Jump to content

Aktualności

Aktualności z całego świata!
NoMercy
W domach jednorodzinnych zorganizowano całą infrastrukturę służącą do nielegalnej uprawy. Łącznie w  pomieszczeniach rosło ponad 150 krzaków w końcowej fazie wzrostu. W trakcie czynności zatrzymano 2 osoby, w wieku 39 i 59 lat. Policjanci przeszukali także inne miejsca użytkowane przez podejrzanych, w efekcie czego znaleźli i zabezpieczyli 10 kg marihuany.
 
 
 
W ostatnim czasie policjanci CBŚP zlikwidowali 4 plantacje konopi indyjskich oraz zabezpieczyli narkotyki. Podczas działań zatrzymano łącznie 3 podejrzanych, z czego 2 tymczasowo aresztowano. Według wstępnych szacunków ze zlikwidowanych przez funkcjonariuszy plantacji można by było uzyskać co najmniej 100 kg marihuany. Jedną z realizacji policjanci przeprowadzili wspólnie z policjantami z KMP w Zielonej Górze. Śledztwa nadzorują odpowiednio Prokuratura Rejonowa w Częstochowie oraz w Zielonej Górze.

Policjanci z Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji na terenie woj. śląskiego dotarli do miejsc uprawy konopi. W odosobnionych miejscach w domach jednorodzinnych zorganizowano całą infrastrukturę służącą do nielegalnej uprawy. Łącznie w  pomieszczeniach rosło ponad 150 krzaków w końcowej fazie wzrostu.

W trakcie czynności zatrzymano 2 osoby, w wieku 39 i 59 lat. Policjanci przeszukali także inne miejsca użytkowane przez podejrzanych, w efekcie czego znaleźli i zabezpieczyli 10 kg marihuany. W Prokuraturze Rejonowej w Częstochowie przedstawiono im zarzuty wytwarzania znacznych ilości narkotyków poprzez prowadzenie uprawy konopi oraz posiadania marihuany.
Na podstawie zebranego materiału dowodowego wobec jednego z podejrzanych sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.

Inna realizacja została przeprowadzona na terenie Zielonej Góry, gdzie w wynajmowanych dwóch mieszkaniach uprawiano konopie. Tam policjanci z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim Centralnego Biura Śledczego Policji i Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze zlikwidowali 2 plantacje, zatrzymując jednocześnie do sprawy podejrzanego.
W trakcie czynności zabezpieczono łącznie blisko 230 krzewów oraz sprzęt służący do uprawy tych roślin. Dodatkowo podczas przeszukania samochodu zatrzymanego zabezpieczono marihuanę. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze.
Podejrzanemu przedstawiono zarzuty dotyczące wytwarzania znacznych ilości narkotyków poprzez prowadzenie uprawy konopi i posiadania marihuany, a następnie został on tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.
 
 
Policja.pl

NoMercy
W wyniku przeszukania w kontenerze ujawniono i zabezpieczono kilkadziesiąt worków foliowych zamykanych hermetycznie z zawartością 47 kilogramów marihuany zamknięte i otwarte pudła wypełnione krajanką tytoniową o wadze łącznej 700 kg oraz kilkadziesiąt mniejszych pudełek z zawartością 660 000 gilz papierosowych.
 
 
 
 
Mokotowscy kryminalni wspólnie z policjantami z wydziału do zwalczania przestępczości gospodarczej zatrzymali 42-latka oraz jego o rok starszego wspólnika, podejrzanych o posiadanie około 47 kg marihuany ponad 2,5 kg kokainy około jednego kilograma haszyszu i wytwarzanie wyrobów tytoniowych bez polskich znaków skarbowych akcyzy oraz zatrzymali 38-letniego mężczyznę zatrudnionego do produkcji papierosów. W jednym z kontenerów mieszczącym się na jednej z hal przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli narkotyki, 700 kg krajanki tytoniowej, półprodukty, akcesoria oraz dwie maszyny do produkcji papierosów. Do policyjnego depozytu trafiły również pieniądze.

