Skocz do zawartości

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Trzej mężczyźni w wynajmowanym mieszkaniu w Lublinie prowadzili przestępczą działalność. W trakcie przeszukania lokalu, funkcjonariusze zabezpieczyli 25 kilogramów różnego substancji bliżej nie opisanych. Policjanci prowadzący czynności zabezpieczyli 80 przesyłek gotowych do wysłania.  Decyzją sądu wszyscy trzej podejrzani zostali aresztowani.
 
 
 
Ponad 25 kg substancji psychoaktywnych powszechnie zwanych dopalaczami, w tym blisko 2500 tabletek ekstazy oraz ponad 150 g marihuany odnaleźli i zabezpieczyli policjanci w jednym z mieszkań na Czubach w Lublinie. Zarzuty usłyszało trzech mężczyzn w wieku od 26 do 42 lat. Decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani. Grozić im może do 10 lat pozbawienia wolności.
Policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową KMP w Lublinie wspierani przez mundurowych z Wydziału dw. z Cyberprzestępczością weszli do jednego z mieszkań w dzielnicy Czuby.  Policjanci zastali tam mężczyzn, którzy nie spodziewając się wizyty funkcjonariuszy właśnie przygotowywali nielegalny towar do wysyłki.  Kilkanaście minut później w mieszkaniu pojawił się  42 latek odpowiedzialny  m.in. za nadawanie przesyłek pocztowych.

Podczas przeszukania mieszkania odnaleźliśmy i zabezpieczyliśmy ponad 25 kg substancji psychoaktywnych zwanych powszechnie dopalaczami, w tym blisko 2500 tabletek ekstazy oraz ponad 150 g marihuany.

W mieszkaniu odnaleźliśmy ponadto młynki, wagi laboratoryjne oraz foliowe woreczki, a także prawie 80 przesyłek gotowych do wysłania. 
Jak ustalili policjanci mężczyźni w wynajmowanym mieszkaniu prowadzili przestępczą działalność. Od ubiegłego roku działając wspólnie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, wprowadzali do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje psychoaktywne.

Towar zamawiany był za pośrednictwem jednej ze stron internetowych, później paczkowany i wysyłany. Szacujemy na tą chwilę jak wielka mogła być skala tego procederu. Osoby zamawiające towar pochodziły z terenu całej Polski.
Wczoraj podejrzani w wieku od 26 do 42 lat usłyszeli zarzuty. Dotyczą one wprowadzenia do obrotu środków chemicznych mogących stworzyć zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób oraz posiadania znacznych ilości marihuany i tabletek estasy.
Czyn ten zagrożony jest karą do 10 lat pozbawienia wolności. Wczoraj decyzją sądu wszyscy podejrzani zostali tymczasowo aresztowani.
 

Policja.gov.pl

Wojt
W lokalu policjanci zatrzymali 21-latka oraz znaleźli prawie 150 opakowań z dopalaczami o wartości blisko 5 tysięcy złotych. Zabezpieczono również ponad 2 tysiące złotych w gotówce.
 
 
 
 
Bytomscy policjanci zlikwidowali sklep z dopalaczami przy ul. Świętochłowickiej. Stróże prawa przejęli blisko 150 opakowań oraz ponad 2 tys. zł w gotówce. Ich wartość oszacowano na prawie 5 tysięcy złotych. W ręce policjantów wpadł 21-letni chorzowianin.

Policjanci z bytomskiej komendy zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej oraz kryminalni z komisariatu przy ulicy Rostka zdobyli informacje o dopalaczach, które miały być sprzedawane w bytomskim sklepie.

Znajdował się on w jednym z lokali, przy ulicy Świętochłowickiej w dzielnicy Łagiewniki. Obserwacja tego miejsca utwierdziła stróżów prawa, że mają do czynienia z nielegalnym procederem.

W lokalu policjanci zatrzymali 21-latka oraz znaleźli prawie 150 opakowań z dopalaczami o wartości blisko 5 tysięcy złotych.

Zabezpieczono również ponad 2 tysiące złotych w gotówce. Okazało się, że lokal był wynajmowany, a jego użytkownicy handlowali w nim dopalaczami.

Teraz biegli wypowiedzą się czy substancje zawarte w tych środkach są zakazane. Od wyników analizy będzie zależało dalsze postępowanie w tej sprawie.
Zatrzymanemu chorzowianinowi może grozić nawet do 10 lat więzienia.
 
