Jump to content

Aktualności

Aktualności z całego świata!
NoMercy
Jednym z czołowych kurierów gangu był Gracjan U., oficjalnie pracujący jako kierowca samochodów ciężarowych i dostawczych. Mężczyzna został właśnie oskarżony przez śląskie „pezety” o przemyt znacznych ilości amfetaminy do Norwegii i marihuany z Hiszpanii do Polski. Gracjanowi U. grozi do 15 lat więzienia. Do tej pory śledczy skierowali do sądów już 21 aktów oskarżenia przeciwko 37 oskarżonym.
 
 
 
Funkcjonariusze CBŚP zatrzymali dwóch członków gangu, który wprowadził do obrotu co najmniej tonę narkotyków. Przy gangsterach znaleziono 670 tys. zł w gotówce. Jednocześnie śląskie „pezety” skierowały do sądu akt oskarżenia przeciwko jednemu z najważniejszych kurierów tej ekipy. Gracjan U. przywoził marihuanę z Hiszpanii, a wywoził z kraju amfetaminę przeznaczoną na rynek norweski.

Śledczy nie ujawniają zbyt wielu informacji na temat roli, jaką zatrzymani mężczyźni pełnili w narkogangu. Na pewno czuli się wyjątkowo pewnie, gdyż pomimo regularnych akcji wymierzonych w członków grupy nie schowali gotówki trzymanej w mieszkaniach. Policjanci CBŚP znaleźli w sumie 670 tys. zł, które prokurator zabezpieczył na poczet przyszłych kar.
Zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz obrotu znacznymi ilościami substancji psychotropowych i środków odurzających. Obydwaj mężczyźni zostali aresztowani.
Tym samym liczba podejrzanych w śledztwie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach wzrosła do 130, z czego 83 osoby są aresztowane. Na początku tego roku liczba osób z zarzutami „zatrzymała się” na 110.
 
Sprzedali tonę narkotyków
Rozpracowana przez śląskie „pezety” i policjantów CBŚP grupa była nietypowa, ponieważ tworzyli ją przestępcy z Katowic, Kielc i Wrocławia. Z ustaleń śledczych wynika, że ekipa ta wprowadziła do obrotu co najmniej tonę substancji odurzających.
Gangsterzy mieli swoje laboratoria narkotyków syntetycznych, między innymi amfetaminy i mefedronu. Dwa z nich udało się śledczym zlikwidować.
Prawdopodobnie wytworzono tam co najmniej 200 litrów płynnej „amfy” oraz 200 kg „mefki”. Taka ilość narkotyków warta jest blisko 4 mln zł.
Grupa miała także swoje plantacje konopi indyjskich. Udało się namierzyć pięć z nich, w których rosło 2,4 tys. krzaków.
Wartość przejętej „trawki” oszacowano na 1 mln zł. Większość marihuany gang sprowadzał jednak z Hiszpanii i przemycał do Polski w ciężarówkach ze specjalnymi skrytkami.
Podejrzani wysyłali również amfetaminę do Norwegii, gdzie założyli własne siatki dilerskie, aby zwiększyć zyski.
 
Import z Hiszpanii i eksport do Norwegii
Jednym z czołowych kurierów gangu był Gracjan U., oficjalnie pracujący jako kierowca samochodów ciężarowych i dostawczych. Mężczyzna został właśnie oskarżony przez śląskie „pezety” o przemyt znacznych ilości amfetaminy do Norwegii i marihuany z Hiszpanii do Polski.
„Trawka”, z racji dużej objętości pakunków, przewożona była w specjalnych skrytkach w samochodach. Amfetamina zaś w paczkach z ubraniami. W ten sposób mężczyzna przewiózł na swoich trasach setki kilogramów narkotyków.
Gracjanowi U. grozi do 15 lat więzienia. Do tej pory śledczy skierowali do sądów już 21 aktów oskarżenia przeciwko 37 oskarżonym.
 
Ukryta kamera i pomoc z Norwegii
Nie bez znaczenia była pomoc służb norweskich. Tamtejsi policjanci ustalili operacyjnie, że polscy przestępczy przemycają tam amfetaminę, marihuanę i haszysz.
Nasi przestępcy stosowali bardzo prosty, wręcz bezczelny patent na dostawy narkotyków. Towar trafiał w przesyłkach na adresy skrytek pocztowych, z których odbierali go rezydenci gangu. Dlatego ekipa zasłużyła na nazwanie ich „listonoszami”.
Początkowo odbiorcami byli przede wszystkim Norwegowie, ale z czasem grupa uruchomiła własną sieć dystrybucji. Nasi przestępcy nie wiedzieli jednak, że od jakiegoś czasu są inwigilowani przez lokalne służby.
Ukryte kamery zarejestrowały „listonoszy” odbierających przesyłki z narkotykami. W taki też sposób wpadł Krzysztof W., domniemany boss gangu.
Norwegowie podzielili się swoimi ustalaniami z polskimi policjantami oraz prokuraturami i w 2018 r. śledztwo Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach ruszyło z kopyta.
 
 
TVP.info

NoMercy
Pieniądze za towar wpływały na rachunki bankowe założone przez członków grupy na „słupy”. Nielegalny biznes przyniósł przestępcom duże zyski. Z ustaleń prokuratury wynika, że gang sprzedał dopalacze o wartości 10 mln zł. Pieniądze za towar wpływały na rachunki bankowe założone przez członków grupy na „słupy”. Nielegalny biznes przyniósł przestępcom duże zyski. Z ustaleń prokuratury wynika, że gang sprzedał dopalacze o wartości 10 mln zł.
 
 
 
Prawie 900 stron liczy akt oskarżenia przeciwko handlarzom dopalaczami, który zachodniopomorskie „pezety”, skierowały do sądu. Gang sprzedawał „nowe narkotyki” przez kilka sklepów internetowych, a klienci mogli odbierać towar w paczkomatach. Według śledczych, oskarżeni sprzedali dopalacze o wartości 10 mln zł.

Śledczy z zachodniopomorskich „pezetów” ustalili, że po zażyciu dopalaczy sprzedawanych przez gang zmarły dwie osoby. Jedna w Szczecinie, a druga w Radzyniu Podlaskim.

Sprawa ma swój początek w czerwcu 2018 r., kiedy to w Trzebiatowie (woj. zachodniopomorskie) doszło do serii zatruć młodych ludzi dopalaczami. W ciągu dwóch dni, do szpitali trafiło 17 osób w wieku od 14 do 30 lat. Część z nich była w ciężkim stanie.

Okazało się, że wszyscy kupili dopalacze od tego samego dilera – 18-letniego Aleksandra N. Ten zaś kupował „towar” w sklepie internetowym, założonym przez gang, którego członkowie, właśnie zostali oskarżeni przez Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie. W grudniu ubiegło roku, diler został prawomocnie skazany na 5 lat więzienia.
 
Sprzedali dopalacze za 10 mln zł
Gangsterzy rozkręcili biznes w 2017 r. Sprowadzali dopalacze z laboratoriów w Azji lub Holandii. Sprzedawali je za pośrednictwem strony internetowej Pasjonat.cc, a po jej zamknięciu przez strony: Rcmonster.shop, Rcmonster.io oraz Rostlab.fun. Dla bezpieczeństwa własnego oraz klientów, zamówienia musiały być opłacane w kryptowalucie.

Handlarze cieszyli się dobrą opinią klientów, ponieważ bardzo szybko wysyłali pakiety z substancjami odurzającymi. Można je było odebrać z paczkomatów. Najwięcej klientów przestępcy mieli w Szczecinie, Trzebiatowie, Kielcach, Łodzi oraz Bydgoszczy. Podczas śledztwa przejęto ponad 350 przesyłek z substancjami odurzającymi. Odkryto także jeden z magazynów grupy, w którym ukryto 121 kg różnorakich dopalaczy.

Pieniądze za towar wpływały na rachunki bankowe założone przez członków grupy na „słupy”. Nielegalny biznes przyniósł przestępcom duże zyski. Z ustaleń prokuratury wynika, że gang sprzedał dopalacze o wartości 10 mln zł.
 
Wyprali miliony w kantorze
Grupa miała bardzo dobrą „pralnie pieniędzy”. Gangsterzy nakłonili do współpracy Arkadiusza K., prowadzącego w Łodzi kantor wymiany walut. Przestępcy przelewali mu kryptowaluty, a on wymieniał je na złotówki i tak „wyczyszczone” oddawał swoim klientom, po potrąceniu stosownej prowizji. Kantorowiec usłyszał zarzuty wyprania 10 mln zł i trafił do aresztu.

Śledczym udało się zabezpieczyć między innymi dwa miliony złotych w gotówce, luksusowe auto marki Aston Martin oraz zegarki warte po kilkadziesiąt tysięcy złotych każdy.

Zachodniopomorskie „pezety” oskarżyły „na razie” 16 członków opisywanej ekipy. Handlarze odpowiedzą przed sądem między innymi za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz prania brudnych pieniędzy. Akt oskarżenia liczyokoło 900 stron, więc odczytanie go przed sądem, zajmie wiele godzin.

Prokuratura i policjanci z komendy wojewódzkiej w Szczecinie, wciąż prowadzą postępowanie przeciwko 8 osobom, z których połowa jest poszukiwana listami gończymi oraz europejskimi nakazami aresztowania.
 
 
TVP.info

NoMercy
Pan Bartosz twierdzi, że jest pacjentem i posiadaczem medycznej marihuany, którą leczy bezsenność, jakiej nabawił się w związku z monotonną pracą montera w fabryce samochodów. Gnieźnieński sąd nie dał jednak temu wiary i skazał mężczyznę na karę bezwzględnego więzienia za posiadanie narkotyków.
 
 
 
 
Bartosz Łaniecki, który miał leczyć bezsenność medyczną marihuaną, nie pójdzie do więzienia za posiadanie narkotyków. Najpierw Sąd Rejonowy w Gnieźnie skazał go na 2 lata i 8 miesięcy pozbawienia wolności za posiadanie 288 gramów suszu marihuany i 19 gramów amfetaminy. Wyroku tego nie podtrzymał sąd drugiej instancji, który wymierzył mężczyźnie karę roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

Pan Bartosz twierdzi, że jest pacjentem i posiadaczem medycznej marihuany, którą leczy bezsenność, jakiej nabawił się w związku z monotonną pracą montera w fabryce samochodów. Gnieźnieński sąd nie dał jednak temu wiary i skazał mężczyznę na karę bezwzględnego więzienia za posiadanie narkotyków.
Pan Bartosz złożył apelację. We wtorek, 25 maja sąd drugiej instancji wydał prawomocny wyrok w tej sprawie.
– Trzeba ocenić pana zachowanie w kontekście tego, że nie tylko marihuanę u pana znaleziono. Trudno jednak, w jakikolwiek sposób wskazywać na to, że amfetamina, którą pan miał, służyła także do środków leczniczych – mówił podczas rozprawy sędzia Mariusz Sygrela.
Sąd odwoławczy uznał, że kara, jaką wymierzył sąd pierwszej instancji jest zbyt surowa.
– Przyjmując, że dopuścił się pan tego przestępstwa, nie znalazł sąd podstaw do tego, żeby pana osadzać w zakładzie karnym. Uznał to za niecelowe i uznał karę, którą sąd pierwszej instancji panu wymierzył za rażąco surową – wskazał sędzia.
I dodał: – Ważniejsze jest pokazanie panu, że bez stosownego zalecenia lekarskiego takich środków przyjmować nie można i posiadać i dlatego wystarczająca uznał karę z warunkowym zawieszeniem jej wykonania.
Bartosz Łaniecki akceptuje ostateczny wymiar kary. – Jest to sprawiedliwy wyrok – mówił po rozprawie mężczyzna.
 
 
GlosWielkopolski.pl

NoMercy
Liście koki rosną w Kolumbii, Peru i w Boliwii. Ogromna światowa podaż kształtuje coraz większy popyt. Zyski z produkcji kokainy zachęciły jej producentów do profesjonalizacji upraw. "Europa jest zalewana kokainą, bo zrobiła się tańsza, bardziej dostępna, jest jej dużo więcej, rośnie konsumpcja. Kiedyś uznawana była za narkotyk ekskluzywny, którym odurzały się gwiazdy kina czy sportu. Dziś zażywają ją chłopaki spod trzepaka".
 
 
 
Tylko w ubiegłym roku CBŚP przejęło 10 ton narkotyków, których wartość określa się w miliardach złotych. Mimo to przemyt kwitnie. Czym handlują polskie gangi? Kolumbijską kokainą, marihuaną z Hiszpanii i Maroka. Ostatnio popularność zyskuje heroina m.in. z Laosu - mówi PAP oficer operacyjny CBŚP.

Oficer operacyjny Centralnego Biura Śledczego Policji, który od prawie dwóch dekad specjalizuje się w zwalczaniu przestępczości narkotykowej, w rozmowie z PAP opisał tendencje wśród przemytników, dilerów i konsumentów środków odurzających.
"Z narkotykami jest jak z każdym innym towarem. Im więcej jest go na rynku, im więcej jest z tego pieniędzy, tym chętniej inwestuje się pieniądze w technologie usprawniające ich produkcję. Dobrym przykładem jest koka, krzew kokainowy, kiedyś roślina sezonowa, teraz produkowana przez cały rok" – powiedział PAP śledczy w stopniu podinspektora.
 
Liście koki rosną w Kolumbii, Peru i w Boliwii. Ogromna światowa podaż kształtuje coraz większy popyt. Zyski z produkcji kokainy zachęciły jej producentów do profesjonalizacji upraw. "Europa jest zalewana kokainą, bo zrobiła się tańsza, bardziej dostępna, jest jej dużo więcej, rośnie konsumpcja. Kiedyś uznawana była za narkotyk ekskluzywny, którym odurzały się gwiazdy kina czy sportu. Dziś zażywają ją chłopaki spod trzepaka" – zauważa funkcjonariusz.
 
O zwiększającym się udziale kokainy na europejskim rynku narkotykowym świadczyć mogą statystyki Centralnego Biura Śledczego Policji. W 2018 roku funkcjonariusze CBŚP zabezpieczyli 24 kg kokainy na 11 ton wszystkich przejętych od grup przestępczych narkotyków. Rok później przejętej kokainy było już 3,65 tony, co stanowiło niemal połowę wszystkich przejętych przez CBŚP. W 2020 roku funkcjonariusze mogli pochwalić się zlikwidowaniem kolejnych kanałów przerzutowych i przejęciem 3,87 tony białego proszku.
Podinspektor wyjaśnia, że "kokaina kokainie nie jest równa". Narkotyk często jest rozrabiany, np. kofeiną, co zmniejsza jego "czystość", ale pozwala grupom przestępczym więcej zarobić na sprzedaży. Z jednego kilograma substancji można zrobić nawet 4-5 kilogramów produktu, który trafia później na czarny rynek. "Grupy przestępcze nierzadko fałszują kokainę, np. lidokainą, czyli środkiem miejscowo znieczulającym, stosowanym między innymi w stomatologii. Dodaje się tę substancję, żeby ktoś, kto kupuje miał wrażenie, że narkotyk ma dużą moc, bo mu język zdrętwiał" – wyjaśnia policjant.
Z danych CBŚP wynika, że "do łask" wraca heroina, produkowana głównie w Azji, np. w Laosie, i stamtąd przemycana do Europy. W 2018 roku przejęto jej ok. 2,4 kilograma, a już w 2020 roku były to 424 kg zabezpieczone przez CBŚP. Heroina stała się – według śledczych – narkotykiem "celebryckim", nieco tańszym od kokainy, ale dostarczającym konsumentom ekstatycznych wrażeń. Jest także, co podkreśla oficer CBŚP, narkotykiem silnie i szybko uzależniającym. Głównie dlatego, że konsumenci chcą ponownie przeżywać doznania, które wywołały u nich pierwsze próby z tym narkotykiem. W tym celu zwiększają dawki, co szybko prowadzi do fizycznego uzależnienia.
 
Drugim czołowym producentem heroiny stał się Meksyk. Gangi szmuglują ją głównie do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Na popularności zyskuje także metamfetamina, narkotyk syntetyczny, również nielegalnie wytwarzany poza Europą, głównie w Meksyku. "Jej produkcja nie jest trudna. Wszystkie produkty są ogólnodostępne. W naszym kraju wprowadzono ograniczenia dotyczące możliwości nabycia prekursorów, np. pseudoefedryny znajdującej się w lekach na przeziębienie, co nie pozwala grupom przestępczym działać na taką skalę, jak w innych krajach” – mówi PAP podinspektor z CBŚP.
Policjant zwraca uwagę, że cenę narkotyku i "opłacalność" jego wytwarzania w danym kraju, poza czynnikami klimatycznymi (jak w przypadku kokainy czy marihuany) determinuje ilość instytucji państwowych zaangażowanych w przeciwdziałanie przestępczości narkotykowej.
"Im mniejsza kontrola w państwie, tym większe poczucie bezkarności wśród przestępców. W Polsce jest Policja, w tym CBŚP, które jest wyspecjalizowane w zwalczaniu tego typu przestępczości. W Kolumbii czy Meksyku produkcja jest tania, bo nikt nad tym nie panuje. Wyprodukowanie 1 kilograma kokainy kosztuje około 1 tysiąca dolarów, a jego cena z każdą przekroczoną granicą rośnie. W Hiszpanii, czyli kraju z którego rozprowadzana jest dalej po Europie, kosztuje już 40-50 tysięcy euro, czyli ok. 200 tysięcy złotych. A ten kilogram kupiony w hurcie jest rozrabiany i fałszowany, więc można na zarobić wielokrotnie więcej" – zauważa nasz rozmówca.
 
Oficer operacyjny w rozmowie z PAP wyjaśnił, dlaczego narkotyki z drugiego końca świata są z taką łatwością przemycane do Europy na wielką skalę. Jednym z czynników jest brak możliwości skontrolowania wszystkich towarów przewożonych z Azji czy Ameryki drogą morską, w zabezpieczonych kontenerach. "W Unii Europejskiej kontroluje się około 5 proc. towarów. Nie da się skontrolować wszystkiego, otworzyć dziennie kilku tysięcy kontenerów, żeby sprawdzić, co w nich jest, bo rynki, by się zatrzymały. Do ujawnienia przemytu dochodzi najczęściej dzięki żmudnej pracy operacyjnej, opartej także na źródłach. Trzeba mieć namiar i informatora. Te tradycyjne metody się sprawdzają" – stwierdza podinspektor.
Dodaje, że otwieranie kontenerów jest nie tylko nierealne czasowo, ale może powodować ogromne straty finansowe, bo często przewożony w nich towar łatwo się psuje. Ta wiedza jest często wykorzystywana przez grupy przestępcze, które - np. w bananach - przemycają narkotyki.
"Kokainę rozpuszczoną, np. w owocach, przemyconą w cukrze czy kredzie, trzeba odzyskać. Zajmują się tym także polskie grupy przestępcze, które przemycają kokainę z Hiszpanii do Skandynawii i tam, w specjalnym laboratorium, ekstrahują narkotyk. Ten proces chemiczny pozwala na wydobycie kokainy właściwie ze wszystkiego. A wyobraźnia przestępców nie zna granic" – mówi funkcjonariusz.
 
Pod koniec 2019 roku CBŚP przejęło w gdyńskim porcie kokainę przemyconą w kontenerach z kredą, która przypłynęła do Polski z Kolumbii. W 74 workach spośród 1600 worków, ukryte były narkotyki, w sumie 1850 kg. Zlikwidowano również laboratorium w woj. wielkopolskim, w którym kokaina z przemytu była odzyskiwana. Proceder organizował obywatel Iranu.
Oficer operacyjny do innych, zdumiewających pomysłów na przemyt kokainy zaliczył transport skór nasączonych roztworem z kokainą, nasączone narkotykiem ubrania, przemyt kokainy w ramach obrazów, albo w segregatorach z dokumentami, w których kartki nasączone były kokainą. Innym razem zatrzymano mężczyznę, którego walizka zrobiona była z kokainy.
"Mieliśmy kiedyś informatora, który twierdził, że przemytem kokainy zajmuje się firma pogrzebowa. Twierdził, że narkotyki są ukryte w trumnach. Zrobiliśmy kilka kontroli, ale nic nie znaleźliśmy. W końcu się okazało, że to palety, na których stały trumny, były plastikiem wymieszanym z kokainą. To brzmi niesamowicie, ale przestępcom naprawdę się to opłaca. Odzyskują narkotyk w wyniku prostych procesów chemicznych, często łatwiejszych niż pędzenie bimbru. A pieniądze są z tego ogromne" – tłumaczy podinspektor.
 
Mimo rosnącej na czarnym rynku popularności kokainy, najchętniej i najczęściej kupowanym narkotykiem na świecie jest marihuana i pochodne konopi indyjskich, czyli np. haszysz. Marihuanę produkuje się w Polsce, ale są to plantacje zorganizowane w specjalnie ogrzewanych i wentylowanych pomieszczeniach. Jej produkcja jest kosztowna, a możliwości lokalowe uniemożliwiają wytwarzanie hurtowych ilości narkotyku. "Najwięcej marihuany pochodzi z Hiszpanii i z Maroka oraz z Kazachstanu. Stamtąd do Europy idą tony. Polskie grupy przestępcze coraz częściej zakładają plantacje w Hiszpanii albo mają w nich udziały" – mówi PAP oficer operacyjny.
W 2018 roku CBŚP przejęło 7,75 tony haszyszu, rok później 493 kg tej substancji, a w 2020 roku około 1,9 tony. Statystyki dotyczące marihuany z przemytu, oraz tej uprawianej lokalnie, wyglądają w ostatnich latach podobnie. W 2019 roku było to 1,45 tony, rok później 1,9 tony a w 2020 roku blisko 2000 kg.
CBŚP w pierwszym kwartale 2020 roku udaremniło przemyt 275 kg heroiny wartej 61 mln złotych. Narkotyki przypłynęły z Azji do Gdyni w kontenerach z kruszywem. Później, w ramach akcji wymierzonej w tę samą grupę przestępczą, na terenie Belgii, Holandii Turcji i Polski zatrzymano 13 osób i przejęto blisko 2,4 tony heroiny i ponad tonę kokainy. Organizatorem tych przemytów był Polak.
 
Dzięki informacjom operacyjnym policjantów z CBŚP w ubiegłym roku zlikwidowano na terenie Hiszpanii 18 plantacji konopi, które pozwoliłyby na uzyskanie ok. 1,5 tony marihuany wartej ponad 45 mln zł. Zatrzymano wówczas 63 osoby, w tym Polaków, Hiszpanów i Litwinów.
Funkcjonariusz podkreśla, że marihuana, której teoretycznie nie można przedawkować, jest w ostatnich latach przyczyną wielu tragedii. "To nie jest marihuana, którą zażywała Janis Joplin. To narkotyk, który jest produkowany ze specjalnie zmodyfikowanych ziaren, podlewany chemią, zawiera mnóstwo sztucznych substancji. Nierzadko powoduje psychozy, urojenia, stany depresyjne, jest przyczyna wielu samobójstw. Wszystko to, co ludzie teraz palą, jest nafaszerowane chemią" – przestrzega.
Drugim, najbardziej popularnym narkotykiem w Europie jest amfetamina. To narkotyk, który wyostrza zmysły, podnosi samoocenę i produktywność. "Ludzie to biorą, bo lepiej im się po tym pracuje, mają lepszy humor. Oczywiście do czasu utrzymania ciągu. Na skalę przemysłową produkuje się ją w Belgii i Holandii. Ale prawdą jest, że to polscy przestępcy mają opinię tych, którzy robią najlepszą amfetaminę na świecie" – dodaje podinspektor.
 
Laboratoria amfetaminy prowadzone są przez grupy przestępcze w Polsce, ale coraz częściej śledczy odnotowują, że Polacy powiązani z tymi kręgami wyjeżdżają za granicę, by organizować nielegalnie laboratoria, np. w Wielkiej Brytanii. "Jadą, by za odpowiednią opłatą, podzielić się wiedzą i przepisem na narkotyk. Najlepsi chemicy nie biorą bezpośredniego udziału w produkcji, są kontrolerami jakości" – wyjaśnia oficer operacyjny.
Zorganizowane grupy przestępcze, które przemycają narkotyki z różnych stron świata, często działają pod pozorem legalnej działalności lub korzystają z pomocy przedsiębiorców prowadzących legalny biznes. "Kto przemyca narkotyki? Na przykład firmy transportowe, którym słabo idzie interes i nagle dostają propozycję, że mogą dorobić. Przestępcy często pozyskują bezpośrednio kierowców ciężarówek, którzy kursują po Europie. Ci ludzie tłumaczą się później, że nie interesowali się tym, co wiozą. Wydaje im się, że to jest praca czysta moralnie, ale to oni pierwsi wpadają i ponoszą za to surowe kary" – zauważa policjant.
W narkotyki inwestują także osoby, które mają pieniądze, pochodzące niekoniecznie z legalnego źródła, np. z wyłudzeń VAT. "Taka osoba szuka innej, która te pieniądze odpowiednio zainwestuje i pomnoży. Tworzą się łańcuszki ludzi, którzy się za bardzo nie znają. Łączy ich konkretne przedsięwzięcie dotyczące produkcji lub przemytu narkotyków. W przypadku powodzenia, taki proceder powtarzają, aż grupa przestępcza nie stanie się na tyle duża i nieostrożna, że zwróci na siebie uwagę organów ścigania. Ta przestępczość nie jest scentralizowana. Grupek, które zajmują się przemycaniem czy produkcją narkotyków, mogą być setki, jeśli nie tysiące" – mówi PAP ekspert CBŚP.
 
Oficer podkreśla, że praca przy rozpracowywaniu przestępczości narkotykowej opiera się na "ciężkiej pracy operacyjnej i źródłach". "To, że my wiemy, że ktoś przemyca, to jeszcze nie jest sukces. Musimy wiedzieć, gdzie przemyca i mieć wystarczające dowody, by prokurator mógł na ich podstawie przedstawić zarzuty. Ich zbieranie trwa często wiele miesięcy, a nawet wiele lat. Dokumentujemy strukturę grupy i jej działalność. Dzięki temu zwykle udaje się zatrzymać więcej osób, wyeliminować je z rynku" – przyznaje funkcjonariusz.
Czas działania takiej przestępczej organizacji śledczy szacują na 2 do 3 lat. "Taka grupa, która zarabia pieniądze, rośnie w strukturę, przyjmuje się coraz więcej osób, traci się czujność, nie przestrzega się zasad konspiracji. Wtedy pojawiają się słabsze ogniwa, przez które docieramy do grupy. Pozyskujemy do współpracy osoby, które dostarczają cennych informacji. Ale zlikwidowanie kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu grup rocznie nie rozwiązuje problemu. Zawsze znajdą się kolejni. Są interesy w toku, które trzeba dokończyć. Tym zajmują się ludzie stojący dotąd niżej w hierarchii przestępczej. Tak rodzą się nowi liderzy" – mówi policjant.
Przyznaje w rozmowie z PAP, że praca z Centralnym Biurze Śledczym Policji daje ogrom satysfakcji, ale nie jest to praca w możliwym do określenia wymiarze godzin. "Żeby mieć jakiekolwiek szanse w rozgrywce ze zorganizowaną przestępczością, musimy być dyspozycyjni 24 h na dobę, pracować w godzinach nadliczbowych, w święta i dni wolne od pracy. Wielu z nas to pasjonaci. W końcu przestępcy też działają 24 godziny na dobę. Oni grają o swoje życie, wolność i gigantyczne pieniądze. Ustępując im zaangażowaniem przegralibyśmy już na starcie" – podsumowuje oficer operacyjny CBŚP.
 
 
Radio.Opole.pl

NoMercy
W trakcie działań zatrzymano trzech mężczyzn, mieszkańców Koszalina. Dwaj z nich (28 i 29 lat) postanowieniem sądu na trzy miesiące trafiło do aresztu. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności. Trzeciego z zatrzymanych zwolniono. Łącznie zabezpieczono przeszło 33 kilogramy narkotyków, których wartość szacuje się na prawie 2 miliony złotych.
 
 
 
Straż Graniczna przejęła ponad 33 kilogramy narkotyków. Do sprawy zatrzymano trzech mieszkańców Koszalina. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności.

Funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej przeszukali jedno z koszalińskich mieszkań. Znaleźli w nim, ukryte znaczne ilości marihuany, amfetaminy oraz kilka tysięcy tabletek ecstasy (MDMA). Dodatkowo funkcjonariusze zabezpieczyli przeszło 15 tysięcy papierosów mogących pochodzić z przemytu. Ich wartość wynosi około 11 tysięcy złotych.
W trakcie działań zatrzymano trzech mężczyzn, mieszkańców Koszalina. Dwaj z nich (28 i 29 lat) postanowieniem sądu na trzy miesiące trafiło do aresztu. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności. Trzeciego z zatrzymanych zwolniono. Łącznie zabezpieczono przeszło 33 kilogramy narkotyków, których wartość szacuje się na prawie 2 miliony złotych.

Śledztwo w sprawie prowadzą funkcjonariusze z Morskiego Oddziału Straży Granicznej pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.
„Towar był w koszalińskim mieszkaniu, które przeszukali strażnicy graniczni. Znaleźli tam znaczne ilości marihuany, amfetaminy oraz kilka tysięcy tabletek ekstazy. Dodatkowo funkcjonariusze zabezpieczyli przeszło 15 tysięcy papierosów mogących pochodzić z przemytu. Ich wartość wynosi około 11 tysięcy złotych. W trakcie działań zatrzymano trzech mężczyzn, mieszkańców Koszalina. Dwaj z nich w wieku 28 i 29 lat postanowieniem sądu na trzy miesiące trafili do aresztu. Trzeciego z zatrzymanych zwolniono – przekazał Andrzej Juźwiak z Morskiego Oddziału Straży Granicznej.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
Problem dopalaczy, z którym mierzy się nasze województwo, nie omija miasta róż. Jak podaje Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Kutnie, w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2020 roku w powiecie kutnowskim zarejestrowano pięć przypadków zatrucia środkami zastępczymi, tzw. dopalaczami. Jeden przypadek dotyczył osoby nieletniej, miała ona 15 lat.
 
 
 
Choć w ostatnich kilku latach medialny szum wokół nich stracił na sile, problem związany z ich zażywaniem pozostaje aktualny. Dopalacze, nazywane też nowymi narkotykami, wciąż znajdują swoich amatorów, również w Kutnie i okolicach. Z danych sanepidu wynika, że nie brakuje przypadków zatruć, także wśród nieletnich.

W roku 2010 weszła z życie ustawa delegalizująca sprzedaż dopalaczy w Polsce, w wyniku czego zamknięto około 1400 sklepów i punktów handlowych prowadzących sprzedaż dopalaczy. W nowelizacji z 2015 roku ponad 100 substancji o działaniu psychoaktywnym, które są wykorzystywane do produkcji dopalaczy, zostało uznanych za narkotyki, a ich produkcja, dystrybucja i posiadanie dopalaczy zawierających te substancje podlega takim samym regulacjom prawnym i karom, jak te za handel narkotykami. Warto zaznaczyć, że według obecnie obowiązującego statusu prawnego, dopalacze nazywane są substancjami zastępczymi i nie znajdują się na liście zakazanych substancji. Z kolei nowe substancje psychoaktywne posiadają w świetle prawa status narkotyków.
 
Region łódzki liderem niechlubnego rankingu
Raport Głównego Inspektora Sanitarnego nie pozostawia złudzeń - województwo łódzkie zdecydowanie przoduje pod względem notowanych zatruć dopalaczami. W ubiegłym roku było ich 250, podczas gdy w pozostałych województwach rejestruje się ich raptem kilkadziesiąt. Niewiele lepszymi wynikami "pochwalić się" może jedynie województwo śląskie, gdzie w 2020 roku zatruło się 171 osób. Obecne dane prezentują się jednak o wiele korzystniej niż w latach 2015-2016, kiedy to w regionie łódzkim odnotowano blisko 3 tysiące podobnych przypadków.
 
Kutno (nie) świeci przykładem
Problem dopalaczy, z którym mierzy się nasze województwo, nie omija miasta róż. Jak podaje Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Kutnie, w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2020 roku w powiecie kutnowskim zarejestrowano pięć przypadków zatrucia środkami zastępczymi, tzw. dopalaczami. Jeden przypadek dotyczył osoby nieletniej, miała ona 15 lat. Na szczęście nie stwierdzono przypadków śmiertelnych.
W okresie od 1 stycznia do 1 maja 2021 roku odnotowano natomiast dwa przypadki zatrucia dopalaczami, żaden z nich nie dotyczył osoby nieletniej. Nie stwierdzono przypadków śmiertelnych. Co więcej, jeden przypadek dotyczył zatrucia nowymi substancjami psychoaktywnymi u osoby dorosłej. 
 
Jakie poznać, że dziecko mogło brać dopalacze?
U małoletniego obserwujemy huśtawkę nastrojów - od świetnego samopoczucia do depresji.
Dziecko jest na zmianę pobudzone lub ospałe, często śpi o nietypowych porach.
Jest niecierpliwe, rozdrażnione, niespokojne i pobudzone.
Jest agresywne a wcześniej nie było.
Ma nadmierny apetyt lub nie ma apetytu i gwałtownie chudnie.
Ma zaczerwienione oczy, zwężone lub rozszerzone źrenice, długo utrzymujący się katar, skarży się na kołatania serca.
Miewa nagłe wzrosty temperatury ciała powyżej 39°C bez wyraźnych przyczyn takich jak np. infekcja bakteryjna lub wirusowa.
Dziecko miewa halucynacje.
Dziecko oddala się od rodziców, rodzeństwa, staje się obce, nie chce rozmawiać z bliskimi, często kłamie, systematycznie kradnie rodzicom pieniądze, znika z domu o różnych porach i unika kontaktu po powrocie.
Wraca bardzo późno lub nocuje poza domem bez wcześniejszego uzgodnienia z rodzicami, zdarzyła mu się dłuższa ucieczka z domu.
Kwestionuje szkodliwość narkotyków takich jak marihuana i "dopalaczy", twierdzi, że powinny być zalegalizowane i ogólnodostępne.
Nagle ma kłopoty z nauką, a wcześniej one nie występowały.
Nagle dziwnie się ubiera, ma nowych znajomych, których rodzice nie znają.
W pokoju dziecka stwierdziliśmy dziwne zapachy, które wcześniej nie występowały.
W pokoju dziecka znaleźliśmy dziwne przedmioty przypominające swym wyglądem fajki, fifki, bibułki, substancje przypominające wysuszone rośliny, proszek, tabletki, kapsułki itp. Nie wolno też lekceważyć znalezionych pustych opakowań po lekach np. na przeziębienie, które dziecko mogło kupić w aptece bez recepty. Przykładowo może to być Sudafet, Acodin lub opakowania po syropach na tego typu dolegliwości.
Gdy dziecko źle się poczuje i istnieje podejrzenie, że zatruło się nieznaną substancją dzwonimy pod numer 112 lub 999.
 
 
Kutno.net.pl

NoMercy
Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Pabianicach. Śledczy ustalili, że sklep przy ul. Brackiej należał do spółki z Wielkopolski. Policjanci zasadzili się w rejonie sklepu i zatrzymywali wychodzących klientów. Przy każdym z nich znaleźli opakowanie z tajemniczym suszem roślinnym. Były to dopalacze.
 
 
 
 
Przed sądem stanie sklepowy sprzedawca groźnych dla zdrowia i życia dopalaczy. W sklepie panował półmrok, zaś specyfiki sprzedawano przez otwór w płycie wiórowej, tak aby nie było widać sprzedawcy. Dopalacze miały tak atrakcyjne i „apetyczne” nazwy jak Voo Doo Pogromca Duchów czy Talizman Pogromca Wampirów. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Łodzi.

Dopalacze sprzedawano w sklepie przy ul. Brackiej w Pabianicach. Oskarżonym sprzedawcą jest 45-letni Marcin W., z zawodu ratownik medyczny, który do tej pory nie był karany.
 
Voo Doo Pogromca Duchów i Talizman Pogromca Wampirów.
Prokuratura zarzuca mu sprzedaż niebezpiecznych dla zdrowia i życia dopalaczy, których zażycie – jak ustalili biegli – może spowodować zaburzenia sercowe i psychiczne oraz upośledzenie centralnego układu nerwowego. Dlatego Marcin W. miał w ten sposób sprowadzić niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia wielu osób. Szkodliwe produkty miały takie zabawne i groteskowe nazwy jak Mały Talizman Kierowcy, Duży Talizman Kierowcy, Średni Amulet Ochronny, Voo Doo Pogromca Duchów czy Talizman Pogromca Wampirów.
Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Pabianicach. Śledczy ustalili, że sklep przy ul. Brackiej należał do spółki z Wielkopolski. Policjanci zasadzili się w rejonie sklepu i zatrzymywali wychodzących klientów. Przy każdym z nich znaleźli opakowanie z tajemniczym suszem roślinnym. Były to dopalacze.
 
Dopalacze spod lady i przez otwór w płycie
Policjanci weszli do sklepu i w ciągu dwóch dni zabezpieczyli prawie 300 trefnych produktów. Ustalili, że klienci zaopatrywali się tam w dopalacze od kilku miesięcy. Sprzedaż odbywała się w nietypowej scenerii, tak jakby sprzedawca – był nim Marcin W. - koniecznie chciał zachować incognito. Otóż w sklepie panował półmrok, zaś sprzedawca wyjmował dopalacze spod lady. Między kupującym a sprzedającym była zainstalowana na ladzie płyta wiórowa z otworem, przez który wydawano szkodliwe używki. Dlatego klienci nie byli w stanie opisać wyglądu sprzedającego.
Zabezpieczone dopalacze trafiły do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Łodzi oraz do renomowanego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie, które to placówki potwierdziły, że są one bardzo szkodliwe.
Ta sama firma prowadziła też sklep przy Więziennej w Lesznie. Także w nim sprzedawano dopalacze. Sprzedawcą był 38-letni Damian Ch., z zawodu kierowca, który też został oskarżony w tej sprawie.
 
Sprzedawcy nie przyznali się do winy
Podczas przesłuchania Marcin W. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Także Damian Ch. nie przyznał się do winy. Oznajmił za to, że nie interesował się sprzedawanymi przez siebie produktami.
Niemniej niepokoiły go wizyty w sklepie policjantów i inspektorów sanepidu. W takich sytuacjach kontaktował się z pełnomocnikiem właściciela sklepu, który niezmiennie go zapewniał, że wszystko jest w porządku.
 
 
DziennikLodzki.pl

NoMercy
Z ustaleń śledztwa wynika, że przestępcy mogli "zalegalizować" około 1,4 mld zł pochodzących z handlu kokainą. W sprawie występuje już pięciu podejrzanych. w 2019 r. zatrzymano w Grecji, a następnie sprowadzono do Polski, podejrzanego o współkierowanie tą grupą. W związku z prowadzonym śledztwem pod koniec sierpnia 2019 r. prokuratura wydała postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym i zajęła należącą do podejrzanych gotówkę równowartości 1 421 231 880,23 złotych.
 
 
 
Holenderski sąd zgodził się na wydanie do Polski Shaloma Liora A., szefa zorganizowanej grupy przestępczej, poszukiwanego przez prokuraturę europejskim nakazem aresztowania. Zatrzymany w październiku ub.r. mężczyzna był szefem grupy, która "wyprała" 1,4 mld złotych dla kolumbijskich karteli narkotykowych.

Śledztwo w sprawie międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się praniem brudnych pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami oraz oszustw internetowych tzw. phishingu, prowadzone jest przez Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.
29 października ub.r. na podstawie międzynarodowego listu gończego w Amsterdamie ujęto jednego z dwóch szefów grupy przestępczej, która miała w Polsce prać pieniądze dla kolumbijskich karteli narkotykowych. Od tamtej pory trwała procedura ekstradycyjna wobec pochodzącego z Izraela Shaloma Liora A. Teraz - jak podała PK - holenderski sąd zdecydował, że podejrzany zostanie wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.
Czynności procesowe z podejrzanym zostaną wykonane niezwłocznie po przewiezieniu go do Polski - podała PK.
Z ustaleń śledztwa wynika, że przestępcy mogli "zalegalizować" około 1,4 mld zł pochodzących z handlu kokainą.
W sprawie występuje już pięciu podejrzanych. w 2019 r. zatrzymano w Grecji, a następnie sprowadzono do Polski, podejrzanego o współkierowanie tą grupą. Ivan Molina L. figurował jako prezes spółki zarejestrowanej w Michałowicach na Mazowszu, należącej do podobnej spółki zarejestrowanej w Panamie. Kapitał zakładowy jego firmy wynosił zaledwie 5 tys. zł. Firma ta "prowadziła w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach rachunki depozytowe jednej z największych giełd kryptowalut na świecie. Chodzi o BitFinex, obsługujący 20 proc. obrotów Bitcoin-Euro. W ciągu doby obraca sumami rzędu 1,5 miliarda dolarów. Giełda BitFinex już wcześniej miała problemy z prawem" - podawał portal rmf24.pl.
W związku z prowadzonym śledztwem pod koniec sierpnia 2019 r. prokuratura wydała postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym i zajęła należącą do podejrzanych gotówkę równowartości 1 421 231 880,23 złotych m.in. w dolarach amerykańskich, brytyjskich funtach i euro.
"Pieniądze te jako pochodzące z przestępstwa podlegają obligatoryjnemu przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa. Zajęcie, a następnie zabezpieczenie pieniędzy było możliwe dzięki przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowelizacji z 23 marca 2017 roku ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu"
 - podała PK. Przejęta przez prokuraturę fortuna zdeponowana była właśnie w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach. Było to "największe w historii polskiej prokuratury zabezpieczenie pieniędzy na poczet przepadku".
Dolnośląska PK współpracowała w ramach tego śledztwa z Centralnym Biurem Śledczym Policji, które z kolei nawiązało ścisłą współpracę z Europolem, Interpolem oraz DEA, czyli amerykańskim departamentem do spraw zwalczania przestępczości narkotykowej.
 
 
PolskieRadio24.pl

NoMercy
Do sprawy produkcji narkotyków namysłowscy i wrocławscy policjanci zatrzymali dwie osoby: 38-letniego mieszkańca Wrocławia i jego 20-letnią partnerkę. Zatrzymany mężczyzna podejrzany jest o zorganizowanie obu laboratoriów i wytwarzanie znacznych ilości twardych i miękkich narkotyków. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna miał być mózgiem przestępczej działalności.
 
 
 
To były wspólne działania namysłowskich kryminalnych z funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego Policji Zarząd we Wrocławiu. Funkcjonariusze zlikwidowali dwa laboratoria do produkcji narkotyków. Do sprawy zatrzymano 38-latka i jego 20-letnią partnerkę. W laboratoriach funkcjonariusze zabezpieczyli duże ilości substancji psychotropowych. Zatrzymanemu 38-latkowi, który miał być pomysłodawcą linii produkcyjnej, grozi do 10 lat więzienia.

Namysłowscy kryminalni wspólnie z funkcjonariuszami z wrocławskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali dwie osoby zajmujące się przestępczością narkotykową. W minionym tygodniu policjanci z Namysłowa wraz z wrocławskimi kolegami z CBŚP weszli do dwóch mieszkań na terenie Wrocławia, gdzie miały być wytwarzane znaczne ilosci narkotyków.
Funkcjonariusze ujawnili w jednym z mieszkań laboratorium do produkcji mefedronu, natomiast w drugim mieszkaniu, w innej części miasta, laboratorium do produkcji amfetaminy. Oba mieszkania były zarządzane przez te same osoby. 

Do sprawy produkcji narkotyków namysłowscy i wrocławscy policjanci zatrzymali dwie osoby: 38-letniego mieszkańca Wrocławia i jego 20-letnią partnerkę. Zatrzymany mężczyzna podejrzany jest o zorganizowanie obu laboratoriów i wytwarzanie znacznych ilości twardych i miękkich narkotyków. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna miał być mózgiem przestępczej działalności. . Oboje zatrzymani zostali przewiezieni do policyjnego aresztu.

W ich mieszkaniach funkcjonariusze znaleźli dwie profesjonalnie przygotowane linie produkcyjne do wytwarzania mefedronu i amfetaminy. Były tam też tzw. boksy z profesjonalnym osprzętem do uprawy konopi oraz pojemniki z grzybnią do hodowli grzybów halucynogennych.
W mieszkaniach znajdowała się również pokaźna biblioteczka z książkami chemicznymi i instrukcjami na temat tego jak wytwarzać substancje zabronione. Przy zatrzymanych osobach ujawniono i zabezpieczono ponad 1 kilogram wytworzonego i gotowego do sprzedaży mefedronu, ponad 160 gramów marihuany oraz plantację konopi.
Zatrzymani zostali już przesłuchani. Mężczyzna podejrzany jest o produkowanie i wprowadzanie do obiegu znacznych ilości substancji psychotropowych za co grozi mu kara do 10 lat więzienia. Na wniosek prokuratora, decyzją sądu mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące.
 
 
Policja.pl

×
×
  • Create New...