Skoro mowa o tripach halucynogennych

Otóż to bardzo dzine, że tak to podziałało... więc:
W SmartSzopie pojawiły się nowe wtedy pixy Fungeez - od razu kupiłem i sprawdziłem, rozsypałem i poszło w nochal... nic. Czułem tylko speeda i lekką euforię. Następnego dnia, kupiłem kolejne opakowanie. Jednego wciągłem, drugiego połknąłem.. nic. I przyszedł kolejny dzień, kupiłem opakowanie, powiedziałem sobie jak teraz mnie nie porobi, nigdy więcej tego nie kupuję. Otworzyłem, o godzinie 13.00 rozsypałem obie zawartości pixów do buzi, szybko popijając colą.
Nadeszła godzina 14. Tego oszołomu się nie spodziewałem, wyjechaliśmy z kumplem na stawy (wiecie, jeziorko, drzewka, place do siatki i nogi, takie fajne miejsce

), kiedy dojechaliśmy drzewa zaczęły mi rosnąć. Wmówiłem sobie spoko, nawet fajnie, i wtedy... drzewo zmalało do rozmiarów wykałaczki, zacząłem się bać. Nie byłem przygotowany na to co mnie czeka, a to co widziałem już mnie przerastało. Wzbudził się we mnie strach i dziwne poczucie winy, oczy jak u chińczyka, wszystko było rozmazane i niesamowicie jasne. Jakbym z oczu strzelał promieniami latarki

. Kiedy zaczęło mi odbijać, kumpel powiedział że mozna jechac do ziomka bo cos ma. No więc wsiadłem do samochodu, w samochodzie nie mogłem usiedzieć, przytulałem ziomka, wmawiałem że go kocham, że kocham jego samochód, całe auto w środku malowane było kwiatami, kolory, przeważnie czerwony, niebieski, zielony i brązowy biegały wszędzie. Po chwili drzewa, budynki, znaki i ludzie okazali być malowani kredką jak w cartoon network. Niebo zmieniało kształty na jakieś dziwne zwierzaki które się do mnie śmiały i tańczyły.
Kiedy dojechaliśmy do miejsca spotkania, kumpel nie wierzył że mogłem się tak porobić, podobno wyglądałem jakbym wpieprzył zylion pixów, biegałem, skakłem, cieszyłem się.. mimo że byłem blady jak ściana a z rozpoznaniem czy miałem oczy czerwone czy nie bylo jeszcze ciężej bo kumple widzieli jedynie zamknięte powieki, zastanawiali się czy wogóle coś widze ;D.
Ogólnie kiedy odpalili wtedy SMILE'a ze smile-shopu dali mi bucha. Ściągłem dosłownie dwa.. i zaczął się hardcore, położyłem się na drodze, spojrzałem w niebo, całe aż pływało jak wieli ocean, nagle chmury zaczynały łączyć się jak puzzle, powstała ogromna wprost głowa krowy. Zaczęła mrugać do mnie okiem i się uśmiechała, dosłownie szczerzyła zęby z radości. Nagle wzrok mój przykuły samochody w których koła były wprost ogromne w dodatku metalowe. Wszystko się świeciło

Kumpel powiedział że najwyższy czas jechać na chate. Godzina - koło 16.30-17.00. Wracaliśmy starym wiaduktem, most nagle zrobił się z papieru, chciałem go dotknąć, spróbować, posmakować, ocierałem się o niego, skakałem po nim, był po prostu fascynujący. No i wreszcie końcowa faza która złapała mnie między 17.30-18.00 jak już dojeżdżałem do domu. |
! ULICA ! - jak nigdy porastała bujnie trawą, kwiatami i dziwnym mchem który się szybko rozrastał i zmieniał kształty. Mimo że samochód był w ruchu ja widziałem ulicę jakby stała obok mnie, jakbym nad nią przelatywał, widziałem jakby taśme filmową w której zmieniały się obrazy, a dokładnie jeden obraz. Wielka, okrągła, bez wyrazistych kontór twarz, która posiadała wielgachne opczyska z szerokim uśmiechem na policzkach. Raz śmiała się do mnie, drugim razem zła, kolejnym smutna.. i tak się zmieniała co jakis czas. Co najdziwniejsze w całym tym opwoiadaniu kiedy wyszedłem z auta cała faza mineła... jak pstryknięcie palcem, zostało tylko uczucie chilloutu, zmęczenia i dosyć ciekawego bólu oczu. Dlaczego ciekawego? Bo jak zamykałem powieki ból ustał ale pojawiały się silne (końcowe) CEV w postaci różnokolorowych plam, a jak otwierałem to jakby latarką prosto w źrenice dostał człowiek, nie za fajnie..