 
Slaska.Policja.gov.pl

Wojt
Uderzenie policji w Polskich dostawców marihuany w Irlandii. Funkcjonariusze zabezpieczyli ogromne ilości suszu gotowego do dalszej sprzedaży. Śledczy oceniają, że zarekwirowane narkotyki sa warte ponad 1,6 milionów euro.
 
 

Współpraca służb polskich i irlandzkich przyniosła kolejne wymierne efekty. Tym razem policjanci z CBŚP ustalili, że na terenie Irlandii, dwóch Polaków zajmuje się przestępczością narkotykową. Tę informację przekazali Policji irlandzkiej, która zatrzymała dwóch podejrzanych o udział w obrocie hurtowymi ilościami narkotyków oraz zabezpieczyła 78 kg marihuany, wartej 1,6 miliona euro. Działania były koordynowane przez Europol.

Wszystko zaczęło się, gdy policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji dotarli do informacji, z której wynikało że dwóch Polaków przebywających na stałe w Irlandii łamie prawo handlując tami narkotykami. Zebrane dane polscy funkcjonariusze, poprzez oficera łącznikowego CBŚP przy Europol-u, przekazali policjantom z irlandzkiego Krajowego Biura do Walki z Narkotykami i Przestępczością Zorganizowaną (Garda National Drugs & Organised Crime Bureau). 

W miejscowości Carlow w wynajętym domu policjanci zlikwidowali magazyn narkotykowy. Podczas przeszukania domu, mieszkania oraz pojazdów użytkowanych przez podejrzanych, funkcjonariusze zabezpieczyli łącznie 78 kg marihuany oraz pieniądze w kwocie 21 tys. euro.
Wartość zabezpieczonych podczas akcji w Irlandii narkotyków szacowana jest na 1,6 miliona euro.

Irlandzcy policjanci zatrzymali Mariusza S. (38 lat) oraz Tomasza W. (39 lat).Obydwaj zatrzymani mężczyźni zostali aresztowani przez tamtejszy sąd.
Za posiadanie i obrót dużą ilością narkotyków na terenie Irlandii grozić może kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Dodatkowo jeden z mężczyzn na terenie Polski poszukiwany był listem gończym przez Sąd Rejonowy w Zamościu.
 
 
Policja.pl

Wojt
W czasie gdy funkcjonariusze forsowali drzwi wejściowe do lokalu gdzie miał odbywać się handel dopalaczami, właściciel sklepu starał się spalić produkty kolekcjonerskie w piecu, niestety nie wszystkie opakowania się spaliły całkowicie. Pomimo to sklep został zamknięty.
 
 
 
Katowicka policja wraz z sanepidem zamknęły otwarty kilkanaście dni temu sklep, w którym sprzedawano dopalacze. Jego właściciel przed wpuszczeniem mundurowych wrzucił nielegalnych towar do pieca. - Niewiele mu to dało, naszym ludziom udało się ugasić ogień - podkreśla rzecznik komendy.

Kilkanaście dni temu przy ulicy Markiefki w Katowicach otworzył się sklep, w którym – zdaniem policji – można było kupić dopalacze.
Nie miał żadnego szyldu, na witrynie były opuszczone rolety, a przed wejściem zamontowano kamerę monitoringu.
To właściciel sklepu decydował o tym, kogo wpuścić do środka.
W czwartek do lokalu wkroczyli oficerowie z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej komendy w Katowicach, policyjni wywiadowcy oraz pracownicy sanepidu.
Zanim udało się im sforsować drzwi, właściciel sklepu wrzucił do pieca cały posiadany towar.
 
 
Katowice.wyborcza.pl
 
 
Kolejny sklep z dopalaczami zlikwidowany

Katowiccy policjanci z wydziału antynarkotykowego cały czas sprawdzają i weryfikują informacje o miejscach, gdzie mogą być sprzedawane tzw. dopalacze. Wspólnie z pracownikami sanepidu skontrolowali oni sklep przy ulicy Markiefki w Katowicach. W piecu znaleźli nadpalone opakowania z dopalaczami, które zostały zabezpieczone przez pracowników sanepidu. Substancje te zostaną poddane szczegółowej analizie laboratoryjnej. Od jej wyników będzie zależało dalsze postępowanie w tej sprawie.
Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Katowicach cały czas skrupulatnie weryfikują i sprawdzają informacje o miejscach, gdzie rozprowadzane są dopalacze.
Mundurowi uzyskali informację, że takie środki mogą być sprzedawane w jednym z lokali na ulicy Markiefki.

