NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Zakopane, jesteście z nami? Właśnie zamknęli wam sklep z Dopalaczami na ruchliwej ulicy Nowotarskiej. Pomimo wielokrotnych nalotów na sklep, nigdy w produktach nie wykryto substancji zakazanych. Urzędnicy są pomimo wszystko uczciwi i jako jedni z nie wielu przedstawiają prawdę i nie powodują represji za legalne produkty. Polsko bierz przykład...
 
 
Zakopiańska policja we wtorek weszła do sklepu przy ul. Nowotarskiej, gdzie pojawiło się podejrzenie, że mogły tam być sprzedawane substancje zabronione w Polsce - potocznie nazywane dopalaczami.
- Policjanci zostali poproszeni o asystę przez pracowników zakopiańskiej stacji sanitarno-epidemiologicznej - mówi Krzysztof Waksmundzki, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.
Mundurowi zabezpieczyli kilkanaście sztuk torebek, w których znajdowały się substancje. Zostały one zabrane przez pracowników sanepidu do zbadania w laboratorium, a lokal został zaplombowany.

- Jeśli w wyniku badań okaże się, że są to substancje zakazane przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii, które mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i zdrowia, wówczas zostanie wszczęte postępowanie przez nas. Jeżeli nie, sprawą zajmie się dalej sanepid - mówi Waksmundzki. Tak czy siak zarekwirowane substancje przepadną - handlarze ich nie odzyskają.
W wyniku wtorkowego nalotu policja zatrzymała także sprzedawcę sklepu. Mężczyzna został przesłuchany na komendzie, a następnie zwolniony do domu.
To nie pierwszy raz w przeciągu ostatnich miesięcy, gdy do policji docierają sygnały, że w tym lokalu przy ul. Nowotarskiej sprzedawane mogą być dopalacze.
- Podobnie jak w przypadkach poprzednich, tak i teraz na materiałach zabezpieczonych widniał napis, że jest to towar kolekcjonerski i nie nadaje się do spożycia. Ale wiadomo zarazem, że w ten sposób sprzedawane były dopalacze w innych rejonach w Polsce - mówi rzecznik policji.
Ani razu jednak żadna z ekspertyz wykonanych przez sanepid nie wykazała, by w sprzedawanym towarze w sklepie przy ul. Nowotarskiej znajdowały się zakazane substancje, znajdujące się na liście środków niedozwolonych.
To jednak niejedyne kłopoty sklepu przy ul. Nowotarskiej. Kilka dni temu na komendę policji w Zakopanem zgłosiła się bowiem mieszkanka miasta pod Giewontem, która jest matką niepełnoletniego chłopaka. Jak zeznała, jej syn miał wielokrotnie zaopatrywać się w tym sklepie.
- Kobieta twierdzi, że jej syn kilka razy po spożyciu substancji kupionych w tym sklepie trafiła do zakopiańskiego szpitala, bo bardzo źle się czuł - mówi Krzysztof Waksmundzki. - Nasze postępowanie w tej sprawie toczy się pod kątem spowodowania zagrożenia dla życia lub zdrowia.
Według zeznań matki, chłopak - który nie ma jeszcze 18 lat - kilka razy trafiał do szpitala, jednak za każdym razem, gdy poczuł się lepiej, opuszczał go.
Policja dodaje, że jest to chłopak znany policji - z którym już wcześniej były problemy wychowawcze.
Akcja sanepidu i zakopiańskiej policji spowodowana była także ostatnimi doniesieniami medialnymi - m.in. „Gazety Krakowskiej”. Tydzień temu pisaliśmy na naszych łamach o alarmie, jaki podnosili lekarze zakopiańskiego pogotowia. Ci twierdzą, że od ok. dwóch miesięcy nie ma dnia, by nie dostali wezwania do młodych osób, które źle się czują na skutek zażycia substancji, które mogą być dopalaczami.
Według lekarzy, młodzi mieszkańcy miasta pod Giewontem zaopatrywali się w podejrzane substancje w lokalach, gdzie znajdują się automaty do gier hazardowych, popularnie nazywane jednorękimi bandytami.
 
 
GazetaKrakowska.pl
Wojt
Piękny obraz zobaczyli funkcjonariusze ze współpracujących ze sobą komend Rzeszowskiej, Łódzkiej i Skierniewickiej. Dokładnie 2 dni temu o godzinie 6 rano z nakazem wtargnęli do ogromnej hali a tam ich oczy zobaczyły ponad 2300 roślin konopi. W pomieszczeniu zatrzymano 40-letniego obywatela Wietnamu który doglądał plantacji. Antynarkotykowi wycenili zabezpieczone rośliny na ponad 1,5 miliona złotych. W trakcie przeszukania zabezpieczono również 1,5 kilograma już gotowego do sprzedaży suszu. Zatrzymano do sprawy właścicieli posesji. Wszystkim grozi teraz od 8 lat pozbawienia wolności.
 
