NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
W chwili gdy w Polsce pojawia się coraz więcej osób z Ukrainy, niektórzy z nich też wracają zatowarowani w swoje strony i  wożą coraz większe ilości narkotyków. Tym razem Służby Graniczne udaremniły przemyt haszu, jeden z większych w ciągu ostatnich lat. Podczas rozbierania ukrytych skrytek zabezpieczono 250 kilogramów haszu i zatrzymano troje Ukraińców któezy poruszali się dość pokaźnymi samochodami marki BMW X5 i BMW X6. Zatrzymanym grozi teraz do 15 lat pozbawienia wolności.
 
To największy taki przemyt haszyszu na Ukrainę od kilkunastu lat – twierdzą pogranicznicy. W dwóch luksusowych BMW Ukraińcy przewozili 250 kg haszyszu.
Przemyt wydawał się banalnie prosty. Troje dobrze ubranych Ukraińców, 33-letnia kobieta oraz 38-letni i 45-letni mężczyzna, wszyscy dobrze ubrani, jadąc bmw x5 oraz x6, przekraczali granicę w Korczowej.


W samochodach mieli smakołyki z Polski – pomarańcze, mandarynki, wino. Luksusowe samochody zwróciły jednak uwagę straży granicznej. Postanowili sprawdzić, czy nie są kradzione. Przy okazji samochody obwąchał pies specjalizujący się w wyszukiwaniu narkotyków.

Chociaż ćwierć tony haszyszu zalane było substancją, która miała zneutralizować jego zapach, pies wyczuł podejrzane pakunki w podłodze.

 
 
 
CannabisNews.pl
Wojt
Przemycali narkotyki z Hiszpanii ukryte w podłodze przyczepki. Funkcjonariusze CBŚP przy pomocy Służby Celnej i urządzeń rentgenowskich udaremnili przemyt zaraz za bramkami trasy A1. Funkcjonariusze w bagażu podręcznym jednego z zatrzymanych zabezpieczyli 5 gram kokainy, do tego w podłodze przyczepki ukryto 22 kilogramy marihuany, w garażu zabezpieczono kolejno 18kg haszu i kolejne 2,5kg marihuany. Teraz zatrzymanym za przemyt grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani.
 
Ponad 42 kg zabezpieczonych narkotyków i 3 zatrzymanych to efekt działania policjantów gdańskiego CBŚP. Marihuana i kokaina zostały znalezione w samochodzie, którym poruszali się mężczyźni, a haszysz w garażu należącym do jednego z nich. Narkotyki pochodziły z Hiszpanii i miały zostać sprzedane w Polsce. Przemytnicy usłyszeli zarzuty związane z przemytem i handlem środkami odurzającymi. Grozi im do 15 lat więzienia.
Policjanci gdańskiego CBŚP wpadli na trop szajki, która przemycała narkotyki z Hiszpanii i sprzedawała je w Polsce. W jej skład wchodziło trzech mieszkańców Gdańska - 56-letni  Roman R., 47-letni Piotr M. i jego 20-letni syn Piotr M. Funkcjonariusze podejrzewali, że sprawcy przemycają kontrabandę samochodem.

Na bramkach zjazdowych autostrady A1 w Rusocinie, policjanci CBŚP wspierani przez funkcjonariuszy Izby Celnej w Gdyni, zatrzymali dilerów. W przyczepce holowanej przez samochód przemytników, funkcjonariusze znaleźli 22 kg marihuany, a w torbie podróżnej jednego z zatrzymanych - ponad 5 gramów kokainy. Do poszukiwań narkotyków wykorzystano psa tropiącego i specjalistyczny sprzęt rentgenowski.


Policjanci gdańskiego CBŚP przeszukali również garaż u jednego z zatrzymanych i wewnątrz zabezpieczyli 2,5 kg marihuany i ponad 18 kg haszyszu oraz wagi elektroniczne, które mogły służyć do porcjowania narkotyków.

Prokurator Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił mężczyznom zarzuty związane z przemytem i handlem narkotykami. Za te przestępstwa grozi im do 15 lat pozbawienia wolności.

