FORUM.DOPALAMY.COM: Poziomy doświadczeń psychodelicznych - FORUM.DOPALAMY.COM

Skocz do zawartości

  • 3 stron +
  • 1
  • 2
  • 3

Poziomy doświadczeń psychodelicznych

#41 Użytkownik nie jest zalogowany   Jacplac 

  • Newbie
  • Pip
  • Grupa: Members
  • Postów: 3
  • Rejestracja: sob, 01 sty 10

Napisano 01 styczeń 2011 - 19:37

Wyświetl postUżytkownik pablomoore dnia 01 styczeń 2011 - 19:05 napisał

Heh nie wiem czy mam sie smiac, czy plakac ? :P wole inne ksiazki niz ta , ktora przedstawiasz tu w jako wybitna i niezwykla.

Moja tolerancja jest na tyle rozwinieta, ze dla mnie mozesz sobie wierzyc w co chcesz, i czytac co chcesz... natomiast nie lubie jak ktos mi zarzuca jakies dziwne, smieszne rzeczy :P To tyle z mojej strony, dalsza dyskusja nie ma sensu. Zycze szczescia i wyrozumialosci w nowym 2011 roku :P


Nie rozumiem po co te uszczypliwości? :) Ja nikogo nie zmuszam, a już napewno nie Ciebie. Inne książki powiadasz, jakie? Wystosuj jakiś kontrargument, bo żeby mówić o dalszej dyskusji (de facto z brakiem argumentów z Twojej strony tego słowa tutaj użyć nie można) to trzeba ją zacząć, od wymiany zdań. Ja określiłem swoje stanowisko, a Ty napisałeś jakieś prześmiewcze, próżne posty ;) a co do nowego roku - nie mam w zwyczaju obchodzić pogańskich świąt :D więc życzeń nie odwzajemniam ;)
0

#42 Użytkownik nie jest zalogowany   szu420 

  • swojak
  • Grupa: Members
  • Postów: 130
  • Rejestracja: sob, 21 sie 10

Napisano 02 styczeń 2011 - 12:10

wszystko ładnie pięknie StaryKoniu ale czemu ignorancko spłycasz argumenty ateistów do jednego zdania "Boga nie ma bo nie". Równie dobrze mógłbym spłycić wiarę i stwierdzić, że nie przekonują mnie argumenty wierzących, którzy wszelkie niepojęte przez umysł człowiekia okoliczności tłumaczą istnieniem Boga. Dla mnie to tak jakby leczyć swojego kaca z powodu tego, że człowiek nie jest wszechwiedzący i wszechmogący i jest jedynie robaczkiem, który bardzo niewiele wie o wszechświecie. i nigdy nie będzie wiedział bo jego umysł tego nie ogarnie....

mógłbym to zrobić, ale ze względu na szacunek do drugiego człowieka nie staram się spłycać jego argumentów, przez które wybiera taką a nie inną drogę. Mam sporo szacunku do ludzi wierzących mimo iż sam nie wierzę...
0

#43 Użytkownik nie jest zalogowany   starykoń 

  • uzależniony od forum
  • Grupa: Members
  • Postów: 910
  • Rejestracja: śro, 25 sie 10
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 02 styczeń 2011 - 12:52

Więc tak. Ja wiem że nie jestem w stanie przekonać wszystkich, ale poznałem działanie szatana, a potem kontr-oddziaływania sił jemu przeciwnych (w domyśle boskich). Wszystko to działo się już na trzeźwo, w tzw rzeczywistości. Rzeczywistość stała się dla mnie całkiem odrealniona. Z drugiej strony, namiastkę takich doznań podobno otrzymuje każdy z nas, jako tzw zbiegi okoliczności, które potrafią być w mniejszym, albo większym stopniu intensywne (skomplikowane). Te moje przybrały tak nierealną formę, że nie mogły być już tylko zbiegiem okoliczności, stały się czymś więcej.
Po latach poczytałem sobie o chorobach psychicznych, i doszedłem do wniosku, że nie można by sklasyfikować mojej przygody jako choroby, np dlatego, że nie słyszałem żadnych głosów. Chyba że za takie uznać np rozmowę z obcymi ludźmi na ulicy, którzy nagle mi "prorokowali".

Nie chcę za bardzo zagłębiać się w szczegóły, bo są one zbyt nierealne.
Ludzie, którzy próbują uczynić ten świat gorszym, nie biorą sobie wolnego dnia. Bob Marley
0

#44 Użytkownik jest zalogowany   Ludomir 

  • Chemik socjopata
  • Grupa: überModerator
  • Postów: 778
  • Rejestracja: pią, 03 gru 10
  • LokalizacjaDopalaczolandia
  • gg:
    122

Napisano 02 styczeń 2011 - 13:09

Pamiętam dzień gdy pierwszy raz zapaliłem Taja jeżynke. Warto dodać ze to byl ten stary zajebisty Tajek.
Faza po nim i stan psychodeli był nieziemski.
Doszedłem (tak mi sie wydaje) do 3 poziomu opisanego w tym temacie.
Przyznac musze ze odczuwałem silne stany lękowe, wtedy siadłem na łózku i zacząłem przytulać sie do niego, cały czas w uszach miałem odgłos karetki na sygnale, głosy mnie nie opuszczały, były to głosy rózne takie nałozone na siebie.
Gdy zacząłem wygladac przez okno zdawało mi sie ze przez nie ciagle przechodzili jacyś ludzie.
Po około pół godziny wszystko wróciło "do normy" odczuwałem faze jak po normalnym zbombeniu. To co przezyłem przez to 30 min było czymś INNYM.
 pStop cyckom i takim tam innym - MODERATOR :e 
0

#45 Użytkownik nie jest zalogowany   ślepy 

  • kozak
  • Grupa: Members
  • Postów: 254
  • Rejestracja: pią, 30 lip 10

Napisano 02 styczeń 2011 - 13:26

Ja raz w życiu wzniosłem się na 4, ale nie wspominam tego dobrze. Wolę zostać tu na ziemi z przytłaczającą psychodelą niż odbywać podróż astralną. Ludomir to co przeżyłeś jest idealnym skrótem tego za co kocham mieszanki ]:->. Trudno dokładnie opisać taki chaos, ale ja bym raczej określił ten stan na 2.
Wired, I'm home!!!
0

#46 Użytkownik nie jest zalogowany   szu420 

  • swojak
  • Grupa: Members
  • Postów: 130
  • Rejestracja: sob, 21 sie 10

Napisano 03 styczeń 2011 - 13:35

Wyświetl postUżytkownik starykoń dnia 02 styczeń 2011 - 12:52 napisał

Więc tak. Ja wiem że nie jestem w stanie przekonać wszystkich, ale poznałem działanie szatana, a potem kontr-oddziaływania sił jemu przeciwnych (w domyśle boskich). Wszystko to działo się już na trzeźwo, w tzw rzeczywistości. Rzeczywistość stała się dla mnie całkiem odrealniona. Z drugiej strony, namiastkę takich doznań podobno otrzymuje każdy z nas, jako tzw zbiegi okoliczności, które potrafią być w mniejszym, albo większym stopniu intensywne (skomplikowane). Te moje przybrały tak nierealną formę, że nie mogły być już tylko zbiegiem okoliczności, stały się czymś więcej.
Po latach poczytałem sobie o chorobach psychicznych, i doszedłem do wniosku, że nie można by sklasyfikować mojej przygody jako choroby, np dlatego, że nie słyszałem żadnych głosów. Chyba że za takie uznać np rozmowę z obcymi ludźmi na ulicy, którzy nagle mi "prorokowali".

Nie chcę za bardzo zagłębiać się w szczegóły, bo są one zbyt nierealne.


Drogi StaryKoniu. Dla mnie Twoja historia jest niczym innym jak dowodem na to, że psychodeliki nie powinny być przyjmowane przez osoby młode, niedostatecznie rozwinięte emocjonalnie i oczywiście nie posiadającej odpowiedniej ku temu wiedzy. Oczywiście nie jest to atak na Twoją osobę - sam wspominałeś, ze byłeś wtedy młody i głupi. Zauważ jednak jak ogromne piętno na Twojej słabej wtedy psychice odbiła ta podróż.
Mam bardzo dobrego przyjaciala. Jest on niezwykle inteligentnym lekarzem o ogromnej wiedzy nie tylko medycznej. Jego hobby oprócz substancji psychodelicznych to psychiatria (mimo iż sam nie jest leakrzem tej specjalności) i historia (ale to tak na marginesie).
Jakiś czas temu tłumaczył mi on, na jakiej zasadzie w głowie człowieka powstają flashbacki (również te po przyjęciu psychodelików).
Jestem pewny, że gdybyś porozmawiał z nim na te tematy to mógłby on przedstawić Ci takie argumenty i wytłumaczenie tych zjawisk, że zwątpiłbyś w to, iż spotkałeś szatana. Nie twierdzę, że by Cię do tego przekonał, ale na pewno zasiał by w Tobie spore ziarno niepewności, które być może pchnęło by Cie do dalszych poszukiwań odpowiedzi na to co tak naprawdę się stało.

Co do choroby psychicznej, to jestem niemal pewny, że to, iż nie słyszałeś żadnych głosów nie jest wytłumaczeniem. Mam znajomego, który cierpi na zespół, którego nazwy niestety nie pamiętam. Przejawia się o tym, że ma on m.in. manie prześladowcze. Nie słyszy żadnych głosów a pomimo to interpretuje rzeczywistość w taki sposób, że nieraz z przerażeniem opowiadał nam o tym, że np. jego rodzice są w zmowie z lekarzami, którzy go leczą i z policją i wszyscy oni działają na jego szkodę (w dużym skrócie). Przedstawiał nam na to swoje absurdalne dowody, które dla niego były niepodważalne. Niestety ta skrzywiona rzeczywistość nieraz pchała go do ataków na własnych rodziców, nierzadko z użyciem niebezpiecznych narzędzi (np. nóż)
Oczywiście nie twierdzę, że jesteś chory, ale nie wykluczaj, że Twój mózg mógł spłatać Ci figla w tym ciągu "niezwykłych" sytuacji tym bardziej, że takie interpretowanie NARKOTYCZNEJ wizji pod której wpływem byłeś w młodym wieku, w której z góry zakładasz działanie sił nadprzyrodzonych to moim zdaniem duże nadużycie. Przeżycie to mogło być na tyle silne, że nie dość, iż powiązałeś z nim ciąg przypadkowych zdarzeń to jeszcze Twój umysł mógł sprawić, że samo to narkotyczne wydarzenie mogłeś podświadomie zmodyfikować w swojej głowie tak, aby pasowało do tego co stało się później.

Oczywiście nie wykluczam, że faktycznie spotkałeś się z szatanem i że Twoja teoria jest słuszna.
Piszę to wszystko po to, żeby wytłumaczyć Ci czym jest ateizm. Ateizm nie jest z góry zaplanowanym odrzuceniem boga na zasadzie "boga nie ma bo nie i już" jak to ująłeś w jednym ze swoich poprzednich postów.
Ateizm to szukanie najbardziej racjonalnych odpowiedzi na trudne pytania. Prawdziwi ateiści wychodzą z założenia, że lepiej jest poszukać odpowiedzi niż tłumaczyć wszystko bogiem lub innymi siłami nadprzyrodzonymi.A nauka w dzisiejszych czasach stoi na tak wysokim poziomie, że łatwo może tłumaczyć wiele sytuacji/wydarzeń rzekomo powiązanych z bogiem (również wydarzeń zapisanych w Biblii). Nie bez powodu kościół od setek lat, po dziś dzień stoi w opozycji do świata nauki... (nauka jest zagrożeniem dla wiary)
Dlatego ja póki co skłaniam się ku zdaniu, że boga nie ma. nie ma też szatana. człowiek nie posiada duszy itp. itd.
1

#47 Użytkownik nie jest zalogowany   starykoń 

  • uzależniony od forum
  • Grupa: Members
  • Postów: 910
  • Rejestracja: śro, 25 sie 10
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 15 styczeń 2011 - 17:05

Ja też zawsze staram się o racjonalne wytłumaczenia. Mam niemal intuicyjne wyczucie praw fizyki. Jedynym najbliższym wytłumaczeniem moich przeżyć, mógł by być tzw epizod psychiatryczny. Jednak nie tłumaczyło by to wielu zjawisk, o które nawet otarli się postronni.
Np dane mi było przewidzieć, a raczej "dostałem cynk", że jeden człowiek z ferajny, zaatakuje kogoś ze znajomych nożem. Wyśmiewano mnie jako wariata, ale nie minęło 2 miesiące i tak właśnie się stało.
Trzeba było potem widzieć miny kumpli, jak mnie wypytywali skąd to wiedziałem. I pretensje poszkodowanego, że "wykrakałem".
Widziałem sporo. Jednak to całkowicie indywidualna sprawa każdego człowieka, na co się otworzy, a na co nie. Np kwestie wiary. Wiara piętnuje wiele ludzkich zachowań, wielu ludziom w ogóle w związku z tym nie opłaca się nawet o tym myśleć. Żyją tak jak lubią, tak im dobrze i jakiekolwiek zwracanie im uwagi powoduje tylko ich nerwowość. Ja wcale nie czuję konieczności nawracania kogokolwiek na siłę. Chociaż ktoś może i tak pomyśleć.
N/t przepowiadania przyszłości, Twój kolega lekarz nie wie nic, i w niczym mi nie pomoże. Co do tzw krótkotrwałych epizodów choroby psychicznej też trochę poczytałem. Wcale nie czuję że zjadłem wszystkie rozumy, ale tego i owego doświadczyłem i nie jestem wcale jedyną osobą z takimi doświadczeniami.

Jeszcze jedno uściślenie, wizji moich nie doznałem po psychodeliku.
Ludzie, którzy próbują uczynić ten świat gorszym, nie biorą sobie wolnego dnia. Bob Marley
0

#48 Użytkownik nie jest zalogowany   pablomoore 

  • kozak
  • Grupa: Members
  • Postów: 440
  • Rejestracja: śro, 16 cze 10
  • Telefon:0-700-WAL-SIE
  • LokalizacjaKraina Tehace

Napisano 15 styczeń 2011 - 20:49

Jesli chodzi o mnie, to moje poglady na temat powstania zycia, oraz wierze w boga stworce mozna w duzym skrocie porownac , do pogladow Richarda Dawkinsa. Uwielbiam sluchac jego wykladow.


P.S. Sorry , ale tak w ogole to zrobil sie offtop :P

Użytkownik pablomoore edytował ten post 15 styczeń 2011 - 22:09

Wszystkie moje posty i wypowiedzi to fikcja literacka oraz bujna wyobraznia mojego umyslu :D
0

#49 Użytkownik nie jest zalogowany   Dooms 

  • kozak
  • Grupa: Members
  • Postów: 260
  • Rejestracja: sob, 15 sty 11
  • LokalizacjaSomwhere in Poland
  • Opening hours:24h/7 :)

Napisano 17 styczeń 2011 - 19:59

Skoro mowa o tripach halucynogennych :)
Otóż to bardzo dzine, że tak to podziałało... więc:
W SmartSzopie pojawiły się nowe wtedy pixy Fungeez - od razu kupiłem i sprawdziłem, rozsypałem i poszło w nochal... nic. Czułem tylko speeda i lekką euforię. Następnego dnia, kupiłem kolejne opakowanie. Jednego wciągłem, drugiego połknąłem.. nic. I przyszedł kolejny dzień, kupiłem opakowanie, powiedziałem sobie jak teraz mnie nie porobi, nigdy więcej tego nie kupuję. Otworzyłem, o godzinie 13.00 rozsypałem obie zawartości pixów do buzi, szybko popijając colą.
Nadeszła godzina 14. Tego oszołomu się nie spodziewałem, wyjechaliśmy z kumplem na stawy (wiecie, jeziorko, drzewka, place do siatki i nogi, takie fajne miejsce ;)), kiedy dojechaliśmy drzewa zaczęły mi rosnąć. Wmówiłem sobie spoko, nawet fajnie, i wtedy... drzewo zmalało do rozmiarów wykałaczki, zacząłem się bać. Nie byłem przygotowany na to co mnie czeka, a to co widziałem już mnie przerastało. Wzbudził się we mnie strach i dziwne poczucie winy, oczy jak u chińczyka, wszystko było rozmazane i niesamowicie jasne. Jakbym z oczu strzelał promieniami latarki :D . Kiedy zaczęło mi odbijać, kumpel powiedział że mozna jechac do ziomka bo cos ma. No więc wsiadłem do samochodu, w samochodzie nie mogłem usiedzieć, przytulałem ziomka, wmawiałem że go kocham, że kocham jego samochód, całe auto w środku malowane było kwiatami, kolory, przeważnie czerwony, niebieski, zielony i brązowy biegały wszędzie. Po chwili drzewa, budynki, znaki i ludzie okazali być malowani kredką jak w cartoon network. Niebo zmieniało kształty na jakieś dziwne zwierzaki które się do mnie śmiały i tańczyły.
Kiedy dojechaliśmy do miejsca spotkania, kumpel nie wierzył że mogłem się tak porobić, podobno wyglądałem jakbym wpieprzył zylion pixów, biegałem, skakłem, cieszyłem się.. mimo że byłem blady jak ściana a z rozpoznaniem czy miałem oczy czerwone czy nie bylo jeszcze ciężej bo kumple widzieli jedynie zamknięte powieki, zastanawiali się czy wogóle coś widze ;D.
Ogólnie kiedy odpalili wtedy SMILE'a ze smile-shopu dali mi bucha. Ściągłem dosłownie dwa.. i zaczął się hardcore, położyłem się na drodze, spojrzałem w niebo, całe aż pływało jak wieli ocean, nagle chmury zaczynały łączyć się jak puzzle, powstała ogromna wprost głowa krowy. Zaczęła mrugać do mnie okiem i się uśmiechała, dosłownie szczerzyła zęby z radości. Nagle wzrok mój przykuły samochody w których koła były wprost ogromne w dodatku metalowe. Wszystko się świeciło ;)
Kumpel powiedział że najwyższy czas jechać na chate. Godzina - koło 16.30-17.00. Wracaliśmy starym wiaduktem, most nagle zrobił się z papieru, chciałem go dotknąć, spróbować, posmakować, ocierałem się o niego, skakałem po nim, był po prostu fascynujący. No i wreszcie końcowa faza która złapała mnie między 17.30-18.00 jak już dojeżdżałem do domu. |
! ULICA ! - jak nigdy porastała bujnie trawą, kwiatami i dziwnym mchem który się szybko rozrastał i zmieniał kształty. Mimo że samochód był w ruchu ja widziałem ulicę jakby stała obok mnie, jakbym nad nią przelatywał, widziałem jakby taśme filmową w której zmieniały się obrazy, a dokładnie jeden obraz. Wielka, okrągła, bez wyrazistych kontór twarz, która posiadała wielgachne opczyska z szerokim uśmiechem na policzkach. Raz śmiała się do mnie, drugim razem zła, kolejnym smutna.. i tak się zmieniała co jakis czas. Co najdziwniejsze w całym tym opwoiadaniu kiedy wyszedłem z auta cała faza mineła... jak pstryknięcie palcem, zostało tylko uczucie chilloutu, zmęczenia i dosyć ciekawego bólu oczu. Dlaczego ciekawego? Bo jak zamykałem powieki ból ustał ale pojawiały się silne (końcowe) CEV w postaci różnokolorowych plam, a jak otwierałem to jakby latarką prosto w źrenice dostał człowiek, nie za fajnie.. :)
No byłem tak dorypany że usnąłem jak tylko wszamałem gorący obiadek. Co za tym idzie, ktoś powiedział że po fungeezach mogą jedynie się kształty zmieniać.. ja miałem dosłowne Bajkowe przeżycia.. pamiętam dosłownie wszystko co widziałem, co żadko się zdaża.. Nigdy w życiu nie przeżyłem czegoś podobnego ;)
Cieszę się że mogłem się z wami podzielić moimi doznaniami.


PS:
Później jeszcze kombinowałem, łączyłem fungeez z Smartshivą, voodoo, konkretem, smilem i innymi dziwadłami, ale nigdy.. prze nigdy nie uzyskałem takiego efektu jak tutaj opisywałem, być może odpowiada za to tolerka albo coś jeszcze bardziej dziwacznego ;P
Pozdrawiam :D

Skoro mowa o tripach halucynogennych :)
Otóż to bardzo dzine, że tak to podziałało... więc:
W SmartSzopie pojawiły się nowe wtedy pixy Fungeez - od razu kupiłem i sprawdziłem, rozsypałem i poszło w nochal... nic. Czułem tylko speeda i lekką euforię. Następnego dnia, kupiłem kolejne opakowanie. Jednego wciągłem, drugiego połknąłem.. nic. I przyszedł kolejny dzień, kupiłem opakowanie, powiedziałem sobie jak teraz mnie nie porobi, nigdy więcej tego nie kupuję. Otworzyłem, o godzinie 13.00 rozsypałem obie zawartości pixów do buzi, szybko popijając colą.
Nadeszła godzina 14. Tego oszołomu się nie spodziewałem, wyjechaliśmy z kumplem na stawy (wiecie, jeziorko, drzewka, place do siatki i nogi, takie fajne miejsce ;)), kiedy dojechaliśmy drzewa zaczęły mi rosnąć. Wmówiłem sobie spoko, nawet fajnie, i wtedy... drzewo zmalało do rozmiarów wykałaczki, zacząłem się bać. Nie byłem przygotowany na to co mnie czeka, a to co widziałem już mnie przerastało. Wzbudził się we mnie strach i dziwne poczucie winy, oczy jak u chińczyka, wszystko było rozmazane i niesamowicie jasne. Jakbym z oczu strzelał promieniami latarki :D . Kiedy zaczęło mi odbijać, kumpel powiedział że mozna jechac do ziomka bo cos ma. No więc wsiadłem do samochodu, w samochodzie nie mogłem usiedzieć, przytulałem ziomka, wmawiałem że go kocham, że kocham jego samochód, całe auto w środku malowane było kwiatami, kolory, przeważnie czerwony, niebieski, zielony i brązowy biegały wszędzie. Po chwili drzewa, budynki, znaki i ludzie okazali być malowani kredką jak w cartoon network. Niebo zmieniało kształty na jakieś dziwne zwierzaki które się do mnie śmiały i tańczyły.
Kiedy dojechaliśmy do miejsca spotkania, kumpel nie wierzył że mogłem się tak porobić, podobno wyglądałem jakbym wpieprzył zylion pixów, biegałem, skakłem, cieszyłem się.. mimo że byłem blady jak ściana a z rozpoznaniem czy miałem oczy czerwone czy nie bylo jeszcze ciężej bo kumple widzieli jedynie zamknięte powieki, zastanawiali się czy wogóle coś widze ;D.
Ogólnie kiedy odpalili wtedy SMILE'a ze smile-shopu dali mi bucha. Ściągłem dosłownie dwa.. i zaczął się hardcore, położyłem się na drodze, spojrzałem w niebo, całe aż pływało jak wieli ocean, nagle chmury zaczynały łączyć się jak puzzle, powstała ogromna wprost głowa krowy. Zaczęła mrugać do mnie okiem i się uśmiechała, dosłownie szczerzyła zęby z radości. Nagle wzrok mój przykuły samochody w których koła były wprost ogromne w dodatku metalowe. Wszystko się świeciło ;)
Kumpel powiedział że najwyższy czas jechać na chate. Godzina - koło 16.30-17.00. Wracaliśmy starym wiaduktem, most nagle zrobił się z papieru, chciałem go dotknąć, spróbować, posmakować, ocierałem się o niego, skakałem po nim, był po prostu fascynujący. No i wreszcie końcowa faza która złapała mnie między 17.30-18.00 jak już dojeżdżałem do domu. |
! ULICA ! - jak nigdy porastała bujnie trawą, kwiatami i dziwnym mchem który się szybko rozrastał i zmieniał kształty. Mimo że samochód był w ruchu ja widziałem ulicę jakby stała obok mnie, jakbym nad nią przelatywał, widziałem jakby taśme filmową w której zmieniały się obrazy, a dokładnie jeden obraz. Wielka, okrągła, bez wyrazistych kontór twarz, która posiadała wielgachne opczyska z szerokim uśmiechem na policzkach. Raz śmiała się do mnie, drugim razem zła, kolejnym smutna.. i tak się zmieniała co jakis czas. Co najdziwniejsze w całym tym opwoiadaniu kiedy wyszedłem z auta cała faza mineła... jak pstryknięcie palcem, zostało tylko uczucie chilloutu, zmęczenia i dosyć ciekawego bólu oczu. Dlaczego ciekawego? Bo jak zamykałem powieki ból ustał ale pojawiały się silne (końcowe) CEV w postaci różnokolorowych plam, a jak otwierałem to jakby latarką prosto w źrenice dostał człowiek, nie za fajnie.. :)
No byłem tak dorypany że usnąłem jak tylko wszamałem gorący obiadek. Co za tym idzie, ktoś powiedział że po fungeezach mogą jedynie się kształty zmieniać.. ja miałem dosłowne Bajkowe przeżycia.. pamiętam dosłownie wszystko co widziałem, co żadko się zdaża.. Nigdy w życiu nie przeżyłem czegoś podobnego ;)
Cieszę się że mogłem się z wami podzielić moimi doznaniami.


PS:
Później jeszcze kombinowałem, łączyłem fungeez z Smartshivą, voodoo, konkretem, smilem i innymi dziwadłami, ale nigdy.. prze nigdy nie uzyskałem takiego efektu jak tutaj opisywałem, być może odpowiada za to tolerka albo coś jeszcze bardziej dziwacznego ;P
Pozdrawiam :D
Kilka słów na temat LSD, dla wielu ambrozją Bogów:

"..po prostu wsadź cały wszechświat do działa, wyceluj w mózg, STRZELAJ!" .








Doświadczenie z: THC, h@sh, grzybki, lsd, meta, feta, mefedron, bufedron, kurczaki, mitseezy, bardzo duża ilość dopoupalaczy.. :)
Ale to co piszę to oczywiście czcze gadanie, wszystko przecież jest wytworem mojej wyobraźni, jestem istnym bajkopisarzem :-D
-1

#50 Użytkownik nie jest zalogowany   Tenihairu 

  • uzależniony od forum
  • Grupa: Members
  • Postów: 503
  • Rejestracja: pią, 26 lis 10
  • Lokalizacja7 Heaven
  • Opening hours:48h/24h

Napisano 17 styczeń 2011 - 23:18

trip raporty to nie tutaj, chyba że to nowy poziom psychodeli
Dołączona grafika
0

#51 Użytkownik nie jest zalogowany   Dooms 

  • kozak
  • Grupa: Members
  • Postów: 260
  • Rejestracja: sob, 15 sty 11
  • LokalizacjaSomwhere in Poland
  • Opening hours:24h/7 :)

Napisano 18 styczeń 2011 - 00:25

Czy nowy raczej wątpie. Wybaczcie jeżeli pomyliłem tematy, poprostu wbiłem i zobaczyłem jak ktoś opisuje swoją psychodeliczną przygodę, myślałem że też się podepnę ;P
Jeżeli można prosić admina to niech przeżuci temat na inną zakładkę.
Raz jeszcze sorka i pozdrawiam :)

A jeżeli chodzi o stopnie psychodelicznie max - doszedłem do poz.3 - chyba że trip który opisałem zalicza się do poz. 4 ale większość fazy kojarzyłem, także myśle że 3 lvl odpowiadał by mojemu tripowi.
Nie wiem jak wy ale ostatnio bardzo lubie palić sobie MJ i położyć się w łóżku z zamkniętymi oczami, po 15 minutach można doznać silnych CEV. Nie są tak wyraźne jak podczas fazy REM, ale kształty, postacie i wzory są łatwo rozpoznawalne, może już to praktykowaliście, a jeżeli nie to polecam. Fajna przygoda dla początków psychodelicznych, czasami kiedy nie moge już ogarnąc fazy poprostu zasypiam, tracę kontrolę nad omamami i usypiam. Ale ogólnie warto.
Kilka słów na temat LSD, dla wielu ambrozją Bogów:

"..po prostu wsadź cały wszechświat do działa, wyceluj w mózg, STRZELAJ!" .








Doświadczenie z: THC, h@sh, grzybki, lsd, meta, feta, mefedron, bufedron, kurczaki, mitseezy, bardzo duża ilość dopoupalaczy.. :)
Ale to co piszę to oczywiście czcze gadanie, wszystko przecież jest wytworem mojej wyobraźni, jestem istnym bajkopisarzem :-D
0

#52 Użytkownik nie jest zalogowany   Tenihairu 

  • uzależniony od forum
  • Grupa: Members
  • Postów: 503
  • Rejestracja: pią, 26 lis 10
  • Lokalizacja7 Heaven
  • Opening hours:48h/24h

Napisano 18 styczeń 2011 - 21:09

silne CEV-y po MJ ? Dobry Chem-shit Dołączona grafika

A poziom jaki max miałem to na razie 3, w kontaktach międzyludzkich na imprezie (ok 20 osób) na poziomie 2 fajna bajera filozoficzna mi włączyła odnośnie rozmowy z laskami %-)
Dołączona grafika
0

#53 Użytkownik nie jest zalogowany   Dooms 

  • kozak
  • Grupa: Members
  • Postów: 260
  • Rejestracja: sob, 15 sty 11
  • LokalizacjaSomwhere in Poland
  • Opening hours:24h/7 :)

Napisano 19 styczeń 2011 - 10:53

Ammm.. to nie fiolet ;D natural, chyba że mam już aż tak bardzo zryty berecik :D
Kilka słów na temat LSD, dla wielu ambrozją Bogów:

"..po prostu wsadź cały wszechświat do działa, wyceluj w mózg, STRZELAJ!" .








Doświadczenie z: THC, h@sh, grzybki, lsd, meta, feta, mefedron, bufedron, kurczaki, mitseezy, bardzo duża ilość dopoupalaczy.. :)
Ale to co piszę to oczywiście czcze gadanie, wszystko przecież jest wytworem mojej wyobraźni, jestem istnym bajkopisarzem :-D
0

#54 Użytkownik nie jest zalogowany   Wedrowiec 

  • Newbie
  • Pip
  • Grupa: Members
  • Postów: 8
  • Rejestracja: pon, 07 mar 11

Napisano 08 marzec 2011 - 01:16

*
Popularny

Witajcie, jest to mój pierwszy post na jakimkolwiek internetowym forum, więc mam nadzieje, że wpisuje się we właściwym miejscu i nie naruszam regulaminu. W życiu sporo przećpałem i chociaż nie jestem z tego dumny, uważam że była to niezbędna lekcja w mojej ziemskiej edukacji i nie żałuję, przynajmniej nie teraz. Żeby zobaczyć światło trzeba poznać ciemność... Głównym celem mojego ćpania było poznanie prawdziwej rzeczywistości, samego siebie czy doświadczenia mistycznego. Nie wiem czy uda mi się Wam przekazać to czego się nauczyłem doświadczając chemii, gdyż niewielu ludzi umie uczyć się z doświadczeń innych ale spróbuje, wierzę w was:). Chociaż moim głównym środkiem podróży na truskawkowe pola (piosenka Beatlesów) była maria a okazyjnie wszystko co można było dostać w okolicy, doszedłem do stanu, który ładnie opisuje bohater grany przez Johnnego Deppa w Las Vegas Parano na chwile przed, lub po tym jak Dr Gonzo (Benicio Del Toro) chce żeby Depp wrzucił magnetofon pod napięciem do wanny z nim i wodą. Depp mówi wtedy, że czasami mu się wydaje, że jest bardziej zaćpany gdy jest trzeźwy niż gdy jest zaćpany. Niestety osiągnąłem ten jeden z najchujow..... stanów witkacowskiego nienasycenia, kiedy na trzeźwo rzeczywistość jest tak nierealna, nie do zaakceptowania, że pozostaje tylko ćpanie utrzymujące nas jako tako przy rzeczywistości. Nie chcąc robić offtopu nie będe opisywał jak to się dalej potoczyło, w każdym razie Bóg którego tak szukałem przez psychodeliki sam się do mnie odezwał gdy upadłem bardzo nisko, i nie miałem nic, no może poza rodziną, a to i tak bardzo dużo. Po tym nastąpiło 7 lat spłaty (karmicznego) długu wytworzonego przez chemię, dokładnie tyle samo ile ćpałem. Cóż Bóg jest estetą i gra także w czasie;). 7 lat koktajlu oczyszczającego: samotności, wypacania tych gówi... przez pracę i ziemskie lekcje. Po tych siedmiu latach moje życie weszło w inny cykl, pozwolono mi powrócić do dragów, żebym mógł je do końca zrozumieć i zakończyć tą lekcję. Tym razem nie byłem tak głupi i miałem jako takie umiarkowanie przy czym byłem za bardzo rozwinięty duchowo, żeby mogły mi one zaoferować mi coś naprawdę ciekawego. Przepraszam za tak długie wprowadzenie ale już przechodzę do sedna. Pierwszy post w temacie dzieli doświadczenie psychodeliczne na 5 stopni. Z mojego punktu widzenia autor podziału skupia się na wizualach i zakłóceniach wizji a ich narastanie pociąga za sobą według niego przejście na wyższy poziom doświadczenia. Uważam to za duży błąd i niezrozumienie, o co wy tym chodzi. Jedynym celem zaburzeń rzeczywistości w jakiejkolwiek formie podczas doświadczeń psychodelicznych jest zmęczenie doświadczającego a w efekcie utrata ego i otwarcie się, zwłaszcza górnych centrów energetycznych nazywanych czakrami. Jeżeli doświadczenie kończy się na poziomach od 1 do 3 to właściwie niczego nie osiągnąłeś tylko się zaćpałeś i niewiele się różnisz od ludzi otumaniających się alkoholem, chociaż przez jakiś tydzień, dwa tygodnie będziesz inny i będzie to dla Ciebie zauważalne. W przypadku, gdy osiągnęliśmy utratę ego i otworzyliśmy się w pełni, każde następne doznanie będzie tylko kopią poprzedniego, a dobra maczanka przypomni nam tą lekcję. Dlatego uważam, że gdy raz doświadczyliśmy dobrego psychodeliku każdy następny raz będzie zbędny i rodzi szansę na uszkodzenia ciała w sposób trwały, na to, że przyczepi się do nas jakiś byt lub innego rodzaju pasożyt energetyczny. W psychodelikach naprawdę nie ma za dużo nauki i od nas samych tylko zależy jak szybko to zrozumiemy. Większość dragów osadza się w organizmie. Po latach ćpania przyjdą lata oczyszczania tak jak to spotkało mnie albo skończycie jak mój "best drug friend" ze schizofrenią w psychiatryku, wypaczoną inkarnacją która zrodzi przykre konsekwencje w następnych życiach. Pozostawiam wam samym pod rozwagę czy tak naprawdę chcecie się uczyć, jeśli tak to jedno dobre doświadczenie raz na 7-10 lat wam wystarczy. Czy bardziej interesuje was stan upojenia-wizuale, muzyka, która brzmi przepięknie czy pseudo przemyslenia, wtedy oszukujecie samych siebie i tylko ćpacie będąc uzależnionym od stanu pomieszania umysłu. Nie chcę was więcej męczyć, gdyż nie jestem przeciwnikiem narkotyków,bez nich nie byłbym tym kim jestem teraz . Podziele się z wami jednym z moich doświadczeń. Do podróży użyłem świętych, magicznych grzybków z gatunku Psilocibe Tampanensis (Kamień Filozoficzny), nie było to w Polsce, żadnego prawa nie naruszyłem, przynajmniej nie ludzkiego, w lutym 2010. Wybrałem akurat ten gatunek, bo nie ma po nim żadnych halucynacji, co uważam za ogromną zaletę, w przeciwieństwie do założyciela wątku. Przyjąłem przynajmniej podwójną dawkę wymaganą do ciężkiego tripa połączonego z rozbiciem osobowości. Nie zjadłem mego nauczyciela gdyż pewnie zwymiotowałbym po jednej czwartej tego co wrzuciłem w siebie. Jak to zrobiłem nie opisuje, pozostawiam to inteligencji czytelników. Oto lekcja: Spożywam połowę przewidzianą do nauki, już po minucie czuje zmieniającą się rzeczywistość. Po 10 minutach jestem już "lekko" zaćpany, nie jestem w stanie korzystać z komputera, wyłączam go i spożywam resztę. To był błąd albo błogosławieństwo. Po 20 minutach czuje ciężki bodyload. Na ścianach pokoju widzę te charakterystyczne dla grzybów motywy azteckich twarzy i liści czuje, że przybyli przewodnicy, słyszę ich głos. Ostrzegają mnie, że to będzie skrajne doświadczenie wymagające przeciwstawienia się psylocybinie z całych sił. Substancja rozlewa sie po całym ciele, czuje ją w karku i ramionach. Mam lekkie duszności jest mi też nie dobrze, ale wiem, że nie będę wymiotował. Po 40 minutach nauczyciel atakuje moją psychikę, wypływa ze mnie mnóstwo lęków, co do mojej przyszłości, tego, kim będę. Nie mogę zostać w jednym miejscu, bo pożerają mnie negatywne myśli, co sekundę muszę zmieniać obiekt obserwacji, żeby moja psychika nie została zmiażdżona przez grzyby, które w międzyczasie pozbawiły mnie zmysłu dotyku. Mam ciężkie duszności w języku jogi nazwałbym to automatyczną pranayamą mającą na celu przyszpieszenie oczyszczenia z nauczyciela (trucizny:) ale większość ludzi nazwałaby to po prostu dusznościami. Jest mi gorąco, otwieram okno, po 2 sekundach jest mi cholernie zimno i tak w kółko. Rzuca mnie po całym pokoju, nauczyciel nie daje mi ani chwili spokoju. Widocznie mam ogromne ego, albo silne ciało i nie tak łatwo mnie zmęczyć. Moje całe ciało i dusza pogrąża się w ciemności, jedynie w sercu czuje odrobinę miłości to pozwala mi przetrwać. Przez chwile recytuje nawet Psalm 23, prosząc Boga o przewodnictwo podczas lekcji. Dla większości ludzi byłby to bad trip, dla mnie to początek lekcji. Nie ma nic za darmo, nauka kosztuje, nawet przez chemię. Po jakiś 2 godzinach totalnego szaleństwa lekcja przechodzi w „taniec grzybowy”, który nie wiem jak długo trwał gdyż był zbyt przyjemny a jest wynikiem pobudzenia kundalini która zaczyna pracować nad blokami energetycznymi w ciele. Taniec grzybowy będzie darem grzybów i zostanie ze mną do dziś, często jest uznawany jako jedna z pierwszych oznak zbliżającego się oświecenia. Po 5-6 godzinach jestem już tak wyczerpany, że nauczyciel uznaje, że mam dość i rzuca mnie na podłogę, klęcze na podłodze z twarzą na łóżku. Nie ma we mnie ani jednej myśli, nie ma ego, jest tylko istnienie. Po 20 minutach udaje mi się wdrapać na łóżko i myśle O, KUR.... Pierwszą sensowną myślą jest "Może zostane tłumaczem ustnym" (mój drugi fakultet to języki). Po sekundzie mam odpowiedz "Dlaczego chcesz być kimś?, po prostu bądź". Tak jakbym był anteną, wysłał jakąś myśl, wibrację, która dotarła do duszy kosmosu, która mi odpowiedziała. Kosmos sam z siebie mówi mi, że jeśli bardziej przesunę się w rozwoju ludzie przestaną mnie w ogóle rozumieć. Mówi, że stracę z nimi łączność i będą dla mnie dziećmi nie dorosłymi, jednak nie daje mi porady, co powinienem wybrać. Dodaje, że pozwolono mi się zaćpać, żebym miał świadomość wyboru, którego dokonuje. Że dalsze iście tą drogą prowadzi do przekroczenia progu, za którym wszystko się zmieni. Powracając na ziemie myślę, że za dwie godziny muszę iść na urodziny koleżanki a jestem tak rozpizgany, ale idę bo obiecałem, że przyjdę a zazwyczaj odrzucam zaproszenia „normalnych ludzi” na spotkania grupowe. Jest to totalna porażka, nie mogę znieść ludzi i ich infantylnych problemów, cisza jest zbyt przyjemna. Stan niechęci utrzyma się przez tydzień (z wyjątkiem przyjaciół, którzy mnie akceptują takim jakim jestem).
Wnioski:
-jeden z ciekawszych tripów w moim życiu, następne niczego nowego mnie nie nauczyły, wystąpiły tylko szkody na zdrowiu
-świadomość grzybów sięga tylko, albo aż kosmosu, na pewno nie sięga świadomości Boga, i grzyby nie znają jego zamiarów, które może być zupełnie inna niż wynikające ze świadomości kosmosu
- duża ilość psylocybiny tłumi działalność czakry serca u rozwiniętych ludzi, odwrotnie niż u średnio rozwiniętego ziemianina lub wtedy, gdy spożyje małą ilości, która zwiększa „produkcję miłości” Bardzo mi brakowało siły uczucia miłości, które czuje, na co dzień, a które jest klejem łączącym cały wszechświat, a zwłaszcza wszystko to co żyje
-daleko temu stanowi do oświecenia, uznałbym, że to doświadczenie samo w sobie
Drodzy narkonauci napisałem to do tych, którzy doświadczają psychodelików, żeby się rozwinąć duchowo. Nie było moim celem nikogo obrazić, czy się wywyższać, chciałem stworzyć w waszych umysłach odrobine wątpliwości, co do prawdziwości doświadczenia narkotycznego. Narkotyki tworzą dużo iluzji. Iluzji przeciwnych do tych tworzonych przez społeczeństwo homo sapiens. Ale to tylko iluzje. Czy wybierzecie tą normalną utworzoną w procesie socjalizacji i „imprintingu” nadanego wam przez wybraną przez was rodzinę, czy tą chemiczną stworzoną przez psychodeliki, robicie ten sam błąd. Obydwa wybory pociągną konsekwencje. Wasza droga się wydłuży i będzie bardziej kręta i bolesna.
Huxley pisząc „ Wrota percepcji” i skupiając się na doświadczeniu psychodelicznym nie opisał jednej ważnej sprawy. Psychodeliki pokażą Ci wrota percepcji, ale będąc zaćpanym nigdy przez nie nie przejdziesz. Będziesz krążył wokół nich doświadczając fałszu i iluzji, przyjemności i nieprzyjemności, takiej zwykłej ludzkiej ziemskiej gry, zaspokajającej zmysły i karmiącej umysł. Zawsze jest jakaś substancja do stestowania póki są pieniądze, czas i wola.
I na koniec ostatni argument. Argument, którego najbardziej nie lubię, tzw. argument z autorytetu. W jednym z moich ulubionych systemów dających narzędzia rozwoju, tantrze, narkotyki i seks są zaliczanej do tzw. czarnej tantry prowadzącej szybciej do spotkania kogoś kto się podaje za szatana, Boga czy innego wujka samo zło niż oświecenia i ewolucji.
Pozdrawiam,
Wasz Wędrowiec
Ps. Objaśnienia do rysunku: biała kartka symbolizuje prawdę, która jest wszędzie, kółko po lewej to "rzeczywistość" normalnego ziemskiego społeczeństwa, kółko po prawej to "rzeczywistość narkonauty". Morał z rysunku, żeby poznać prawdę musisz odrzucić jedno i drugie.

