytanii i Stanów. Kto sprzedaje na dyskotekach? Nieletni, bo dla ich pracodawców to jest idealny układ.
Neil Woods: I jeszcze jedna rzecz jest kluczowa dla zmiany prawa narkotykowego. Policjanci muszą masowo mówić o tym, jak wygląda codzienność wojny z narkotykami. Bo kto poza nami i użytkownikami narkotyków może opowiedzieć jak to naprawdę wygląda? Dlatego zależy nam na tym, żeby rozbudowywać LEAP nie tylko w Stanach i Wielkiej Brytanii, ale też w całej Europie. Mamy członków z Niemiec, Belgii, ciągle ktoś do nas dołącza.
Neill, pracowałeś całe życie jako narkotykowy gliniarz w Baltimore…
Neill Franklin: Wiem, wiem, musi być pytanie o The Wire.
A co? Wszędzie, gdzie się pojawisz, musisz opowiadać o serialu HBO?
Wszędzie. Dosłownie: wszędzie. Dajesz.
Hamsterdam, czyli strefa wolnego handlu narkotykami ustalona przez wizjonerskiego policjanta. Czy to się wydarzyło naprawdę?
Hamsterdam to jest chyba jedyna rzecz, która w całym The Wire nie jest wzięta wprost z historii Baltimore. W ciągu kilku sezonów zostało opowiedziane kilkadziesiąt lat tego miasta. I wiesz na pewno, że w obsadzie znaleźli się prawdziwi gangsterzy, dilerzy, zabójcy, policjanci, i tak dalej. Ulice, na których handlują bohaterowie, to dokładnie te same miejsca, w których pracowałem jako policjant.
Nie było nigdy w Baltimore strefy wolnego handlu dragami, ale Hamsterdam wziął się stąd, że David Simon, scenarzysta serialu, starał się znaleźć sposób na opowiedzenie tego, jak kontrowersyjnym ruchem w latach 80. było wprowadzenie przez burmistrza Schmocka pionierskich punktów redukcji szkód, gdzie użytkownicy narkotyków mogli wymienić brudny sprzęt na czyste igły i strzykawki, uzyskać pomoc medyczną i psychologiczną. Mimo sprzeciwów udało się to ustanowić, to było duże osiągnięcie.
Co byłoby dzisiaj odpowiednikiem tamtej przełomowej zmiany?
Pewnie jakiś rodzaj umowy, traktatu pokojowego między policją, użytkownikami i narkobiznesem, gdzie teren byłby podzielony, a pracownicy opieki zdrowotnej i społecznej mieliby wszystkich swoich klientów. No, ale to tylko serialowa fikcja.
 
Leszek Wieczorek – były policjant, służył w pionie kryminalnym KWP w Bielsku-Białej oraz w strukturach ŚKP w Katowicach. Odszedł na emeryturę w 1999 roku. Od roku 2010 związany z organizacją LEAP. W swoich publicznych wystąpieniach opowiada się za koniecznością przeprowadzenia reformy prawa narkotykowego w Polsce.
Neill Franklin – przepracował 34 lata w Policji Stanowej w Maryland oraz Policji w Baltimore. W ciągu swojej służby zajmował się Edukacją i Wyszkoleniem oraz pracował w Biurze ds. Przestępstw Kryminalnych i Narkotykowych. Założył i nadzorował pierwsze specjalne jednostki do zwalczania przemocy domowej w Policji Stanowej w Maryland. Jest członkiem zarządu i dyrektorem wykonawczym organizacji Law Enforcement Action Partnership.
Neill Woods – służył w policji w Derbyshire przez 26 lat jako detektyw. Przez trzynaście lat swojej kariery pracował jako tajny agent infiltrując zorganizowane grupy przestępcze. W późniejszym etapie swojej kariery zajmował się wyszkoleniem pracowników społecznych w sprawach związanych z używaniem narkotyków. Był współtwórcą pionierskiego programu szkoleniowego dla tajnych agentów w Yorkshire i East Midlands. W roku 2016 napisał wspólnie z dziennikarzem JS Rafaeli książkę Good Cop, Bad War. Jest szefem brytyjskiego oddziału LEAP i zajmuje się rekrutowaniem byłych policjantów w Europie, którzy działają na rzecz zniesienia prohibicji narkotykowej.
 
