
Mam 26 lat, próbowałem prawie wszystkich narkotyków, od wielu z nich jestem uzależniony. Zacząłem brać, gdy miałem 13 lat. Obecnie odsiaduję 8 letni wyrok – rozbój, włamanie, przemyt i handel narkotykami, udział w grupie przestępczej. Od zakończenia terapii w oddziale specjalistycznym – nie biorę, jestem czysty. Trudno wytłumaczyć tą moją abstynencję, bo z praktycznego punktu widzenia powinienem teraz naprochowany leżeć na swojej pryczy.
PIERWSZE PRÓBY
Myśl o podjęciu leczenia pojawiła się w mojej głowie przed pięcioma laty, gdy przebywałem w lubelskim areszcie. O terapii w zakładach karnych dowiedziałem się od kolegi. Miałem za sobą 2 lata odsiadki, podczas których nadal brałem narkotyki. Z decyzją o leczeniu poszedłem do wychowawcy. Ten wytłumaczył mi, że z powodu zbyt odległego końca kary (październik 2010) nie ma o czym mówić. Z tą samą prośbą zwróciłem się do Sądu Okręgowego, tam też mi odmówiono. Dałem sobie spokój. W tym czasie brałem wszystko, co tylko w więzieniu było dostępne, głównie amfetaminę. Dla takich jak ja nie było tu warunków do utrzymywania abstynencji. Rzadko miałem jakieś przerwy, a te nie trwały dłużej niż 2-3 dni. Raz zdarzyła mi się tygodniowa przerwa. Tutaj też zdarzają się posuchy. Z Lublina trafiłem do Włodawy. Zwróciłem się do tamtejszego psychologa z prośbą o skierowanie mnie do oddziału terapeutycznego. Odmowa, powód ten sam – odległy termin wyjścia.
OCZEKIWANIE
Przeniesiono mnie do Chełma, tam psycholożka skierowała mnie do psychiatry, a ten wydał opinię, na podstawie której ustalono mi termin przyjęcia do oddziału terapeutycznego w Rzeszowie na jesień 2007. Był kwiecień 006. Pozostało mi cierpliwie czekać. W więzieniu nie jest to trudne. Miałem skierowanie i na tym zakończyła się pomoc psychologiczna. Z drugiej strony jaka ma być to pomoc, gdy w jednostce, gdzie przebywa 800-900 skazanych pracuje dwóch psychologów? Narkotyków natomiast nie brakowało, więc ćpałem.
ODDZIAŁ TERAPEUTYCZNY
Zgodnie z ustaleniami, na oddział terapeutyczny w Rzeszowie trafiłem rok później, w październiku 2007. Tu zasady pobytu i relacje między więźniami były zupełnie inne. Personel traktuje nas jak ludzi chorych. Z perspektywy czasu i później zdobytej wiedzy oceniam, że terapia tam jest naprawdę profesjonalna. Oczywiście ma swoje ograniczenia, a najważniejsze z nich to takie, żże odbywa się w więzieniu. Część edukacyjna leczenia składa się z 32 tematów, które poruszane Sąp przy pomocy dobrze przygotowanych wykładów i wybranych filmów. Zajęcia edukacyjne odbywają się dwa razy w tygodniu, a z każdego tematu trzeba napisać elaborat. Po dwóch miesiącach zaczynają się warsztaty w 10-cio osobowych grupach, coś w rodzaju mini-społeczności. Do tego raz w tygodniu mitingi AN (nieobowiązkowe) i indywidualna terapia.
KSZTAŁTUJĄC ŚRODOWISKO
Wiedziałem, że przedłużenie terapii jest niemożliwe, ale nie chciałem brać, dobrze się tam czułem. Pozwolono mi zostać i przez kolejne pół roku byłem tam jako „osoba kształtująca środowisko”. Doceniono w ten sposób mój sumienny udział w terapii. Zacząłem od prowadzenia edukacji z zakresu prowadzenia trzech pierwszych kroków AN. Pozostając w oddziale miałem odostęp do psychologów i terapeutów na co dzień, poza weekendami. Mogłem rozmawiać z nimi o wszystkim. Było to dla mnie dziwne i fajne: dziwne, bo w poprzednich miejscach wszyscy wychowawcy zbywali mnie (i nie tylko mnie). Najchętniej widzieliby nas raz na pół roku na komisji. W październiku 2008 dowiedziałem się, że deportowali z Belgii mojego wspólnika i tym samym kończył mi się pobyt w oddziale terapeutycznym, bo koleżka był do tej samej sprawy, za którą zostałem skazany (tylko on się ukrywał), a ja teraz byłem świadkiem.
PÓŁWOLNOŚĆ BIESZCZADACH
W tym czasie zmieniono mi podgrupę z Rp (zamkniętej) na Rzp (półotwartą) i stanąłem na pierwsze warunkowe. Przedstawiłem zaświadczenie o tym, że będę mógł kontynuować natychmiast po opuszczeniu więzienia leczenie w ośrodku. Miałem przesiedziane 5 lat. Generalnie sędzina zaleciła mi odpoczynek od więzienia… i umieszczono mnie w zakładzie półotwartym. Miałem się sprawdzić w systemie przepustowym. Trafiłem do Łupkowa w Bieszczadach, cele otwarte, spacer od 8:30 do 12:30, potem jeszcze dwie godziny po południu. Można wyjść z oddziału kiedy się chce i pójść na inny oddział, pospacerować. Czego jeszcze chcieć więcej? Ale właśnie tam, w tym „raju” zaczęły się dla mnie problemy z moim leczeniem za kratami.
JEST JAK JEST
Najpierw wychowawca wybił mi z głowy przepustki: „ochrona zakładu nie godzi się na nie z powodu artykułów, za które Pan siedzi”. Wszędzie był towar – zioło, amfa i wszystkie rodzaje prochów – od relanium po klony i kupę innych, których nie znałem. Poszedłem po pomoc do psycholożki: „Mam problem, jestem uzależniony, odbyłem terapię, ale tutaj nie daję rady. Narkotyki są wszędzie i jedyne co chodzi mi po głowie to zacząć znów brać, a nie chcę tego. Nie mam z kim porozmawiać i jest mi ciężko.” Na to psycholożka: „Tutaj już tak jest. Ja nie zlikwiduję narkotyków, a z Panem nie wiem o czym rozmawiać, musi Pan sobie radzić.”
ZMIANY PSEUDOTERAPEUTYCZNE
Odbywam karę w systemie indywidualnego oddziaływania, jego program został napisany przeze mnie i moich terapeutów i składał się z wielu punktów. Między innymi mówił o: (1) stałym, systematycznym kontakcie z psychologiem; (2) nawiązaniu i utrzymywaniu stałego kontaktu z ośrodkiem terapii na zewnątrz w kontekście kontynuacji leczenia po opuszczeniu więzienia. Nawiązałem kontakt z ośrodkiem w Toruniu i punktem konsultacyjnym MONAR w Łęcznej. Po wizycie u zakładowej psycholożki program uległ sporym zmianom. Oddziaływanie psychologiczne skurczyły się do konsultacji celem podtrzymania efektów terapii (raz na dwa miesiące) i kilku mniej istotnych punktów. Punkt o ośrodku na zewnątrz zniknął. Wszystko miało ograniczać się do udziału w AA. Nie mam nic przeciwko AA, ale byłem raz na meetingu, w którym uczestniczyło dwóch kolesi dilujących w Łupkowie bez opamiętania. Jak mam rozmawiać o swoich problemach z uzależnieniem z dilerem, który zaopatruje w prochy połowę zakładu karnego?
OPINIA PSYCHOLOGA
W tym czasie, po raz kolejny ubiegałem się o „warunkowe”. Przedstawiłem pisma z placówki na zewnątrz (ośrodek w Toruniu), z którą utrzymywałem kontakt. Pisma potwierdzały gotowość natychmiastowego przyjęcia mnie do leczenia. Sąd odmówił tłumacząc to handlem narkotykami i udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej. Zupełnie pominął to, że sam się przyznałem (pomimo braku dowodów), a także wydałem wspólników. Sąd zignorował także to, że miałem nienaganną opinię z pobytu w warunkach izolacji: „Wniosek osadzonego jest przedwczesny. Nie można bowiem wykluczyć, że obecna postawa osadzonego nie tyle efektem jego resocjalizacji, co wynikiem przystosowania się do więziennych warunków”. Ale ja byłem nieustępliwy. Wystąpiłem do Sądu o udzielenie mi przerwy w odbywaniu kary, abym mógł leczyć się w ośrodku w Toruniu. Wtedy Sąd zwrócił się o opinię do psycholożki z zakładu karnego, w którym przebywałem. A ta napisała, że nie widzi potrzeby, abym się leczył na zewnątrz. Leczenie mogę natomiast kontynuować w warunkach izolacji, spotykając się indywidualnie z psychologiem. Raz na dwa miesiące.
Ta pani nie wiedziała o czym ze mną rozmawiać, a sugerowała, że będzie prowadzić moje leczenie. Opinię, która wyszła spod jej pióra była napisana na podstawie moich akt, w ogóle ze mną nie rozmawiała. Jedyne wsparcie, jakie otrzymywałem w związku ze swoim uzależnieniem to był kontakt z punktem konsultacyjnym Monaru w Łęcznej. Listy, telefony, bez tego myślę nie dałbym rady.
JESIEŃ 2009
Teraz jestem znów w zakładzie karnym w Lublinie. Utrzymuję kontakt z ośrodkiem w Toruniu. Koresponduję i wydzwaniam do Monaru w Łęcznej. Tutaj w Lublinie jest też łatwiej, jeśli chodzi o rozmowy z psychologiem, mam spotkania co 2-3 tygodnie. Nie jest to dokładnie to, co można nazwać leczeniem, ale mam możliwość się wygadać, spuścić z siebie napięcie. I dalej staram się o możliwość przedterminowego zwolnienia lub przerwy na leczenie. Nadal też bezskutecznie. Do dzisiaj opinia psycholożki z Łupkowa tkwi w moich aktach, stanowiąc dla sądu alibi, żebym „leczył” się dalej za kratami. Sądy penitencjarne traktują uzależnionych jak trędowatych, ich starania uznawane są nie inaczej jak tylko manipulacje, aby wykręcić się od odsiadki, a tymczasem leczenie w warunkach więziennych (poza oddziałami specjalistycznymi) jest fikcją. Podczas gdy uzależnienie jest czynnikiem negatywnym do udzielenia przedterminowych zwolnień – osoby, które nie miały problemu z narkotykami otrzymują przedterminowe zwolnienia.
Autor: Dominik

Pomoc
Dodaj odpowiedź





Cytuj
















