Jump to content

Aktualności

Aktualności z całego świata!
NoMercy
W trakcie czynności w jego mieszkaniu na balkonie operacyjni ujawnili sprzęt służący do produkcji amfetaminy. Znaleźli też prawie 7 litrów roztworu przygotowanego do ostatnich procesów chemicznych, w których wytrącana jest amfetamina. Z takiej ilości mocno skoncentrowanego narkotyku można by uzyskać 20 kg amfetaminy gotowej do sprzedaży.
 
 
 
Operacyjni z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu oraz wydziału kryminalnego z Woli udaremnili wprowadzenie na rynek niemalże 15 kg narkotyków o czarnorynkowej wartości niemalże 700 tysięcy złotych. W tej sprawie zatrzymali 38-letniego mężczyznę podejrzanego o posiadanie znacznej ich ilości, ale również trudniącego się produkcją amfetaminy. Podejrzany po usłyszeniu zarzutów karnych został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

Wspólna realizacja wolskich operacyjnych z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu oraz wydziału kryminalnego doprowadziła do zatrzymania 38-letniego mężczyzny podejrzanego o posiadanie znacznej ilości narkotyków i produkcję amfetaminy. Policjanci w pobliżu jego miejsca zamieszkania podjęli czynności.
38-latek posiadał przy sobie torebkę plastikową z zamknięciem strunowym z zawartością białej, częściowo zbrylonej substancji. Okazało się, że jest to amfetamina. W trakcie dalszych czynności w jego mieszkaniu na balkonie operacyjni ujawnili sprzęt służący do produkcji amfetaminy. Znaleźli też prawie 7 litrów roztworu przygotowanego do ostatnich procesów chemicznych, w których wytrącana jest amfetamina.

Z takiej ilości mocno skoncentrowanego narkotyku można by uzyskać 20 kg amfetaminy gotowej do sprzedaży i zażywania. W mieszkaniu znajdowała się także zgrzana folia z zawartością suszu roślinnego. Policjanci zabezpieczyli środki pieniężne oraz mienie ruchome o łącznej wartości ok. 30 tysięcy złotych.

38-latek został zatrzymany, na miejsce przyjechała grupa dochodzeniowo-śledcza, która przeprowadziła oględziny. Śledczy zgromadzili materiał dowodowy. Zatrzymany mężczyzna miał już wcześniej konflikt z prawem bowiem był notowany i karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu oraz narkotykowe.
Zabezpieczone substancje zostały przekazane do dalszych badań do laboratorium kryminalistycznego. Okazało się, że zabezpieczone narkotyki to niemalże 2 kg marihuany i prawie 13 kg amfetaminy.

Podejrzany został doprowadzony do rejonowej prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty karne dotyczące posiadania znacznej ilości marihuany oraz produkcji znacznej ilości amfetaminy o łącznej wadze niemalże 13 kg.
Prokurator poparł wniosek policjantów o zastosowanie środka izolacyjnego wobec mężczyzny i decyzją sądu został on tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Może mu grozić kara do dziesięciu lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.waw.pl

NoMercy
Kryminalni zabezpieczyli ponad 25 kilogramów gotowego produktu w postaci mefedronu, kilkaset litrów cieczy przygotowanej do jej krystalizacji oraz innych środków chemicznych. Policjanci zarekwirowali również sprzęt wykorzystywany do produkcji narkotyków: kanistry, beczki, menzurki, mieszadła, maski przeciwgazowe, rękawiczki i wentylatory.
 
 
 
Na terenie ukrytego laboratorium oficjalnie prowadzona była hodowla psów. Kryminalni z lubelskiej komendy wojewódzkiej na miejscu ujawnili ponad 25 kilogramów gotowego mefedronu, 400 litrów cieczy przygotowanej do krystalizacji oraz kilkaset litrów innych substancji chemicznych, które służyły do produkcji narkotyków. Poprzednie zlikwidowane przez kryminalnych laboratorium znajdowało się w Ostródzie w budynku, w którym wytwarzano płyty nagrobne.

Działania prowadzone przez kryminalnych z lubelskiej komendy wojewódzkiej Policji doprowadziły do zlikwidowania ukrytego na terenie Podkarpacia laboratorium mefedronu. To kolejne zlikwidowane w tym miesiącu laboratorium narkotyków.
Na jednej z posesji w powiecie przeworskim oficjalnie odbywała się hodowla psów. To nie była jednak jedyna działalność właścicieli. W pomieszczeniach gospodarskich odbywał się ostatni etap produkcji znacznych substancji psychotropowych.
Kryminalni zabezpieczyli ponad 25 kilogramów gotowego produktu w postaci mefedronu, kilkaset litrów cieczy przygotowanej do jej krystalizacji oraz innych środków chemicznych. Policjanci zarekwirowali również sprzęt wykorzystywany do produkcji narkotyków: kanistry, beczki, menzurki, mieszadła, maski przeciwgazowe, rękawiczki i wentylatory.
Do tej sprawy zatrzymana została 43-letnia mieszkanka powiatu przeworskiego oraz jej 33-letni wspólnik. Dodatkowo podczas przeszukania miejsca zameldowania mężczyzny, ujawniono laboratorium, będące w trakcie przestoju.

Całe wyposażenie laboratorium zostało zabezpieczone. Zatrzymani zostali przewiezieni do Lublina i doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Tam usłyszeli zarzuty dotyczące wytwarzania znacznej ilości substancji psychotropowej w celu wprowadzenia jej do obrotu i osiągnięcia korzyści majątkowej. Policjanci zabezpieczyli od zatrzymanych kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce na poczet przyszłych kar.
Zatrzymana kobieta prowadzona przez policjantów do radiowozu.
Za to przestępstwo grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu podejrzani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
Czynności w śledztwie wykonywane są od wielu miesięcy. Pierwsze działania przeprowadzono na terenie powiatu oleckiego, kiedy to zabezpieczono prawie 2 kg amfetaminy. Kolejne akcje doprowadziły do przejęcia ponad 10 kg amfetaminy, wówczas zabezpieczono także marihuanę oraz kokainę.
 
 
 
 
Funkcjonariusze SG i CBŚP przejęli 12 kg amfetaminy oraz marihuanę i kokainę, zatrzymali także podejrzanych o wprowadzanie do obrotu czy posiadanie narkotyków. Łącznie w śledztwie, obecnie nadzorowanym przez Pomorski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej, występuje 7 podejrzanych. W trakcie działań czynności w sprawie wykonywali również policjanci z KPP w Świdnicy.

Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Gołdapi wspólnie z policjantami z Zarządu w Opolu Centralnego Biura Śledczego Policji prowadzą nadzorowane przez Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że członkowie grupy zajmowali się produkcją oraz rozprowadzaniem na terenie kraju narkotyków. Według śledczych gang mógł wprowadzić do obrotu ponad 160 kg różnego rodzaju środków odurzających i substancji psychotropowych.
Czynności w śledztwie wykonywane są od wielu miesięcy. Pierwsze działania przeprowadzono na terenie powiatu oleckiego, kiedy to zabezpieczono prawie 2 kg amfetaminy. Kolejne akcje doprowadziły do przejęcia ponad 10 kg amfetaminy, wówczas zabezpieczono także marihuanę oraz kokainę.
Podczas działań zatrzymano 7 podejrzanych. Dwóm z nich w Prokuraturze Rejonowej w Olecku przedstawiono zarzuty wprowadzenia do obrotu narkotyków z czego uczynili sobie stałe źródło dochodu.
Kolejnym pięciu zatrzymanym, mieszkańcom województwa dolnośląskiego i opolskiego, przedstawiono w Pomorskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej w Gdańsku zarzuty posiadania narkotyków i wprowadzania ich do obrotu. Ponadto jeden z nich usłyszał również zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a dwóch innych zarzuty udziału w tej grupie. Na wniosek prokuratora pięć osób zostało tymczasowo aresztowanych.
Śledztwo ma charakter rozwojowy i nie wykluczone są dalsze zatrzymania osób podejrzanych.
 
 
CBSP.policja.pl

NoMercy
Czynności w śledztwie wykonywane są od wielu miesięcy. Pierwsze działania przeprowadzono na terenie powiatu oleckiego, kiedy to zabezpieczono prawie 2 kg amfetaminy. Kolejne akcje doprowadziły do przejęcia ponad 10 kg amfetaminy, wówczas zabezpieczono także marihuanę oraz kokainę. Śledztwo ma charakter rozwojowy i nie wykluczone są dalsze zatrzymania osób podejrzanych.
 
 
 
Funkcjonariusze SG i CBŚP przejęli 12 kg amfetaminy oraz marihuanę i kokainę, zatrzymali także podejrzanych o wprowadzanie do obrotu czy posiadanie narkotyków. Łącznie w śledztwie, obecnie nadzorowanym przez Pomorski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej, występuje 7 podejrzanych. W trakcie działań czynności w sprawie wykonywali również policjanci z KPP w Świdnicy.

Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Gołdapi wspólnie z policjantami z Zarządu w Opolu Centralnego Biura Śledczego Policji prowadzą nadzorowane przez Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że członkowie grupy zajmowali się produkcją oraz rozprowadzaniem na terenie kraju narkotyków. Według śledczych gang mógł wprowadzić do obrotu ponad 160 kg różnego rodzaju środków odurzających i substancji psychotropowych.
Czynności w śledztwie wykonywane są od wielu miesięcy. Pierwsze działania przeprowadzono na terenie powiatu oleckiego, kiedy to zabezpieczono prawie 2 kg amfetaminy. Kolejne akcje doprowadziły do przejęcia ponad 10 kg amfetaminy, wówczas zabezpieczono także marihuanę oraz kokainę.
Podczas działań zatrzymano 7 podejrzanych. Dwóm z nich w Prokuraturze Rejonowej w Olecku przedstawiono zarzuty wprowadzenia do obrotu narkotyków z czego uczynili sobie stałe źródło dochodu. Kolejnym pięciu zatrzymanym, mieszkańcom województwa dolnośląskiego i opolskiego, przedstawiono w Pomorskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej w Gdańsku zarzuty posiadania narkotyków i wprowadzania ich do obrotu.
Ponadto jeden z nich usłyszał również zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a dwóch innych zarzuty udziału w tej grupie. Na wniosek prokuratora pięć osób zostało tymczasowo aresztowanych.
Śledztwo ma charakter rozwojowy i nie wykluczone są dalsze zatrzymania osób podejrzanych.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
W grudniu 2020 r. komisja ds. narkotyków ONZ zagłosowała za zmianą klasyfikacji marihuany i wykreśleniem jej z IV wykazu listy środków objętych szczególną kontrolą, w której figurowała m.in obok heroiny. Pozwoli to na szersze wykorzystywanie konopi w badaniach naukowych oraz medycynie. Pierwotna decyzja o prohibicji konopi nie miała podstaw naukowych i była zakorzeniona w kolonialnych uprzedzeniach i rasizmie.
 
 
 
Stowarzyszenie Wolne Konopie rozpoczyna zbiórkę 100 tys. podpisów pod inicjatywą obywatelską wnoszącą o legalizacje posiadania marihuany w celach rekreacyjnych. Projekt przewiduje zniesienie kar za posiadanie do 30 gramów oraz uprawę do czterech roślin na własny użytek w miejscu zamieszkania (ok. 200 gramów).

Legalizacja marihuany jest jednym z najważniejszych postulatów stowarzyszenia Wolne Konopie. Aktywiści i aktywistki domagają się powrotu do sytuacji prawnej sprzed 2001 roku, gdy posiadanie tej substancji na własny użytek nie podlegało karze. Ustawa miałaby precyzyjnie określić, co konkretnie oznacza „nieznaczna ilość marihuany”. Takie rozwiązanie ma zapewnić bezpieczeństwo prawne Polakom.
 
30 gramów - dlaczego akurat tyle?
Propozycja Wolnych Konopi jest wzorowana jest na prawie w niektórych stanach Meksyku czy USA, gdzie mieszkańcy mogą bez konsekwencji posiadać do 1 uncji (tj. około 30 g) marihuany.
- Taka ilość wystarcza na około miesiąc spożycia dla systematycznego użytkownika oraz bieżącej uprawy we własnym zakresie. Taki zapas suszu można byłoby na przykład legalnie zabrać ze sobą na urlop w Bieszczadach. Z kolei możliwość posiadania 200 g w miejscu zamieszkania pozwoli uprawiać 4 krzaki i zrobić 3 miesiące przerwy między zbiorami – wyjaśnia Andrzej Dołecki, były poseł na Sejm RP, prezes Stowarzyszenia Wolne Konopie.
Do tej pory posiadanie marihuany w Polsce jest legalne wyłącznie na potrzeby medyczne. W praktyce otrzymanie recepty na konopie jest karkołomnym zadaniem, dlatego też wiele chorych osób decyduje się na pozyskiwanie suszu nielegalnymi drogami, narażając się tym samym na karę.
 