Antynarkotykowi, wspólnie z wywiadowcami i pracownikami sanepidu, natychmiast po uzyskaniu tej informacji wkroczyli do akcji i przeprowadzili tam kontrolę. Gdy weszli do środka sklepu, w piecu odnaleźli nadpalone opakowania z dopalaczami. Pracownicy sanepidu zabezpieczyli te środki. Przejęte specyfiki zostaną poddane analizie w laboratorium, celem określenia dokładnego składu tych substancji.
Od wyników analizy będzie zależało dalsze postępowanie w tej sprawie. Sklep funkcjonował zaledwie kilkanaście dni i dzięki szybkiej akcji policjantów i pracowników sanepidu już został zlikwidowany.
 
 
Katowice.Ślaska.policja.gov.pl

Wojt
Łatwa dostępność do mieszanek ziołowych, można dostać je na stacji paliw, ulicy czy nawet zwykłym sklepie. Władze wiedza o problenie od danwna: „Wiemy, że istnieje partia tego produktu, który jest bardzo niebezpieczny, potencjalnie zagrażający życiu i nie chcemy, aby ludzie z nim eksperymentowali” – powiedziała Allison Arwady, dyrektor ds. medycznych w departamencie zdrowia publicznego.
 
 
 
Do 70 osób wzrosła już liczba przypadków ciężkich krwawień po zażyciu syntetycznej marihuany. Urzędnicy ds. zdrowia ostrzegają przed jej stosowaniem nawet osoby, które wcześniej miały w związku z tym żadnych problemów zdrowotnych. 

„Narkotyki nie są bezpieczną alternatywą dla marihuany i są prawdopodobnie bardziej toksyczne” – powiedział dyrektor medyczny Illinois Poison Center, Mike Wahl. Ilość osób hospitalizowanych z powodu ciężkiego krwawienia po zażyciu syntetycznych kannabinoidów wzrosła już do 70.
Wśród leczonych było 19 osób z Chicago i 6 z powiatu Cook – poinformował Illinois Department of Public Health (Departament zdrowia publicznego). Dwie osoby zmarly – jedna w rejonie Chicago i jedna w centralnym Illinois.
Objawy, które powinny wzbudzić niepokój, obejmują kaszel z krwią, krew w moczu, krwawiące dziąsła i krwotoki z nosa. W dziewięciu z ostatnich przypadków hospitalizacji, u pacjentów wykryto obecność brodifakum, śmiertelnego antykoagulanta, często stosowanego w truciznach na szczury.
Wahl twierdzi, że trucizna na szczury zakłóca zdolność krzepnięcia krwi. „Twoje ciało nie może się samo wyleczyć i kończysz z ciężkim krwawieniem” – powiedział.
Centrum kontroli zatruć od 10 marca zaczęło przyjmować zgłoszenia o ciężkich krwawieniach związanych ze stosowaniem syntetycznej marihuany.
Często sprzedawane jako Spice, K2 czy fałszywe zioła (fake weed), syntetyczne kannabinoidy są chemikaliami wytwarzanymi przez człowieka, które działają na te same receptory komórek mózgowych, co główny składnik aktywny w marihuanie (tetrahydrokannabinol lub THC) – podało Centrum kontroli i prewencji chorób. Substancje te nie są regulowane, a stały napływ nowych, o nieznanym składzie i zagrożeniu dla zdrowia, pojawia się każdego roku. Można je palić, spożywać lub mieszać z płynami do użycia w elektronicznych papierosach.
„Wiemy, że istnieje partia tego produktu, który jest bardzo niebezpieczny, potencjalnie zagrażający życiu i nie chcemy, aby ludzie z nim eksperymentowali” – powiedziała Allison Arwady, dyrektor ds. medycznych w departamencie zdrowia publicznego.
„Podczas mojego pobytu tutaj, w Chicago, nigdy wcześniej nie widzieliśmy zgonów związanych z syntetycznymi kannabinoidami” – dodała Arwady.
Każdy, kto miał kontakt z syntetyczną marihuaną, a potem zauważył niepokojące siniaki i krwawienia, powinien niezwłocznie udać się na pogotowie, „nawet jeśli wydaje się to niewielkim krwawieniem” – powiedziała Arwady.
Leczenie obejmuje dożylne lub doustne podanie witaminy K, w zależności od lokalizacji i natężenia objawów – poinformował doktor Patrick Lank, toksykolog, który pracuje w Northwestern Memorial Hospital.
Po wypisaniu pacjenta ze szpitala konieczne jest kontynuowanie leczenia i poddawanie się regularnym badaniom krwi, dopóki toksyny nie zostaną całkowicie wydalone z organizmu, co może zająć kilka tygodni lub miesięcy – powiedział Wahl. Jeśli pacjent zbyt wcześnie przestanie przyjmować leki, w ciągu dwóch dni mogą pojawić się ciężkie krwawienia.
Przedstawiciele służby zdrowia zachęcają także pacjentów do dzielenia się informacjami na temat miejsca zakupu narkotyków, ponieważ prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie i konieczne jest zidentyfikowanie groźnych produktów oraz określenie, gdzie zostały pozyskane.
„Nikt nie będzie ścigał osoby, która zażyła ten produkt” – powiedział Wahl. „Chcemy pomagać ludziom, aby nie wykrwawiali się na śmierć”. Udostępnianie informacji pozwala urzędnikom ds. zdrowia „chronić innych ludzi przed zachorowaniem”.
Syntetyczne kannabinoidy można znaleźć w całym stanie i na terenie całego kraju, w sklepach, na stacjach benzynowych, kupić je przez internet lub na ulicy.
 
