Chciałem wam opowiedzieć mój sen. Przyśniło mi się coś takiego:
Doświadczenie – ja opis; K amfetamina, piguły uliczne, mieszanki ziołowe, marihuana, haszysz, 3,4 DMMC, MDPV, 4-MEC; H marihuana
S&S - dom A.K., trzy osoby - A.K., kolega K i kolega H
Co/ile - 2g pierwszoklasowego zielska (na trzy osoby), ze 20 piwek na trzech
Trip raport o lekkim zabarwieniu literackim, zwięźle napisany.
Historia to prawdziwa, dla wyrazu lepszego wystylizowana na fragment dłuższej opowieści.
(...)
Wydarzyło się to niedawno, bo latem roku pańskiego dwa tysiące jedenastego. Nasz bohater powrócił do domu, zmęczony i lekko zdenerwowany po pracy. Dla wielu praca za biurkiem jest rajem, dla pewnych osób to zbyt wielka dawka stresu i odpowiedzialności, tym bardziej wtedy, kiedy za źle ujęte zdanie można dostać naganę. Była godzina 18:10, kiedy przekroczył próg domostwa swego. Rozglądając się po przedpokoju, a następnie salonie...
- No tak, wolna chata. Zaczynamy... - pomyślał w duchu. Wiedział doskonale, że to, co wydarzy się dzisiaj, zostanie zapamiętane na długo. Po prostu. Następnie sięgnął do kieszenie spodni. To odruch bezwarunkowy - wziąć telefon i obdzwonić ekipę. Dwoje bohaterów odpowiedziało na wezwanie. Mister K i Mister H Nigdy nie zawiedli naszego narratora.
- Wpadacie na 21, ok? Ja tu wsyćko przygotuję, tylko zakup co trzeba K - powiedział A.K. do telefonu. Rozmówca po drugiej stronie, K, poinformował, że trochę się spóźni z pewnych przyczyn, ale H będzie na czas.
A.K. Zajął się ogarnięciem pola bitwy. Stół został wyczyszczony, a nasz bohater przyniósł metalową tacę, na której zawsze kręcił dżoje oraz nabijał cybuchy swoich fajek. Obok postawił dwie mise - jedna z wafelkami, druga z paluszkami serowo-cebulowymi. Gdzieś na barku postawił cztery piwa. Wiedział, że to za mało na taką imprezę, ale całodobowy jest niedaleko, także w czym problem? Wystarczyło przejść się do sklepu i już. No i przeniósł komputer do salonu. Nie ma to jak centrum władania światem podpięte do 42 calowego ekranu i kina domowego.
- Tak, te są najlepsze na gastro - pomyślał o paluszkach A.K. Zaraz potem zajrzał do zamrażalnika, zauważył krewetki. Prędko sobie przypomniał ulubiony sposób przygotowania tych wspaniałych owoców morza. Dwa ząbki czosnku, papryka słodka mielona oraz dużo pieprzu cayenne i majeranku, w oliwie z oliwek - coś wspaniałego. Marynata musi przynajmniej parenaście minut przejść smakiem, także przygotuje ją przed podaniem.
(...)
Pierwszy przyszedł H już ok. 20.00. Czas oczekiwania na K, mijał im na rozmowach o muzyce, wirtuozach gitary czy perkusji, a nawet o tym, w jak słabej kondycji jest rodzima scena muzyczna. Bylo niezwykle ciekawie. Słuchali klasycznego już Van Helena, by przejść przez perkusistę Buddy Richa, potem Tommy Aldridga, a skończyli na klasyce, jaką jest pieśń niewolników z II aktu opery Nabucco. Sławne i piękne "Va, pensiero".
- Widzisz – rzekł H, jakoś w trakcie dyskusji,jeszcze na trzeźwo – Taki teraz jest problem z muzyką. Słyszysz te nowe hity i niczego nie czujesz. A posłuchasz klasyków rocka czy takiej pieśni operowej i odczuwasz emocje. Każdy na swój sposób, ale wzbogacasz się w jakiś tam sposób. Utożsamiasz z twórcą.
(...)
Była godzina 22:00 kiedy przybył posłaniec, jak nazwali A.K. i H, swojego kolegę K. Już w momencie wejścia na salony, zaczął opowiadać o problemach z uzyskaniem tematu, a następnie zaczął skręcać pierwszego lola. Był gruby i tłusty, czyli skręt idealny. Cała trójka skupiła się na tej ceremonii. Poszedł w końcu pierwszy dymek, ok 22:40. Do tego czasu piwa jakie posiadał A.K., oraz te które 2 jakie przyniósł K zostały skonsumowane. Szybko, coby nie tracić czasu, na tak przyziemne sprawy jak alkohol.