"Prohibicja nie działa, a szkodzi" - twierdzą Wolne Konopie
W warunkach prohibicji konsumenci są narażeni na zakup marihuany na czarnym rynku, często zanieczyszczonej pestycydami czy syntetycznymi dodatkami, a także na wchodzenie w interakcje z przestępcami.
Pomimo widma kary do 3 lat więzienia, marihuanę zażywa 2-3 miliony dorosłych Polaków. Co więcej, bezpośrednim skutkiem prohibicji stał się wzrost popularności dopalaczy. Z kolei w krajach, w których posiadanie marihuany jest legalne, problem ten praktycznie nie istnieje – zauważa Maciej Kowalski, pomysłodawca inicjatywy, prezes Kombinatu Konopnego.
 
ONZ zmieniło kwalifikację marihuany
W grudniu 2020 r. komisja ds. narkotyków ONZ zagłosowała za zmianą klasyfikacji marihuany i wykreśleniem jej z IV wykazu listy środków objętych szczególną kontrolą, w której figurowała m.in obok heroiny. Pozwoli to na szersze wykorzystywanie konopi w badaniach naukowych oraz medycynie.
"W tym historycznym głosowaniu ONZ wreszcie uznało medyczną wartość marihuany. To dobra wiadomość dla milionów osób, które korzystają z marihuany z powodów terapeutycznych. To odzwierciedla rzeczywistość, w której rozwija się rynek produktów medycznych na bazie marihuany" - podała w oficjalnym komunikacie strona organizacji International Drug Policy Consortium.
"Cieszymy się z dawno oczekiwanego rozpoznania, że konopie indyjskie są lekarstwem, chociaż sama reforma jest daleka od wystarczającej. Pierwotna decyzja o prohibicji konopi nie miała podstaw naukowych i była zakorzeniona w kolonialnych uprzedzeniach i rasizmie. Lekceważyła prawa i tradycje społeczności, które od wieków uprawiały i używają konopi do celów leczniczych, terapeutycznych, religijnych i kulturowych oraz doprowadziła do kryminalizacji i kar więzienia dla milionów ludzi na całym świecie" - powiedziała Ann Fordham, dyrektorka wykonawcza IDPC.
 
 
NOIZZ.pl

NoMercy
Damian S. przyznał się do winy i opowiedział śledczym o dwóch wcześniejszych przemytach, które organizował (każdy z nich dotyczył pół kilograma amfetaminy). Śledczy przeanalizowali połączenia telefoniczne podejrzanego i tak trafili do 26-letniego dziś Mateusza P. To jego samochodem Damian S. przyjechał odebrać narkotyki. Mateusz P. nie przyznał się do winy.
 
 
 
Prokuratura zarzuca dwóm młodym mężczyznom dokonanie przemytów, w trakcie których sprowadzili do polski w sumie dwa kilogramy amfetaminy. Część towaru funkcjonariusze przechwycili w miejscu obsługi podróżnych pod Brzegiem. Namierzenie dilera nie było trudne.

25-letni Damian S. i jego o rok starszy kolega - zdaniem śledczych - przemycali narkotyki trzykrotnie: w czerwcu, lipcu i sierpniu 2020 roku. Czarnorynkowa wartość 2 kilogramów amfetaminy, którą mieli sprowadzić, wynosiła około 40 tysięcy złotych.
Mężczyźni wpadli podczas trzeciego przejazdu, w sierpniu 2020 roku.
– Na terenie autostradowego Miejsca Obsługi Podróżnych w Wierzbniku (pow. brzeski) został zatrzymany rejsowy bus wiozący pasażerów z Holandii do Polski. Podczas przeszukania ujawniono ponad kilogram amfetaminy – informuje prokurator Stanisław Bar z Prokuratury Okręgowej w Opolu. – Narkotyk znajdował się w paczce nadanej na zasadzie kurierskiej z Holandii. Paczka miała trafić do adresata w Chorzowie.
Funkcjonariusze pojechali w miejsce, gdzie mężczyzna miał odebrać przesyłkę. Okazało się, że znajduje się tam… szkoła podstawowa. Szybki wyszło też na jaw, że paczka była nadana na fikcyjne nazwisko. – Tam doszło do zatrzymania Damiana S., 25-letniego mieszkańca Chorzowa, którego powiązano z tą przesyłką – uzupełnia prokurator Bar.
Damian S. przyznał się do winy i opowiedział śledczym o dwóch wcześniejszych przemytach, które organizował (każdy z nich dotyczył pół kilograma amfetaminy). Śledczy przeanalizowali połączenia telefoniczne podejrzanego i tak trafili do 26-letniego dziś Mateusza P. To jego samochodem Damian S. przyjechał odebrać narkotyki. Mateusz P. nie przyznał się do winy.
Prokuratura uznała, że mężczyźni zorganizowali przemyt znacznej ilości substancji psychoaktywnej, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, co jest kwalifikowane jako zbrodnia. Grozi za to od 3 do 15 lat więzienia. Sprawę rozpatrzy Sąd Okręgowy w Opolu.
 
 
NTO.pl

NoMercy
Co zawiera ta ustawowa propozycja? Jeżeli chodzi o marihuanę rekreacyjną, chodzi przede wszystkim o częściowe zniesienie odpowiedzialności karnej za posiadanie niewielkich ilości na własny użytek. Członkowie Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany proponują, żeby całkowite legalne było posiadanie na własny użytek osoby dorosłej do 5 gramów marihuany. Od 5 do 10 gramów traktowane byłoby jako wykroczenie i tym samym jedyną sankcją mógłby być mandat. Z kolei posiadający przy sobie więcej niż 10 gramów musieliby się liczyć z konsekwencjami karnymi.
 
 
Poseł Beata Maciejewską, szefowa Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany, w rozmowie z Bizblog.pl zapowiada złożenie w najbliższy wtorek (20.04) projektu ustawy częściowo znoszącej karę więzienia za posiadanie marihuany i ułatwiającej uprawę konopi siewnych w Polsce.

