Jump to content

Welcome to Dopalamy.com!

You are currently viewing the forum as a guest, you do not have access to the full forum manual and a lot of material that can only be viewed by the registered new forum. Create an account and use a powerful knowledge source! By registering an account, you have a no-logs policy. We do not store private user data.

See what you gain by staying on our forum:

  • The ability to send private messages to other users
  • Participate in the full RC chat news
  • Access to partner subforum, contests, free samples

Don't wait, Sign Up today!


Aktualności

Aktualności z całego świata!

NoMercy
Policjanci wkroczyli na teren posesji i dokładnie przeszukali jej pomieszczenia. Tam ujawnili liczne skrzynie i pojemniki z roślinami konopi indyjskich w różnej fazie wzrostu. Dwa pomieszczenia, wypełnione roślinami, były wyposażone w wentylatory i specjalne oświetlenie. Policjanci zabezpieczyli ponad 1000 roślin konopi, 2,8 kg suszu roślinnego gotowego na handel, liczne opakowania z nasionami, wagę i strunowe woreczki.
 
 
 
Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy i Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu przejęli ponad tysiąc krzaków konopi indyjskich, blisko 3 kg suszu marihuany oraz sprzęt do uprawy roślin. Zarzuty usłyszało dwóch zatrzymanych do śledztwa mężczyzn. Grozi im kara do 12 lat więzienia.

Wczoraj (12.05.2021 r.) inowrocławscy kryminalni doprowadzili do prokuratora i sądu dwóch mężczyzn  w związku ze sprawą nielegalnej plantacji marihuany. Obaj zostali zatrzymani we wtorek (11.05) podczas realizacji kryminalnych Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy i Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu na terenie gminy Dąbrowa Biskupia.
Policjanci KWP w Bydgoszczy zdobyli informację, że w jednej z firm prowadzony jest nielegalny proceder związany z produkcją narkotyków. Typowanie i trafienie było konkretne. Policjanci wkroczyli na teren posesji i dokładnie przeszukali jej pomieszczenia. Tam ujawnili liczne skrzynie i pojemniki z roślinami konopi indyjskich w różnej fazie wzrostu. Dwa pomieszczenia, wypełnione roślinami, były wyposażone w wentylatory i specjalne oświetlenie. Policjanci zabezpieczyli ponad 1000 roślin konopi, 2,8 kg suszu roślinnego gotowego na handel, liczne opakowania z nasionami, wagę i strunowe woreczki.

Przez wiele godzin trwały oględziny miejsca i zabezpieczanie całej powierzchni plantacji. Z zabezpieczonej ilości krzewów konopi można było wyprodukować, jak szacują kryminalni, ponad 30 kg suszu marihuany.
Do sprawy został zatrzymany 51-letni właściciel budynku i przebywający na tym terenie 58-letni mężczyzna.
Na podstawie zabezpieczonych dowodów w środę (12.05) mężczyźni zostali doprowadzeni do prokuratora oraz sądu. Tam usłyszeli zarzuty z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii: prowadzenia uprawy znacznej ilości konopi indyjskich i wprowadzania ich do obrotu w celu osiągnięcia korzyści materialnej.
Decyzją sądu podejrzani na najbliższe 2 miesiące zostali tymczasowo aresztowani.
 
 
Policja.pl

NoMercy
Mężczyzna poszukiwany był przez czeski wymiar sprawiedliwości w celu odbycia 3 lat kary pozbawienia wolności orzeczonej za produkcję i dysponowanie środkami odurzającymi, substancjami psychotropowymi oraz truciznami. Mężczyzna w najbliższych dniach przekazany zostanie w ramach ekstradycji służbom Republiki Czeskiej.
 
 
 
Wietnamczyk poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania został zatrzymany przez funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji z Wrocławia. Cudzoziemiec ma do odbycia karę trzech lat więzienia za przestępstwa narkotykowe w Czechach.

Rzecznik prasowy komendanta Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Joanna Konieczniak poinformowała we wtorek, że funkcjonariusze Straży Granicznej z Placówki we Wrocławiu-Strachowicach kilka dni temu uzyskali informację, że w mieście jest 45-letni obywatel Wietnamu, który poszukiwany jest na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Mężczyzna poszukiwany był przez czeski wymiar sprawiedliwości w celu odbycia 3 lat kary pozbawienia wolności orzeczonej za produkcję i dysponowanie środkami odurzającymi, substancjami psychotropowymi oraz truciznami.

