Jump to content

Aktualności

Aktualności z całego świata!
Guest

Gang złapany przez CBŚ

By Guest, in Narkotyki,

Handlowali amfetaminą, marihuaną, a nawet grzybami halucynogennymi. Centralne Biuro Śledcze rozbiło działający w Zachodniopomorskiem gang pseudokibiców. Jak dowiedziała się reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska, zarzuty usłyszało 21 osób.
Wszyscy zatrzymani pochodzą z okolic Kalisza Pomorskiego, mają od 18 do 35 lat.
Gang sprzedawał narkotyki fanom lokalnych drużyn piłkarskich, ich klientami byli też nastolatkowie. CBŚ znalazł u członków grupy gotowe do sprzedania substancje warte ponad 30 tysięcy złotych.

Zatrzymani usłyszeli w sumie 38 zarzutów, m.in. posiadania narkotyków i handlu nimi oraz uprawy konopi.



RMF24.pl


Guest

Sprawa zagadkowej śmierci rozwiązana

By Guest, in Dopalacze,

Prokuratura Rejonowa w Wodzisławiu Śląskim umorzyła śledztwo w sprawie zwłok, znalezionych w maju w kompleksie leśnym w Bełsznicy. W pojeździe trafiono na substancje z grupy tzw. dopalaczy.
Śledczy umorzyli postępowanie uznając, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Denat miał sam zaprószyć ogień w pojeździe, który następnie rozprzestrzenił się na całe auto i spowodował śmierć mężczyzny. Nie znaleziono żadnych urazów mechanicznych czy ran, które mogłyby wskazywać choćby na to, że do śmierci mężczyzny mogły się przyczynić osoby trzecie a sam pożar miał służyć do zatarcia śladów.
Przebadano również ślady zabezpieczone w spalonym pojeździe. Specjalistyczne badania wykazały obecność substancji psychoaktywnych, wchodzących w skład tzw. dopalaczy. Przypomnijmy, 20 maja w Bełsznicy przypadkowy przechodzień dokonał makabrycznego odkrycia. W zaparkowanym samochodzie znalazł ludzkie zwłoki. Opel stał zaparkowany w lesie w rejonie ulicy Czyżowickiej. Zarówno pojazd jak i zwłoki były spalone.
Na miejscu przez kolejny dzień pracowała ekipa z laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, prokurator oraz biegły z zakresu pożarnictwa. Ze względu na uszkodzenia termiczne zwłok śledczy początkowo mieli trudności z określeniem płci denata. Szybko jednak ustalono, że denat to zaginiony kilka dni wcześniej trzydziestoletni mężczyzna, który nie dotarł do pracy i używał samochodu tej samej marki.



Nowiny.pl


Guest
Szef najpotężniejszego w Meksyku kartelu narkotykowego, nazywanego też syndykatem zbrodni, Hector Beltran Leyva został aresztowany - poinformowały źródła w meksykańskim ministerstwie spraw wewnętrznych.
Gang, który został niedawno poważnie osłabiony przez odejście grupy wpływowych członków, prowadził przez wiele lat krwawą wojnę z byłym sojusznikiem, a ostatnio zaciętym wrogiem, Joaquinem Shorty Guzmanem, szefem kartelu Sinaloa. Guzman stał się w ostatnich latach drugim najpotężniejszym graczem na meksykańskim czarnym rynku narkotyków.
Oba gangi prowadziły bezpardonową wojnę w latach 2006-12 za rządów prezydenta Felipe Calderona.
Po pochwyceniu Guzmana przez wojsko w lutym br., 49-letni Beltran Leyva był jednym z nielicznych królów meksykańskiego podziemia narkotykowego, który pozostawał przy życiu i na wolności. Jego gang w ostatnich latach rozszerzył działalność i poza przemytem narkotyków do USA zajmował się m. in. praniem pieniędzy, wymuszeniami, przemytem ludzi i broni oraz zabójstwami na zlecenie.
Okoliczności zatrzymania Beltrana Leyvy nie ujawniono. Według źródeł oficjalnych, trwają badania DNA mające potwierdzić jego tożsamość.
Aresztowanie Beltrana Leyvy oceniane jest jako kolejne ważne zwycięstwo prezydenta Meksyku Enrique Pena Niety, który zajęty jest obecnie przepychaniem przez Kongres pakietu reform gospodarczych.