W tym roku to będzie wyjątkowy Dzień Marihuany w Polsce. Bo właśnie 20 kwietnia, zgodnie też z wcześniejszymi zapowiedziami, Parlamentarny Zespołu ds. Legalizacji Marihuany złoży w Sejmie projekt Pakietu Ustaw Konopnych. Są w nim regulacje dotyczące dekryminalizacji marihuany, a także te związane z możliwością uprawy marihuany na cele medyczne oraz konopi siewnych – na potrzeby przemysłu. 
 
Dotrzymujemy wcześniej danego słowa. Teraz o tych przepisach zdecyduje Sejm
– mówi Beata Maciejewska.
 
Marihuana w Polsce: do 5 g w kieszeni
Co zawiera ta ustawowa propozycja? Jeżeli chodzi o marihuanę rekreacyjną, chodzi przede wszystkim o częściowe zniesienie odpowiedzialności karnej za posiadanie niewielkich ilości na własny użytek.
Członkowie Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany proponują, żeby całkowite legalne było posiadanie na własny użytek osoby dorosłej do 5 gramów marihuany. Od 5 do 10 gramów traktowane byłoby jako wykroczenie i tym samym jedyną sankcją mógłby być mandat. Z kolei posiadający przy sobie więcej niż 10 gramów musieliby się liczyć z konsekwencjami karnymi.
Proponowane przepisy zakładają także hodowlę marihuany w warunkach domowych. Na początku miały to być cztery krzaki na jedną dorosłą osobę, ale skończyło się na jedno gospodarstwo domowe. „Łatwiej bowiem kontrolować mieszkanie niż zajmujące je osoby” – tłumaczy Maciejewska.
 
Limit stężenia THC dla kierowców
Ale Pakiet Ustaw Konopnych to nie tylko marihuana rekreacyjna. Proponowane są również zmiany ułatwiające uprawę medycznej marihuany w Polsce, którą można byłoby organizować po uzyskaniu stosownej licencji. W niektórych przypadkach medyczna marihuana miałaby być też refundowana.
„W przypadku chorób, w których zastosowanie medycznej marihuany jest jedną z opcji terapeutycznych, m.in. padaczka lekooporna, nudności lub wymioty będące następstwem chemioterapii, przewlekłe bóle związane z chorobą nowotworową, AIDS, stwardnienie rozsiane” – czytamy w projekcie, który już we wtorek trafi do Sejmu.
Projekt regulacji przewiduje też ustalenie dopuszczalnych, bezpiecznych limitów stężenia THC dla kierowców, które nie wpłyną na motoryczne zdolności prowadzenia samochodu. Parlamentarny Zespół ds. Legalizacji Marihuany chce, żeby przy stężeniu max. do 2 ng/ml nie było żadnej odpowiedzialności. W przypadku stężenia od 2 do 5 ng/ml mielibyśmy z przypadkiem ze stanem po spożyciu, które traktowane byłoby tak samo jazda samochodem po spożyciu alkoholu.
Sankcjami też byłby areszt, grzywna do 5 tys. zł, a także czasowe zatrzymania prawa jazdy od 6 miesięcy do 3 lat. Z kolei stężenie powyżej 5 ng/ml byłoby jazdą nietrzeźwości, za którą grożą konsekwencje karne.
 
Uprawa konopi siewnych ma być też łatwiejsza
Nowe regulacje zakładają też ułatwienia w przypadku uprawy konopi siewnych. Obowiązująca bowiem od 2005 r. ustawa o zwalczaniu narkomani skutecznie to utrudnia. Chodzi przede wszystkim o dopuszczalny limit THC. Na razie obowiązuje on na poziomie 0,2 proc. Wystarczy jego nieznaczne przekroczenia, a już rolnik traktowany jest jak przestępca.
Tym samym w Polsce nie ma sensu hodować niektórych odmian medycznej marihuany, z wysokim stężeniem kannabinoidu CBD, co mocno ogranicza konkurencyjność polskich rolników. Pakiet Ustaw Konopnych ma to zmienić. Proponowane jest podniesienie limitu dla stężenia THC do 0,3 proc. Nie powinien dalej obowiązywać też obowiązek rejonizacji przy okazji wydawania zezwoleń na tego typu uprawy. Rolnik musiałby tylko zgłosić chęć zasiania konopi bez konieczności wnioskowania o specjalne zezwolenie.
Polska marihuana – uderzenie z dwóch stron
O podwyższenie limitu stężenia THC dla konopi siewnych od lat walczy też reprezentujący w Sejmie barwy Kukiz’15 poseł Jarosław Sachajko. Teraz ponownie podjął się mediacji w tej sprawie w rządzie. Mimo że podczas styczniowych prac podkomisji stałej ds. biogospodarki i innowacyjności w rolnictwie reprezentant gabinetu Mateusza Morawieckiego można było usłyszeć, że na zmiany w tym zakresie nie ma co liczyć, bo tak podpowiada „dobro publiczne”. Ale teraz podobno klimat w rządzie pod tym względem mocno się zmienił i jest sens prowadzić na ten temat rozmowy.
Z kolei Stowarzyszenie Wolnych Konopi za chwilę oficjalnie zarejestruje komitet, który będzie zbierał 100 tys. podpisów pod obywatelskim projektem zniesienia kar za uprawę i posiadanie marihuany. Tylko w Polsce zarejestrowanych mają już w tym celu ponad 550 punktów. Zgodnie z prawem wymaganą liczbę podpisów będą musieli zebrać w trzy miesiące – żeby proponowane regulacje znalazły się w Sejmie. Chcą, żeby w Polsce dozwolone było posiadanie na własny użytek do 30 g marihuany i hodowla do 4 krzaków w domu.
„Jako czyny o znikomej szkodliwości społecznej, przewidywane w obecnym stanie prawnym kary pozbawienia wolności są niecelowe, nieskuteczne i niepotrzebnie obciążają wymiar sprawiedliwości oraz organy ścigania” – czytamy w uzasadnieniu proponowanych przepisów.
Europa coraz bardziej zielona
Coraz więcej krajów europejskich dochodzi do podobnych wniosków. A dodatkowym bodźcem do zmian regulacji prawnych jest fakt, że na marihuanie można po prostu zarobić. I to krocie. Bardzo blisko do legalizacji marihuany rekreacyjnej jest w Luksemburgu. Na legalny zakup mają sobie pozwolić wyłącznie tamtejsi mieszkańcy. Nawet statut rezydenta nie pomoże. Ścieżkę legislacyjną wypracowuje luksemburskie resorty zdrowia i sprawiedliwości. 
Sporo w tej sprawie dzieje się też w Niemczech. Jednym z pomysłów wyborczych Olafa Scholza, kandydata Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) na stanowisko kanclerza (wybory zaplanowano na wrzesień 2021 r.) jest liberalizacja przepisów antynarkotykowych i przynajmniej częściowa dekryminalizacja marihuany. „Zakazy i kryminalizacja nie zmniejszyły konsumpcji, stoją na drodze skutecznej profilaktyki uzależnień i ochrony młodzieży oraz pochłaniają ogromne środki na sądownictwo i policję” – czytamy w programie wyborczym SPD. 
Minister edukacji Norwegii Guri Melby też przekonuje, że dziesiątki lat represji nikogo nie nauczyły, że kary nie działają. „Wręcz przeciwnie, kary mogą pogorszyć sytuację” – twierdzi Melby. Nawet członkowie Partii Konserwatywnej Norwegii zauważają, że „młodych ludzi można zmotywować do zmiany zachowania bez groźby użycia siły lub kary kryminalnej”. Stąd spodziewane jest, że przedstawiony przez Partę Liberalną projekt ustawy, która zakłada, że posiadanie niewielkich ilości marihuany traktowane byłoby jako wykroczenie, a nie przestępstwo – będzie poparty, ponad partyjnymi podziałami.
 
