NEWSY

Aktualności z całego świata!

Wojt
Dzień jak każdy inny w Jeleniej Górze rutynowe kontrole policji to codzienność, lecz ta kontrola była tego dnia wyjątkowa. W trakcie rutynowej kontroli jeden z pasażerów samochodu ukrył w nogawce marihuane. Natomiast jego kolega, kierowca samochodu chciał odjechać bez konsekwencji, proponując po 200 złotych dla każdego funkcjonariusz lub.. po 10 gram marihuany w zamian za odstąpienie od dalszych czynności. Teraz zatrzymanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności, obecnie oczekują w areszcie na postanowienie prokuratora.
 
Policjanci zatrzymali samochód, którego pasażer ukrył w nogawce paczkę z marihuaną. Jego kolega chciał odjechać bez konsekwencji, więc zaoferował funkcjonariuszom łapówkę: po 200 zł lub po 10... gramów marihuany. Teraz obaj mają poważne kłopoty. Grozi im nawet do 10 lat więzienia.
Do interwencji policji doszło na ulicy Chłopskiej w Jeleniej Górze. Mundurowi zatrzymali tam samochód do rutynowej kontroli drogowej. Osobowym audi jechało dwóch mężczyzn w wieku 26 i 28 lat.   Czujność kontrolujących wyostrzył wydobywający się z wnętrza auta charakterystyczny zapach marihuany. Ponadto podczas przeszukania 26-letni pasażer zachowywał się bardzo nerwowo.   - Okazało się, że powodem takiego zachowania była ukryta w nogawce spodni paczka z marihuaną. Gdyby ją podzielić, można by uzyskać blisko 320 porcji handlowych - informuje podinspektor Edyta Bagrowska, rzecznik prasowy policji w Jeleniej Górze.
Kierowca audi nie posiadał przy sobie prawa jazdy, został więc ukarany 50-złotowym mandatem. Policjanci poinformowali go wówczas o zatrzymaniu kolegi, u którego znaleziono narkotyki.   - Gdy to usłyszał w zamian za odstąpienie od wykonanych przez funkcjonariuszy czynności zaproponował im po 200 zł łapówki lub po 10 gramów marihuany - mówi policjantka.   Obydwaj mężczyźni ostatecznie znaleźli się w policyjnym areszcie.   - Młodszy jest teraz podejrzany o posiadanie znacznych ilości narkotyków, a jego kolega odpowie za próbę wręczenia funkcjonariuszom korzyści majątkowej - dodaje Bagrowska. Policjanci próbują ustalić źródło pochodzenia narkotyków.

  GazetaWroclawska.pl
Wojt
Edukacją w narkotyki, czyli warsztaty dla rodziców. Podczas wykładów rodzicie zapoznać się mogą z wyglądem narkotyków i związanych z tym przedmiotów jak chociażby młynki lub w czym młodzież robi skrytki. Finanse na zakup 21 walizek z atrapami narkotyków zostały pozyskane od Urzędu Marszałkowskiego.  Wszystkie atrapy które zostały zrobione na wzór narkotyków, są dokładnie opisane w specjalnej instrukcji przy każdym rodzaju używek.

 
Walizki edukacyjne zawierają substancje przypominające narkotyki oraz przedmioty służące do ich zażywania. Walizki narkotykowe zostaną przekazane do wszystkich komend na terenie województwa zachodniopomorskiego. Pozyskane od Urzędu Marszałkowskiego środki finansowe zostały wykorzystane między innymi na zakup tych 21 walizek.
Walizka zawiera przedmioty, które najczęściej wykorzystywane są do zażywania i dystrybucji narkotyków. Zawiera również substancje, które do złudzenia przypominają różnego rodzaju środki odurzające.