Wspólne działania policjantów z komend wojewódzkich w Rzeszowie i Łodzi, a także funkcjonariuszy z komendy miejskiej w Skierniewicach doprowadziły do zlikwidowania prowadzonej na ogromną skalę plantacji konopi indyjskich. W rękach stróżów prawa znalazły się trzy osoby odpowiedzialne za ten proceder. Wstępne szacunki wskazują, że z zabezpieczonych roślin można było uzyskać ponad 51 kilogramów gotowego narkotyku o czarnorynkowej wartości 1,5 miliona złotych.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynikało, że w jednym z gospodarstw ogrodniczych w gminie Skierniewice mogła znajdować się plantacja konopi indyjskich. Policjanci pod wytypowanym adresem pojawili się 22 marca 2017 roku dokładnie o 6:00 rano. W jednej z hal ujawnili pięć wydzielonych pomieszczeń przystosowanych do uprawy konopi. Były one wyposażone w specjalistyczne wentylatory, lampy i filtry węglowe. W pomieszczeniach policjanci zabezpieczyli ponad 2300 krzaków konopi indyjskich w różnych fazach wzrostu.

Były to zarówno sadzonki jak i rośliny o wysokości ponad 70 cm z wykształconym kwiatostanem. Poza tym w pomieszczeniach znajdowało się wiele donic ze ściętymi już roślinami, co może świadczyć, iż proceder trwał od pewnego czasu i mógł być to kolejny siew. Dodatkowo w hali znajdowały się nawozy do roślin oraz znaczny zapas ziemi.

Wstępne szacunki wskazują, że z zabezpieczonych roślin można było uzyskać ponad 51 kilogramów gotowej marihuany, której czarnorynkowa wartość oscyluje w wysokości  ponad 1,5 miliona złotych. Policjanci na terenie posesji zatrzymali 40-letniego obywatela Wietnamu, którego zadaniem było prowadzenie uprawy.

Mężczyzna mieszkał na terenie hali w specjalnie przystosowanym pomieszczeniu. W rękach stróżów prawa znaleźli się właściciele posesji, czyli 52-letni mężczyzna i jego 46-letnia żona.

Funkcjonariusze na poczet przyszłych kar zabezpieczyli 8400 złotych. Wszyscy zatrzymani usłyszeli już prokuratorskie zarzuty uprawy znacznych ilości konopi innych niż włókniste. Jest to przestępstwo zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa ma nadal charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie całej trójki.
 
 
Policja.pl
Wojt
Funkcjonariusze Katowickiego CBŚP potrzebowali ponad pół rok aby uzbierać dość pokaźne i niezbite dowody na handel i produkcje narkotyków. Spokojny zajazd na Podbeskidziu prowadził starszy 53- letni pan Marian który wraz ze swoim 31-letnim znajomym postanowili zając się dorobieniem drobnej sumy w tych ciężkich czasach. Jednocześnie uruchomili tabletkarkę, za pomocą której można było produkować tabletki extasy, sielanka nie trwałą zbyt długo, gdyż w trakcie nalotu CBŚP zabezpieczono 5kg amfetaminy, pół kilograma marihuany i 350 gram haszu. Zatrzymanym grozi teraz do 12 lat pozbawienia wolności.
 
Policjanci katowickiego CBŚP zatrzymali 2 mężczyzn produkujących i handlujących narkotykami w województwie śląskim i w Czechach. Funkcjonariusze zabezpieczyli 5 kg amfetaminy, 0,5 kg marihuany i 350 gr haszyszu oraz maszynę służącą do wytwarzania tabletek ekstazy, a także nielegalną broń i amunicję. Zatrzymani usłyszeli zarzuty związane z handlem narkotykami i posiadaniem broni bez zezwolenia, za co grozi im do 12 lat więzienia. Obaj zostali tymczasowo aresztowani.

Policjanci katowickiego CBŚP od połowy 2016 roku obserwowali jeden z zajazdów na Podbeskidziu. Podejrzewali, że mogą być tam wytwarzane tabletki ekstazy. Funkcjonariusze ustalili, że prowadzenie obiektu to nie jedyne źródło dochodu 53-letniego Mariana K. Mężczyzna wraz z 31-letnim Bartoszem O. handlowali narkotykami w województwie śląskim i poza granicami kraju. Odbiorców swojego towaru znaleźli również w Czechach. Dodatkowo zaopatrzyli się w maszynę umożliwiającą wytwarzanie tabletek ekstazy. Sprzęt został ustawiony w garażu na posesji.

Kiedy funkcjonariusze CBŚP mieli już wszystkie informację na temat dodatkowej działalności prowadzonej w zajeździe, zorganizowali zasadzkę na handlarzy. W momencie kiedy obaj mężczyźni przyjechali do garażu, w którym odbywała się produkcja, na miejscu pojawili się policjanci CBŚP. Obaj handlarze byli tak zaskoczeni, że nie stawiali żadnego oporu podczas zatrzymania.
Funkcjonariusze przeszukali garaż i miejsca zamieszkania mężczyzn. Zabezpieczyli prawie 5 kg amfetaminy, ponad 0,5 kg marihuany i 350 gram haszyszu, a także maszynę do produkcji tabletek. Dodatkowo okazało się, że Marian K. jest miłośnikiem broni palnej i posiada bez zezwolenia rewolwer i 46 sztuk amunicji. Czarnorynkowa wartość narkotyków w obrocie detalicznym to prawie 180 tys. zł. 

