Witamy w nowej odsłonie DOPALAMY.COM!

Prosimy o zgłaszanie wszelkich sugestii oraz błędów w tym temacie: KLIKNIJ

NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Polak Polakowi wrogiem wszędzie, pomimo iż sprawa radnej nawiązuje do sprawy zanim wprowadzono ustawę zakazujacą handlu w 2010 to jednak ktoś chcąc zaszkodzić radnej, rozsyła do urzędników meile z fakturami jak również z kontroli policji w sklepie radnej z jej podpisem.  Kosior, baka czy lord koks to jedne z dawnych produktów znanego sklepu.
 
 
Anonimowa osoba rozesłała mejle uderzające w radną PO Monikę Połatyńską. Radna broni się, że jak tylko zmieniły się przepisy, to zamknęła swoją działalność.
Lord Koks, Kosior, Baka, Mega Buch - to tylko niektóre z dopalaczy, którymi swego czasu handlowała obecna bielska radna Platformy Obywatelskiej Monika Połatyńska. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak anonimowa osoba podpisująca się jako Bielszczanka zaczęła rozsyłać do niektórych bielskich radnych mejle z informacją, że kilka lat temu Połatyńska prowadziła w centrum miasta sklep z dopalaczami.   „Rada miasta Bielska-Białej powinna składać się z osób oddanych problemom miasta, szanowanym, osób o nieposzlakowanej opinii. Tymczasem w Waszym gronie zasiada osoba, która była właścicielem sklepu z dopalaczami przy ulicy Barlickiego. To radna Platformy Obywatelskiej, Monika Połatyńska (...). Czy Bielsko-Biała nie zasługuje na lepszych reprezentantów?” - pisze w mejlu bielszczanka. Do mejla dołączonych zostało kilka dokumentów, w tym skan zaświadczenia o nadaniu numeru REGON firmie Połatyńskiej i zaświadczenia o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, z którego wynika, że Połatyńska zaczęła prowadzić sklep o nazwie Mellow Yellow z dopalaczami przy bielskiej ul. Barlickiego 6 na początku czerwca 2010 r. Prócz tego są skany faktur dotyczących zakupu dopalaczy oraz notatka służbowa z przeprowadzonej 2 października 2010 r. kontroli policyjnej w sklepie.
W kampanii wyborczej Połatyńska startowała z listy PO. Pisała o sobie, że jest absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, ukończyła wiele kursów motywacyjnych oraz szkoleń w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi, chwaliła się, że jest współorganizatorką takich akcji charytatywnych jak: Dzień dawcy szpiku kostnego czy Zakręć się na pomaganie.Przedstawiała się, że prywatnie jest pasjonatką sztuki i architektury oraz że propaguje zdrowy i aktywny tryb życia. W swoim programie wyborczym stawiała m.in. na rozwój ośrodków kulturalno-rekreacyjnych oraz oświatowych dla dzieci, wspieranie szczęśliwego dzieciństwa, propagowanie zdrowego trybu życia i poprawę dostępu do służby zdrowia.   W rozmowie z Dziennikiem Zachodnim radna Połatyńska przyznała, że prowadziła sklep przez około dwa miesiące, kiedy nie pełniła jeszcze żadnych funkcji publicznych, a działalność tego rodzaju była w stu procentach legalna.   - Sklep został przeze mnie definitywnie zamknięty zgodnie z intencją ustawodawcy i zmianą przepisów prawa zakazującą dalszego prowadzenia działalności tego rodzaju - oświadczyła radna z Bielska-Białej. - Dostałam tego mejla i jestem zniesmaczona, że coś takiego jest rozsyłane. Zgadzam się z opinią, że w radzie powinny zasiadać osoby uczciwe i o nieposzlakowanej opinii, ale nie uznaję takich metod. Zawsze, jak ktoś się postara, to jest w stanie coś na kogoś znaleźć - komentuje bielska radna niezależna Małgorzata Zarębska, zaznaczając, że radna Połatyńska nie jest jej koleżanką partyjną czy klubową.   -Ludzie mają różne działalności, a kiedyś prowadzenie takich sklepów nie było zabronione. Przecież teraz pani Połatyńska nie handluje dopalaczami, bo gdyby tak było to nie byłaby kandydatką do Rady Miejskiej. Podczas kandydowania do rady była sprawdzana i ma nieposzlakowaną opinię. Nie znalazła się w niej też przez przypadek, bo ludzie na nią głosowali - dodaje radna Zarębska.   Bielski radny Prawa i Sprawiedliwości Maurycy Rodak nie chciał komentować sprawy zaznaczając, że sprzedaż dopalaczy była wówczas legalna. - A jeśli chodzi o ocenę moralną tego, to pozostawiam to każdemu z osobna do rozważenia - stwierdził radny Rodak.
  *** Zakazane dopalacze Dopalacze to potoczna nazwa różnego rodzaju produktów zawierających substancje psychoaktywne. Ich spożycie ma na celu wywołanie w organizmie jak najwierniejszego efektu narkotycznego. Produkowane są głównie po to, aby ominąć obowiązujące przepisy antynarkotykowe, stąd ich skład chemiczny ulega ciągłej ewolucji. W efekcie prawo w wielu krajach nie nadążą za delegalizacją coraz to nowych środków. W Polsce, po serii zatruć , w tym 18 śmiertelnych, dopalacze zostały zdelegalizowane.
      DziennikZachodni.pl
Wojt
Podczas przeszukania prowadzonego przez kryminalnych z  CBŚP zatrzymano kierowce i pasażera w samochodzie przewozili blisko 100 gram amfetaminy . Podczas dalszych czynności i przeszukania mieszkań u pasażera w mieszkaniu znaleziono marihuanę i wagę, natomiast kierowca na swojej posiadłości posiadał amfetaminę i blisko pol kilograma dopalaczy.
 