Kuferki wypełnione są najbardziej popularnymi  atrapami narkotyków na polskim czarnym rynku. Każdy specyfik opatrzony jest szczegółowym opisem wyglądu, ceną, a także nazwami używanymi w młodzieżowym slangu.
Są tam szklane i metalowe fifki, młynki do rozdrabniania suszu oraz pojemniczki, w których można schować narkotyki.
Dzięki temu edukacja rodziców, pedagogów i opiekunów jest o wiele łatwiejsza za pomocą tego narzędzia. Policjanci chcą edukować przede wszystkim rodziców i wychowawców, by wyostrzyć ich czujność.
Niepozorna metalowa śruba bądź atrapa baterii może się okazać schowkiem na dopalacze lub zażywane leki a zabawkowa piłeczka, do piłki nożnej lub golfa –  młynkiem do marihuany.
Prezentacja walizek odbyła się podczas szkolenia z zakresu profilaktyki uzależnień i przeciwdziałania przemocy, w której uczestniczyli policjanci zajmujący się profilaktyką i edukacją na rzecz bezpieczeństwa oraz dzielnicowych.
Podczas szkolenia funkcjonariusze otrzymali praktyczne wskazówki, jak korzystać z takich materiałów profilaktycznych prowadząc spotkania z osobami dorosłymi, rodzicami, nauczycielami na temat istotnego tematu jakim jest uzależnienie i to od różnych środków.
 



Świnoujskie.info
Wojt
Czyżby rząd właśnie strzelił sobie w kolano a może to jednak mądre zagranie aby nie udostępniać każdemu choremu marihuany, ciężko mieć jednoznaczną odpowiedz. Pomimo że Jarosław Kaczyński w kilku rozmowach z Piotrem Liroyem marcem zapewniał iż popiera jego inicjatywę z ustawą medycznej marihuany, niestety nic z tego nie będzie. Prawo I Sprawiedliwość wstrzymuje rozwój ustawy i blokuje pomysły posłów ruchu Kukiz'15.
 
• Ministerstwo Zdrowia od początku próbuje zniszczyć projekt ustawy ws. medycznej marihuany - ocenił na briefingu poseł Kukiz'15 Piotr Liroy-Marzec.
• Dodał, że spotkał się w tej sprawie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim oraz premier Beatą Szydło.
Na briefingu Liroy-Marzec podkreślił, że podkomisja sejmowej komisji zdrowia - zajmująca się poselskim, złożonym przez klub Kukiz'15 projektem nowelizacji dot. medycznego wykorzystania marihuany - powinna skończyć swoje prace do końca listopada.
Stwierdził, że na poprzednim posiedzeniu podkomisji udało się wypracować kompromis w sprawie projektu. "Naprawdę zrezygnowaliśmy z wielu rzeczy, staraliśmy się nie rezygnować z walki o pacjenta" - mówił. Zaznaczył, że posiedzenie podkomisji miało się odbyć również w piątek, ale zostało odwołane bez podania przyczyny. To przykład tego, "jak urzędnicy podejmują decyzję za posłów" - stwierdził Liroy-Marzec.

Poinformował, że w trakcie piątkowych obrad Sejmu spotkał się i rozmawiał z premier Beatą Szydło i prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.
"Poprosiłem ich o interwencję w Ministerstwie Zdrowia, które to ministerstwo od samego początku próbuje zniszczyć ten projekt ustawy, są to panowie obdarzeni szczególnym rodzajem narkofobii i szczególnym rodzajem niewiedzy na temat tego, co się dzieje na świecie, jeśli chodzi o badania nad medyczną marihuaną" - zaznaczył Liroy-Marzec.
"Dzisiaj oficjalnie dowiedziałem się od pana Jarosława Kaczyńskiego i od pani premier, że w Polsce nie będzie żadnych upraw państwowych, że na to się nigdy nie zgodzą, że to jest narkotyk i że tylko kilka osób potrzebuje w Polsce tej pomocy, więc niech sobie ją po prostu sprowadzą z Zachodu" - powiedział Liroy-Marzec.
Od lutego w Sejmie znajduje się projekt autorstwa Kukiz'15 ws. leczniczej marihuany, który ma umożliwić pacjentom po uzyskaniu zezwolenia samodzielne uprawianie konopi i przygotowywanie przetworów na potrzeby terapii. Warunkiem uprawy byłoby uzyskanie specjalnego zezwolenia.
Liroy-Marzec przypomniał również o obywatelskim projekcie dot. medycznej marihuany. "Mamy niewiele podpisów do zebrania, bo już mamy kilkadziesiąt tysięcy, potrzebujemy 100 tys. podpisów" - zaznaczył. "Jeżeli będzie się pokazywała gdziekolwiek osoba z prośbą o podpis w sprawie obywatelskiego projektu o medycznej marihuanie bardzo państwa proszę podpisujcie ten projekt - o to proszę w imieniu ludzi chorych" - dodał.