Policjanci w drodze działań operacyjnych ustalili ze 42-letni mieszkaniec Warszawy i jego o rok młodszy kolega mogą zajmować się posiadaniem znacznej ilości środków odurzających oraz udzielaniem ich w celu uzyskania korzyści majątkowej. Funkcjonariusze wiedzieli także, że mężczyźni mogą zajmować się nielegalnym wywarzaniem hurtowych ilości wyrobów tytoniowych. Nikt jednak się nie spodziewał, że ilości narkotyków oraz krajanki tytoniowej będą aż tak duże.
Kwadrans po godzinie 18:00 policjanci pojechali w rejon garaży na warszawskiej Białołęce. Po dłuższej obserwacji zauważyli, że 42-latek wjechał citroenem na ogrodzony teren, na którym znajdowały się garaże. Jego wspólnik natomiast przyjechał jaguarem. Funkcjonariusze mieli uzasadnione podejrzenie, że tego dnia może dojść do dużej transakcji, przystąpili więc do działania. W garażu zatrzymano obu mężczyzn oraz ich 38- letniego pracownika.
Wewnątrz ujawniono pracującą maszynę wytwarzającą papierosy nieposiadające wymaganych polskich znaków akcyzowych. Druga maszyna była gotowa do użycia. Ponadto w garażu znajdowała się duża ilość przygotowanych już papierosów oraz worek z krajanką tytoniu i wiele innych akcesoriów świadczących o trwającej produkcji papierosów. 38-latek oświadczył, że od jakiegoś czasu wytwarzał papierosy na zlecenie obu podejrzanych mężczyzn, za co dostawał od nich wynagrodzenie.
Przy 43-latku policjanci znaleźli klucze do kłódki zabezpieczającej kontener znajdujący się w jednej z hal przy ul. Jagiellońskiej na warszawskiej Pradze Północ. Kryminalni wiedzieli, że tam może być magazyn narkotyków.
Kiedy pojechali tam wspólnie z zatrzymanymi, 43-latek odmówił otworzenia drzwi. W związku z powyższym kłódka została przecięta celem dostania się osób do środka. W wyniku przeszukania w kontenerze ujawniono i zabezpieczono kilkadziesiąt worków foliowych zamykanych hermetycznie z zawartością 47 kilogramów marihuany zamknięte i otwarte pudła wypełnione krajanką tytoniową o wadze łącznej 700 kg oraz kilkadziesiąt mniejszych pudełek z zawartością 660 000 gilz papierosowych, jak również akcesoria do produkcji papierosów.
Całość towaru i sprzętu została zabezpieczona. Detaliczna wartość zabezpieczonych narkotyków to około 3 000 000 zł skonfiskowano także środki pieniężne w kwocie 25 670 Euro, 18 000 USD oraz 23 000 zł.
42 i 43-latek usłyszeli prokuratorskie zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków oraz produkcji i wprowadzania do obrotu wyrobów tytoniowych, za co grozi im kara do 12 lat więzienia. Na wniosek policjantów i Prokuratora Rejonowego Praga Północ, sąd zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci trzymiesięcznych aresztów. Grozi im kara do 12 lat więzienia. Ich pracownik natomiast usłyszał zarzuty współudziału w nielegalnym wytwarzaniu tytoniu. Grozi mi kara do 2 lat więzienia.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
W laboratorium kryminalni ujawnili prawie 30 kilogramów gotowego produktu w postaci mefedronu. 80 litrów krystalizującego się mefedronu oraz kolejne 120 litrów przygotowanych już do krystalizacji. Ponadto w laboratorium było kilkaset litrów środków chemicznych, które miały służyć do produkcji kolejnych partii narkotyków. Ze wstępnej oceny policjantów wynika, że sprawcy byli w stanie wyprodukować w ciągu kilku tygodni nawet kilkaset kilogramów gotowego mefedronu.
 
 
 
Lubelscy kryminalni z komendy wojewódzkiej zlikwidowali laboratorium, w którym wytwarzane były duże ilości mefedronu. Przestępcy swoją działalność ukrywali wykorzystując do tego miejscowy zakład pogrzebowy oraz powiązaną firmę produkującą nagrobki. Na parterze hali znajdowały się płyty nagrobne natomiast produkcja narkotyków odbywała się na strychu budynku. Czterech mężczyzn zostało zatrzymanych. Policjanci zabezpieczyli prawie 30 kilogramów kilogramów mefedronu. 80 litrów krystalizującego się mefedronu oraz kolejne 120 litrów przygotowanych już do krystalizacji. Z oceny policjantów wynika, że sprawcy mogli produkować w ciągu kilku tygodni nawet kilkaset kilogramów gotowego mefedronu.

Działania kryminalnych z komendy wojewódzkiej w Lublinie zajmujących się zwalczaniem przestępczości narkotykowej doprowadziły do Ostródy (województwo warmińsko-mazurskie).
Jak się okazało, to tam znajdowało się laboratorium zajmujące się wytwarzaniem znacznych ilości  mefedronu, który trafiał na teren całego kraju, w tym także na lubelski czarny rynek.
Przestępcy swoją działalność ukrywali wykorzystując do tego działający miejscowy zakład pogrzebowy oraz powiązaną firmę produkującą nagrobki. Na parterze hali znajdowały się nagrobki natomiast samo laboratorium narkotyków na strychu budynku.

Kryminalni z lubelskiej komendy wojewódzkiej późnych wieczorem weszli do hali. Działając z zaskoczenia na gorącym uczynku zatrzymali dwóch mężczyzn.
Jeden z nich 44-latek okazał się poszukiwany listem gończym za napady z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Za te przestępstwa ma do odsiadki 6 lat pozbawienia wolności. Drugi z nich to 26-latek, który współorganizował cały proceder.

W laboratorium kryminalni ujawnili prawie 30 kilogramów gotowego produktu w postaci mefedronu. 80 litrów krystalizującego się mefedronu oraz kolejne 120 litrów przygotowanych już do krystalizacji.
Ponadto w laboratorium było kilkaset litrów środków chemicznych, które miały służyć do produkcji kolejnych partii narkotyków.
Ze wstępnej oceny policjantów wynika, że sprawcy byli w stanie wyprodukować w ciągu kilku tygodni nawet kilkaset kilogramów gotowego mefedronu.

Zabezpieczone zostało całe wyposażenie laboratorium: reaktor ciśnieniowy, kanistry, beczki, mieszadła, wentylatory, menzurki, maski przeciwgazowe i różnego rodzaju pojemniki służące do produkcji narkotyków. W czynnościach oględzin brali udział funkcjonariusze z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

Działania kryminalnych realizowane już wspólnie z policjantami z Komendy Powiatowej Policji w Ostródzie miały miejsce w siedzibie zakładu pogrzebowego w Ostródzie. Tam został zatrzymany jeden z pracowników, który w chwili wejścia policjantów miał przygotowane do zażycia narkotyki. (tzw. „kreska” usypana na jego telefonie). W zakładzie policjanci ujawnili kolejne narkotyki - 200 gramów mefedronu oraz amfetaminę.

Ostatni z zatrzymanych to 25-latek również pracownik zakładu, który wpadł w wynajmowanym mieszaniu niedaleko samego laboratorium. Policjanci zabezpieczyli w nim konopie indyjskie oraz środki służące do produkcji narkotyków. To między innymi pojemniki wypełnione acetonem i maski przeciwgazowe.
Obaj zatrzymani w laboratorium mężczyźni 44 i 26-latek zostali w weekend doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej w Ostródzie a następnie do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt. Decyzją Sądu Rejonowego w Ostródzie obaj najbliższe miesiące spędzą w więzieniu. Za wytwarzanie i przetwarzanie znacznych ilości środków odurzających i psychotropowych grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Dwaj pracownicy zakładu pogrzebowego usłyszeli zarzuty posiadania narkotyków.
Sprawa ma charakter rozwojowy. Dalsze czynności będą prowadzone przez policjantów w Komendzie Powiatowej Policji w Ostródzie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej.
 
