NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Jesteś tutaj w świadomym celu, lecz czy jesteś świadomy czym są rzeczy które kupujesz? Masz okazje sprawdzić, co znajduje się w tym czy innym produkcie, 31 marca pod bramą główna UW. Pomysłodawcą jest, nie którym z was znany już Jerzy. Student piątego roku socjologii i aktywista redukcji szkód. W Instytucie Socjologi Uniwersytetu Warszawskiego pisze pracę magisterską o dopalaczach. Zajmował się problematyką polityki narkotykowej na stażach w „Romanian Harm Reduction Network” w Rumunii oraz w „Check!t” w Portugalii i „Energy Control” w Hiszpanii. W Studenckiej Inicjatywie Narkopolityki prowadzi laboratorium poświęcone wykrywaniu nowych substancji psychoaktywnych.
 
Niebezpieczne substancje w nieznanej kombinacji to najgorszy miks. Już w piątek, 31 marca, pod bramę główną kampusu UW możecie zobaczyć, jak sprawdza się substancje psychoaktywne.
Ile koksu jest w koksie, na który wykosztowałeś się właśnie w bramie? Kupiłaś mefedron? Pewnie nie, ale warto wiedzieć, który z ponad 7000 legalnych zamienników dostałaś tym razem? Wiedza tego rodzaju może pomóc ograniczyć zagrożenie, które nieodłącznie towarzyszy zakupom na czarnym rynku. „Znaj swój towar” – mówią eksperci od redukcji szkód. I mają rację. Chociaż oczywiście to nie jedyne ryzyko związane z używaniem substancji psychoaktywnych, ale potrafi potężnie zaszkodzić nawet najbardziej przezornym i doświadczonym. Przykłady? Prawdziwy hit sezonu to tabletka, którą zbadano za oceanem. Zatrwoży nawet największych koneserów piguł: zamiast MDMA bogu ducha winni imprezowicze kupili w jednej tabletce 6 substancji w tym aż 3 niezidentyfikowane oraz Fentanyl, narkotyk aż 50 razy mocniejszy od heroiny i 100 razy mocniejszy od morfiny. Niebezpieczne substancje w nieznanej kombinacji to najgorszy miks. W Polsce Społeczna Inicjatywa Narkopolityki wykryła podobnego rekordzistę – legalna siostra amfetaminy, 3-FA, zawierała miks aż 6 innych dopalaczy! Zdaniem chemika z barcelońskiego laboratorium Energy Control to jedna z najgorszych mieszanek, jakie kiedykolwiek badał.
Analizy dragów to tak zwany projekt niskoprogowy, czyli adresowany do osób, które nie są abstynentami. Chodzi w nim przede wszystkim o dotarcie do nieuzależnionych konsumentów, z których większość nawet nie określa siebie mianem użytkowników narkotyków, ponieważ odurza się okazjonalnie. Takich osób, które próbują substancji psychoaktywnych, ale się od nich nie uzależniają, jest według statystyk ONZ aż 88%! To ogromna grupa, która na ogół szuka pomocy dopiero wtedy, kiedy pojawiają się poważne problemy.

Propagowanie narkomanii? Otóż, nie
Analizy składu narkotyków są w niektórych krajach dotowane z publicznej kasy. I to bynajmniej nie tylko w tych progresywnych idyllach, gdzie urzędnikom zależy na bezpieczeństwu i jakości tripów współobywateli. Okazuje się, że testowanie może być dotowane przez rząd nie w celu redukcji szkód, ale również po to, żeby zbadać podaż narkotyków. Sprawdzanie substancji to nie uprzejmość, tylko wymiana: wyniki w zamian za próbkę. Dzięki temu mogą być publikowane ostrzeżenia przed szczególnie groźnymi partiami towaru, ale też opracowywana jest polityka oparta na faktach i dowodach naukowych, a nie uprzedzeniach i mitach. Ponadto sprawdzanie substancji zawsze idzie w parze z monitorowaniem trendów i sposobów odurzania się oraz przede wszystkim incydentów spowodowanych narkotykami. Wszystko to składa się na efektywną lokalną politykę narkotykową – taką, jak na przykład w Holandii. W kraju tulipanów i gandzi już od 20 lat działają regionalne biura DIMS – Systemu Informacji Narkotykowej i Monitorowania Narkotyków – koordynowane przez ichniejsze Krajowe Biuro Przeciwdziałania Narkomanii, Trimbos Institute.
W ślad za Holendrami poszli Szwajcarzy, którzy poza górami i bankami zasłynęli z nowoczesnych pokoi iniekcyjnych, gdzie uzależnieni mogą pod opieką pielęgniarki bezpiecznie zażywać „medyczną heroinę”. To nowatorskie rozwiązanie potężnie ograniczyło drobną przestępczość związaną z nałogiem i zaspokajaniem głodu kolejnej działki. Początkowo testowano substancje użytkowników opiatów, a następnie rozszerzono projekt o tabletki imprezowiczów w Zurichu. Ten niegdyś akademicki projekt jest dziś znany jako saferparty.ch i regularnie odwiedza imprezy klubowe z jedynym w swoim rodzaju laboratorium na kółkach. Dziś z ewaluacji tego przedsięwzięcia możemy jasno powiedzieć, że testowanie nie powoduje wzrostu używania narkotyków i może nawet je ograniczyć wśród grupy docelowej.
Droga przez mękę
Historia testowania substancji pobranych dobrowolnie od użytkowników sięga lat 80. w USA, gdzie miało miejsce pierwsze udokumentowane w literaturze fachowej badanie zanieczyszczeń narkotyków. Trwało 11 lat i nie było kontynuowane, natomiast w 2003 roku uchwalono tzw. RAVE act. W efekcie wszystko, co można uznać za ułatwianie zażywania narkotyków (np. testowanie, rozdawanie ulotek o metodach brania), stało się przestępstwem, a testowanie pozostaje tam w szarej strefie.
W Europie działaniom środowiskowym szlaki przetarł nie kto inny, jak francuscy Lekarze Bez Granic. Jako pierwsi już dwie dekady temu zaczęli prowadzić mobilne laboratorium na imprezach rave i freeparty. Tanią i prostą metodą TLC (chromatografii cienkowarstwowej) identyfikowali klasyczne narkotyki. Po kilku latach w ich ślady poszli aktywiści hiszpańskiego Energy Control, dziś uzbrojeni już we w pełni wyposażone laboratorium stacjonarne.
 