Sąd Rejonowy  w Gdańsku zastosował wobec nich tymczasowe aresztowanie.
 
 
Policja.pl
Wojt

Plecak z narkotykami

Przez Wojt, w Aktualności,

Pomimo, iż temat tego artykułu nie powala na kolana, to jego zawartość tego plecaka mogłaby posłużyć na baaardzo dobrą imprezę. Standardowa oczywiście sytuacja, ktoś życzliwy wskazał gdzie są przechowywane narkotyki, policjanci wchodząc w tą jakże ważne dla całego świata informacje zrobili nalot na mieszkanie 21-letniego mężczyzny na terenie Międzychodu. W trakcie przeszukania zabezpieczono blisko 4,5 kilograma substancji wpisanym do ustawy określających je jako narkotyki, dodatkowo młodzieniec posiadał w domu LSD i pixy na mdma. Teraz grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.
 
Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Międzychodzie zatrzymali młodego mężczyznę, który odpowie za posiadanie środków odurzających i substancji psychotropowych. W plecaku należącym do 21-latka policjanci znaleźli łącznie 4,5 kilograma zabronionych specyfików. Za popełnienie przestępstwa z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii podejrzanemu grozi do 3 lat więzienia.
Policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej ustalili, że w jednym z mieszkań znajdujących się na terenie Międzychodu młody człowiek przechowuje środki odurzające. Policjanci przeszukali ustalone miejsce zamieszkania 21-latka i znaleźli 4,5 kilograma narkotyków. Zabronione specyfiki były schowane w plecaku.

Z zabezpieczonej przez funkcjonariuszy ilości narkotyków można było sporządzić przeszło 8 tysięcy dilerskich porcji metaamfetaminy, marihuany i haszyszu. Wśród zabronionych specyfików były tabletki extasy oraz LSD – łącznie około 3 tysiące porcji.

Śledczy zabezpieczyli u podejrzanego kilka telefonów komórkowych.
Zatrzymany mężczyzna usłyszał zarzut posiadania narkotyków, za co grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności. Na wniosek prokuratora sąd aresztował 21-latka.

Kryminalni pracujący przy tej sprawie sprawie nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Trwają badania zabezpieczonych substancji.
 
 
Policja.pl
Wojt
Gdy słyszysz, że funkcjonariusze dysponowali informacjami, wiedz jedno, ktoś sprzedał. Oczywiście, jest to sukces dla policji  zabezpieczono całą plantacje a w niej 2854 roślinki, konopie rosły w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu na uboczu małej miejscowości. W trakcie czynności zatrzymano 60-letniego mężczyznę i jego dwóch pomocników którzy razem z nim opiekowali plantacją. W toku dalszych przeszukań, antynarkotykowi zabezpieczyli ponad 36 kilogramów gotowego do sprzedaży suszu konopi. Najzabawniejszy jest fakt iż, 60-letni właściciel posesji wyszedł za poręczeniem majątkowym w wysokości 100.000 zł natomiast jego pomocnicy, spędzą najbliższe 3 miesiące w areszcie...
Małopolscy policjanci zlikwidowali jedną z największych od kilku lat plantacji konopi indyjskich w naszym województwie. Zatrzymano właściciela posesji oraz pracujących przy uprawie dwóch mężczyzn. Zabezpieczono ponad 2800 krzaków konopi oraz 36,5 kilograma suszu marihuany.
Policjanci z wydziału dw. z przestępczością narkotykową Komendy Wojewódzkiej  Policji w Krakowie rozpracowali nielegalny proceder uprawy konopi indyjskich  mający miejsce w jednym z powiatów Małopolski. Z informacji, którymi dysponowali funkcjonariusze  wynikało, że w jednej miejscowości gminy Czarny Dunajec (powiat nowotarski), najprawdopodobniej uprawiane są na masową skalę  konopie indyjskie.