 
 

NoMercy
Doktor W. wypisywał rozmówcom nie tylko recepty. Dostali oni także zaświadczenia, w których psychiatra poświadczał, że cierpią na zespół nadpobudliwości psychoruchowej, czyli ADHD i z tego powodu powinni zażywać uzależniające leki. Krzysztof zorientował się, że dzięki zaświadczeniu od doktora W. może nie tylko zdobywać narkotyki na własne potrzeby, ale też handlować nimi na czarnym rynku. – Jak sprzedawałem MST Continus potrafiłem miesięcznie wyciągać po 14 paczek – wspomina.
 
 
Czy doktor W. przez wiele lat działał jak diler narkotykowy? Czy nikt nie zauważył dziesiątek wypisywanych przez niego podejrzanych recept? Kontynuacja dziennikarskiego śledztwa, które zostało rozpoczęte po śmierci Marcelego z Poznania.

24-letni Marceli był uzależniony od morfiny. Po jego śmierci matka przeprowadziła prywatne śledztwo. Koło łóżka syna znalazła pięć recept, na ich podstawie można było kupić lek MST Continus, czyli morfinę. Recepty Marcelemu wystawił jednego dnia psychiatra, do którego chłopak poszedł na wizytę tuż przed śmiercią.
– Zobaczyłam, że to jest morfina w najwyższych dawkach i już nie musiałam pytać, co się z synem stało – mówiła Mariola Ismail-Zade.
Stosując dziennikarską prowokację, udało się potwierdzić podejrzenia matki 24-latka. Dziennikarka redakcji Uwaga! TVN podając się za narkomankę zapisała się na wyjątkowo drogą, prywatną wizytę u doktora W. Poprosiła o morfinę i silnie uzależniający, również stosowany przez narkomanów, lek nasenny.
Po wizycie redakcja chciała się dowiedzieć na jakiej podstawie lekarz przepisał leki. – Deklaracji pani, że jest osobą uzależnioną – stwierdził W. Dodał, że „nigdy nie wiadomo, co dana osoba zrobi z lekami” i że działa w dobrej wierze.
– Pytałam w środowisku [osób uzależnionych od morfiny – red.], czy oni też w ten sposób korzystali. Pan lekarz z tego słynął, że przyjeżdżają osoby z całej Polski i wypisuje im recepty, takie jakie chcą – wskazywała Mariola Ismail-Zade.
 
Sklep z receptami?
Redakcja poszła tropem matki Marcelego i sprawdziła od jak dawna w Poznaniu działał sklep z narkotycznymi receptami doktora W. Dotarła do klientów lekarza-psychiatry. Rozmówcy przekonywali, że doktor W. przepisywał im narkotyki, m.in. morfinę.
– Wszyscy morfiniści z Poznania tam chodzili. On miał nawet swoją ksywkę. Staliśmy w kolejce po recepty i ze sobą rozmawialiśmy – przywołuje 21-letnia Agnieszka. Mimo młodego wieku, wieloletnie przyjmowanie opiatów zrujnowało jej zdrowie: wypadły jej zęby, ma olbrzymie problemy z oddychaniem i trawieniem.
Inna młoda kobieta - Anna, dziś jest na drodze do wyjścia z nałogu. Jej zdaniem z usług medyka korzystały dziesiątki osób takich jak ona. – Chodziłam tam co miesiąc przez półtora roku. Jak on nie miał czasu wypisać, bo miał za dużo terminów, to za tę samą kwotę wypisywał tylko recepty, do odebrania w postaci koperty. Płaciło się tyle samo, co za wizytę – opowiada.
Kolejny rozmówca - Krzysztof - miał spotkać się z lekarzem twarzą w twarz dwa razy. – Po pierwszej wizycie każda kolejna wyglądała tak, że przychodziło się do sekretarki, on siedział w osobnym pokoju z jakimś pacjentem. A sekretarka dawała kopertę z imieniem i nazwiskiem. W kopercie były recepty – opowiada.
Doktor W. wypisywał rozmówcom nie tylko recepty. Dostali oni także zaświadczenia, w których psychiatra poświadczał, że cierpią na zespół nadpobudliwości psychoruchowej, czyli ADHD i z tego powodu powinni zażywać uzależniające leki.
– To było zaświadczenie, żeby dostawać też leki od innych lekarzy. Ponieważ on nas uzależnił od leków do tego stopnia, że nam nie wystarczało to, co on nam dawał – przekonuje Agnieszka.
– Znajdowałem psychiatrę, umawiałem się na wizytę i pokazywałem zaświadczenie od doktora W. Na tym zaświadczeniu wypisane są leki, jest dawkowanie, część osób ma diagnozę – opowiada Krzysztof.
– Jestem ADHD i ADD, każda osoba, którą znam i chodziła do tego lekarza, to miała. A tak naprawdę nie mieli tego i ja też nie mam – przyznaje Anna.
 
14 tys. miesięcznie
Krzysztof zorientował się, że dzięki zaświadczeniu od doktora W. może nie tylko zdobywać narkotyki na własne potrzeby, ale też handlować nimi na czarnym rynku. – Jak sprzedawałem MST Continus potrafiłem miesięcznie wyciągać po 14 paczek – wspomina.
Czy to możliwe, by przez lata działalności lekarza nikt nie dostrzegł, że wypisuje swoim pacjentom narkotyki? Okazuje się, że na trop podejrzanych działań doktora W. pierwszy raz wpadł ponad 10 lat temu Narodowy Fundusz Zdrowia.
– Sprawa lekarza, o którym mówimy, dotyczy lat 2008-2009. Wtedy po raz pierwszy stwierdzone zostały nieprawidłowości. Lekarz wypisywał wyjątkowo dużo recept na leki narkotyczne. Oraz wypisywał je na pacjentów, którzy później w wyniku sprawdzania nie potwierdzili tego, że takich recept – leków, potrzebowali. Recepty były wystawiane na pacjentów, którzy o tym nie wiedzieli – mówi Marta Żbikowska-Cieśla z NFZ.
 
