Jump to content

Aktualności

Aktualności z całego świata!
NoMercy
Akcja odbyła się w minionym tygodniu, kiedy to policjanci CBŚP i KP w Chełmży zatrzymali 3 osoby, które wykonywały prace na plantacji ukrytej w trudno dostępnym terenie leśnym. Rosło tam prawie 1300 krzewów konopi, z których można by było uzyskać narkotyk wart ponad 2,6 mln zł. Śledztwo ma charakter rozwojowy. Obecnie szczegóły sprawy wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Toruniu.
 
 
 
Policjanci CBŚP i KP w Chełmży zlikwidowali 2 plantacje, na których rosło 1650 krzaków konopi oraz zatrzymali trzech „ogrodników”. Z takiej ilości krzaków można by uzyskać blisko 70 kg marihuany, wartej 3,3 mln zł. W Prokuraturze Rejonowej Toruń-Wschód podejrzani usłyszeli zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Decyzją sądu zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani.

Policjanci z Wydziału w Toruniu Zarządu w Bydgoszczy Centralnego Biura Śledczego Policji od kilku tygodni zbierali informacje na temat zorganizowanej grupy przestępczej działającej na terenie powiatu toruńskiego. W międzyczasie policjanci z Wydziału Kryminalnego Komisariatu Policji w Chełmży również wpadli na trop tego gangu.
Policjanci szybko połączyli siły i razem rozpracowali grupę. Z ustaleń funkcjonariuszy wynikało, że członkowie gangu zajmowali się przestępczością narkotykową, a szczególnie uprawą konopi innych niż włókniste. Wspólne działania policjantów uniemożliwiły zbiór nielegalnie posianych roślin.

Akcja odbyła się w minionym tygodniu, kiedy to policjanci CBŚP i KP w Chełmży zatrzymali 3 osoby, które wykonywały prace na plantacji ukrytej w trudno dostępnym terenie leśnym. Rosło tam prawie 1300 krzewów konopi, z których można by było uzyskać narkotyk wart ponad 2,6 mln zł. Druga nielegalna uprawa znajdowała się na terenie pól, gdzie rosło w doniczkach ponad 350 roślin konopi. Według śledczych z takiej ilości można uzyskać środek odurzający wart 700 tys. zł.
Zatrzymanych doprowadzono do Prokuratury Rejonowej Toruń-Wschód, gdzie przedstawiono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz nielegalnej uprawy konopi. Sąd Rejonowy w Toruniu zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.
Śledztwo ma charakter rozwojowy. Obecnie szczegóły sprawy wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Toruniu.
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
Zgodnie z comiesięcznym raportem przypadków zatruć i podejrzeń zatruć środkami zastępczymi i nowymi substancjami psychoaktywnymi, przekazywanym przez Głównego Inspektora Sanitarnego do Ministra Zdrowia, od stycznia do lipca 2021 w Polsce odnotowano 318 przypadków zatruć i podejrzeń zatruć środkami zastępczymi i nowymi substancjami psychoaktywnymi. Według MZ od początku tego roku do 18 sierpnia do GIS wpłynęły informacje o dwóch przypadkach zgonów spowodowanych przyjęciem środka zastępczego lub nowej substancji psychoaktywnej.
 
 
Współczesne substancje psychoaktywne są bardziej niebezpieczne, niż dawniej - mówi dr Marcin Szulc, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, nauczyciel akademicki i psycholog w Zakładzie Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej. Jak dodaje, młodzież jest bardziej niż dorośli podatna na uszkadzający wpływ alkoholu na pamięć i zwiększone ryzyko wystąpienia problemów społecznych.