 
Funkcjonariusze opolskiego Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 3 osoby podejrzane o wprowadzenie na rynek znacznej ilości środków odurzających. Policjanci zabezpieczyli ponad 3 kilogramy narkotyków. 

Podczas przeszukań, funkcjonariusze znaleźli także ponad pół kilograma dopalaczy. Podejrzani usłyszeli już zarzuty, za które może im grozić nawet do 12 lat więzienia.
Mężczyźni zostali zatrzymani w Strzelcach Opolskich, podczas transakcji narkotykowej. Funkcjonariusze sprawdzili samochód, za kierownicą którego siedział 25-latek z Kędzierzyna-Koźla.
W pojeździe znaleźli ukryty woreczek foliowy z blisko 100 gramami białego proszku. Badanie narkotesterem potwierdziło, że była to amfetamina.  

Pracujący nad sprawą śledczy przeszukali działkę rekreacyjną, użytkowaną przez 40-latka ze Strzelec Opolskich. Tam policjanci znaleźli ukryte w specjalnie wykonanej skrytce ponad 2,5 kilograma amfetaminy, tabletki MDMA oraz ponad pół kilograma dopalaczy.
Kolejne narkotyki funkcjonariusze znaleźli w Kędzierzynie-Koźlu, podczas przeszukania u drugiego z pasażerów. W mieszkaniu 29-latka śledczy znaleźli ponad 80 gramów marihuany i elektroniczną wagę.
40-letni mieszkaniec Strzelec Opolskich odpowie też za posiadanie znacznych ilości środków odurzających. Na wniosek prokuratora sąd tymczasowo aresztował go na 2 miesiące.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Centralne Biuro Śledcze Policji w Opolu pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Opolu.
Prowadzący sprawę ustalili, że czarnorynkowa wartość zabezpieczonych narkotyków to ponad 80 tys. złotych.
CBŚP/HA



Wiadomosci.RadioZet.pl
 
 
 
Wojt
Chcesz się leczyć legalnie produktami z konopi? Wyjedz z kraju, tutaj masz pić wódkę i jak Cie dopadnie straszna choroba, masz dostać chemie za 15 tysięcy jedna, po której nikt CI nie gwarantuje że będziesz żył. Jeżeli Twoją ostatecznością miały być preparaty czy wyciągi z konopi to na pewno nie w Polsce. Powody takiego obrotu sprawy nadal są śmieszne, posłowie twierdza iż pozwolenie chorym na hodowle konopi do celów leczniczych zagraża tym że zaczną produkować narkotyczne odmiany.
 
PiS nie zgodzi się na hodowlę kannabinoidów. Zdaniem rządu, pacjenci mają wystarczający dostęp do produktów zawierających narkotyk - ustaliła "Rzeczpospolita".

Dyskusja na temat tzw. medycznej marihuany rozgorzała na nowo za sprawą byłego rzecznika SLD Tomasza Kality, zmagającego się ze złośliwym guzem mózgu. Napisał on w sieci, że mógłby mu pomóc olej z marihuany, który w Polsce nie jest dopuszczony do obrotu. Wpis ten wywołał burzliwą debatę, która często - z braku wiedzy adwersarzy - sprowadzona została do politycznej potyczki.

Politycy znajdującego się poza Sejmem SLD złożyli w formie petycji projekt "ustawy Kality", który dopuszcza leczenie medyczną marihuaną oraz substancjami zawierającymi olej konopny. Drugie życie dostał także projekt klubu Kukiz'15 leżący od marca w sejmowej komisji, który ma umożliwić pacjentom, po uzyskaniu zezwolenia, samodzielne uprawianie konopi i przygotowywanie przetworów na potrzeby terapii.

Na taki zapis nie ma zgody rządu. Co więcej - jak argumentuje Ministerstwo Zdrowia - pacjenci mają obecnie dostęp do tzw. medycznej marihuany, gdyż mogą od marca br. występować o zgodę na import docelowy oraz refundację takich produktów,  które nie posiadają pozwolenia na dopuszczenie do obrotu na terenie RP. Obecnie tylko jeden produkt leczniczy Sativex jest u nas dopuszczony do obrotu.