Załączone pliki


Mam na imię Rxxxxx i jestem narkomanem w stanie spoczynku. Nie ćpam, bo nie ma w tym nic dla mnie interesującego.
Be the change you want to see in the world. Gandhi
5

#55 Użytkownik nie jest zalogowany   starykoń 

  • uzależniony od forum
  • Grupa: Members
  • Postów: 910
  • Rejestracja: śro, 25 sie 10
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 08 marzec 2011 - 01:39

Bardzo ciekawy wpis. Mam pytanie skąd u Ciebie przeświadczenie o reinkarnacji, przy jednoczesnym powoływaniu się na Biblię?
Ludzie, którzy próbują uczynić ten świat gorszym, nie biorą sobie wolnego dnia. Bob Marley
0

#56 Użytkownik nie jest zalogowany   Wedrowiec 

  • Newbie
  • Pip
  • Grupa: Members
  • Postów: 8
  • Rejestracja: pon, 07 mar 11

Napisano 08 marzec 2011 - 15:34

Witaj Starykoniu, nie spodziewałem się takiego pytania po tym co napisałem. Myśląc nad odpowiedzią doszedłem do wniosku, że sam musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć. Chcesz, żebym za bardzo przybliżył Cię do prawdy, odwalił dużą część roboty za Ciebie. Może jakaś substancja chemiczna Ci pomoże :). Ale żeby nie było, że jestem niemiły i nie dziele się wiedzą. Oto wskazówki: wyobraź sobie, że jesteś Bogiem i jako Twórca doskonały i sprawiedliwy musisz stworzyć świat który jest doskonale sprawiedliwy. Odpowiedz sobie na pytanie czy jest to możliwe kiedy nie ma reinkarnacji, jest tylko jedna szansa? Ważnym pytaniem jest szansa na co? - ale na to też sam sobie musisz odpowiedzieć. Pomyśl o tych duszach, które rodzą się w Indiach i całe życie harują w sweat shopie za pół dolara za dzień pracy, gdy inne dusze rodzą się w Szwecji są atrakcyjne, przynajmniej zewnętrznie, zdrowe, i ogólnie całe ich życie to myślenie o tym żeby ich słodkie życie stało się jeszcze słodsze. Czy jest to sprawiedliwe, a musi, bo Najwyższy chociaż niewiele o nim wiemy jest doskonale sprawiedliwy i nie ma ucieczki przed jego prawem. Pomyśl co stanie się z duszą np. Adolfa Hitlera jeśli nie wracamy, bo jeśli wracamy to spłaci swój dług i będzie dalej ewoluował. No harm done jak mówią Brytyjczycy. Zanim znajdziesz odpowiedz na te trudne pytania, możesz poszukać odpowiedzi na prostsze. Nie jestem znawcą Biblii ale czy jest w niej chociaż jedno zdanie, że jesteśmy tu tylko raz. Ja nie znam żadnego takiego cytatu. Brak reinkarnacji jest tylko elementem doktryny kościoła, jak dogmat o nieomylności Papieża. Pozwoliło to Kościołowi wprowadzić koncepcję grzechu a w efekcie piekła i czyśćca. A stąd już nie daleko do strachu wywołanego przez obawę, przed trafieniem w te miejsca. Strach odgrywa ogromną rolę w psychice człowieka. Pozwalał Kościołowi przez wieki,tak jak teraz politykom kontrolować masy. Ludzie uwielbiają się czegoś bać i dopóki nie zastąpią strachu, miłością tak będzie. Lęk przed poznaniem jest jednym ze źródłem delegalizacji narkotyków przez dusze, które nie dorosły do narkotyków. Polecam Ci lekturę Imienia Róży Umberto Eco. Cała intryga tej książki jest oparta na tym czy jeden z najważniejszych ojców Kościoła Rzymskokatolickiego Arystoteles napisał tom Poetyki, w którym pochwala śmiech i radość. A śmiech zabija strach i to jest nie do zaakceptowania, przynajmniej dla tych co chcą rządu dusz. Jeśli przeczytasz, wielebny Jorge z Burgos Ci to wszystko wyjaśni. Powracając do twojego pytania, musisz się zastanowić czy koncepcja braku reinkarnacji nie wyklucza jakąkolwiek ewolucję duszy na ziemi. Czy nie wyklucza to oświecenia, czy nie wystarczy, tutaj przepraszam za mgliste określenie być dobrym. Poobserwuj ludzi, czy nie dostrzegasz tego że żyją na pewnych poziomach, przerabiają lekcjach z której każda jest równie ważna. Pomyśl czym różni się dusze, która rodzi się gdzieś w prymitywnym plemieniu w Ameryce Południowej, od duszy managera yapishona, który pnie się po szczeblach kariery w Warszawce, do duszy Buddy czy Jezusa? Nie zastanawia Cie czemu statystyczny Niemiec jest doskonałym Team Playerem i zawsze wykonuje polecenia przełożonego, a statystyczny Polak jest dużo bardziej indywidualny (dlatego nasza reprezentacja w piłkę nożną gra jak gra)najpierw pomyśli czy mu się to opłaca i czy nie można złamać lub co najmniej nagiąć reguł dla własnej korzyści. Pomyśl jak bogate jest ludzkie doświadczenie i czy jesteś w stanie ogarnąć całość jego bogactwa. Czy w jednym życiu jesteś w stanie poznać na tyle innych ludzi, żeby dorosnąć do uświadomienia sobie,że wszystko jest jednym. Myślę, że starczy Ci tej pożywki dla umysłu. Przerób te pytania a zrozumiesz jak okrutnym i niesprawiedliwym byłby brak reinkarnacji.
Jako rozrywkę dla umysłu mogę podać Ci jeszcze dwa "argumenty". Podobnie tak jak miałem w swoim otoczeniu osobę bliską która miała dar jasnowidzenia. Osoba ta powiedziała mi, że jest to moja 13 inkarnacja, w następnej (stan na tę chwilę, bo przyszłość jest płynna) będę kobieta, Chinką i urodzę się w Szanghaju lub w jego okolicach.
W moim domu rodzinnym zawsze mieliśmy dużo zwierząt, zwłaszcza kotów. Każdy z nich był inny, miał swoje zwyczaje, był zindywidualizowaną duszą. Jeden z kotów, które mieliśmy, był bardzo dziwny, zachowywał się jak pies. Aportował, nie drapał tylko gryzł, był jak pies zamknięty w ciele kota.
Pozdrawiam,
Wędrowiec
Mam na imię Rxxxxx i jestem narkomanem w stanie spoczynku. Nie ćpam, bo nie ma w tym nic dla mnie interesującego.
Be the change you want to see in the world. Gandhi
0

#57 Użytkownik nie jest zalogowany   starykoń 

  • uzależniony od forum
  • Grupa: Members
  • Postów: 910
  • Rejestracja: śro, 25 sie 10
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 08 marzec 2011 - 16:17

Ja bym zadał inne pytania odnośnie (re)inkarnacji, np skąd fobie, lęki? Jedni boją się wody, inni wysokości jeszcze inni jednego i drugiego.

Na tematy reinkarnacji swego czasu sporo czytałem. Było by to chyba pozbawione sensu, jeśli nie pamięta się poprzednich wcieleń.

Druga sprawa, świadomość reinkarnacji i odpracowania poprzedniego grzesznego życia, dopiero pobudziła by wodzę fantazji różnych hedonistów-tyranów. Lęk przed konsekwencją grzechu jest jak najbardziej słuszny.

Biblia owszem neguje istnienie reinkarnacji, twierdząc że żywot człowieka właściwie z góry jest znany Bogu, wszystko się już wydarzyło (dla Niego). Z góry wiadomo kto idzie na zatracenie, a kto nie. My ludzie odbieramy czas jako barierę, ale nawet fizycy stwierdzają że upływ czasu jest względny (Teoria względności Einsteina).

Ze zdziwieniem stwierdziłem że wgląd w przyszłość potrafią przeprowadzić niektórzy ludzie. Tylko że ja temu źródłu nie zamierzam zaufać, bo nie wiem skąd to pochodzi. Prawdopodobnie sami oni nie zdają sobie sprawy.