"Jest szczególnie okrutną ironią natury, że właśnie w tym czasie, kiedy mózg jest najbardziej wrażliwy, nastolatkowie najczęściej eksperymentują z narkotykami lub alkoholem" - powiedział w rozmowie z PAP-Nauka w Polsce dr Marcin Szulc.
Jak podkreślił psycholog, ryzyko sięgania po narkotyki przez młodych ludzi jest duże zwłaszcza w okresie dorastania. Wówczas to skłonność do podejmowania zachowań ryzykownych jest wyższa, niż w innych okresach życia. Jednym z powodów tego jest związana właśnie z tym okresem życia specyfika rozwoju obwodów neuronalnych, zwłaszcza grzbietowo-brzusznej części kory przedczołowej. To ta część mózgu, w której podejmowane są wszystkie racjonalne decyzje: ważenie wyborów, kontrolowanie reakcji emocjonalnych i impulsów oraz wydawanie sądów.
"W okresie dorastania dominującą rolę odgrywa jądro półleżące, które tworzy się wcześnie i jest strefą przyjemności i nagrody. Poszczególne części mózgu dojrzewają w różnym tempie, stąd brak synchronizacji między ośrodkami. Jeśli +nagrody+ nie są dostatecznie duże, mózg będzie poszukiwał większych. To wyjaśnia skłonność do zachowań ryzykownych" - tłumaczy dr Szulc. Dodał, że "na domiar złego w młodzieży skłonność do tych zachowań wzrasta w grupie. Presja rówieśnicza i wspólne łamanie zasad dostarcza więcej radości, niż działanie w pojedynkę".
Zaznaczył przy tym, że młodzież bardziej niż dorośli jest podatna na uszkadzający wpływ alkoholu na pamięć i zwiększone ryzyko wystąpienia problemów społecznych. "Badania na modelach odzwierzęcych wskazują, że upijanie się w okresie dorastania wiąże się z ryzykiem uszkodzenia mózgu i zaburzeniami poznawczymi częstszym, niż u osobników dorosłych. Oczywiście dzieci nie schodzą z linii produkcyjnej, więc nie wszyscy i nie każdy w takim samym stopniu jest narażony na podejmowanie zachowań ryzykownych" - zastrzegł Szulc.
Dr Marcin Szulc zaznacza również, że współczesne substancje psychoaktywne są bardziej niebezpieczne, niż dawniej. "Jest kilka tego powodów: zmienił się rynek narkotykowy, pojawiło się więcej różnorodnych i tańszych środków o szerokim spektrum działania, łatwiej je dziś produkować" - wymienia.
Według European Monitoring Centre for Drugs and Drug Addiction pod koniec 2020 r. monitorowano ponad 830 nowych substancji psychoaktywnych, z których 46 zgłoszono w Europie po raz pierwszy w 2020 r. A od 2015 r. każdego roku w Europie wykrywa się około 400 zgłoszonych wcześniej nowych substancji psychoaktywnych.
Zgodnie z comiesięcznym raportem przypadków zatruć i podejrzeń zatruć środkami zastępczymi i nowymi substancjami psychoaktywnymi, przekazywanym przez Głównego Inspektora Sanitarnego do Ministra Zdrowia, od stycznia do lipca 2021 w Polsce odnotowano 318 przypadków zatruć i podejrzeń zatruć środkami zastępczymi i nowymi substancjami psychoaktywnymi. Według MZ od początku tego roku do 18 sierpnia do GIS wpłynęły informacje o dwóch przypadkach zgonów spowodowanych przyjęciem środka zastępczego lub nowej substancji psychoaktywnej (lub podejrzeniem ich przyjęcia).
Również w sierpniu GIS ostrzegał, że w ostatnich sześciu miesiącach na terenie Polski obserwuje się gwałtowny wzrost liczby identyfikacji niebezpiecznej substancji o nazwie "MDMB-4en-PINACA". Jej zażycie wiąże się z wysokim ryzykiem zatruć, a także śmierci.
"Narkotyki z marginesu społecznego weszły do mainstreamu; wystarczy odwiedzić jakikolwiek ośrodek terapii uzależnień, aby przekonać się, że mamy tam cały przekrój społeczny, a nie nastolatków z obszaru wykluczenia" - zaznaczył w rozmowie z PAP Nauka w Polsce dr Szulc.
Jak dodał, "wieloma mitami obrosła marihuana, którą traktuje się jak panaceum". "Istnieje cała masa szkodliwych mitów na jej temat, dotyczących tak ryzyka - jak i korzyści płynących z jej używania. Często nie dostrzega się całej masy problemów związanych z tak zwaną syntetyczną marihuaną, która może być bardzo niebezpieczna" - zwrócił uwagę psycholog.
Jego zdaniem "zwolennicy popularyzacji dostępu do tradycyjnej marihuany także lekceważą płynące z badań fakty dotyczące zagrożeń, związanych z jej używaniem, a ich argumenty opierają się na kazuistyce". "Marihuany nie należy demonizować, ale spojrzeć na nią obiektywnie: dostrzegać jej potencjał, ale też ryzyko używania" - zauważył dr Szulc.
Zaznaczył, że "czym innym jest stosowanie przetworów konopi w celach terapeutycznych, a czym innym stosowanie rekreacyjne". "Wielu użytkowników jest przekonanych o niskim ryzyku stosowania środków psychoaktywnych. Za to złudzenie niejeden zapłacił wysoką cenę" - mówi dr Szulc.
Jego zdaniem brakuje obecnie standardów postępowania wobec osób zatrutych. "Jesteśmy bezradni wobec zjawiska politoksykomanii (używania i nadużywania w tym samym czasie różnych substancji, często o działaniu antagonistycznym, np. środków stymulujących i sedacyjnych). Taka sytuacja powoduje, że cały czas musimy być czujni i szukać zarówno skutecznych rozwiązań systemowych, jak również sami podejmować działania prozdrowotne, które zmniejszą ryzyko poszukiwania przyjemności przez nasze dzieci w tak ryzykowny sposób" - przekazał dr Szulc.
Psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego uważa, że "najlepsze co możemy zrobić - my jako rodzice i nauczyciele, to być pozytywnymi dorosłymi i ambasadorami zdrowia". "Najskuteczniejszą profilaktykę stanowi własne przyzwoite prowadzenie się i budowanie z dziećmi dobrych relacji, bo to właśnie one stanowią najskuteczniejszy czynnik chroniący przed zagrożeniami" - sugeruje dr Szulc.
O nowych narkotykach i zagrożeniach mówił dr Szulc w czasie wykładu "Nowych narkotyków - nowych zagrożeń. Jak uratować nasze dzieci?", wygłoszonego w sierpniu podczas XIX edycji Letnich Spotkań z Nauką nad Jeziorem Wdzydze w Ośrodku Pracy Twórczej IBW PAN w Czarlinie-Skoczkowie. Wydarzenie organizowane jest przez Instytut Budownictwa Wodnego PAN w Gdańsku oraz Instytut Oceanologii PAN w Sopocie.
 