Zerwana umowa z NFZ
Sygnał z Narodowego Funduszu Zdrowia został zbadany przez organy ścigania i znalazł swój finał, lecz nie można o nim mówić z uwagi na przepisy prawa dotyczące zatarcia skazania. Skutkiem tej sprawy była jednak decyzja NFZ. I obowiązuje do dzisiaj.
– Zerwaliśmy umowę z tym lekarzem na wypisywanie leków refundowanych. Zablokowaliśmy dostęp do pobierania recept numerowanych oraz zgłosiliśmy sprawę do Wielkopolskiej Izby Lekarskiej – wylicza Marta Żbikowska-Cieśla.
Gdy miesiąc temu redakcja Uwagi pokazywała efekty naszej prowokacji prezesowi Izby Lekarskiej, mówił, że jest zaskoczony tym, co zobaczył. Jak to możliwe, skoro już wiele lat wcześniej lekarski samorząd wiedział o nielegalnych praktykach doktora W.?
– Nie przypominam sobie, jeszcze będąc rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej, żeby w ogóle tego typu sprawa była wcześniej prowadzona. Dotycząca wystawiania recept na narkotyki – mówi Artur de Rosier, prezes WIL.
Redakcja chciała ponownie spotkać się z doktorem W., by porozmawiać o relacjach jego uzależnionych pacjentów i tajemniczym postępowaniu lekarskiego samorządu. Lekarz zadzwonił kilkadziesiąt minut później.
– Nie będę z panem rozmawiał i nie będę o niczym informował – stwierdził.
 
 
DziennikWschodni.pl

NoMercy
W lodówce kryminalni znaleźli amfetaminę po porcjowaną w kilogramowe paczki. Łącznie zabezpieczyli przeszło 5 kilogramów nielegalnej substancji. Kompletnie zaskoczony spotkaniem z policjantami 48-latek nie stawiał oporu. Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych środków odurzających to ponad 150 tysięcy złotych. 
 
 
 
Kolejna osoba związana ze środowiskiem śląskich pseudokibiców została namierzona przez policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zajmujących się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców. Mieszkaniec Knurowa uprawiał w mieszkaniu konopie oraz miał ponad 5 kilogramów amfetaminy. Mężczyzna został już tymczasowo aresztowany, grozi mu 10 lat więzienia.

To już kolejna realizacja policjantów z wydziału ds. zwalczania przestępczości pseudokibiców katowickiej komendy wojewódzkiej. Tym razem w ręce śląskich stróżów prawa wpadł 48-letni mieszkaniec Knurowa powiązany ze środowiskiem pseudokibiców jednej ze śląskich drużyn piłkarskich.

Mężczyzna został zatrzymany w Knurowie, w swoim mieszkaniu. Policjanci podejrzewali, że może mieć sporą ilość narkotyków i nie pomylili się. W jednej z szaf odkryli hodowlę konopi. Stróże prawa przejęli w sumie 22 krzaki oraz sprzęt, który służył do uprawy. Mężczyzna ukrył narkotyki również w kuchni.
W lodówce kryminalni znaleźli amfetaminę poporcjowaną w kilogramowe paczki. Łącznie zabezpieczyli przeszło 5 kilogramów nielegalnej substancji. Kompletnie zaskoczony spotkaniem z policjantami 48-latek nie stawiał oporu.
ttps://i.ibb.co/F8MnFXb/da.jpg
Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych środków odurzających to ponad 150 tysięcy złotych. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu, skąd doprowadzono go do Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód. Tam usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków.
Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące. Grozi mu do 10 lat więzienia.
 
 
Policja.pl

NoMercy
Produkcja przedstawia dopalacze jako zjawisko, wraz z jego otoczeniem społeczno-prawnym oraz konsekwencjami. To nie jest kolejna historia fascynacji używkami; nasz film będzie pokazywał, że dopalacze niszczą - zarówno tych, którzy je biorą, jak i tych, którzy zrobili z nich biznes. Uważnie słuchamy każdej historii i wszystkie razem utwierdzają nas przekonaniu, że ten film jest potrzebny. I dają nam energię, żeby dalej działać. To jest ogromnie ważne. Podczas kilkuletnich przygotowań zrobiliśmy rzetelny research...
 
 
10 lat temu problemem dopalaczy żyła cała Polska. Teraz problem jakby przycichł, ale to wcale nie znaczy że zniknął. Niedługo znów może się o nim zrobić głośno, a to za sprawą filmu "Król dopalaczy". O projekcie, który jest jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowej kampani, rozmawiamy z jego producentką dr Katarzyną Samson.

W filmie zobaczymy iście gwiazdorską obsadę. W główną rolę wciela się Tomasz Włosok ("Boże Ciało"), a towarzyszyć mu będą Łukasz Simlat ("Drogówka"), Weronika Rosati ("W Ciemności") oraz Adam Wietrzyński ("W głębi lasu"). Za reżyserię odpowiada Pat Howl, a muzykę skomponuje Hania Rani.
Ten projekt zdaje się być trochę inny niż wszystkie, które mieliśmy okazję oglądać do tej pory. I to pod wieloma względami. Crowdfunding, odpowiedzialność społeczna…. To wszystkie działania sprowadzają się do tego, że widownia będzie bardziej zaangażowana – zarówno w efekcie końcowym, jak i podczas samego procesu powstawania filmu.
 