W wyniku działań  zlikwidowano jedną z największych nielegalnych plantacji konopi  w ostatnich latach w Małopolsce, a także zatrzymano 3 osoby biorące w tym udział. Czynności wykonywane były już  we współpracy z funkcjonariuszami wydziału dochodzeniowo – śledczego KWP w Krakowie, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej  w Nowym Targu. 

W sobotę  ( 18.02.)  policjanci pojawili się na wytypowanej posesji, położonej na uboczu, na skraju miejscowości. W czasie przeszukania pomieszczeń  gospodarczych policjanci natrafili wewnątrz na ogromną uprawę konopi – zabezpieczono 2854 krzaki w różnej fazie wzrostu.

Pomieszczenia w których rosły, wyposażone  były w lampy grzewcze, wentylatory oraz filtry czyli profesjonalny sprzęt zapewniający stałą temperaturę oraz wilgotność powietrza. Mnóstwo  było również różnego rodzaju nawozów i suplementów wzbogacających glebę. Podczas działań policjanci  odnaleźli także  36,5 kilograma suszu marihuany.

Funkcjonariusze zatrzymali 60-letniego właściciela posesji jak również dwóch innych mężczyzn w wieku 28 i 38 lat, którzy pracowali przy sadzonkach. Zarówno krzewy konopi jak i susz marihuany zostały zabezpieczone przez policjantów i trafiły do policyjnego laboratorium kryminalistycznego. W dalszym ciągu ustalany jest krąg odbiorców  narkotyków.

Mężczyźni prowadzacy plantację usłyszeli zarzuty uprawy znacznych ilości konopi indyjskich (art.63 ust.3 ustawy o przeciwdziałaniu  narkomanii). Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.  Decyzją Sądu zostali tymczasowo aresztowani na okres 3 miesięcy. Właściciel posesji usłyszał zarzut  pomocnictwa przy uprawie znacznych ilości konopi indyjskich (art.63 ust.3 uopn w zw. z art.18 par.3 KK)  -  zastosowano wobec niego poręczenie majątkowe  w wysokości 100 tys. złotych.
 
 
Policja.pl
Wojt
Sędzia Sądu Najwyższego Brazylii wypowiedział słowa które zaskoczyły wszystkich. Nikt nie spodziewał się, że nastanie tak piękny dzień w którym instytucja sądownicza stwierdzi że pełna legalizacja marihuany pozwoli zlikwidować gangi narkotykowe które są wszędzie, już niebawem ma nastąpić pełna legalizacja. Barroso oznajmił że dalsza wojna z gangami niema sensu i trzeba odebrać im cały rynek marihuany z rąk. Czy Polska kiedyś zrozumie że ta walka to marnotrawienie pieniędzy nas wszystkich...?
 
 
Sędzia Sądu Najwyższego zaskoczył wszystkich. Według niego legalizacja marihuany w Brazylii jest najlepszym sposobem na likwidację gangów narkotykowych, które opanowały kraj.
Od pół wieku brazylijski rząd próbuje walczyć z narkotykowymi gangami. Kontrowersyjny pomysł na rozwiązanie problemy zaproponował sędzia Sądu Najwyższego tego kraju, Roberto Barroso.

Barroso twierdzi, że skoro walka nie przyniosła efektu, a gangsterzy kontrolują narkotykowy biznes, trzeba wyjąć im oręż z ręki.
 
– Mogę zapewnić, że legalizacja narkotyków jest tylko kwestią czasu, wtedy zostanie podcięta potęga potężnych organizacji przestępczych – zapowiada sędzia.
Brazylia jest konserwatywnym krajem, rząd próbuje kontrolować każdy aspekt życia obywateli. Z mizernym skutkiem. Dzielnicami biedy i więzieniami rządzą gangsterzy.
W Urugwaju w 2013 roku zalegalizowano marihuanę. Produkcja i sprzedaż kontrolowane są przez państwo. Barroso chce pójść za przykładem tego kraju. A nawet dalej.
-Jeśli to zadziała, powinniśmy przejść do kolejnego etapu i zalegalizować kokainę – przekonuje Barroso.