Z danych - do których dotarła "Rzeczpospolita" - wynika, że od 4 marca 2016 r. minister zdrowia wydał 34 zgody na refundację leków zawierających kannabinoidy, dla 21 indywidualnych pacjentów leczonych z powodu lekoopornych napadów padaczkowych.

W tym okresie wydano pięć decyzji odmownych dla czworga pacjentów.

Dr Marek Bachański, który w 2015 roku został wyrzucony z Centrum Zdrowia Dziecka za stosowanie medycznej marihuany, pozytywnie ocenia otwieranie się ministerstwa na leki z kannabinoidami. - To była dobra decyzja, lecz przede wszystkim potrzebny jest jasny zapis ustawowy, że stosowanie medycznej marihuany w Polsce jest legalne. Dzisiaj lekarze mimo iż resort zdrowia refunduje te leki, boją się je przepisywać, a pacjenci stają przed sądami za ich stosowanie - mówi "Rzeczpospolitej" Bachański.
Według niego zanim w Polsce dojdziemy do momentu jak np. w Kanadzie, by pacjenci mogli sami hodować marihuanę w celach leczniczych, rząd powinien zapewnić centralny państwowy dostęp do takich leków dla wszystkich pacjentów, którzy mają wskazania medyczne do ich stosowania.

Podobnie do problemu podchodzi, zabiegający od wielu lat o szerszy dostęp pacjentów do produktów leczniczych zawierających kannabinoidy, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznaje, że warto byłoby utworzyć np. w Centrum Zdrowia Dziecka specjalny oddział wraz z laboratorium, na którym lekarze specjaliści zajmujący się stosowaniem takich leków mogliby bez żadnej obawy leczyć pacjentów, wobec których tradycyjna medycyna jest bezradna.

Minister Jaki zwraca uwagę, że dostęp do leków zawierających marihuanę jest w Polsce faktem. - W ciągu kilku miesięcy zrobiliśmy w kwestii dostępu do tzw. medycznej marihuany więcej niż ktokolwiek wcześniej. Oczywiście należałoby znacznie uprościć dość długi obecnie czas oczekiwania na import. Ale mówienie o powszechnej hodowli marihuany, która jest przecież uzależniającym narkotykiem, jest dużym nieporozumieniem, a co gorsza, niesie ze sobą wielkie zagrożenie. A na to nie możemy się zgodzić - mówi Jaki.

Zapewnił, że przyjrzy się uważnie sprawom przeciwko pacjentom stosującym medyczną marihuanę.
 
 
Wiadomosci.Wp.pl
Wojt
Agresywny młody człowiek pobił lekarkę pogotowia, po tym gdy udzieliła mu pomocy medycznej. Sprawca podczas przejazdu karetka zaczął bić ratowniczkę po głowie, gdy ta osunęła się na podłogę, młody gniewny człowiek został obezwładniony przez innego ratownika który poruszał się razem z nimi karetka. Awanturujący się pacjent został zakuty w kajdanki i dalsza podróż kontynuował radiowozem.
 
 
Ratowniczka medyczna Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Sosnowcu została brutalnie zaatakowana przez agresywnego mężczyznę, który znajdował się pod wpływem dopalaczy. Zanim jadący wspólnie z nią ratownik medyczny zdążył wypiąć się z pasów i obezwładnić napastnika, ten zdołał zadać kobiecie kilka ciosów. Na szczęście nie zdołał złapać jakiegoś ostrego narzędzia, bo wszystko mogło skończyć się znacznie gorzej. Zdarzenie miało miejsce w nocy z soboty na niedzielę. Około godziny 1.00 zespół ratownictwa medycznego stacji RPR w Sosnowcu otrzymał polecenie wyjazdu do osoby „po dopalaczach”, leżącej na ławce przystanku w dzielnicy Dańdówka.   Na miejscu oprócz leżącego stało kilka osób. W oczekiwaniu na policję pacjent został przeniesiony na nosze oraz zabezpieczony do transportu – przypięty pasami dla bezpiecznego przejazdu.   – Był agresywny. Używał słów wulgarnych, krzyczał i wyzywał ratowników. Nosze zostały umieszczone w przedziale medycznym ambulansu i w eskorcie policji karetka ruszyła do Szpitala Miejskiego nr 5 w Sosnowcu.   W przedziale medycznym oprócz pacjenta jechał zespół w składzie dwóch ratowników – kobieta i mężczyzna. Pacjent nie dawał jednak za wygraną – relacjonuje Arkadiusz Głąb, rzecznik Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Sosnowcu.   – W pewnym momencie, po przejechaniu około 1,5 km, pacjent uwolnił jedną rękę i złapał siedzącą obok ratowniczkę. W narkotycznym amoku uwolnił się z pasów i zaczął brutalnie okładać po głowie zaskoczoną dziewczynę. Zanim ratownik wypiął się z pasów bezpieczeństwa, ratowniczka osunęła się na podłogę karetki. Kierowca zatrzymał ambulans, dojechała wtedy policja. Pacjent został skuty kajdankami i ponownie przypięty do noszy. W asyście policji w przedziale medycznym ambulans dojechał na izbę przyjęć – dodaje.   Tam pacjent został przekazany personelowi medycznemu szpitala, a ratowniczkę zbadał lekarz dyżurny, który stwierdził liczne stłuczenia głowy, sińce w okolicy oka oraz ranę na twarzy. Ze względu na obrażenia około godziny 3.00 nad ranem ratowniczka zeszła z dyżuru. Obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim.   – Kiedy życzyłem jej szybkiego powrotu do zdrowia powiedziała, że zdrowie z czasem powróci, boi się jednak, kiedy wróci pewność siebie i zniknie bojaźń przed pacjentem – podkreśla Arkadiusz Głąb. – Szczęście, że nie miał przy sobie żadnych niebezpiecznych narzędzi. Moglibyśmy już dzisiaj ze sobą nie rozmawiać – powiedziała ratowniczka.       DziennikZachodni.pl
Wojt
Coroczny festiwal Hip Hop Kemp cieszy sie ogromnym zainteresowaniem. Ogromne zdziwienie wywołała interwencja Czeskiej policji, podczas której wykryto iż na festiwalu są ogromne ilości marihuany. Podczas czynności które na video widać iż są dość brutalne zabezpieczono 3 kg marihuany.
 