Money.pl


Guest

Co mi grozi za 1000 kg kokainy...

By Guest, in Narkotyki,

Warszawski sąd wystąpił do ministra sprawiedliwości o przekazanie do Stanów Zjednoczonych procesu pięciu cudzoziemców oskarżonych w związku z kontrolowanym przez służby specjalne USA i Polski transportem tony kokainy z Ameryki Płd. do Polski w 2009 r. Obrońcy i oskarżeni są temu przeciwni.
O takim wniosku dowiedziała się PAP nieoficjalnie w źródłach sądowych - co potwierdził zespół prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie. Minister może przekazać daną sprawę innemu państwu, gdy wymaga tego dobro wymiaru sprawiedliwości. Władze USA musiałyby jednak tego chcieć; stanowisko oskarżonych nie jest wiążące. - Nie chcąc narazić się na postępowanie dyscyplinarne, uchylam się od komentarza - powiedział PAP jeden z obrońców, mec. Krzysztof Stępiński.
O sprawie opinia publiczna dowiedziała się, gdy w lutym 2009 r. w Warszawie zatrzymano sześciu obcokrajowców, którzy przyjechali do Polski, by organizować dalszą dystrybucję kokainy. Jej transport z Kolumbii o wartości ok. 100 mln zł był wspólną operacją specjalną amerykańskiej Agencji do Walki z Narkotykami (DEA), kolumbijskiej policji i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - największą w historii polskich służb.
Operację określano jako ogromny sukces ABW. Jak podawały media, nakładem dużych kosztów ABW przygotowała wielką operację, aby uwiarygodnić sytuację. Ok. miliona zł miało kosztować wysłanie na cztery lata oficera ABW do Ameryki Płd., który miał przyjąć rolę konsula podatnego na korupcję. Przestępcy mieli uwierzyć, że ten polski urzędnik zgodził się na udział w przewozie kokainy do Polski. Handlarzom wmówiono też, że za wszystkim stoi wpływowy generał SB. Kokainę trzymano w magazynie strzeżonym przez ABW. Mężczyźni zostali ujęci po tym, gdy wzięli z niego próbki towaru. Według mediów narkotyki zniszczono za zgodą stołecznego sądu.
Prokuratura Apelacyjna w Warszawie zarzuciła zatrzymanym próbę wprowadzenia kokainy do obrotu w Polsce. Tę kwalifikację prawną kwestionuje obrona, która podkreśla, że oskarżeni nie zdążyli wejść w posiadanie kokainy przed zatrzymaniem. Ponadto adwokaci podważają legalność operacji; twierdzą, że polskie prawo nie zezwala służbom na przepuszczenie przez granicę kontrolowanego transportu narkotyków. Podnoszą też, iż nie wiadomo, czy było odpowiednie porozumienie służb Polski i USA. Prokuratura uważa, że ta przesyłka niejawnie dozorowana była legalna, bo wystarczająca była zgoda na nią szefa ABW.
Na wniosek obrony proces przeniesiono z sądu rejonowego do okręgowego. Sąd apelacyjny uzasadniał to m.in. tym, że wymaga analizy, czy służby specjalne nie przekroczyły granic dozwolonej prawem prowokacji.
Proces ruszył w listopadzie 2011 r. Teraz miał on zacząć się od nowa z powodu choroby sędzi, która go prowadziła. Nowa sędzia Dorota Radlińska zdecydowała się jednak wystąpić o przekazanie sprawy do USA, gdzie osoby sądzone w Polsce także są ścigane.