 
SpidersWeb.pl
 

NoMercy
72-latek z Wołomina postanowił dorobić o emerytury. Zainwestował 24 tys zł, by kupić kilogram marihuany, na kilogramie miał zarobić 1500 złotych. Dostawcy towaru nie musiał daleko szukać, jak się szybko okazał był nim mąż wnuczki. Zgodził się sprzedać mu paczkę marychy. Mężczyźni umówili się w garażu na przekazanie towaru. Jednak zaraz po transakcji zainterweniowała policja.
 
 
 
Emeryt z Wołomina postanowił dorobić do emerytury. Zdecydował się na nielegalny proceder – handel marihuaną. Wysupłał oszczędności, zainwestował. Nie musiał daleko szukać dostawcy towaru. Jak się okazało, miał go... w rodzinie na warszawskiej Białołęce. Jak wyszedł na tym interesie przedsiębiorczy senior? Przeczytajcie dalej.

Ta warszawska historia mogłaby posłużyć jako scenariusz do filmu, gdyby… tak szybko się nie zakończyła. Z amerykańskim serialem skojarzyła się też stołecznym policjantom. "Na podstawie prawdziwych historii powstają takie produkcje filmowe, jak słynny amerykański serial z 2008 roku, w których chory na raka nauczyciel chemii wspólnie ze swoim byłem uczniem produkuje amfetaminę, żeby zabezpieczyć rodzinę finansowo" - tak komunikat prasowy o działaniach emeryta z Wołomina rozpoczyna Robert Koniuszy z policji na Mokotowie. Filmowemu bohaterowi udaje się rozkręcić narkotykowy biznes, warszawska historia ma jednak zupełnie inny finał.
72-latek z Wołomina postanowił dorobić o emerytury. Zainwestował 24 tys zł, by kupić kilogram marihuany. Dostawcy nie musiał daleko szukać. Miał go w rodzinie. Dilerem okazał się mąż wnuczki. Zgodził się sprzedać mu paczkę marychy. Mężczyźni umówili się w garażu na przekazanie towaru. Jednak zaraz po transakcji zainterweniowała policja...
- Policjanci dostali wcześniej informacje o planowanej transakcji. Pojechali pod budynek, w którym mieszkał dostawca. Kwadrans przed godz. 19 na strzeżone osiedle wjechał samochód marki Toyota Avensis, za kierownicą którego siedział starszy mężczyzna. Widać było, że odebrał telefon, po czym wjechał do garażu podziemnego. Po kilku minutach wyjechał z niego i miał zamiar opuścić osiedle – informuje Robert Koniuszy.
Gdy mundurowi zapytali siedzącego za kierownicą 72-latka, czy posiada środki odurzające, ten nawet nie zaprzeczał. Potwierdził, że w bagażniku ma kilogram marihuany, owinięty czarną folią. A pytany dlaczego kupił narkotyki, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Bo chciałem dorobić do emerytury”. Przyznał, że zainwestował ok. 24 tys zł. Na kilogramie narkotyku zarabiać miał… ok 1,5 tys zł.
Dziadek i mąż wnuczki zostali zatrzymani. - Starszy z mężczyzn odpowie za posianie znacznej ilości środków odurzających, za co grozi kara do 10 lat więzienia. 31-latkowi grozi taka sama kara za udzielanie substancji psychoaktywnych innej osobie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – informuje Robert Koniuszy.
W mieszkaniu 31-latka kryminalni znaleźli jeszcze kilka haszysz, półsyntetyczną substancję psychoaktywną oraz ciastko z wyciągiem z marihuany.
 
SE.pl

NoMercy
Zatrzymani mężczyźni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających w postaci marihuany, amfetaminy, kokainy, heroiny oraz środków psychotropowych w postaci tabletek ekstazy. Narkotyki trafiały do Polski z Holandii i były rozprowadzane, m.in. w Warszawie, Kobyłce, Markach, Ząbkach, Wołominie, Sierpcu, Płocku, Łomży, Gostyninie, Mławie, Płońsku oraz innych miejscowościach.
 
 
 
Szeroko zakrojone działania stołecznego Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw prowadzone pod nadzorem Prokuratury Krajowej w Warszawie doprowadziły do zatrzymania 16 osób, które na przestrzeni ostatnich lat działały w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Prokuratura zarzuca im przede wszystkim dokonywanie przestępstw dotyczących ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, m.in. wewnątrzwspólnotowego przewozu, wywozu, nabywania i dostawy znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz obrotu narkotykami w znacznych ilościach na terenie całego kraju.