Parlamentarny.pl
Wojt
Na obiekcie należącym do TVP Gdańsk w strefie zabezpieczonej ochroniarzami, doszło do niebywałego odkrycia przez funkcjonariuszy policji. W jednym z zaparkowanych samochodów, antynarkotykowi zabezpieczyli 5 kilogramów amfetaminy. Do tej pory nie udało się ustalić do kogo należą narkotyki ani kto miał być ich końcowym odbiorcą. Policjanci z CBŚP wraz ze Strażą Graniczną zatrzymali do sprawy 2 osoby które mogą mieć związek z ta sprawa.
 
 
Pięć kilogramów amfetaminy wartej na czarnym rynku nawet kilkaset tys. zł znaleziono w samochodzie zaparkowanym na terenie ośrodka telewizyjnego przy ul. Czyżewskiego zobacz na mapie Gdańska w Oliwie.
W ramach akcji prowadzonej przez Straż Graniczą i CBŚP, zatrzymano też dwie osoby. Póki co, zarówno policja, jak i straż nie informują o szczegółach.

O zatrzymaniu dwóch mężczyzn i policyjnej akcji poinformowała w czwartek wieczorem Telewizja Polska w lokalnym wydaniu "Panoramy".
Informacje miała z pierwszej ręki, gdyż do zatrzymania mężczyzn i zabezpieczenia narkotyków doszło na terenie gdańskiego ośrodka telewizji (przy czym zatrzymani nie są i nie byli pracownikami TVP - wynajmowali jedynie stolarnię znajdującą się na terenie ośrodka).


Samo CBŚP potwierdza tylko, że w Gdańsku doszło do akcji związanej z przestępczością narkotykową, jednak nie zdradza żadnych szczegółów. Tak samo Straż Graniczna.

- Ze względu na dobro postępowania nie mogę w tej sprawie udzielić na tym etapie żadnych informacji - mówi Tadeusz Gruchalla pełniący obowiązki rzecznika prasowego komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej.
 


Trójmiasto.pl
Wojt
Każdy lubujący się w lekach na katar, powinien już dziś zacząć przygotowania do 2017 roku. Dla wielu będzie to bolesne spotkanie z rzeczywistością, gdyż z uwagi na fakt dużych, nie kontrolowanych przez nikogo zakupów jakich dokonują Polacy tego typu środków od nowego roku zakup będzie możliwy tylko z receptą. Rekordowa sprzedaż w jednej z aptek wyniosła w tym roku 960 tysięcy opakowań. Pomimo obecnych ograniczeń, nakaz sprzedaży jednego opakowania dla jednej osoby, zakup był skutecznie omijany kupując 3 opakowania na 3 osobne paragony.
 
Już za miesiąc bez wizyty u lekarza nie da się kupić części środków na przeziębienie. Wydłuży to kolejki.
Tabletki i syropy na katar, kaszel i bóle zatok zawierające więcej niż 720 mg pseudoefedryny, 150 mg kodeiny i 360 mg dekstrometorfanu od 1 stycznia 2017 r. dostępne będą jedynie na receptę – zakłada nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. To kolejna restrykcja po wprowadzonym w połowie ubiegłego roku ograniczeniu zakupu do jednego opakowania. Ma zapobiec używaniu tych substancji do produkcji narkotyków.
Projekt rozporządzenia wykonawczego do ustawy zakłada, że ze sprzedaży bez recepty znikną bardzo duże opakowania leków, najczęściej wykorzystywane do odurzania się, np. w połączeniu z alkoholem. Takie opakowania chętnie wykorzystują też przemytnicy i wytwórcy narkotyków.
– Jakiś czas temu Ambasada Czeska zwracała nam uwagę, że jesteśmy źródłem zaopatrzenia w tę substancję dla dużej części Europy – mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Policja w ograniczeniu sprzedaży widzi szansę na zmniejszenie działalności przestępców.
– Wprowadzenie recept na leki, które zawierają składniki, z których można wyprodukować później narkotyki, to dobre rozwiązanie. Może spowodować, że handel tymi lekami będzie pod kontrolą – mówi Andrzej Browarek z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji.
Marek Tomków przyznaje, że przygraniczne inspektoraty farmaceutyczne regularnie kontrolują apteki zakładane w celu pozyskania leków z pseudoefedryną.
– Rekordowa apteka sprzedała 960 tys. opakowań leków z pseudoefedryną w ciągu roku – mówi.
Prokurator z Dolnego Śląska przyznaje, że ostatnio skontrolował aptekę, która według dokumentów jednego dnia sprzedała 900 takich opakowań, i to latem.

