
Kto się DePeKuje?!
W Polsce plagą stało się masowe karanie więzieniem konsumentów narkotyków. Policja rocznie przyłapuje z narkotykami około 10 000 osób. Zwykle w przypadkowych okolicznościach - na ulicy, w parku, na koncercie, w domu, w samochodzie. Każda zatrzymana osoba to dla organów ścigania cenny wynik. Wykrycie przestępstwa posiadania połączone jest bowiem z natychmiastowym wykryciem jego sprawcy, czyli posiadacza.
Na domiar złego przepisy prawa wydają się nie pozostawiać żadnej swobody - zgodnie z art. 62.1 Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, kto posiada narkotyki podlega karze więzienia. Stąd bierze się owa obfitość wyroków pozbawienia wolności, w znakomitej większości w tzw. zawieszeniu. Wyroki są zawieszane, gdyż nikt przestępstwa posiadania nie traktuje serio - nawet sami funkcjonariusze policji.
Jednakże pozbawienie wolności to nie przelewki - to najsurowsza, znana polskiemu prawu kara. Nawet, jeżeli jej wykonanie zostaje zawieszone, kara ta rzutuje na życie skazanego jeszcze przynajmniej przez kilka lat. Nie trzeba robić nic specjalnie głupiego, by narazić się na odwieszenie wyroku i "odsiadkę" w więzieniu. Udział w wypadku samochodowym, w bójce, nazbyt gorąca pyskówka, czy wreszcie kolejna wpadka z narkotykami - i już witamy się z klawiszem. Kara więzienia w zawieszeniu to żadna łaska.
Okazuje się, że wielu z tych nadmiernie surowych wyroków można by uniknąć, gdyby osoby zatrzymywane... same o nie nie poprosiły!
Załóżmy, że Polichja zarzymuje cię z narkotykami. Ilość, którą posiadasz, jest niewielka, przeznaczona na twoje własne potrzeby. Przyznajesz się - jesteś konsumentem. Nie stałeś przy szkole, nie byłeś na koncercie, nie częsowałeś kolegów, nie zamierzałeś nic sprzedawać. Okoliczności popełnienia czynu i twoja motywacja oraz fak, że narkotyki mogły zaszkodzić tylko tobie, uprawdopodobniają, że społeczna szkodliwość popełnionego przez ciebie czynu jest znikoma w kntekście celu, dla którego posiadanie narkotyków zostało uznane za przestępstwo. Celem tym była i jest oczywiście walka z narkomanią. Wniesienie przeciwko obie aktu oskarżenia nie będzie kolejną odsłoną tej walki. Będzie marnotrawstwem publicznych pieniędzy i niepotrzebnym represjonowaniem ciebie - osoby uzależnionej, albo tylko używającej narkotyków. Osoby, która powinna być postrzegana raczej jako ofiara narkomanii, niż jej przyczyna.
Zgodnie z tą logiką prokurator powinien umorzyć postępowanie i wypuścić cię wolno. Ma do ego prawo - wynika ono z treści Art. 17.1. pkt. 3) kodeksu postępowania karnego. Jednak niewielu prokuratorów ma odwagę wychylać się przed szereg i narażać na zarzut, że nie walczą z narkotykami tak intensywnie, jak mogliby. Nie chcą też robić przykrości policjantom - przecież oni już kogoś zatrzymali, sporządzili dokumenty, "zrobili" wynik. Być może, co stanowi niestety bardzo częstą i całkowicie bezzasadną praktykę, zatrzymali cię w izbie zatrzymań, gdzie spędziłeś noc. Gdyby się okazało, że niesłusznie, że nie było takiej potrzeby - ktoś mógłby mieć kłopoty. To nie wyglądałoby dobrze "w papierach". Prokurator nie chce działać na niekorzyść swoich kolegów - policjantów. W całej tej sprawie jesteś tylko pionkiem, którego ktoś rozstawia na szachownicy. Pomagasz w karierze stróża prawa i budujesz statystykę. Lecz nawet prokurator to człowiek. Nie zostawi cię samego na pastwę losu i sądu - przynajmniej takie wrażenie chciałby sprawiać. Wprawdzie nie umorzy postępowania, ale proponuje ci pomoc i podsuwa wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Ten wniosek, który wydaje się być pomocną dłonią wyciągniętą do ciebie przez instytucje państwa, w rzeczywistości może okazać się pułapką. Instytucja dobrowolnego poddania się karze (w skrócie DePeKa) została wymyślona dla oskarżonego - pozwala ona na swoiście pojmowaną ekspiację, czyli symboliczne przeproszenie się z państwem. W zamian za wyznanie win w prostych sprawach, gdzie dowody są jasne, a okoliczności popełnienia czynu niewątpliwe, oskarżony otrzymuje łagodniejszą karę. A jego sprawa prowadzona jest bez udziału stron i konieczności pojawiania się w sądzie.