Do dziś powstały lokalne projekty sprawdzania substancji w Portugalii (Check!n), Hiszpanii (Energy Control), Szwajcarii (saferparty.ch), Austrii (ChEck!T), Holandii (DIMS), Belgii (Modus Fiesta), Niemczech (legal-high-inhaltsstoffe) i Wielkiej Brytanii (Wedinos i The Loop). Większość tych organizacji jest zrzeszona w sieci TEDI, której największym osiągnieciem była publikacja analizy 45 859 narkotyków.
Lepszy rydz niż nic
Na osobną wzmiankę zasługuje amerykański portal ecstasydata.org, którego misja polega na upublicznianiu analiz piguł. Jest to udoskonalenie projektu pillreports.com, czyli spisu recenzji tabletek ekstazy. Twórcy tych serwisów wychodzą z prostego założenia: informacje, nawet niepełne, są lepsze niż całkowita niewiedza. Inni fachowcy uważają inaczej: nie warto ryzykować i zawsze bez wyjątku należy badać swój towar. Jeżeli oczywiście mamy taką możliwość – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, albo tańczenia, czy co tam innego robicie na imprezach.
Na naszym poletku Społeczna Inicjatywa Narkopolityki, polska organizacja zajmująca się profilaktyką imprezową, stara się dostarczyć tyle wiedzy, ile tylko możliwe. Jeżeli nie ma możliwości sprawdzenia próbki, każda informacja jest na wagę złota i pozwala uniknąć przypadkowych przedawkowań. Na stronie SIN można znaleźć zarówno zagraniczne ostrzeżenia, spis recenzji krajowych piguł, jak i wyszukiwarkę z niemal 900 analizami składu dopalaczy. Użytkownicy są w stanie odkurzyć dziecięce wspomnienia i odpalić zestaw małego chemika – w cenie piwa kupić można jednorazowe zestawy, które umożliwiają identyfikację najpopularniejszych narkotyków. Odczynniki kolorymetryczne pozwalają na wstępne rozpoznanie w sumie ponad 350 substancji psychoaktywnych. Chociaż takie badanie jest opatrzone marginesem błędu, w polskich warunkach może okazać się bezcenne.
Światełko w tunelu
W marcu na antypodach wydano raport Australia21. Byli szefowie policji, więziennictwa, dwaj premierzy i sędzia sądu najwyższego opowiadają się między innymi za dekryminalizacją narkotyków, legalizacją ich obrotu, zwiększeniem dostępności bezpiecznych pokoi iniekcyjnych i właśnie usług sprawdzania substancji.
 
Po drugiej stronie globu, Polska, w co może być trudno uwierzyć, będzie miała swój własny pilotażowy projekt badania substancji – i to jeszcze w tym roku! Konkurs grantowy właśnie czeka na rozstrzygnięcie.
Zanim jednak nadejdzie ta wielka rewolucja, już w piątek, 31 marca, między godziną 13 a 17 możecie przyjść pod bramę główną kampusu UW i zobaczyć, jak wygląda stoisko, z którym SIN pojawia się na imprezach. To okazja, żeby zapoznać się z bezpieczną zabawą oraz przede wszystkim zobaczyć, jak sprawdza się substancje psychoaktywne. Na leżakach będzie można zmierzyć się z quizem „Jakim typem melanżowicza jesteś?” i wziąć udział w losowaniu testów, które odbędzie się pod koniec dnia. Wolontariusze udzielą odpowiedzi na wszystkie pytania. Wydarzenie będzie można też oglądać  na żywo na facebooku SIN.
 