Świat filmowców zdaje się być niedostępny, zamknięty dla zwykłych "śmiertelników". To takie elitarne grono. A tu nagle powstaje projekt, do którego chcecie zaangażować ludzi. Skąd ten pomysł?
Katarzyna Samson: – Świat się zmienia i uważam, że warto z tego korzystać. Robienie filmu to jest praca zespołowa. Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, ale w taką produkcję zaangażowane są tysiące osób. Odkąd zaczęliśmy kampanię promocyjną filmu, zgłosiło się do nas wiele osób związanych z dopalaczami oraz tych, którzy chcą wesprzeć ten projekt, ponieważ uważają, że ten temat musi trafić na ekrany.
Historie i wiedza, którymi się z nami podzielili, wzbogaciły scenariusz, a zaangażowanie w innych obszarach pomoże nam jeszcze lepiej zrealizować projekt. Moim celem jest zrobienie naprawdę dobrego filmu i czuję, że angażując w ten projekt innych, ten cel się przybliża. A poza tym filmy robi się przede wszystkim dla ludzi i wydaje mi się, że z takim właśnie otwartym podejściem mamy szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców.
 
Powiesz coś więcej o crowdinvestingu? Skąd taki pomysł?
Podczas trwających kilka lat przygotowań do realizacji filmu przekonaliśmy się, że zarówno skala problemu związanego z dopalaczami, jak i chęć zaangażowania się ludzi w ten projekt, jest znacznie większa, niż się spodziewaliśmy. Chcieliśmy dać możliwość wzięcia udziału w projekcie także osobom spoza branży filmowej i tutaj pojawił się crowdinvesting.
 
W zeszłym roku na platformie crowdway.pl zobaczyliśmy kampanię filmu "Rój" i wiedzieliśmy, że właśnie znaleźliśmy to brakujące ogniwo. Dlatego też szykujemy naszą kampanię właśnie z nimi. Crowdinvesting to w obszarze kultury coś bardzo nowego i zupełnie innego, niż zbiórka crowdfundingowa, do których ludzie już mieli szansę się przyzwyczaić.
W kampanii crowdinwestycyjnej spółka będąca producentem emituje akcje, zaś inwestorzy kupując je, stają się udziałowcami we wszystkich przychodach spółki. Zarabiają na emisji filmu w kinach, na platformie internetowej, w telewizji czy na DVD. Ale dla nas crowdinvesting to znacznie więcej niż tylko źródło finansowania – to przede wszystkim społeczność zaangażowanych inwestorów, którzy wierzą w projekt, są jego ambasadorami, i w równym stopniu jak nam, zależy im na jego sukcesie.
 
To projekt bardzo społeczny. Nie tylko porusza ważne kwestie, ale też sposób w jaki go realizujecie różni się od innych filmów. Odpowiedzialny społecznie – to pięknie brzmi, ale co to właściwie znaczy?
"Król dopalaczy" jest pierwszym w Polsce filmem realizowanym w duchu społecznej odpowiedzialności biznesu, czyli z dobrowolnym uwzględnieniem interesów społecznych oraz aspektów środowiskowych. Na świecie podobne inicjatywy funkcjonują już od jakiegoś czasu, dlatego mamy wzorce, którymi możemy się inspirować.
Te wzorce to chociażby brytyjskie standardy systemu zarządzania zrównoważonym rozwojem filmu BS8909:2011 pokazujące, jak firmy z branży filmowej mogą w swoich działaniach uwzględniać czynniki społeczne, środowiskowe oraz ekonomiczne. W przypadku "Króla dopalaczy" odpowiedzialność społeczna opiera się na trzech filarach.
Pierwszym z nich jest ważny społecznie temat i prawidłowy wydźwięk moralny. Produkcja przedstawia dopalacze jako zjawisko, wraz z jego otoczeniem społeczno-prawnym oraz konsekwencjami. To nie jest kolejna historia fascynacji używkami; nasz film będzie pokazywał, że dopalacze niszczą - zarówno tych, którzy je biorą, jak i tych, którzy zrobili z nich biznes.
Drugi filar to działania proekologiczne, czyli nakierowane na wartości zrównoważonego rozwoju i gospodarki w obiegu zamkniętym. W praktyce oznacza to przede wszystkim dobre planowanie, aby nie marnować zasobów i nie podejmować niekorzystnych decyzji na ostatnią chwilę. Są to również takie działania jak optymalizacja transportu, wybieranie z lokalnych towarów i usług, korzystanie z surowców z odzysku i dawanie drugiego życia elementom scenografii, rekwizytom czy kostiumom, wprowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów i ograniczenie zużycia papieru. To także wegetariański catering na planie, niekorzystanie z plastiku jednorazowego użytku, segregacja i odpowiednia utylizacja śmieci, oraz edukacja uczestników projektu.
Trzeci filar to działania nakierowane na zmianę społeczną. Dobieramy partnerów wśród firm, którym ufamy i które wyznają bliskie nam wartości. Wspieramy kobiety oraz mniejszości społeczne, dbamy o prawa człowieka i mówimy "nie" dyskryminacji, działając zgodnie z Kodeksem Etyki i Dobrych Praktyk Branży Filmowej. Ponadto, zależy nam na tym, aby ten projekt przyczynił się do normalizacji różnorodności. We współpracy z fundacją AVALON działamy na rzecz zmiany postrzegania osób z niepełnosprawnością. Naszą konsultantką ds. odpowiedzialności społecznej jest Maria Ibisz z Deloitte Polska, która od kilkunastu lat jest ekspertką w zakresie zrównoważonego rozwoju na całą Europę Centralną.
 