Jeżeli jednak pomyślałbyś, że policja i prokuratora idą ci na rękę, srodze się mylisz. W Polskich realiach poddanie się karze służy przede wszystkim realizacji interesów wymiaru sprawiedliwości - zamiast prowadzić postępowanie, wzywać cię do sądu i występować przeciwko tobie, prokurator woli podpisać kilka papierów. Gdyby doszło do rozprawy, miałbyś szansę powiedzieć o tym, co postawiłoby wysiłki jego i policji w kiepskim świetle - ze jesteś konsumentem, że kara ci się nie należy, że ilość narkotyków posiadana przez ciebie jest śmiesznie mała. I w pierwszej kolejności, że najpoważniejszy problem, jaki w związku z narkotykami masz, to rozprawa, na której właśnie jesteś i wniesiony przeciwko tobie akt oskarżenia. Poddanie się karze zamyka sprawę: przyjmujesz bierną postawę, zgadzasz się z oskarżeniem, przyjmujesz karę i pozbawiasz się możliwości obrony własnych racji. Ustępujesz pola. Zastanów się, czy warto?
No właśnie, prokurator często przedstawia twoją sytuację w następujący sposób: albo zgodzisz się na poddanie karze (depekację) w wymiarze zaproponowanym, albo przed sądem prokurator wystąpi o karę wyższą, co - nawet uwzględniając dobre serce sędziego - może skończyć się dla ciebie dużo gorzej. Ale sprawy nie wyglądają tak źle, jak wmawia nam to dbający o nasz interes "przyjaciel"
oskarżyciel.
Poddanie się karze jest największym błędem, jakie popełnić może posiadacz niewielkich ilości narkotyków przeznaczonych na własne potrzeby. Po pierwsze, niewiele zyskujesz. Żaden bowiem to deal, gdy zamiast kary więzienia obiecywana ci jest... kara więzienia, tylko na czas krótszy. To przecież wciąż bardzo surowa i co najważniejsze niesprawiedliwa kara! Po drugie tracisz prawo, by przed sądem zaprezentować własne racje - sędzia wyda na ciebie wyrok na posiedzeniu, na które cię nie wezwie. woje stanowisko wszak już zna - sam przecież twierdzisz, że zasługujesz na karę więzienia! Stawiając na swoim możesz ugrać więcej. I to już w prokuraturze.
Istnieje spora szansa, że prokurator widząc, iż twojego przypadku nie uda się sprowadzić do prostej biurokratycznej roboty, wbrew szumnym zapowiedziom i groźnym pohukiwaniom, po prostu umorzy postępowanie widząc, że twoja banalna sprawa będzie kosztować go więcej wysiłku, niż początkowo zakładał. Poza tym wiele można ugrać na samej rozprawie, jeśli do niej w ogóle dojdzie. Możesz przykładowo argumentować, że twój potworny czyn cechuje niska szkodliwość społeczna - przecież to narkotyki są szkodliwe, a nie ty, posiadając je. Jest bardzo prawdopodobne, że sędzia zgodzi się z tobą, o ile tylko dasz mu na to szansę. Jeżeli poddajesz się karze, sędzia nie ma nic do gadania - przyjmuje twoją decyzję, nawet jeśli uważa ją za niewłaściwą.
Zmęczony pobytem na komendzie, chcąc wyjść do domu jak najszybciej, nie powinieneś wybierać pozornie najłatwiejszego rozwiązania, którym wydaje się złożenie podpisu pod przyniesionym wnioskiem. Uwolnisz się wtedy od sądu, ale nie od problemu - zamieciony pod dywan, może on do ciebie wrócić w najmniej oczekiwanym momencie. Wyrok więzienia to nie przelewki. Następne spotkanie z policjantem oznacza całkiem realne niebezpieczeństwo odsiadki. Nie warto.
Jeśli jesteś konsumentem, zawsze żądaj umorzenia postępowania. Jeśli prokurator odmawia, swoje żądanie powtórzysz przed sądem. A gdy lubisz poddawać się przemożnej, opresyjnej sile, gdy lubisz być karany i poniewierany, nawet wtedy, odmawiając prokuratorowi, nic nie tracisz. W sądzie też możesz poddać się karze, tym razem zaproponowanej przez sędziego. Sam nie podpisuj na siebie wyroku.
Mateusz Klinowski

Pomoc
Temat jest zamknięty