 
 
CannabisNews.pl
Wojt
Funkcjonariusze policji z Radomia podejrzewali, iż na terenie posesji oddalonej o bagatela 395 kilometrów ktoś prowadzi plantacje konopi. Zapewne to przypadek i zbieg okoliczności że, akurat Ci mundurowi przeczuwali na taką odległość, iż ktoś zajmuje się nielegalnym procederem. Jak łatwo można wydedukować ktoś zwyczajnie standardowo strzelił z ucha. Mężczyzna zatrzymamy na terenie posesji w gminie Sobótka to 33-letni mieszkaniec Dolnego Śląska. Odpowie teraz za posiadanie i uprawę 67 roślin które nikomu nie robiąc krzywdy rosły w jego piwnicy. Grozi mu za ten czyn do 10 lat pozbawienia wolności.
 
Do 10 lat więzienia grozi 33-latkowi z Dolnego Śląska zatrzymanemu przez policjantów z Radomia i Grójca. Mężczyzna uprawiał konopie. Marihuana miała być rozprowadzana na terenie powiatu grójeckiego.
Mundurowi z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu i komendy powiatowej z Grójca, przy udziale policjantów z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu przeszukali kilka dni temu nieruchomość na terenie gminy Sobótka (woj. dolnośląskie).

Policjanci podejrzewali, iż może tam się znajdować nielegalna uprawa konopi.

Przypuszczenia śledczych potwierdziły się. W specjalne przystosowanej piwnicy domu rosło 67 krzaków roślin, w różnym stadium rozwoju. Ujawniono również gotowy susz. W sumie zabezpieczono ponad 3,5 kg marihuany. Podczas przeszukania ujawniono również nielegalny pistolet wraz z tłumikiem oraz amunicją, jak również podrobione dokumenty tożsamości. Rzeczy te zostały zabezpieczone do sprawy.
Mężczyzna został przez Sąd Rejonowy w Grójcu tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy.
 
 
Policja.pl
Wojt
Kryminalni z Rzeszowa doprowadzili do zatrzymania 76-letniego obywatela Niemiec wraz z jego 36-letnią partnerką. Jak ustalono, podczas pracy operacyjnej, od jakiegoś czasu przemycano na teren Podkarpacia narkotyki. W trakcie czynności antynarkotykowi zabezpieczyli 1,5 kilograma produktu, wyglądem przypominającego hasz. Zatrzymano obydwoje obywateli Niemiec, grozi im teraz od 3 do 8 lat więzienia za wewnątrzwspólnotowy przemyt narkotyków na teren Polski.
 
 
Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie udaremnili przemyt 1,5 kilograma haszyszu. Narkotyki na teren Podkarpacia wwiozło dwoje obywateli Niemiec. 76-letni mężczyzna i towarzysząca mu 37-latka usłyszeli zarzuty. Grozi im za to kara co najmniej 3 lat pozbawienia wolności.
Policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Rzeszowie pracowali nad tą sprawą od wielu tygodni. Mieli informację, że na teren Podkarpacia trafiają narkotyki, które ktoś przemyca z krajów Europy Zachodniej. Wytypowanie pojazdu, którym mogą być przewożone środki odurzające, wymagało żmudnej pracy.

Funkcjonariusze ustalili, że samochód osobowy będzie przemieszczał się od niemieckiej granicy. W środę, gdy opel zjechał z autostrady na terenie województwa podkarpackiego, policjanci przystąpili do działań. Za kierownicą samochodu siedział starszy mężczyzna, a towarzyszyła mu 37-letnia kobieta. Oboje to obywatele Niemiec.
Policjanci do przeszukania pojazdu wykorzystali psa służbowego wyszkolonego do wyszukiwania zapachu narkotyków. Pies wskazał miejsca, gdzie mogą być nielegalne substancje. Kobieta przy ciele miała ukryte pakiety z narkotykami. Łącznie zabezpieczono 1,5 kilograma haszyszu. Ponieważ pies wskazywał inne miejsca w samochodzie, zdecydowano o kompleksowej kontroli przy wykorzystaniu specjalistycznego sprzętu Urzędu Celnego w Medyce. Tam samochód został prześwietlony.