Podczas wrześniowego posiedzenia sądu sędzia uzasadniała to m.in. koniecznością zapewnienia oskarżonym zasady bezpośredniości czynności procesowych - bo USA odmówiły zgody na przyjazd do Polski szefa operacji oficera DEA Gary'ego Gallowaya i obywatela Kolumbii o pseudonimie Mono, przypuszczalnie objętego w USA programem ochrony świadków, który miał pójść na współpracę z amerykańskimi służbami i współuczestniczyć w operacji.
Wcześniej obrona złożyła poprzedniemu składowi sądu wniosek o przesłuchanie tych osób w USA w drodze pomocy prawnej np. w drodze telekonferencji (poprzedni sąd tego wniosku nie rozpoznał). Po słowach sędzi Radlińskiej obrona cofnęła wniosek o takie przesłuchanie, argumentując, iż obrona ma obowiązek działania na korzyść oskarżonych. Odpada zatem argument o zapewnieniu oskarżonym prawa do bezpośredniości - dodała mec. Anna Mika-Kopeć.
Obrońcy argumentowali, że przekazanie sprawy sądowi w USA pogorszy sytuację procesową oskarżonych, co naruszyłoby gwarantowane w Polsce prawa obywatelskie i rodziłoby roszczenia odszkodowawcze wobec państwa. W Polsce grozi im do 10 lat więzienia; w USA za przemyt narkotyków - dożywocie bez prawa do bezterminowego zwolnienia z więzienia. Według obrony niezrozumiałe jest, by oddawać sprawę do USA po ponad 5,5 latach aresztu podejrzanych (w całej sprawie stwierdzono już przewlekłość postępowania SO).
Gdy we wrześniu obrońcy chcieli w sądzie ustnie dodatkowo uzasadniać pisemne stanowiska w sprawie, sędzia Radlińska, która była temu przeciwna, powiedziała obrońcom, że przedłuża to postępowanie, a wasi klienci przebywają od 5,5 roku w areszcie. Mec. Stępiński zarzucił wtedy sędzi przekroczenie granic cynizmu. Sędzia replikowała, że nie udzieliła mu głosu.
W połowie września do 17 listopada Sąd Apelacyjny w Warszawie przedłużył areszty pięciu oskarżonym. Strona polska zgodziła się już na ekstradycję zatrzymanych do USA - po tym, jak odbędą ewentualne wyroki skazujące w naszym kraju.
Kilka tygodni temu na wolność wyszedł szósty z zatrzymanych w 2009 r. - obywatel Kolumbii Enrique Hernan N. W lipcu 2011 r. poddał się on karze 5 lat więzienia i 100 tys. zł grzywny. USA odstąpiły od jego ekstradycji; nie poinformowano nas, z jakiego powodu - ogłosiła we wrześniu sędzia Radlińska. Dodała, że można się domyślać, iż wobec osądzenia N. w Polsce nie może być on sądzony za ten sam czyn w USA. Ekstradycja wobec pięciu pozostałych jest aktualna - dodała Radlińska. Jeśli panowie byliby skazani w tym procesie, za ten czyn w USA sądzeni być nie możecie - oświadczyła podsądnym.
Z akt sprawy wynika, że USA uznawały N. za organizatora przerzutów narkotyków. On sam twierdził, że był jedynie kierowcą zatrzymanego cudzoziemca. W 2009 r. odstąpił on od udziału w sprawie, bo zapewne zorientował się w sytuacji; zatrzymano go, gdy jechał w stronę granicy.