***
Rozmowa została przeprowadzona w czasie II Międzynarodowej Konferencji: „Konopie w teorii i praktyce – medycyna, nauka, prawo” zorganizowanej przez Fundację Krok po Kroku na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu.
 
 
KrytykaPolityczna.pl
 
Wojt
Laboratorium kryminalistyki potrzebowało 1,5 roku aby sporządzić opinie o zabezpieczonych środkach chemicznych w trakcie czynności podczas których zlikwidowano ogromne laboratorium w którym produkowano odczynniki mogące być wykorzystane w późniejszym etapie produkcji, do wytworzenia mieszanin kilku odczynników chemicznych - potocznie zwanych dopalaczami. W 2015 roku zabezpieczono ogromne ilości półproduktów, około 1000 działek dilerskich i.. 60 gram marihuany.
 
 
Skierowanie aktu oskarżenia przeciwko 33-letniemu mieszkańcowi Wielkopolski i 32-latkowi z województwa warmińsko-mazurskiego to efekt działań gorzowskiej Prokuratury Okręgowej oraz policjantów Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie Wlkp. Mężczyźni m.in. wprowadzali do obrotu substancje zagrażające życiu i zdrowiu wielu osób. Policjanci w 2015 roku zlikwidowali na terenie województwa wielkopolskiego laboratorium.

W lipcu 2015 roku praca operacyjna gorzowskich policjantów dała początek sprawie, która doprowadziła do oskarżenia dwóch osób. Funkcjonariusze z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie Wlkp. działania swoje przeprowadzili pod nadzorem gorzowskiej Prokuratury Okręgowej. Na terenie województwa wielkopolskiego, na jednej z posesji, 23 lipca 2015 roku policjanci zlikwidowali laboratorium oraz zabezpieczyli znaczne ilości substancji, które mogły służy do produkcji tzw. dopalaczy. Działania śledczych trwały kilka dni. Do sprawy policjanci zatrzymali kilkaset litrów różnego rodzaju odczynników i roztworów, co najmniej 100 kilogramów półproduktów, a także ponad 1000 sproszkowanych działek dilerskich, które przygotowane były do sprzedaży. Policjanci ujawnili także 60 gramów marihuany.

W pomieszczeniach gospodarczych funkcjonowało swojego rodzaju laboratorium. Policjanci zabezpieczyli sprzęt i urządzenia, które mogły służyć do masowej produkcji niebezpiecznych produktów. Kilka miesięcy trwało badanie i identyfikacja zabezpieczonych substancji. Kilkukrotnie powołano biegłych z dziedziny fizykochemii, którzy podczas badań zabezpieczonych substancji stwierdzili obecność niebezpiecznych dla życia i zdrowia człowieka związków chemicznych. Wiele z nich ma bardzo silne oddziaływanie na ośrodkowy układ nerwowy. Wśród nich są substancje, które zostały wycofane ze sprzedaży na terenie Polski już kilka lat temu. Kolejne to związki wywołujące silne działanie w układzie nerwowym i wpływające na procesy myślowe czy koncentrację. Z opinii biegłych wynika również, że zażycie substancji mogło powodować bóle głowy, drżenie rąk, rozdrażnienie, a w konsekwencji upośledzenie ważnych dla zdrowia i życia układów i narządów. Zabezpieczone w trakcie przeszukania substancje to środki, które nie są standardowymi środkami zastępczymi (dopalaczami). Nie ulega jednak wątpliwości, że ich zażywanie prowadzi do efektów niekorzystnych dla zdrowia i życia ludzkiego.