– Każde nabijane było na kasę osobno, by stworzyć wrażenie legalnego zakupu – zaznacza śledczy. I dodaje, że takie leki najczęściej trafiają za granicę już bez opakowań. – Przemytnicy wyłuskują je z listków, a opakowania porzucają w lasach. Znajdujemy całe śmietniska – mówi.
Zdaniem Marka Tomkowa przestępcy najczęściej wykorzystują leki, w których pseudoefedryna jest jedyną substancją, bo odzyskiwanie jej z preparatów zawierających więcej leków jest nieopłacalne.
– Po uzyskaniu czystej pseudoefedryny przy pomocy prostych, wręcz prymitywnych metod powstaje silna substancja o działaniu narkotyzującym. W części terenów przygranicznych służy do produkcji narkotyków na szeroką skalę – tłumaczy.
Eksperci niepokoją się jednak, że ograniczenie sprzedaży większych opakowań wydłuży kolejki do lekarzy. Ich zdaniem przeziębiony będzie wolał pójść do lekarza po receptę na środek z większą zawartością pseudoefedryny, niż kilkakrotnie wracać do apteki. Dotyczy to także osób z przewlekłymi chorobami zatok.
 


RP.pl
Wojt
Ludzie dużo mówią a dzielnicowy z Bielska-Białej ma wybitnie dobry słuch i już nowe przypadkowe źródło stało się informatorem. W krótkiej chwili policjant zdobył informacje o dwóch młodych mężczyznach którzy mogą posiadać dość duże ilości narkotyków. Przekazując sprawę do dochodzeniówki zaledwie parę chwil potrzebowali funkcjonariusze aby dokonać zabezpieczenia marihuany. Podczas przeszukania zabezpieczono blisko 2 kilogramy marihuany. Chłopcy czuli się zdezorientowani na widok policji. Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.
 
Policjanci z referatu antynarkotykowego bielskiej komendy przejęli 2 kilogramy marihuany o czarnorynkowej wartości blisko 60 tys. zł. W czasie zaplanowanej akcji śledczy zatrzymali dwóch młodych mężczyzn, którzy odpowiedzą za posiadanie i wprowadzanie do obrotu znacznej ilości narkotyków. Grozi im do 12 lat za kratami.
Dzielnicowy z bielskiego komisariatu dowiedział się, że dwaj młodzi mężczyźni mogą posiadać znaczne ilości środków odurzających. Informacje te natychmiast przekazał śledczym z referatu antynarkotykowego.
Policjanci, którzy na co dzień zajmują się zwalczaniem przestępczości narkotykowej, bacznie przyglądali się poczynaniom dwójki bielszczan. W poniedziałek wieczorem, w czasie zaplanowanej akcji, zatrzymali dwóch 22-latków.

W ich samochodach odnaleźli i zabezpieczyli 2 kilogramy marihuany o czarnorynkowej wartości blisko 60 tys. zł.
Zatrzymani trafili do policyjnego aresztu. Dzisiaj usłyszą zarzuty, a o ich dalszym losie rozstrzygnie prokuratura i sąd. Śledczy wnioskują o ich tymczasowe aresztowanie. Za posiadanie i handel znacznymi ilościami narkotyków grozi im do 12 lat więzienia.





Policja.pl
Wojt
Dość kontrowersyjny artykuł który tylko nazwą ma coś wspólnego z dopalaczami w rzeczywistości opisuje dopalacz jako wzmocnienie odczuć seksualnych i konsekwencje jakie za tym idą gdy do kontaktów płciowych dochodzi miedzy mężczyznami po mdma lub innych narkotykach. W Polsce zarażone wirusem hiv są 2 osoby na 100 tysięcy mieszkańców to 4 razy mniej niż wynoszą wyniki wedle statystyk na terenie Unii. Dla porównania w Rosji zarażonych wirusem może być nawet półtora miliona osób.
 
Zwiększa się liczba zakażeń wirusem HIV wśród mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami; sprzyja temu używanie coraz bardziej popularnych "seksualnych dopalaczy" – powiedzieli eksperci podczas konferencji prasowej w Warszawie.