 
Infolinia.com

Wojt
 
 
 
 
 
W Łodzi coraz więcej osób zażywających dopalacze ma ciężkie zaburzenia psychiczne. Wydaje się, że ktoś ich ściga i chce zamordować. 

W czasie weekendu od 8 do 10 pacjentów trafia do kliniki ostrych zatruć. – W tym roku z powodu zatrucia dopalaczami hospitalizowane było 101 pacjentów – mówi prof. Anna Krakowiak, toksykolog.
– Coraz więcej pacjentów, którzy do nas trafiają, ma ciężkie zaburzenia psychiczne i są bardzo agresywni. Uzależnienie wiąże się u nich z degradacją społeczną. Najczęściej to mężczyźni w wieku od 19 do 35 lat. 
Mają halucynacje. Niektórym wydaje się, że ktoś ich ściga.
Próbują więc w domu lub w szpitalu wyskoczyć oknem. Jeden z mężczyzn nim do kliniki przywiozło go pogotowie biegał po ulicy i krzyczał, że gonią go Rosjanie w skórzanych płaszczach.
W opowieściach pacjentów po odtruciu powtarzają się opowieści o pościgach, napaściach, bijatykach. Każdy, kto próbował targnąć się na swoje życie, trafia na obserwację psychiatryczną. 
 
 
ExpressIlustrowany.pl

Wojt
Raj dla sprzedawców narkotyków Tajlandia - metamfetamina po 60-80 dolarów za gram w detalu. We wtorek funkcjonariusze tamtejszych służb dochodzeniowych zabezpieczyły 788 kilogramów metamfetaminy. Do sprawy zatrzymano 3 przemytników. Zabezpieczona rekordowa ilość narkotyku, jak do tej pory przez tamtejszych funkcjonariuszy.
 
 
 
Władze tajlandzkie przejęły masową dostawę metamfetaminy o wartości prawie 38 milionów dolarów w pobliżu granicy z Laosem, poinformowali we wtorek urzędnicy, podkreślając rolę królestwa jako rurociągu dla narkotyków zalewających Azję Południowo-Wschodnią.