Na swoim live zachęcaliście publiczność do udziału w projekcie. Mówiliście, że jesteście otwarci na współpracę. Wygląda na to, że chcecie naprawdę stworzyć coś z ludźmi, którzy mają zajawkę. Czy odzew był duży i czy czerpiecie z niego jakieś inspiracje?
Odkąd wyszliśmy z tym projektem, odzew przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Od użytkowników dopalaczy, którzy opowiadają nam "śmieszne" imprezowe historie, przez bliskich tych, którym te używki zniszczyły życie, po osoby głęboko zaangażowane od strony biznesowej.
Uważnie słuchamy każdej historii i wszystkie razem utwierdzają nas przekonaniu, że ten film jest potrzebny. I dają nam energię, żeby dalej działać. To jest ogromnie ważne. Podczas kilkuletnich przygotowań zrobiliśmy rzetelny research, ale i tak niektóre informacje wciąż nas zaskakują. Inne z kolei pozwalają lepiej zrozumieć mechanizmy, które umożliwiły biznesowi "dopalaczowemu" tak dynamiczny rozwój.
Jest też dużo "smaczków", którymi chcemy wzbogacić scenariusz. Bardzo wiele osób chce się zaangażować w projekt od strony produkcyjnej – oferują swój czas, umiejętności, zasoby. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszystkie wiadomości, które dostajemy, za cały odzew. Jestem przekonana, że dzięki zaangażowaniu ludzi ten film będzie jeszcze lepszy i inny niż wszystkie do tej pory.
 
Film nie tylko z misją społeczną, ale też taki, który faktycznie angażuje otoczenie. Mamy faktyczną możliwość zainwestowania w produkcję, a Wy w mediach społecznościowych dzielicie się z publicznością prawie każdym krokiem, który podejmujcie. Ludzie Was obserwują. Czujecie z tego powodu większą presję społeczną?
Na pewno nie jest to standardowe podejście. Zazwyczaj w Polsce jakąkolwiek szerzej zakrojoną kampanię informacyjno-promocyjną zaczyna się dużo później, kiedy film jest już właściwie gotowy. W naszych działaniach opieramy się na wzorcach amerykańskich, gdzie kampanie w mediach zaczyna się średnio na 2-3 lata przed premierą kinową.
Już teraz, na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć i na półtora roku przed planowana premierą, kilka tysięcy osób śledzi nasze kroki, a sumaryczny zasięg naszych dotychczasowych działań to ok. 2 mln osób. Jednak największą presję czuję ze strony swoich własnych oczekiwań, ta poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Od zaangażowanych ludzi bardziej niż presję, czuję ogromne wsparcie. I względem nich mam poczucie odpowiedzialności, żeby z jednej strony być bardzo blisko tego, co faktycznie się wydarzyło, ale z drugiej nikogo tym filmem nie skrzywdzić.
 
Powołujesz się na wzorce amerykańskie, gdzie oprócz walorów artystycznych filmu liczy się również wynik frekwencyjny. W kontekście kampanii crowdinvestingowej zastanawia mnie – czy na "Królu dopalaczy" będzie można faktycznie zarobić?
Projekt ma solidny fundament biznesowy. Budżet filmu został skonstruowany w oparciu o potencjał frekwencyjny i zoptymalizowany w taki sposób, że jest ok. 30 proc. niższy niż przeciętny budżet polskiego filmu. Produkcja ma też jednego z najlepszych w Polsce dystrybutorów – Next Film. Podstawę finansowania stanowi wkład koproducentów – silnych partnerów działających od lat w branży filmowej, takich jak Heliograf, Coloroffon czy Ucho Studio.
 
 
Kampania crowdinvestingowa to ostatni etap, którym zamierzamy zamknąć finansowanie projektu. Uważam, że oferta, która przedstawimy inwestorom jest bardzo interesująca, a film ma spory potencjał komercyjny. Ale szczegóły będziemy mogli zdradzić dopiero na starcie kampanii.
Na koniec pytanie z przymrużeniem oka. Nie mogę go jednak nie zadać śledząc, co dzieje się w sekcji komentarzy. Czy film finansowany jest przez… samego króla dopalaczy?
(śmiech) Gdyby faktycznie tak było, to zapewne nie robilibyśmy zbiórki crowdinwestingowej. Nie, produkcja absolutnie żaden sposób nie angażuje tytułowego "króla dopalaczy". To film przede wszystkim o zjawisku, a nie laurka dla samego króla.
Chcecie stać się częścia projektu? Niedługo rusza kampania crowdinwestycyjna. Na alert inwestora można zapisać się tutaj.
 
 
naTemat.pl

NoMercy
W paczce znajdowały się 23 foliowe torby z zawartością suszu roślinnego koloru zielonego o łącznej wadze ponad 5 kg o czarnorynkowej wartości ponad 250 tys. Złotych. Funkcjonariusze zabezpieczyli przesyłkę oraz telefon komórkowy 50-latka, a następnie przesłuchali go w charakterze świadka. Decyzją Sądu mężczyzna trafił do aresztu. Za przestępstwo, którego się dopuścił grozi mu kara pozbawienia wolności od lat 3 do 15.
 
 
 
Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Stołecznej Policji zatrzymali mężczyznę, który wysyłał z Hiszpanii do Polski paczki z narkotykami. 29-latek adresował przesyłkę na 50-letniego znajomego, który w zamian za to dostawał alkohol i papierosy. Wpadł w swoim mieszkaniu w Ząbkach. Usłyszał zarzut dokonania wewnątrzwspólnotowego nabycia znacznej ilości środków odurzających i uczestniczył w ich przemieszczaniu.