Prof. Andrzej Horban z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie powiedział, że prawie nie zdarzają się już zakażenia wśród narkomanów przyjmujących dożylnie narkotyki. - Tak było w przeszłości, teraz zwiększa się głównie odsetek zakażeń wśród mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami – podkreślił.
Według dr Marty Niedźwiedzkiej-Stadnik z Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH w Warszawie na mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami przypada 60-70 proc. nowych zakażeń HIV w Polsce. - Tylko połowa z nich wykonała test na HIV, tymczasem wirusem tym zakażonych jest około 6 proc. mężczyzn z tej grupy w wieku 25-34 lat oraz 24 proc. od 35. roku życia – dodała specjalistka.

  Dr Grażyna Cholewińska z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie zwróciła uwagę, że zakażeniom HIV sprzyjają nowe formy niebezpiecznych zachowań seksualnych. - Polegają one na zażywaniu substancji psychoaktywnych w sytuacjach związanych z uprawianiem seksu. Środki te stosuje już prawie co trzeci mężczyzna uprawiający seks z mężczyznami – wyjaśniała specjalistka.
"Dopalacze seksualne", określane po angielsku jako "chemsex" oraz "slamsex", polegają na zażywaniu takich substancji jak MDMA (analog amfetaminy znanej jako ecstasy), krystaliczna metamfetamina, kokaina oraz GHB (różne substancje psychoaktywne określane pigułkami gwałtu). "Chemsex" różni się od "slamsex" głównie sposobem zażywania: w pierwszym określeniu chodzi o te, które przyjmowane są doustnie, donosowo lub doodbytniczo; slamsex dotyczy preparatów używanych dożylnie.
- Wszystkie te substancje pobudzają libido i zwiększają odczuwanie orgazmu, ale również rozluźniają zwieracze i działają odprężająco, co ułatwia podejmowanie kontaktów. W efekcie seks uprawiany jest częściej, dłużej, z większą liczbą partnerów (od 4 do 10 w ciągu nocy) i bez zabezpieczeń. Skutki tego są zatrważające: substancje te powodują depresje, halucynacje, przymus częstego ich stosowania i zwiększają ryzyko zakażenia HIV oraz innymi patogenami, np. wirusem zapalenia wątroby typu C (HCV) – powiedziała dr Cholewińska.
Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że w Polsce do końca lipca 2016 r. zostało zarejestrowanych prawie 21 tys. osób z HIV, z czego 3,5 tys. ma objawy AIDS, a ponad 1,3 tys. dotąd zmarło. Leczonych jest 10,5 tys. osób z tym patogenem. Nie ma jednak pewności, ile osób jest w naszym kraju zakażonych, ale nie zostało jeszcze zarejestrowanych.
Prezes Fundacji Edukacji Społecznej Magdalena Ankiersztejn-Bartczak powiedziała, że wśród osób z HIV jest od 50 do 70 proc. takich, które wciąż nie wiedzą o swoim zakażeniu. - Niepokojące jest również to, że 30 proc. zakażonych zgłasza się po pomoc później, niż to było w przeszłości – powiedział prof. Horban. Od zakażenia często mijają 3 lata, zanim zakażony pojawi się u lekarza, nierzadko już z pierwszymi objawami AIDS, np. z osłabieniem odporności.
Według ekspertów Polska nadal należy do krajów o niskim zagrożeniu wirusem HIV. W naszym kraju przypadają zaledwie dwie osoby z HIV na 100 tys. mieszkańców. To czterokrotnie mniej, niż wynosi średnia w Unii. Wzrasta natomiast liczba zakażeń w Europie Wschodniej. - Podejrzewa się, że na Ukrainie jest 0,5 mln osób z wirusem HIV, a w Rosji – nawet 1,5 mln – powiedział prof. Horban.
 


Wiadomosci.onet.pl
 
Wojt
Funkcjonariusze z Radomskiej dochodzeniówki w trakcie czynności ustalili kto jest dostarczycielem hurtowych ilości amfetaminy zarówno na terenie Mazowsza jak i Warmińsko-Mazurskim. Podejrzany podczas podróży został zatrzymany przez policje i Służbę Celna z psem do wyszukiwania narkotyków. Po paru minutach  zabezpieczono w samochodzie 5 kilogramów amfetaminy, w trakcie dalszych czynności okazało się iż zatrzymany hurtownik dodatkowo jest w elektronicznym dozorze policji za pobicie. Prokuratura zastosowała wobec zatrzymanego 3 miesięczny areszt.
 