"Cudzoziemiec został zatrzymany w poniedziałek 10 maja przez funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy działali wspólnie z policjantami z komisariatu we Wrocławiu Fabrycznej. Dodatkowo ustalono, że Wietnamczyk przebywa w Polsce nielegalnie" - powiedziała rzecznik.

Mężczyzna w najbliższych dniach przekazany zostanie w ramach ekstradycji służbom Republiki Czeskiej.
 
 
Wroclaw.TVP.pl

NoMercy
Kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie zatrzymali 30-letniego mężczyznę podejrzanego o posiadanie substancji zabronionych. Po przebadaniu narkotestem i zważeniu okazało się, że jest to kilkaset porcji marihuany i amfetaminy. Łącznie kryminalni ujawnili i zabezpieczyli 4,5 kilograma narkotyków. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii za tego typu przestępstwo przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
 
Skutecznością i profesjonalizmem kolejny raz wykazali się policjanci, dzięki którym kilkaset porcji narkotyków nie trafi na czarny rynek. Koszalińscy kryminalni zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej każdego dnia pracują nad eliminowaniem ze środowiska przestępczego dilerów narkotyków. Tym razem policjanci zabezpieczyli marihuanę i amfetaminę w łącznej ilości 4,5 kilograma.

Koszalińscy policjanci na bieżąco monitorują stan bezpieczeństwa w mieście i analizują wszelkie sygnały dotyczące przestępczości narkotykowej na podległym im terenie.

Niemalże każdego dnia funkcjonariusze walczą z przestępczością narkotykową. To dzięki ich pracy osoby odpowiedzialne za ten przestępczy proceder trafiają przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.
Kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie zatrzymali 30-letniego mężczyznę podejrzanego o posiadanie substancji zabronionych. Po przebadaniu narkotestem i zważeniu okazało się, że jest to kilkaset porcji marihuany i amfetaminy. Łącznie kryminalni ujawnili i zabezpieczyli 4,5 kilograma narkotyków.

Zatrzymany 30-latek trafił do policyjnego aresztu. Zgromadzony na tym etapie materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie mu zarzutu posiadania znacznej ilości środków odurzających.
 
30-latek został doprowadzony przed oblicze sądu, który na wniosek Prokuratury Rejonowej w Koszalinie zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.
Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii za tego typu przestępstwo przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności.
 
 
Policja.pl

NoMercy
To już kolejna sprawa Bartosza K., dotycząca posiadania narkotyków. W grudniu 2019 roku Sąd Okręgowy w Słupsku prawomocnie uniewinnił Bartosza K., skazanego w pierwszej instancji na dwa lata więzienia po procesie "narkotyków w piwnicy sąsiada". Sąd przyznał rację obronie, że policja nielegalnie zebrała dowody. Chodziło o bezprawne (niezatwierdzone przez prokuratora) przeszukanie piwnicy nienależącej do Bartosza K. oraz inne błędy popełnione na początkowym etapie postępowania
 
 
 
Sąd Rejonowy w Słupsku aresztował na miesiąc Bartosza K., podejrzanego o posiadanie prawie 100 gramów kokainy. Mężczyzna został zatrzymany po policyjnym pościgu.