Władze we wtorek znalazły około 788 kilogramów metamfetaminy w opuszczonej ciężarówce, w północnej prowincji Chiang Rai, sercu słynnej strefy produkcji narkotyków "Golden Triangle".
Ponad 9 milionów tabletek metowych znaleziono również w workach na nawozy wewnątrz pojazdu, około 100 metrów od rzeki Mekong, która dzieli Tajlandię i Laos.
- Oba rodzaje narkotyków znaleziono w opuszczonej ciężarówce w dzielnicy Wiang Kaen w prowincji Chiang Rai - powiedział agent wojskowy AFP, żądając anonimowości.
Powiedział, że przemytnicy narkotyków już uciekli, podczas gdy władze zatrzymały trzech tajlandzkich mężczyzn podejrzanych o przygotowywanie się następnego celu.
Złoty Trójkąt - odległy region, w którym spotykają się północna Tajlandia, Myanmar i Laos - jest bazą dla karteli, które wytwarzają ogromne ilości opium i metanu, które są przemycane przez porowate granice do krajów całej Azji.
Powszechnie znana jako "lód", metamfetamina jest silniejszą formą narkotyku, który sprzedaje się w Tajlandii za około 60-80 dolarów za gram.
Narkotyk jest często przemycany na południe do Tajlandii, a następnie do Malezji, a nawet Australii - największego na świecie konsumenta metamfetaminy - gdzie gwałtownie rośnie cena.
Niższa i tańsza kuzynka Lodu, pigułki z kofeiną zwane "yaba", również są bardzo popularne w całej Azji.
Funkcjonariusze ds. Narkotyków twierdzą, że zajęcie pick-upa było jednym z największych, z ceną hurtową metamfetaminy wycenioną na 37,8 mln dolarów w Tajlandii.
Nie minął nawet tydzień odkąd władze skonfiskowały 700 kilogramów metamfetaminy przewożonej w ciężarówce, podróżującej po południowym krańcu Tajlandii, który prowadzi do Malezji.
Narkotyki zostały znalezione 28 marca wśród zapakowanych owoców, w prowincji Chumpon.
- Narkotyki były przewożone przez Tajlandię do Malezji i kierowane do krajów trzeciego świata - powiedział Soonthorn Chalermkiat z Biura ds. Zwalczania Narkotyków.
- Dwóch tajlandzkich i dwóch malezyjskich przemytników zostało aresztowanych - dodał.
Rekordowe ilości yaby i bardziej uzależniającej metamfetaminy zostały zajęte przez tajską policję.
 
 
Biznes.RadioZet.pl

Wojt
Wiceminister Warchoł poinformował, że gotowy jest już pakiet ustaw, którym w najbliższych tygodniach zajmie się Rada Ministrów. Wyraził przekonanie, że jeszcze w tym roku pojawią się skuteczne narzędzia prawne pomocne w walce z dopalaczami. Wśród zaproponowanych zmian jest m.in. wprowadzenie większych sankcji dla rozprowadzających dopalacze.
 
 
 
Co roku notuje się ponad 4 tys. zatruć dopalaczami; handel tymi środkami to wciąż istotny problem - mówiono w środę (28 marca) w Lesznie podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Zwalczania Dopalaczy. Skutecznym narzędziem ma się stać niebawem lepsze prawo.