Prokurator Okręgowy w Gorzowie Wlkp. w akcie oskarżenia zwraca także uwagę na warunki przechowywania substancji oraz prowadzenie działalności w innym miejscu niż wskazane i znacznie wykraczającej poza zakres wydany w zezwoleniu. To obejmowało zgodę między innymi na sprzedaż wysyłkową wyciągów roślinnych, dodatków do żywności czy suplementów diety. Laboratorium umieszczone w pomieszczeniach gospodarczych nie było w żaden sposób nadzorowane pod kątem sanitarno-higienicznym. Substancje wykorzystywane do produkcji środków spożywczych były przeterminowane. Pomieszczenie nie spełniało warunków do dokonywania tam procesów chemicznych. Zgromadzone substancje i sposób ich przechowywania stwarzały zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi.

33-latek z Wielkopolski i 32-latek z województwa warmińsko-mazurskiego odpowiedzą za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez m.in. wprowadzenie do obrotu szkodliwych dla zdrowia środków zastępczych.

Kolejny zarzut dotyczy sprowadzenia niebezpieczeństwa dla zatrudnionych pracowników, mieszkańców domu oraz budynków sąsiadujących poprzez m.in. gromadzenie substancji łatwopalnych i silnie toksycznych. Mężczyźni odpowiedzą także za złamanie przepisów ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia - prowadzenie sprzedaży żywności na odległość bez wpisu do rejestru. Kolejny zarzut dotyczy sprzedaży przez internet szkodliwych dla zdrowia i życia człowieka środków spożywczych oraz suplementów diety. 33-latek odpowie również za posiadanie 60 gramów marihuany. Obaj podejrzani przyznali się do zarzucanych im czynów.
 
 
Policja.pl
Wojt
Kryminalni na terenie Mławy zlikwidowali plantacje marihuany, w trakcie czynności naliczono blisko 70 roślin w różnej fazie wzrostu. Na terenie posesji zabezpieczono również amfetamine o wartości blisko 35 tysięcy złotych. Prowadzący czynności w tej samej sprawie w Lubinie zabezpieczyli 3,5 kilograma suszu marihuany gotowego do sprzedaży.  Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Zatrzymanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Mławscy kryminalni, we współpracy z wydziałem do walki z przestępczością narkotykową KWP z/s w Radomiu, zlikwidowali dwie plantacje marihuany i zabezpieczyli gotowe narkotyki, warte na rynku ponad 130 tys. zł. Policjanci z KWP w Gorzowie Wlkp. zatrzymali z kolei młodego mężczyznę, który posiadał przy sobie blisko 3 kg suszu marihuany. 21-latek już usłyszał zarzuty. W ręce funkcjonariuszy z Ożarowa Mazowieckiego wpadł 22-latek podejrzany o uprawę konopi. Policjanci zabezpieczyli 1 kg suszu, który mężczyzna ukrył w ziemi. Ponad 3,5 kg. suszu konopi indyjskich znaleźli kryminalni z KWP w Lublinie u dwóch poszukiwanych mężczyzn. Zatrzymanym grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Mławscy kryminalni, we współpracy z wydziałem do walki z przestępczością narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji z/s w Radomiu, zlikwidowali dwie plantacje marihuany i zabezpieczyli gotowe narkotyki, warte na rynku ponad 130 tysięcy złotych.
Dwie, w pełni wyposażone plantacje konopi indyjskich, prowadzone były wewnątrz budynków na terenie Mławy i powiatu mławskiego. Rośliny hodowane były w specjalnych, odpowiednio oświetlonych i wyposażonych namiotach.

Wewnątrz policjanci znaleźli 69 roślin  w różnej fazie wzrostu. Kryminalni zabezpieczyli także gotowy do sprzedaży susz roślinny o wartości rynkowej 100 tysięcy złotych oraz wartą ponad 35 tysięcy złotych metaamfetaminę.

Policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 37 i 33 lat podejrzanych o uprawę i posiadanie środków odurzających i 22-latka, w którego mieszkaniu, na terenie Mławy odnaleziono narkotyki oraz sprzęt wykorzystywany do uprawy konopi indyjskich.