 
KrytykaPolityczna.pl
Wojt
Dawny warsztat samochodowy został przerobiony pod uprawę konopi. W trakcie czynności zatrzymano obywatela Wietnamu. Dodatkowo zatrzymano również właściciela posesji który w swoim miejscu zamieszkania posiadał rewolwer i 17 sztuk amunicji. Funkcjonariusze przeszukując posesje zabezpieczyli 1200 roślin w różnej fazie wzrostu z czego jak wyliczyli można by było wytworzyć ponad 25 kilogramów suszu marihuany. Zabezpieczono też 28 kilogramów już gotowego do sprzedaży suszu. Obywatel Wietnamu został tymczasowo aresztowany.
 
Dzięki policjantom ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową oraz funkcjonariuszom z Pruszkowa na rynek nie trafi ponad 50 kg marihuany. Na terenie Ochoty zlikwidowano plantację, na której rosło blisko 1200 krzewów konopi indyjskich. Z tej ilości roślin można by było wytworzyć ponad 25 kg środków odurzających. Zabezpieczono także 28 kg wysuszonych konopi. Do sprawy zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy usłyszeli już w prokuraturze zarzuty. Może im grozić kara co najmniej 3 lat więzienia.

Na trop nielegalnego procederu, jaki prowadzony był na terenie Ochoty, wpadli stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową oraz funkcjonariusze z Pruszkowa. Wszystko wskazywało na to, że w budynku, który w przeszłości był warsztatem samochodowym, może znajdować się plantacja konopi innych niż włókniste.
W działania zmierzające do zatrzymania osób mających związek z tym procederem oraz zdobycia dowodów wskazujących na przestępczą działalność zostali zaangażowani policjanci ze stołecznego wydziału realizacyjnego.

Na terenie posesji policjanci zatrzymali 48-letniego obywatela Wietnamu. Mężczyzna doglądał znajdującej się tam uprawy. Zatrzymano także właściciela działki, 42-letniego Sebastiana N. W miejscu jego zamieszkania został zabezpieczony rewolwer oraz 17 sztuk amunicji.
Policjanci odkryli w specjalnie przystosowanych pomieszczeniach rośliny w różnej fazie wzrostu. Znajdowały się tam zarówno krzewy kwitnące, jak i sadzonki konopi. Cześć roślin została już przygotowana do suszenia. System sterowania elektronicznego zarządzający nawodnieniem, oświetleniem i temperaturą, jaki został tam zamontowany, wspomagał uprawę. Sprzęt został w całości zdemontowany i zabezpieczony przez śledczych.

Policjanci zabezpieczyli blisko 1200 krzewów konopi innych niż włókniste. Z takiej ilości roślin można by było wytworzyć ponad 25 kilogramów marihuany. Funkcjonariusze przejęli także 28 kilogramów wysuszonych roślin konopi.

Po zebraniu materiału w tej sprawie policjanci doprowadzili mężczyzn do prokuratury na terenie Ochoty, gdzie przedstawiono im zarzuty. Obaj są podejrzani o uprawę krzewów konopi, z których można wytworzyć znaczną ilość środków odurzających. Sebastian N. odpowie także za posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej i amunicji.

Wobec mężczyzny zostało zastosowane poręczenie majątkowe. Obywatel Wietnamu jest tymczasowo aresztowany.
 
 
Policja.pl
Wojt
W trakcie realizacji policjanci się pośpieszyli i za wcześnie wtargnęli na teren posesji,  gdzie dwóch mężczyzn przygotowywało się prawdopodobnie do produkcji narkotyków. W trakcie przeszukania zabezpieczono naczynia, menzurki, kwasy oraz prawie litr płynnej substancji która na wstępnych badaniach wyszła jako amfetamina, lecz teraz substancja musi zostać zbadana czy przypadkiem nie jest środkiem pochodnym wtedy zarzuty zmienią się z chęci produkcji narkotyku na próbie wytworzenia np pochodnej 4cmc, która na testach wstępnych również potrafi wyjść jako amfetamina.
 