 
Radioem.pl

NoMercy
Z aktu oskarżenia wynika, że siedleccy narcos sprzedali w sumie 22 kg „mocy”, oferując towar po 4 zł za gram. Ze 100 g czystego 5F-MDMB-PICA, można było zrobić 4 kg „nadającego się do spożycia” dopalacza. Zadziwiający jest skład gotowego dopalacza: „moc”, kakao, korzeń pokrzywy i węza pszczela. Jeśli chodzi o ten ostatni składnik, to w pewnym okresie grupa wykupiła niemal cały jego zapas w okolicy Siedlec.
 
 
 
Pięciu członków siedleckiego narkogangu „Bazyla” zostało właśnie oskarżonych przez mazowieckie „pezety” Prokuratury Krajowej o handel narkotykami i dopalaczami. Sprzedawany przez nich specyfik o nazwie „moc” nieprzypadkowo miał taką nazwę. Już 1 mg wystarczył, aby się odurzyć. Sztuczny kannabinoid był zdaniem biegłych kilkaset razy silniejszy niż THC.

Oskarżeni, czterech w okolicach czterdziestki, a jeden – pięćdziesiątki zajmowali się sprzedażą substancji odurzających, głównie dopalaczy. Większość oskarżonych zakończyła edukację na szkole podstawowej, jeden – gimnazjum. Byli jednak na tyle rezolutni, aby wiedzieć, jak z bazowej substancji dopalacza zrobić towar, który będzie można sprzedać.

Zresztą za produkcję i sprzedaż tych dopalaczy oraz pobicie i zdemolowanie „mieszkaniówki” (działającej bez zgody i wiedzy bossa) zostali oskarżeni przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie. To pierwszy akt oskarżenia w śledztwie dotyczącym „grupy siedleckiej”.

Na czele tej ekipy miał stać duet Artur Ch. ps. „Gruby” vel „Bazyl” – Mirosław G. ps. „Grochal”. „Bazyl” został zatrzymany przez CBŚP w grudniu zeszłego roku., kiedy w jednej z galerii handlowych kupował prezenty na święta. Zapewne drogie, bo miał przy sobie 100 tys. zł w gotówce.
 
Kilkaset raz mocniejsze od THC
Najbardziej chodliwym towarem w ofercie oskarżonych był specyfik o nazwie 5F-MDMB-PICA, czyli 2-(1-(5-fluoropentylo) -1H-indol-3-karboksyamido) -3,3-dimetylobutanian metylu. Handlarze i ich klienci znali tę substancję pod nazwą „moc”.
I była ona adekwatna do rzeczywistości. Ekspertyza biegłego z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie jasno stwierdza, że to sztuczny kannabinoid o mocy kilkaset razy większej od naturalnego THC.
Już jeden miligram wystarczy, aby się odurzyć. Zatrucie tego rodzaju substancjami może doprowadzić do ostrego zespołu wieńcowego, udaru mózgu i śmierci.

A edług FDA (amerykańskiej Agencji Żywności i Leków) wspomniany specyfik „jest odpowiedzialny za wiele zatruć i zgonów na terenie USA”. Jest w pierwszej dziesiątce kannabinoidów występujących w skonfiskowanych dopalaczach w Ameryce.

Z aktu oskarżenia wynika, że siedleccy narcos sprzedali w sumie 22 kg „mocy”, oferując towar po 4 zł za gram. Ze 100 g czystego 5F-MDMB-PICA, można było zrobić 4 kg „nadającego się do spożycia” dopalacza. A przecież to nie oznacza, że kupiec sam nie włączał się w proces „uszlachetniania” towaru, aby zmaksymalizować zyski.
 
Kakao, pokrzywa i trutka dla koloru
Gang nie ograniczał się do sprzedaży substancji bazowej. Jego członkowie sami produkowali dopalacz tzw. fakehash („zamiennik” haszyszu), nazywany przez nich „babą jagą”, „plasteliną”: i chyba najbardziej trafnie „gów**m”. Nie potrzebowali specjalistycznego laboratorium. Wystarczył duży garnek.
Zadziwiający jest skład gotowego dopalacza: „moc”, kakao, korzeń pokrzywy i węza pszczela. Jeśli chodzi o ten ostatni składnik, to w pewnym okresie grupa wykupiła niemal cały jego zapas w okolicy Siedlec.

Przed sprzedażą gotowego dopalacza dilerom gangsterzy dawali próbkę testerowi do sprawdzenia jakości. Testerem nie mógł być każdy, choć większe szanse mieli narkomani ćpający co najmniej od kilku lat.

– Kiedy okazało się, że jedna z partii „trzepie za słabo” i brzydko wygląda, gangsterzy wpadli na szatański pomysł. Do dopalacza dodali trutkę na szczury. Dzięki niej towar miał ładniejszy kolor: różowy i był znacznie mocniejszy. To cud, że nikt nie umarł po tym świństwie – opowiada jeden ze śledczych.

Dopalacze sprzedawane przez współpracujących z dilerami gangu siedleckiego, były dosyć tanie. Gram, w zależności od rodzaju towaru, kosztował w detalu od 8 do 10 zł.

Dlatego stać było na niego nawet nastolatków. A dilerzy z miast, które były opanowane przez gang, nie narzekali na brak klientów.
 
„Batman” do zadań specjalnych
Głównym „bohaterem” aktu oskarżenia jest Marcin P. ps. „Batman”. Jego nazwisko pojawia się kilka razy przy okazji siłowych działań gangu.

W październiku 2019 r., miał brać udział w ataku na Tomasza J. Ponoć „Bazyl” miał do niego pretensję, że kupował towar od innych handlarzy.

Miał też „mówić farmazony na mieście”, co może oznaczać np. krytykę bossa lub jego organizacji. To były wystarczające powody, aby dostał wycisk.

Zlecenie trafiło do „Batmana” i jednego z braci K. Ci zaś dopadli Tomasza J., wybili szyby w jego samochodzie i osaczyli na jednej ze stacji paliw.

Następnie na scenie pojawił się sam „Bazyl”, który podszedł do mężczyzny i uderzył go w twarz.
O wiele poważniej wyglądała akcja gangu w jednym z bloków przy ul. Rytla w Siedlcach. Odpowiedzialny za lupanary Karol B. miał ustalić, że działa tam tzw. mieszkaniówka, czyli miniagencja towarzyska, z jedną lub góra dwiema prostytutkami. Przybytek nie opłacał się przestępcom i nie miał także „licencji” na działanie na tym terenie.

„Batman” wraz z Markiem K. (późniejszym skruszonym) wpadli do mieszkania i zdemolowali lokal. Ponadto wymalowali sprayami wulgarne napisy na ścianach klatki schodowej.
 
Gang rósł w siłę
Z relacji skruszonych członków grupy (a jest ich kilkoro, w tym najbliższy współpracownik bossów) wynika, że działała ona co najmniej od 2015 r. do 20 stycznia 2021 r. O wszystkim decydowali „Bazyl” oraz „Grochal”, np. na czym i gdzie można zarobić, czym dana osoba może się zajmować.

Ten pierwszy był uważany za ważniejszego. Ekipa zarabiała największe pieniądze na narkotykach i dopalaczach, ale kontrolowała także prostytucję na „swoich” terenach: w Siedlcach, Mińsku Mazowieckim czy Łukowie. Miała ambicje, aby poszerzać swoje wpływy.

Jak w każdej szanującej się organizacji przestępczej, i w tym przypadku gang dysponował specjalnym funduszem na wypiski dla uwięzionych kamratów i honorarium dla adwokata. Organizowali także zbiórki, kiedy była szansa, że kompan zostanie zwolniony za poręczeniem majątkowym.
 
Na bandycki zasiłek mogły także liczyć rodziny uwięzionych.
Skruszeni wyjaśniali, że grupa dysponowała także kilkoma pistoletami, maszynowym Skorpionem i tzw. pompką (strzelbą typu pump action).

Śledczy z mazowieckich „pezetów” zbywają milczeniem pytania, czy ta broń była używana przez gangsterów. Na pewno niektóre sztuki zabierano na tzw. rozkminki, czyli rozmowy dwóch zwaśnionych grup.

Arsenał uzupełniały tzw. batony, czyli pałki teleskopowe, maczety, kastety i noże. „Bazyl” miał kamizelkę kuloodporną, którą trzymał w gołębniku.

Do tej pory w śledzie zarzuty usłyszało ponad 40 osób związanych z gangiem siedleckim. Wielu zatrzymanych zdecydowało się na współpracę z organami ścigania, składają oni obszerne wyjaśnienia. A to oznacza kolejne zatrzymania i nowe zarzuty dla już ujętych gangsterów.
 
 
TVP.info

NoMercy
W ostatnich sześciu miesiącach na terenie Polski obserwuje się gwałtowny wzrost liczby identyfikacji niebezpiecznej substancji o nazwie "MDMB-4en-PINACA" - alarmował w sierpniu br. Główny Inspektor Sanitarny. Jej zażycie wiąże się z wysokim ryzykiem zatruć, a także śmierci. 
 
 
 
 
Od stycznia do lipca 2021 r. odnotowano w Polsce 318 zatruć i podejrzeń zatruć tzw. dopalaczami - informuje Główny Inspektor Sanitarny.

– Dopalacze to przyjęte kulturowo określenie na nowe, psychoaktywne związki chemiczne występujące czy to w postaci czystej, czy też produktów, które mają podobne działanie do środków psychoaktywnych pochodzenia naturalnego - wyjaśnia psychiatra prof. Edward Jacek Gorzelańczyk.
Ryzyko przedawkowania tzw. dopalaczy, czyli nowych substancji psychoaktywnych, jest najwyższe w przypadku osób nieuzależnionych. Po ich zażyciu może dojść do ostrej niewydolności oddechowo-krążeniowej, zatrzymania serca i w rezultacie - zgonu - dodał w wywiadzie z Polską Agencją Prasową.
Od początku tego roku do 18 sierpnia do GIS wpłynęły informacje o dwóch przypadkach zgonów spowodowanych przyjęciem środka zastępczego lub nowej substancji psychoaktywnej (lub podejrzeniem ich przyjęcia).
W ostatnich sześciu miesiącach na terenie Polski obserwuje się gwałtowny wzrost liczby identyfikacji niebezpiecznej substancji o nazwie "MDMB-4en-PINACA" - alarmował w sierpniu br. Główny Inspektor Sanitarny. Jej zażycie wiąże się z wysokim ryzykiem zatruć, a także śmierci.
Pod koniec marca 2020 r. minister zdrowia powołał zespół ds. reformy leczenia uzależnień.
– Z pewnością na liście priorytetów i wyzwań, przed którymi staniemy podczas opracowywania założeń reformy, będą zmiany organizacyjno-systemowe, korelacja z toczącym się procesem modernizacji lecznictwa psychiatrycznego, katalog i wycena świadczeń finansowanych przez NFZ. Istotne jest ponadto ustabilizowanie statusu zawodowego psychoterapeuty uzależnień, ustalenie norm zatrudnienia pielęgniarek czy poszerzenie oferty leczenia substytucyjnego w ramach dostępu do leków o podwyższonej charakterystyce bezpieczeństwa, dostępnych w trybie aptecznym - powiedział portalowi pulsmedycyny.pl przewodniczący zespołu, dr Piotr Jabłoński.
 
 
PulsMedycyny.pl

NoMercy
Prace nad projektami trwały miesiącami, a każdy z nich dotyczy innego zagadnienia: konopi włóknistych, marihuany medycznej oraz marihuany rekreacyjnej. Zakładają zniesienie obowiązku corocznej rejonizacji uprawy konopi włóknistych i rozszerzenia katalogu dopuszczalnych zastosowań tej rośliny, wprowadzenie możliwości uprawy marihuany do celów medycznych na terenie Polski, a w przypadku marihuany rekreacyjnej depenalizację posiadania przy sobie 5 gramów.
 
 
 
„Jako Marszałek Sejmu powinna Pani stać na straży prawa i wolności demokratycznych. Pani ostatnie działania sugerują jednak, że nie są one Pani bliskie" – to fragment pisma, jakie do marszałek Elżbiety Witek z PiS wysłała Beata Maciejewska z Lewicy, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany. Zespół tworzą posłowie Lewicy, KO i Konfederacji, a pismo jest efektem jego posiedzenia, podczas którego padły zarzuty o blokowanie przez marszałek projektów liberalizacji prawa narkotykowego.

Jednym z nich jest projekt zmian w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii autorstwa Stowarzyszenia Wolne Konopie. Zakłada depenalizację posiadania przy sobie 30 gramów marihuany na własny użytek, posiadania 200 gramów w miejscu zamieszkania i uprawy czterech krzaków.
By móc zebrać 100 tys. podpisów pod inicjatywą obywatelską, trzeba najpierw zarejestrować komitet u marszałka Sejmu. Zawiadomienie z wymaganym przez prawo pierwszym tysiącem podpisów Wolne Konopie złożyły pod koniec kwietnia, a dwa tygodnie później Witek wezwała stowarzyszenie do uzupełnienia braków formalnych. Jej zdaniem na kartach z popisami brakowało prawidłowych nazw komitetu i projektu, a do zawiadomienia nie załączono skutków finansowych wykonania ustawy.
Wolne Konopie braki uzupełniły, ale mimo to marszałek nie zgodziła się na rejestrację. Powodem miała być niewystarczająca liczba podpisów. Marszałek argumentowała, że „ogólnie zweryfikowano 1161 podpisów, z których 886 uznano za złożone prawidłowo, natomiast 275 podpisów za złożone wadliwie". Zdaniem marszałek „najczęściej występującymi błędami były błędy adresu zamieszkania".
 
Andrzej Dołecki, prezes Wolnych Konopi i były poseł z Ruchu Palikota, mówi, że nie wierzy w tak dużą liczbę nieprawidłowych podpisów.
– Jesteśmy diablo poprawni przy zbieraniu podpisów – mówi. Dodaje, że komitet wniósł do Sądu Najwyższego skargę na odmowę rejestracji przez Witek i spodziewa się pozytywnego rozstrzygnięcia. – Jednak prawdopodobnie zapadnie ono pod koniec września i wtedy na zbiórkę 100 tys. podpisów będziemy mieli trzy miesiące jesienno-zimowe. Planowaliśmy przeprowadzić ją latem, m.in. podczas festiwali – zauważa.
Posłanka Maciejewska działania marszałek Sejmu w sprawie inicjatywy Wolnych Konopi nazywa wprost „obstrukcją". – W imieniu naszego zespołu zaapelowałam do pani Witek o zaprzestanie stopowania tej inicjatywy obywatelskiej – informuje.
Jednak projekt Wolnych Konopi to niejedyny, który ma problemy w Sejmie. Trzy projekty, które KO i Lewica złożyły 20 kwietnia, w Światowy Dzień Konopi, wciąż nie dostały numerów druków. Czyli innymi słowy utknęły w sejmowej zamrażarce.
Prace nad projektami trwały miesiącami, a każdy z nich dotyczy innego zagadnienia: konopi włóknistych, marihuany medycznej oraz marihuany rekreacyjnej. Zakładają zniesienie obowiązku corocznej rejonizacji uprawy konopi włóknistych i rozszerzenia katalogu dopuszczalnych zastosowań tej rośliny, wprowadzenie możliwości uprawy marihuany do celów medycznych na terenie Polski, a w przypadku marihuany rekreacyjnej depenalizację posiadania przy sobie 5 gramów.
 
Dlaczego projekty wciąż są w zamrażarce?
Ze strony internetowej Sejmu wynika, że zostały skierowane do konsultacji w wielu instytucjach prawnych, rolniczych i lekarskich.
– Jeśli chodzi o projekty dotyczące konopi włóknistych i marihuany medycznej, powodem nienadania numeru druku może być proces notyfikacji w UE. Natomiast rozwiązania dotyczące posiadania i uprawy niewielkich ilości marihuany dla dorosłych nie dotyczą prawa UE. Tutaj nie ma merytorycznych podstaw, by nie nadać numeru druku – mówi Maciejewska.
 
Czy przyczyny umieszczenia projektów w zamrażarce albo odmowa rejestracji Komitetu Wolne Konopie mają naturę polityczną?
Spytaliśmy o to Centrum Informacyjne Sejmu, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. Przedstawiciel Witek mimo zaproszenia nie pojawił się na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany.
– Upór jest bezsensowny, bo nie występujemy przeciwko jakiejkolwiek władzy – mówi Andrzej Dołecki.
– Nasz postulat nie jest ani lewicowy, ani prawicowy, i promujemy rozwiązania, które może wprowadzić każda władza – dodaje.
 
 
MSN.com

NoMercy
Przedstawiciele szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości ubolewają nad faktem, że do takiej sytuacji w ogóle doszło. Ich zdaniem zwrot ogromnych pieniędzy skazanym przestępcom jest całkowicie sprzeczny z sensem nałożonych na nich kar. W końcu chodziło o przejęcie mienia pochodzącego z przestępstwa, nie inwestowanie z korzyścią na ich rzecz.
 
 
 
Przez jeden błąd prawny Szwecja została zmuszona by oddać handlarzom narkotykami 13 milionów koron za skonfiskowane kryptowaluty. Wszystko dlatego, że w 2019 r. przeksięgował ich wartość po ówczesnym kursie a sprzedał dopiero teraz, gdy ten jest kilkanaście razy wyższy.

Szwedzcy śledczy w 2019 r. skonfiskowali 36 bitcoinów, które przez dwa lata drastycznie zyskały na wartości
Szwecja będzie musiała oddać handlarzom narkotykami 13 milionów koron, czyli aż 1,5 miliona dolarów. Wszystko przez skonfiskowane kryptowaluty, będące utargiem z przestępczego interesu. W kwietniu 2019 r. zatrzymano trzech osobników handlujących narkotykami w internecie. W toku postępowania zabezpieczono 36 bitcoinów. Już nawet wówczas była to mała fortuna.
Sami handlarze zostali skazani na kilkuletnie wyroki więzienia, oraz konieczność zapłacenia stosownych kar pieniężnych. W międzyczasie skonfiskowane kryptowaluty, zgodnie z decyzją prowadzącego postępowanie śledczego, zaksięgowano według ówczesnej wartości bitcoinów w szwedzkich koronach. Sprzedano je dopiero teraz, według aktualnego kursu.
 
W 2019 r. kurs bitcoina był na dużo niższy. Wynosił kilka do parunastu tysięcy dolarów za sztukę. Dzisiaj zaś najpopularniejsza na świecie kryptowaluta odrabia straty z ostatnich miesięcy i kosztuje ponad 47 tysięcy dolarów. W szczytowym okresie za jednego bitcoina można było kupić mieszkanie albo dobry samochód. To oznacza, że nadwyżka za skonfiskowane kryptowaluty trafi z powrotem do skazanych handlarzy narkotykami.
Najprawdopodobniej śledczy wydając decyzję o przewartościowaniu skonfiskowanych kryptowalut na szwedzkie korony nie wzięli pod uwagę zmienności kursu bitcoina. Nie mogli jednak ich po prostu sprzedać jeszcze w 2019 r. Przestępcy najpierw musieli usłyszeć prawomocny wyrok skazujący, w którym sąd musiałby orzec przepadek mienia pochodzącego z przestępstwa.
 
Skonfiskowane kryptowaluty bardzo wzbogacą zatrzymanych i skazanych handlarzy narkotykami, prokuratura zaś wyciągnęła ze sprawy lekcję
Przedstawiciele szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości ubolewają nad faktem, że do takiej sytuacji w ogóle doszło. Ich zdaniem zwrot ogromnych pieniędzy skazanym przestępcom jest całkowicie sprzeczny z sensem nałożonych na nich kar. W końcu chodziło o przejęcie mienia pochodzącego z przestępstwa, nie inwestowanie z korzyścią na ich rzecz.
Tymczasem handlarze narkotykami otrzymają teraz od państwa dużo więcej pieniędzy, niż sami musieli zapłacić i niż realnie zarobili w 2019 r. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie skonfiskowanie bitcoinów, to zdążyliby je zapewne wydać – po dużo mniej korzystnym kursie, niż obecnie.
Jak dodają, z całej sprawy płynie nauczka, by trzymać się wartości bitcoinów i pozostałych kryptowalut. Co ciekawe: najwyraźniej Szwecja nie planuje wprowadzenia żadnych doraźnych zmian w przepisach, które uniemożliwiłyby wzbogacenie się przez przestępców. Możemy się tylko domyślać, jak w takiej sytuacji postąpiłyby organy ścigania w Polsce.
Zamiast tego Szwedzi starają się po prostu wyciągnąć wnioski na przyszłość. Prokurator Tove Kullberg przyznaje, że była to jedna z pierwszych tego typu spraw w Szwecji i śledczy nie wiedzieli jak postępować ze skonfiskowanymi krypotwalutami. Przyznaje przy tym, że tamtejsza prokuratora powinna postawić na edukowanie śledczych w tej materii.
 
 
Bezprawnik.pl

NoMercy
Według ustaleń policji i prokuratury Paweł S. zadawał Dominice W. uderzenia kijem w głowę, bił ją pięściami, kopał po całym ciele. Ślady krwi na śniegu wskazywały, że 19-latka próbowała uciekać. On ją gonił przez kilkaset metrów i nadal tłukł. 
 
 
 
 
Dominika była jedynaczką, miała zaledwie 19 lat. Paweł był od niej o sześć lat starszy. Czym zaimponował dziewczynie? Jej ojciec podejrzewał, że mogło chodzić o pieniądze. Bo 25-latek miał i mieszkanie, i niezły samochód. Podejrzewano, że mógł handlować dopalaczami. Pewne jest to, że noc przed tragedią oboje zażywali to świństwo.
Te wydarzenia rozegrały się całkiem niedawno, zaledwie niecałe pięć lat temu, w grudniu 2016 r. w Bisztynku, niedużym mieście w województwie warmińsko-mazurskim, liczącym niecałe 2,5 tys. mieszkańców.
Niemiecka nazwa Bisztynka to Bischofstein, czyli Biskupi Kamień. Tyle że tu nikt nie mówi, że to kamień biskupi, każdy zna nazwę Diabelski Kamień. Potężny głaz narzutowy o obwodzie 28 metrów leży tuż za rynkiem. Według legendy sam diabeł miał kiedyś zrzucić tu ten kamień. A Dominika została zamordowana dlatego, że jej chłopakowi kazał to zrobić diabeł.
Jej 25-letni partner Paweł S. po nocy, kiedy wspólnie zażywali dopalacze, wyszedł z mieszkania. Bał się, że we własnym domu wszędzie są kamery i że jest nagrywany. Uciekł w stronę lasu. Dominika poszła za nim. Co tam dokładnie się wydarzyło? Sprawca pamięta niewiele.
Według ustaleń policji i prokuratury Paweł S. zadawał Dominice W. uderzenia kijem w głowę, bił ją pięściami, kopał po całym ciele. Ślady krwi na śniegu wskazywały, że 19-latka próbowała uciekać. On ją gonił przez kilkaset metrów i nadal tłukł.
Tak zmasakrowaną dziewczynę porzucił na mrozie w lesie. Poszedł do kolonii Bisztynek do swoich krewnych. Tam oświadczył, że "chyba zabił dziewczynę". Oni po śladach na śniegu ruszyli w poszukiwania Dominiki. Gdy ją znaleźli, jeszcze żyła. Wezwali pomoc, dziewczyny nie udało się jednak uratować.
Finał tej sprawy jest taki, że Paweł S. został skazany na 15 lat więzienia. Prokurator żądał 25 lat, obrońca przekonywał, że to nie było zabójstwo, ale dokonanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Ksiądz w Paluzach, podczas pogrzebu Dominiki, apelował: "Przyjmujcie, ale Jezusa Chrystusa, a nie dopalacze.
" O tych dramatycznych wydarzeniach, o tym, kim był Paweł S., zanim doszło do tej zbrodni, rozmawiam z dziennikarzem z Bisztynka Andrzejem Grabowskim, który jest gościem najnowszego odcinka podcastu "Morderstwo (nie)doskonałe".
 

NoMercy
Do sprawy schwytano trzy kobiety i trzech mężczyzn. Grupa przestępcza miała opracowany system działania. Najpierw handlarze dronami dostarczali narkotyki na teren zakładów karnych, następnie osadzeni rozprowadzali zakazane substancje wśród więźniów. W Polsce drony wykorzystywane są głównie do przemytu nielegalnych wyrobów tytoniowych bez polskich znaków akcyzowych.
 
 
 
Organy ścigania w Chile schwytały osoby powiązane z gangiem narkotykowym, który dostarczał towar do zakładów karnych.

Drony coraz częściej są wykorzystywane przez przestępców oraz gangi. Mogą być użyte do stworzenia broni, czy też przemytu nielegalnych substancji.
W Chile grupa przestępcza stworzyła cały system do sprzedaży narkotyków w więzieniu. W samym zakładzie karnym gang miał rozprowadzić towar za 100 milionów chilijskich pesos, czy około 125 tysięcy dolarów.
Do sprawy schwytano trzy kobiety i trzech mężczyzn. Grupa przestępcza miała opracowany system działania. Najpierw handlarze dronami dostarczali narkotyki na teren zakładów karnych, następnie osadzeni rozprowadzali zakazane substancje wśród więźniów.
– Handel narkotykami skutkuje niepokojącymi aktami przemocy w kraju, ale również w więzieniach
– przyznał minister sprawiedliwości Chile Hernan Larrain.
To nie jedyny przykład wykorzystania dronów przez grupy przestępcze. W Meksyku kartele dołączają do nich m.in. ładunki wybuchowe – Nowa broń CJNG. Kartel wykorzystuje drony z ładunkami wybuchowymi (VIDEO)
W Polsce drony wykorzystywane są głównie do przemytu nielegalnych wyrobów tytoniowych bez polskich znaków akcyzowych. Z urządzeń coraz częściej korzystają także organy ścigania. Drony niejednokrotnie pomogły służbą w schwytaniu ściganego przestępcy – Policyjny pościg z użyciem drona. Przemytnik nie był w stanie się ukryć [WIDEO]
 
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
Funkcjonariusze ujawnili duże ilości suszu roślinnego, wstępne badania wykonane przez technika kryminalistyki wykazały, że jest to marihuana. Łącznie zabezpieczono ponad 2 kilogramy tego narkotyku. Przypomnijmy, że w świetle Ustawy o przeciwdziałaniu narkomani, za posiadanie narkotyków grozi do 3 lat pozbawienia wolności. 
 
 
 
Funkcjonariusze świdnickiej komendy nie ustają w walce z przestępczością narkotykową. Tym razem efektem ich pracy jest zabezpieczenie ponad 2 kilogramów marihuany i zatrzymanie mężczyzny podejrzanego o posiadanie tych znacznych ilości środków odurzających. O dalszym losie sprawcy zdecyduje sąd. Za czyn, którego się dopuścił, grozi mu teraz kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

W wyniku prowadzonych czynności operacyjnych, realizowanych na terenie gminy Świdnica, funkcjonariusze Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą tamtejszej komendy powiatowej ustalili i zatrzymali 33-letniego mieszkańca powiatu podejrzanego o posiadanie znacznych ilości środków odurzających.
W trakcie sprawdzania mieszkania oraz pomieszczeń gospodarczych, użytkowanych przez mężczyznę, funkcjonariusze ujawnili duże ilości suszu roślinnego.
Wstępne badania wykonane przez technika kryminalistyki wykazały, że jest to marihuana. Łącznie zabezpieczono ponad 2 kilogramy tego narkotyku.

Podejrzany usłyszał już zarzuty w tej sprawie. Grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Przypomnijmy, że w świetle Ustawy o przeciwdziałaniu narkomani, za posiadanie narkotyków grozi do 3, a gdy przedmiotem przestępstwa jest ich znaczna ilość, nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl

NoMercy
Jak się okazało, 25-latek również w miejscu zamieszkania przechowywał narkotyki. Policjanci oprócz 1160 działek dilerskich metaamfetaminy znaleźli też 44 tabletki ekstazy. Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi mu do 10 lat więzienia. Decyzją prokuratora został objęty policyjnym dozorem. Za posiadanie znacznej ilości substancji psychotropowych grozi mu do 10 lat więzienia.
 
 
 
Prawie 2,4 kilogramów narkotyków i 3 zatrzymanych mieszkańców Częstochowy w wieku od 18 do 25 lat to efekt kilkumiesięcznej wnikliwej pracy policjantów z grupy do spraw zwalczania przestępczości pseudokibiców. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty. Za posiadanie narkotyków grozi im od 3 do 10 lat więzienia.

W ubiegłym tygodniu kryminalni zwalczający przestępczość pseudokibiców zatrzymali 3 mężczyzn, którzy posiadali łącznie prawie 24 tysiące działek dilerskich amfetaminy, metaamfetaminy i 44 tabletki ekstazy.
W ubiegły piątek (6 sierpnia) w wyniku podjętej obserwacji na osiedlu Północ, funkcjonariusze zatrzymali 2 mężczyzn, którzy posiadali przy sobie substancje psychotropowe. Przy 18-latku policjanci znaleźli kilka działek dilerskich metaamfetaminy, a przy jego starszym o 7 lat koledze 45 działek. Jak się okazało, 25-latek również w miejscu zamieszkania przechowywał narkotyki. Policjanci oprócz 1160 działek dilerskich metaamfetaminy znaleźli też 44 tabletki ekstazy. Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi mu do 10 lat więzienia. Decyzją prokuratora został objęty policyjnym dozorem.
Tego samego dnia nieumundurowani stróże prawa dotarli także do 23-letniego mieszkańca miasta, który w pomieszczeniu gospodarczym posiadał ponad 21 tysięcy działek dilerskich amfetaminy i prawie 1,6 tysiąca działek metaamfetaminy. Na wniosek prokuratora sąd zastosował względem 23-latka 3-miesięczny areszt. Za posiadanie znacznej ilości substancji psychotropowych grozi mu do 10 lat więzienia.
Apelujemy do osób, które mogą mieć kontakt z narkotykami i dopalaczami, aby pamiętały, że jest to trucizna i każde jej zażycie wiąże się z poważnym ryzykiem dla zdrowia, a nawet życia. Reagujmy i sami stanowczo odmawiajmy, gdy ktoś namawia nas do brania narkotyków i dopalaczy.
 
 
Policja.pl

×
×
  • Create New...