40-letni mieszkaniec Olsztyna został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy po tym, jak został zatrzymany przez mazowieckich policjantów, gdy przewoził 5 kg amfetaminy. Mężczyzna objęty był elektronicznym dozorem za inne przestępstwa. Nad sprawą pracują teraz prokuratorzy i policjanci.
Od pewnego czasu w zainteresowaniu policjantów z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową KWP zs. w Radomiu był 40-letni mieszkaniec Olsztyna. Mundurowi podejrzewali mężczyznę, że może on być narkotykowym hurtownikiem i rozprowadzać środki odurzające w województwie mazowieckim oraz warmińsko-mazurskim.

Kilka dni temu razem z funkcjonariuszami z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP ustalili, że mężczyzna może pojawić się w okolicach Mławy i może przewozić znaczne ilości narkotyków.

Policjanci z Radomia wspólnie z funkcjonariuszami z mławskiej komendy w Strzegowie zatrzymali do kontroli audi, którym podróżowało dwie osoby: 40-latek oraz jego 35-letnia znajoma. By potwierdził słuszność swoich podejrzeń na temat przewozu narkotyków, policjanci zaangażowali także w akcję funkcjonariusza Izby Celnej z warszawskiego lotniska ze specjalnie przeszkolonym psem do wykrywania narkotyków. W bagażniku auta policjanci znaleźli dwa worki z amfetaminą o łącznej wadze 5 kg i czarnorynkowej wartości 250 tys. zł. Podczas przeszukania mieszkania mężczyzny, policjanci znaleźli dodatkowo prawie 200 gramów amfetaminy. W czasie zatrzymania na nodze mężczyzny znajdowała się elektroniczna bransoletka, ponieważ był on objęty dozorem za pobicie.

Obie osoby trafiły do policyjnej celi. Kobieta po przesłuchaniach została zwolniona, natomiast mężczyźnie przedstawiono zarzut posiadania znacznych ilości narkotyków. Prokuratura Rejonowa w Mławie wnioskowała o zastosowanie wobec niego aresztu. Miejscowy sąd przychylił się do wniosku i wydał decyzję o trzymiesięcznym areszcie. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia.
Policjanci i prokuratorzy traktują sprawę jako rozwojową i nie wykluczają dalszych zatrzymań.
 
 
Policja.pl
Wojt
Rodzinna awantura pomiędzy braćmi zakończyła się zjazdem na dołek i finałem będzie postawienie zarzutów posiadania dużej ilości środka odurzającego zabronionego prawnie. Policja otrzymała wezwanie do mieszkania w którym miała toczyć się zwykła awantura. Po dotarciu na miejsce, między słowami którymi obrzucali się bracia, padło że jedne z nich posiada narkotyki. Funkcjonariusze mając podejrzenie o zachodzącym możliwym przestępstwie dokonali przeszukania mieszkania i ujawnili 1,5 kilogramowe opakowanie z suszem konopi.
 
Za posiadanie znacznej ilości środków odurzających będą odpowiadać dwaj mężczyźni zatrzymani w gminie Stanin. Policjanci zostali wezwani na interwencję domową. W jej trakcie usłyszeli o narkotykach, jakie miał posiadać jeden z awanturujących się braci. W domu jednego z nich znaleźli ukryte w skrytce pod podłogą ponad 1,5 kilograma suszu konopi indyjskich. Teraz grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.
W sobotę przed północą, policjanci ze Stoczka Łukowskiego zostali wezwani do jednej z miejscowości gminy Stanin do awanturujących się tam mężczyzn.


Jak ustalili mundurowi doszło pomiędzy nimi do kłótni na tle rodzinnym. Nie zważając na obecność funkcjonariuszy, dwaj bracia „wymieniali” się serdecznościami, wypominając sobie nawzajem swe dawne grzeszki. W trakcie kłótni policjanci usłyszeli o narkotykach, jakie miał posiadać jeden z braci.

Mundurowi wykorzystali usłyszaną informację i w jednym z pokoi, w skrytce pod podłogą znaleźli susz roślinny. Okazało się, że było to ponad 1600 gramów marihuany.
Funkcjonariusze zatrzymali obydwu braci i 54-letniego właściciela domu, w którym ukryte były środki odurzające. W niedzielę 54-latek i jeden z braci usłyszeli zarzuty za naruszenie przepisów Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Za posiadanie znacznej ilości środków odurzających grozi im do 10 lat pozbawienia wolności. Dzisiaj policjanci wystąpią z wnioskiem do Prokuratury o zastosowanie środka zapobiegawczego wobec obydwu mężczyzn.