No byłem tak dorypany że usnąłem jak tylko wszamałem gorący obiadek. Co za tym idzie, ktoś powiedział że po fungeezach mogą jedynie się kształty zmieniać.. ja miałem dosłowne Bajkowe przeżycia.. pamiętam dosłownie wszystko co widziałem, co żadko się zdaża.. Nigdy w życiu nie przeżyłem czegoś podobnego

Cieszę się że mogłem się z wami podzielić moimi doznaniami.
PS:
Później jeszcze kombinowałem, łączyłem fungeez z Smartshivą, voodoo, konkretem, smilem i innymi dziwadłami, ale nigdy.. prze nigdy nie uzyskałem takiego efektu jak tutaj opisywałem, być może odpowiada za to tolerka albo coś jeszcze bardziej dziwacznego ;P
Pozdrawiam

Skoro mowa o tripach halucynogennych

Otóż to bardzo dzine, że tak to podziałało... więc:
W SmartSzopie pojawiły się nowe wtedy pixy Fungeez - od razu kupiłem i sprawdziłem, rozsypałem i poszło w nochal... nic. Czułem tylko speeda i lekką euforię. Następnego dnia, kupiłem kolejne opakowanie. Jednego wciągłem, drugiego połknąłem.. nic. I przyszedł kolejny dzień, kupiłem opakowanie, powiedziałem sobie jak teraz mnie nie porobi, nigdy więcej tego nie kupuję. Otworzyłem, o godzinie 13.00 rozsypałem obie zawartości pixów do buzi, szybko popijając colą.
Nadeszła godzina 14. Tego oszołomu się nie spodziewałem, wyjechaliśmy z kumplem na stawy (wiecie, jeziorko, drzewka, place do siatki i nogi, takie fajne miejsce

), kiedy dojechaliśmy drzewa zaczęły mi rosnąć. Wmówiłem sobie spoko, nawet fajnie, i wtedy... drzewo zmalało do rozmiarów wykałaczki, zacząłem się bać. Nie byłem przygotowany na to co mnie czeka, a to co widziałem już mnie przerastało. Wzbudził się we mnie strach i dziwne poczucie winy, oczy jak u chińczyka, wszystko było rozmazane i niesamowicie jasne. Jakbym z oczu strzelał promieniami latarki

. Kiedy zaczęło mi odbijać, kumpel powiedział że mozna jechac do ziomka bo cos ma. No więc wsiadłem do samochodu, w samochodzie nie mogłem usiedzieć, przytulałem ziomka, wmawiałem że go kocham, że kocham jego samochód, całe auto w środku malowane było kwiatami, kolory, przeważnie czerwony, niebieski, zielony i brązowy biegały wszędzie. Po chwili drzewa, budynki, znaki i ludzie okazali być malowani kredką jak w cartoon network. Niebo zmieniało kształty na jakieś dziwne zwierzaki które się do mnie śmiały i tańczyły.
Kiedy dojechaliśmy do miejsca spotkania, kumpel nie wierzył że mogłem się tak porobić, podobno wyglądałem jakbym wpieprzył zylion pixów, biegałem, skakłem, cieszyłem się.. mimo że byłem blady jak ściana a z rozpoznaniem czy miałem oczy czerwone czy nie bylo jeszcze ciężej bo kumple widzieli jedynie zamknięte powieki, zastanawiali się czy wogóle coś widze ;D.
Ogólnie kiedy odpalili wtedy SMILE'a ze smile-shopu dali mi bucha. Ściągłem dosłownie dwa.. i zaczął się hardcore, położyłem się na drodze, spojrzałem w niebo, całe aż pływało jak wieli ocean, nagle chmury zaczynały łączyć się jak puzzle, powstała ogromna wprost głowa krowy. Zaczęła mrugać do mnie okiem i się uśmiechała, dosłownie szczerzyła zęby z radości. Nagle wzrok mój przykuły samochody w których koła były wprost ogromne w dodatku metalowe. Wszystko się świeciło

Kumpel powiedział że najwyższy czas jechać na chate. Godzina - koło 16.30-17.00. Wracaliśmy starym wiaduktem, most nagle zrobił się z papieru, chciałem go dotknąć, spróbować, posmakować, ocierałem się o niego, skakałem po nim, był po prostu fascynujący. No i wreszcie końcowa faza która złapała mnie między 17.30-18.00 jak już dojeżdżałem do domu. |
! ULICA ! - jak nigdy porastała bujnie trawą, kwiatami i dziwnym mchem który się szybko rozrastał i zmieniał kształty. Mimo że samochód był w ruchu ja widziałem ulicę jakby stała obok mnie, jakbym nad nią przelatywał, widziałem jakby taśme filmową w której zmieniały się obrazy, a dokładnie jeden obraz. Wielka, okrągła, bez wyrazistych kontór twarz, która posiadała wielgachne opczyska z szerokim uśmiechem na policzkach. Raz śmiała się do mnie, drugim razem zła, kolejnym smutna.. i tak się zmieniała co jakis czas. Co najdziwniejsze w całym tym opwoiadaniu kiedy wyszedłem z auta cała faza mineła... jak pstryknięcie palcem, zostało tylko uczucie chilloutu, zmęczenia i dosyć ciekawego bólu oczu. Dlaczego ciekawego? Bo jak zamykałem powieki ból ustał ale pojawiały się silne (końcowe) CEV w postaci różnokolorowych plam, a jak otwierałem to jakby latarką prosto w źrenice dostał człowiek, nie za fajnie..

No byłem tak dorypany że usnąłem jak tylko wszamałem gorący obiadek. Co za tym idzie, ktoś powiedział że po fungeezach mogą jedynie się kształty zmieniać.. ja miałem dosłowne Bajkowe przeżycia.. pamiętam dosłownie wszystko co widziałem, co żadko się zdaża.. Nigdy w życiu nie przeżyłem czegoś podobnego

Cieszę się że mogłem się z wami podzielić moimi doznaniami.
PS:
Później jeszcze kombinowałem, łączyłem fungeez z Smartshivą, voodoo, konkretem, smilem i innymi dziwadłami, ale nigdy.. prze nigdy nie uzyskałem takiego efektu jak tutaj opisywałem, być może odpowiada za to tolerka albo coś jeszcze bardziej dziwacznego ;P
Pozdrawiam