 
 
Czeska policja dokonała nalotu na pole namiotowe przy festiwalu Hip Hop Kemp 2016. Zarekwirowano ponad 3 kg Marihuany. Zatrzymano 12 osób, którym postawiono zarzut handlu narkotykami, za co w Czechach grozi kara 8 lat pozbawienia wolności.
W zeszły weekend 18-20 sierpnia, odbył się największy festiwal hip hopowy w tej części europy. Na scenie oprócz gwiazd światowego rapu, Method Man & Redman, Onyx, Machine Gun Kelly, można było usłyszeć polskich artystów takich jak: Tede, Kękę, JWP/BC, Kaliber 44.


Największy Hip Hopowy festiwal we wschodniej europie, oprócz konkretnego line upu, do tej pory kojarzony był również z racjonalnym podejściem do polityki narkotykowej. Marihuana była nieodłączną częścią tej imprezy. Przechodząc przez pole namiotowe wśród straganów, gdzie na półkach z cennikami znaleźć można było szeroki asortyment używek, można było odnieść wrażenie, że na festiwalu panuje kompletna legalizacja.
 
Na filmie widać jak uzbrojona po zęby brygada antyterrorystyczna, wpada na pole namiotowe i dokonuje zatrzymań.

„Oprócz marihuany, zabezpieczono również kwotę ponad 200.000 koron, pochodzącą ze sprzedaży narkotyków,” powiedziała rzeczniczka czeskiej policji. Jeśli zatrzymani zostaną uznani za winnych, grozi im od czterech do ośmiu lat więzienia.

Policjanci nadzorowali również ruch w sąsiedztwie lotniska Hradec Kralove, gdzie odbywał się festiwal. ” W trakcie kontroli drogowych, zatrzymaliśmy dziewięciu kierowców którzy prowadzili pojazd pod wpływem narkotyków i substancji psychotropowych, a czterech kierowców pod wpływem alkoholu”, powiedziała Klečalová.


Wielu Polaków uważa że w Czechach panuje lagalizacja, wpędzając się przy tym w spore kłopoty. Jak to jest z legalizacją w Czechach?
 
 
 
 
CannabisNews.pl
Wojt
Ponad kilogram amfetaminy przewoził 26-latek swoim Oplem podczas gdy został skontrolowany. Zatrzymany wraz z 2 lata młodszą od siebie partnerka posiadali jeszcze inne środki odurzające. Podczas przeszukania mieszkania policjanci znalezli rownież dopalacze i sadzonki konopi.
 
 
 
Policjanci z Olesna przechwycili ponad kilogram amfetaminy. Narkotyki ukryte były w oplu, którym jechało dwoje mieszkańców gminy Praszka. W ich mieszkaniu śledczy znaleźli kolejne porcje narkotyków oraz dopalacze. Oboje usłyszeli zarzut związany z posiadaniem znacznej ilości środków odurzających. Za takie przestępstwo, może im grozić nawet do 10 lat więzienia.

Olescy policjanci zatrzymali do kontroli osobowego opla, którym podróżowała para z gminy Praszka. Do zatrzymania doszło 3 sierpnia w okolicy Dobrodzienia, kiedy 26-lalek i jego o dwa lata młodsza partnerka jechali osobowym oplem. W trakcie sprawdzenia samochodu policjanci znaleźli narkotyki, które ukryte były pod jednym z foteli. Badanie narkotesterem potwierdziło, że biały proszek znajdujący się w foliowych workach to amfetamina. Kryminalni zabezpieczyli również wagę oraz blisko 15 000 złotych, które para miała przy sobie.