Kongres zorganizował miejscowy samorząd, m.in. przy współpracy z resortem sprawiedliwości. Obecny na wydarzeniu wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł przyznał, że statystyki ostatnich lat dotyczące dopalaczy są wciąż niepokojące. W 2016 roku zanotowano około 4,3 tys. zatruć tymi środkami, a rok temu było ich około 4,2 tys.
- Ciemną liczbą pozostają przypadki śmiertelne, których do tej pory nie znamy. Narzędzia prawne są wysoce nieefektywne, obecna ustawa jest dziurawa niczym ser szwajcarski. Premier Beata Szydło w odpowiedzi na wyzwania i potrzeby powołała zespół międzyresortowy do rozwiązania tego problemu, do przygotowania narzędzi prawnych - powiedział wiceminister Warchoł.
Poinformował, że gotowy jest już pakiet ustaw, którym w najbliższych tygodniach zajmie się Rada Ministrów. Wyraził przekonanie, że jeszcze w tym roku pojawią się skuteczne narzędzia prawne pomocne w walce z dopalaczami. Wśród zaproponowanych zmian jest m.in. wprowadzenie większych sankcji dla rozprowadzających dopalacze. Maksymalna wysokość grzywny za taki czyn ma wynosić nawet 100 tys. złotych.
Jak podkreślono w trakcie wydarzenia, dopalacze są często sprzedawane jako medaliki, sole do kąpieli, kadzidła, rozpałka do grilla czy środek mający zmienić kolor ognia w kominku. Mają "krzykliwe nazwy i kolorowe opakowania". W wielu przypadkach handel dopalaczami przenosi się ze sklepów stacjonarnych do internetu.
Leszno nieprzypadkowo zostało gospodarzem kongresu. Kilka lat temu tamtejszy samorząd wypowiedział wojnę sprzedawcom dopalaczy. W 2015 roku Rada Miasta Leszna przyjęła dwie uchwały antydopalaczowe, które jednak uchylił ówczesny wojewoda wielkopolski, wskazując, że wykraczają poza kompetencje samorządu.
- Mieliśmy swoje inicjatyw ustawodawcze, które razem z posłem ziemi leszczyńskiej Janem Dziedziczakiem zgłaszaliśmy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Podjęliśmy walkę na płaszczyźnie cywilnej, zawiadamialiśmy prokuraturę o zasadności ścigania właścicieli kamienic i mieszkań, w których prowadzona była sprzedaż dopalaczy. Wszystkie te elementy były jednak średnio skuteczne - powiedział w środę wiceprezydent Leszna Piotr Jóźwiak.
Jak dodał, władze miasta starają się walczyć ze sprzedawcami dopalaczy na wszelkie możliwe sposoby.
- Zdecydowaliśmy się na pozywanie właścicieli mieszkań, budynków, którzy wynajmują lokale sprzedającym dopalacze. Udało nam się zawrzeć jedną ugodę i właściciel budynku zobowiązał się, że nie będzie więcej prowadził takiej działalności. Z każdym właścicielem musimy jednak działać oddzielnie: my zawarliśmy ugodę z właścicielem jednej kamienicy, zaś handel może przenieść się do kamienicy obok. Wtedy całą tę żmudną pracę musimy zaczynać od nowa - tłumaczył Jóźwiak.
Na kongres zostali zaproszeni prokuratorzy, policjanci i przedstawiciele inspekcji sanitarnej.
 
 
Rynekzdrowia.pl

Wojt
Dużo krzyku, zero efektów, tak można opisać zatrzymania do których doprowadziło śledztwo CBŚP przy współpracy Straży Granicznej. Zatrzymanie na terenie Czech mobilnego magazynu w którym było 4cmc - legalne w miejscu jego zatrzymania, to jedynie strata czasu a dla przestępców to jedynie strata parunastu zł. Tak samo inne osoby w Polsce które zostały zatrzymane, to slupy i osoby które dobrowolnie poddały się karze, czyli już są na wolności z dozorem policyjnym czyli efektów tej akcji 0.
 
 
Policjanci Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Śląskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili kolejne zatrzymania w ramach wspólnego śledztwa, dotyczącego zorganizowanej grupy przestępczej. Jej członkowie podejrzani są o wewnątrzwspólnotowe nabywanie substancji psychotropowych, środków odurzających i tzw. „dopalaczy” oraz wprowadzanie ich do obrotu. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.

Z ustaleń śledczych wynika, że rozbita grupa przestępcza wprowadzała do obrotu hurtowe ilości narkotyków i dopalaczy, rozprowadzając je wysyłkowo na terenie RP, a nawet państw ościennych. Z dotychczas zabezpieczonych w tej sprawie środków można było przygotować około 5 tysięcy działek marihuany oraz 100 tysięcy porcji innych substancji psychotropowych i psychoaktywnych.
W styczniu br. na terenie Republiki Czeskiej w ramach realizacji międzynarodowej pomocy prawnej przeszukano pojazd i kilka lokali należących do podejrzanych, ujawniając tzw. „magazyn mobilny”. W Ostrawie zabezpieczono 34 kilogramy „4 CMC”, będącej syntetyczną substancją z grupy „mefedronowej” w postaci kryształów. Przechowywane były one w specjalnych pojemnikach, które znajdowały się w samochodzie. Z ustaleń śledczych wynika, że ten towar również był przeznaczony na rynek europejski, w tym także polski. Czarnorynkowa wartość ujawnionego w Czechach towaru to ponad 450 tys. zł.

Kolejne działania przeprowadzono w marcu i wówczas zatrzymano następnych dwóch podejrzanych – pełniących rolę tzw. „słupów”. Według śledczych były to osoby, które założyły, a następnie udostępniły konta bankowe służące do „prania pieniędzy” pochodzących z przestępczego procederu. Osobom tym przedstawiono właśnie taki zarzuty, stosując środek zapobiegawczy w postaci dozorów policyjnych.

Ostatnią realizację funkcjonariusze CBŚP i ŚLOSG przeprowadzili w minionym tygodniu w powiecie gliwickim, zatrzymując kolejne cztery osoby, podejrzani w wieku 30-42 lat podejrzane są o magazynowanie, konfekcjonowanie oraz rozsyłanie narkotyków i dopalaczy. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji tzw. „dopalaczy”. Ponadto jedna z osób usłyszała zarzut tzw. „prania pieniędzy”. Zatrzymani przyznali się do stawianych zarzutów i zgodzili na dobrowolne poddanie się karze. Po ogłoszeniu zarzutów zostali objęci środkiem zapobiegawczym w postaci dozoru policyjnego oraz poręczeniem majątkowym.
Dotychczas w sprawie przedstawiono łącznie 48 zarzutów wobec 18 podejrzanych, z czego 8 osób tymczasowo aresztowano. Podejrzanym w tej sprawie grozić może kara nawet do 15 lat więzienia. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. 
 
 
 
Policja.pl

Wojt
Pierwszy telewizyjny "Król Dopalaczy" Dawid B. właściciel sklepów w wielu miastach w Polsce rozpoznawanej marki Smart Szop, oświadczył w sądzie, zgodnie z prawdą:"- Nic nie wiem o "Tajfunie". Nigdy na oczy go nie widziałem. Nie wiem co to za produkt i jakie substancje zawiera. Nie ma takiej możliwości, aby był sprzedawany w moich sklepach..."
 
 
 
Dawid B. zwany królem dopalaczy przeprosił w poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Łodzi wszystkie osoby, które ucierpiały wskutek spożycia wyrobów kupionych w jego sklepach. - Nie było moją intencją, aby ktoś ucierpiał. Zawsze chciałem, aby środki sprzedawane w moich sklepach były bezpieczne i legalne - oznajmił Dawid B. 

Oskarżony nie powiedział tego wprost, ale najpewniej chodziło mu o sytuacje, kiedy klienci jego sklepów po zakupie dopalaczy poczuli się tak fatalnie, że trafili do szpitala. 
28-letni Dawid B. w swoich dodatkowych wyjaśnieniach odniósł się m.in. do decyzji z 2 października 2010 roku, kiedy zakazano mu handlu dopalaczami, a mimo to nadal handlował. Oskarżony skonsultował się ze swoimi prawnikami, którzy przekonali go, że decyzja o zakazie nie jest dla niego wiążąca.
A to dlatego, że - zdaniem prawników - nie było podpisu na decyzji, Dawid B. otrzymał jej kopię, a nie oryginał i była w niej mowa o specyfiku "Tajfun", o którym oskarżony - jak utrzymywał - nie miał pojęcia.
- Nic nie wiem o "Tajfunie". Nigdy na oczy go nie widziałem. Nie wiem co to za produkt i jakie substancje zawiera. Nie ma takiej możliwości, aby był sprzedawany w moich sklepach - przekonywał król dopalaczy.
Nawiązując zaś do ewentualnej szkodliwości jego produktów, Dawid B. zeznał: - Wytwarzaniem i mieszaniem substancji w produktach zajmowali się tzw. chemicy. Ja nie miałem wpływu na to, co w tych wyrobach się znajduje. Starałem się nie kupować środków nielegalnych, odurzających. Wychodziłem z założenia, że to co nie jest nielegalne, to w stu procentach jest bezpieczne.
 
Prokuratura zarzuca Dawidowi B., że w 2010 roku w Łodzi i innych miastach w kraju poprzez sieć sklepów Smart Szop, których był właścicielem, handlował dopalaczami określając je jako artykuły kolekcjonerskie. Ponadto wyprodukował i wprowadził do obrotu produkty o takich nazwach jak Koko Mięta, Koko Cherry, Exotic Koko, Black Widow, Smart Shiva, Mister Brain czy Hammer. Z tego powodu sprowadził niebezpieczeństwo dla zdrowia wielu osób, które uległy zatruciu i trafiły do szpitala. Lista pokrzywdzonych liczy 52 nazwiska. Oskarżonemu grozi do ośmiu lat więzienia. Kolejna rozprawa na procesie, który trwa trzy lata i dobiega końca, odbędzie się w maju br. 
 
 
DziennikŁódzki.pl
 

×