Funkcjonariusze stołecznego wydziału zajmującego się przestępczością narkotykową ustalili, że do jednego z warszawskich mieszkań zostanie doręczona paczka wysłana z terenu Hiszpanii, która ma zawierać zabronione substancje.
Policjanci udali się pod wskazany adres. Tam zastali 50-letniego mężczyznę, a w progu drzwi do mieszkania zauważyli paczkę. Użytkownik lokalu oświadczył, że chwilę temu ją odebrał. W związku z podejrzeniem, że w środku mogą znajdować się narkotyki, mundurowi dokonali przeszukania mieszkania oraz sprawdzili zawartość przesyłki.
W paczce znajdowały się 23 foliowe torby z zawartością suszu roślinnego koloru zielonego o łącznej wadze ponad 5 kg o czarnorynkowej wartości ponad 250 tys. Złotych. Funkcjonariusze zabezpieczyli przesyłkę oraz telefon komórkowy 50-latka, a następnie przesłuchali go w charakterze świadka.
W toku dalszych czynności funkcjonariusze udali się do mieszkania, które aktualnie zamieszkuje 29-latek i zatrzymali go. Po przeszukaniu lokalu oraz pojazdu, którym poruszał się mężczyzna, policjanci zabezpieczyli łącznie 7 telefonów komórkowych, bilet autostradowy oraz pieniądze.
Śledczy ustalają czy był to incydent, czy już wcześniej zatrzymany uczestniczył w przemycie narkotyków.
Prokurator przedstawił 29-latkowi zarzut dokonania wewnątrzwspólnotowego nabycia znacznej ilości środków odurzających i uczestnictwa w ich przemieszczaniu z terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej do Polski.
Decyzją Sądu mężczyzna trafił do aresztu. Za przestępstwo, którego się dopuścił grozi mu kara pozbawienia wolności od lat 3 do 15.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
Problem przychodzących do pracy pod wpływem narkotyków jest statystycznie mniejszy, niż w przypadku amatorów pracy na podwójnym alkoholowym gazie. Nie można jednak nie brać pod uwagę tego, że istnieje, co pokazał tragiczny wypadek autobusu w Warszawie w 2020 roku. 
 
 
 
 
Zgodnie z obecnym prawem pracodawca nie może sprawdzić trzeźwości pracownika. Tak wynika przynajmniej z interpretacji przepisów Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Absurdalne przepisy teraz chce zmienić rząd. Pracodawcy chcieliby móc także sprawdzić, czy pracownik nie przyszedł "na haju".

Obecnie pracodawcy nie mają prawa do przeprowadzania wyrywkowej kontroli trzeźwości wśród swoich pracowników, ale jednocześnie ustawa o przeciwdziałaniu alkoholizmowi nakłada na pracodawcę obowiązek niedopuszczenia do pracy osoby, która może być pod wpływem alkoholu.
Jednak samo badanie może przeprowadzić uprawniona do tego służba, czyli np. policja. Jak podaje serwis prawo.pl już niedługo ma się to zmienić, a pracodawcy będą mogli wyrywkowo sprawdzać stan trzeźwości w zakładzie pracy.
Zmiany nie wymaga tylko Kodeks pracy, ale sama ustawa o przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Wyrywkowe badanie pracowników zostało zakwestionowane w 2019 roku poprzez interpretację prawa przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Stan trzeźwości pracownika traktowany jest jako ocena stanu zdrowia, a na zbieranie takich informacji pracownik musi wyrazić zgodę. Dlatego też badania tego typu powinny przeprowadzać organy uprawnione. Powstał paradoks, w którym jedna ustawa nakłada obowiązki na pracodawcę, a druga uniemożliwia ich egzekwowanie. Stąd próba zmiany przepisów.
 
A co dalej z narkotykami pracy?
Problem nie dotyczy tylko alkoholu. W tej chwili również nie do końca zgodne z prawem jest wyrywkowe badanie dotyczące innych środków psychoaktywnych, a nawet temperatury, bo to również dotyczy stanu zdrowia pracownika.
Problem przychodzących do pracy pod wpływem narkotyków jest statystycznie mniejszy, niż w przypadku amatorów pracy na podwójnym alkoholowym gazie. Nie można jednak nie brać pod uwagę tego, że istnieje, co pokazał tragiczny wypadek autobusu w Warszawie w 2020 roku.
Dlatego też pracodawcy chcieliby, żeby możliwość badania była szersza i nie ograniczała się tylko do alkoholu. Jednocześnie związki zawodowe i pracodawcy chcieliby określenia, tak jak w przypadku na przykład kierowców, kiedy rozróżniamy stan pod wpływem i stan o spożyciu wraz ze stężeniami granicznymi dla tych obu sytuacji.
 
 
Money.pl

NoMercy
Funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 12 kilogramów amfetaminy, ponad 3 kilogramy marihuany, blisko 85 gramów mefedronu, 1 litr substancji w postaci płynnej amfetaminy, dwie wagi elektroniczne, 9 telefonów komórkowych oraz 11 tysięcy złotych. Po przeprowadzonych czynnościach zatrzymane osoby zostały przewiezione do krakowskiej komendy.
 
 
 
Podczas wspólnych działań policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie oraz Komendy Wojewódzkiej, w jednym z mieszkań oraz garażu w rejonie Dębnik zabezpieczyli ponad 12 kilogramów amfetaminy oraz ponad 3 kilogramy marihuany. W trakcie policyjnych działań, policjanci zatrzymali 23-latka, który usłyszał zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków, czyniąc przygotowania do wprowadzenia ich do obrotu. Inny, zatrzymany był poszukiwany do doprowadzenia do aresztu śledczego i odbycia kary pozbawienia wolności.