Kolejne porcje narkotyków funkcjonariusze znaleźli w ich mieszkaniu. Policjanci zabezpieczyli elektroniczne wagi, amfetaminę, marihuanę, doniczki z konopiami indyjskimi oraz ponad 70 gramów dopalaczy. Policjanci zabezpieczyli przy zatrzymanych łącznie ponad 1,2 kg środków odurzających.

Jeszcze tego samego dnia funkcjonariusze ustalili i zatrzymali kolejną osobę, którą podejrzewali o związek z przestępczością narkotykową. W mieszkaniu 31-latka kryminalni zabezpieczyli blisko 40 gramów marihuany.
Śledczy przedstawili 26-letniemu mężczyźnie i jego 24-letniej partnerce zarzuty związane z posiadaniem znacznej ilości narkotyków. Za to przestępstwo może grozić kara nawet 10 lat pozbawienia wolności. Zarzut posiadania narkotyków usłyszał także 31-latek.
 
 
 
Policja.pl
Wojt
Typowy powrót z zagranicy, kulturalna podróż nic nie wskazuje, aby cokolwiek mogło zakłócić jakże pełen radości dzień. Świecko dawny punkt kontroli granicznej, nagłe ożywa i pojawiają się na nim funkcjonariusze z tropicielem. Grzeczny pies obwąchuje sobie miejsca i daje znak, tutaj jest coś co go zainteresowało. Po sprawdzeniu przez służby okazuje się iż wracający z Belgi 41-letni mężczyzna przewozi ogromne ilości kokainy.
 
 
Lubuscy celnicy udaremnili próbę przemytu do Polski 15 kg narkotyków, kokainy i heroiny. Narkotyki, warte prawie 3,5 mln złotych, przewoził 41-letni mieszkaniec woj. kujawsko-pomorskiego wracający do kraju rejsowym autobusem z Belgii – poinformował dzisiaj Marek Czerkies z Izby Celnej w Rzepinie.

Narkotyki znaleziono w walizce mężczyzny podczas kontroli autobusu przeprowadzonej kilka dni temu na dawnym przejściu granicznym w Świecku (Lubuskie).
Funkcjonariuszom sprawdzającym bagaż podróżnych asystował pies, specjalizujący się w wykrywaniu środków odurzających.
W jednej z walizek w luku bagażowym było 15 zafoliowanych pakunków, a w nich ponad 10 kg kokainy i prawie 5 kg heroiny. Czarnorynkową wartość narkotyków celnicy oszacowali na prawie 3,5 mln zł.
- Zatrzymany nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, w jaki sposób w jego walizce znalazła się tak duża ilość substancji zakazanych i odmówił składania dalszych wyjaśnień. Za przemyt grozi mu do pięciu lat więzienia. Sprawa została przekazana CBŚP - powiedział Czerkies.
Dodał, że to jeden z największych przemytów twardych narkotyków, jaki lubuscy celnicy udaremnili w tym roku.
 
 
Wiadomosci.onet.pl
 
Wojt
Politycy SLD których niema obecnie w sejmie, chcą walczyć o wolność medycznej marihuany nazywając swoja ustawę "Ustawa Kality". Jak sami twierdza, nie chodzi im o rozgłos polityczny tylko o życie ludzi. Pomimo tego jednak, można odczuć próbę powrócenia na salony pod pretekstem choroby kolegi z jednej bajki. Trzeba pamiętać że to SLD waz z prezydentem Kwaśniewskim wprowadzili zapisy do ustawy, aby ścigać i zamykać do wiezienia palaczy tej rośliny.
 
 
Politycy SLD złożyli w poniedziałek (22 sierpnia) do Sejmu petycję, w której apelują do posłów o szybką zmianę przepisów, by umożliwić leczenie medyczną marihuaną oraz substancjami zawierającymi olej konopny. Do petycji dołączono, dopuszczający takie leczenie, projekt tzw. "ustawy Kality".

