Miałem sen, piękny sen, śnił mi się rodzinny dom...
Byłem u siebie w pokoju, panowała w nim niezbyt przyjemna atmosfera, postanowiłem odpalić kadzidełko, kostkę przypominające, u nielota znalezione.
I dochodzę coraz bardziej do wniosku, że im częściej je rozpalam, tym bardziej ono cieszy.
Machnąłem nim może 2, może 3 razy, nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że nigdy tego nie zapomnę. Nagle zaczęło śnić mi się coś nowego! Byłem w teatrze, z niecierpliwością wyczekuję długo oczekiwanego spektaklu, i oto jest!
Obraz szumi niczym rzeka, zewsząd głosy piękne, jak z raju, a pośród nich ja, człowiek, który po 40 minutach głębokiego letargu budzi się przed komputerem całkowicie zdezorientowany, z Windows Media Playerem przed oczyma cóż to był za sen...
Jak żyję, nigdy nie spałem tak dobrze po tym kadzidle, nie wiem co w nie wstąpiło, choć mam swoje domysły, jednego jestem pewien, jeśli kiedyś będę chciał się na godzinkę zdrzemnąć, na pewno o tym kadzidle nie zapomnę
Bless Ya