Prokurator Rejonowy w Cieszynie przedstawił obu mężczyznom zarzuty związane z wyrabianiem i handlem narkotykami za co grozi im do 12 lat więzienia. 53-latek odpowie dodatkowo za nielegalne posiadanie broni.

Zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani przez sąd.
Funkcjonariusze katowickiego CBŚP nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
 
 
Policja.pl
Wojt
Tam gdzie kręcą się ładne Panie tam też spotkać można ludzi z półświatka. Zatrzymani nie kryli zaskoczenia, funkcjonariusze CBŚP rozpracowywali tą grupę od końca 2015 roku. W tle handel ludźmi i prostytucja, sutenerzy sprzedali pomiędzy sobą jedna z pracownic. Zabezpieczono przy nich 10 tysięcy złotych w gotówce i samochody o wartości 70 tysięcy. Panowie posiadali również profesjonalny sprzęt do do uprawy konopi i 500 roślin. W trakcie akcji funkcjonariuszy ubezpieczali antyterroryści.
 
7 osób, w tym 2 kobiety, zatrzymali funkcjonariusze krakowskiego CBŚP. Policjanci rozbili grupę zarabiającą na prostytucji kobiet. Niektórzy członkowie odpowiedzą również za handel ludźmi i produkcję oraz obrót narkotykami. 4 mężczyzn i kobieta zostało tymczasowo aresztowanych. Wobec pozostałej dwójki, prokurator zastosował dozór, poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Zatrzymanym grozi do 15 lat więzienia.
Od końca 2015 roku, policjanci krakowskiego CBŚP rozpracowywali grupę przestępczą wywodzącą się ze środowiska pseudokibiców jednego z krakowskich klubów piłkarskich. Według informacji posiadanych przez policjantów, członkowie grupy zarabiali na prostytucji kobiet. Sutenerzy dostawali po 4 tys. złotych miesięcznie od prostytutek, które zgodziły się na współpracę z nimi. Z wiedzy funkcjonariuszy wynika, że jednocześnie, na rzecz gangsterów mogło pracować kilka kobiet. Policjanci ustalili, że przynajmniej jedna z kobiet, współpracujących z sutenerami, padła ofiarą handlu ludźmi. Członkowie grupy odsprzedali pomiędzy sobą jedną z prostytutek.
Funkcjonariusze ustalili, że niektórzy członkowie grupy trudnią się produkcją i handlem narkotykami. Zatrzymanie gangsterów przebiegało bardzo dynamicznie. Policjanci CBŚP byli wspierani przez antyterrorystów.

W mieszkaniach dwóch zatrzymanych, policjanci zabezpieczyli kompletny sprzęt niezbędny do uprawy marihuany, a także prawie pół tysiąca krzewów konopi.
Funkcjonariusze zabezpieczyli samochody o wartości 70 tys. złotych i blisko 10 tys. w gotówce.
Prokurator Okręgowy w Krakowie, przedstawił członkom grupy zarzuty związane z czerpaniem korzyści i ułatwianiem prostytucji, handlem ludźmi, a także posiadaniem, produkcją i handlem narkotykami.
4 mężczyzn i jedna kobieta zostali tymczasowo aresztowani. Wobec pozostałych, prokurator zastosował dozór, poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju.
Funkcjonariusze CBŚP nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
 
 
Policja.pl
Wojt
Amfetamina i 2 tysiące kartoników z dopalaczami przyczyną wydalenia z uczelni. Taka surowa kara spotkała Studenta z Opola który w 2014 roku został przyłapany na złamaniu przepisów domu studenta. Pomimo faktu że wyrok sądu z 2016 skutkuje umorzeniem to najdotkliwsza kara jaka mogła go spotkać. "Niebezpiecznego" studenta uznano za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu, uchybienia godności studenta i naruszenia dobrego imienia uczelni.
 
 
Za posiadanie dopalaczy student odpowiedział nie tylko przed sądem karnym, lecz i przed komisją dyscyplinarną.
Komisja dyscyplinarna dla studentów Politechniki Opolskiej uznała, że w 2014 r. student tej uczelni Andrzej B. (dane zmienione) popełnił na terenie domu studenta przestępstwo określone w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. Posiadał substancje psychotropowe w znacznej ilości: amfetaminę i ponad 2 tys. kartoników z dopalaczami. Wyrokiem sądu rejonowego z 2016 r. postępowanie karne w tej sprawie zostało warunkowo umorzone na dwuletni okres próby.