Petycja wraz z przygotowanym przez SLD projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, nazwanym przez szefa SLD Włodzimierza Czarzastego "ustawą Kality", została złożona w Biurze Podawczym Kancelarii Sejmu. Sojusz - przypomniał Czarzasty - jako partia pozaparlamentarna nie ma inicjatywy ustawodawczej.
Tomasz Kalita to b. rzecznik Sojuszu, który zmaga się ze złośliwym guzem mózgu i który wywołał na nowo dyskusję na temat medycznej marihuany, pisząc na portalu społecznościowym, że być może mógłby mu pomóc olej z marihuany. Olej nie jest jednak w Polsce dopuszczony do obrotu.
"Sojusz zwraca się do Sejmu o podjęcie działań zmierzających do zmiany ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, w sposób umożliwiający dopuszczenie do stosowania w lecznictwie medycznej marihuany oraz substancji o charakterze leczniczym, zawierających olej konopny" - czytamy w petycji Sojuszu.
Czarzasty zapewnił, że SLD nie traktuje sprawy legalizacji marihuany leczniczej w sposób polityczny.
- Nie traktujemy naszego projektu jako konkurencyjnego wobec jakiegokolwiek innego projektu, wspieramy projekt Kukiz'15 w tej sprawie i każdy inny projekt - podkreślił szef SLD.
Jak zauważył, problem polega na tym, że posłowie - choć deklarują poparcie dla projektu umożliwiającego stosowanie medycznej marihuany, to "nie ma z tego żadnego efektu".
Na początku marca sejmowa komisja ustawodawcza uznała, że projekt - złożony przez klub Kukiz'15 w lutym - może być dalej procedowany, jednak od tamtej pory prace nad nim nie były kontynuowane. W poprzednim tygodniu przedstawiciele wszystkich klubów w rozmowie z dziennikarzami opowiedzieli się za dalszymi pracami nad projektem.
Rzeczniczka Sojuszu Anna Maria Żukowska przypomniała, że SLD już trzykrotnie - w 2007, 2011 i 2015 roku, składał projekty ustaw, mających na celu legalizację marihuany leczniczej.
- Teraz apelujemy, aby uchwalenie tych przepisów miało miejsce jak najszybciej - podkreśliła.
Petycja SLD trafi teraz do sejmowej komisji do spraw petycji. Sposobem załatwienia petycji - jak zauważyli politycy SLD - może być wniesienie przez komisję do Sejmu projektu ustawy.
Wiceszef sejmowej komisji ds. petycji Grzegorz Raniewicz (PO) powiedział w poniedziałek PAP, że komisja może: oddalić petycję, przesłać ją do komisji właściwej do jej rozpatrzenia, w tym przypadku do komisji zdrowia, może też przygotować swój projekt ustawy.
Jego zdaniem, SLD powinno - zamiast składać petycję, wraz z projektem ustawy - złożyć swój projekt do marszałka Sejmu, jako projekt obywatelski, do czego jest potrzebne zebranie minimum 100 tysięcy podpisów.
O kwestię dopuszczenia w leczeniu medycznej marihuany, była pytana w poniedziałek rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek.
- Z całą pewnością będziemy popierać rozwiązanie, które będzie służyło temu, aby leczniczą marihuanę można było legalnie stosować. W chwili obecnej nie wiadomo, jaki będzie ostateczny kształt ustawy. Z całą pewnością, (jesteśmy za tym) żeby wprowadzić do aptek leczniczą marihuanę. Co przy okazji wydarzy się, jakie poprawki będą składane, trudno powiedzieć - powiedziała Mazurek.
- Mówimy do posłów - weźcie się chłopaki i dziewczyny do roboty - oświadczył szef SLD.
Czarzasty powiedział, że projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, autorstwa SLD, przewiduje możliwość stosowania w lecznictwie medycznej marihuany oraz substancji zawierających olej konopny.
- Proponujemy, aby określone rodzaje specyfików, były dostępne - dodał.
Projekt noweli reguluje kwestie związane ze stosowaniem medycznej marihuany, określa, jakie jej rodzaje mogą być użyte do leczenia pacjentów oraz w jaki sposób pacjenci będą kwalifikowani do leczenia. Projekt ma również za zadanie uregulowanie rynku handlu i dystrybucji substancji medycznych,
Z kolei projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, autorstwa Kukiz'15, zakłada m.in., że po uzyskaniu odpowiedniego zezwolenia pacjenci mogliby samodzielnie uprawiać konopie i sporządzać przetwory na potrzeby terapii u pacjentów, u których konwencjonalna farmakoterapia jest nieskuteczna lub zbyt obciążająca, o ile wiedza medyczna wskazuje na możliwość poprawy tym sposobem stanu zdrowia lub jakości życia pacjenta.
 
 
RynekZdrowia.pl
Wojt
Ciężko rozmawiać o jakim kol wiek ruszeniu do przodu w sprawie medycznej marihuany w przypadku gdy Marszałek sejmu okłamuje posłów. Biuro analiz sejmowych domaga się ustawy, która została wstrzymana przez Marszałka Marka Kuchcińskiego i niestety pomimo wielu zapewnień ze strony PIS o ruszeniu tej sprawy jej temat ucicha gdy trzeba podjąć kroki prawne.
 
