Może nie tyle dziwna co zabawna sytuacja.
Wczoraj wieczorem po spaleniu dwóch lufek Baki stwierdziłem, że słabo poklepało. Tego dnia wcześniej próbowałem kupić bongo jakieś, ale nie było nic ciekawego na mieście. Siedzę więc wieczorem i patrzę: karton po soku jabłkowym z Biedronki, pojemność 1 litr. Pusty. Zrobiłem więc dwie dziury po bokach kartonu, jedna niżej to miejsce na fifkę, z drugiej strony druga dziura wyżej w roli... sprzęgła

Ustnikiem jest oczywiście ten otwór na górze kartonu, którym pije się ten sok albo wlewa do kubka/szklanki (zapomniałem jak to się fachowo nazywa

).
Oczywiście wszystko zadziałało wyśmienicie, home-made bongo zalane kranówką pozwoliło mi ściągnąć ogromny obłok, którego źródłem była nabita kioskówka. Było już fajnie, więc jak to głupi - nabiłem swoją ulubioną lufencję, pojemność 1,5x kioskówy. Z tego były dwa mega obłoki. Dureń ze mnie, więc powtórzyłem operację, nabijając ponownie...
Odpadłem

Z 10 minut słuchałem najwspanialszej muzyki, tylko cholera nie pamiętam co to było. Nieważne, ważne że ogarnąłem się na tyle by wyłączyć kompa. Zgasiłem światło i wtedy pojawił się problem z chodzeniem

Trudno byłoby mi to opisać, ale powiem że wczoraj pokonanie 2 metrów, po linii prostej, ale po ciemku, zajęło mi jakieś... 5 minut

A w łóżku zaczęły pojawiać się popierdolone CEVy... No nieciekawie było, wniosek jest prosty: nie przesadzajcie z Baką
Natomiast to co miałem napisać zanim się tak rozgadałem...

Dzisiaj ponownie skorzystałem z domowej roboty bonga, ale tym razem z rozsądkiem

I siedzę taki wyluzowany i sobie piszę. I paląc papierosa sięgnąłem po karton jabłkowego celem napicia się... Na szczęście w porę się zorientowałem, w przeciwnym razie wypiłbym dwudniową, śmierdzącą kranówę pełną komet... Blech!
Jutro zaleje bongo colą, myślę że ten sprzęt wytrzyma jeszcze jakieś 4-5 dni zanim karton przy ustniku oraz otworach po bokach nie rozmięknie lub nie rozleci się
To tyle i aż tyle. Można dawać minusy