Zabezpieczone w wyniku policyjnej realizacji na terenie prywatnej posesji w gminie Stanisławów: menzurki, odczynniki, kwasy oraz prekursory narkotyków, w tym prawie litr płynnej amfetaminy, miały prawdopodobnie posłużyć do nielegalnego wytwarzania środków odurzających. Zebrany przez policjantów z mińskiej dochodzeniówki materiał procesowy i dowodowy wstępnie uprawdopodobnił podejrzenie usiłowania popełnienia przestępstwa narkotykowego przez dwóch mieszkańców Warszawy w wieku 46 i 50 lat.
W wyniku jednej z policyjnych realizacji na terenie gminy Stanisławów odkryto i zlikwidowano miejsce, gdzie prawdopodobnie mogło dojść do wytwarzania środków odurzających. Na terenie posesji zabezpieczono przedmioty, które mogą świadczyć o przygotowaniach do nielegalnej produkcji, w tym naczynia, menzurki, kwasy oraz prawie litr - jak wykazał wstępnie przeprowadzony test – płynnej amfetaminy, z której prawdopodobnie mógł być wytworzony właściwy narkotyk.

Do policyjnego aresztu trafiło dwóch mężczyzn, mogących mieć związek z przygotowaniami do nielegalnej produkcji narkotyków. Byli to mieszkańcy Warszawy w wieku 46 i 50 lat.

Sprawą zajęli się policjanci z mińskiej dochodzeniówki, którzy zgromadzili materiał dowodowy wstępnie uprawdopodobniający usiłowanie popełnienia przestępstwa związanego z wytarzaniem narkotyków (amfetaminy) przy użyciu zabezpieczonych prekursorów. Taki też zarzut przedstawiono opisywanej dwójce zatrzymanych.
Wobec podejrzanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru i zakazu opuszczania kraju.
Podejrzanym grożą teraz kary do 3 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl
Wojt
Jak się bawić to na całego, z takim zamysłem działała grupa przestępcza na Śląsku. Dwóch ludzi kierowało grupą, kolejny z zatrzymanych wprowadzał do obrotu fałszywe euro, zaś ich poddani rozprowadzali narkotyki z czego do obrotu wprowadzili około: 50 kg marihuany, prawie 130 kg amfetaminy i co najmniej 220 tys. tabletek ekstazy. Grupa zdołała zarobić na tym procederze według śledczych blisko 4 miliony złotych. Łącznie do sprawy zatrzymano 8 osób, wszyscy trafili na tymczasowy areszt.
 
 
50 kg marihuany, prawie 130 kg amfetaminy i co najmniej 220 tys. tabletek ekstazy wprowadziła do obrotu zorganizowana grupa przestępcza rozbita przez policjantów lubelskiego CBŚP na Śląsku. Czarnorynkowa wartość narkotyków to ponad 4 mln złotych. Funkcjonariusze zatrzymali 8 członków grupy przestępczej, w tym dwóch liderów. Mężczyźni odpowiedzą za udział w grupie przestępczej i produkcję oraz handel znaczną ilością narkotyków.
Policjanci lubelskiego CBŚP ustalili, że w województwie śląskim ma miejsce handel dużą ilością narkotyków.

W wyniku kilkumiesięcznej pracy ustalili, że za cały proceder jest odpowiedzialna zorganizowana grupa przestępcza, która nie tylko handluje narkotykami, ale również sama je wytwarza. Komponenty niezbędne do ich produkcji były przemycane z zagranicy. Według ustaleń policjantów, od czerwca do grudnia 2016 roku, dilerzy mogli rozprowadzić ponad 50 kg marihuany, prawie 130 kg amfetaminy i ponad 220 tys. tabletek ekstazy. Kwota zarobiona na tym procederze sięga ponad 4 mln złotych.

Podczas zatrzymań członków grupy, policjantów CBŚP z Lublina wspierali funkcjonariusze katowickiego CBŚP i antyterroryści ze Śląska. Kilka policyjnych ekip, w tym samym czasie, zajęło pozycję pod wyznaczonymi adresami oczekując na pojawienie się handlarzy. Zatrzymania miały charakter dynamiczny, co pozwoliło zaskoczyć dilerów, którzy nie spodziewali się spotkania z policjantami. Jeden z mężczyzn salwował się ucieczką, która zakończyła się po oddaniu strzału ostrzegawczego przez jednego z funkcjonariuszy.

Prokurator Okręgowy w Gliwicach przedstawił mężczyznom zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, produkcją i handlem znaczną ilością narkotyków. Dwóch zatrzymanych odpowie dodatkowo za kierowanie grupą, a jeden z nich za próbę wprowadzenia do obrotu fałszywych euro.
Wszyscy handlarze zostali tymczasowo aresztowani.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Zakopane, jesteście z nami? Właśnie zamknęli wam sklep z Dopalaczami na ruchliwej ulicy Nowotarskiej. Pomimo wielokrotnych nalotów na sklep, nigdy w produktach nie wykryto substancji zakazanych. Urzędnicy są pomimo wszystko uczciwi i jako jedni z nie wielu przedstawiają prawdę i nie powodują represji za legalne produkty. Polsko bierz przykład...
 
 
Zakopiańska policja we wtorek weszła do sklepu przy ul. Nowotarskiej, gdzie pojawiło się podejrzenie, że mogły tam być sprzedawane substancje zabronione w Polsce - potocznie nazywane dopalaczami.
- Policjanci zostali poproszeni o asystę przez pracowników zakopiańskiej stacji sanitarno-epidemiologicznej - mówi Krzysztof Waksmundzki, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.
Mundurowi zabezpieczyli kilkanaście sztuk torebek, w których znajdowały się substancje. Zostały one zabrane przez pracowników sanepidu do zbadania w laboratorium, a lokal został zaplombowany.

- Jeśli w wyniku badań okaże się, że są to substancje zakazane przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii, które mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i zdrowia, wówczas zostanie wszczęte postępowanie przez nas. Jeżeli nie, sprawą zajmie się dalej sanepid - mówi Waksmundzki. Tak czy siak zarekwirowane substancje przepadną - handlarze ich nie odzyskają.
W wyniku wtorkowego nalotu policja zatrzymała także sprzedawcę sklepu. Mężczyzna został przesłuchany na komendzie, a następnie zwolniony do domu.
To nie pierwszy raz w przeciągu ostatnich miesięcy, gdy do policji docierają sygnały, że w tym lokalu przy ul. Nowotarskiej sprzedawane mogą być dopalacze.
- Podobnie jak w przypadkach poprzednich, tak i teraz na materiałach zabezpieczonych widniał napis, że jest to towar kolekcjonerski i nie nadaje się do spożycia. Ale wiadomo zarazem, że w ten sposób sprzedawane były dopalacze w innych rejonach w Polsce - mówi rzecznik policji.
Ani razu jednak żadna z ekspertyz wykonanych przez sanepid nie wykazała, by w sprzedawanym towarze w sklepie przy ul. Nowotarskiej znajdowały się zakazane substancje, znajdujące się na liście środków niedozwolonych.
To jednak niejedyne kłopoty sklepu przy ul. Nowotarskiej. Kilka dni temu na komendę policji w Zakopanem zgłosiła się bowiem mieszkanka miasta pod Giewontem, która jest matką niepełnoletniego chłopaka. Jak zeznała, jej syn miał wielokrotnie zaopatrywać się w tym sklepie.
- Kobieta twierdzi, że jej syn kilka razy po spożyciu substancji kupionych w tym sklepie trafiła do zakopiańskiego szpitala, bo bardzo źle się czuł - mówi Krzysztof Waksmundzki. - Nasze postępowanie w tej sprawie toczy się pod kątem spowodowania zagrożenia dla życia lub zdrowia.
Według zeznań matki, chłopak - który nie ma jeszcze 18 lat - kilka razy trafiał do szpitala, jednak za każdym razem, gdy poczuł się lepiej, opuszczał go.
Policja dodaje, że jest to chłopak znany policji - z którym już wcześniej były problemy wychowawcze.
Akcja sanepidu i zakopiańskiej policji spowodowana była także ostatnimi doniesieniami medialnymi - m.in. „Gazety Krakowskiej”. Tydzień temu pisaliśmy na naszych łamach o alarmie, jaki podnosili lekarze zakopiańskiego pogotowia. Ci twierdzą, że od ok. dwóch miesięcy nie ma dnia, by nie dostali wezwania do młodych osób, które źle się czują na skutek zażycia substancji, które mogą być dopalaczami.
Według lekarzy, młodzi mieszkańcy miasta pod Giewontem zaopatrywali się w podejrzane substancje w lokalach, gdzie znajdują się automaty do gier hazardowych, popularnie nazywane jednorękimi bandytami.
 
 
GazetaKrakowska.pl
Wojt
Piękny obraz zobaczyli funkcjonariusze ze współpracujących ze sobą komend Rzeszowskiej, Łódzkiej i Skierniewickiej. Dokładnie 2 dni temu o godzinie 6 rano z nakazem wtargnęli do ogromnej hali a tam ich oczy zobaczyły ponad 2300 roślin konopi. W pomieszczeniu zatrzymano 40-letniego obywatela Wietnamu który doglądał plantacji. Antynarkotykowi wycenili zabezpieczone rośliny na ponad 1,5 miliona złotych. W trakcie przeszukania zabezpieczono również 1,5 kilograma już gotowego do sprzedaży suszu. Zatrzymano do sprawy właścicieli posesji. Wszystkim grozi teraz od 8 lat pozbawienia wolności.
 