 
Projekt ustawy, która miała zalegalizować marihuanę medyczną, nie trafił do Komisji Zdrowia, nie ma numeru druku sejmowego, a prawnicy Sejmu zgłaszają zastrzeżenia. Deklaracje PiS poparcia dla ustawy kończą się na progu parlamentu

 
Moją ustawę blokuje w Sejmie Marszałek Kuchciński. Poinformował, że przekazał projekt do sejmowej Komisji Zdrowia, a wcale tego nie zrobił. W tym samym czasie Biuro Analiz Sejmowych domaga się przekazania projektu do notyfikacji do Komisji Europejskiej.
Piotr Liroy-Marzec, „Fakt” - 19/08/2016
Blisko prawdy. Projekt leży w zamrażarce, której pilnuje Marszałek Sejmu.
Piotr Liroy-Marzec „swoją” nazywa ustawę dopuszczającą korzystanie z medycznej marihuany, a właściwie projekt zmiany ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Projekt przygotowała Koalicja Medycznej Marihuany, a złożył w Sejmie 1 lutego 2016 r. klub Kukiz’15. Nowe przepisy mają pomóc m.in. osobom cierpiącym na nowotwór mózgu, padaczkę, stwardnienie rozsiane, jaskrę czy chorobę Alzheimera.
Przychylność legalizacji marihuany medycznej deklaruje część PiS, m.in. Jarosław Kaczyński czy ostatnio senator Jan Maria Jackowski, który zapewnia: „Ta ustawa we wrześniu nabierze tempa i będzie procedowana, tak abyśmy mogli się nią jak najszybciej zająć”. Dotychczasowe działania wskazują na co innego.
Co się dzieje z ustawą?
Projekt utknął w Sejmie – a dokładnie w Biurze Analiz Sejmowych podlegającym marszałkowi. BAS faktycznie domaga się przekazania projektu do Komisji Europejskiej. Zdaniem Biura jest to niezbędne, bo Polska ma obowiązek informować Unię o wszelkich przepisach, które mogą wpływać na swobodę przepływu towarów i usług w UE. Prawnicy BAS uważają, że przepisy regulujące wytwarzanie marihuany medycznej mogą mieć takie skutki. Według BAS procedura notyfikacyjna nie jest skomplikowana ani czasochłonna i ma zająć ma do 3 miesięcy.
Z tą decyzją Biura nie zgadza się autor projektu, prawnik Jędrzej Sadowski. W rozmowie z OKO.press mówi:
„Projekt został napisany tak, żeby notyfikacji nie wymagał. Marihuana, której wytwarzanie regulują przepisy, nie jest w nim ujęta jako produkt rynkowy i przeznaczona jest tylko do wewnętrznego, zamkniętego systemu zaopatrzenia. Jest jakby częścią świadczenia zdrowotnego, a nie lekiem wprowadzanym na rynek, będącym przedmiotem swobodnego obrotu. Medyczna marihuana nie może więc trafić do aptek czy sklepów ani w żaden inny sposób być przedmiotem transakcji handlowych”.
Decyzja Biura Analiz Sejmowych jest jednak ostateczna – nie ma formalnej możliwości odwołania.
Kwestia notyfikacji to niejedyny formalny problem. Projekt nadal nie ma numeru druku sejmowego, który jest niezbędny, by rozpocząć nad nim prace. Numery nadaje Kancelaria Sejmu – szef Kancelarii podlega bezpośrednio marszałkowi. Liroy oskarża też Kuchcińskiego o nieprzekazanie projektu do Komisji Zdrowia. Projekt rzeczywiście tam nie trafił. Trudno powiedzieć, czy z powodu intencjonalnego działania Kuchcińskiego, jednak to marszałek czuwa nad „tokiem i terminowością prac Sejmu”, a zatem ponosi organizacyjną i polityczną odpowiedzialność.
Równolegle rozpoczęła się zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, a poseł Liroy zainicjował powstanie zespół ds. medycznej marihuany. Dowiedzieliśmy się, że zwrócił się w tej sprawie m.in. do Beaty Kempy.
16 sierpnia 2016 r. marszałek Kuchciński osobiście zarejestrował komitet, który formalnie może zbierać podpisy. Na zgromadzenie 100 tys. podpisów ma 3 miesiące. Obecnie ma ich prawie 20 tys. Jest to ten sam projekt, który został w lutym złożony w Sejmie. Prace nad projektem obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej będą postępować równolegle z pracami nad projektem zmiany ustawy w Sejmie. Możliwe więc, że oba spotkają się na jednej Komisji Zdrowia.
Swój projekt ustawy legalizującej marihuanę leczniczą złoży w formie petycji SLD. Po raz trzeci w sprawie legalizacji marihuany napisał do Ministra Zdrowia Rzecznik Praw Obywatelskich – brak legalnego dostępu na marihuany jest przedmiotem wielu skarg, jakie polscy obywatele i obywatelki kierują do RPO.
 
