Pierwszy raz, oko w oko z kodeiną.
19.08.2011r Set & Setting - grono przyjaciół, bojowe nastawienie, dobry humor, wolna muzyka, od 22:00
Dawka - 150mg kodeiny (płyn), 100 mg dimenhydrynatu doustnie / po godzinie 2 buchy trawy i piwko, rano kilka piwek na pobudkę hehe
Doświadczenie : Poszłem pod namiot do przyjaciela. Było nas czterech : P,D,T i ja.
Przed przyjazdem zrobłem ekstrakcję kodeiny z 2 paczek Antidolu 15, banalnie łatwa. Siadamy sobie grzecznie, zaczynamy rozpalać grila. Palę papierosa i uśmiecham się do T, to właśnie z nim mam tripować. Łykamy po 2 sztuki Aviomarinu. Odczekaliśmy z pół godziny. Odkorkowaliśmy buteleczkę w której była kodeina, nalaliśmy po równo do kieliszków i chlup, zapite sokiem grejfrutowym. Smak chemiczny, pachniało żabami, ale nie było takie złe jak czytałem. Palę papierosa, czekam na efekt. Może minęło pół godziny, muzyki zaczęło się słuchać coraz lepiej, ciało zaczęło się coraz bardziej rozluźniać. Nie było chęci na taniec, czystość myśli i całkowita kontrola. Coraz większy spokój nas ogarniać zaczął. Dosyć ciężkie powieki, ciało coraz mniej było czuć, przyjemnie się zrobiło. Nic nas nie obchodziło. Poczekaliśmy godzinkę, efekty nie były większe więc napiliśmy się piwka, wypaliliśmy trochę trawy i poszliśmy potańczyć. Po tym uderzamy spać. Zajebiste wizualuzacje wskakiwały. Zajebiście się spało! Zaskoczyła mnie czystość umysłu podczas tego tripu, nie ma jakichś nerwowych zachowań, jest po prostu błogi spokój i najchętniej położył byś się na materacu i popatrzył w gwiazdy
Drugi lot, poznając kodeinę.
19.08.2011r Set & Setting - wolna hata kumpla, dobre nastawienie, od 14:30, muzyka, następnie teren i domek
Dawka - 225mg kodeiny doustnie (płyn), 100mg dimenhydrynatu doustnie
Doświadczenie : zaczyna się spokojnie. Siedzę z przyjaciółmi, muzyczka gra, wygłupiamy się. Przyjeżdza T z którym mam tripować. Na poczekaniu ładujemy po 225mg kodeiny i po 2 tableki aviomarinu. Zapijam sokiem bananowym. Idziemy na papierosa. Siedzę na huśtawce, huśtam się. Po pół godziny, zaczyna robić się cieplutko i czyściutko w głowie. Stan powolutku wzrasta. Cieplutko w rękach i nogach. Ciało coraz luźniejsze i znowu bardzo spokojny się czuję.
Minęło trochę czasu i trochę zaczyna plątać się język, w buzi zaczyna robić się 'spokojnie'. Tak, dziwnie, bo jak może w ustach być spokojnie? Tak ! Po prostu spokojnie.
Matka K przyjechała, pakujemy się i wio w las. Siedzimy na budynkach, palimy papierosa i rozmawiamy. Nie chcę się gadać, co dobrze mi. Szczyt po jakiejś godzince może półtorej, trochę nieogaru i mam ochotę się położyć. Bardzo fajnie było by sobie poleżeć i posłuchać dobrej muzyki. Jezu tak mi dobrze i od razu myśl " następnym razem, biorę co najmniej 300mg ! " Gdyby ten stan był bardziej intensywny, byłby cudowny ! Na pewno nie wybiorę się już na spacer, jak będę brał kodeinę. To nie jest faza, po której można iść na spacer, tylko położyć się na wyrku i posłuchać dobrej muzyki ! Tak, było by idealnie !!
Ile trzyma? Sam nie wiem, dalej mnie grzeje
Kodeinowy błogostan spokoju.
24.08.2011r Set & Setting - hata przyjaciela, dobre nastawienie, następnie jazda na skuterku z przyjacielem do sklepu po fajki, czekanie na niego pod kościołem a finisz nad jeziorem Papierok
Dawka - 300mg kodeiny doustnie (płyn), 100mg dimenhydrantu doustnie
Doświadczenie : Ależ jestem podjarany. Dlaczego tak bardzo się cieszę, że znów będę obcować z kodeiną, substancją która tak bardzo uzależnia i może zniszczyć moje życie ?
Podjarany, że znów będę mógł poczuć ten spokój, to nieokreślone przyjemne ciepło i błogostan ! Przyjaciel przygotowuje sprzęt, robię ekstrakcję z 40 sztuk Antka. Coś ciężko poszło, ale daliśmy radę. Łykamy po 100mg dimenhydrantu, następnie za co pijemy ? Za udanego tripa i byle byśmy się nie wjebali ! Chlup, po kieliszku, równo rozlane, zapijamy z niecierpliwością sokiem pomarańczowym. Smak naszego specyfiku mogę porównać teraz do typowo chemicznego smaku tabletek, da się spokojnie przeżyć.