Trwają czynności policji i prokuratury.
***
W poniedziałek, 30 stycznia br., policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. zaangażowani byli w realizacje obowiązków służbowych. Przed 22:00 w rejonie dworca kolejowego ich uwagę skupił młody mężczyzna, którego zachowanie było podejrzane. Śledczy szybko rozpoznali w nim tego, który już w przeszłości był przez nich zatrzymywany. Nienaturalne zachowanie podróżnego było przyczyną podjęcia przez policjantów dalszych czynności wobec podejrzanie zachowującego się młodego człowieka. Ten posiadał torbę, w której, jak twierdził, znajduje się prezent dla jego siostry. Podczas kontroli bagażu okazało się, że przypuszczenia policjantów okazały się trafne, a sprawdzenie uzasadnione. Torba po brzegi wypełniona była suszem marihuany. Mężczyzna posiadał blisko 3 kilogramy narkotyku. 21-latek, mieszkaniec powiatu gorzowskiego, został zatrzymany.

Rolą policjantów będzie także ustalenie skąd mężczyzna miał takie ilości narkotyków. Ponadto zasadnicze będzie również wyjaśnienie czy już wcześniej młody człowiek nie wprowadził tego specyfiku do obrotu. Pytań jest oczywiście więcej, ale odpowiedź na nie zostanie udzielona po zakończeniu postępowania, które pod nadzorem Prokuratury Rejonowej wyjaśniać będą śledczy
Z 21-latkiem wykonano już czynności procesowe. Młody mężczyzna usłyszał zarzut związany z posiadaniem znacznych ilości narkotyków i przygotowaniem do wprowadzenia ich do obrotu. W czwartek, 2.02.br., odbyło się posiedzenie aresztowe. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i policji i zdecydował, że 21-latek najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.
Za tego typu przestępstwo ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje karę nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
***
Dochodziła 20.30, gdy policjanci z ogniwa patrolowo-interwencyjnego komisariatu w Ożarowie Mazowieckim zauważyli w zacienionym i odosobnionym miejscu zaparkowany pojazd. Nieopodal w pobliskich zaroślach stał mężczyzna. Mundurowi chcieli poznać powód, dla którego kierowca zatrzymał się w tak ustronnym i odludnym miejscu. Policjanci jednak nie dali wiary jego wyjaśnieniom, a gdy sprawdzili miejsce w zaroślach, w których chwilę wcześniej przebywał mężczyzna, znaleźli woreczek foliowy z suszem roślinnym. Badanie narkotesterem wykazało, że była to marihuana.
Jak ustalili funkcjonariusze, pochodziła ona z własnej uprawy krzaków konopi, którą następnie mężczyzna po wysuszeniu i zapakowaniu do słoików zakopał w pobliżu. Policjanci wykopali łącznie sześć słoików i dwa pudełka plastikowe z suszem roślinnym. Łącznie funkcjonariusze zabezpieczyli 1 kilogram marihuany, dużą ilość woreczków foliowych, a w miejscu zamieszkania 22-latka wagę elektroniczną. Mężczyzna usłyszał już zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających. Za popełnienie tego przestępstwa grozi mu kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

***
Kryminalni z komendy wojewódzkiej chcieli zatrzymać 30-letniego mieszkańca Lublina. Był poszukiwany za kradzież. Funkcjonariusze podejrzewali, że może ukrywać się w jednym z mieszkań na lubelskim osiedlu Tatary. Gdy weszli do mieszkania okazało się, że jest tam nie tylko poszukiwany mężczyzna. W mieszkaniu zauważyli trzy hermetycznie zamknięte czarne torby foliowe oraz wagi elektroniczne. To wzbudziło ich podejrzenia. Torby okazały się być wypełnione suszem konopi indyjskich o łącznej wadze 3,5 kilograma. Dodatkowo zatrzymali innego z poszukiwanych przez organy ścigania. Okazał się nim 49-latek z Łęcznej.
Obaj zatrzymani trafili do policyjnego aresztu. Za posiadanie znacznej ilości środków odurzających grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl