Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Bardzo prawdopodobne, że któryś inteligentny młodzieniec, chciał pokazać wszystkim, że można w szkole ćpać i pozostać niezauważonym i w ten piękny sposób, narobił sobie większych problemów niż się spodziewał. Zatruci nastolatkowie nie byli pod wpływem konwencjonalnych narkotyków, ale feralny e-papieros został zabezpieczony, a policyjni specjaliści badają substancję, która się w nim znajdowała.
 
 
Sześciu uczniów ze szkoły branżowej w Kielcach zatruło się w szkole, najprawdopodobniej psychoaktywnym e-papierosem. Uczniowie zostali przewiezieni karetkami do szpitali, a policja bada substancję, która spowodowała zatrucia.

To prawdopodobnie pierwszy przypadek masowego zatrucia substancjami psychoaktywnymi, do tej pory były to jedynie pojedyncze zdarzenia. Tym razem do szpitali przewieziono sześciu uczniów Branżowej Szkoły I Stopnia nr 1 im. Stanisława Staszica w Kielcach.
Zatruci nastolatkowie nie byli pod wpływem konwencjonalnych narkotyków, ale feralny e-papieros został zabezpieczony, a policyjni specjaliści badają substancję, która się w nim znajdowała.
W szpitalu ponadto pobrano krew od uczniów, która również będzie testowana pod kątem substancji psychoaktywnych.

Wojt
W 2007 r. zaczęli handlować dopalaczami. Rok później ich strona Dopalacze.com współpracowała z 50 sklepami w całej Polsce i planowała poszerzenie sieci o kolejne 50. - To właściciele Dopalacze.com byli pierwsi. Ich sklepy działały przed moimi, handlowali też w internecie, zanim ja zacząłem - mówił “Wyborczej” w 2010 r. Dawid B. okrzyknięty królem dopalaczy, później skazany za produkcję i handel.
 
 
Po roku od przejęcia Fibaro przez Włochów produkowana pod Poznaniem elektronika dla inteligentnego domu jest dostępna w ponad 100 krajach na świecie.

Jestem w fabryce Fibaro pod Poznaniem.
Siadam na stanowisku, zakładam na nadgarstek uziemienie i biorę do ręki lutownicę, z której unosi się lekki dymek. To ostatni etap produkcji. Składam gotowe urządzenie przed pakowaniem. Spora część linii jest zautomatyzowana. Wielkie maszyny wypluwają gotowe układy scalone i komponenty. - Niestety, wszystkiego nie da się zautomatyzować - mówią menedżerowie.
Biorę małe pozłacane nity, czyli teleskopowe nóżki, na których nawet na nierównej powierzchni czujnik zalania zdoła utrzymać równowagę. Po wykryciu wilgoci w pomieszczeniu wyśle na smartfona informację w rodzaju: “Wyciek w pralni!”. Może też - współpracując z innymi urządzeniami - odciąć dopływ wody do domu. 
 
Na linii produkcyjnej 65 proc. kobiet 
Ostrożnie wkładam nóżki czujnika w odpowiednie otwory i lutuję. Drżą mi ręce, robię to niedokładnie. Tę pracę wykonują przede wszystkim kobiety, na linii produkcyjnej jest ich 65 proc. Siedzą w rzędzie naprzeciwko mnie i pracują w skupieniu. - Są bardziej precyzyjne w tej pracy, lepiej radzą sobie z czynnościami manualnymi - tłumaczy mi inżynierka. 
W większości mają wykształcenie średnie techniczne.
Fabryka Fibaro zatrudnia 150 osób (całe zatrudnienie w firmie to 400 osób) i rocznie produkuje ok. 4 mln urządzeń do inteligentnego domu. Tu powstają m.in. czujniki ruchu włączające światła, kiedy wejdziemy do pomieszczenia (np. w nocy przyciemnione do 30 proc. jasności). Są urządzenia do automatycznego otwierania okien i drzwi za pomocą aplikacji albo sterujące bramą garażową z wykorzystaniem geolokalizacji, dlatego wjazd sam się otwiera, kiedy nasz samochód zbliża się do garażu. Albo regulujące ogrzewanie, które potrafią zmniejszyć zużycie energii, kiedy nikogo nie ma w domu, i podgrzać mieszkanie przed powrotem mieszkańców. Albo urządzenia łączące rolety i okna z najbliższą stacją pogodową i zamykające je, kiedy zbliża się deszcz, czy inteligentne gniazdka sterowane smartfonem pozwalające np. jednym kliknięciem wyłączyć lampę na drugim końcu pokoju.
Czujniki spod Poznania jadą do ponad stu krajów na świecie - od Alaski po Ziemię Ognistą, Seul, Tokio, Bombaj i Johannesburg. Przedstawiciele firmy podkreślają, że nie zamierzają przenosić produkcji do Azji. Nie odpowiadają jednak wprost na pytanie, jak zmieniało się zatrudnienie w zakładzie w ostatnich latach: - Jest sezonowe. Uwzględniając te zmiany, utrzymujemy stabilny poziom - mówią tylko. Część osób jest zatrudniona w firmie na umowach cywilnoprawnych, szefowie nazywają to nowoczesną formą zatrudnienia.
 
Inspirowane “naturą”
Na linii produkcyjnej przesiadam się o jedno stanowisko dalej. Wkręcam śrubki i wykonuję test funkcjonalności. Na ekranie tabletu wyświetla się informacja, że coś zamontowałem źle. Mój sensor ma krzywe nóżki i nie działa. Techniczka pomaga mi złożyć go od początku.
Na kolejnym stanowisku maszyna drukuje naklejkę z numerem seryjnym, którą przyklejam pęsetą na układzie scalonym. Znowu lutuję, zamykam elektronikę w białej, eleganckiej pokrywie i wykonuję test wody, czyli stawiam go na nóżkach na plamie rozlanej wody. 
Działa. Urządzenie napełnia się niebieskim światłem i wyświetla kroplę wody. - Wygląd całego czujnika jest inspirowany naturą. Kiedy nasi projektanci zobaczyli na blacie stołu kroplę wody, wiedzieli, jaki kształt powinno mieć nasze urządzenie - mówi Łukasz Gdyk, dyrektor działu designu Fibaro.
 
Z garażu Fibaro
W biurach firmy na eksponowanych miejscach leżą książki o designie, wielki tom pt. “Innowatorzy” oraz biografia Steve’a Jobsa autorstwa Waltera Isaacsona. W ten sposób Fibaro manifestuje, że jest nowoczesną firmą technologiczną. - W 2010 r. produkowaliśmy sprzęty w blaszaku - mówi Mikołaj Pertek, dyrektor Fibaro w Polsce i Europie Centralnej. 
Blaszaki są niczym garaże w Dolinie Krzemowej, z których wyszły wielkie firmy technologiczne. Fibaro próbuje tworzyć w ten sposób własną mitologię zbliżoną do kalifornijskiej. Na początku miała być realna potrzeba. Maciej Fiedler chciał wyposażyć swój dom w inteligentną elektronikę, ale dostępne na rynku rozwiązania były zbyt drogie i nie spełniały jego wymagań, dlatego postanowił stworzyć własne. W 2010 r. razem z Hubertem Bagińskim i Michałem Rodziewiczem założył firmę. Ich nazwiska złożyły się na nazwę Fibaro. 
 
Królowie dopalaczy
W korporacyjnej mitologii nie ma słowa o tym, co przedsiębiorcy robili wcześniej. A jeszcze przed trzydziestką założyli firmę Delta Netair oferującą radiowy dostęp do internetu. W 2007 r. zaczęli handlować dopalaczami. Rok później ich strona Dopalacze.com współpracowała z 50 sklepami w całej Polsce i planowała poszerzenie sieci o kolejne 50. - To właściciele Dopalacze.com byli pierwsi. Ich sklepy działały przed moimi, handlowali też w internecie, zanim ja zacząłem - mówił “Wyborczej” w 2010 r. Dawid B. okrzyknięty królem dopalaczy, później skazany za produkcję i handel.
Kiedy Donald Tusk wypowiedział wojnę dopalaczom, Fiedler, Bagiński i Rodziewicz musieli zwinąć biznes. To wtedy wzięli się do produkcji urządzeń smart home.
Dziś Fibaro nie komentuje przeszłości biznesowej swoich założycieli.
 
Przejęci przez Włochów
Fibaro założyli w 2010 r., a w 2015 r. w ich firmę zainwestował Sebastian Kulczyk, kupując 25 proc. udziałów. Wartość transakcji nie została ujawniona - spekulowano o 35 mln euro.
W ubiegłym roku Fibaro zostało przejęte za 250 mln zł przez włoską Grupę Nice. Dla tej ostatniej to najdroższy zakup w historii. Wyrafinowana elektronika z Poznania weszła do portfolio grupy produkującej automatykę domową, systemy parkingowe czy bezprzewodowe systemy alarmowe. Inżynierowie zaczęli prace nad integracją produktów, żeby mogły się wzajemnie komunikować i tworzyć jeden system. Przed Fibaro otworzyły się perspektywy wejścia na nowe rynki, bo Grupa Nice sprzedaje swoje towary w ponad stu krajach. Ma 30 oddziałów i 12 fabryk.
Pod koniec października tego roku Fiedler odszedł ze stanowiska prezesa Fibaro - zastąpił go Adam Krużyński z Grupy Nice. Z zarządu odszedł też Rodziewicz.
 
Fibaro na wznoszącej się fali

Fibaro chwali się, że w ubiegłym roku zanotowało 47-proc. wzrost sprzedaży. Najwięcej sprzedaje w Polsce (19 proc. produktów), w krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. A w samej Europie rynek produktów smart home rośnie co kwartał o jedną czwartą. Według raportu “Smart home device tracker” w pierwszych trzech miesiącach tego roku urósł o 24 proc., co oznacza 21 mln sprzedanych urządzeń.
Z kolei globalny rynek smart home do 2022 r. ma osiągnąć wartość 53,4 mld dol. 
Kto kupuje te urządzenia? - Jeszcze do niedawna to byli wyłącznie pasjonaci nowinek technologicznych, którzy chętnie testują wszystko, co nowe. Teraz powoli te produkty stają się standardem wyposażenia, trochę jak zmywarka. Zarówno na świecie, jak i w Polsce - przekonuje Mikołaj Pertek.
Ważnym klientem jest branża nieruchomości. - Mamy całą grupę klientów deweloperskich, którzy domyślnie wyposażają mieszkania w czujniki, bo chcą wyróżnić swoje budynki na tle konkurencji. Podstawowy system zawierający inteligentne oświetlenie, rolety, czujnik ruchu, dymu i zalania to koszt 2,5-3 tys. zł, ale można go rozbudowywać. Mamy rekordzistę z 2-pokojowym mieszkaniem, który wyposażył je w rozwiązania za 20 tys. zł - dodaje Pertek.
 
 
Wyborcza.pl

Wojt
Uchole są wszędzie, tak i tym razem pokazali swoja siłę w donoszeniu, i przekazali informacje o kobiecie dilującej narkotykami. W trakcie podjętych przez funkcjonariuszy czynności w mieszkaniu i pomieszczeniach zajmowanych przez kobietę policjanci zabezpieczyli wagi, woreczki strunowe oraz sporą ilość krystalicznej substancji.
 
 
 
Policjanci Referatu do Spraw Odzyskiwania Mienia „NYSA” oraz Wydziału Kryminalnego zgorzeleckiej komendy zatrzymali 33-latkę podejrzewaną o posiadanie i wprowadzanie do obrotu narkotyków.

W wyniku podjętych czynności funkcjonariusze w pomieszczeniach zajmowanych przez kobietę zabezpieczyli metaamfetaminę, z której można było uzyskać prawie 3 tys. porcji handlowych. Z uwagi na posiadanie znacznych ilości środków odurzających zatrzymanej grozi kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Sąd zastosował już wobec podejrzanej środek zapobiegawczy w postaci 3-miesięcznego aresztu.
Na podstawie posiadanych informacji policjanci z Referatu ds. Odzyskiwania Mienia oraz Wydziału Kryminalnego zgorzeleckiej komendy w jednym z mieszkań na terenie miasta zatrzymali 33-letnią kobietę podejrzewaną o posiadanie narkotyków.
Podczas podjętych czynności w mieszkaniu i pomieszczeniach zajmowanych przez kobietę policjanci zabezpieczyli wagi, woreczki strunowe oraz sporą ilość krystalicznej substancji. Przeprowadzone badania wykazały, że była to metaamfetamina.

Z ilości, które zostały zabezpieczone można było uzyskać niemal 3 tys. porcji handlowych narkotyków.
Podjęte czynności procesowe dały podstawę do przedstawienia zatrzymanej zarzutów posiadania i wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających. Za ten czyn kobiecie grozi kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności.
Sąd na wniosek Prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Zgorzelcu zastosował wobec podejrzanej 3-miesięczny areszt.
 
 
Policja.pl

Wojt
Za kierowanie w stanie nietrzeźwości lub po użyciu narkotyków kilka lat temu kary zostały mocno zaostrzone. Oprócz tego, co było, czyli zakazu prowadzenia pojazdów, kary pozbawienia wolności, była grzywna. Teraz do tego zwiększono dolny wymiar zakazu prowadzenia pojazdów z roku na trzy lata.
 
 
 
Policjanci ruchu drogowego 9 grudnia w całym kraju prowadzą działania pod kryptonimem "Alkohol i narkotyki". Akcja ma na celu eliminowanie z dróg kierowców, którzy wsiedli za kierownicę, będąc pod wpływem tych środków.

Jak przekazał podinsp. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, w działaniach, które rozpoczęły się o godzinie 6:00 bierze udział pięć tysięcy policjantów ruchu drogowego w całej Polsce.
- Akcja polega przede wszystkim na tym, żeby sprawdzać w sposób bardziej wzmożony niż zwykle, trzeźwość kierujących i zaglądać im w oczy pod kątem ewentualnych narkotyków we krwi - poinformował Kobryś.
Akcja "Alkohol i narkotyki" będzie trwała do około godziny 22.
 
Zaostrzone kary
Policjant powiedział także, że za kierowanie autem pod wpływem alkoholu lub narkotyków grozi kara do 2 lat więzienia oraz utrata prawa jazdy.
- Warto przypomnieć, że za kierowanie w stanie nietrzeźwości lub po użyciu narkotyków kilka lat temu kary zostały mocno zaostrzone. Oprócz tego, co było, czyli zakazu prowadzenia pojazdów, kary pozbawienia wolności, była grzywna. Teraz do tego zwiększono dolny wymiar zakazu prowadzenia pojazdów z roku na trzy lata, a górny do 15 lat, a nawet dożywocia przy recydywie. Dodatkowo wprowadzono obowiązkowe świadczenie pieniężne minimum 5 tys. złotych do 60 tys. zł - tłumaczył.
 
Więcej pijanych kierowców
Kobryś wskazał też, że w tym roku pierwszy raz od dekady mamy zwiększoną liczbę zatrzymanych kierujących pod wpływem alkoholu, więc "takie działania są potrzebne i musimy je realizować i będziemy je realizować".
Według policyjnych danych w tym roku funkcjonariusze zatrzymali ponad 103 tys. kierowców będących pod wpływem alkoholu. To o ponad 3 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku.
 
 
PolskieRadio24.pl

Wojt
2 tony czyli 2000 kilogramów, 2000 kilogramów to 2.000.000 gramów kokainy według dziennikarzy i rządzących, wartość zabezpieczonej kokainy to 2 miliardy złotych czyli policzyli, że każdy gram jest wart 1000 złotych... Kolejna sprawa, to chwalenie się, że taka ilość kokainy to była na cała Polskę i Niemcy i jeszcze by zostało, skąd taki przelicznik i informacje?  Czy to nie jest jakaś zasłona by ludzie ponownie zajmowali się błahym tematem?  Może to przykrycie afery lekowej z trującymi zanieczyszczeniami...
 
 
Udaremniliśmy największy przemyt co najmniej ostatnich 30 lat. To przemyt około 2 ton kokainy z Kolumbii o wartości około 2 mld zł - poinformował dziś premier Mateusz Morawiecki. Jak dodał, przemyt został udaremniony w wyniku działań KAS i CBŚP. - Udaremniliśmy największy przemyt w historii ostatnich wielu lat, co do wartości, to pewnie największy przemyt w historii co najmniej ostatnich 30 lat
- powiedział szef rządu.
- Uratowaliśmy od łez, tragedii, od złamanych życiorysów i od śmierci nie tylko wielu Polaków, ale również wielu Europejczyków, ponieważ przemyt dotyczył około 2 mld zł wartości, a w tonach to około 2 ton kokainy, narkotyków, które były w specjalny sposób, poprzez specjalne mechanizmy przemytnicze, przemycane z Kolumbii. Udaremnione zostało to poprzez bardzo skuteczne działania Krajowej Administracji Skarbowej i Centralnego Biura Śledczego Policji
- dodał Morawiecki.

Morawiecki wskazał, że grupa przestępcza składała się z czterech Kolumbijczyków, co najmniej dwóch Polaków oraz jednego Irańczyka. Jak mówił, przemyt dokonywał się z Kolumbii i dotyczył kokainy.
Szef rządu dodał, że była to sprawna i długo trwająca akcja przygotowawcza, która w skuteczny sposób zapobiegła „wyjątkowej próbie przemytu na skalę europejską”.

Jak dodał, w akcję zostało włączonych wielu funkcjonariuszy.
- Jestem bardzo wdzięczny funkcjonariuszom CBŚP i wszystkim pracownikom Krajowej Administracji Skarbowej, Ministerstwa Finansów, którzy działając w tak profesjonalny sposób, wyjątkowo sprawnie (...) zdekonspirowali, ujawnili, uchwycili tę grupę przestępczą
- mówił premier.

Jak dodał, państwo powinno być zawsze o krok przed przestępcami i w tym przypadku „wykorzystaliśmy również najnowszą technologię, żeby ten największy przemyt w historii III RP ujawnić i uniemożliwić”.
Jak poinformowała policja, rozbita grupa przestępcza znajdowała się od pewnego czasu pod obserwacją służb. Działania prowadzono na terenie kilku województw od listopada br. Mundurowi zbierali materiał dowodowy, ustalali osoby uczestniczące w przemycie i produkcji narkotyków, aby w odpowiednim momencie uderzyć w gang. Cierpliwość i ciężka praca osób uczestniczących w akcji pozwoliła na jednoczesne przejęcie ogromnej ilości nielegalnego towaru w gdyńskiej bazie kontenerowej oraz zamknięcie fabryki kokainy i zlikwidowanie magazynu narkotykowego w woj. wielkopolskim.
Przy ujawnieniu przez funkcjonariuszy KAS na terenie gdyńskiego portu kluczową rolę odegrały analiza ryzyka oraz mobilne urządzenia skanujące. Po raz kolejny pomocny okazał się również pies przeszkolony do wykrywania środków odurzających pełniący służbę w Pomorskim Urzędzie Celno-Skarbowym w Gdyni. Rewizja dwóch kontenerów zawierających oficjalnie węglan wapnia (kredę), które przypłynęły do Polski z Kolumbii, potwierdziła przypuszczenia funkcjonariuszy. Do akcji włączyli się policjanci CBŚP. Przeprowadzone badania wykazały, że w workach z kredą znajduje się wysokiej jakości kokaina, w 74 workach (spośród 1600) ukryte było 1850 kg tego narkotyku.

30 listopada do Polski z Niemiec przyjechało 5 mężczyzn - czterech obywateli Kolumbii oraz obywatel Iranu, przebywający w Niemczech. Od tego momentu policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji i funkcjonariusze KAS nie „spuszczali z nich oka”. Mężczyźni w Polsce zamieszkali na terenie wynajętej posesji w woj. wielkopolskim. Okazało się, że te osoby wspólnie z dwoma Polakami na terenie wynajętej posesji w przeciągu kilku dni zorganizowali funkcjonujące na ogromną skalę laboratorium, w którym była przetwarzana i wytwarzana kokaina. Zlikwidowano także magazyn przygotowany do przechowywania narkotyków.
Wczoraj policjanci CBŚP i KAS przeprowadzili realizację, w wyniku której w wynajętym domu zatrzymano 7 mężczyzn. Tam też policjanci odkryli fabrykę kokainy. Stężenie chemikaliów było tak duże, że do akcji wkroczyli funkcjonariusze Straży Pożarnej z Jednostki Ratownictwa Chemicznego w Poznaniu i w Pile. Dopiero po kilku godzinach, kiedy obiekt oczyszczono z toksyn do dokładnego sprawdzenia pomieszczeń wkroczyli policjanci. Wówczas okazało się, że znajduje się tam fabryka kokainy. Śledczy zabezpieczyli 10 kg gotowej kokainy, która miała trafić do Niemiec. Przejęto także około 600 litrów zawiesiny zawierającej kokainę (faza produkcji), kilkaset litrów różnego rodzaju chemikaliów, aparaturę laboratoryjną, a nawet specjalistyczną prasę hydrauliczną z formą zawierającą logo kartelu kolumbijskiego. Podczas działań i oględzin wsparcia udzielili policjanci z KWP w Poznaniu z KPP w Nowym Tomyślu. W trakcie likwidacji fabryki zapewnienie pomocy medycznej udzieliło Pogotowie Ratunkowe z Poznania.

Jak ustalono obywatel Iranu przed zatrzymaniem mieszkał na terenie Niemiec. Tam, w jego mieszkaniu służby niemieckie współpracujące w tym zakresie z CBŚP, znalazły 19,5 kilograma opium (heroina), kokainę, komplet fałszywych francuskich dokumentów ze zdjęciami zatrzymanego, wagi, telefony, pieniądze 4 tys. euro oraz różnego rodzaju notatki.
Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku, gdzie zatrzymani zostaną doprowadzeni. Prokurator przedstawi im zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przemytu narkotyków oraz produkcji narkotyków znacznej ilości. Tego typu przestępstwa zagrożone są karą pozbawienia wolności od 3 lat.
 
 
Niezalezna.pl

Wojt
Uderzenie zostało przygotowane i przeprowadzone pod koniec listopada na terenie Niemiec.  Wówczas to, funkcjonariusze Krajowego Urzędu Kryminalnego Policji Brandenburgii zatrzymali w Poczdamie 6 osób podejrzanych o związek z międzynarodową grupą przestępczą zajmującą się obrotem narkotykami.
 
 
 
Dzięki współpracy CBŚP i niemieckiej Policji rozbito międzynarodową grupę przestępczą i zlikwidowano w Poczdamie magazyn narkotyków. Podczas akcji zabezpieczono 191 kg marihuany i 20 kg haszyszu, o szacowanej wartości ponad miliona euro. Według Policji niemieckiej było to jedno z największych przejęć narkotyków w Brandenburgii w ostatnich latach.

Policjanci z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim Centralnego Biura Śledczego Policji ustalili, że na terenie Niemiec działa grupa zajmująca się przestępczością narkotykową. Wszystko wskazywało również na to, że w Brandenburgii znajduje się magazyn narkotykowy.
Te informacje natychmiast zostały przekazane stronie niemieckiej. Od tego momentu policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji i Krajowego Urzędu Kryminalnego Policji Brandenburgii ściśle współpracowali, ustalając m.in. osoby powiązane z nielegalną działalnością. Uderzenie zostało przygotowane i przeprowadzone pod koniec listopada na terenie Niemiec.  Wówczas to, funkcjonariusze Krajowego Urzędu Kryminalnego Policji Brandenburgii zatrzymali w Poczdamie 6 osób podejrzanych o związek z międzynarodową grupą przestępczą zajmującą się obrotem narkotykami.
Wśród zatrzymanych osób znaleźli się obywatele Niemiec, jak też obywatel Chorwacji oraz Polski. W akcji uczestniczyli również policjanci z Zarządu w Gorzowie Wlkp. Centralnego Biura Śledczego Policji.
Podczas przeszukania prywatnej posesji, tj. domu i pomieszczeń magazynowych (o wielkości ponad 5.500 m2) znaleziono 28 palet owiniętych folią zawierających wiadra plastikowe, a w nich narkotyki. Łącznie w wyniku akcji  zabezpieczono 191 kg marihuany i 20 kg haszyszu. Wartość narkotyków szacowana jest na kwotę ponad miliona euro.
Ponadto policjanci odkryli, że w miejscu działań wcześniej prawdopodobnie znajdowała się plantacja konopi indyjskich. Tam też znajdowały się przedmioty służące do pozyskiwania oleju konopnego.
Według Policji niemieckiej było to jedno z największych znalezisk narkotyków w Brandenburgii w ostatnich latach.
Intensywne działania policjantów niemieckich we współpracy z kolegami z CBŚP przyczyniły się do wyeliminowania ogromnej ilości narkotyków z rynku i rozbicia gangu.
 
 
Online-Mafia.pl

Wojt
Przestępcy stworzyli nawet specjalne oprogramowanie komputerowe, które wystawia kolejne paragony. W ten sposób można kupić 3,6 tys. opakowań w ciągu godziny. Wystarczy znaleźć chętną do współpracy aptekę. Coraz większy kłopot wiąże się jednak z tym, że grupy przestępcze idą w hurt, nie detal. Wiedzą, że kupowanie leków w wielu aptekach jest bardziej ryzykowne niż zakup w jednej hurtowni farmaceutycznej.
 
 
Zalewająca czeski rynek substancja wytwarzana jest dzięki nieudolności polskich funkcjonariuszy.

Potwierdzają to najnowsze ustalenia Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (ECMNiN) oraz Europolu. Sytuacja na przestrzeni lat zamiast polepszać, pogarsza się. O wstydliwej nieudolności polskich służb DGP informował już w czerwcu 2017 r. (DGP z 23 czerwca 2017 r., „Czeski łącznik”). Wskazaliśmy wówczas, że sprzedawana w Polsce pseudoefedryna, dostępna choćby w popularnych lekach na kaszel, jest w hurtowych ilościach przewożona do Czech. Tam produkowana z niej jest metamfetamina.
„Metamfetamina jest przeważnie produkowana na terenie Czech w niewielkich laboratoriach. W 2015 r. wykryto 253 takie laboratoria i przejęto z nich 106,9 kg metamfetaminy o czystości wynoszącej średnio 70,4 proc. Substancja do ich produkcji pochodzi przeważnie z dostępnych bez recepty leków z Polski. Ten kraj pozostaje wciąż głównym prekursorem produkcji metamfetaminy” – pisały w 2017 r. czeskie władze do Europolu. Polskie służby obiecywały wówczas zajęcie się tą sprawą.
Pod koniec listopada br. Straż Graniczna poinformowała, że współpracując ze służbami czeskimi, rozbiła międzynarodową grupę przestępczą zajmującą się nielegalnym wywozem lekarstw z Polski do Czech i wytwarzaniem z nich metamfetaminy. Zatrzymano trzech Polaków. Ustalono, że proceder trwał od kilku miesięcy i podejrzani wywieźli z Polski tabletki, z których można było wytworzyć blisko 60 kg metamfetaminy o wartości rynkowej ponad 7 mln zł.
I choć rokrocznie łapanych jest kilkadziesiąt osób oraz zamyka się po kilka fabryk przetwarzających i składujących pseudoefedrynę (lub już gotową metamfetaminę), to sytuacja z roku na rok staje się gorsza. Jak bowiem stwierdzono w raporcie ECMNiN, nad Wisłą zorganizowane grupy przestępcze coraz częściej nie tylko skupują i przewożą półprodukt, lecz także zajmują się produkcją gotowego do zażycia narkotyku.
Co więcej, rodzime fabryki mety stają się coraz bardziej zaawansowane i nie mają już wiele wspólnego z występującą jeszcze niedawno chałupniczą robotą. Europejski raport wskazuje, że może to wynikać nie tylko ze zwiększonych nakładów finansowych czeskich i polskich grup przestępczych, lecz również większej aktywności grup przestępczych złożonych z obywateli Wietnamu. Ci ostatni coraz częściej zamieszani są w produkcję metamfetaminy na Słowacji i w Polsce oraz późniejszą jej dystrybucję na terenie Austrii i Niemiec.
– Nowy raport pokazuje dobitnie, że dotychczas podejmowane działania są nieskuteczne. Bo to, że w Polsce produkuje się amfetaminę, metamfetaminę i wywozi leki z pseudoefedryną – to od dawna nie jest tajemnica – twierdzi prof. Zbigniew Fijałek z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w latach 2005–2015 dyrektor Narodowego Instytutu Leków. Przypomina on, że formalnie podjęto w Polsce próbę ograniczenia sprzedaży leków z pseudoefedryną (ograniczenie w jednorazowej sprzedaży w aptece), ale jest ono iluzoryczne.
– Nie ma bowiem odpowiedniego systemu monitorowania sprzedaży leków z pseudoefedryną. Przez to jedna osoba może iść do dziesięciu aptek i kupić dziesięć opakowań leku. Nikt nie zapyta, po co jej aż tyle – zaznacza prof. Fijałek.
Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, potwierdza, że pomimo pewnych ograniczeń w kupowaniu leków z pseudoefedryną w aptekach, zakup tych produktów na kilkanaście różnych paragonów, przejście się po kilkunastu aptekach albo po prostu nabycie kilku tysięcy opakowań prosto z hurtowni leków nie stanowi żadnego kłopotu.
Przestępcy stworzyli nawet specjalne oprogramowanie komputerowe, które wystawia kolejne paragony. W ten sposób można kupić 3,6 tys. opakowań w ciągu godziny. Wystarczy znaleźć chętną do współpracy aptekę. A tych nie brakuje. Lubuski inspektorat farmaceutyczny w ramach wykonywania rutynowych działań znalazł nawet punkt apteczny, w którym w ciągu niespełna dwóch miesięcy sprzedano 45 682 opakowania leku na przeziębienie Cirrus oraz 15 922 opakowania Sudafedu, które zawierają pseudoefedrynę. Sprzedana liczba opakowań leku Cirrus – w ciągu dwóch miesięcy – przez tenże punkt apteczny statystycznie powinna by wystarczyć 174 aptekom mieszczącym się w województwie lubuskim na 76,3 lata.
– Dzięki dobrej jakości pseudoefedryny w lekach bez recepty bez problemu – nawet w domowych warunkach – można uzyskać niezłej jakości narkotyk – zaznacza Marek Tomków.
Coraz większy kłopot wiąże się jednak z tym, że grupy przestępcze idą w hurt, nie detal. Wiedzą, że kupowanie leków w wielu aptekach jest bardziej ryzykowne niż zakup w jednej hurtowni farmaceutycznej. Profesor Zbigniew Fijałek uważa, że właśnie brak realnego nadzoru organów państwa nad obrotem hurtowym leków bez recepty jest główną przyczyną tego, że Polska stanowi metamfetaminowe zagłębie.
– Skupiamy się dziś przede wszystkim na monitorowaniu leków na receptę, głównie tych zagrożonych nielegalnym wywozem za granicę oraz leków refundowanych. To oczywiście dobrze. Rzecz w tym, że leki z pseudoefedryną nie wpisują się w te kategorie, dzięki czemu hurtownie nie mają większych problemów, aby sprzedać komuś w jednej transakcji nawet kilka tysięcy opakowań – zaznacza ekspert.
Problemy dotyczą też konstrukcji przepisów karnych. Wywóz leków z pseudoefedryną poza polskie granice może podlegać karze. Sam zakup i posiadanie ogromnych ilości jednak już nie. Główny Inspektorat Farmaceutyczny od lat zwraca na to uwagę. Gdy bowiem udaje się złapać kogoś z bagażnikiem wypchanym lekami, to trudno mu udowodnić zamiar produkcji narkotyków lub ich wywóz do Czech w celu umożliwienia produkcji. Przed sądami sprawdza się wówczas kuriozalny argument o zakupie na własny użytek.
Inspektorzy farmaceutyczni mają trudności również z karaniem współpracujących z przestępcami aptekarzy. Nie jest bowiem zakazana sprzedaż ogromnej liczby opakowań leków z pseudoefedryną, byle tylko nie sprzedawać jej w ramach jednej transakcji. Zdarzało się więc tak, że właściciel apteki tłumaczył, iż podjechało pod jego placówkę kilka autokarów wycieczkowych i każdy pasażer potrzebował akurat syropu na kaszel. Koniecznie tego z pseudoefedryną.
 
 
GazetaPrawna.pl

Wojt
Wszystko ma swój dziwny początek, funkcjonariusze, którzy na co dzień  zajmują się rozpracowywaniem grup handlujących narkotykami, zatrzymują samochód osobowy do kontroli i trafiają złoty strzał. W samochodzie są niewielkie ilości amfetaminy. Policjanci podejmują trop i dokonują przeszukania miejsc zamieszkania razem z psem, zwierze znajduje pod schodami torbę,  którą sprawdzają kryminalni,  okazuje się że jest w niej haszysz w wadze około 2 kg oraz marihuana o wadze ponad 1,5 kg. W ciągu dalszych czynności dochodzi do zabezpieczeń kolejnych narkotyków, łącznie ponad 9 kilogramów.
 
Funkcjonariusze wydziału kryminalnego z Wejherowa zatrzymali dwie osoby w związku z posiadaniem oraz handlem narkotykami. Mundurowi zabezpieczyli ponad 9 kilogramów narkotyków. Sprawcy w sobotę zostali tymczasowo aresztowani na okres 3 miesięcy. Przestępstwo posiadania znacznej ilości narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.

Policjanci z wydziału kryminalnego wejherowskiej komendy pracowali nad sprawą dotyczącą wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków. W minionym tygodniu wspólnie z policjantami ruchu drogowego zatrzymali w Wejherowie do kontroli drogowej kierowcę audi a6.
Podczas kontroli samochodu znaleźli w nim amfetaminę w niewielkiej ilości. Następnie mundurowi wspólnie z funkcjonariuszami Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni z psem tropiącym do wykrywania narkotyków przeszukali mieszkanie 22-latka. Tam pies tropiący pod schodami zaznaczył torbę, w której był haszysz w wadze około 2 kg oraz marihuana o wadze ponad 1,5 kg. Ponadto w lodówce mundurowi znaleźli kokainę.
Następnie funkcjonariusze skontrolowali jeszcze drugi samochód należący do sprawców. W jego bagażniku zabezpieczono torbę, w której były około 4 kg amfetaminy, marihuana o wadze około 200 gramów oraz 76 tabletek ekstazy.

Policjanci sprawdzili także mieszkanie 22-letniego pasażera audi. Pies tropiący wskazał kanapę w pokoju, w której mundurowi ujawnili narkotyki haszysz, amfetaminę i marihuanę o wadze łącznej około 1,6 kg. Łącznie mundurowi zabezpieczyli ponad 9 kilogramów narkotyków.
Dwaj 22-latkowie zostali zatrzymani i doprowadzeni do wejherowskiej komendy. Obaj mężczyźni zostali przesłuchani. W sobotę zostali doprowadzeni do wejherowskiej prokuratury gdzie usłyszeli zarzuty. Obaj zostali tymczasowo aresztowani na okres 3 miesięcy.
Za posiadanie znacznej ilości narkotyków oraz wprowadzanie ich do obrotu grozi kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.
 

Policja.pl

Wojt
Łącznie funkcjonariusze służb zarekwirowali 631 kilogramów narkotyków, czyli trzykrotnie więcej, niż kiedykolwiek do tej pory udało się jednorazowo skonfiskować. Śledczy ujawnili, że po raz pierwszy na trop narkotykowej mafii trafiono w 2008 r. W długotrwałym dochodzeniu hiszpańskich śledczych wspierał Europol.
 
 
 
Hiszpańska policja krajowa (Policia Nacional) przejęła rekordową w historii kraju ilość metamfetaminy – 631 kg. Podczas dzisiejszej akcji ujęto też część przywódców międzynarodowej grupy przemytników narkotyków. Do dzisiejszego wieczora w Hiszpanii zatrzymano dwóch członków grupy mafijnej, zaś czterech pozostałych ujęto poza granicami kraju.
- ujawniła Policia Nacional.
Podczas rewizji w magazynie znaleziono 26 kartonów zawierających 40 opakowań metamfetaminy. Według śledczych ta uzależniająca substancja należała do gangu specjalizującego się w produkcji narkotyków i handlu nimi, zarówno metamfetaminą, jak i kokainą i marihuaną.
Dziś policja wkroczyła też na teren innego magazynu w Badalonie, w którym ta sama grupa mafijna uprawiała ponad 1000 roślin konopi indyjskiej.
Śledczy ujawnili, że po raz pierwszy na trop narkotykowej mafii trafiono w 2008 r. W długotrwałym dochodzeniu hiszpańskich śledczych wspierał Europol. Śledczy ustalili, że liderzy gangu, kierujący nim z Badalony, wysyłali narkotyki do różnych części Europy za pośrednictwem hiszpańskich portów.
Przejęcie rekordowego ładunku metamfetaminy miało miejsce kilkanaście godzin po piątkowej operacji katalońskiej policji (Mossos d'Esquadra) przeciwko handlarzom narkotyków w prowincji Barcelona. W operacji tej brało udział blisko 700 funkcjonariuszy.
W ramach piątkowej akcji policyjnej zatrzymanych zostało 40 handlarzy narkotyków. Zajmowali się oni głównie sprzedażą kokainy.
 
 
Niezalezna.pl

Wojt
Ujawniono, że we Wrocławiu działały dwa gangi. Szefowie i najważniejsi „żołnierze” jednego z nich dziś zostali prawomocnie skazani za przestępstwo. Producenci i handlarze dopalaczami doskonale wiedzieli, że ich jedynymi klientami są narkomani. I to dla nich produkowali swój towar. Dilerzy i producenci sami nie zażywali dopalaczy. Sprzedawca, przyłapany na ich zażywaniu, był wyrzucany z gangu.
 
 
Szefowie wrocławskiej szajki handlarzy „dopalaczami” zostali prawomocnie skazani na więzienie za trucie wrocławian. To pierwszy, ostatecznie zakończony wątek wielkiego śledztwa przeciwko gangsterom, zamieszanym w handel groźnymi dla zdrowia i życia substancjami odurzającymi.

Najsurowsze kary to 4 i pół roku więzienia oraz 4 lata i 4 miesiące dla dwóch mężczyzn, którzy gangiem kierowali. Dodatkowo każdy z nich ma zwrócić 1,6 mln złotych. Co najmniej tyle każdy zarobił na nielegalnym biznesie. Postępowanie w tej sprawie wszczęto w 2016 roku po artykule portalu GazetaWroclawska.pl.
Przez kilka lat obserwowaliśmy jak policja i sanepid nie radzą sobie z handlem dopalaczami.Po naszym artykule z maja 2016 roku w Centralnym Biurze Śledczym Policji powołano specjalną grupę a sprawę przejęła Prokuratura Krajowa.
Ujawniono, że we Wrocławiu działały dwa gangi. Szefowie i najważniejsi „żołnierze” jednego z nich dziś zostali prawomocnie skazani za przestępstwo. Działali m. in. w lokalu przy ulicy Oleśnickiej we Wrocławiu. Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok wrocławskiego Sądu Okręgowego sprzed roku. Nie miał wątpliwości, że oskarżeni sprzedawali szkodliwe dla zdrowia i życia substancje. Czyli popełnili przestępstwo opisane w kodeksie karnym a nie w ustawie o zwalczaniu narkomanii. Bardzo starali się, żeby ich produkty nie zawierały narkotyków.

Jednym z najważniejszych dowodów w tej sprawie była opinia ekspertów o działaniu na organizm człowieka substancji chemicznych, znalezionych w składzie dopalaczy. Na współpracę z oskarżeniem poszedł też jeden z szefów grupy. Mężczyzna, który ją wymyślił, zorganizował i produkował dopalacze. W nagrodę został skazany na wyrok 2,5 lat więzienia. Już wyszedł na wolność.
Sąd nie uwierzył w tłumaczenia oskarżonych, jakoby byli przekonani, że ich działalność jest „legalna”. Gdyby to była prawda, to „dopalacze” nie byłyby sprzedawane jako środki do czyszczenia komputerów czy pochłaniania wilgoci.Producenci i handlarze dopalaczami doskonale wiedzieli, że ich jedynymi klientami są narkomani. I to dla nich produkowali swój towar. Dilerzy i producenci sami nie zażywali dopalaczy. Sprzedawca, przyłapany na ich zażywaniu, był wyrzucany z gangu.
Przed wrocławskim sądem okręgowym toczą się jeszcze dwa procesy w innych wątkach tej sprawy. W najważniejszym na ławie oskarżonych zasiadają osoby związane z drugą z wrocławskich grup dilerów i producentów dopalaczy. Znanej z lokalu przy ul. Stawowej.
 
 
GazetaWroclawska.pl

×