Wspólne działania policjantów z komend wojewódzkich w Rzeszowie i Łodzi, a także funkcjonariuszy z komendy miejskiej w Skierniewicach doprowadziły do zlikwidowania prowadzonej na ogromną skalę plantacji konopi indyjskich. W rękach stróżów prawa znalazły się trzy osoby odpowiedzialne za ten proceder. Wstępne szacunki wskazują, że z zabezpieczonych roślin można było uzyskać ponad 51 kilogramów gotowego narkotyku o czarnorynkowej wartości 1,5 miliona złotych.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynikało, że w jednym z gospodarstw ogrodniczych w gminie Skierniewice mogła znajdować się plantacja konopi indyjskich. Policjanci pod wytypowanym adresem pojawili się 22 marca 2017 roku dokładnie o 6:00 rano. W jednej z hal ujawnili pięć wydzielonych pomieszczeń przystosowanych do uprawy konopi. Były one wyposażone w specjalistyczne wentylatory, lampy i filtry węglowe. W pomieszczeniach policjanci zabezpieczyli ponad 2300 krzaków konopi indyjskich w różnych fazach wzrostu.

Były to zarówno sadzonki jak i rośliny o wysokości ponad 70 cm z wykształconym kwiatostanem. Poza tym w pomieszczeniach znajdowało się wiele donic ze ściętymi już roślinami, co może świadczyć, iż proceder trwał od pewnego czasu i mógł być to kolejny siew. Dodatkowo w hali znajdowały się nawozy do roślin oraz znaczny zapas ziemi.

Wstępne szacunki wskazują, że z zabezpieczonych roślin można było uzyskać ponad 51 kilogramów gotowej marihuany, której czarnorynkowa wartość oscyluje w wysokości  ponad 1,5 miliona złotych. Policjanci na terenie posesji zatrzymali 40-letniego obywatela Wietnamu, którego zadaniem było prowadzenie uprawy.

Mężczyzna mieszkał na terenie hali w specjalnie przystosowanym pomieszczeniu. W rękach stróżów prawa znaleźli się właściciele posesji, czyli 52-letni mężczyzna i jego 46-letnia żona.

Funkcjonariusze na poczet przyszłych kar zabezpieczyli 8400 złotych. Wszyscy zatrzymani usłyszeli już prokuratorskie zarzuty uprawy znacznych ilości konopi innych niż włókniste. Jest to przestępstwo zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa ma nadal charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie całej trójki.
 
 
Policja.pl
Wojt
Funkcjonariusze Katowickiego CBŚP potrzebowali ponad pół rok aby uzbierać dość pokaźne i niezbite dowody na handel i produkcje narkotyków. Spokojny zajazd na Podbeskidziu prowadził starszy 53- letni pan Marian który wraz ze swoim 31-letnim znajomym postanowili zając się dorobieniem drobnej sumy w tych ciężkich czasach. Jednocześnie uruchomili tabletkarkę, za pomocą której można było produkować tabletki extasy, sielanka nie trwałą zbyt długo, gdyż w trakcie nalotu CBŚP zabezpieczono 5kg amfetaminy, pół kilograma marihuany i 350 gram haszu. Zatrzymanym grozi teraz do 12 lat pozbawienia wolności.
 
Policjanci katowickiego CBŚP zatrzymali 2 mężczyzn produkujących i handlujących narkotykami w województwie śląskim i w Czechach. Funkcjonariusze zabezpieczyli 5 kg amfetaminy, 0,5 kg marihuany i 350 gr haszyszu oraz maszynę służącą do wytwarzania tabletek ekstazy, a także nielegalną broń i amunicję. Zatrzymani usłyszeli zarzuty związane z handlem narkotykami i posiadaniem broni bez zezwolenia, za co grozi im do 12 lat więzienia. Obaj zostali tymczasowo aresztowani.

Policjanci katowickiego CBŚP od połowy 2016 roku obserwowali jeden z zajazdów na Podbeskidziu. Podejrzewali, że mogą być tam wytwarzane tabletki ekstazy. Funkcjonariusze ustalili, że prowadzenie obiektu to nie jedyne źródło dochodu 53-letniego Mariana K. Mężczyzna wraz z 31-letnim Bartoszem O. handlowali narkotykami w województwie śląskim i poza granicami kraju. Odbiorców swojego towaru znaleźli również w Czechach. Dodatkowo zaopatrzyli się w maszynę umożliwiającą wytwarzanie tabletek ekstazy. Sprzęt został ustawiony w garażu na posesji.

Kiedy funkcjonariusze CBŚP mieli już wszystkie informację na temat dodatkowej działalności prowadzonej w zajeździe, zorganizowali zasadzkę na handlarzy. W momencie kiedy obaj mężczyźni przyjechali do garażu, w którym odbywała się produkcja, na miejscu pojawili się policjanci CBŚP. Obaj handlarze byli tak zaskoczeni, że nie stawiali żadnego oporu podczas zatrzymania.
Funkcjonariusze przeszukali garaż i miejsca zamieszkania mężczyzn. Zabezpieczyli prawie 5 kg amfetaminy, ponad 0,5 kg marihuany i 350 gram haszyszu, a także maszynę do produkcji tabletek. Dodatkowo okazało się, że Marian K. jest miłośnikiem broni palnej i posiada bez zezwolenia rewolwer i 46 sztuk amunicji. Czarnorynkowa wartość narkotyków w obrocie detalicznym to prawie 180 tys. zł. 