39-letni Bartosz K. został zatrzymany we wtorek wieczorem na ulicy Gdańskiej w Słupsku. Według zarzutów uciekając pojazdem przed funkcjonariuszami, wyrzucił przez okno zawiniątka z narkotykami.
- Zarzuciliśmy podejrzanemu posiadanie znacznej ilości narkotyków. Chodzi o ponad 90 gramów kokainy – mówi Magdalena Gadoś, szefowa słupskiej Prokuratury Rejonowej. - Bartosz K. jest również podejrzany o niezatrzymanie się do kontroli. W czasie przesłuchania częściowo się przyznał i złożył krótkie wyjaśnienia.
Prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Słupsku wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania na trzy miesiące. Sąd jednak uznał, że dla potrzeb śledztwa wystarczy miesiąc aresztu.
- Mój klient przyznał się do zarzutu dotyczącego sytuacji na drodze – mówi adwokat Bartosz Fieducik, obrońca podejrzanego. - Nie zrozumiał intencji nieumundurowanych policjantów, którzy w niezbyt wyrazisty sposób zakomunikowali chęć zatrzymania mojego klienta. Doszło więc do nieporozumienia, a jednocześnie niezrozumienia sygnałów funkcjonariuszy. Natomiast w zakresie zarzutów dotyczących posiadania narkotyków nie przyznał się i jak twierdzi, niczego nie posiadał. Również przeszukanie samochodu niczego nie potwierdziło.
To już kolejna sprawa Bartosza K., dotycząca posiadania narkotyków. W grudniu 2019 roku Sąd Okręgowy w Słupsku prawomocnie uniewinnił Bartosza K., skazanego w pierwszej instancji na dwa lata więzienia po procesie "narkotyków w piwnicy sąsiada". Sąd przyznał rację obronie, że policja nielegalnie zebrała dowody. Chodziło o bezprawne (niezatwierdzone przez prokuratora) przeszukanie piwnicy nienależącej do Bartosza K. oraz inne błędy popełnione na początkowym etapie postępowania – przez policję, także przez prokuraturę, a na koniec sąd pierwszej instancji. Wówczas chodziło o obrót znaczną ilością amfetaminy (1120,72g), ziela konopi (124,31g) i kokainy (1,46g).
Miesiąc po uniewinnieniu Bartosz K. został aresztowany na dwa miesiące za wprowadzenie do obrotu i posiadanie 610 gramów amfetaminy i 33 gramy marihuany. Tym razem policja znalazła narkotyki w czasie przeszukania mieszkania Bartosza K. W lutym 2020 roku Sąd Okręgowy w Słupsku całkowicie uchylił tymczasowe aresztowanie Bartoszowi K. i wydał nakaz jego zwolnienia. Sąd powołał się na artykuł 249.1 Kodeksu postępowania karnego, który dopuszcza stosowanie środków zapobiegawczych, w tym tymczasowego aresztowania, tylko wtedy, gdy zebrane dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo, że oskarżony popełnił przestępstwo. Bartosz K. wyszedł z aresztu. Jednak został oskarżony, a proces ma rozpocząć się w maju.
W najnowszej sprawie adwokat rozważa złożenie zażalenia na tymczasowe aresztowanie do Sądu Okręgowego w Słupsku.
 
 
GP24.pl

NoMercy
Aferą przemytniczą zajmował się oddział Prokuratury Krajowej w Łodzi. Według śledczych, założycielem i szefem gangu był 40-letni Michał G. - „Gąsior”, właściciel firmy transportowej w Łodzi. Z czasem do jego grupy dołączył „Rufik” mający rozległe kontakty w Hiszpanii. To on miał skontaktować członków gangu z Hiszpanem o imieniu Tomas stającym na czele firmy zajmującej się dystrybucją owoców.
 
 
 
Członkowie gangu na wielką skalę przemycali z Hiszpanii do Polski marihuanę ukrytą w pudełkach z mandarynkami, pomarańczami, bananami i innymi owocami. W ciągu czterech lat przemycili około pięciu ton narkotyków. Zarobili krocie.

Marihuana ukryta w mandarynkach i pomarańczach
Według prokuratury, członkiem gangu był m.in. 33-letni Damian B. - „Rufik”. Pochodzi ze Śląska. Z zawodu jest mechanikiem maszyn i urządzeń górniczych. Śledczy zarzucili mu, że działał w zorganizowanej grupie przestępczej przemycającej narkotyki z Hiszpanii do Polski. M.in. odbierał marihuanę od hiszpańskich dostawców, zlecał jej składowanie i pakowanie oraz organizował magazyny służące do załadunku narkotyków ukrytych w transportach mandarynek, pomarańczy, bananów, cytryn, melonów, arbuzów i brzoskwiń.
Przykładowo: nabył 30 kg marihuany płacąc po 2 - 2,7 tys. euro za 1 kg i ukrył w mandarynkach. Kupił 50 kg marihuany za 2,4 – 2,6 tys. euro za 1 kg i schował w pomarańczach. Nabył 70 kg marihuany za 1,7 – 2,6 tys. euro za 1 kg i ukrył w arbuzach. Akt oskarżenia w jego sprawie trafił właśnie do Sądu Okręgowego w Łodzi.
 
Narkotyki odbierała firma kierowana przez "słupa
Aferą przemytniczą zajmował się oddział Prokuratury Krajowej w Łodzi. Według śledczych, założycielem i szefem gangu był 40-letni Michał G. - „Gąsior”, właściciel firmy transportowej w Łodzi. Z czasem do jego grupy dołączył „Rufik” mający rozległe kontakty w Hiszpanii. To on miał skontaktować członków gangu z Hiszpanem o imieniu Tomas stającym na czele firmy zajmującej się dystrybucją owoców.
Wkrótce szefowie gangu podjęli decyzję, że marihuana będzie szmuglowana z Hiszpanii do Polski w transportach z owocami. Ich odbiorcą została firma założona przez fikcyjnego właściciela, czyli przez tzw. słupa. Był nim mężczyzna o imieniu Wojciech. Natomiast dostawcą narkotyków został Hiszpan o pseudonimie „Coleta” oraz inni kontrahenci.
 
Na pierwszym przemycie zarobili 60 - 70 tys. zł
Pierwszy przemyt marihuany odbył się w listopadzie 2014 roku. Jeden z członków gangu kupił od „Colety” 6 kg narkotyków oraz dodatkowe 10 kg od innych dostawców. Ukryto je w koszach na śmieci, załadowano do ciężarówki i wysłano do Polski. Transport marihuany został rozładowany w rejonie torów kolejowych i ul. Lodowej w Łodzi oraz sprzedany na czarnym rynku.
Przemytnicy zarobili na czysto około 60 – 70 tys. zł. Kolejny transport około 30 – 35 kg marihuany, tym razem ukrytej w skrzynkach z mandarynkami, miał miejsce w styczniu 2015 roku.
Potem przyszły kolejne transporty, tak że w latach 2014 – 2018 z Hiszpanii do Polski przemycono około pięciu ton marihuany.
 
Kokaina ukryta w paczkach z bananami
To nie pierwszy przypadek, gdy narkotyki szmuglowano w paczkach z owocami. Najgłośniejszy miał miejsce 23 grudnia 2016 roku. Do pewnego marketu w powiecie zgierskim trafiły pudła kartonowe z bananami. Pochodziły z Kolumbii, czyli państwa z Ameryce Południowej, w którym działały słynne kartele narkotykowe – w Cali i Medelin.
Banany drogą morską trafiły do portu w Polsce, a stamtąd do magazynu przy markecie znanej sieci. Gdy pracownicy zaczęli je nosić stwierdzili, że pudełka z owocami są cięższe niż zazwyczaj. Wydało im się to podejrzane.
Sprawdzili. Pod bananami znaleźli paczki z dziwnym proszkiem. Okazała się nim wysokiej klasy kokaina warta na czarnym rynku około 80 mln zł.
 
 
 
DziennikLodzki.pl

NoMercy
Wszystko wydarzyło się na jednym z parkingów w okolicach Jędrzychowic. Tam okazało się, że jadące z Hiszpanii do Polski 16 ton kalafiorów skrywało „lewy” towar. Policjanci z Zarządu w Łodzi Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu (KAS) skontrolowali dokładnie samochód ciężarowy. W działaniach uczestniczył również pies służbowy KAS, przeszkolony w wykrywaniu substancji psychoaktywnych.
 
 
 
Policjanci z Zarządu w Łodzi CBŚP wspólnie z funkcjonariuszami dolnośląskiej Krajowej Administracji Skarbowej przejęli 154 kg marihuany. Narkotyki warte ok. 4,5 mln zł zostały przemycone do Polski z Hiszpanii w transporcie z kalafiorami. Do sprawy zatrzymano i aresztowano dwóch kierowców, którzy na zmianę prowadzili pojazd ciężarowy z naczepą oraz właściciela firmy.

Funkcjonariusze CBŚP zwalczający przestępczość narkotykową uzyskali informację, że drogą lądową może dochodzić do przemytu narkotyków. Kontrabanda miała być transportowana samochodem ciężarowym jadącym przez granicę niemiecko-polską. Natychmiast ta informacja została sprawdzona.
Wszystko wydarzyło się na jednym z parkingów w okolicach Jędrzychowic. Tam okazało się, że jadące z Hiszpanii do Polski 16 ton kalafiorów skrywało „lewy” towar. Policjanci z Zarządu w Łodzi Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu (KAS) skontrolowali dokładnie samochód ciężarowy. W działaniach uczestniczył również pies służbowy KAS, przeszkolony w wykrywaniu substancji psychoaktywnych.
https://i.ibb.co/4RbMwFr/dsa.jpg
Akcja zakończyła się pełnym sukcesem służb. Po rozładowaniu legalnego towaru odkryto, że naczepa pojazdu posiada ukrytą skrytkę w podłodze. Po zdemontowaniu wierzchniej warstwy podłogi, funkcjonariusze znaleźli plastikowe worki wypełnione suszem roślinnym. Towar wypełniał niemal całą powierzchnię podłogi naczepy. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że jest to 154 kg (brutto) marihuany, wartej około 4,5 mln zł.
Do sprawy zatrzymano dwóch kierowców, którzy na zmianę prowadzili pojazd oraz właściciela firmy. W Łódzkim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi przedstawiono im zarzuty udziału w grupie i przemytu znacznych ilości środków odurzających w postaci marihuany. Decyzją Sądu Rejonowego Łódź-Śródmieście w Łodzi zostali oni tymczasowo aresztowani.
VIDEO
 
Online-Mafia.pl

NoMercy
W związku ze śmiercią 21-latki, prokuratura postawiła zarzuty Monice P. podejrzana nieodpłatnie udzieliła narkotyków zarówno Cezaremu W., jak i zmarłej młodej kobiecie. Biegli nie są jednak w stanie wykazać, że zgon nastąpił akurat przez taką dawkę i taki narkotyk, który 21-latka mogła dostać od Moniki P.
 
 
 
 
W ubiegłym roku w jednym z mieszkań na Grunwaldzie w Poznaniu zmarła 20-letnia dziewczyna, która wcześniej zażyła dopalacze. Jej 21-letni kolega Cezary W. w ciężkim stanie trafił do szpitala. Prokuratura sprawdzała, czy chłopak spowodował śmierć swojej koleżanki. Ostatecznie w sprawie zarzuty usłyszała Monika P., która udzieliła narkotyków zmarłej dziewczynie i jej koledze. Z kolei Cezary W. usłyszał zarzuty, lecz w innej sprawie.

Cezary W. usłyszał zarzut udzielania innej osobie środków odurzających.
– W toku prowadzonego śledztwa, ustaliliśmy, że ten pan w przeszłości udzielił komuś narkotyków. Jest to jednak zupełnie inna sprawa, która nie ma związku z tym zdarzeniem, czyli ze śmiercią młodej kobiety
– wyjaśnia prok. Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
 
Śmierć 20-latki po dopalaczach w Poznaniu: zarzuty za udzielanie narkotyków
W związku ze śmiercią 21-latki, prokuratura postawiła zarzuty Monice P.
– Podejrzana nieodpłatnie udzieliła narkotyków zarówno Cezaremu W., jak i zmarłej młodej kobiecie
– tłumaczy prok. Wawrzyniak.
Biegli ustalili również, że 21-latka zmarła w wyniku niewydolności krążeniowo-oddechowej, którą spowodowały zażyte różnego rodzaju narkotyki, w tym m.in. morfina.
– Biegli nie są jednak w stanie wykazać, że zgon nastąpił akurat przez taką dawkę i taki narkotyk, który 21-latka mogła dostać od Moniki P.
– dodaje prokurator
 
Przypomnijmy, 7 czerwca 2020 r., tuż po godz. 7 policjanci otrzymali zgłoszenie od mężczyzny, który prosił o interwencję w jednym z mieszkań na poznańskim Grunwaldzie. Nie mógł on nawiązać kontaktu ze swoim kolegą. Podejrzewał, że mógł on zażyć środki psychoaktywne.
Policjanci, którzy przyjechali na miejsce musieli wyważyć drzwi, ponieważ nikt nie otwierał. W środku na podłodze leżało dwoje młodych ludzi. Mimo udzielonej pomocy 20-latki nie udało się uratować, zaś jej 21-letni kolega w stanie ciężkim został przewieziony do szpitala im. Raszei.
Szybko pojawiły się podejrzenia, że to właśnie środki odurzające mogły być przyczyną śmierci 20-latki oraz ciężkiego stanu, w którym znajdował się jej kolega. Ta teza stała się jeszcze bardziej prawdopodobna, gdy we krwi 21-latka wykryto substancje odurzające. Po kilku dniach ze szpitala wyszedł 21-latek, któremu ostatecznie nie stało się nic poważniejszego, dzięki czemu mógł też zostać przesłuchany przez prokuraturę.
 
 
GlosWielkopolski.pl

NoMercy
Marcin Ch. został skazany na 8, a Łukasz W. na 7 lat pozbawienia wolności - mówi sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy katowickiego sądu. Dodatkowo obaj skazani muszą zapłacić po 5 tys. zł grzywny oraz wpłacić nawiązkę na rzecz ośrodka rehabilitacyjnego dla uzależnionych od substancji psychoaktywnych.
 
 
 
 
Dwaj handlarze dopalaczami z Mikołowa sprzedali środek, który zabił 25-letnią kobietę. Kilku innych ich klientów uniknęło śmierci tylko dzięki szybkiej akcji lekarzy. - Mężczyźni spędzą w więzieniu 8 i 7 lat - uznał teraz sąd w Katowicach.

W Sądzie Okręgowym w Katowicach zakończył się proces Marcina Ch. i Łukasza W. z Mikołowa. Mężczyźni handlowali dopalaczami, których skład chemiczny był ciągle modyfikowany. Efekt był taki, że w pierwszym dniu świąt Bożego Narodzenia 2018 r. zmarła 25-letnia kobieta, która była klientką obu mężczyzn.
W ciągu kilku kolejnych dni do szpitala w Mikołowie i Tychach trafiły inne osoby z podejrzeniem ostrego zatrucia toksykologicznego. One też zażyły substancje psychoaktywne. - Dwie z tych osób doznały poważnego uszczerbku na zdrowiu - podkreśla sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach.
 
Biegli: Oskarżeni sprzedawali środki niebezpieczne dla życia i zdrowia
Sprawą zajęli się śledczy ze śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej oraz oficerowie wydziału do walki z przestępczością narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Bardzo szybko ustalili, że dopalacze pokrzywdzonym sprzedali Marcin Ch. i Łukasz W. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani i trafili do aresztu.
Teraz w sądzie w Katowicach zakończył się ich proces. Przedstawione przez śledczych z Prokuratury Krajowej opinie biegłych nie pozostawiały wątpliwości, że oferowany prze oskarżonych środek był niebezpieczny dla życia i zdrowia ich klientów. Sędziowie nie mieli więc dla nich litości.
- Marcin Ch. został skazany na 8, a Łukasz W. na 7 lat pozbawienia wolności - mówi sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy katowickiego sądu. Dodatkowo obaj skazani muszą zapłacić po 5 tys. zł grzywny oraz wpłacić nawiązkę na rzecz ośrodka rehabilitacyjnego dla uzależnionych od substancji psychoaktywnych. Skazani będą musieli również zapłacić po 10 tys. zł zadośćuczynienia jednemu z oskarżycieli posiłkowych. Sąd na poczet kary zaliczył oskarżonym czas, który spędzili w areszcie. Wyrok w tej sprawie jest nieprawomocny.
 
Na rynku pojawił się dopalacz z przeciwbólowym fentanylem
Śląska policja przestrzega młodych ludzi, że na rynku jest oferowany dopalacz o nazwie Gumiś (jego nazwa jest co jakiś czas modyfikowana), który zawiera przeciwbólowy fentanyl. Może być sprzedawany w płynie, w postaci proszku, kryształków, a nawet dodawany do suszu do palenia.
- Jest cholernie niebezpiecznym. Producenci co jakiś czas zmieniają jego skład, w efekcie czego lekarze, do których trafiają pacjenci po zażyciu tego środka, mają problemy z doborem skutecznych leków - przestrzega jeden z oficerów śląskiej policji.  
Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach kupiła przenośne walizkowe wykrywacze środków odurzających. Są mniejsze od laptopa, a dają stuprocentowe wskazanie, czy badana substancja jest narkotykiem lub substancją psychoaktywną, czy nie. Dodatkowo podają wynik w ciągu zaledwie kilku minut.
Nowy sprzęt nie tylko wykrywa narkotyki, ale zapisuje w pamięci dane dotyczące składu wszystkich badanych substancji. - Skończy się wciskanie kitu, że przewożone kryształki nie są dopalaczami. Wykrywacze mają bowiem wpisane w pamięć wszystkie zakazane substancje psychoaktywne - podkreślają mundurowi.
 
 
Katowice.Wyborcza.pl

NoMercy
Podczas sprawdzania zawartości plecaka funkcjonariusze znaleźli środki farmaceutyczne i chemiczne, pojemnik z gazem i palnikiem do podgrzewania oraz papierosy i nóż. Przyznali, że chcieli połączyć posiadane substancje i sprawdzić efekt ich działania. Pora roku i pogoda sprzyjają temu, aby czas wolny spędzać na zewnątrz, poza kontrolą dorosłych. Wtedy mogą pojawić się różne pomysły i eksperymentowanie różnego rodzaju z używkami i środkami odurzającymi.
 
 
 
Policjanci z oddziału prewencji znaleźli przy trzech nastoletnich mieszkańcach Stalowej Woli, środki i przedmioty mogące służyć do odurzania. Chłopcy chcieli sprawdzić ich działanie. Funkcjonariusze przewieźli 13-latków do komendy, skąd odebrali ich rodzice. Materiały w ich sprawie zostaną przesłane do sądu rodzinnego.

Wczoraj na terenie powiatu stalowowolskiego policjanci prowadzili działania, których celem było przede wszystkim przeciwdziałanie demoralizacji oraz popełnianiu czynów karalnych przez osoby nieletnie.
Policjanci ze Stalowej Woli wspólnie z funkcjonariuszami Plutonu Wsparcia Taktycznego Oddziału Prewencji Policji w Rzeszowie, sprawdzali skwery, parki oraz te miejsca, gdzie najczęściej gromadzi się młodzież.
W rejonie garaży, na ul. Okulickiego, policjanci z oddziału prewencji zastali trzech nastolatków, którzy na ich widok zaczęli się nerwowo zachowywać i chować do plecaka przedmioty, które mieli przy sobie.
Podczas sprawdzania zawartości plecaka funkcjonariusze znaleźli środki farmaceutyczne i chemiczne, pojemnik z gazem i palnikiem do podgrzewania oraz papierosy i nóż. Przyznali, że chcieli połączyć posiadane substancje i sprawdzić efekt ich działania.
Trzech 13-letnich mieszkańców Stalowej Woli zostało przewiezionych do komendy. Po wykonanych czynnościach z ich udziałem, zostali przekazani pod opiekę rodziców.
Sprawą nastolatków zajmie się teraz sąd rodzinny w Stalowej Woli.
Apelujemy przede wszystkim do rodziców, aby zwracali uwagę co robią ich dzieci, gdzie i w jakim  towarzystwie przebywają. Pora roku i pogoda sprzyjają temu, aby czas wolny spędzać na zewnątrz, poza kontrolą dorosłych. Wtedy mogą pojawić się różne pomysły i eksperymentowanie różnego rodzaju z używkami i środkami odurzającymi. 
 
 
4miasta.pl

NoMercy
Dziewczyna trafiła do warszawskiej kliniki Budzik. Tam wybudziła się ze śpiączki, lecz nadal była w ciężkim stanie. Nie potrafiła siadać, chodzić i jeść. Dopiero po kilku tygodniach zaczęła stawiać pierwsze kroki. Z Budzika wróciła do domu. Trzeba być cały czas przy niej, nie można jej absolutnie zostawić samej na dłużej.
 
 
 
 
- Chcieli się zabawić i zażyli dopalacze - w ten sposób mama Zuzi wspomina wydarzenia z 2018 roku. Jej córka zapadła w śpiączkę, a teraz na nowo uczy się podstawowych czynności. Historia dziewczyny, opisana przez "Raport", spotkała się z wielkim odzewem widzów Polsat News. Nadal trwa zbiórka na rehabilitację nastolatki.

W zeszłym roku "Raport" pokazał historię Zuzi - ofiary dopalaczy, która wzięła je tylko raz. Nastolatka otarła się o śmierć, a jej chłopak nie przeżył.

16-latka zapadła w śpiączkę. - Była pod respiratorem, ale funkcje oddychania wróciły, natomiast świadomość już nie. Niby miała oczy otwarte, ale kontakt był zerowy. Osoby z personelu mówiły, że może być różnie – wspominała wtedy pani Joanna, mama Zuzi.
 
Nie potrafiła siadać, chodzić i jeść
Następnie dziewczyna trafiła do warszawskiej kliniki Budzik. Tam wybudziła się ze śpiączki, lecz nadal była w ciężkim stanie. Nie potrafiła siadać, chodzić i jeść. Dopiero po kilku tygodniach zaczęła stawiać pierwsze kroki. Z Budzika wróciła do domu.
- Ona jest w tej chwili na etapie takiego małego dziecka. Nie jest w stanie się samodzielnie sobą zająć. Trzeba być cały czas przy niej, nie można jej absolutnie zostawić samej na dłużej. We wszystkim jest pomoc, przy myciu, przy ubieraniu - wyjaśniała matka.
 
"Masa wzruszenia" po materiale "Raportu"
Pani Joanna przyznała w "Raporcie" Polsat News, że boi się sytuacji, w której nastolatka dostałaby ataku padaczki, a ona tego nie usłyszy. To może zakończyć się nieszczęściem.
- A druga rzecz, której się boję, to tego, że coś mi się stanie i Zuzia nie będzie miała opieki; że nie będzie miał się nią kto zająć - dodała.
Materiał "Raportu" spotkał się z ogromnym odzewem widzów. Dlatego reporterzy postanowili sprawdzić, jak teraz wygląda codzienne życie dzisiejszej 18-latki i czy stan jej zdrowia poprawił się.
- Była masa wzruszenia, pozytywnych reakcji, że fajnie, że taki reportaż wyszedł; że jest to dobry materiał dla rodziców i dla dzieci, jako takie ostrzeżenie - mówi teraz pani Joanna.
 
Atak hejterów
Dla dobra obu kobiet - podobnie jak za pierwszym razem - "Raport" nie pokazał aktualnego wizerunku. Bo w sieci, poza słowami wsparcia, pojawił się także hejt (pisownia oryginalna):
Pierwszy komentarz: "Na wlasne życzenie !!!! W ogóle mi takich ludzi nie żal".
Kolejny komentujący: "Cóż, 16 lat to już chyba rozumiała co robi, tak więc, nauczka na całe życie".
 
"Dziękujemy matce Zuzi, że ostrzega innych"
Na szczęście mamę Zuzy, którą zaatakowali hejterzy, wsparła grupa skupiająca rodziców ofiar narkotyków, dopalaczy, leków i opiatów.
Poniżej fragment listu otwartego, który "Raport" otrzymał po emisji reportażu.
"Dziękujemy matce Zuzi, że ostrzega innych i wyraźnie krzyczy: obudźcie się, wciąż umierają dzieci! To był najlepszy program prewencyjny, jaki można otrzymać, aby chronić dzieci. To prawdziwa historia, która wzrusza i jednocześnie ostrzega. Wasze dzieci, te "lepsze" dzieci, które rzekomo nigdy nie próbowały, mają szansę, żeby przekonać siebie i rówieśników, że to nie tylko słowa. Tragedia, kalectwo i śmierć czai się w każdym opakowaniu takich substancji!".
W sieci nadal trwa zbiórka na rehabilitację Zuzi - dostępna jest tutaj.
 
"Nie ma widocznego postępu"
Pani Joanna powiedziała też, w jakim obecnie stanie jest jej córka. Okazuje się, że "nie ma widocznego postępu". - To są takie chwile, że wydaje się, jakby Zuzia coś pokazywała, uczyła się nowych rzeczy, ale to tylko momenty. Czasami jest krok w tył, a niekiedy w przód - opisała.
W jej opinii ciężko jest także w kontekście pamięci krótkotrwałej u Zuzi. - Jednego dnia jest tak, że przyniesie szklankę z kuchni, a następnego nie wie, w której szafce są szklanki - mówiła kobieta.
 
 
Wydarzenia.Interia.pl

Tags

Dopalamy.com


dopalacze sklepy, opinie o sklepach z dopalaczami, sklepy z dopalaczami, dopalacze sklepy internetowe, dopalacze sklep internetowy, dopalacze sklep, gdzie kupić dopalacze, research chemicals, research chemicals shop, research chemicals opinions, research chemicals reviews, buy research chemicals, buy research chemicals online, kopen research chemicals, winkel research chemicals, Meningen research chemicals, beoordelingen research chemicals, kaufen research chemicals, Geschäft research chemicals, Meinungen research chemicals, Bewertungen research chemicals, comprar research chemicals, tienda research chemicals, comentarios research chemicals, opiniones research chemicals, 3-CMC, 4-CMC, 4-CEC, 3-CEC, 4-MMC, 4-EMC, 4-MEC, 3-MMC, 3-MEC, alfa-PVP, alpha-PVP, α-PVP, HEX-EN, NEH, MDPHP, HEP, NEP, MDPEP, alfa-pihp, alpha-pihp, alfa-php, alpha-php, a-PVT, pentedron,

Main

helpful links


Chatbox Clubs Calendar Ranking

Important Links

Most Important Links


News Chat unban Rank Advertisement Hall of Fame

Staff Team

List With Staff Members


×
×
  • Create New...