Policyjna akcja skierowana przeciwko osobom, które na przestrzeni kilku ostatnich lat, działając w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, zajmowały się popełnianiem przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, została przeprowadzona na początku tygodnia w kilku miejscowościach na terenie województw mazowieckiego, podlaskiego i kujawsko-pomorskiego.
Sprawnie zorganizowane działania z udziałem funkcjonariuszy Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji przy wsparciu policjantów CPKP BOA, Samodzielnych Pododdziałów Kontrterrorystycznych Policji z Warszawy, Radomia, Olsztyna i Bydgoszczy doprowadziły do zatrzymania 16 osób, które na swoim koncie mają, m.in. przywóz, wywóz, nabywanie i dostawy znacznych ilości narkotyków oraz substancji psychotropowych, a także dokonywanie obrotu znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych.
W poniedziałek rano funkcjonariusze weszli do kilkunastu mieszkań na terenie wspomnianych wcześniej województw i zatrzymali 14 mężczyzn w wieku od 28 do 69 lat. Dwie osoby w wieku 31 i 45 lat zostały dowiezione na przesłuchania z aresztów śledczych w Iławie i Warszawie, w których odbywają kary za wcześniej popełnione przestępstwa.
Jak ustalili policjanci, zatrzymani mężczyźni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających w postaci marihuany, amfetaminy, kokainy, heroiny oraz środków psychotropowych w postaci tabletek ekstazy. Narkotyki trafiały do Polski z Holandii i były rozprowadzane, m.in. w Warszawie, Kobyłce, Markach, Ząbkach, Wołominie, Sierpcu, Płocku, Łomży, Gostyninie, Mławie, Płońsku oraz innych miejscowościach.
Zatrzymani nabywali środki odurzające, aby w dalszej kolejności odsprzedać je innym osobom. Ze sprzedaży narkotyków uczynili sobie stałe źródło dochodu.
Prokurator Prokuratury Krajowej w Warszawie przedstawił zatrzymanym zarzuty dokonywania przestępstw dotyczących ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, m.in. wewnątrzwspólnotowego przewozu, wywozu, nabywania i dostawy znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz obrotu narkotykami w znacznych ilościach na terenie całego kraju. Jeden z zatrzymanych mężczyzn odpowie również za handel bronią bez wymaganego zezwolenia. 39-latek miał sprzedać pistolet wraz z amunicją ustalonej osobie.
Sąd zastosował wobec 6 zatrzymanych tymczasowy areszt na 3 miesiące. Dziewięciu mężczyzn zostało objętych policyjnym dozorem. Będą musieli wnieść również poręczenia majątkowe.
 
 
Policja.waw.pl

NoMercy
Tomasz był wyjątkowo pobudzony. Miał krzyczeć do policjantów: zabijcie, zastrzelcie mnie, ale pozwólcie mi przytulić ją ostatni raz. W mieszkaniu była także jego narzeczona, z którą w tym roku miał się pobrać. Wkładał sobie ręce do gardła, krzyczał, że wypił kwas, skakał po łóżku, zniszczył karnisz, a w końcu miał chwycić za barki policjanta Szymona. 
 
 
 
Niektórzy, w internecie, wydali już wyrok. Skoro 30-letni Tomasz Osiński był pod wpływem dopalaczy, skoro się awanturował i zmarł podczas policyjnej interwencji, to ma za swoje. Oliwy do ognia dolała krotoszyńska policja szybko ogłaszając, że Tomasz zmarł po podaniu leku przez ratowników. Ale czy policja mówi prawdę? - Policja nie chce przyznać się do błędu. Boi się odpowiedzialności, zniczy pod komendą i wielkich protestów. Prawda jest taka, że czekając na karetkę, wskutek własnej nieudolności, policjanci zadusili tego chłopaka w jego własnym pokoju. Kilkadziesiąt minut, we czterech, klęczeli na nim, a jego głowę wcisnęli w materac jego łóżka. Gdy ratownicy dotarli na miejsce, ten człowiek już nie żył. Dali zastrzyk nieboszczykowi – mówi nasz informator z Krotoszyna.

Zdarzenia, które poniżej opisujemy, rekonstruujemy na podstawie rozmów z różnymi osobami znającymi szczegóły sprawy. Zaznaczają, że chodzi im o elementarną sprawiedliwość. O przyzwoitość. O wykazanie, że policjanci zwyczajnie przegięli.
Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że zmarły Tomasz nie był aniołkiem, po dopalaczach był pobudzony. Tego dnia nie poznawał nawet własnej dziewczyny, a policjanci mogli poczuć się zagrożeni.
- Ale czy to wszystko tłumaczy? Policja powinna wziąć to na klatę i przyznać: nasi ludzie popełnili błędy, które doprowadziły do zgonu człowieka. Jednak policja idzie w zaparte – mówi nasz informator z Krotoszyna.
 
Policja z Krotoszyna: 30-latek żył aż do momentu przyjazdu ratowników. Po podaniu zastrzyku stracił przytomność i zmarł
3 marca, po telefonie matki, policjanci pojechali na kolejną już interwencję do domu rodziny Osińskich, do mieszkającego na piętrze Tomasza. 30-latek znowu wziął dopalacz, od których był uzależniony. Zresztą niedawno usłyszał wyrok za narkotyki. W styczniu sąd w Krotoszynie skazał go za posiadanie 4 717 średnich dziennych dawek różnego rodzaju dopalaczy. Zarzucono mu także handel nimi, na czym miał zarobić 120 tysięcy złotych. Skazano go na karę 1 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. W okresie próby miał powstrzymać się od brania narkotyków i pójść na leczenie.
Jednak wkrótce po styczniowym wyroku Tomasz znowu zapalił dopalacza.
Wersja policji jest taka: 3 marca Tomasz był agresywny, pobudzony, niszczył przedmioty, w swoim pokoju zaatakował jednego z funkcjonariuszy. Dlatego trzeba było go zakuć w kajdanki, zastosować środki przymusu, unieruchomić i aż kilkadziesiąt minut czekać na przyjazd karetki. Medycy mieli podać leki uspokajające. Potem miał być szpital, ale plan się posypał. Tomasz zmarł w swoim pokoju.
Rzecznik krotoszyńskiej policji Piotr Szczepaniak szybko ogłosił w mediach, że z 30-latkiem cały czas był kontakt słowny i był pobudzony aż do przyjazdu ratowników, którzy dali mu zastrzyk. Miejscowa gazeta cytowała kluczowe zdanie z komunikatu rzecznika, że „ratownicy medyczni podali mężczyźnie środek uspokajający. Po chwili stwierdzili, że mężczyzna traci przytomność”. Wielu uwierzyło w taki przebieg wypadków, a w internecie zaczęto wręcz oskarżać ratowników o uśmiercenie 30-latka. Oraz winić Tomasza, bo przecież wziął dopalacz, igrał ze zdrowiem i życiem, stawiał się policji.
Już poza komunikatem, policjanci, także ci biorący udział w interwencji, opowiadali, że Tomasz był wyjątkowo pobudzony. Miał krzyczeć do policjantów: zabijcie, zastrzelcie mnie, ale pozwólcie mi przytulić ją ostatni raz. W mieszkaniu była także jego narzeczona, z którą w tym roku miał się pobrać. Wkładał sobie ręce do gardła, krzyczał, że wypił kwas, skakał po łóżku, zniszczył karnisz, a w końcu miał chwycić za barki policjanta Szymona. Dlatego użyto środków przymusu bezpośredniego, założono kajdanki, unieruchomiono. Trzymali go, żeby ich nie kopał, nie łapał za krocze, co podobno czynił.
 