Bóg daje człowiekowi rozum i intelekt, aby ten mógł rozpoznawać swoje zachowanie. Jeśli ludzie czynią zło - krzywdzą innych, to robią to zazwyczaj w pełni świadomie. Biblia nakazuje takich, np zwyrodnialców pozbawiać żywota (Stary Testament)

W Biblii wielokrotnie było podane, że co dla nas ludzi jest niemożliwe, nie jest niczym trudnym czy niezwykłym dla Boga. To co, jak sugerujesz, ma przyjść na człowieka w następnych wcieleniach, tak naprawdę przychodzi co dzień w aktualnym wcieleniu. Ciągle mamy do czynienia z podejmowaniem decyzji w/g jakich żyjemy. Poza tym są różne "zbiegi okoliczności" dziwne sploty zdarzeń, niespodziewane zwroty akcji, ludzie na swojej drodze których poznajemy itp.
Ludzie, którzy próbują uczynić ten świat gorszym, nie biorą sobie wolnego dnia. Bob Marley
0

#58 Użytkownik nie jest zalogowany   Wedrowiec 

  • Newbie
  • Pip
  • Grupa: Members
  • Postów: 8
  • Rejestracja: pon, 07 mar 11

Napisano 08 marzec 2011 - 21:10

Cóż, każdy z nas jest niewolnikiem swojej świadomości i tylko podróż przez czas i miejsce może nas z tego wyleczyć:).
Mam na imię Rxxxxx i jestem narkomanem w stanie spoczynku. Nie ćpam, bo nie ma w tym nic dla mnie interesującego.
Be the change you want to see in the world. Gandhi
0

#59 Użytkownik nie jest zalogowany   prawler 

  • Newbie
  • Pip
  • Grupa: Members
  • Postów: 6
  • Rejestracja: sob, 07 maj 11

Napisano 09 maj 2011 - 10:42

Nie wiem który osiągnołem poziom ale miałem silne haluny, bardzo mocne zagubienie w czasie i przestrzeni - w własnym mieście które znam od dziecka - szedłem wtedy głowną ulicą, krople deszczu wydawały sie stać w miejscu, była duża ulewa mimo to nie czułem specjalnie żebym był mokry. W najwyższej fazie mojej fazy zaczeło mnie wywalać z ciała, latałem ponad miastem ale musiałem sie spinać bo niepokoiła mnie myśl że moge wpaść pod samochód, dowiedzialem sie po tem ze to mogło byc OOBE. Na tamtą chwilę nawet nie skupiałem się na moim ego, ponieważ miałem owiele ważniejsze rzeczy na glowie, odnaleźć kumpli z którymi sie umówiłem nie wiedząc gdzie jestem, naszczęscie moj kolega był bardziej ogarniety i jako tako nas prowadził. Kiedy usiadłem na ławce w deszczu miałem faze że jestem ławką i poprosiłem koleżanke żeby na mnie usiadła :D, ona pewnie miała na myśli jakieś sympatyjne zabawy, ale gdy zobaczyła moją poważną mine poczuła sie zdezorientowana haha. Ta mocna psychodeliczna faza przeszła mi po jakiś 2 godzinach, to było moje pierwsze takie doświadczenie, i chyba najsilniejsze chociaż dużo tego było i nie pamietam już dobrze wszyskiego.
0

#60 Użytkownik nie jest zalogowany   eilan 

  • Newbie
  • Pip
  • Grupa: Members
  • Postów: 6
  • Rejestracja: pon, 24 paź 11
  • LokalizacjaTajemniczy Ogród

Napisano 24 październik 2011 - 14:15

*
Popularny

Bardzo ciekawa dyskusja między Wędrowcem a Starymkoniem :) generalnie jestem nowa na forum, pozwólcie, że wrzucę swoje 3 grosze do tego tematu. Generalnie jestem bardzo ostrożna jeżeli chodzi o dragi. Co nie znaczy, że nie popełniłam w swoim życiu paru błędów w związku z nimi. Dzisiaj dragi traktuję jako drogę do poznania duchowego. Mimo że, takie stany można osiągnąć zupełnie na trzeźwo, ale wymaga to dużo większego wysiłku. Na początku swojej "przygody" z różnymi specyfikami...a zaczynałam od MJ...traktowałam to jako rozrywkę. Inne związki przyjmowałam dopiero dużo później, kiedy praktycznie sklepy z dopalaczami miały się ku końcowi. Jednak dragi jako skrót do osiągnięcia wyższych stanów świadomości dopiero postrzegam od momentu kiedy zainteresowałam się rozwojem duchowym. Chodzi mi o wykazania tutaj różnicy w podejściu do dragów między ludzi, którzy traktują to jako formę rozrywki a ludzi, którzy dążą do oświecenia. Przy czym żeby być oświeconym, trzeba być świadomym, posiadać wiedzę i wiarę. Jeżeli ktoś ćpa dla ćpania to raczej nie wykorzysta tego do wyższych idei, tylko potraktuje to jako trip czy bad trip. Teraz druga sprawa...to prawda, że jak już raz się zapali czy coś weźmie to zmienia się postrzeganie świata, jeżeli do tego dochodzą praktyki duchowe, czy też magiczne, można bardzo łatwo popaść w obłęd. Dlatego jak raz już się w to wdepnie to już się z tego nie wyjdzie. Trzeba mieć siłę, odwagę i inteligencję żeby psychodeliki używać do wyższych idei. Bo bardzo łatwo sprowadzić na siebie coś złego, co może zniszczyć całe nasze życie. Zwłaszcza jak zaczyna się swoje praktyki duchowe "od końca", będąc nieprzygotowanym i niedoświadczonym do pewnych czynności. Z drugiej strony patrząc na dzieje ludzkości, narkotyki były, są i będą. W pogańskich praktykach religijnych stanowiły podstawę poznania duchowego. Szamani nie bez powodu palili np. szałwię wieszczą. Sama historia wskazuje tu, że narkotyki to nie tylko forma rekreacji. Co do reinkarnacji to nie mam co do niej wątpliwości. Wędrowiec ma kota, z duszą psa. Ja mam psa z duszą kota. Mój pies bardzo często "miauczy" na swój psi sposób, skacze mi po meblach, parapetach, liże się jak kot, przeciąga się jak kot i jak kot ma trudny charakterek, cwany zwierzak, osobliwy. Świetnie, że powstał tutaj taki temat. Jestem ciekawa doświadczeń innych. Polecam też książkę: Anthony de Mello "Przebudzenie". Mam nadzieję, że w miarę jasno opisałam swój punkt widzenia, to bardzo szeroki i trudny temat...Dodam tylko, że jeśli ktoś się zainteresuje narkotykami i rozwojem duchowym, to trzeba dużo czytać i rozwijać siebie poprzez różne ćwiczenia. Jak już poznamy pewne elementy wyższej świadomości na trzeźwo, to po dragach będziemy w stanie ukierunkować swoje wizje lub je częściowo kontrolować, co pozwoli na uniknięcie niektórych bad tripów. Umysł ludzki jest fascynujący a po psychodelikach nasz umysł się otwiera tylko trzeba umieć to wykorzystać.
Homo sum et nihil humani a me alienum esse puto.
3

Udostępnij ten temat:


  • 3 stron +
  • 1
  • 2
  • 3


Szybka odpowiedź

  

Podobne tematy Zwiń

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post
Popularny (nowe posty) Czy maczanki aby na pewno uzależniają?
Opis własnych doświadczeń
Zdrowie & Detoks Radius555 
  • 15 Odpowiedzi
  • 640 wyświetleń
Nowe odpowiedzi Podróż na wyższe poziomy świadomości
Środek transportu - 4-Aco-DMT
Raporty z podróży ayahuasca 
  • 11 Odpowiedzi
  • 568 wyświetleń