W postępowaniu dyscyplinarnym Andrzejowi B. wymierzono karę wydalenia z uczelni. Jest to najsurowsza z katalogu kar wymienionych w prawie o szkolnictwie wyższym. Komisja stwierdziła, że warunkowe umorzenie postępowania przez sąd nie oznacza braku winy, a postępowanie Andrzeja B. rażąco narusza godność studentów i dobre imię uczelni. Nie tylko złamał on prawo, lecz nie dopełnił zobowiązań wynikających z roty ślubowania.
W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu Andrzej B. zarzucił komisji, że za podstawę orzeczenia o wydaleniu z uczelni przyjęła sprzeniewierzenie się ślubowaniu, podczas gdy nie przemawia za tym żaden z dowodów w sprawie. Nie uwzględniono także – choć uczynił to sąd – okoliczności przemawiających na jego korzyść. Nie zażywał środków odurzających, nie miał też świadomości, że zatrzymane substancje były środkami psychotropowymi. Był przekonany, że to suplementy diety. To, jego zdaniem, przesądziło o zastosowaniu przez Sąd Rejonowy warunkowego umorzenia postępowania.
WSA oddalił skargę. Stwierdził, że orzeczenie zapadło na podstawie zeznań świadków, wyjaśnień obwinionego oraz wyroku sądu rejonowego. Z uzasadnienia wynika, że powodem uznania Andrzeja B. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu, uchybienia godności studenta i naruszenia dobrego imienia uczelni oraz wymierzenia mu kary dyscyplinarnej wydalenia z uczelni było posiadanie substancji psychotropowych.
Zgodnie z prawem o szkolnictwie wyższym student ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną za naruszenie przepisów obowiązujących na uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, naruszające nie tylko regulamin studiów, lecz i ślubowanie złożone z chwilą rozpoczęcia studiów.
  Sygn. ?akt II SA/Op 577/16
 
 
RP.pl
Wojt
Rybniccy kryminalni w natarciu, zatrzymali dilerów i osadzili ich w aresztach. DO sprawy zabezpieczono blisko 6,5 tysiąca porcji dilerskich niestety funkcjonariusze antynarkotykowi nie byli w stanie podać konkretnej ilości zabezpieczonego narkotyku. Wiemy jedynie iż substancja zabezpieczona przy zatrzymanym i w domu drugiego z podejrzanych jest amfetamina. Zatrzymanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Rybniccy kryminalni zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej przejęli amfetaminę, z której można by było sporządzić blisko 6,5 tys. porcji dilerskich. Śledczy zatrzymali 41-latka, który usłyszał zarzut posiadania, udzielania i handlu środkami odurzającymi. Został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. To nie jedyna osoba, która usłyszała zarzuty w tej sprawie.
Policjanci z zespołu do walki z przestępczością narkotykową wydziału kryminalnego rybnickiej komendy od dłuższego czasu pracowali nad sprawą związaną z handlem narkotykami na terenie miasta. Kilka dni temu na ulicy Raciborskiej śledczy wspólnie z policjantami ruchu drogowego zatrzymali do kontroli drogowej samochód osobowy. Kierujący swoim zachowaniem wzbudził podejrzenia mundurowych. Podczas kontroli pojazdu kryminalni znaleźli i zabezpieczyli amfetaminę, z której można by było przygotować blisko 160 działek dilerskich. 34-letni rybniczanin został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Podejrzany usłyszał zarzut posiadania środków odurzających, za o grozi mu kara do 3 lat więzienia.

W trakcie dalszych czynności śledczy z zespołu antynarkotykowego namierzyli mieszkającego na osiedlu Nowiny mężczyznę, który jak wynikało z ustaleń policjantów, może posiadać znaczne ilości narkotyków i nimi handlować. Następnego dnia kryminalni przy wsparciu rybnickiej grupy szybkiego reagowania, siłowo weszli do jego mieszkania. Podczas przeszukania śledczy znaleźli woreczki foliowe z białym proszkiem. Wykonane przez kryminalnych badania wykazały, że jest to amfetamina. Policjanci zabezpieczyli narkotyk, z którego można by było przygotować blisko 6,5 tys. działek dilerskich. Ponadto mundurowi zabezpieczyli w mieszkaniu mężczyzny ponad 130 porcji marihuany.
Policjanci zatrzymali miejscowego dilera, który trafił do policyjnego aresztu. Podejrzany usłyszał zarzut posiadania, udzielania i handlu środkami odurzającymi, za co grozi mu kara do 10 lat pozbawiania wolności. Rybnicki sąd na wniosek śledczych i prokuratora podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu 41-letniego rybniczanina na 3 miesiące.

Podczas realizacji tej sprawy, śledczy zatrzymali także 3 mieszkańców Rybnika, którzy usłyszeli zarzuty posiadania środków odurzający, za co grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl
Wojt
Zbyt dobrze komuś zaczęło się powodzić a więc ktoś inny postanowił że zabierze mu zabawę w handel narkotykami czy dopalaczami. Pomimo iż polska to dość spory kraj zawiść ludzka i pazerność nie zna granic. Widać to na przykładzie tej grupki młodych mężczyzn, którym ktoś pomógł w zniszczeniu ich  "biznesu" bez względu na to, czy to etyczne handlować dragami, konkurencja nie lubi gdy może stracić parę złotych bo Polacy to fałszywi ludzie. Tutaj biznes dopiero się rozkręcał, panowie posiadali ledwo ponad 1300 gram substancji bliżej nie określonej nazwanej przez policje dopalaczem, 300 gram marihuany i ledwo 180 roślin konopi. Początek był ładny niestety teraz grozi im teraz od grzywny do nawet 12 lat więzniea jak straszą funkcjonariusze.
Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji rozpracowali grupę zajmującą się wprowadzaniem do obrotu znacznych ilości środków odurzających. Zatrzymano ośmiu mężczyzn w wieku od 18 do 26 lat. Zabezpieczono ponad 180 krzewów konopi, ponad 300 gramów marihuany i blisko półtora kilograma dopalaczy.
Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji pracowali nad tą sprawą od kilku miesięcy. Ustalili tożsamość osób, które zamieszane były w wytwarzanie i handel narkotykami na terenie powiatu niżańskiego oraz  istniejące pomiędzy nimi powiązania. 

