
Policjanci wydziału kryminalnego pruszkowskiej komendy patrolowali okolicę. W pewnym momencie zauważyli kierowcę jadącego bez zapiętych pasów. Postanowili go zatrzymać do kontroli. Podejrzewali, że może być pod wpływem alkoholu. Mężczyzna był jednak trzeźwy, ale wyraźnie zdenerwowany. Poproszony o dokumenty, przyznał, że ma tylko papiery samochodu, który należy do jego kolegi. Nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego nie ma przy sobie prawa jazdy, czy chociażby dowodu osobistego.
Policjanci nie mieli już wątpliwości, że mężczyzna coś ukrywa. I rzeczywiście w bagażniku auta znaleźli maski przeciwgazowe, kombinezony, rękawice i buty ochronne oraz torbę z dużą ilością podejrzanej substancji o mocnym zapachu. Okazało się, że to dwa kilogramy mefedronu. To wyjątkowo niebezpieczny narkotyk nowej generacji, który był sprzedawany jako dopalacz. Bardzo szybko uzależnia i powoduje poważne zmiany w psychice. W Polsce mefedron jest zakazany od sierpnia 2010 r.
- Poza „mefką” znaleźliśmy odczynniki chemiczne, które prawdopodobnie miały posłużyć do zmieszania z tym narkotykiem. Wszystko wskazuje, że dopalacz był przewożony do fabryczki, której miał być porcjowany i sprzedany. Coraz częściej dopalacze są mieszane np. z amfetaminą i sprzedawane jako wyjątkowo mocne używki – mówi jeden z pruszkowskich kryminalnych.
Kierowca trafił na 3 miesiące do aresztu. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Źródło

Pomoc


