Policjanci zatrzymali 76-letniego mężczyznę i 37-letnią kobietę. Oboje usłyszeli zarzuty. Będą odpowiadać za wewnątrzwspólnotowy przewóz znacznej ilości narkotyków. Grozi za to grzywna i kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 3 lat.

Śledztwo w tej sprawie, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie prowadzi Wydział Dochodzeniowo-Śledczy KWP w Rzeszowie.
W piątek (17.02.br.) sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanych na trzy miesiące.
 
 
Policja.pl
Wojt
Odnoszę wrażenie że Śląsk to stan umysłu. Kryminalni z tamtejszej komendy zlikwidowali plantacje konopi, nadmieniając fakt zabezpieczyli podobno spore ilości marihuany. Czemu podobno spore a nie konkretnie ile? Antynarkotykowi niestety podają iż 12 tysięcy sztuk dilerskich można było z tego przygotować, lecz w każdym mieście sztuka dilerska jest liczona wedle innych wartości, Tak więc zatrzymanym 36-letniemu mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia lecz nikt nie wie jak zostanie zakwalifikowany ten czyn gdyż nie określono wagi przedmiotu sprawy.
 
Śląscy kryminalni zlikwidowali domową plantację konopi indyjskich i zatrzymali jej 36-letniego właściciela. Śledczy zabezpieczyli kilkadziesiąt krzaków konopi indyjskich oraz gotowy susz, z którego można było przygotować 12 tysięcy porcji marihuany. Policjanci przejęli także sprzęt do uprawy konopi – lampy, filtry, namioty i środki chemiczne do wzrostu roślin. Mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia.
Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach trafili na trop mężczyzny, który zajmował się uprawą konopi indyjskich. Wczoraj policjanci wkroczyli do akcji i zatrzymali 36-letniego mieszkańca Katowic.

Mężczyzna uruchomił plantację w swoim mieszkaniu w centrum miasta. Stróże prawa zabezpieczyli tam 37 krzaków konopi indyjskich oraz gotowy susz marihuany, z którego można przygotować 12 tysięcy porcji tego narkotyku.

Śledczy przejęli także sprzęt do uprawy konopi – lampy, filtry, namioty i substytuty do uprawy tego narkotyku. Okazało się również, że mężczyzna z uwagi na duży pobór prądu potrzebny do jego uprawy, pobierał energię elektryczną z pominięciem licznika.

36-latek usłyszał już zarzuty: posiadania znacznej ilości środków odurzających oraz ich wytwarzania. Teraz grozi mu za to kara do 8 lat więzienia.

 
 
Policja.pl
Wojt
Dziś tak bardziej informacyjnie z przekazem o obwieszczeniu  zamieszczonym na stronie Palestry. Co prawda nikt nie wróży ze faktycznie sprawa marihuany do kogoś wyżej piastującego stanowisko dotrze lecz jeżeli prawnicy publikują to na swojej stronie, może ktoś przeczyta i poda materiał dalej. Pomimo ogromnego zobojętnienia rządzących i ich kroki aby wszystko sprowadzać z zagranicy, gdyż taniej jest sprowadzić preparat na bazie marihuany, niż stworzyć możliwości leczenia się samemu.
 