Mając informację, że wytypowane osoby mogą przygotowywać posiadane narkotyki do sprzedaży, zdecydowano o przeszukaniach. We wtorek policjanci pojechali do miejsca zamieszkania jednego z podejrzewanych. Dostrzeżono go w momencie, gdy wyjeżdżał ze swojego domu. 26-latek został zatrzymany w samochodzie. Gdy funkcjonariusze przystąpili do przeszukania jego domu, okazało się, że wewnątrz są dwaj mężczyźni. Siedzieli przy stole i porcjowali biały proszek. Na widok funkcjonariuszy próbowali się ukryć. Dwaj 20-letni mieszkańcy powiatu niżańskiego zostali zatrzymani.

Podczas przeszukania domu znaleziono ponad 320 woreczków z białym proszkiem oraz wagi elektroniczne. Dalsze czynności doprowadziły do ujawnienia nielegalnej plantacji konopi. Uprawa ukryta była w domu wynajmowanym na terenie Niska. W specjalnie przystosowanych pomieszczeniach wyposażonych w lampy, wentylatory i urządzenia nawadniające znajdowało się 181 krzewów. Niektóre rośliny osiągnęły już metr wysokości. 
Policjanci z komendy wojewódzkiej zatrzymali do sprawy 8 osób. To mieszkańcy powiatu niżańskiego w wieku od 18 do 26 lat. Zabezpieczono około 1340 gramów białego proszku. Wstępne badania przeprowadzone w Laboratorium Kryminalistycznym KWP w Rzeszowie wykazały, że to dopalacze - substancje ujęte w wykazie nowych substancji psychoaktywnych. Podczas przeszukania zabezpieczono też 334 gramy suszu roślinnego. Badania chemiczne potwierdziły, że to marihuana.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Siedmiu podejrzanym przedstawiono zarzuty udziału w obrocie znaczną ilością narkotyków, przy czym ich działania były w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Grozi za to kara grzywny i pozbawienia wolności od dwóch do 12 lat. Dwóm 20-latkom przedstawiono zarzut uprawiania konopi. Za ten czyn grozi kara więzienia od 6 miesięcy do 8 lat.

Wobec sześciu podejrzanych skierowano wnioski o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Sąd przychylił się i aresztował wszystkich na trzy miesiące. Wobec dwóch pozostałych prokurator zastosował dozory policyjne.
 
 
Policja.pl
Wojt
Młody mężczyzna zapragnął zostać  plantatorem, z tej okazji w domu rodziców przygotował wraz ze starszym kolega dość sporą ilość sadzonek. Niestety prawdopodobnie któryś z nich pochwalił się komuś  o zaistniałej sytuacji i zabawa nie potrwała zbyt długo. Policjanci uzyskali informacje i zweryfikowali to, podczas przeszukania zabezpieczyli 200 roślin. Panowie mieli szybko wyhodować konopie i sprzedać zebrane plony ich plany pokrzyżowała policja. Dodatkowo, podczas dalszych czynności zabezpieczono 5 kilogramów marihuany i kilogram amfetaminy.
 
Funkcjonariusze opolskiego CBSP udaremnili wprowadzenie na rynek prawie kilograma amfetaminy i ponad 5 kilogramów marihuany. Według ustaleń policjantów, czarnorynkowa wartość zabezpieczonych narkotyków to prawie 200 tys. złotych Niedoszły handlarz został zatrzymany zanim zrealizował swoje plany. Marihuanę uprawiał na własnej plantacji. Wraz z nim wpadł jego brat, który pomagał w przestępczym procederze.
Funkcjonariusze opolskiego CBŚP uzyskali informację o plantacji narkotykowej znajdującej się na terenie byłego PGRu w województwie opolskim. Kiedy policjanci dokładniej zbadali sprawę ustalili, że "plantatorem" jest jeden z synów właścicieli gospodarstwa - 25-letni Dawid B. Mężczyzna wpadł na pomysł szybkiego zarobku pieniędzy. Postanowił samodzielnie wyhodować marihuanę, a następnie ją sprzedać. O pomoc w uprawie poprosił swojego starszego brata. Plany niedoszłego handlarza przekreśliło wkroczenie na plantację funkcjonariuszy opolskiego CBŚP.
Policjanci zabezpieczyli ponad 200 krzewów konopi, prawie 5,5 kg wytworzonej marihuany i prawie kilogram amfetaminy. Jak ustalili funkcjonariusze, Dawid B. kupił drugi z narkotyków, aby sprzedać go z zyskiem. Czarnorynkowa wartość środków odurzających to prawie 200 tys. złotych.