- Po trzy... - cichnącym głosem powiedział K i podał dżoja dalej. Buchy ściągali głębokie i mocne. Piwko szło właśnie drugie kiedy… A.K. pomyślał na głos.
- No to co jemy? Mam gotowe buritos, krewetki jeszcze się rozmrażają… - ugasił gibona, jako, że na niego wypadło – Macie już gastro, co nie?
- No bah. Buritos jeszcze nie jadłem, to chyba jest w takim tym – zawieszka spalonego K totalnie rozbawiła pozostałą dwójkę.
- Chcesz powiedzieć… cieście! – H ogarnął sytuację i przy okazji dodał po paru minutach zawieszki … - Piwa się kończą, mogłeś więcej kupić. – skierował te słowa do K, a A.K. zasuwał już w kuchni rozgrzewając piekarnik na krewetki, podsmażając buritos, krojąc ziemniaki na frytki i kucharząc.
Zapachy ściągnęły pozostałą brać do kuchni, popatrzeli chwilę, powąchali i tylko H się odezwał.
- Mmm – i powrócił do salonu.
K jeszcze chwilę postał, rozmyślającna czymś.
- A, ale to buritos będzie inne, bez ciasta, tak Was zaskoczę - kucharz skierował słowa do pustej już przestrzeni kuchni, ale reszta go usłyszała, bowiem dało się usłyszeć zdziwienie
- Aaaa...
(…)
Po małym ucztowaniu przy kilogramie frytek oraz solidnej dawce buritos, ferajna wspólnie wpadła na pomysł, po uprzedniej rozkmince, że bongo będzie dobrym pomysłem. Takie dopalenie się przed wyruszeniem w bój, i na smaczek przed krewetkami. W tym czasie, kiedy K nabijał bongo, A.K. poszedł, już chwiejnym krokiem do kuchni sprawdzić, jak się te pyszne robaczki marynują .Jako, że była to odmiana królewska, były duże, a więc i potrzebowały sporo czasu, na przesiąknięcie zaprawą.
- A jak K nasza zaprawa? – z uśmiechem powrócił do reszty i ujrzał piękne, nabite bongo lodowe – No tia.. czegoś.. brakuje?
- Tak. To bongo lodowe – rzucił K i wszyscy zaczęli myśleć
- Lo…du? – niepewnie powiedział gospodarz melanżu i czym prędzej pognał po lód. Teraz wszystko było gotowe.
(…)
- Wiecie, ciekawa była ta podróż po piwko, ale czy te sześć wystarczy? Ile to będzie, z tymi co poszły, na łeb? – zapytał H, solidnie upalony, jako, że jest adeptem tej sztuki, i bardziej go klepie tytoń, co sam często mówi. Najczęściej po każdym buchu powtarza „Tytoń! Dooobrze, kopie!”. Tak jest, za każdym razem.
- A po 5 jakoś.. czy 4 – odpowiedział K w chwili kręcenie następnego już dżoja. Muzyka w tle przygrywała wesoło. Bohaterowie opowiastki wsłuchiwali się w utwory kapel oi, skinhead reggae, punk i podobnych klimatów, dyskutując ciągle o problemie ideowym, tak nazi jak i innych podobnych społeczności.
- Nie uważam się za takiego nazi, jak Ci goście z tych kapel, ale rozumiem i popieram walkę, jakąś pokojową, o dobro naszej rasy – rzekł K, który z całej trójki był najbardziej bliski ideologii skinheadów. Jednak rasistą nie był, mimo, że lubi kawałki niesławnego Johnnyego Rebela.
– Wiecie, uważam,że Ci goście, skini… – rozkmina dłuższa zaatakowała umysł K. Skutek tak alkoholowego upojenia jak i przepalenia mocnym majerankiem – ale z Rosji, to niezłe pojeby. Popierdoleńcy, zobaczmy jakieś filmy z sadistica!
Był to błąd, jak później się okazało. A.K., który w kuchni przygotowywał panierowany ser w ziołach (grube plastry żółtego sera, w podwójnej panierce z jaja i bułki tartej, przy pierwszym obtaczaniu nacieramy ser bazylią, szczyptą grubo mielonego pieprzu oraz szczypiorkiem i solą morską), tylko usłyszał ostatnie słowo. I wyskoczył z kuchni z bananem na twarzy i poważną propozycją.
- H, Ty chyba opowiadałeś o takich dziwnych… wiesz, filmach – A.K. wiedział, że sprowokowany H, zaraz zacznie częstować resztę obleśnymifilmami. Ale w stanie psychicznym jaki panował w umysłach ferajny, wszystko wydawało się genialnym pomysłem.
- No to tak… - i zaczął serwowanie przepysznych filmów. Od Fish Blowa po bardziej atrakcyjne propozycje kinowe, jak coś w rodzaju 2G1C.
(…)
Była godzina 2 nad ranem, ferajna już zmęczona ciągłym jedzeniem i piciem oraz paleniem zadecydowała, że trzeba chyba coś zrobić. Tak, to był czas na podjęcie ważnej decyzji.
- Mamy jeszcze trochę zioła. Te zapiekanki serowe ładnie się przyjęły – rzekł K.
A.K. w napływie fazy kucharskiej praktycznie większą część imprezy spędził w kuchni, dyskutując zresztą z doskoku. Zapiekanki serowe, to natomiast duże bułki z plastrem sera, masłem i pieprzem cayenne. W sam raz na gastro. A z dodatkiem sosu jak majonez, keczup czy czosnkowy - są zbawienie dla głodnego palacza.
- To co jeszcze zjemy? Idziemy po piwka i zrobię potrawki, chińską i pomidorową! – szybko odpowiedział A.K. i dodał, tak od niechcenia – Dwa piwka.. filety z kurczaka, tak.
Zakupy, na jakie udali się bohaterowie tej długiej opowiastki były przezabawne. K i H stwierdzili, że A.K. najlepiej wygląda (od pierwszego bucha wiecznie uśmiechnięty i czerwony na twarzy) i dobrze się spisze. Podszedł do okienka sklepu 24h i rozpoczął, serdecznym uśmiechem i salwą bliżej niezrozumianych przez sprzedawczynię słów.
- ? ? ? ?, hehe, ? ? ? – zorientował się, że coś poszło nie tak z komunikacją – Poproszę, kurczaka, tak dla nas – jako, że prośba zabrzmiała dwuznacznie, uzupełnił informację, a śmiech kumpli wtórował jego wypowiadanym słowom – Znaczy, dla mnie i kolegów. Piersi dwie. Z kurczaka, filety. I piwa dwa. Ale dwa dla każdego, więc sześć.
(…)
Historia zbliża się do końca. Zakupy udało się zrobić, szumu narobić oraz nieźle pośmiać. A przy okazji poprawić humor smutnej, do momentu przyjścia ferajny, pani sprzedawczyni. W domu A.K., przychodząc do salonu jedynie na toasty piwne, oraz buchy z bonga, siedział w kuchni smażąc w woku kurczaka do potrawek. Co chwila kumple przychodzili mu towarzyszyć w tym zadaniu bojowym i zaciągać się zapachem smażonych warzyw i kurczaka.
O godzinie 5 nad ranem melanż się zakończył, a wszyscy, w stanie mocnego upojenia i upalenia, uznali, że to koniec. Nastała chwila na rozstanie. Ociężali K i H powstali z foteli i z trudem ubierali buty, co było skutkiem przejedzenia.
- No A.K., postarałeś się, przepyszne było panie kucharz – pochwalił go H i serdecznym uściskiem dłoni pożegnał się. Jednak musiał jeszcze powalczyć z drzwiami.
- Panowie, dziękuję za milą atmosferę, i smaczne filmy. Niewiem jak my się nie porzygaliśmy. Dobranoc Wam – na do widzenia powiedział A.K.
I dobranoc Wam, kolekcjonerzy, którzy dotrwaliście do końca.
Strona 1 z 1
Wspaniały kucharz, A.K.! Tytuł raportu jest parafrazą tytułu pewnego odcinka serialu Bleach
#6
Napisano 29 wrzesień 2011 - 23:24
No właśnie, tylko a może aż? Maria potrafi zaskoczyć, jeśli tylko warunki będą ku temu sprzyjające
To chyba jedna z najbardziej elastycznych w działaniu używek... i nigdy się nie nudzi
Dzięki za ciepłe słowo.
"Oto i On, boski prototyp, mutant który nigdy nie wszedł do masowej produkcji. Zbyt pokręcony by żyć, zbyt rzadki by umrzeć." - Hunter S. Thompson
Spoiler
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1
Szybka odpowiedź
Podobne tematy
| Temat | Forum | Autor | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|---|---|
|
mefedron w czym jest?
czyli gdzie można aktualnie kupić |
Archiwum | Guest_parodia_* |
|
|
|
Czy wiaderko jest takie skuteczne jak się mówi?
|
Luźne gadki |
CinekMarcinek
|
|
|
|
Co to jest dopalacz?
|
Aspekty Prawne |
mch
|
|
|
|
[TVN24] Sytuacja jest monitorowana
|
Aktualności z Polski |
garik
|
|
|
|
Kolidowanie z lekami
czyli co kiedy szczur jest jednocześnie leczony? |
Śmietnik |
Niewinny
|
|

Pomoc
Dodaj odpowiedź


Cytuj