 
Z uwagi na fakt, że znany aktywista w walce o rozluźnienie reżimów zastosowania marihuany w medycynie i o znowelizowanie w tym zakresie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – został zdaje się totalnie zbanowany przez stronę rządzącą, w związku z czym nie jest w stanie przebić się ze swoją argumentacją do członków Komisji Zdrowia – za zgodą autora, Bogdana Jot, wklejamy jego list i prosimy o udostępnienia – może dotrze dzięki mediom społecznościowym do adresatów?
List drukujemy wraz z autorskim post scriptum autora.
#władzaBliżejLudzi
17 luty 2017 r.
Bogdan Jot
Po posiedzeniu Komisji – list do członków Komisji Zdrowia
Szanowne Panie Posłanki, szanowni Panowie Posłowie!
Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy jest sens pisać ten list. Po pierwsze, wszystkie decyzje w sprawie marihuany, jak się wydaje, już zapadły, a cała reszta, czyli czekające nas czytania i głosowania, to jedynie część sejmowego rytuału, który jest niezbędny, choć do samej sprawy nic nie wnosi. Po drugie, wcale nie mam pewności, czy ten tekst dotrze do adresatów, czy może raczej, decyzją czujnych asystentów, trafi do kosza. Ale z drugiej strony nie chciałbym, żeby kiedyś ktoś z Państwa powiedział „szkoda, że wcześniej tego nie wiedziałam/-łem”. Więc jednak napiszę…
1. Ministerstwo Zdrowia zastanawia się, czy będzie w Polsce duże zapotrzebowanie na medyczną marihuanę. Swoje wątpliwościach opiera na niewielkiej liczbie wniosków o import docelowy. To marna podstawa do rozważań i w MZ nie mogą o tym nie wiedzieć. Stygmatyzacja tego leku, dodatkowe obowiązki sprawozdawcze związane z jego stosowaniem (odbierane, przynajmniej przez niektórych lekarzy, jako ostrzeżenie – wiem, bo to właśnie od lekarzy się o tym dowiedziałem), wciąż żywe wspomnienie zawodowych losów dr. Bachańskiego, jawna niechęć niektórych konsultantów wojewódzkich i ich stanowcza zapowiedź, że żadnego wniosku nie podpiszą… wszystko to stwarza mało komfortową sytuację, w której lekarz, nawet przekonany do celowości spróbowania tej terapii, trzy razy się zastanowi przed wystawieniem wniosku. Zalegalizowanie medycznych zastosowań marihuany oczywiście diametralnie zmieniłoby tę sytuację.
A jakie może być realne zapotrzebowanie na marihuanę ze strony polskich chorych? Mówię o tym w moim wpisie blogowym, serdecznie zapraszam do rzucenia okiem: http://marihuanaleczy.pl/skala-problemu/
2. Ciekawa i kuriozalna jest argumentacja Ministerstwa Zdrowia, że lekarze nie chcą przepisywać chorym marihuany, bo jest to jedynie leczenie objawowe, a nie przyczynowe i że istnieją dla marihuany sprawdzone alternatywy farmaceutyczne. Tak wypowiada się osoba posiadająca dyplom lekarza medycyny… Chciałbym zapytać: Panie Ministrze, jakie ma Pan sprawdzone alternatywy farmaceutyczne w przypadku padaczki lekoopornej? Mógłby Pan wyjaśnić mnie, nielekarzowi, co oznacza słowo „lekooporny”? – bo chyba jednak nie rozumiem. A przy okazji prosiłbym też o orientacyjną informację, jaka część specyfików sprzedawanych w aptekach służy do leczenia przyczynowego: 90%? 50%? … 10%?
3. Ministerstwo nie wie, jakie będzie zgłaszane przez chorych zapotrzebowanie na lek. Oczywiście, wątpliwość słuszna, będziemy mogli się tego dowiedzieć dopiero po poznaniu odpowiedzi na parę ważnych pytań: kiedy polscy lekarze przestaną się bać marihuany? jaka będzie faktyczna dostępność leku w aptekach? (bo jeśli taka, jak na import docelowy, to sukcesu nie wróżę), no i najważniejsze: jaka będzie cena? (bo mocno się obawiam, że sporo powyżej czarnorynkowej – z oczywistymi tego implikacjami…).
Pomysł, żeby marihuanę importować, jest, moim zdaniem, bardzo słuszny: przy dobrych układach pierwsze partie suszu mogłyby dotrzeć do Polski właściwie natychmiast po wejściu w życie nowelizacji prawa, podczas gdy na plon z upraw krajowych trzeba czekać wiele miesięcy. Ale moim zdaniem import powinien być z góry określony w ustawie jako rozwiązanie przejściowe na pierwszy okres (dwa lata? trzy?) obowiązywania nowych regulacji. A potem oczywiście uprawy krajowe, które, powtórzę, powinny od razu być wpisane jako rozwiązanie docelowe.
Trochę rozbawiła mnie wypowiedź, że przecież jak będzie mokry rok, to będzie niższy plon i kto skontroluje, czy różnicy ktoś nie wyprowadził na czarny rynek. Naprawdę nasze państwo jest tak kiepsko zorganizowane, że taki problem jest dla nas nie do przeskoczenia? Naprawdę tak się uważa w Sejmie?