Bracia zostali zatrzymani i obaj usłyszeli zarzuty. Pomysłodawca odpowie za uprawę, wytworzenie w celu wprowadzenia do obrotu znacznej ilości środków odurzających, za co grozi mu do 15 lat więzienia. Jego bratu, za pomaganie w uprawie i wytwarzaniu narkotyków, grozi podobny wyrok.

Plantator i niedoszły handlarz środkami odurzającymi i psychotropowymi został, na wniosek prokuratury, tymczasowo aresztowany przez sąd.

Wobec drugiego z mężczyzn, Prokurator Okręgowy w Opolu zastosował dozór policyjny.
 
 
Policja.pl
Wojt
Zajrzyjmy za kulisy życia byłego funkcjonariusza policji, który dzisiaj zasiada w organizacji skupiającej byłych policjantów którzy walczą o zaprzestanie karania za małe ilości narkotyków. Zaczerpnijcie prawda z drugiej strony, jak wyglądała praca byłego już funkcjonariusza pionu kryminalnego, czym dla pracowników policji są rozkazy które muszą wykonać, czym zajmuje się dzisiaj i co robi aby zmienić postrzeganie posiadnaia narkotyków w Polsce.
 
 
Nie wszyscy policjanci popierają obecne surowe prawo antynarkotykowe i karanie za nawet małe ilości substancji odurzających. Należy do nich Leszek Wieczorek, który jako członek LEAP, organizacji zrzeszającej podobnie mu myślących funkcjonariuszy walczy o zmianę prawa i zakończenie „wojny z narkotykami”. Jak reagują na jego poczynania jego byli koledzy z pracy? I w czym (a raczej: w kim) widzi szansę na zmianę?
Mógłbyś na początku wyjaśnić czytelnikom czym właściwie jest LEAP (Law Enforcement Action Partnership) i jaką rolę w nim pełnisz?
Leszek Wieczorek: Jestem przedstawicielem LEAPu w Polsce. Organizacja skupia byłych funkcjonariuszy. Nie tylko policji, ale ogólnie, wymiaru sprawiedliwości. W USA, gdzie organizacja powstałą jest cała paleta zawodów związanych z sądownictwem, więziennictwem, są senatorowie, inni politycy… ogólnie ludzie, którzy w swojej pracy zawodowej spotykali się z egzekwowaniem, stosowaniem prawa.
 