Money.pl

Guest
Niechęć do aktywności fizycznej, apatia, izolacja od kontaktów społecznych, negowanie obowiązków szkolnych – to objawy
tzw. zespołu demotywacyjnego, który pojawia się u osób długotrwale zażywających marihuanę. To rzutuje na zły kierunek rozwoju młodego człowieka. Niestety rodzice często nie widzą lub nie chcą widzieć u swoich dzieci uzależnień od środków psychoaktywnych.
Do takich wniosków na podstawie spotkań z rodzicami doszli specjaliści w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Raciborzu. – Rodzice maskują rzeczywiste problemy dziecka, nie chcą ich poruszać, celowo pomijają informacje o uzależnieniach, gdy przeprowadzamy szczegółowo wywiady rozwojowe, mówią nam o tym dopiero, gdy nie mają już dalszej możliwości utrzymywania problemu jako „tajemnicy rodzinnej” – mówi zastępca dyrektora PPP w Raciborzu, Łukasz Kandziora.

Tymczasem uzależnienie to początek problemów, które narastają i rzutują na wszystkie aspekty życia młodego człowieka.
- Mamy szereg programów, które pomagają nauczycielom i rodzicom zdiagnozować i wyprowadzić dziecko z uzależnienia – mówi Kandziora. Te programy to „Świadome wybory – profilaktyka uzależnień”, „Narkotyki? Na pewno nie moje dziecko”, „Bliżej siebie, dalej od narkotyków”, „Rywalizacja bez dopalaczy”. Szkoły ponadgimnazjalne zainteresowania udziałem w tych programach w ogóle nie wykazują, rodzice zgłaszają najczęściej cyberprzemoc i gry komputerowe, a narkotyki, dopalacze i alkohol to wciąż temat tabu – dodaje pracownik PPP.
- Dostęp do zakupu substancji psychoaktywnych jest prosty – można to zrobić w Internecie, mieszkamy w obszarze przygranicznym, a w Czechach palenie marihuany nie jest nielegalne – zaznacza Kandziora. Oprócz tego, o czym informują takie pisma jak „Świat Wiedzy”, funkcjonuje cyfrowe podziemie, ciemna strona Internetu, do którego nie można trafić przez ogólnodostępne przeglądarki. Tu za pomocą wirtualnej waluty, tzw. bitcoin’ów można dokonywać najróżniejszych transakcji, w tym - kupować środki psychoaktywne.
- W przypadku stwierdzenia objawów uzależnienia kierujemy na pogłębione konsultacje i ewentualnie do Poradni Leczenia Uzależnień w Raciborzu przy Klasztornej – mówi Łukasz Kandziora. Więcej informacji zainteresowani będą mogli uzyskać podczas Dnia Otwartego, który Poradnia organizuje 8 października.



NaszRaciborz.pl


Guest

Amerykańska armia na dopalaczach

By Guest, in Dopalacze,

Kodeksy, regulaminy oraz statuty mówią jasno: używki, w szczególności narkotyki i alkohol nie są mile widziane w armii. Niejednemu żołnierzowi przyszło słono zapłacić za chwilę relaksu przy flaszce czy podejrzane kontakty z dilerami.
Mimo to wszelkie "czasoumilacze" są w wojsku towarem nie tylko chodliwym, co i pożądanym. Wyjątku nie stanowi tu armia amerykańska - tajemnicą poliszynela jest fakt, że w kieszeniach "US soldiers" można znaleźć nie tylko legendarną czekoladę.

Najnowsze badania zespołu naukowców z Uniwersytetu Waszyngton demaskują niepokojące tendencje wśród żołnierzy amerykańskiej armii. Według artykułu, który ukazał się w czasopiśmie branżowym "Addictive Behaviors", żołnierskie życie nabiera "pikantnego" odcienia. "Pikantny" to w tym przypadku o tyle właściwe słowo, że personel amerykańskiej armii coraz częściej relaksuje się przy użyciu "spice'a" (ang. "przyprawa") czyli syntetycznej marihuany. Taka postać popularnego na całym świecie narkotyku jest dwukrotnie częściej wybierana niż "zioło" w tradycyjnej naturalnej formie.
Badania rozpoczęły się w 2011 roku. Naukowcy rozmawiali z 368 osobami zatrudnionymi w amerykańskiej armii. Jak się okazało, wśród nich nie było ani jednego abstynenta lub osoby "czystej": wszyscy przyznali się do spożywania alkoholu lub zażywania narkotyków. Badanym zapewniono anonimowość, w związku z czym bez skrępowania opowiadali uczonym o swoich "zwyczajach rekreacyjnych". Jedna trzecia przyznała się do zażywania nielegalnych substancji psychoaktywnych w 90-dniowym okresie poprzedzającym dzień wywiadu. 38 procent spośród nich zażywała "spice'a", dwa razy częściej niż zwyczajną marihuanę.