Policja.pl
 
 
Wojt
Ogromne laboratorium mobilne, ukryte zostało w naczepie ciężarówki, produkcja amfetaminy mogła się odbywać na terenie całej Polski - potrzebna była jedynie woda bieżąca i prąd. W trakcie wejścia przez funkcjonariuszy do laboratorium, suszyło się właśnie prawie 20 kilogramów amfetaminy. Z takiej ilości wedle oceny antynarkotykowych można by wypościć na rynek 100 kilogramów gotowego produktu do sprzedaży. Nielegalnym procederem produkcji amfetaminy trudnił się znany chemik grup przestępczych, grupie przewodził recydywista który wyszedł z więzienia za produkcje i sprzedaż narkotyków.
 
Ponad tonę odczynników chemicznych do produkcji amfetaminy, 20 kilogramów gotowego narkotyku, w tym 1,6 litra w postaci płynnej, 2,5 tys. tabletek ekstazy, kokainę i marihuanę zabezpieczyli policjanci CBŚP z Warszawy. Jednocześnie funkcjonariusze zlikwidowali mobilne laboratorium amfetaminy w powiecie warszawskim zachodnim i zatrzymali chemika, który produkował narkotyki. Mężczyzna był poszukiwany przez policję od 4 lat. Usłyszał w Mazowieckim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Warszawie zarzuty dotyczące posiadania znacznych ilości narkotyków.
Policjanci ustalili, że członkowie rozbitej przed czterema laty grupy przestępczej, po wyjściu na wolność, wrócili do swojego fachu i produkują amfetaminę. Funkcjonariusze warszawskiego CBŚP wspierani przez zespół szturmowy Wydziału Realizacyjnego Komendy Stołecznej Policji weszli na wytypowaną, niepozorną posesję koło Błonia, gdzie zatrzymali 40-letniego Krzysztofa J. - chemika jednej z podwarszawskich grup przestępczych.

Mężczyzna właśnie produkował amfetaminę w specjalnie przygotowanym laboratorium, które było zorganizowane w naczepie ciężarówki. Jak ustalili policjanci, po podłączeniu bieżącej wody i prądu do tego "mobilnego laboratorium" przestępcy mogli produkować narkotyki w dowolnym miejscu w kraju.

Na posesji policjanci zabezpieczyli ponad tonę odczynników chemicznych, służących do produkcji amfetaminy. W jednym z pomieszczeń gospodarczych znaleźli natomiast 18 kg świeżo wyprodukowanego narkotyku, który suszył się przy pracujących termowentylatorach. Oprócz tego w naczepie ciężarówki było 1,6 litra narkotyku w postaci płynnej.

Sumując, daje to ponad 20 kilogramów czystej amfetaminy, z której można wyprodukować około 100 kilogramów narkotyku do dalszej dystrybucji. Wartość narkotyku - gdyby trafił do sprzedaży - to milion złotych. 


W domu policjanci znaleźli jeszcze prawie 2 kg marihuany,  ponad 300 g kokainy i 2,5 tys. tabletek ekstazy. Funkcjonariusze zabezpieczyli oprócz tego luksusowe samochody marki BMW i Volvo, a także blisko 150 tys. zł w gotówce, co może świadczyć o tym, że przestępczy proceder przynosił spore dochody.

40-letni Krzysztof J. był poszukiwany przez organy ścigania od 4 lat, czyli od momentu, kiedy policjanci zlikwidowali największe laboratorium amfetaminy w Polsce. Wtedy w miejscowości Czarny Las ujawnione zostało laboratorium grupy przestępczej, gdzie zabezpieczono 40 ton substancji i odczynników chemicznych, a także broń palną i znaczne ilości amfetaminy i kokainy.

W tym czasie Krzysztof J. uniknął zatrzymania i ukrywał się. Wystawiono za nim dwa listy gończe.

Teraz chemik odpowie za swoje ostatnie czyny. W Mazowieckim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Warszawie usłyszał zarzuty dotyczące posiadania znacznych ilości narkotyków. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.
 


Policja.pl