Grupa przedstawicieli tych zawodów doszła do wniosku, że to co robili przez całe życie zawodowe jednak nie przynosi im powodu do dumy, do chwały, bo wszyscy mówią jednym głosem, że ponieśli klęskę w tym, co robili. Czyli byli na wojnie, ale czują się przegranymi. I stąd właśnie koncepcja skupienia tych ludzi w jednej organizacji, która głosi przesłanie mówiące, że wojna z narkotykami tak naprawdę jest nie do wygrania i nie jest to wojna przeciwko narkotykom, tylko przeciwko ludziom.
Ci byli funkcjonariusze zamiast się angażować w coś takiego mogliby dużo łatwiej powiedzieć: „Rezygnuję” – mogli po prostu odejść i zostawić to wszystko własnemu biegowi. Tak robi wielu ich kolegów. Dlaczego wybrali więc dalszą walkę i to mając nieco już inny cel niż kiedyś?
Myślę, że jest to kwestia tego, że w każdym środowisku znajdziemy ludzi, którzy myślą troszkę inaczej od ogółu. Jedni z nich po prostu pogodzą się ze swoim losem, ale znajdą się i tacy, którzy będą próbowali coś zmienić. 90% funkcjonariuszy odchodzących na emeryturę wybiera jeżdżenie na działkę i podróżowanie, a 10% uważa, że jeszcze coś od siebie mogą dać społeczeństwu.
Myślę, że jest to kwestia indywidualnego podejścia. Nie użyję słowa „sumienie”, bo to by było przesadne – nie jesteśmy w tym co robimy za karę i nic sobie tutaj nie mamy do zarzucenia.
Refleksja na temat tego, jak to wygląda była takim impulsem, żeby jeszcze coś zrobić, pomimo że już nie jesteśmy aktywnymi funkcjonariuszami. Wiemy też, że nie jesteśmy już także po tej samej stronie, chociaż absolutnie nie prowadzimy walki z byłymi swoimi pracodawcami, bo to nie o to chodzi. Nie takie rozumienie naszej działalności powinno być przekazywane.
Pomimo tego, że służbę funkcjonariusza mam już za sobą, chciałbym jeszcze służyć na rzecz dobra społeczeństwa. Dzisiaj mogę to zrobić, tak już całkiem świadomie, w takim już stricte dobrym kierunku, nie do podważenia z punktu widzenia moralności i osądu ludzkiego.
A przez swoje życie zawodowe, pracowałeś jako?
Policjant pionu kryminalnego.
Jak reagują twoi byli koledzy z pracy na to, co teraz robisz? Ze złością? Z niezrozumieniem? Z ironicznym uśmiechem? Jaki jest odbiór w służbach ludzi, którzy dokonują takich wyborów jak ty?
Myślę, że jest dość neutralny, na zasadzie: „Każdy robi to, co chce. Skoro się tym zajmujesz – twoja sprawa. Ja bym np. tego nie robił”. Spotykam ludzi – nie tylko znajomych, którzy robili to samo co ja, ale także zupełnie obcych mi (na wakacjach, czy w jeszcze innych okolicznościach): zdania są podzielone. Oni sami najczęściej wola sobie robić użytek ze swojej emerytury, poświęcać je swoim zainteresowaniom.
Nie raczej nie spotykam się z krytyką, raczej z podejściem „chcesz to robić, to rób”, zwolenników – póki co – nie spotykam.
A zdarzyło ci się, że ktoś ci powiedział: „Stary, co ty robisz? Jesteś teraz po drugiej stronie barykady, razem z bandytami”?
Nie, bo to nie byłoby prawdą. Wcale nie opowiadam się teraz po drugiej stornie. Staram się przekazać, że ta druga strona w dalszym ciągu jest zła i absolutnie nie prowadzimy tutaj żadnego procesu wyciągania ich na ołtarze. To jest tylko kwestia zwrócenia uwagi, ze ci ludzie dalej robią źle, robią źle społeczeństwu, ale też ta formacja [chodzi o policję -dop. red.] również robi źle społeczeństwu. I tutaj trzeba rzucić na szalę działalność kryminalną – handlarzy i dilerów, a z drugiej strony działalność policjantów, którzy mają zwalczać, ale de facto dzieje się coś na co właśnie chcemy zwrócić uwagę: gdzieś z boku pozostaje dobro człowieka, który z dwóch stron zostaje atakowany. I tutaj ta rola jest nam przypisana – żeby jednak zwrócić uwagę, że zły dalej jest złym, ale człowiek cierpi na tej walce najbardziej.
Gdy byłeś młody wierzyłeś w wojnę z narkotykami, wierzyłeś, że zamykanie ludzi ma sens? Widziałeś w tym jakieś wyższe dobro, czy też to jest po prostu tak, że takie, a nie inne są przepisy, więc służby tak a nie inaczej robią?
Nie będę tutaj dorabiał żadnej legendy: byłem w pracy, dostałem rozkaz, dostałem polecenie. Traktowałem to z należytą powagą, jaka przysługiwała pracy i służbie. Może nie „pracy”, teraz bardziej używa się tego słowa, kiedyś się służyło – i to niejako sprowadzało się do tego, że nie dyskutowało się z przełożonymi, wykonywało się rozkazy. Nie, nie miałem nigdy skrupułów, dla mnie to była sprawa kryminalna i jako pion kryminalny byłem stworzony do zwalczania tych rzeczy.
Z punktu widzenia powiedzmy… podsumowania kariery zawodowej, też nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo nigdy nie trafiłem na osobę, która by została niesłusznie przeze mnie zatrzymana, za tzw. „głupie spojrzenie”. Były to wszystko udokumentowane fakty naruszania kodeksu karnego i tyle.
Ale zatrzymywałeś ludzi za np. posiadanie drobnej ilości narkotyków?
Oczywiście, że tak.
Nie czułeś, że być może niszczysz im życie przez… w sumie przecież głupstwo.
Przyznam szczerze, że ja już jestem wiekowy, więc w moich czasach to troszeczkę inaczej działało…
To znaczy?
Spotykało się ludzi, którzy handlowali i oni byli… można powiedzieć na takim trochę niższym poziomie ambicjonalnym, czyli jeżeli on godził się na to, że będzie miał wyrok, będzie skazany, ale on nie wiązał z tym swojej kariery, np. że zostanie kiedyś menadżerem czy finansistą. On przyjmował, że jest gangsterem i jemu to odpowiadało. Nie było czegoś takiego, że nakładano wielkie kary i rujnowano…
…życie konsumentom. Czyli tu troszeczkę sytuacja, w której obecnie żyjemy uległa zmianie.
Czyli nie pracowałeś już w policji, kiedy weszło w życie karanie nawet za najmniejsze ilości?
Nie, wtedy już nie. W moich czasach najbardziej popularnym narkotykiem był kompot. Zatrzymywaliśmy ludzi, którzy pod kurtką chowali słoiki z „substancją” [śmiech]. Tak to wyglądało.
 