Naukowcom udało się również stworzyć coś w rodzaju portretu psychologiczno- socjologicznego amatorów syntetycznych kanabinoli. W większości są to młodzi ludzie z stosunkowo niskim wykształceniem. Zazwyczaj nie założyli jeszcze rodzin i gorzej zarabiają, prowadzą za to bardziej "rozrywkowy" styl życia, bo częściej piją alkohol, a oprócz "spice'a" zażywają również inne rodzaje narkotyków.

Posiadanie, zażywanie i sprzedaż syntetycznej marihuany jest zabronione w amerykańskiej armii od 2010 roku. "To już prawie epidemia" - stwierdził wówczas jeden z wyższych wojskowych. Pozornie niegroźny narkotyk jest znacznie bardziej szkodliwy od swojego naturalnego odpowiednika: w przypadku zażywania "spice'a" ryzyko uzależnienia rośnie aż 2,5 razy. Nie zawsze da się również przewidzieć bezpośrednie skutki po zażyciu tego rodzaju specyfiku: rok temu w stanie Kolorado do szpitala trafiło 75 osób, a 3 zmarły.
Dlaczego syntetyczna marihuana jest aż tak groźna? W przeciwieństwie do zwykłego "zioła" jest mieszanką różnych roślin z chemikaliami, które mają nadawać im właściwości narkotycznie i wzmacniać działanie psychoaktywne. A że właściwie nigdy nie wiadomo, czym konkretnie nasączono zawartość pakietu, ciężko przewidzieć zarówno efekty psychiczne, jak i zdrowotne (z zagrożeniem życia włącznie). Czujność użytkowników usypiają również opakowania, w których zazwyczaj sprzedaje się narkotyk: kolorowe, przypominające torebki cukierków lub gum do żucia.



Facet.WP.pl


Guest

Śmierć nastolatki

By Guest, in Dopalacze,

Kamil dał Patrycji dopalacze. Gdy dziewczyna straciła po nich przytomność, nie tylko jej nie pomógł, ale nawet utrudniał interwencję ratownikom medycznym. To ostateczne ustalenia prokuratury w najgłośniejszej sprawie kryminalnej ostatnich lat. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko Kamilowi.
Śmierć 15-letniej Patrycji Sochy poruszyła wszystkich, nie tylko mieszkańców Zagórowa. W sierpniu zeszłego roku, w nocy, nieprzytomną dziewczynę w pobliżu domu Kamila K. znalazł jej ojciec. Zmarła kilka godzin później, w szpitalu. Śledczy wyjaśnili już wszystkie okoliczności tragedii.

Uznali, że Kamil, z którym Patrycja spędziła ostatnie godziny swojego młodego życia, dopuścił się w tym czasie dwóch przestępstw. Najpierw dał Patrycji dopalacze. W akcie oskarżenia prokurator stwierdził, że dając dopalacze dziewczynie Kamil „nie miał zamiaru popełnienia czynu zabronionego”. Efekt jego zachowania okazał się jednak tragiczny. To właśnie dopalacze spowodowały ostre zatrucie młodego organizmu dziewczyny, skutkujące zawałem mięśnia sercowego, a później jej śmiercią. W ten sposób, jak ocenił prokurator, Kamil nieumyślnie spowodował śmierć Patrycji.




Slupca.pl


Guest

Mieszkańcy kontra dopalacze

By Guest, in Dopalacze,

Sprawa słynnego sklepu jest w Elblągu znana od dawna. Kiedyś tego typu miejsce można było znaleźć na starówce, później "pachnący", a raczej śmierdzący interes ulokował się na ul. Królewieckiej, niedaleko komendy policji, a od kilku miesięcy można go znaleźć w centrum, niedaleko pasażu. Mieszkańcy okolicznych bloków takiego sąsiada nie chcą i apelują do władz o pomoc.
Problem z dopalaczami to żadna nowość w Elblągu. Za każdym razem, gdy sklep zmienia miejsce lokalizacji razem z nim przenoszą się problemy. Bójki, wyzwiska, wrzaski, awantury, w końcu pojawiają się skargi mieszkańców. Tak było na ul. Królewieckiej, tak samo jest teraz, bo sklep od trzech miesięcy funkcjonuje niedaleko pasażu.

Monitoring? Tak, ale za własne pieniądze
Obecni sąsiędzi "pachnącego" przybytku, którym szczególnie interesują się młodzi ludzie chcą, żeby przede wszystkim go zamknięto. Do tego czasu chcieliby, aby wzmożono patrole policji oraz straży miejskiej, a także zamonotowano w tym miejscu monitoring. Napisali więc w tej sprawie do prezydenta, bo po prostu obawiają się o bezpieczeństwo, swoje oraz swoich dzieci.
– Miasto nie ma środków na monitoring. Propozycja jest taka, aby wspólnota zakupiła kamerę z własnych środków, a ta mogłaby zostać włączona do systemu monitoringu miejskiego. Miejsce to jest objęte nadzorem prewencyjnym, patroluje je straż miejska oraz policja – wyjaśnia Łukasz Mierzejewski z biura prasowego Urzędu Miejskiego i jednocześnie dodaje, że ani zamknięcie sklepu, ani jego kontrola nie leżą w gestii prezydenta.
Na razie prawo jest bezsilne
Ani Urząd Miejski, ani prezydent nie mają narzędzi prawnych do tego, aby sklep zamknąć, dlatego, że jest on zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Sądowym i o wszystkich sprawach związanych z jego działalnością decyduje sąd. Dodatkowo całej sprawy nie ułatwia fakt, że sklep mieści się w lokalu prywatnym, a jego właściciel musiałby zapytać wspólnotę mieszkaniową o zgodę na wynajem jedynie wtedy, gdyby w miejscu tym sprzedawano alkohol.
Według prawa posiadanie tzw. środków zastępczych, czyli mówiąc prościej dopalaczy, jest legalne, nie można ich wytwarzać oraz wprowadzać do obrotu. Za złamanie tego zakazu grozi jedynie kara finansowa, od 20 tys. do miliona zł. Inspektorzy sanitarni mogą wstrzymać obrót podejrzaną substancją, a nawet zamknąć punkty jej wytwarzania i sprzedaży, ale maksymalnie na trzy miesiące.

Jak jednak pokazuje praktyka nie jest to łatwe zadanie, o czym doskonale wie Marek Jarosz, szef elbląskiego Sanepidu, który sprawę dopalaczy zna od podszewki.
- Jeżeli wejdziemy do takiego sklepu, to pracownik pokazuje mi dokument, który nazywa się "sprzeciw przeciwko kontroli" ( )– opowiada Jarosz. - W takiej sytuacji musimy przerwać kontrolę i zanim znów ją podejmiemy, po raz kolejny rusza procedura. Ja uzyskuję potwierdzenie zasadności naszego działania od Głównego Inspektora Sanitarnego, przedsiębiorca czeka do ostatniej chwili z odbiorem przesyłek poleconych, wszystko trwa 2,5 miesiąca. A działalność handlowa cały czas jest prowadzona.


PortEl.pl


Guest
Leczyć i oferować pomoc, czy odstraszać skuteczną karą, wymierzoną przez sąd? W Jedynce rozmawiano o tym, jak postępować z osobami nieletnimi, które sięgają po raz pierwszy po narkotyki czy inne substancje odurzające, dopalacze.
M[łodzi próbują narkotyków najczęściej w wieku 14-15 lat – mówił Artur Sokołowski, specjalista terapii uzależnień z poznańskiego ośrodka Monar. Według niego, nastolatkowie twierdzą, że robią to z ciekawości, chcą wiedzieć, jak te środki działają. Dodał, że ważna jest tu też presja grupy rówieśniczej, moda i swego rodzaju przyzwolenie społeczne – takich środków dostępnych jest coraz więcej. Jego zdaniem, młodzi ludzie często nie mają świadomości, jakie skutki może przynieść zażywanie m.in. dopalaczy, a są to np. ciężkie zaburzenia psychiczne czy nawet zgony. Sokołowski tłumaczył też, że kluczowa w terapii jest motywacja młodych ludzi. Czasem nie udaje się ich skłonić do poprawy i trafiają do ośrodka kilka lat później, najczęściej już jako osoby silnie uzależnione.

Celem ustawy o nieletnich jest ich wychowanie, sprawienie, że będą prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie – powiedziała sędzia Renata Kościjańska. Zaznaczyła, że sąd dla nieletnich z zasady nie karze, może podjąć środki wychowawcze lub poprawcze. W przypadku osób posiadających narkotyki lub środki odurzające, może skierować je na terapię lub leczenie odwykowe (to dotyczy uzależnionych). Jeśli ktoś nie podporządkowuje się zaleceniom sądu, można stosować np. środki izolacyjne. Najłagodniejszym środkiem jest upomnienie.


PolskieRadio.pl


Guest

Jechał z narkotykami na gapę

By Guest, in Narkotyki,

Zapewne gdyby 23-latek skasował bilet w bytomskim autobusie, nie wpadłby w ręce policji. Wezwani przez kontrolerów funkcjonariusze przeszukali plecak mężczyzny w poszukiwaniu dokumentów, lecz znaleźli coś innego - prawie 20 gramów amfetaminy.
Dla kontrolerów biletów była to kolejna, zwykła interwencja. 23-letni gapowicz, którego złapali, nie miał przy sobie dowodu tożsamości, koniecznego do wypisania mandatu. Zadzwonili więc po policjantów, którzy mieli sprawdzić jego personalia. Gdy funkcjonariusze przeszukali jego plecak w poszukiwaniu dokumentu tożsamości, odkryli woreczek z białym proszkiem.

Chyba nie wiedział, co ma w plecaku
Jak informuje policja, funkcjonariusze wdrożyli normalną dla takich przypadków procedurę. Gdy ktoś zostaje zatrzymany za jazdę bez biletu i nie posiada dokumentów, a nikt na miejscu może potwierdzić jego danych osobowych, kontrolerzy mogą wezwać mundurowych, którzy pomogą ustalić jego personalia.
- Nie wiemy dlaczego mężczyzna nie próbował uciec kontrolerom, ani pozbyć się woreczka z narkotykiem - mówi asp. Tomasz Bobrek z Komendy Miejskiej w Bytomiu. - Może zestresował się tak, że nie próbował nic zrobić, albo zupełnie zapomniał, co ma w plecaku - dodaje.

Po znalezieniu przez funkcjonariuszy 19 gramów amfetaminy, 23-latek został przetransportowany na komendę, gdzie został przesłuchany. Przyznał on policjantom, że narkotyki są jego i posiada je na własny użytek. W międzyczasie przeszukane zostało także jego mieszkanie, w którym mundurowi znaleźli kolejne 2 gramy narkotyku.

Wszystko zależy od prokuratora
Mężczyzna najprawdopodobniej nie trafi do tymczasowego aresztu, a jedynie zastosuje się wobec niego dozór policyjny.
- Mimo że ilość amfetaminy posiadana przez mężczyznę wystarczyłaby do przygotowania ok. 200 działek dilerskich, nie może być tu mowy o znacznych ilościach narkotyku - mówi asp. Tomasz Bobrek. - Możemy mniemać, że narkotyk przygotowany był na handel, jednak na chwilę obecną nie mamy na to dowodów. Musimy dotrzeć do osób, które mogły kupować amfetaminę od 23-latka i przesłuchać je - dodaje.

O dalszych losach mężczyzny zdecyduje prokurator. To właśnie on orzeknie, czy ilość amfetaminy posiadana przez 23-latka, zostanie uznana za "niewielką". W takim przypadku ustawa pozwala prokuratorowi na odstąpienie od postępowania, jednak nie określa jasno, jaka może być to ilość.

Za posiadanie substancji zakazanych mężczyźnie grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Jeśli pojawią się dowody na to, że 23-latek handlował narkotykami, może trafić za kraty nawet na 10 lat.



TVN24.pl


×
×
  • Create New...