Doświadczenie - mj, różne sqny, speed, koks, extasy, Greengo, grzyby
Info o mnie - Wiek 28 (Wtedy 18) / Waga 72 kg (Wtedy ok. 62) / Wzrost 176 (Wtedy ok. 173)
Set & Setting - Grzybowa polanka, samochód, nadmorskie miasteczko, wolne popołudnie spędzane z ziomkami, zero obowiązków
Co/ile - Grzyby (świeże, duże) 90 szt.
Historia z 2000 r. - dawno temu, więc opisy faktów mogą być niedokładne. Jeden z dwóch moich grzybowych badtripów. We wczesnojesienne sobotnie popołudnie ok. 15:00 wyjechałem z czwórką ziomków na polankę po grzybki. Polanka bogata, więc po 20 min wszyscy mieliśmy jakoś po 60 sztuk. W drodze do auta znalazłem jeszcze 10 i zjadłem od razu, bo "dzisiaj chciałem mieć dobrze." Wsiedliśmy do samochodu, wyjęliśmy kanapki, ketchup i przystąpiliśmy do kolekcjonowania trofeów. Kierowca (bo też żarł) dał mi jeszcze 10 od siebie, żeby móc prowadzić.
Zrzuta na paliwo -> wyjazd do miasta -> tankowanie -> McDonalds - minęło ponad 1h od ekspozycji zanim z miasta ruszyliśmy nad morze - nasz cel. Koleś odpalił samochód i wtedy poczułem pierwszy powiew - jest dobrze.
Zastanawiałem się, czy ich już coś wzięło, nie potrafiłem tego ocenić. Zacząłem się bać, bo miałem już dobre cevy, urwania wątków myślowych, w ogóle nie kumałem o czym oni gadają, a oni - jakby nic. Nie rozmawiałem, bo nie wiedziałem, co powiedzieć. Kierowca spoglądał na mnie w lusterku i zapytał "Greenboy, zajebałeś się, co?" On wiedział
(T~+2:30) Wysiadłem z trudem, długo to trwało (samochód 3-drzwiowy, siedziałem z tyłu). Twardy grunt i świeże powietrze polepszyły mi samopoczucie, ale ogólnie to już tak zrobiony byłem, że najchętniej zostałbym w tym samochodzie. Ten grunt też nie do końca sprawiał wrażenie twardego. Poszliśmy w stronę portu. Najgorsze, że po nich nie było nic widać, bo ciągle o czymś gadali, a ja skupiałem się na tym, żeby iść prosto i patrzeć prosto, bo gdy patrzyłem na te wszystkie pootwierane sklepy i turystów, to zapominałem o tym, że idziemy razem i albo zbaczałem z kursu, albo stawałem w miejscu. Ziomki wyczaili, że połamało mnie trochę, to żeby zachować kontakt ze mną rozmawiali ze mną, zadawali jakieś pytania, ale trudne to było. Najlepsze były pytania, na które można było odpowiedzieć to "tak" lub "nie" - proste.
Usiedliśmy na ławce. Wszędzie grała muzyka, turyści chodzili dookoła, a ja siedziałem na maxa już zdołowany, bo usłyszałem "Kurwa, co my teraz z nim zrobimy?" Wiedziałem, że mówili o mnie. To pogłębiało doła. Chłopaki ruszyli do sklepu, bo sucho w gardle. Czasem wpadał mi jakiś film, cevy całkiem fajne, fraktale, łańcuszki różnych kolorów, figury, śmiejące się twarze - wszystkie w tym samym czasie, jak w jakiejś grze lub wizualizacji. Nie wiedziałem już, co to znaczy być w jakimś miejscu, a zrozumieć, jak płynie czas i co to znaczy, że dzisiaj jest sobota było mi trudno. Nie chciało mi się jeść, ani pić. Prędzej bym się wyrzygał, ale nie wiedziałem, co nacisnąć, żeby to zrobić, który przycisk... Otwierałem oczy, widziałem ich knujących. Po którymś takim odlocie odzyskałem trochę świadomości i zapytałem ich, czy idziemy dalej. Zbrechali się trochę i śmiali się jeszcze długo. Nie wiem ile czasu minęło ale chyba sporo, bo dwójka kumpli zdążyła wypić po piwie, a sączyli powoli.
Chwilę staliśmy na molo. Jest dość szerokie, a ja i tak bałem się, że wpadnę do wody. Masakra. Powaga. Jakieś statki pływają, ludzie przechodzą, bałem się wszystkiego poza moimi ziomkami. Koleś krzyknął "patrzcie, statek zawraca na ręcznym!" Nie wiedziałem, czy mówi poważnie, czy żartuje. Chore jazdy. Staliśmy w kółku, jeden coś powiedział i cofnął się krok do tyłu, drugi powiedział co innego i krok do tyłu, trzeci ? to samo. Kurwa, co się dzieje?! Poczułem, że muszę zrobić tak samo, tylko nie wiedziałem, co powiedzieć (taki film).
Wejście do wózka było łatwiejsze, ale gdy usiadłem powróciły demony ciemności i znów miałem masę problemów. Dlaczego ten samochód jest taki krzywy? Jedziemy do przodu czy w bok, dlaczego nikt nic nie mówi, mieliśmy wypadek czy co? Ta myśl rozjebała mnie całkiem, bo zacząłem analizować jak powinien wyglądać samochód po wypadku, my po wypadku i czy mieliśmy ten wypadek. Zdawało mi się, że widzę nad schowkiem rozjebany telefon kierowcy. Jak on się rozwalił? Po wypadku? To jak my zadzwonimy po pogotowie. Ten samochód taki krzywy. Niewygodnie mi. Chora giera wkręca się na maxa i myślałem, że to wszystko jest naprawdę, że oni są tak spruci, że nawet nie kumają, że mieliśmy wypadek!!! O co tu kurwa chodzi?
2 km przed naszą wiochą krzyknąłem, że chyba jestem połamany i że muszę zaraz spróbować stanąć na nogach, bo nie wiem, czy umieram już, czy to jest naprawdę i o co tu w ogóle chodzi. Kierowca spękał i zatrzymał się. Wysiedliśmy. Na świeżym powietrzu poczułem się trochę lepiej - zapomniałem, co było samochodzie - inny świat. Stanąłem i powiedziałem "Nie wiem jak wy, ale ja idę lać". Teraz wkurwili się trochę na mnie, bo po tym wszystkim okazało się, że to tylko pełny pęcherz. Na świeżym powietrzu klimat całkiem inny, bardziej do ogarnięcia, chociaż tamta ławka ładnie mi porobiła. Rozeszliśmy się po domach planując kolejne spotkanie tym razem w domu, bo w domu są tylko dobre jazdy.
Od tamtego czasu miałem jeszcze jeden grzybowy badtrip, ale o tym kiedy indziej. Źle, a nawet bardzo źle zrobiłem jedząc więcej niż oni.
Zauważyłem, że grzyby trwale ryją baniak, dlatego od kilku dobrych lat nie kolekcjonuje ich.

Pomoc
Dodaj odpowiedź



Cytuj

