Oczywiście w miarę upływu czasu narkotyków na rynku pojawiało się więcej, ale wtedy powstały już wyspecjalizowane jednostki do zwalczania narkotyków, w których ja już nie pracowałem, choć znałem oczywiście tych ludzi. To była odpowiedź na rozrost rynku twardych narkotyków i grup, które zaczęły się tym zajmować – musiała powstać wyspecjalizowana jednostka, która tylko tym się będzie zajmowała.
Kiedy powstały takie jednostki w naszym kraju?
Na przełomie lat 80. i 90.
Czyli wcześniej polska policja nie miała pionów stricte narkotykowych?
Nie, nie, to nie wszystkie jednostki, mówimy o jakichś tam terytorialnych. One powstały na bazie zapotrzebowania. No i oczywiście później centralizacja. Nie było wpierw czegoś takiego, jak wydział do spraw narkotyków, wszystko to było w ramach pionu kryminalnego. Później wyspecjalizowały się te jednostki.
Zapytam jeszcze o młodych, obecnych policjantów. Czy wy jako LEAP staracie przekonać się ich, że być może źle podchodzą? Próbujecie jakoś oddziałać na ludzi, których teraz są służbie?
Bezpośrednio raczej tego nie robimy – wiemy w jakich czasach żyjemy: taka propozycja „rozszerzenia horyzontów” mogłoby się skończyć zwolnieniem ze służby.
Ale mamy też świadomość wymiany kadr – sposób myślenia policjantów też się zmienia. W służbie mamy teraz osoby 20-kilkuletnie, które przyszły na świat, kiedy w Polsce się zmieniał ustrój. Oni też mają już inne spojrzenie, inaczej patrzą. Być może też zetkną się w swojej pracy ze swoimi kolegami, z którymi być może kiedyś palili, zanim wstąpili. Więc też myślę, że troszkę zmieni się postrzeganie. Oczywiście to musi być na bazie prawa, nie jestem tutaj zwolennikiem teorii, że kumpel kumpla wypuszcza.
Potrzebne jest jakieś inne spojrzenie, czyli to, co daje ustawa, że za małe ilości na własny użytek nie jest się karanym. Inne podejście, czyli też: mam tutaj do wyboru człowieka, który pali, a widzę, że gdzieś tam indziej dzieje się coś gorszego dla społeczeństwa, no to wybieram interwencję w tym drugim miejscu, a nie liczę na to, że będę miał 100 % wykrywalność.
No właśnie, czy to nie jest tak, że policjant pojedzie właśnie raczej do tego człowieka, który pali, bo będzie miał łatwą sprawę? To prostota zamknąć takiego człowieka.
Myślę, że coś w tym jest. Zawsze statystyka górowała nad zdrowym rozsądkiem w policji. Tak jak powiedziałem: być może w świadomości młodych policjantów to się zmieni, powiedzą sobie: służę społeczeństwu i chciałbym zrobić coś bardziej ambitnego, niż aresztowanie studenta, który gdzieś tam sobie zapali. Bo to wydaje mi się pójściem tak troszkę na łatwiznę.
 
 
CannabisNews.pl
Wojt
Dawno już nie było artykułu w którym ktoś doniósł na swojego dilera, chyba z tydzień był spokoju. Mamy piękny okaz, udało się zatrzymać dilera gdyż przyszedł na umówione spotkanie by sprzedać zamówiony kilogram marihuany, lecz tam czekali na niego funkcjonariusze CBŚP. W mieszkaniu zatrzymanego zabezpieczono kolejne substancje w ilości 16 kilogramów marihuany i tabletki extasy w ilości 3,5 tysiąca sztuk. Zatrzymanemu hurtownikowi grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policjanci łódzkiego CBŚP zatrzymali 34-letniego łodzianina handlującego narkotykami. W lokalu należącym do Sebastiana J. zabezpieczyli 17 kg marihuany i 3,5 tys. tabletek ekstazy. Diler usłyszał zarzuty związane z posiadaniem i handlem narkotykami. Za te przestępstwa grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna trafił do aresztu na najbliższe trzy miesiące.
Funkcjonariusze łódzkiego CBŚP uzyskali informację o planowanej transakcji narkotykowej. Finalizacja miała mieć miejsce w Łodzi. Policjanci zorganizowali zasadzkę, w którą wpadł jeden z hurtowników. 34-latek był totalnie zaskoczony, kiedy w umówionym miejscu zamiast dilerów, z którymi miał się spotkać, pojawili się funkcjonariusze CBŚP. Mężczyzna miał przy sobie 1 kilogram marihuany, której nie zdążył się pozbyć przed zatrzymaniem.

Policjanci namierzyli miejsce, w którym handlarz może posiadać resztę "towaru". Podczas przeszukania zabezpieczyli kolejne 16 kg marihuany, prawie 3,5 tys. tabletek ekstazy i kilkugramowe próbki różnych narkotyków. Funkcjonariusze ustalili, że pełniły one rolę swoistych testerów. Jeżeli klient był zadowolony z próbki, mógł zamówić większą ilość narkotyków.
Policjanci CBŚP zabezpieczyli 10 tys. złotych, które znaleźli przy zatrzymanym.

Prokurator Rejonowy dla Łodzi Górnej przedstawił Sebastianowi J. zarzuty związane z posiadaniem i handlem znacznej ilości narkotyków. Grozi mu do 10 lat więzienia. Sąd aresztował mężczyznę na trzy miesiące.
Sprawa ma charakter rozwojowy i funkcjonariusze CBŚP nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
 
 
Policja.pl