4. Na przekonanie lekarzy będzie potrzebna dłuższa chwila, nie mam co do tego wątpliwości. Jednym z najsmutniejszych powodów tego stanu rzeczy jest to, że na przeszkodzie stanie oficjalna medycyna. Już staje. Niedawno odbyła się we Wrocławiu nasza konferencja, jej częścią był panel dyskusyjny poświęcony stosowaniu kannabinoidów w padaczce dziecięcej. Wśród panelistów było 2 zagranicznych profesorów neurologii dziecięcej posiadających spore doświadczenie praktyczne na tym polu. Zaprosiliśmy trzy polskie towarzystwa neurologiczne (w tym jedno posiadające w nazwie epilepsję i jedno – neurologię dziecięcą), ale z naszego zaproszenia nie skorzystało żadne z nich. Ponadto informację o konferencji chcieliśmy zamieścić na kilku internetowych portalach dla lekarzy oraz w oficjalnym organie Naczelnej Rady Lekarskiej – „Gazecie Lekarskiej”. Bez skutku: zainteresowanie tematem było zerowe…
5. W czasie obrad Komisji kilka razy wspomniano o zasadzie „primum non nocere”, którą muszą kierować się lekarze. Przypominali o niej sami obecni na sali lekarze. Chciałbym ich zapytać: a co w sytuacji, kiedy wiadomo, że nierobienie niczego przynosi zdecydowanie większą szkodę niż podjęcie działania niesprawdzonego w oficjalnych procedurach, ale wykazującego w praktyce sporą skuteczność i znikomą szkodliwość? Co wtedy – czy w takiej sytuacji lekarz nie powinien móc zdecydować, że nie będzie szkodzić przez zaniechanie działania?
6. W wypowiedziach posłów i przedstawicieli zaproszonych instytucji często przewijały się terminy „surowiec farmaceutyczny”, „środek do produkcji leków”, „przetwory z konopi”. Proszę jednak pamiętać, że wszędzie, gdzie zalegalizowano medyczny użytek marihuany, najbardziej powszechną formą dostarczaną pacjentom (przepraszam, doprecyzuję: ZDECYDOWANIE najbardziej powszechną formą) jest susz.
Pracownik NIL zapytał: „Jak ten susz aplikować dzieciom?”.
Proszę Państwa, rodzice od dawna wiedzą jak. Proszę mi wierzyć, że w znalezieniu właściwej dawki, najlepszej drogi podawania leku czy odpowiedniej częstotliwości jego zażywania żaden aptekarz nie będzie tak skuteczny jak rodzice (albo dorośli chorzy). Niektórym pacjentom lepiej służą czopki z masła kakaowego, innym z oleju kokosowego; u jednych trochę za dużo THC powoduje niepożądane reakcje, u innych przynosi rewelacyjne rezultaty; jednym wystarcza dawka x, inni potrzebują dwa albo i trzy razy więcej. Jeżeli w aptekach bez problemu będzie można otrzymać odpowiedni preparat dobrze dopasowany do indywidualnych potrzeb, to w porządku. Ale powiem szczerze, że mam co do tego spore wątpliwości.
W przesłanym Państwu kiedyś nagraniu wspominałem, że odmienność marihuany od leków farmaceutycznych polega między innymi na tym, że bardzo rośnie rola pacjenta, która nie polega już na wykonywaniu poleceń lekarza, lecz na współtworzeniu procesu terapeutycznego, a nawet na odgrywaniu w nim wiodącej roli. Myślę, że między innymi stąd bierze się niechęć wielu lekarzy, przyzwyczajonych do innej zależności.
7. Pytanie techniczne (i to rzeczywiście jest pytanie, nie znam na nie odpowiedzi): przedstawiciel BAS stwierdził, że „wskazana byłaby notyfikacja” pozostałych krajów Unii. Pytanie jest następujące: czy rząd RP otrzymał taką notyfikację od rzędu Niemiec? (Niemcy niedawno mocno zmienili swoje prawo i umożliwili chorym o wiele szerszy dostęp do medycznej marihuany). Albo od rządu Republiki Czeskiej, gdzie zmiany w prawie miały miejsce w 2013?
8. Uwaga końcowa: mówiąc o negocjacjach nad treścią ustawy, p. poseł Raczak stwierdził w pewnym momencie: „Proszę docenić drugą stronę”. No właśnie: nie mamy problemu, który trzeba załatwić ku pożytkowi chorych. Mamy jedną stronę i drugą stronę…
Z poważaniem
Bogdan Jot
Niespodziewany PS:
wszystkie wiadomości wysłane na oficjalne skrzynki sejmowe wróciły niedoręczone. Powód? „Rejected due to DNS BlackList server response” (czyli, o ile dobrze to rozumiem, zostałem wpisany na czarną listę i trwale zablokowany; być może posłowie -lub ich asystenci- nie lubią, jak się do nich za często i za długo pisze). Sprawę podrążę i spróbuję się zorientować, jak to faktycznie wygląda.
 