 
Rodzice uważają, że policjanci udusili ich syna. Obawiają się, że sprawa zostanie zatuszowana
- Czy tak wygląda ćpun? - rodzice Tomasza pokazują zdjęcie uśmiechniętego syna, zrobione krótko przed śmiercią, tuż po jego wizycie u fryzjera.
Zanim jednak wejdę do ich domu, w którym rozegrała się tragedia, muszę poczekać aż zamkną sforę ujadających na podwórku psów.
- "Wszystkie są syna. Żeby pan wiedział, jaki to był chłopiec. Brał psy ze schroniska, ratował konie, które miały trafić do rzeźni, a na licytacji, gdy zbierano pieniądze na chorego chłopca, wykupił stary motocykl. Niepotrzebny mu. Gdy zapłacił za niego i dowiedział się, że należał do starszego pana, oddał mu motocykl. Miał dobre serce, ale także swoje problemy. Popalał dopalacze, był wcześniej na detoksie, miał iść na kolejne leczenie. Nie wiem, dlaczego palił. Był skryty, nie zawsze mówił o swoich problemach
– opowiada Iwona, jego matka, która wraz z mężem prowadzi gospodarstwo ogrodnicze.
-" Po dopalaczach był bardzo pobudzony. Ale nie był agresywny wobec otoczenia, wobec innych ludzi. Niszczył co najwyżej przedmioty, kopał kubły na śmieci. Najbardziej jednak bał się sam siebie oraz policjantów, którzy przyjeżdżali na interwencje. Pół roku temu, kiedy też zapalił, przyjechało do niego kilku doświadczonych policjantów z Krotoszyna. Nie zakuli go, on też niczego im nie zrobił. Zabezpieczyli jedynie taras, chodzili za nim krok w krok, aż do przyjazdu karetki. Wszystko dobrze się skończyło. Niestety, teraz przyjechała zupełnie inna ekipa, w tym bardzo młodzi policjanci, bez doświadczenia
– dodaje Robert, jej mąż, ojciec Tomasza.
 
W pokoju syna opowiadają, co się działo. Pokazują, że stał przy oknie, machał rękoma, uderzył w karnisz, który spadł. Oni zapamiętali, że krzyczał do policjantów: nie strzelajcie do mnie, nie róbcie mi krzywdy.
- Moim zdaniem policjanci go udusili, ale próbują zamieść sprawę pod dywan – stwierdza Iwona.
Matka klęka przy łóżku. W miejscu, gdzie Tomasz był przytrzymywany przez policjantów. Twarz wciska w materac, ręce trzyma na plecach, jakby miała niewidzialne kajdanki. Demonstruje, w jakiej pozycji przez wiele minut trzymano jej syna.
- "Kajdanki założyli mu po tym, jak kazali nam wyjść z pokoju. Twierdzili, że jak nas nie było, to ich zaatakował. Nie wierzę w to. Potem widzieliśmy, jak jeden policjant miał kolano na jego szyi i ręką przyciskał głowę. Drugi przyciskał kolanem jego plecy. Dwaj kolejni trzymali buciory na jego nogach. W takiej pozycji, bez dostępu do powietrza, trzymali go prawie godzinę
– dodaje matka zmarłego.
- Mówiłem im, że syn już się nie rusza. Mówiłem: zejdźcie z niego. Policjanci na to, że oni wiedzą, co robią – wtrąca ojciec.
 
Rodzice są przekonani, że ich syn już nie żył, gdy ratownicy weszli do pokoju. Matka oglądała próbę reanimacji syna. Zauważyła, że jeden z policjantów kopnął w nogę ratownika. Upomniał, by ten nie mówił, że Tomasz już nie żyje.
- Czytałam zeznania dwóch ratowników, którzy tego dnia byli u syna. Oni powiedzieli samą prawdę, jak to wyglądało. Sprawy nie odpuszczę, choć docierają do mnie głosy, że ma ona zostać zatuszowana. Wina ma zostać zrzucona na dopalacz. Ale ja będę walczyć o to, żeby ci policjanci zostali usunięci ze służby, by nie zrobili krzywdy kolejnemu człowiekowi
– Iwona zaczyna płakać.
Co widzieli ratownicy? - Tomasz już nie żył, gdy podawali mu zastrzyk. Był cały siny wskutek niedotlenienia
Dotarliśmy do ratowników, którzy przyjechali do obezwładnionego Tomasza. Obaj zaznaczyli, że na tym etapie sprawy nie mogą jej publicznie komentować. Odesłali nas do swoich przełożonych.
Wiemy jednak, jakie jest stanowisko ratowników. Przedstawiła nam je osoba związana z krotoszyńską służbą zdrowia. Sprawa jest głośna w mieście, środowisko medyczne jest oburzone, że policja początkowo ogłosiła, że „pacjent zmarł po zastrzyku”. Ale oficjalnie nikt nic nie powie, „bo policja stwierdziła, że sama zajmie się sprawą”.
- Ten Tomasz już nie żył, jak ratownicy weszli do pokoju. Policja opowiada bzdury, że zmarł po zastrzyku. Było tak: ratownicy weszli do pokoju i co widzą? Zmęczonych policjantów i pacjenta nie wydającego żadnego dźwięku, zero kontaktu z nim, ale nadal jest skuty kajdankami, nogi klęczące na podłodze, klatka piersiowa i głowa przyduszone do łóżka. Jeden policjant kolanem przyduszał mu głowę do łóżka, drugi trzymał za ręce, kolejny stał mu na nogach. Policjanci wywierali presję, by temu człowiekowi natychmiast podać lek uspokajający. Dlatego ratownicy szybko wkłuli się w pośladek, ale zauważyli, że pacjent w ogóle nie reagował. Nie było żadnego napięcia mięśni. Wtedy kazali pokazać jego twarz, która wcześniej była wciśnięta w materac. Była cała sina, na twarzy odciśnięty materac. Ciało – fioletowe. Sprawdzili tętno – nie było. Patrzył w jeden punkt. Oczy nieruchome. Doszło u niego do hipoksji, skrajnego niedotlenienia organizmu. Stopy miał obciągnięte, co oznacza, że wcześniej musiał walczyć o każdy oddech. Stało się tak zapewne dlatego, że jego twarz długo była centralnie wciśnięta w materac. Gdy policjanci go puścili, wydał dwa tchnięcia agonalne. Był to efekt wyłącznie zmniejszenia uścisku, a nie czynności życiowych. Ratownicy szybko kazali go rozkuć i położyć na podłodze. Próbowali go zaintubować, ale nie mogli wprowadzić rurki. Być może krtań była zduszona. On nie żył, jednak podjęto reanimację. Trwała 50 minut, była nieskuteczna. Fakty wskazują na to, że wcześniej policjanci podjęli nieudolną interwencję. Zamiast skuć chłopaka, położyć na podłodze jak ślimaczka i zapewnić dostęp powietrza, we czterech trzymali go przyciśniętego do materaca. On umarł w ich rękach. Dlatego rodzina powinna walczyć o wyjaśnienie tej sprawy. Ten Tomasz miał swoje za uszami, ale to jeszcze nie znaczy, że można go było tak potraktować
– mówi nasz rozmówca związany z krotoszyńską służbą zdrowia.
 