"Model ustawy bardzo podobny do naszej."
Piotr Liroy-Marzec, Twitter, Piotr Liroy-Marzec - 12/08/2016
Półprawda. Podobny, ale polska ustawa nie pozwoli hodować rośliny.
Obie regulacje w zbliżony sposób rozwiązują kwestie podjęcia decyzji o leczeniu i wydawania upoważnień przez lekarzy, ale proponują zasadniczo różne rozwiązania co do pochodzenia leku. Ustawa kanadyjska, która wejdzie w życie 24 sierpnia 2016 r. pozwala na hodowlę rośliny przez pacjentów na własny użytek. Polski projekt tego nie dopuszcza.
Polska ustawa ma wprowadzać rejestr lekarzy i ośrodków, stosujących medyczną marihuanę niedopuszczoną do obrotu jako lek. Rejestr (lekarzy, ośrodków, pacjentów, terapii etc.) prowadziłby Ministra Zdrowia. Lekarz upoważniać będzie pacjenta, który zaopatrywał się będzie w wyspecjalizowanym ośrodku, działającym na podstawie zezwolenia Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej.
Regulacja kanadyjska inaczej niż polska rozwiązuje kwestię produkcji i dostępu do leków. To zasadnicza różnica. Kanadyjscy pacjenci korzystający z medycznej marihuany dostaną pozwolenie na hodowlę rośliny na własny użytek. Złożony w Sejmie projekt ustawy nie dopuszcza hodowania marihuany przez pacjentów.



Oko.press
 
Wojt
Dramat rodziny a przede wszystkim dziecka przy śmierci rodzica to jest straszne przeżycie. Zapewne ojciec 6 letniego dziecka, zabijając swoją żonę, będąc pod wpływem środków odurzających nie analizował czego kol wiek. Czy ta sytuacja wynikła z gorącego seksu czy jednak tak zwyczajnie podczas cichych dni mógł zabić żonę bez powodu? Tragedia rodzinna ktora w konsekwencji pozbawi dziecko obojga rodziców.
 
 
Prokurator oskarżył 37-letniego Rafała S. z Kłodzka o zabójstwo swojej żony. Zadał kobiecie kilkadziesiąt ciosów nożem. Okazało się, że był pod wpływem dopalaczy.
Dramat rozegrał się na początku tego roku - 17 stycznia, w Kłodzku, w mieszkaniu zajmowanym przez Rafała S., jego żonę i 6-letniego syna. Nic wcześniej nie zapowiadało, by ten dzień miał być tak dramatyczny dla rodziny.   Wieczorem mężczyzna rzucił się bez powodu na swoją żonę i zaczął dźgać nożem niemal na oślep. Zadał jej, jak wynika z sekcji zwłok, ponad trzydzieści ran kłutych i ciętych znajdujących, w tym dwie rany cięte szyi i 12 ran kłutych na tułowiu. - W wyniku odniesionych obrażeń pokrzywdzona zmarła - mówi Tomasz Orepuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Świadkiem tego zdarzenia był sześcioletni syn pokrzywdzonej i oskarżonego.   W toku śledztwa ustalono, że oskarżony był wcześniej karany, w tym za przestępstwa przeciwko mieniu oraz za posiadanie środków odurzających. W wyniku przeprowadzonych badań we krwi oskarżonego stwierdzono obecność środka odurzającego, tzw. dopalacza.   - Prokurator przyjął, że Rafał S. działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa swojej żony oraz mając na względzie ilość i charakter zadanych pokrzywdzonej obrażeń - ze szczególnym okrucieństwem - dodaje prokurator Orepuk. W toku śledztwa Rafał S. przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.   Oskarżonemu za zarzucaną mu zbrodnię grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 12 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywotniego pozbawienia wolności. Sprawa będzie rozpoznana przez Sąd Okręgowy w Świdnicy.   To kolejna dramatyczna historia z dopalaczami w tle. Nie tylko lekarze i terapeuci przestrzegają przed ich kupnem. To mieszanina substancji, która prowadzi do silnych zatruć i śmierci (w ich składzie znaleziono nawet trutkę na szczury). Przed ich zażywaniem ostrzegała publicznie matka 19-latka, którego świdnicki sąd skazał na 25 lat więzienia za zabójstwo sąsiada (chłopak wpadł w szał bo po dopalaczach uroił sobie, że sąsiad znęca się nad psem).   Pani Irena opowiadała, że syn w ciągu kilku tygodni zmienił się nie do poznania. Stał się bardzo agresywny, choć wcześniej był spokojnym chłopcem. W końcu 19-latek przyznał się jej, że nie może żyć bez dopalaczy. Wcześniej rozbił szybę wystawową w jednym z punktów z odurzającymi substancjami. Tłumaczył matce, że chce skończyć z dopalaczami, ale nie potrafi...   Pani Irena próbowała namówić go na leczenie. Wszyscy fachowcy, do których się zgłaszała, przekonywali, że chłopak sam musi chcieć się leczyć. Ale do jej syna już nic nie docierało. Nie chciał rozmawiać, odsunął się od znajomych, rodziny. Stawał się coraz bardziej agresywny, szybko wpadał we wściekłość. W końcu zabił…   - Dopalacze to największe zło. Ktoś, kto zobaczyłby ofiary ich działania, nie miałby co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że to jest sprzedawanie ludziom śmierci - mówi Krystyna Kochman, wojewódzki konsultant do spraw toksykologii.    
GazetaWroclawska.pl