 
 
PalestraPolska.wordpress.com
 
Wojt
Były już pomysły na własny biznes, więc teraz "ogłoszenie" o prace. Fakt iż poszukują Niemcy może nie być dla każdego dobrą zachęta lecz cel jest słuszny a praca bardzo sympatycznie się zapowiada. Konkretnie i rzeczowo, Niemcy zatrudnia do pracy ludzi, znających się na sadzeniu, pielęgnacji konopi i dalszej uprawie. Może szukają właśnie Ciebie?
 
 
Jednym z obowiązków nowego pracownika ma być uprawa konopi indyjskiej.
Niemiecki rząd szykuje się do wdrożenia ustawy dotyczącej marihuany. Zgodnie z jego decyzją, przewlekle chorzy pacjenci będą mieli ułatwiony dostęp do leczniczej marihuany. W tym celu poszukiwane są osoby do pracy, które zajmą się sprowadzaniem konopi indyjskich z zagranicy, a także ich uprawą. Żart? Bynajmniej!

Już od 1 marca 2017 roku niemieckie apteki muszą przygotować się na prawdziwe oblężenie. Od marca pacjenci będą mogli pójść do lekarza, opowiedzieć o swoich dolegliwościach i być może otrzymać receptę na leczniczą marihuanę w ilości nawet 100 gram miesięcznie, a w niektórych skrajnych przypadkach, bez górnej granicy. Ci najciężej chorzy dostaną ją za darmo. Politycy zadbali o to, aby była refundowana. 
Ponieważ produkcja roślin chwilę potrwa, jak informuje portal Mypolacy.de, Federalny Instytut Leków i Produktów Medycznych szuka rąk do pracy, a konkretnie profesjonalistów, którzy fachowo zajmą się uprawą konopi indyjskich, sprowadzaniem roślin z zagranicy, a także będą odpowiedzialni za produkcje leków. Nie każdy jednak nadaje się do tej pracy. Kandydat musi spełniać szereg wymogów. Przede wszystkim musi mieć wyższe wykształcenie chemiczne lub biologiczne i płynnie porozumiewać się w języku angielskim. Dodatkowym atutem będzie...licencja na uprawę marihuany. 
Cóż, wygląda na to, że praca marzeń dla wszystkich miłośników tej zielonej rośliny jest na wyciągnięcie ręki
Fotografia: Pixabay
 
 
Planeta.fm