Prokurator Rejonowy w Cieszynie przedstawił obu mężczyznom zarzuty związane z wyrabianiem i handlem narkotykami za co grozi im do 12 lat więzienia. 53-latek odpowie dodatkowo za nielegalne posiadanie broni.

Zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani przez sąd.
Funkcjonariusze katowickiego CBŚP nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
 
 
Policja.pl
Wojt
Tam gdzie kręcą się ładne Panie tam też spotkać można ludzi z półświatka. Zatrzymani nie kryli zaskoczenia, funkcjonariusze CBŚP rozpracowywali tą grupę od końca 2015 roku. W tle handel ludźmi i prostytucja, sutenerzy sprzedali pomiędzy sobą jedna z pracownic. Zabezpieczono przy nich 10 tysięcy złotych w gotówce i samochody o wartości 70 tysięcy. Panowie posiadali również profesjonalny sprzęt do do uprawy konopi i 500 roślin. W trakcie akcji funkcjonariuszy ubezpieczali antyterroryści.
 
7 osób, w tym 2 kobiety, zatrzymali funkcjonariusze krakowskiego CBŚP. Policjanci rozbili grupę zarabiającą na prostytucji kobiet. Niektórzy członkowie odpowiedzą również za handel ludźmi i produkcję oraz obrót narkotykami. 4 mężczyzn i kobieta zostało tymczasowo aresztowanych. Wobec pozostałej dwójki, prokurator zastosował dozór, poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Zatrzymanym grozi do 15 lat więzienia.
Od końca 2015 roku, policjanci krakowskiego CBŚP rozpracowywali grupę przestępczą wywodzącą się ze środowiska pseudokibiców jednego z krakowskich klubów piłkarskich. Według informacji posiadanych przez policjantów, członkowie grupy zarabiali na prostytucji kobiet. Sutenerzy dostawali po 4 tys. złotych miesięcznie od prostytutek, które zgodziły się na współpracę z nimi. Z wiedzy funkcjonariuszy wynika, że jednocześnie, na rzecz gangsterów mogło pracować kilka kobiet. Policjanci ustalili, że przynajmniej jedna z kobiet, współpracujących z sutenerami, padła ofiarą handlu ludźmi. Członkowie grupy odsprzedali pomiędzy sobą jedną z prostytutek.
Funkcjonariusze ustalili, że niektórzy członkowie grupy trudnią się produkcją i handlem narkotykami. Zatrzymanie gangsterów przebiegało bardzo dynamicznie. Policjanci CBŚP byli wspierani przez antyterrorystów.

W mieszkaniach dwóch zatrzymanych, policjanci zabezpieczyli kompletny sprzęt niezbędny do uprawy marihuany, a także prawie pół tysiąca krzewów konopi.
Funkcjonariusze zabezpieczyli samochody o wartości 70 tys. złotych i blisko 10 tys. w gotówce.
Prokurator Okręgowy w Krakowie, przedstawił członkom grupy zarzuty związane z czerpaniem korzyści i ułatwianiem prostytucji, handlem ludźmi, a także posiadaniem, produkcją i handlem narkotykami.
4 mężczyzn i jedna kobieta zostali tymczasowo aresztowani. Wobec pozostałych, prokurator zastosował dozór, poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju.
Funkcjonariusze CBŚP nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
 
 
Policja.pl
Wojt
Amfetamina i 2 tysiące kartoników z dopalaczami przyczyną wydalenia z uczelni. Taka surowa kara spotkała Studenta z Opola który w 2014 roku został przyłapany na złamaniu przepisów domu studenta. Pomimo faktu że wyrok sądu z 2016 skutkuje umorzeniem to najdotkliwsza kara jaka mogła go spotkać. "Niebezpiecznego" studenta uznano za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu, uchybienia godności studenta i naruszenia dobrego imienia uczelni.
 
 
Za posiadanie dopalaczy student odpowiedział nie tylko przed sądem karnym, lecz i przed komisją dyscyplinarną.
Komisja dyscyplinarna dla studentów Politechniki Opolskiej uznała, że w 2014 r. student tej uczelni Andrzej B. (dane zmienione) popełnił na terenie domu studenta przestępstwo określone w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. Posiadał substancje psychotropowe w znacznej ilości: amfetaminę i ponad 2 tys. kartoników z dopalaczami. Wyrokiem sądu rejonowego z 2016 r. postępowanie karne w tej sprawie zostało warunkowo umorzone na dwuletni okres próby.

