Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!

Aktualności

Aktualności z całego świata!

NoMercy
Policjanci podsłuchali rozmowy telefoniczne między braćmi. Wynika z nich, że Oskar W. na polecenie brata Krystiana przygotowywał przesyłki z dopalaczami, które odbierali dilerzy działający w całym kraju. Często bywało, że takie przesyłki klienci odbierali w paczkomatach. Jednym z członków tej zorganizowanej grupy przestępczej był Szymon A., który najpierw działał w Gdańsku, a później otrzymał „delegację” do Łodzi, gdzie rozprowadzał dopalacze.
 
 
 
Gang polsko – ukraiński na wielką skale handlował w internecie szkodliwymi dopalaczami, przez co naraził na utratę życia lub zdrowia ponad 600 osób. Został rozpracowany przez policję w wyniku tajnej operacji o kryptonimie „Cykuta”.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Łodzi. Na ławie oskarżonych zasiądzie m.in. 24-letni Krystian W. Według śledczych, to on kierował gangiem działającym w Łodzi, Gdańsku, Warszawie i innych dużych miastach Polski.
Oskarżony miał wprowadzić do obrotu ponad 10 tys. jednogramowych opakowań z dopalaczami w postaci białego proszku lub szarych kryształów.
Prokuratura podkreśla, że handlując tego typu substancji sprowadził niebezpieczeństwo dla zdrowia lub życia co najmniej 651 osób.
 
Przesyłki z dopalaczami klienci odbierali w paczkomatach
Po wpadce Krystiana W. policjanci w jego dwóch mieszkaniach w Warszawie i Grodzisku Mazowieckim znaleźli 790 gramów substancji psychotropowych, a także maczetę, wagi elektroniczne oraz zeszyt z rozliczeniami finansowymi, które pozwoliły śledczym określić skalę procederu. Oprócz niego na proces czeka jego brat, 21-letni Oskar W. i 24-letni Andrij Z. z Ukrainy. Policjanci podsłuchali rozmowy telefoniczne między braćmi.
Wynika z nich, że Oskar W. na polecenie brata Krystiana przygotowywał przesyłki z dopalaczami, które odbierali dilerzy działający w całym kraju. Często bywało, że takie przesyłki klienci odbierali w paczkomatach. Gang był dobrze zorganizowany i dbał o swoich ludzi. Jeśli któryś z nich został zatrzymany przez policję, to szefowie gangu zapewniali mu pomoc prawną.
 
Sprzedając w Łodzi dopalacze zarobił 100 tys. zł
Jednym z członków tej zorganizowanej grupy przestępczej był Szymon A., który najpierw działał w Gdańsku, a później otrzymał „delegację” do Łodzi, gdzie rozprowadzał dopalacze.
Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Łodzi ustalili, że na przełomie 2017 i 2018 roku sprzedał 1,5 kg dopalaczy „zarabiając” 100 tys. zł, z czego 60 tys. zł musiał oddać liderom gangu.
Gdy doszło do nieporozumień na tle rozliczeń finansowych, Krystain W. - według śledczych – brutalnie skarcił Szymona A. za pomocą kilku ciosów pięścią w twarz i kopnięć po całym ciele.
 
 
Dzienniklodzki.pl

NoMercy
Kierującemu zorganizowaną grupą przestępczą prokurator zarzucił udział w obrocie  narkotykami – marihuaną w ilości co najmniej 19 kg. Trzech członków grupy usłyszało ponadto zarzuty dokonania przestępstwa wewnątrzwspólnotowego nabycia tj. przywozu z Czech do Polski marihuany w ilości 5 kg. Sprawa ma charakter rozwojowy. 
 
 
 
Na polecenie prokuratora Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu Do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie w ubiegłym miesiącu funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 7 osób w tym 6 wchodzących w skład zorganizowanej grupy przestępczej handlującej marihuaną i dokonujących wewnątrzwspólnotowego nabycia marihuany z Czech do Polski. 

W toku skoordynowanych czynności przeprowadzonych na terenie województwa dolnośląskiego i podkarpackiego przeszukano ponad 20 obiektów. Zabezpieczono marihuanę o czarnorynkowej wartości około 75000 zł oraz mienie o łącznej wartości 300000 zł.
Zatrzymani zostali doprowadzeni do Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu Do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, gdzie usłyszeli szereg zarzutów, m.in. dotyczących udziału w zorganizowanej grupie przestępczej kwalifikowane z art. 258 § 1 k.k. oraz udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków kwalifikowane z art. 56 ust 3 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
Kierującemu zorganizowaną grupą przestępczą prokurator zarzucił udział w obrocie  narkotykami – marihuaną w ilości co najmniej 19 kg. Trzech członków grupy usłyszało ponadto zarzuty dokonania przestępstwa wewnątrzwspólnotowego nabycia tj. przywozu z Czech do Polski marihuany w ilości 5 kg, kwalifikowanego z art. 55 ust 3 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Czyn ten stanowi zbrodnię i jest zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata.
Na wniosek prokuratora wszyscy podejrzani decyzjami Sądów zostali tymczasowo aresztowani. Sprawa ma charakter rozwojowy.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
Zgodnie z propozycją, dostęp do coffee shopów mieliby tylko mieszkańcy Niderlandów posiadający kartę klubową, zaś liczba punktów sprzedaży marihuany zostałaby drastycznie ograniczona. Nawet podczas lockdownu coffyshopy są nadal otwarte, ale klienci muszą zabrać towar ze sobą.
 
 
 
 
Stolica Niderlandów chce zakazać turystom odwiedzania słynnych coffe shopów, w których legalnie można kupić i palić marihuanę. Władze Amsterdamu wskazują, że wiele osób przyjeżdża do miasta tylko po to, żeby się odurzyć i po zażyciu narkotyków popełniają przestępstwa.

Deutsche Welle wskazuje, że przez dziesięciolecia Amsterdam był rajem dla palaczy marihuany z całego świata. W tamtejszych coffee shopach każdy powyżej 18. roku życia może nie tylko legalnie kupić haszysz lub marihuanę, ale także je zapalić. Teraz – po ponad 50 latach – ma się to zmienić, przynajmniej jeżeli chodzi o turystów.

Władze Amsterdamu chcą zakazać zagranicznym turystom wstępu do coffe shopów. Wyjaśniono, że w ten sposób pragnie powstrzymać masową turystykę i narkotykową przestępczość. – Tak zwani turyści za marihuaną powodują duże problemy w mieście – przyznaje burmistrzyni Femke Halsema.
 
List do rady miasta
– Amsterdam jest miastem międzynarodowym i oczywiście chcemy przyciągać turystów, ale pragniemy, aby przyjeżdżali oni ze względu na różnorodność, piękno miasta i jego zaplecze kulturalne – podkreśla. W liście do rady miasta Halsema napisała, że ma nadzieję uczynić Amsterdam mniej atrakcyjnym dla „miękkiej turystyki narkotykowej”.

Polityk Zielonych nie jest zwolennikiem całkowitego zakazu narkotyków, ale chce położyć kres ekscesom. DW wskazuje, że popiera ją w tym prokuratura, policja i wielu mieszkańców miasta. Zgodnie z propozycją, dostęp do coffee shopów mieliby tylko mieszkańcy Niderlandów posiadający kartę klubową, zaś liczba punktów sprzedaży marihuany zostałaby drastycznie ograniczona.
 
Nie wiadomo jeszcze, kiedy zakaz wejdzie w życie. Plan ten najpierw musi zatwierdzić parlament miejski.

Konopie indyjskie są właściwie zakazane w Niderlandach, ale w ramach tak zwanej polityki tolerancji w 1976 roku zalegalizowano posiadanie mniej niż pięciu gramów. Marihuana może być sprzedawana w coffee shopach. W ciągu ostatnich 20 lat ich liczba w Amsterdamie gwałtownie spadła z 283 do obecnie 166. Ale nadal jest to około 30 procent wszystkich coffee shopów w kraju. Nawet podczas lockdownu są one nadal otwarte, ale klienci muszą zabrać towar ze sobą.
 
 
TVP.info

NoMercy
Nad nowymi przepisami w zakresie kontroli pracowników w kwestii ich domniemanej nietrzeźwości pracuje Ministerstwo Pracy, Rozwoju i Technologii. Co więcej, kontrole miałyby także objąć badanie czy pracownik znajduje się pod wpływem innych środków odurzających, np.: narkotyków czy dopalaczy. 
 
 
 
 
Kontrole trzeźwości pracownika to dość delikatna i drażliwa kwestia także dla pracodawców, gdyż na razie w polskim prawie nie ma żadnych regulacji na ten temat. Kontrole stały się przedmiotem zapytania poselskiego, następnie nowelizacji Kodeksu pracy w 2019 r., jednakże teraz rządzący chcą wpisać ją na stałe do polskiego prawa. Na czym dokładnie polega spór oraz co planuje Ministerstwo Pracy, Rozwoju i Technologii w sprawie kontroli trzeźwości pracownika?

Z tego artykułu dowiesz się:
Jakie rozwiązania w zakresie kontroli trzeźwości panują obecnie Jakie zmiany szykuje rząd Jak do kwestii kontroli odnoszą się wszystkie strony zaangażowane w sprawę  
Kontrole trzeźwości delikatną sprawą
Kontrole trzeźwości oraz stanu odurzenia pracownikówsą kwestią bardzo delikatną, a jednocześnie bardzo kontrowersyjną. W polskim prawie do pewnego momentu kwestia kontroli nie była regulowana żadnymi przepisami szczególnymi.
Kontrole trzeźwości zmieniły swój charakter po nowelizacji Kodeksu pracy (Dz. U. 1974 Nr 24 poz. 141) w 2019 r., gdy została ona dopuszczona w kilku przypadkach. Portal infor.pl informuje, że "pracodawca ma prawo do egzekwowania od pracowników respektowania zakazu spożywania alkoholu w miejscu pracy i nakazu stawiania się do zakładu wyłącznie w stanie trzeźwości". Pracodawca może sam przeprowadzić badanie alkomatem lub mogą to zrobić wezwani przez niego funkcjonariusze policji.
Jednocześnie kontrola może być przeprowadzona tylko i wyłącznie w momencie, w którym istnieje podejrzenie stanu nietrzeźwości u pracownika. Prewencyjna kontrola nie jest już zatem możliwa - jasno wynika z odpowiedzi Stanisława Szweda, obecnego wiceministra rodziny i polityki społecznej, na zapytanie posła Marka Kwita.
Okazuje się, że nad nowymi przepisami w zakresie kontroli pracowników w kwestii ich domniemanej nietrzeźwości pracuje Ministerstwo Pracy, Rozwoju i Technologii. Co więcej, kontrole miałyby także objąć badanie czy pracownik znajduje się pod wpływem innych środków odurzających, np.: narkotyków czy dopalaczy.
Resort otrzymał już w tej sprawie odpowiednie wytyczne od Rzecznika Praw Obywatelskich i skupi się głównie na dwóch aspektach. Pierwszym są procedury przeprowadzania kontroli z zachowaniem praw pracowniczych, zaś drugim rozwiązania pozwalające na odsunięcie od wykonywanych obowiązków tych pracowników, co do których zachodzi podejrzenie, że pozostają pod wpływem substancji odurzających.
 
Kontrole trzeźwości na stałe wpisane do kodeksu?
To właśnie Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do resortu pracy z prośbą o przyspieszenie prac nad ustawą. Zdaniem RPO pracodawcy powinni mieć prawo do skontrolowania pracownika, wobec którego zachodzi niechlubne podejrzenie pozostawiania pod wpływem substancji odurzających lub alkoholu.
Z kolei inne zdanie w tej sprawie ma Urząd Ochrony Danych Osobowych, bowiem jego zdaniem obecny kształt przepisów nie pozwala na prewencyjne kontrole. UODO podkreśla, że nawet ustawa o wychowaniu w trzeźwości nie reguluje tych kwestii.
"Sąd Najwyższy w jednym z wyroków dopuścił stosowanie wyrywkowych kontroli trzeźwości. Możliwe to jest w sytuacjach, w których z uwagi na charakter pracy lub zakładu pracy istnieje ryzyko zagrożenia dla życia i zdrowia. Wskazał zarazem, że poddanie się profilaktycznym badaniom na trzeźwość należy zakwalifikować do podstawowych obowiązków pracownika, a uchylenie się od tego należy traktować jako ich naruszenie" - podaje serwis infor.pl.
- Spożycie alkoholu lub zażycie środka działającego podobnie do alkoholu powoduje bowiem zakłócenie funkcjonowania organizmu, w tym zaburzenia czynności poznawczych i brak pełnej kontroli nad organizmem, które - w odniesieniu do niektórych grup pracowników - mogą stanowić szczególnie istotne zagrożenie dla dóbr pracownika, pracodawcy, jak i innych osób - mówi portalowi prawo.pl Iwona Michałek, wiceminister rozwoju.
Pomysł ministerstwa zakłada dopuszczenie kontroli pracownika, ale tylko w przypadku uzasadnionego podejrzenia. Okazuje się, że o uregulowanie kwestii kontroli zabiegają nie tylko pracodawcy, ale nawet sami pracownicy.
 
 
BiznesInfo.pl

NoMercy
Marka S. na rozprawę doprowadzili policjanci z bronią maszynową w kuloodpornych kamizelkach. Szczupły, wysoki mężczyzna przyznał się do wszystkich zarzutów, czyli kierowania narkotykowym gangiem, udziału w grupie przestępczej i obrocie narkotykami, w tym 4 kg kokainy.  tych przestępstw mężczyzna osiągnął zysk 3 mln zł. Zgodził się na przepadek takiej kwoty.
 
 
 
Krakowski sąd skazał na dwa i pół roku więzienia Marka S., który poszedł na współpracę z prokuraturą i ujawnił szczegóły przemytu do Krakowa narkotyków z całej Europy. Dzięki skruszonemu przestępcy we wrześniu ub. w ramach tzw. konfiskaty rozszerzonej zajęto nielegalny majątek kiboli Cracovii na kwotę 12 mln zł.

Marek S. to dziś jeden z najcenniejszych świadków prokuratury, który ma olbrzymią wiedzę o przemycie narkotyków z Belgii, Hiszpanii, Niemiec i Włoch. 37-latek opowiedział o 162 transportach marihuany o wadze 15 ton i wartości detalicznej nie mniejszej niż 440 mln zł. Przemyt odbywał się od 2011 r. do jesieni 2019 r.
 
Policja z bronią maszynową
Marka S. na rozprawę doprowadzili policjanci z bronią maszynową w kuloodpornych kamizelkach. Szczupły, wysoki mężczyzna przyznał się do wszystkich zarzutów, czyli kierowania narkotykowym gangiem, udziału w grupie przestępczej i obrocie narkotykami, w tym 4 kg kokainy.
Z tych przestępstw mężczyzna osiągnął zysk 3 mln zł. Zgodził się na przepadek takiej kwoty.
Prokurator Piotr Stryszowski w mowie końcowej zauważył, że oskarżonemu groziło 15 lat więzienia, ale z uwagi na jego postawę procesową zachodzi ten szczególnym przypadek, w którym należy łagodniej potraktować Marka S.
- To dlatego, że ujawnił skalę przestępczego procederu oraz fakty nieznane organom ścigania. Sam też się obciążył zeznaniami
- mówił prokurator.
Dodał, że dzięki zeznaniom mężczyzny we wrześniu ub.r. udało się zabezpieczyć pochodzący z przestępstw majątek przestępców na kwotę 12 mln zł. To 14 działek, domów i apartamentów położonych w Kościelisku k. Zakopanego, Krakowie, Sosnowcu i Gorlicach. Zajęto też samochód marki BMW X5 o szacunkowej wartości 130 tys. zł. Pozyskano też od Marka S. wiedzę o trasach przerzutowych i sposobach transportowania narkotyków do Polski.
Wniosek o niską karę dla tego oskarżonego poparł adwokat mężczyzn m. Bartłomiej Babij. Sam oskarżony stwierdził, że żałuje swoich czynów.
- Nie powtórzyłbym tych przestępstw
- mówił.
 
Wpadka w Hiszpanii
Z komunikatu jaki we wrześniu ub.r. wystosowała Prokuratura Krajowa wynika, że z udziałem policjantów CBŚP i funkcjonariuszów Straży Granicznej, udało się zatrzymać członków międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej. Czynności zostały również przeprowadzone w Hiszpanii, gdzie we współpracy z tamtejszymi służbami dokonano zatrzymania trzech osób wchodzących w skład tej grupy przestępczej, w tym osobę kierującą gangiem na terenie Hiszpanii.
Zatrzymania na terenie Hiszpanii były przeprowadzone na podstawie europejskich nakazów aresztowania wydanych przez Sąd Okręgowy w Krakowie. Nadal trzy osoby poszukiwane są europejskimi nakazami aresztowania. Aktualnie w sprawie występuje 28 podejrzanych.
Wśród zatrzymanych jest również funkcjonariusz Policji, który usłyszał zarzut udziału w międzynarodowej zorganizowanej grupie przestępczej i przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistej przez jednego z kierujących grupą przestępczą poprzez ujawnienie informacji objętych tajemnicą oraz utrudnienie postępowania karnego.
 
Wpadł i „Master”
Śledczy przypomnieli, że już wcześniej w czerwcu 2020 r. skierowali do sądu akty oskarżenia wobec 18 osób wchodzących w skład tej grupy przestępczej. Cztery osoby mają tam zarzuty kierowania międzynarodową zorganizowaną grupą przestępczą. Jedną z nich jest Paweł M. ps. „Master” - lider pseudokibiców jednego z krakowskich klubów piłkarskich.
Rozbicie struktur przestępczych było możliwe m.in. dzięki dopuszczeniu – dowodu z zeznań świadka koronnego. Przekazał informację na temat zasad organizowania nabyć marihuany, wykorzystywanych do tego celu firm transportowych i spedycyjnych, używanych w tym celu podrobionych pieczęci, miejsc załadunku, wyładunku, sposobu ukrywania narkotyków, czy zasad kontaktu telefonicznego w przypadku realizowanych transportów.
 
 
Krakow.NaszeMiasto.pl

NoMercy
W przesyłkach z Hong Kongu i Chin znajdowało się w sumie ponad 6,5 tony substancji o nazwie MAPA (metylo alfa-fenyloacetoacetytu). To prekursor wykorzystywany od kilku lat do produkcji amfetaminy. Za sprawą prostej reakcji chemicznej można go przerobić na BMK (benzylometyloketon), z którego później powstaje „speed”. Paczki z MAPA wysłane były do niemieckiej firmy logistycznej w rejonie Ren-Men. Tam miały być posortowane i wysłane do dalszych odbiorców.
 
 
 
Nawet 26 ton amfetaminy można by wyprodukować, z przejętych przez celników z lotniska we Frankfurcie, blisko 6,5 tony substancji chemicznej o nazwie MAPA. Z tego prekursora można dzięki prostej reakcji uzyskać BMK, z którego powstaje „speed”. Nielegalna substancja została wysłana z fabryk w Chinach i Hong Kongu.

Niemieckie służby celne odkryły przemyt jeszcze we wrześniu ubiegłego roku, jednak zwlekały z ujawnieniem sprawy, ponieważ trwała operacja specjalna przeciwko odbiorcom zabronionej substancji. Kontrabanda ukryta była w 254 paczkach, które wylądowały na lotnisku we Frankfurcie nad Menem w ciągu tygodnia.
W przesyłkach z Hong Kongu i Chin znajdowało się w sumie ponad 6,5 tony substancji o nazwie MAPA (metylo alfa-fenyloacetoacetytu). To prekursor wykorzystywany od kilku lat do produkcji amfetaminy. Za sprawą prostej reakcji chemicznej można go przerobić na BMK (benzylometyloketon), z którego później powstaje „speed”. Według ekspertów z takiej ilości MAPA można wyprodukować nawet 26 ton amfetaminy. W hurcie taka ilość narkotyku byłaby warta ok. 29 mln euro.
Paczki z MAPA wysłane były do niemieckiej firmy logistycznej w rejonie Ren-Men. Tam miały być posortowane i wysłane do dalszych odbiorców.
Śledczy z Zollfahndungsamts Frankfurt am Main (Głównego Urzędu Śledczego we Frankfurcie) przeszukali wspomnianą firmę. Za sprawą dalszej inwigilacji ustalili, że prekursor miał trafić do grup przestępczych w Belgii i Holandii. Śledczy nie ujawnili, ile osób do tej pory zatrzymano w tej sprawie.
Według Międzynarodowej Rady Kontroli Narkotyków (INCB), przechwycona substancja zaczęła się pojawiać na czarnym rynku w 2017 r. Od tej pory służby w kilkudziesięciu krajach regularnie przechwytują ten prekursor, który zdaniem Rady „nie ma żadnego zgodnego z prawem zastosowania”, poza produkcją syntetycznych substancji psychoaktywnych.
 
 
TVP.info

NoMercy
Według funkcjonariuszy, w latach 2011-2019 mogli rozprowadzić ponad 400 kg narkotyków. Z ustaleń policjantów wynika także, że gang zajmował się kradzieżami, rozbojami i innymi przestępstwami o charakterze kryminalnym. 15 osób usłyszało zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, w tym 3 osoby są podejrzane o kierowanie tą grupą.
 
 
 
Funkcjonariusze CBŚP i prokuratury ustalili, że członkowie gangu przez kilka lat działań mogli rozprowadzić 400 kg narkotyków. Podczas akcji zatrzymano 24 osoby i 2 doprowadzono z zakładów penitencjarnych oraz przejęto pistolet maszynowy, amfetaminę, marihuanę, a nawet imitacje odznak policyjnych. W działaniach wsparcia udzieli policjanci z KSP i BOA. Śledztwo jest rozwojowe.

Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzą wielowątkowe śledztwo dotyczące funkcjonowania zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym.
Czynności w sprawie są prowadzone od kilku miesięcy.
W ich efekcie śledczy ustalili, że członkowie grupy rozprowadzali na terenie województwa mazowieckiego znaczne ilości substancji psychotropowych i środków odurzających. Według funkcjonariuszy, w latach 2011-2019 mogli rozprowadzić ponad 400 kg narkotyków.
Z ustaleń policjantów wynika także, że gang zajmował się kradzieżami, rozbojami i innymi przestępstwami o charakterze kryminalnym.  
Podczas akcji policjanci CBŚP wspólnie z funkcjonariuszami Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstwami Komendy Stołecznej Policji, Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA oraz SPKP w Warszawie zatrzymali 24 osoby, a kolejne 2 doprowadzili do prokuratury z zakładów penitencjarnych. Działania zostały przeprowadzone w Warszawie, Pruszkowie i Grudziądzu. Podczas przeszukań miejsc zamieszkania i użytkowania przez podejrzanych, policjanci znaleźli i zabezpieczyli m.in. broń palną maszynową, amfetaminę, marihuanę, a nawet sygnalizację świetlną koloru niebieskiego czy imitacje odznak policyjnych.    
W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zatrzymani usłyszeli zarzuty dotyczące m.in. posiadania czy wprowadzania narkotyków do obrotu oraz rozbojów.
15 osób usłyszało zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, w tym 3 osoby są podejrzane o kierowanie tą grupą.
 
 
Policja.pl

NoMercy
Na stronie internetowej top-ogloszenia.net dostępny jest zmodyfikowany mefedron, substancja o dość nieprzewidywanym działaniu, częsty składnik dopalaczy. W cząsteczce mefedronu producent zmienił grupę metylową na trifluoroetylową. Dzięki temu sprzedawany przez nas produkt jest całkowicie legalny! - zapewnia sprzedający. 10 gramów kosztuje 300 zł.
 
 
 
Przez internet można zamówić specjalistyczne leki, w tym również te wycofane ze sprzedaży na terenie UE. Dostępne są również dopalacze, w tym zmodyfikowany mefedron. Często klientami są nastolatki. Przez to jest coraz większy ruch w poradniach uzależnień, także w Bydgoszczy.

"Rozluźnia mięśnie, działa poprzez blokowanie czucia", a poza tym "efektem ubocznym stosowania leku jest stan euforycznego relaxu" - to cytat z ogłoszenia, jakie można znaleźć na stronie sprzedamtramal.pl.
Chodzi o lek o nazwie Prosoma (500 mg), stosowany w terapii przeciwbólowej w przypadkach urazów mięśni. Lek zawiera substancję o nazwie carisoprodol i jest... wycofany ze sprzedaży na terenie Unii Europejskiej od 2009 roku. Tu jednak można go zamówić z dostawą do domu.
Z kolei na innej stronie internetowej top-ogloszenia.net dostępny jest również zmodyfikowany mefedron, substancja o dość nieprzewidywanym działaniu, częsty składnik dopalaczy. Kilka lat temu przez Polskę przetoczyła się fala zatruć głównie młodych osób, które miały kontakt z tym związkiem zawartym między innymi w chemiczne wzbogaconym suszu konopi. Słowo "zmodyfikowany" w tym ogłoszeniu istotne, bo sugeruje, że substancja nie znajduje się na liście związków zakazanych ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii.
- W cząsteczce mefedronu producent zmienił grupę metylową na trifluoroetylową. Dzięki temu sprzedawany przez nas produkt jest całkowicie legalny! - zapewnia sprzedający. 10 gramów kosztuje 300 zł.
Policja zapewnia, że nielegalny obrót substancjami narkotycznymi i lekami w sieci jest monitorowany. Jednocześnie - jak słyszymy od śledczych policji - bardzo trudno udowodnić oferentowi, że popełnia przestępstwo. Potrzebny jest dowód w postaci zabezpieczonego narkotyku.
Tymczasem terapeuci uzależnień i psychologowie alarmują: Izolacja w czasach pandemii sprzyja poszukiwaniom przez młodych ludzi dopalaczy i eksperymentowaniu z narkotykami.
Zgłasza się do nas coraz więcej młodzieży uzależnionych od najróżniejszych substancji, mają stany depresyjne. Więcej jest też osób, które doświadczają myśli samobójczych
- mówi Robert Rejniak, terapeuta uzależnień, szef oddziału Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii w Bydgoszczy.
 
Silnie uzależniający
Prosoma zawierająca carisoprodol (karyzoprodol) to lek, który został uznany w Unii Europejskiej za niosący ryzyko "nadużywania, zaburzeń psychoruchowych i zatrucia". Jak czytamy w aneksie do decyzji o wycofaniu pozwolenia na obrót tą substancją Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi działający przy Europejskiej Agencji Leków, pierwszy niepokojący sygnał o skutkach ubocznych stosowania tego specyfiku, dotarł w 2007 roku z Norwegii. Tamtejszy urząd rejestracji leków cofnął decyzję o pozwoleniu na sprzedaż carisoprodolu w kraju.
Jak ustaliliśmy, jest on dostępny w dalszym ciągu przez internet. Opakowanie (500 mg) można mieć za 50 zł.
W sieci osiągalne są również bez problemu inne leki i przede wszystkim nielegalne od lat dopalacze.
- Kwitnie sprzedaż substytutów narkotyków stymulujących, co do których istnieją wątpliwości, czy są legalne - mówi z kolei Robert Rejniak, terapeuta uzależnień z bydgoskiego oddziału PTZN. - To najczęściej odpowiedniki amfetaminy. Trwa handel lekami i substancjami narkotycznymi w tzw. Dark Web, gdzie transakcje odbywają się za pośrednictwem przesyłanych linków i bitcoinami.
Robert Rejniak dodaje, że nielegalne specyfiki z sieci stały się popularniejsze w czasach pandemicznej izolacji: - Z racji coraz częstszych przypadków depresji młodzieńczych, rośnie ich podatność na użytki podnoszące nastrój. W naszej poradni obserwujemy sporo nastolatków, którzy mają myśli samobójcze.
Popularne oprócz dopalaczy zawierających najróżniejsze modyfikacje chemiczne mefedronu, stały się ostatnio leki, tzw. nootropowe, podnoszące wydajność umysłu. Popularny stał się - zdaniem Roberta Rejniaka na odstawie jego wywiadów prowadzonych z młodymi pacjentami - nootropowy Fenibut (Phenibut), antydepresant. Sprawdziliśmy, że jest bardzo popularny w środowisku osób z kręgu cyber-sportu (graczy). Pojemniczek tego leku można kupić za 170 zł.
Niepokojące zjawisko występowania u młodzieży stanów depresyjnych potwierdza również psycholog Magdalena Sękowska, psycholog, psychoterapeuta, dyrektor Kliniki Uniwersytetu SWPS: - Zgłasza się dużo osób w wieku, na przykład 21 lat albo 16-latków. Mówią o niepokoju, poczuciu zagrożenia. Mówią, że jest trudno im się skupić, funkcjonować w nieustannie tym samym otoczeniu; niepokoją się o to, co dalej. U wielu dotychczasowe mechanizmy radzenia sobie z tą sytuacją pandemiczną już nie wystarczają. Narzekają, że kiedyś radzili sobie w ten sposób, że mogli gdzieś wyjść, spotkać się z innymi. Mówią: Nie wiem już, co mam robić, jak sobie radzić. Drażnią mnie kontakty w domu. Ciągle jest tak samo.
 
Policja zwalcza nielegalny obrót lekami w sieci, ale - jak zaznaczają sami śledczy - nie jest to łatwe.
- Kiedy do policji dociera zgłoszenie dotyczące podejrzenia rozprowadzania nielegalnych substancji, policjanci weryfikują, czy rzeczywiście doszło do przestępstwa - mówi kom. Przemysław Słomski, z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. - Monitorowaniem takiego procederu w internecie zajmują się specjaliści z wydziału Walki z Cyberprzestępczością. Nie mogę jednak udzielić bardziej szczegółowych informacji na temat działań, jakie podejmują, z uwagi na ich charakter.
 
 
Bydgoszcz.NaszeMiasto.pl

NoMercy
Adrian Z. został określony jako osoba zdemoralizowana, która po wypadku dalej handlowała narkotykami. Został w międzyczasie prawomocnie skazany m.in. za kradzieże, kradzieże z włamaniem, groźby, posługiwanie się fałszywymi dokumentami. Wszystkich tych czynów dokonał, będąc tzw. małym świadkiem koronnym, i dając prokuraturze zapewnienie, że zerwał relacje ze światem przestępczym. 
 
 
 
Dokładnie pięć lat temu 16-letnia Magdalena zginęła pod kołami mercedesa na ul. św. Wincentego w Warszawie. Sprawca uciekł z miejsca wypadku. Jak ustaliła PAP, to diler narkotykowy Adrian Z. (wcześniej M.), który został skazany na 9 lat więzienia i ma dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Proces toczył się z wyłączeniem jawności.

Okoliczności wypadku na ul. św. Wincentego, a także osoba sprawcy budziły kontrowersje opinii publicznej i zainteresowanie medialne. Ostatecznie Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ skazał mężczyznę podczas toczącego się niejawnie procesu i informacja ta przeszła bez echa. O wyłączenie jawności wnosiła prokuratura, która chciała w ten sposób chronić Z., jako ważnego świadka w sprawach narkotykowych. Oskarżony miał chwalić się bliskim, że za współpracę ze śledczymi prokuratura obiecała mu nadzwyczajne złagodzenie kary w sprawie wypadku.
 
Okoliczności zdarzenia
Adrian Z. (wcześniej M.) był oskarżony o spowodowanie 28 grudnia 2015 r. śmiertelnego wypadku, w wyniku którego na miejscu zginęła 16-letnia Magda. Prokurator ustalił, że Z. "umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, kierując samochodem marki mercedes (...) nie zachował ostrożności niezbędnej dla zapewnienia bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz kierując pojazdem z nadmierną prędkością, doprowadził do potrącenia pieszej, która przekraczała jezdnię (...), po czym zbiegł z miejsca zdarzenia". Eksperci ocenili, że omijając korek przed skrzyżowaniem ul. św. Wincentego z ul. Malborską, jechał z prędkością 90 km/h, mimo że dozwolona prędkość w tym miejscu to 50 km/h. Oskarżony nie próbował hamować. Zarzucano mu także, że 16 stycznia 2016 r. kierując samochodem marki audi, był pod wpływem kokainy.
Prokurator żądał dla niego 10 lat pozbawienia wolności, a pełnomocnik rodziny ofiary maksymalnego wymiaru kary, czyli 12 lat. Obrońca i sam oskarżony wnosili o wyrok sprawiedliwy. Adrian Z. powiedział w końcowej mowie, że "może przeprosić pokrzywdzonego i jego rodzinę", bo sam jest ojcem. Podkreślał, że "chciał wybrnąć z tej sprawy innymi wyjaśnieniami", ale "prokuratura zrobiła sobie z niego narzędzie" i go wykorzystała. "Moja rodzina każdego dnia się martwi, czy mnie już dzisiaj naj... czy nie" - mówił.
 
Kara
Sędzia Iwona Gierula uznała, że Adrian Z. jest winny obu zarzucanych mu czynów i wymierzyła mu karę łączną dziewięciu lat pozbawienia wolności. Orzekła wobec niego także "zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych dożywotnio" oraz po 50 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziców zmarłej dziewczynki i pokrycie poniesionych przez nich kosztów pełnomocnika z wyboru. Pięć tysięcy złotych Z. ma zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
 
Uzasadnienie sędzi
Z pisemnego uzasadnienia wyroku, który ogłoszono 29 czerwca wynika, że sąd nie orzekł wobec Adriana Z. najwyższego wymiaru kary, czyli 12 lat pozbawienia wolności, bo do wypadku przyczyniła się także postawa pokrzywdzonej, która przekraczała jezdnię w niebezpiecznym miejscu, weszła na nią między pojazdami i nie zachowała ostrożności. Sędzia Gierula doceniła postawę oskarżonego, który finalnie przyznał się do zarzucanego mu czynu i opisał okoliczności wypadku. Nie umknęło uwadze sądu, że Adrian M., związany z przestępczością narkotykową w Warszawie, zdecydował się na współpracę z prokuraturą i doprowadził do zatrzymania ponad 150 osób.
- W sprawie zachodzi zdecydowanie więcej okoliczności o charakterze obciążającym - stwierdził sąd. Chodzi m.in. o sposób życia oskarżonego przed i po popełnieniu przestępstwa. - Był wielokrotnie karany, nie wykonywał pracy zarobkowej, nie zdobywał zawodu lub wykształcenia, lecz utrzymywanie się z transakcji narkotykami, w tym handlu najbardziej niszczącym środkiem odurzającym tj. heroiną. Sąd wziął również pod uwagę, iż także w czasie zdarzenia oskarżony zmierzał na transakcję narkotykową - zauważyła sędzia Iwona Gierula. Podkreślała, że Z. jechał autem, mimo że nigdy nie posiadał do tego uprawnień, a w chwili wypadku pędził z prędkością 90 km/h, lekceważąc ograniczenia i trudne warunki na drodze wynikające z deszczowej pogody. W samochodzie w chwili wypadku był z nim ojciec.
 
Ucieczka z miejsca zdarzenia i zacieranie śladów
W toku postepowania sądowego ustalono, że Adrian Z. dotarł pod Atrium Targówek na ul. Głębockiej, gdzie spotkał się z klientami, którym wiózł heroinę. To oni mieli mu pomóc pozbyć się samochodu. Oskarżony wrócił na miejsce zdarzenia innym pojazdem i jeszcze tego samego dnia dowiedział się, że potrącona przez niego osoba nie żyje i skorzystał z kryjówki, którą zapewniła mu rodzina.
Sędzia wypunktowała ucieczkę Z. z miejsca zdarzenia, zacieranie śladów, ukrywanie pojazdu, który zabił Magdalenę. - To zachowanie nie było wynikiem szoku, lecz przemyślanego działania (...). zmierzał konsekwentnie do uniknięcia odpowiedzialności i to jeszcze zanim na miejscu pojawił się obrońca, na którego próbuje przerzucić odpowiedzialność za swoje zachowanie po wypadku (...) Adrian Z. jest osobą dorosłą i mógł samodzielnie podejmować wszelkie decyzje w tym zakresie - podkreślił sąd.
- Zarówno przed zdarzeniami objętymi aktem oskarżenia w niniejszej sprawie, jak i po nich, wielokrotnie poruszał się pojazdami i nigdy nie próbował zdobyć uprawnień do kierowania pojazdami, albowiem, jak wyjaśniał, nie sądził, że jest mu to do czegoś potrzebne - zauważył sąd.
 
"Osoba zdemoralizowana"
Adrian Z. został określony jako osoba zdemoralizowana, która po wypadku dalej handlowała narkotykami. Został w międzyczasie prawomocnie skazany m.in. za kradzieże, kradzieże z włamaniem, groźby, posługiwanie się fałszywymi dokumentami. Wszystkich tych czynów dokonał, będąc tzw. małym świadkiem koronnym, i dając prokuraturze zapewnienie, że zerwał relacje ze światem przestępczym. Oskarżony miał także atakować na sali rozpraw rodziców zmarłej 16-latki, a także grozić jej ojcu, że on "z tego więzienia kiedyś wyjdzie". Sąd stwierdził u Z. "brak skruchy" i "brak pozytywnej prognozy kryminologicznej".
Sędzia stwierdziła, że kara łagodniejsza niż orzeczone dziewięć lat pozbawienia wolności wobec Z. "oznaczałaby w istocie nieuzasadnione pobłażanie w sytuacji, gdy oskarżony nie tylko popełnił przestępstwo o tak poważnych skutkach, ale i nie zmienił swojego zachowania na przyszłość".
 
Zmiana sędzi
Sędzia Iwona Gierula, która wydała wyrok w sprawie wypadku, rozpoznawała tę sprawę już w 2017 r. Ale tuż przed zakończeniem postępowania dowodowego, po 11 rozprawach, poszła na zwolnienie lekarskie. Trzeba było wyznaczyć nowego przewodniczącego. 3 grudnia 2018 r. rozprawę przeciwko Adrianowi Z. wznowiła sędzia Aleksandra Rodenko-Walesiak i postanowiła "prowadzić postępowanie od początku ze względu na zamianę składu orzekającego". W tym czasie oskarżony był objęty ochroną, a na salę rozpraw eskortowali go antyterroryści. Został aresztowany do sprawy wypadku z 2015 r. dopiero w styczniu 2020 r. na wniosek sądu.
Wyrok jest nieprawomocny. Obrona Adriana Z. odwołała się od niego i czeka na rozpoznanie przez Sąd Okręgowy Warszawa-Praga. 

 
Interia.pl

NoMercy
Proces Aleksandra N. zaczął się w połowie lipca ubiegłego roku. Młodemu mężczyźnie groziło do ośmiu lat więzienia. Jak wyjaśniał podczas rozprawy oskarżony, poczęstował dopalaczami trzech znajomych. I tylko do tego się przyznał. Zapłacił 320 złotych za 25 gramów. Przyznał też, że sam narkotyki bierze od 12. roku życia. 
 
 
 
Sąd apelacyjny utrzymał wyrok pięciu lat więzienia dla Aleksandra N., który handlował dopalaczami w Trzebiatowie (Zachodniopomorskie). Po zażyciu niebezpiecznych substancji 17 osób trafiło do szpitala.

Wyrok zapadł w środę przed Sądem Apelacyjnym w Szczecinie. Aleksander N. odpowiadał za sprzedaż niebezpiecznych dopalaczy młodym mieszkańcom Trzebiatowa (woj. zachodniopomorskie). W trakcie śledztwa i procesu przyznał się jedynie do udzielenia substancji odurzającej trzem kolegom. Do szpitala w wyniku zażycia tego samego środka chemicznego trafiło wówczas 17 osób.
W marcu tego roku sąd skazał 19-letniego Aleksandra N. na pięć lat więzienia. Apelację wnieśli obrońca oskarżonego i prokuratura. W środę sąd utrzymał jednak karę pięciu lat więzienia w mocy.
 
- Sąd nie podzielił naszego stanowiska, natomiast, jakie dalsze kroki podejmiemy, zastanowimy się po zapoznaniu z pisemnym uzasadnieniem - powiedział po rozprawie prokurator Przemysław Płaskowicki.
- Wnosiliśmy o zmniejszenie wymiaru kary i ewentualne o zmianę kwalifikacji pierwszego czynu, sąd tego nie uwzględnił - mówił z kolei Piotr Cieloszyk, obrońca oskarżonego.
Dodał, że oni również o dalszych krokach zadecydują po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia.
 
Przeprosił, ale się nie przyznał
Proces Aleksandra N. zaczął się w połowie lipca ubiegłego roku. Młodemu mężczyźnie groziło do ośmiu lat więzienia. Jak wyjaśniał podczas rozprawy oskarżony, poczęstował dopalaczami trzech znajomych. I tylko do tego się przyznał.
- Ten środek zamówiłem przez internet. Dla siebie, bo chciałem spróbować. Przyszedł znajomy i tak się złożyło, że też spróbował - opowiadał na sali sądowej. Zapłacił 320 złotych za 25 gramów. Przyznał też, że sam narkotyki bierze od 12. roku życia.
Jak twierdził, sam znalazł kolegę, który po zażyciu dopalaczy siedział w samochodzie pod jego domem i miał drgawki. Aleksander N. wezwał pogotowie i poczekał na jego przyjazd.
W sądzie wyraził skruchę. - To był mój wielki błąd. Przepraszam wszystkich - mówił wtedy.
 
Konieczne było przypięcie ich pasami
W czerwcu 2018 roku do szpitali w województwie zachodniopomorskim trafiło 17 osób z dusznością, uczuciem dławienia, ogromnym pragnieniem, wymiotami i objawami psychozy. Ciała niektórych wyginały się w nienaturalne pozycje. Mieli zaburzoną świadomość.
Jak relacjonowali lekarze, zatruci byli niezwykle pobudzeni, konieczne było przypięcie ich pasami do łóżek, by nie zrobili krzywdy sobie i innym.
O niepokojącym stanie zdrowia bliskich alarmowały rodziny. Karetki rozwiozły ich do placówek medycznych w Gryficach, Kołobrzegu, Koszalinie i Szczecinie. Wszyscy pochodzili z 10-tysięcznego Trzebiatowa w powiecie gryfickim. Wszyscy też, według śledczych, kupili nielegalne substancje odurzające od 18-letniego wówczas Aleksandra N.
 
 
TVN24.pl

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...