31 marca br. policjanci z Wydziału d/w z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Krakowie wspólnie z kolegami zajmującymi się zwalczaniem przestępczości narkotykowej oraz przestępczością pseudokibiców Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie udali się na krakowskie Dębniki, gdzie według zebranych informacji w jednym z tamtejszych mieszkań miały przebywać osoby posiadające nielegalne substancje.
Kiedy policjanci dotarli pod wskazany adres, wyczuli charakterystyczny zapach palonej marihuany wydobywający się z mieszkania, do którego zamierzali wejść. Funkcjonariusze zadzwonili do drzwi mieszkania, jednak nikt nie otworzył. W środku natomiast słychać było odgłosy popłochu i szybkiego biegania. Policjanci kilkukrotnie wzywali do otwarcia drzwi a gdy to nie skutkowało dowodzący działaniami zdecydowali o ich wyważeniu.
Osoby znajdujące się w środku utrudniały policjantom wejście do środka, blokując drzwi oraz próbowały opuścić rolety antywłamaniowe na okno, jednak już po chwili policjanci weszli do środka. Podczas legitymowania osób znajdujących się wewnątrz okazało się, że jeden z mężczyzn jest poszukiwany celem doprowadzenia do aresztu śledczego. W trakcie przeszukania lokalu kryminalni znaleźli marihuanę oraz mefedron.

Policjanci ustalili, że jeden z zatrzymanych mężczyzn, wynajmował garaż w tym rejonie. Natychmiast udano się w to miejsce, gdzie również znaleziono zostały nielegalne substancje. W sumie, w mieszkaniu i garażu funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 12 kilogramów amfetaminy, ponad 3 kilogramy marihuany, blisko 85 gramów mefedronu, 1 litr substancji w postaci płynnej amfetaminy, dwie wagi elektroniczne, 9 telefonów komórkowych oraz 11 tysięcy złotych. Policjanci znaleźli też 10 kanistrów 5 -litrowych wypełnionych nieznaną cieczą, która została skierowana do badań. W garażu znajdował się też skuter wodny z usuniętymi cechami identyfikacyjnymi, który został zabezpieczony i odholowany na policyjny parking. Po przeprowadzonych czynnościach zatrzymane osoby zostały przewiezione do krakowskiej komendy.

40-latek, który był poszukiwany, został doprowadzony do aresztu śledczego, gdzie odbędzie karę 4 miesięcy pozbawienia wolności w związku z prowadzeniem pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Drugi zatrzymany, 23-letni mężczyzna przyznał się, że zabezpieczone narkotyki stanowią jego własność. Usłyszał  zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków i czynienia przygotowań do wprowadzenia ich do obrotu. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna najbliższe 3 miesiące spędzi w tymczasowym areszcie. Niewykluczone, że w najbliższym czasie usłyszy również zarzut dotyczący paserstwa w sprawie zabezpieczonego skutera.
 
 
Malopolska.Policja.gov.pl

NoMercy
Funkcjonariusze zlikwidowali dwie plantacje konopi, przejęli ponad 18 kg marihuany, kokainę oraz metamfetaminę. Podczas przeszukań ujawniono również tzw. próby tytoniu i papierosy bez polskich znaków akcyzy, zabezpieczono do badań telefony, tablety oraz wiele części do samochodów. Wówczas także zabezpieczono pieniądze w kwocie ponad 200 tys. zł i ponad 3 tys. euro.
 
 
 
17 osób zatrzymanych, zlikwidowany kanał przerzutowy narkotyków z Holandii do Polski i innych krajów UE, ujawnione 2 plantacje konopi, przejęte 4 jednostki broni, ponad 18 kg marihuany i inne narkotyki, to efekt działań CBŚP z Wrocławia i Poznania prowadzonych pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Członkowie gangu są podejrzani o przemyt, obrót i wytwarzanie narkotyków, w tym „piko”. W działaniach wsparcia udzielili funkcjonariusze dolnośląskiej KAS. Śledztwo jest rozwojowe.

Policjanci z Zarządu we Wrocławiu i w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu prowadzą czynności w śledztwie dotyczącym działalności zorganizowanej grupy przestępczej.
Z ustaleń śledztwa wynika, że jej członkowie zajmowali się przemytem narkotyków z Holandii do Polski i na teren innych krajów Unii Europejskiej oraz ich sprzedażą w kraju. Wszystko wskazuje na to, że członkowie gangu zajmowali się także wytwarzaniem narkotyków, tj.: prowadzeniem plantacji konopi i uzyskiwaniem marihuany oraz tworzeniem laboratoriów metamfetaminy nazywanej „piko”. Członkom grupy zarzuca się również popełnianie przestępstw akcyzowych polegających na wytwarzaniu i handlu wyrobami tytoniowymi bez odprowadzania podatku VAT.

W wyniku działań przeprowadzonych na terenie Wrocławia, Legnicy, Zgorzelca oraz pobliskich miejscowości zatrzymano 17 osób. W trakcie akcji funkcjonariusze zabezpieczyli 4 jednostki broni palnej, 87 szt. amunicji, zlikwidowali dwie plantacje konopi, przejęli ponad 18 kg marihuany, kokainę oraz metamfetaminę.
Podczas przeszukań ujawniono również tzw. próby tytoniu i papierosy bez polskich znaków akcyzy, zabezpieczono do badań telefony, tablety oraz wiele części do samochodów. Wówczas także zabezpieczono pieniądze w kwocie ponad 200 tys. zł i ponad 3 tys. euro, znalezione w miejscach zamieszkania podejrzanych.

W trakcie działań wsparcia udzielili funkcjonariusze Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego (KAS).
Prokurator Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu przedstawił zatrzymanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przemytu znacznych ilości narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu na terenie Polski. Jedna osoba usłyszała zarzuty związane z nakłanianiem innej osoby do składania fałszywych zeznań w charakterze świadka w zamian za korzyść majątkową. 3 osoby usłyszały zarzut nielegalnego posiadania broni palnej.
Decyzją sądu 10 podejrzanych zostało objętych środkiem zapobiegawczym w postaci tymczasowego aresztowania. Wobec pozostałych podejrzanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju i dozorów policji połączonych z zakazem kontaktu z określonymi osobami. Jedna z osób ma zakaz wykonywania zawodu.
 
 
Policja.pl

×
×
  • Create New...