W postępowaniu dyscyplinarnym Andrzejowi B. wymierzono karę wydalenia z uczelni. Jest to najsurowsza z katalogu kar wymienionych w prawie o szkolnictwie wyższym. Komisja stwierdziła, że warunkowe umorzenie postępowania przez sąd nie oznacza braku winy, a postępowanie Andrzeja B. rażąco narusza godność studentów i dobre imię uczelni. Nie tylko złamał on prawo, lecz nie dopełnił zobowiązań wynikających z roty ślubowania.
W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu Andrzej B. zarzucił komisji, że za podstawę orzeczenia o wydaleniu z uczelni przyjęła sprzeniewierzenie się ślubowaniu, podczas gdy nie przemawia za tym żaden z dowodów w sprawie. Nie uwzględniono także – choć uczynił to sąd – okoliczności przemawiających na jego korzyść. Nie zażywał środków odurzających, nie miał też świadomości, że zatrzymane substancje były środkami psychotropowymi. Był przekonany, że to suplementy diety. To, jego zdaniem, przesądziło o zastosowaniu przez Sąd Rejonowy warunkowego umorzenia postępowania.
WSA oddalił skargę. Stwierdził, że orzeczenie zapadło na podstawie zeznań świadków, wyjaśnień obwinionego oraz wyroku sądu rejonowego. Z uzasadnienia wynika, że powodem uznania Andrzeja B. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu, uchybienia godności studenta i naruszenia dobrego imienia uczelni oraz wymierzenia mu kary dyscyplinarnej wydalenia z uczelni było posiadanie substancji psychotropowych.
Zgodnie z prawem o szkolnictwie wyższym student ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną za naruszenie przepisów obowiązujących na uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, naruszające nie tylko regulamin studiów, lecz i ślubowanie złożone z chwilą rozpoczęcia studiów.
  Sygn. ?akt II SA/Op 577/16
 
 
RP.pl
Wojt
Rybniccy kryminalni w natarciu, zatrzymali dilerów i osadzili ich w aresztach. DO sprawy zabezpieczono blisko 6,5 tysiąca porcji dilerskich niestety funkcjonariusze antynarkotykowi nie byli w stanie podać konkretnej ilości zabezpieczonego narkotyku. Wiemy jedynie iż substancja zabezpieczona przy zatrzymanym i w domu drugiego z podejrzanych jest amfetamina. Zatrzymanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Rybniccy kryminalni zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej przejęli amfetaminę, z której można by było sporządzić blisko 6,5 tys. porcji dilerskich. Śledczy zatrzymali 41-latka, który usłyszał zarzut posiadania, udzielania i handlu środkami odurzającymi. Został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. To nie jedyna osoba, która usłyszała zarzuty w tej sprawie.
Policjanci z zespołu do walki z przestępczością narkotykową wydziału kryminalnego rybnickiej komendy od dłuższego czasu pracowali nad sprawą związaną z handlem narkotykami na terenie miasta. Kilka dni temu na ulicy Raciborskiej śledczy wspólnie z policjantami ruchu drogowego zatrzymali do kontroli drogowej samochód osobowy. Kierujący swoim zachowaniem wzbudził podejrzenia mundurowych. Podczas kontroli pojazdu kryminalni znaleźli i zabezpieczyli amfetaminę, z której można by było przygotować blisko 160 działek dilerskich. 34-letni rybniczanin został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Podejrzany usłyszał zarzut posiadania środków odurzających, za o grozi mu kara do 3 lat więzienia.

W trakcie dalszych czynności śledczy z zespołu antynarkotykowego namierzyli mieszkającego na osiedlu Nowiny mężczyznę, który jak wynikało z ustaleń policjantów, może posiadać znaczne ilości narkotyków i nimi handlować. Następnego dnia kryminalni przy wsparciu rybnickiej grupy szybkiego reagowania, siłowo weszli do jego mieszkania. Podczas przeszukania śledczy znaleźli woreczki foliowe z białym proszkiem. Wykonane przez kryminalnych badania wykazały, że jest to amfetamina. Policjanci zabezpieczyli narkotyk, z którego można by było przygotować blisko 6,5 tys. działek dilerskich. Ponadto mundurowi zabezpieczyli w mieszkaniu mężczyzny ponad 130 porcji marihuany.
Policjanci zatrzymali miejscowego dilera, który trafił do policyjnego aresztu. Podejrzany usłyszał zarzut posiadania, udzielania i handlu środkami odurzającymi, za co grozi mu kara do 10 lat pozbawiania wolności. Rybnicki sąd na wniosek śledczych i prokuratora podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu 41-letniego rybniczanina na 3 miesiące.

Podczas realizacji tej sprawy, śledczy zatrzymali także 3 mieszkańców Rybnika, którzy usłyszeli zarzuty posiadania środków odurzający, za co grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl