siemano, to mój pierwszy post.
wiek: 20
waga: ok. 70 kg
doświadczenie: sporo odmian i w sporych ilościach mj, amfetamina, LSD, haszysz, Orange Dragon, Psilocybe cubensis
s&s: dobrze znana łazienka, zajebiste towarzystwo i atmosfera
1 g wystarczył w sumie na 4 kolejki, jebaliśmy z wanny
opis:
Kupiliśmy "Greengo" z Dopalaczy. Pierwszego (i zarazem ostaniego) bucha z butli ściągnąłem koło godziny 1. Wiedziałem, że ładnie zajebałem i stanąłem sobie z boku i piłem piwo. Po 1- 2 minutach poczułem coś, po czym już wiedziałem, że bania się zbliża; określiłbym to jako jednorazowe ściśnięcie głowy ogromną "pęsetą fazy". Po chwili wzystko, co widziałem, zaczęło skakać - wyglądało to jakby ktoś kręcił film ciągle trzęsąc kamerą. To, co mogłem zarejestrować wzrokiem, wyglądało też jak namalowane na jakichś szybach czy nawet żyletkach, które nieustannie się do siebie zbliżały i oddalały. Zacząłem się śmiać i opowiadać kumplowi, co mi się dzieje i że to całkiem inna faza niż po jaraniu. Do tej pory pamiętam wszystko sam, bez przypominania ...
I nagle wyjebało mnie w kosmos. Z tego, co mi powiedziano, wiem, że zrzygałem się na siebie na stojąco i po chwili spłynąłem na podłogę. Trip nie wyglądał tak, że było coraz gorzej, tylko był rozpjerdol, którego nie da się opisać i powoli wracałem do rzecywistości (szczegóły później). Nie było niczego, sam chaos, nie miałem, kurwa, żadnego odniesienia do rzeczywistości. Byłem zanurzony w otchłani, w której z niesamowitą prędkością latały myśli (?) w postaci białych kresek i kropek. Były o niczym, tylko je widziałem i czułem. Próbowałem przestawać "myśleć", ale nie potrafiłem i musiałem przeciskać się przez labirynty, witraże i figury geometryczne. Tu brakuje mi słów (choć te, które już napisałem, chyba w żadnych stopniu nie oddają tego, co mi było). Kilka albo kilkanaście razy pomyślałem, żeby tylko jakimś cudem umrzeć i skończyć tę męczarnię. Myślałem z taką intensywnością, że z tego powodu rzygałem na siebie. Bałem się , że to się nigdy nie skończy, próbowałem się z tym pogodzić, przestawać myśleć, ale nic nie pomagało. Powoli zaczęły dochodzić do mnie jakieś sygnały z rzeczywistości i w przebłyskach odzyskiwałem świadmość. Pamiętam, jak kumple pytali się mnie, czy wiem gdzie jestem, jak się nazywam itd (tylko fonia, dźwięki były jakoś "wycięte"). I potem znów spierdalałem tysiąc wymiarów wstecz, gdzie nie było niczego i znowu musiałem wszystko układać. Pamiętam, jak skomplikowane było "ułożenie" z tego chaosu własnego "ja" i zorientowanie się, że jestem i że coś w ogóle istnieje. Zdziwiłem się, gdy pojąłem, że rzyganie jest procesem fizjologicznym i na czym polega - chwilę wcześniej jawiło się jako najgorsze momenty w walce z myślami, w których myślałem, że już wygram i... umrę. Wydawało mi się, że ten najgorszy stan i całe moje "stwarzanie wszystkiego" trwało pięć godzin (zaraz po pierwszym powrocie do rzeczywistości mówiłem nawet o tysiącach lat). Okazało się, że od momentu zapalenia do pierwszego po bani świadomego kontaktu z ekipą minęło ok. 30 minut. Niczym się tak w życiu nie zdziwiłem, jak tym, że nagle odzyskałem wzrok, złapałem po chwili ostrość i zobaczyłem kolegę i koleżankę, którzy siedzą obok mnie w łazience.(Momentami myślałem, że wszyscy jesteśmy rozkurwieni i zarzygani). Powiedziałem: - Widzę, już jestem. A kumpel odparł: - Tak, już jesteś z nami, ale miałeś, kuuurwa, fazę, Laga. Chronologia zdarzeń trochę mi się jebie, ale wiem, że gdy wracałem, rejestrowałem to, że podają mi ręczniki, że rzygam jak kot i potrafiłem poprosić o czysty ręcznik i o wodę, do której później się też zbełtałem.
Gdy już wiedziałem, że rzeczywistość istnieje, z pomocą poszedłem do pokoju i usiadłem na krześle. Zacząłem opowiadać, co mi się przytrafiło; kumpel - z nadzieją, że mi to pomoże - kazał wkręcać mi się w muzykę, ale po chwili znów zacząłem wymiotować. Będąc już w pokoju, wypierdalało mnie w inny wymiar kilkanaście razy; wyglądało to tak: siedzę, opowiadam, nagle znajduje się w stanie, w którym ktoś powielił rzeczywistość na kserokopiarce tysiące razy, walczę z myślami, nie wiem, co się dzieje, nic nie ma i powraca mi percepcja, wiem, że widzę i że jestem, łapię ostrość i mówię: - Już widzę, jestem. Cześć.
Podobno w tej łazience okropnie darłem ryja, wykręcało mnie, zasłaniałem twarz, wyjebało mi nawet białka do góry. Drugi kumpel, który to jarał po jakieś chwili od zażycia poszedł spać; trzeci nie mógł sam usiąść i zaprowadzono go do pokoju, gdzie cały oblał się potem i spał jak zabity.
... no, i dzisiaj jebneliśmy po południu jeszcze raz. Ja małego buszka i skończyło się tylko na migotaniu wizji, kumpel nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje, zawieszał się na czymś co chwilę i stwierdził, że nie wie, co się stało, ale : - Chyba mnie, kurwa, popierdoliło. Po 30 minutach był z powrotem.
Prośba: nie zachowałem opakowania po Greengo, czy ktokolwiek zna jego skład ?

Pomoc
Dodaj odpowiedź

Cytuj



