Patrzymy, godzina 15:00. Muzyczka, siedzimy sobie chwilkę. Po gdzieś 10 minutach, już czuję że jest mi coraz cieplej, przyjemne ciepło zaczyna we mnie wchodzić. Spokój, zaczyna coraz głębiej we mnie wchodzić, cudowny spokój ! Myśl, zanim się załaduje musimy posprzątać namiot. Sprzątamy, gdzieś może minęło już 20 minut, czuję że ładuje się coraz mocniej. Położyłem się na trawie, zamknąłem oczy. Mógłbym tak leżeć cały dzień, jaki spokój! Po kilku minutach wstaję, przyjaciel bierze mnie na skuter i jedziemy po fajki. Jedziemy, ja jako pasażer, zaczynam odczuwać już delikatny niepokój, przytulam go i mówię 'ale mnie pierdolnęło". Już trochę zaczynam żałować, że jadę z nim, a przecież mógłbym sobie teraz wygodnie leżeć na trawce i wczuć się w ten pogłębiający stan.
Zchodzimy z skuterka, mam iść do sklepu, zaczyna trochę plątać mi się język, zaczynam widzieć takimi skokami, śmieszne uczucie. Kupuję fajki i wode do picia, plątają mi się nogi, już mam lekkie zaburzenia błędnika a ciepło mi i przyjemnie, bardzo! Wychodzimy ze sklepu, jedziemy do P do domu, bo ma przecież obiad. Nie chce mi się nawet rozmawiać, oczy już mam ciężkie a szczyt już blisko. Zostawił mnie przy kościele, nie daleko jego domu. Siadam sobie na trawie, ale mi dobrze! Najchętniej bym się położył, ale lepiej nie, bo jeszcze ktoś mnie zobaczy i będą problemy. Siedzę grzecznie, odpalam papierosa. Palę, już czuję że to szczyt. Zalało mnie jeszcze mocniej ciepełkiem, obraz zaczął mi się pieprzyć przed oczami, takie teleporty miałem, ale do opanowania. Szczutujemy, mam neutralną minę ale mimo to, w środku spokój i uczucie jakbym miał zaraz się unieść, coś podobnego jak chelikopter kiedy pijemy alkohol. Minęło już może 50 minut, od czasu kiedy zapodaliśmy kodę, już jestem w niebie ! Teraz już wiem, co to znaczy błogostan po kodeinie, o którym każdy to mówi, bardzo charakterystyczny spokój z nutką radości. Mam ochotę się położyć, trochę się niecierpliwie bo przecież P miał już tutaj dawno być. Przyszedł po ok 20 minutach, kiedy miałem dosyć mocnego tripa.
Wstaję, ależ mi potwornie ścierpła noga ! Podpieram się wiosłem, bo nie ustanę na tej nodze, trwało to może kilka minut, wreszcie zacząłem iść. Wchodzę na skuter, jedziemy do T, nad Papierok, reszta ekipy już czeka. Przychodzimy, wolnym krokiem idę, trochę kołysze i ugina nogi, ciepło w środku rozchodzi się wszędzie, serce bije spokojnie, oddech mam wolny. Siadam sobie i tripuję, świetne uczucie ! Teraz jest godzina 20:25, dalej czuję trochę ciepła w głowie, lekki mułek jak w dzień po przepiciu alkoholem.
Chce mnie się spać, ale mimo to nie śpię. Myślę, kiedy znowu przywale, gdybym miał teraz przy sobie kodeinę, na pewno bym zażucił ją znowu! Więc, dochodzę do wniosku, że ona na prawdę kurewsko uzależnia i będzie trzeba uważać, bo ten most, na który weszliśmy, może się wreszcie zapaść, a jest bardzo kruchy. Myślę, że receptory które są odpowiedzialne za tripy na opiatach, muszą się wyrobić bardziej. Mimo to, już po trzecim razie, czuję że receptory są już dosyć dobrze wyczulone i pozwalają już odczuć efekty, które wywołuje ten środek. Na pewno, to nie ostatni trip. Na pewno, jeszcze będę do niej wracał ! Ale myślę, że nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Czy warto, tak ryzykować, aby poczuć opioidowy haj ? Przekonamy się, ale jedno wiem na pewno. Jest to tak cudowna faza, że ciężko będzie nie załadować po raz kolejny. Na razie, zostanę przy dawce 300mg kodeiny. I obyśmy się nie wjebali w ten nałóg !
Jest godzina 20:55, czuje się jakbym miał gorączkę, boli trochę gardło, ciepło we łbie i na całym ciele ale to już mniej. Mam 38,3C czyli już gorączka się rozwija, ciekawe przez co mnie dopadła .. idę wziąć prysznic, wypić ciepłą herbatkę i jakąś tabletke łyknąć, oby pomogło. Amen!

Pomoc
Dodaj odpowiedź



Cytuj
















