Niecodzienne spotkanie z DXM
03.10.2011r Set & Setting - w domku nawet cieplutko, tripujemy na łóżeczku i przed laptopem, późno dosyć
Dawka - 5,625mg/kg masy ciała, 450mg dekstrometorfanu, zapite sokiem jabłkowym + 5g korzenia imbiru żutego i połkniętego
Doświatczenie : ostatnie jedzonko, przed chwilką, godzina 19:42. Zjadłem 2 bułki, ser, szynka, roztopione w mikroweli i polane ketchupem + sos czosnkowy. Szybkie żarcie, po prostu
20:35 Wkładam 5 gram korzenia imbiru do ust i żuję. Ja pierdole. Ale ostry posmak, ale nie dobre, ale piecze w gardło, choćby chili, ale żuję dzielnie. Wyciskam cały sok, wysysam wszystko i wyrzucam resztki korzonka. Zapijam sokiem jabłkowym.
20:38 5 tabletek, pum. Zapite. Gładziutko, spokojnie
Muzyczkę sobie szybko zrzucę na komórkę. Ale jestem szczęsliwy, ja pierdole
20:48 5 tabletek, poszło gładko. Ale zajebiście się czuję !!! Pozytyw nastawienie, cieplutko w środku
21:03 Mama wreszcie przyszła ! Doładowane 10 tabletek, mm już coś czuje
21:40-22:00 Trochę mnie zaczyna mdlić, ale radzę sobie z tym. Myśl że wyrzucę to z siebie i zniszczę tripa pomogła mnie powstrzymać. Ciało zaczynam coraz mniej czuć, takie znieczulenie i mniejsza wrażliwość na bodźce fizyczne, przemyślenia związane z życiem. Muzyka przenosi w inny świat, świat marzeń
Czuję wewnętrzne parcie na głowę. Godzina 22:00 szczytujemy, trip osiągnął maksymalną moc. Spokojnie można ogarnąć, korzeń imbiru spisał się idealnie, nic nie gryzie ! Typowa substancja która przenosi nas w świat pustki, w pełne cudownie NIC i rozumiesz że nie ma czegoś takiego jak śmierć. Że życie nie ma początku ani końca, jest tylko TERAZ. Trochę czuję jakbym porządnie się nawalił alkoholem, podobnie mi oczy uciekają, nie możliwość skupienia wzroku w jednym miejscu, chelikopter w głowie ciągnący moją głowę w tył. Zacząłem medytować. Bardzo szybko sparaliżowało mi ciało i zaczęły pojawiać się przy zamkniętych oczach, choćby nicie które coś malują. Idę się wysikać, majetstatyczny robochód, nogi i ręce dziwnie układam, trzymam się czego popadnie żeby się nie wyjebać. Po prostu, jakbym był najebany, ale trochę inaczej (problemy z błędnikiem). Fajnie mi się leży i turla, zajebiście się przeciąga i nie czuć zbytnio ciała. Przyjemnie. Ciary fajnie się rozchodzą po ciele, zataczam się, gadka się nie kle. Zauważam swoją małość, jaki jestem maleńki w całym wszechświecie, czuję że wszyscy znikli i ten świat jest tylko moją częścią. To daje mi do zrozumienia, że trzeba bazować tylko na sobie i nauczyć się radzić ze swoimi problemami, trzeba zrozumieć własną egzystencję. Jebać. Jest tylko wieczność, a wieczność jest piękna. Świruje, obraz się trochę zamazuje. Odlatuje z muzyką, pasuje mi to
Fajna bania, niebytem jestem ! Jestem wszystkim i niczym, a może tym, czym chce być.
Czas nie ma znaczenia zbytniego, wszystko mnie pierdoli
Ciemność potrafi być równie piękna jak jasność
23:10 przyjemnie, nie powiem ale nie ma halunów ani żadnych wizjii. Przypomina trochę alkohol ale inne. Leżę i z Shivą użenduję, fajnie się słucha mantr do Niego. Czuję się jak we śnie. Masturbować się nie da, nawet o tym nie myśl.
Faza powoli jakby traci na mocy, dalej robochód aktywny, zasypiam dopiero o godzinie 04:00. Godzina spania, budzę się i na praktyki. Małe problemy jeszcze z błędnikiem, ale wporzo. Czuję się w miarę wyspany, jak na godzinę i całą noc ruszania się i zabijania czasu.
Użytkownik Niewinny edytował ten post 02 luty 2012 - 19:30
Powód edycji Poprawiłem nazwę tematu

Pomoc
Dodaj odpowiedź



Cytuj