Gdy ratownicy przerwali reanimację, gdy oficjalnie stwierdzono, że Tomasz zmarł, do pokoju wpadł jego ojciec. Wykrzyczał policjantom, że udusili mu syna i tego nie podaruje.
Dziś można tylko gdybać, co by było, gdyby ratownicy znacznie szybciej pojawili się na miejscu. A nie po kilkudziesięciu minutach od zgłoszenia na policję. Przyjechali dość późno, bo jechali do Krotoszyna z Kobylina. Około 18 kilometrów. Nie na sygnale, bo nie dostali takiej dyspozycji.
Adwokat rodziny: Znam zeznania ratowników, są porażające. Wersja policji jest wątpliwa
Rodzina zmarłego Tomasza wynajęła dwóch adwokatów, którzy także mają sporo wątpliwości.
Adwokat Łukasz Krzyżanowski: - Znam zeznania ratowników, nie mogę ujawniać ich treści, ale są porażające i szokujące. W mojej ocenie wersja podawana w mediach przez policję jest wątpliwa. Stanowisko komendy kłóci się nie tylko z zeznaniami ratowników, ale także z innymi dowodami. Oczywiście nie wykluczam, że dopalacz w jakiś sposób przyczynił się do zgonu, ale przede wszystkim należy przyjrzeć się działaniom policji. Przypomina mi to głośną sprawę śmierci George’a Floyda z USA, który także był przytrzymywany przez policję. Tyle że u niego trwało to kilka minut, w przypadku Tomasza Osińskiego znacznie dłużej.
 
Na kolejne wątpliwości zwraca uwagę adw. Tomasz Terpiński, kolejny pełnomocnik rodziny.
- Metody policji w tym przypadku były nieproporcjonalne do zagrożenia. Najbardziej dziwi mnie, że policjanci nie zauważyli, że przytrzymują człowieka, który gaśnie i umiera w ich rękach. Przecież policjanci są też szkoleni do ratowania życia. Ich postawa jest niezrozumiała, wskazuje na brak wyczucia i profesjonalizmu
– zaznacza adw. Tomasz Terpiński.
 
Prokuratura czeka na szczegółowe wyniki badań. Przyczyna zgonu na razie nieznana
Czy policja nadal podtrzymuje swoje stanowisko, że Tomasz żył i był z nim kontakt, kiedy ratownicy wchodzili do pokoju?
- Stanowczo podtrzymuję oświadczenie, które zostało przedstawione przeze mnie w lokalnych mediach. Było opisem zaistniałych faktów na miejscu interwencji, umiejscowionych chronologicznie, które mają swoje odzwierciedlenie w przesłanej dokumentacji do prokuratury
– zapewnia Piotr Szczepaniak, oficer prasowy KPP w Krotoszynie.
W akcji brało udział czterech policjantów. Wśród nich 22-latek i 24-latek. Czy małym doświadczeniem funkcjonariuszy należy tłumaczyć ich zachowanie?
- W interwencji brało udział czterech policjantów, którzy zostali przyjęci do służby w 2006 roku, 2012 roku, 2018 roku i 2019 roku. Wszyscy przeszli kurs kwalifikowanej pomocy przedmedycznej. Wszyscy są funkcjonariuszami służby patrolowo-interwencyjnej i mają doświadczenie w przeprowadzaniu interwencji wobec osób agresywnych lub osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub środków odurzających
– zapewnia rzecznik krotoszyńskiej policji.
 
Choć w sprawie jest wiele niewiadomych, policja oczyściła już swoich pracowników.
- Komenda w Krotoszynie prowadziła postępowanie wyjaśniające. Stwierdziła, że zachowanie policjantów było prawidłowe – stwierdza Andrzej Borowiak, rzecznik KWP w Poznaniu.
Czy jednak komenda w Krotoszynie była obiektywna w wyjaśnianiu sprawy, która może obciążać jej policjantów? Czy można być sędzią we własnej sprawie? Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak na tak postawione pytanie odpowiedział, że to zwyczajowa procedura, że taką sprawę wyjaśnia miejscowa komenda.
Tymczasem prokuratura zachowała się inaczej. Sprawę przeniesiono z Krotoszyna do Ostrowa Wielkopolskiego. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie dały odpowiedzi o przyczynę zgonu. Dlatego zlecono szczegółowe badania, w tym histopatologiczne.
- Wciąż czekamy na tę szczegółową opinię. Gdy wpłynie i się z nią zapoznamy, podejmiemy decyzję o dalszych kierunkach śledztwa – podkreśla prokurator Maciej Meler, rzecznik prokuratury w Ostrowie Wielkopolskim.
 
 
Plus.GlosWielkopolski.pl

×
×
  • Create New...